1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Dieta antyzapalna - rozmowa z autorką książki „Silna i szczęśliwa. Rewolucyjny program antyzapalny”

Dieta antyzapalna - rozmowa z autorką książki „Silna i szczęśliwa. Rewolucyjny program antyzapalny”

Mieszajmy na talerzu kolory, bo każdy z nich świadczy o zawartości innego rodzaju polifenoli, dobroczynnie działających na komórki ciała. (Fot. iStock)
Mieszajmy na talerzu kolory, bo każdy z nich świadczy o zawartości innego rodzaju polifenoli, dobroczynnie działających na komórki ciała. (Fot. iStock)
Ludziom się wydaje, że dieta to poświęcenie. Ale gdy staje się częścią codzienności, przestajesz ją zauważać. Odkąd odżywiam się antyzapalnie, jem lepiej, moje posiłki są kolorowe od warzyw, pełne przypraw, a ja czuję się świetnie – mówi Maria Borelius, autorka książki „Silna i szczęśliwa. Rewolucyjny program antyzapalny”.

Czułaś się obrzmiała i zmęczona, twój brzuch przypominał „puszystą muffinkę” próbującą się wydostać zza paska od spodni, dokuczały ci bóle stawów i pleców, walczyłaś z infekcjami i ciągłym przeziębieniem – twoja książka zaczyna się jak spowiedź, ale zdaje się, że każda z nas mogłaby się pod niektórymi z opisanych przez ciebie objawów podpisać. Chciałaś pokazać, że na zmianę diety i sposobu życia nigdy nie jest za późno?
Gdy zaczynałam zbierać materiały do książki, miałam 52 lata. Dziś mam 59 i czuję się o niebo lepiej niż wtedy, a przecież byłam taka młoda [śmiech]. Ale co z tego, skoro życie mnie przytłaczało. Nie wiedziałam, że wszystkiemu winny jest stan zapalny.

Czym jest ów stan zapalny?
Są dwa rodzaje stanu zapalnego: dobry i zły. Ten pierwszy występuje – na przykład – gdy się skaleczymy. Zanim zdążymy powiedzieć: „Ał, boli!”, układ immunologiczny uruchamia reakcję obronną – jest nią właśnie stan zapalny. Wokół rany poszerzają się naczynia krwionośne, organizm tamuje krwawienie, szykuje się na odparcie ataku bakterii i naprawia uszkodzone tkanki. Ten zły to przewlekły stan zapalny, który negatywnie wpływa na cały nasz organizm i może się przyczyniać do rozwoju licznych chorób.

Jak poznać, że występuje?
Organizm daje sygnały: mamy wzdęty brzuch, opuchniętą twarz, skóra jest szara, zmarszczki bardziej widoczne, bolą nas stawy, mamy gorszy nastrój, częste zaparcia albo biegunki, problemy z koncentracją, jesteśmy osłabione, raz rzucamy się na jedzenie, innym razem wcale nie czujemy głodu. Objawów jest wiele.

Czy to, że mamy stan zapalny, można jakoś zbadać? I dlaczego, gdy nas dopadnie, czujemy się tak źle?
Wystarczy zmierzyć we krwi poziom CRP – to białko C-reaktywne, wytwarzane przez wątrobę w reakcji na wystąpienie w organizmie stanu zapalnego. A to, dlaczego czujemy się źle, wyjaśniają pionierskie badania amerykańskiego naukowca Roberta Dantzera, który udowodnił, że cytokiny – białka, których poziom wzrasta w wyniku stanu zapalnego – zmniejszają wydzielanie neuroprzekaźników, takich jak dopamina, serotonina i noradrenalina. To dlatego czujemy się chore, przygnębione, zmęczone. Gdy stan zapalny łagodnieje, liczba cytokin wraca do normalnego poziomu i neuroprzekaźniki działają normalnie. Upraszczając, wyrównany poziom dopaminy daje nam energię i pewność siebie, serotoniny – opanowanie i brak niepokoju, a noradrenaliny – gotowość do działania. Dokładnie takie zmiany zaobserwowałam w swojej psychice po przestawieniu się na nowy – antyzapalny – styl życia.

W zrozumieniu, na czym polega przewlekły stan zapalny w organizmie, pomogła ci kobieta, którą nazywasz swoją guru. Kim ona jest?
To Inger Björck, kierowniczka Centrum Badań nad Leczniczymi Właściwościami Jedzenia na uniwersytecie w szwedzkim Lund. Prowadzi badania nad zapobieganiem chorobom poprzez stosowanie diety oraz zaburzeniami zespołu metabolicznego.

Czym jest ów zespół metaboliczny?
To „zabójczy koktajl”, stan, gdy w organizmie występują trzy zaburzenia: otyłość, zwiększony poziom cukru we krwi i nadciśnienie tętnicze. Każdy z osobna jest niebezpieczny, a wszystkie razem to bomba zwiększająca ryzyko: schorzeń serca, udaru, chorób sercowo-naczyniowych, niektórych rodzajów nowotworów i demencji. To przerażające, ale zespół metaboliczny jest rozpoznawany u coraz młodszych ludzi! Dotyka co czwartego mieszkańca USA, Kanady i Europy. Na szczęście organizm ma zdolności do samoleczenia. Profesor Björck jest przekonana, że uratuje nas dieta antyzapalna.

Na czym ona polega?
Opiera się na produktach działających silnie przeciwzapalnie, które uruchamiają mechanizmy naprawy i regeneracji tkanek. Oddziałują korzystnie nie tylko na ciśnienie krwi czy poziom cholesterolu, ale także na samopoczucie, zdolności poznawcze, zapamiętywanie, umiejętność rozwiązywania problemów.

Czyli nie tylko będziemy zdrowsze, ale i mądrzejsze? Które produkty działają przeciwzapalnie?
Z owoców: borówki, maliny, suszone śliwki, agrest, ananasy, cytryny, czerwone i czarne porzeczki, daktyle, które mają co prawda dużo cukru, ale jeszcze więcej substancji antyzapalnych, gruszki, jabłka, grejpfruty, pomarańcze, mandarynki, melony, papaje, morele, śliwki, rabarbar, truskawki i wiśnie. Z warzyw: szparagi, buraki, brokuły, ogórki, papryka, sałata, szpinak, kiełki, pomidory, cukinia, rzodkiewka, seler, bakłażan, fenkuł, kalarepa, grzyby, czosnek.

Mieszajmy je na talerzu kolorami, bo każdy z nich świadczy o zawartości innego rodzaju polifenoli, dobroczynnie działających na komórki naszego ciała. No i pamiętajmy o przyprawach i rzeżusze, która jest mocno przeciwzapalna – jadła ją codziennie moja babcia, która dożyła ponad stu lat. Ważne jest też to, jak komponujemy posiłki – powinny składać się z: białek, tłuszczów i owoców, białek i tłuszczów albo tylko z białek i węglowodanów złożonych – batatów, brązowego ryżu, komosy ryżowej.

Biała pszenna mąka odpada?
Jeżeli już musimy zjeść białe pieczywo, niech będzie ono na zakwasie. Bo kwas mlekowy rozkłada gluten, co ogranicza jego prozapalne działanie.

Zgłębiałaś różne założenia dietetyczne, podróżując od Skandynawii, przez Indie, po Kalifornię. Udało ci się wyodrębnić jakieś ogólne założenia diety przeciwzapalnej?
Naukowcy z Lund przeprowadzili badanie, w wyniku którego pacjenci już po miesiącu stosowania przeciwzapalnej diety nie tylko poczuli się lepiej, ale też mieli lepsze wyniki badań krwi. Poziom złego cholesterolu zmniejszył im się o 33 proc., trójglicerydów – o 14 proc., ciśnienie krwi – o 8 proc.

Na czym polegała owa cudowna przeciwzapalna dieta? Poza jedzeniem produktów przeciwzapalnych naukowcy wyłonili podstawowe zalecenia dietetyczne.

  • Po pierwsze, zwiększenie pokarmów zawierających kwasy omega-3. Znajdziemy je w łososiu, makrelach, sardynkach, śledziach, orzechach i nasionach chia. Dodatkowo omega-3 łagodzi objawy napięcia przedmiesiączkowego, skutki stresu, obniża poziom lęku… Ważne, by jeść zawierające go produkty codziennie.
  • Zasada numer dwa mówi: mniej cukru! Poza tym jedzenie powinno mieć niski indeks glikemiczny (można go zbijać, dodając np. do dań ocet).
  • Po trzecie, rozpuszczalny błonnik pomaga ustabilizować poziom cukru we krwi, więc ważne jest jego regularne jedzenie.
  • Po czwarte, powinniśmy codziennie przyjmować dawkę probiotyków, czyli dobrych bakterii. Wy, Polacy, macie je w kiszonej kapuście i ogórkach. Zawarte w nich bakterie Lactobacillus mają antyzapalny wpływ na organizm. Ale żeby bakterie w jelitach miały się czym odżywiać, musimy dostarczać im błonnika – koło się zamyka.
Gdy podróżowałaś po świecie, odkryłaś wiele diet uznawanych za antyzapalne oraz to, że ich założenia częściowo się wykluczają: raz zalecano, by jeść czerwone mięso, raz tylko ryby albo z kolei zupełnie z nich zrezygnować, podobnie jak z mleka czy jajek. Jak godzisz te wykluczające się diety? Okazuje się, że wiele ścieżek prowadzi do zdrowia, grunt to znaleźć własną. W książce nie chciałam przedstawiać jednej właściwej recepty na dietę antyzapalną, ale pokazać jej różne warianty tak, żeby każdy mógł dobrać to, co do niego najlepiej pasuje. Przecież żyjemy w różnych miejscach na Ziemi, pochodzimy z wielu kultur i religii, różnie reagujemy na poszczególne produkty. Ważne, by obserwować siebie i zobaczyć, co jest dla nas dobre. Brzuch, puchnąc, szybko nam to powie. Są jednak ogólne zasady.
Ważne jest, jak komponujemy posiłki. Każdy powinien też zawierać źródło białka, bo białko buduje nasze komórki. Jedzmy dużo błonnika, zażywajmy probiotyki. Używajmy przypraw – cynamonu, chili, kurkumy, rozmarynu, kminu, imbiru. To istne przeciwzapalne bomby. No i uwaga na cukier.
A popularne głodówki?
Post jest dobry, bo odczucie głodu prowadzi do wydzielania kaskady substancji przeciwzapalnych regulujących komórki i spalających tłuszcz. Specjaliści skłaniają się ku przekonaniu, że najbardziej służy nam post 16:8. Przez 8 godzin dziennie jemy, przez 16 nie przyjmujemy pokarmów, by dać organizmowi odpocząć. Inna formuła to 5:2 – pięć dni odżywiania, dwa postu. Ale dieta to nie wszystko. Projekt antyzapalny to program holistyczny.

Ruch to zdrowie?
To wiadomo od zawsze. Teraz udowodniono, że każda forma ruchu zmniejsza stan zapalny. A gdy ćwiczymy rano, trening ustala rytm całego dnia, podkręca chemię mózgu, poziom endorfin rośnie już na dzień dobry, spada poziom cukru we krwi i sytość utrzymuje się dłużej. Wedle duńskiej profesor Bente Klarlund Pedersen, która bada wpływ regularnych ćwiczeń na układ immunologiczny, są one niesłychanie pomocne w redukowaniu stanu zapalnego. Z kolei bezruch i spędzanie dni na kanapie mogą stan zapalny prowokować.

Czyli dieta, regularny ruch, co jeszcze?
Regularne odstresowywanie się. Stres zwiększa wydzielanie kortyzolu, zwanego przecież hormonem stresu, a ten z kolei nasila stan zapalny w organizmie. Każdy musi znaleźć swoją metodę. Jednym pomogą joga i medytacja, innym spacery po lesie, ćwiczenia oddechowe, wysypianie się, jeszcze innym modlitwa. Ja sama poza medytacją coraz bardziej zgłębiam wiarę i ku swojemu zdziwieniu częściej bywam w kościele. Ważne jest też coś, co nazwałam praktykowaniem podziwu.

Podziwu?
Chodzi o zatrzymanie się, pozwolenie sobie na zachwyt nad pięknem życia. Kontemplowanie jego urody, podobnie jak duchowość, zmniejsza markery stanu zapalnego – to udowodnione naukowo. Zresztą było to dla mnie największe zaskoczenie podczas moich poszukiwań. Może to być podziwianie pięknego obrazu, zachodu słońca, słuchanie muzyki, która nas porusza, udzielanie się charytatywnie... Możliwości jest tyle, ilu ludzi.

A jaka jest twoja przeciwzapalna droga?
Przebyłam długą wędrówkę, odkąd napisałam pierwsze zdanie mojej książki. I wiem, że choć niezwykle ważne jest dla mnie piękne, udane, zdrowe życie, to absolutnie nie chcę zamieniać się w królika, który je samą sałatę i wszystkim wokół zagląda w talerz. Dlatego stosuję zasadę 80:20. Czyli przez 80 proc. czasu odżywiam się przeciwzapalnie, przez 20 proc. – na ogół jest to piątek i sobota – pozwalam sobie na lekkie odstępstwa. Gdy idę do znajomych, zdarza mi się pić wino, zjadam też wszystko to, co gospodarze przygotowali, bo przecież jedzenie to również okazywanie innym miłości, sposób na spędzenie razem czasu, relaks. Nie zapominajmy, że program antyzapalny to nie tylko dieta, to holistyczne podeście do życia. To nie pigułka szczęścia, ale dzięki niemu będziemy szczęśliwsze, bardziej stabilne psychicznie, zdrowsze. I ładniejsze! Czego chcieć więcej?

MARIA BORELIUS , autorka książki „Silna i szczęśliwa. Rewolucyjny program antyzapalny”, wyd. Insignis. Autorką jest szwedzka dziennikarka naukowa i działaczka społeczna.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Czy wiesz, co jesz? Poznaj podstawowe zasady zdrowego odżywiania

Jeśli chcesz zadbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, zacznij od świadomego kupowania produktów spożywczych. (fot. iStock)
Jeśli chcesz zadbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, zacznij od świadomego kupowania produktów spożywczych. (fot. iStock)
Wielu ludzi uważa, że wiedzą, jak się zdrowo odżywiać, znają się na dietach i dietetyce, pomimo że zasady żywienia poznają głównie za pośrednictwem mediów.

Zdrowe odżywianie stało się modne, więc na każdym kroku spotykamy się z  reklamami, w których znane osoby wychwalają niesamowite właściwości odżywcze różnych produkowanych masowo artykułów. Ponieważ media wciąż cieszą się dużym zaufaniem, często wpadamy w  pułapkę reklam, wierząc, że przemysłowo wytwarzane soki, jogurty, margaryny, zupy instant, oleje, wędliny, majonezy, batoniki to najlepsze rzeczy, jakie możemy sobie wyobrazić. Do tego dochodzą reklamy leków i  suplementów diety, które zgodnie z  oświadczeniami producentów zapewniają nam zupełną bezkarność – możemy jeść właściwie wszystko, pod warunkiem że będziemy zażywać odpowiedni suplement wspomagający np. pracę wątroby. Niestety, w  realnym życiu tak nie jest. Gdyby te reklamy były prawdziwe, nie istniałyby choroby ani problemy z nadwagą i otyłością. Prawda jest jednak taka, że dając się skusić obietnicom łatwego życia, szybkiego spadku masy ciała, zachowania zdrowia albo poprawy samopoczucia, dajemy się zwieść. W  dużych ilościach te produkty mogą okazać się szkodliwe dla zdrowia.

Zrób to sam

Najlepsze jedzenie to takie, które przyrządzimy samodzielnie ze świeżych, dobrej jakości półproduktów, których droga od producenta do naszej kuchni jest najkrótsza. Jeśli chcemy być zdrowi, na co dzień powinniśmy omijać półki sklepowe z  produktami przetworzonymi i  unikać jedzenia fast foodów. Wiele moich pacjentek jest przerażonych, kiedy podczas pierwszych konsultacji dochodzą do wniosku, że właściwie nie wiadomo, co jeść, bo wszystko, co do tej pory jadły i czym karmiły swoją rodzinę, jest niezdrowe. Ale aż tak źle na szczęście nie jest. Wystarczy poznać parę zasad robienia zakupów – jedna z takich podstawowych umiejętności to czytanie etykiet, aby uniknąć popełniania najpoważniejszych błędów.

Szczególną czujność zalecam, kiedy mamy do czynienia z  pięknie opakowanym produktem. Bardzo często atrakcyjne opakowanie idzie w parze ze skomplikowaną technologią produkcji, która znajduje odzwierciedlenie w liście trudnych do wymówienia nazw chemicznych, wypisanych na etykiecie. I  to powinna być już pierwsza wskazówka – jeżeli nie potrafisz rozszyfrować nazw składników produktu, po prostu pozostaw go w sklepie! Producenci zapewniają nas, że te składniki znajdują się na liście dozwolonych dodatków do żywności, ale nie wiemy, jakie ilości tych substancji przyswajamy i w jakim stopniu właśnie nam mogą zaszkodzić.

Co jest w środku?

Bardzo uczulam na pięknie wybarwione sztucznymi barwnikami produkty, które cieszą oczy i  przyciągają wzrok – jest to oczywista manipulacja. Jej ofiarami mają paść przede wszystkim dzieci. Niestety, te piękne kolory to syntetyczne dodatki, które wzmagają zachowania nadaktywne, wywołują alergie, stwarzają ryzyko zachorowania na raka. I tak barwnik E129, czyli czerwień allura – zakazana w  niektórych krajach, takich jak Belgia, Szwajcaria, Australia czy Norwegia – może nasilać objawy astmy i wywoływać nadpobudliwość psychoruchową u dzieci. Niestety, sklepy spożywcze często nie ułatwiają rodzicom życia i  umieszczają te łakocie w  najbardziej widocznym miejscu, czyli na poziomie wzroku dziecka. Dlatego radzę, żeby na zakupy wybierać się bez dzieci. I  pamiętajcie, by NIGDY nie nagradzać dziecka słodyczami! Otrzymując je jako nagrodę, np. za dobre zachowanie, dziecko zaczyna myśleć, że cukierki są bardziej wartościowe niż inne posiłki.

Słodycze to poza barwnikami głównie cukier. Wszyscy już wiedzą, że cukier szkodzi i  wiedzą o  tym także producenci, którzy wykorzystują naszą niepełną wiedzę o  składnikach przetworzonej żywności. Na etykietach widzimy napis: „zero cukru”, myślimy „OK”. Ale zamiast niego używane są sztuczne substancje słodzące, takie jak na przykład aspartam. Dodaje się go do ponad 6 tys. produktów spożywczych i  środków farmakologicznych. Znajdziemy go w  słodkich napojach typu light, ale także w zwykłych napojach, sokach oraz w jogurtach, płatkach śniadaniowych czy gumach do żucia. Jest też składnikiem leków, a  swoją popularność zawdzięcza naturalnej słodyczy. Według badań jest aż 200 razy słodszy od cukru, a  przy tym nie dostarcza kalorii. Na tym jednak jego zalety się kończą. Aspartam (E951) stanowi przyczynę 75 proc. niepożądanych reakcji na dodatki do żywności, zgłaszanych do amerykańskiego Urzędu ds. Leków i  Żywności, takich jak bóle głowy, pogorszenie samopoczucia, skurcze mięśni, przybieranie na wadze, depresje, bezsenność, zaburzenia wzroku, wysypki, utrata słuchu, trudności w oddychaniu, napady apopleksji, nowotwory. Ale jak tu żyć bez słodyczy?

Zamiast kolorowych napojów przyzwyczajajmy dzieci do picia wody z dodatkiem cytryny i  miodu. Dużo zdrowszym rozwiązaniem będzie również sporządzenie soku samodzielnie w domu ze świeżych owoców. Odrobina miodu powinna sprawić, że dziecko będzie przepadało za takim koktajlem. Polecam pieczone jabłka, gruszki lub owocowe sałatki. Propozycją zdrowszą niż wysokokaloryczne desery będzie także sok owocowy 100-proc., zamrożony i  podany w  formie lizaka. Zamiast kupować lody, zróbmy sorbety.

Tak jak łatwo zastąpić cukier i  słodziki, tak też łatwo możemy zastąpić substancje wzmacniające smak, czyli na przykład kolejnego przestępcę chemicznego: glutaminian sodu. Znajdziemy go w kostkach rosołowych, zupkach i  potrawach instant, mieszankach przypraw, sosach i słoikach z  gotowymi daniami. Według badań długofalowe skutki częstego używania glutaminianu sodu to między innymi: nadpobudliwość, zaburzenia hormonalne, uszkodzenie siatkówki oka, zaburzenia przewodnictwa nerwowego i  wzrost ryzyka otyłości. Szczególnie niebezpieczny może okazać się dla osób na niego nadwrażliwych oraz dla astmatyków i dzieci. Glutaminian sodu występuje w produktach jako E621 – wzmacniacz smaku i  zapachu o aromacie grzybo- i  mięsopodobnym. Jak możemy go zastąpić? Zioła, zioła i  jeszcze raz zioła. Świeże mają niesamowity aromat, wzbogacają potrawy i wydobywają z  nich to, co najlepsze. Niech w  twoim domu nie zabraknie szałwii, która dzięki zawartości licznych związków aktywnych działa antydepresyjnie, antybakteryjnie, przeciwzapalnie i  antyseptycznie. Zawiera witaminy A, C, witaminy z grupy B, minerały, takie jak wapń, magnez, potas, sód, cynk i żelazo. Szałwia obfituje także w lotne olejki i  fitozwiązki, m.in. kwas rozmarynowy, kamforę, taniny i  flawonoidy. Miej też zawsze świeżą bazylię zawierającą antybakteryjny eugenol, który przeciwdziała skurczom brzucha, nudnościom i  biegunkom. Bazylia wspomaga pracę układu pokarmowego, działa przeciwpasożytniczo i  zapobiega wzdęciom.

Unikaj też produktów z długim terminem przydatności do spożycia, bo to oznacza, że użyto tam konserwantu, takiego jak np. benzoesan sodu (E211). Jest on stosowany między innymi w: napojach, sokach, przetworach, konserwach, deserach, przyprawach czy sosach. Przy większym stężeniu może powodować uwalnianie histaminy, a  co za tym idzie – objawy alergiczne. Związek ten w połączeniu z powszechnie występującym kwasem askorbinowym (witaminą C) tworzy benzen – substancję rakotwórczą. Ponadto badania wykazują związek spożycia benzoesanu ze wzrostem agresji i  nadpobudliwości u dzieci. Nie ma co ukrywać: robienie zakupów w dzisiejszych czasach to dosłownie rosyjska ruletka. Pamiętaj, że produkt spożywczy, który prawie nigdy się nie psuje i  zbyt pięknie wygląda, powinien być podejrzany – nie wystarczy czytanie etykiet, trzeba mieć po prostu wiedzę o tym, co nas odżywia, a  co truje. Co prawda trochę więcej czasu poświęcisz na robienie zakupów i  przygotowywanie posiłków, ale za to nie będziesz truć siebie i  swoich bliskich – to się naprawdę opłaca.

  1. Zdrowie

Zdrowotne właściwości świątecznych przypraw – goździki

Goździki wykazują działanie antyseptyczne i znieczulające. Warto je stosować szczególnie zimą. (fot. iStock)
Goździki wykazują działanie antyseptyczne i znieczulające. Warto je stosować szczególnie zimą. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Ostrość i  silnie rozgrzewający charakter goździków sprawia, że wzmacniają apetyt i stosuje się je skutecznie przeciw pasożytom układu trawiennego. Są dobre „na głowę” – poprawiają nastrój, wzmacniają pamięć i wyostrzają inteligencję. Pomagają w eliminacji bakterii z układu moczowego. Zewnętrznie stosuje się je w przypadku słabo gojących się ran i wrzodów.

Małe buteleczki z oleistymi płynami stały niczym „niewzruszone” między regałami chipsów, ciasteczek, musztard, ryżu i środków do pielęgnacji włosów. O te ostatnie mieszkanki Sri Lanki dbają z podobną atencją jak mieszkanki sąsiadujących z Cejlonem Indii. Jednak to nie włosy, ale moje zęby najbardziej skorzystały na naszym pobycie na „magicznej” (dosłownie i metaforycznie) wyspie.

To właśnie w Aluthgamie, od miejscowego znachora dowiedziałem się, że olejek goździkowy jest świetnym remedium na… ból zęba. Zakupiłem więc kilka małych buteleczek. Przydały się już kilka dni po powrocie do Polski. Kiedy przeleczony kanałowo ząb, w mocno nieprzyjemny sposób przypomniał o sobie, ze wszystkich znanych mi naturalnych substancji największą ulgę przyniósł mi właśnie olejek goździkowy! Jednak stosując go, warto pamiętać, że olejek eteryczny może rozrzedzać krew, więc gdyby czekała nas nagła wizyta u dentysty, po ekstrakcji może dojść do wzmożonego krwawienia. Jego właściwości od dawna wykorzystywane są we współczesnej medycynie. Zawarty w nim tzw. eugenol działa antyseptycznie. Pomaga zatrzymać biegunkę.

Przede wszystkim jednak olejek goździkowy wchodzi w skład płynów do płukania jamy ustnej i dziąseł oraz past do zębów. Wyodrębniony z olejku czysty eugenol jest środkiem znieczulającym zęby, przeciwbólowym i lekiem dezynfekującym! Same goździki wykazują działanie antybakteryjne, antygrzybiczne i antywirusowe. Stosuje się je jako środek zwiększający wydzielanie soków żołądkowych. Jednak goździki posiadają jeszcze jeden bardzo ważny składnik, który sprawia, że z punktu widzenia współczesnej dietetyki są przyprawą absolutnie wyjątkową. Jaki? Antyoksydanty! Zajmują topowe miejsce na tzw. skali ORAC.

Jeszcze nierozwinięte pączki goździkowca korzennego zrywa się i suszy na rozłożonych w cieniu matach. W ten sposób powstają charakterystyczne i niezwykle aromatyczne suszone goździki. Co ciekawe, pierwsze wzmianki o używaniu tej przyprawy zarówno do celów zdrowotnych, jak i kulinarnych pochodzą z Chin z III w. p.n.e. Były wykorzystywane m.in. jako lek przeciwko dżumie.

Europejscy władcy szybko przekonali się o cennych właściwościach tej maleńkiej przyprawy. O wpływy na „goździkowych obszarach” (m.in. Indii czy Indonezji) rywalizowały m.in. Hiszpania i Portugalia. Starożytni alchemicy klasyfikowali goździki jako roślinę słoneczną. W Indiach od tysięcy lat wykorzystuje się ich rozgrzewające właściwości i ostry smak jako afrodyzjak, lek przeciwbólowy, wykrztuśny, przeciwwymiotny i wiatropędny.

Goździki są bardzo silnie pobudzające (mają właściwości radżasowe) i wysuszające. Są wskazane dla osób z niskim ciśnieniem krwi. Vasant Lad i David Frawley podkreślają, że goździki skutecznie pobudzają płuca i żołądek oraz mają działanie aromaterapeutyczne. Likwidują dreszcze. Żute, skutecznie działają na przeziębienie i kaszel. Goździki równoważą dosze: kapha i vata. Są niewskazane przy silnych stanach zapalnych, nadciśnieniu i mocnej nierównowadze doszy pitta (ogień i woda). Dlaczego? Goździki zwiększają ogień trawienny (i produkcję kwasu solnego w  żołądku), na brak którego ognista pitta nie może narzekać!

Olejek goździkowy

(…) Olejek goździkowy jest jednym z najstarszych olejków eterycznych. Tradycyjnie stosowany na ból zęba został zaakceptowany jako środek znieczulający przez Amerykańskie Stowarzyszenie Dentystyczne. Ponieważ wzmacnia mięśnie, tradycyjnie zalecano kobietom w ciąży, aby w ostatnim miesiącu zjadały goździki, by wspomóc macicę i przygotować ją na poród. Tantrycy zalecają stosowanie lekkiego roztworu olejku goździkowego jako środka zmniejszającego wrażliwość u mężczyzn, co zapobiega przedwczesnemu wytryskowi (…) – piszą Light i Bryan Miller w „Ajurweda i  aromaterapia”.

Olejek goździkowy posiada działanie odkażające. Stosuje się go również jako ochronę przed insektami. (fot. iStock) Olejek goździkowy posiada działanie odkażające. Stosuje się go również jako ochronę przed insektami. (fot. iStock)

Jak stosować goździki?

  1. Zimowa herbata z cynamonem, goździkami, sokiem malinowym i plastrami pomarańczy, goździkowy piernik lub gruszki z goździkami podane z aksamitnym, waniliowym custardem. Tak wspominam goździki z dzieciństwa. Jednak kuchnia indyjska zrewolucjonizowała moje podejście do tej wspaniałej przyprawy. Uświadomiłem sobie, że goździki są nie tyle słodkie, co ostre. Po miesiącach spędzonych we Francji czy Londynie, gdzie pod okiem doskonałych kucharzy poznawałem ich tajniki, zacząłem je dodawać do sosów curry, chutney’ów, dalów czy puddingów ryżowych. Goździki odsłoniły przede mną zupełnie nowe, dotychczas nieznane oblicze. Uwielbiam je wrzucać na rozgrzane ghee w trakcie przygotowywania słonecznej, rozgrzewającej masali. Bardzo dobrze komponują się np. z kardamonem i cynamonem. Do deserów dodaję je często również w formie świeżo mielonej.
  2. Wspomniana Agnieszka Cegielska, propagatorka naturalnego stylu życia w książce Naturalnie podaje prosty sposób na ból gardła. Pisze, że warto sięgać po goździki, gdy czujemy pierwsze objawy przeziębienia. Agnieszka wyjaśnia, że traktuje je jak… pastylki do ssania. Żuje przez około 15 minut, aby składniki zawarte w przyprawie mogły rozpuścić się w ślinie i dobrze zadziałać.
  3. Masz problem z brzydkim zapachem z ust? Żucie goździków (1–2) może być również pomocne.
  4. Jesteś astmatykiem? Korzystając z wiedzy Partapa Chauchana (zamieszczonej w „Ajurweda. Droga do zdrowia doskonałego”) wymieszaj kilka kropli (radzimy trzy) olejku goździkowego z jedną łyżką naturalnego miodu i jednym rozgniecionym ząbkiem czosnku. Tak przygotowaną miksturę zażyj przed snem.
  5. Często boli cię głowa? Zmiel 6 g goździków i zmieszaj z niewielką ilością wody. Taką pastę nakładaj na małżowinę uszną.
  6. Chcesz polepszyć trawienie? Przygotuj pastę z 10 g goździków, 10 g sproszkowanego imbiru, 12 g nasion adżwanu i 12 g soli himalajskiej. Sproszkuj te wszystkie składniki i spożywaj 1,5 g tej mieszanki po każdym posiłku!
  7. Cierpisz na nudności w trakcie ciąży? Gorący wywar z goździków powinien przynieść ci ulgę. Nie stosuj go, jeśli nudnościom towarzyszy gorączka.
Goździki - niezbędny składnik aromatycznych kaw i herbat masala, grzanego wina, czy rozgrzewających zimowych herbat. (fot. iStock) Goździki - niezbędny składnik aromatycznych kaw i herbat masala, grzanego wina, czy rozgrzewających zimowych herbat. (fot. iStock)

Warto wiedzieć

Czy słyszałeś o tzw. skali ORAC? Przedstawia ona listę produktów, które zawierają największą ilość antyoksydantów, a dzięki temu wspierają mechanizmy obronne komórek organizmu. Pomagają nam walczyć ze skutkami chronicznego stresu, przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu i pochłaniają wolne rodniki. Co zaliczamy do przeciwutleniaczy? Witaminy A, E i C, karotenoidy, bioflawonoidy, metale takie jak np. cynk, selen i mangan. Tak się składa, że najwyższe pozycje na skali ORAC zajmują właśnie przyprawy. Numerem jeden są… goździki! Warto dodać, że zarówno gotowanie, jak i mrożenie obniża wartości przeciwutleniające pokarmów. Dlatego produkty zawierające najwięcej antyoksydantów warto spożywać na surowo lub ewentualnie krótko parowane.

Na co zwracać uwagę kupując goździki? – radzi fitoterapeutka

Czy wiesz, że w obrocie handlowym często możemy natrafić na surowiec gorszej jakości, pozbawiony uprzednio olejku eterycznego? Aby sprawdzić, czy zakupione goździki zawierają w sobie olejek eteryczny umieszczamy je w wodzie. Goździki pozbawione olejku pływają po wodzie w pozycji poziomej, a pełnowartościowe w pozycji pionowej lub toną! Nie przepadasz za charakterystycznym zapachem w gabinecie stomatologicznym? Zawdzięcza on go właśnie wspomnianemu eugenolowi, tj. substancji czynnej zawartej w goździkach!

  1. Zdrowie

Styl żywienia - jakie dolegliwości możesz wyeliminować dietą?

Zmiana stylu żywienia ma wpływ na funkcjonowanie całego organizmu. (fot. iStock)
Zmiana stylu żywienia ma wpływ na funkcjonowanie całego organizmu. (fot. iStock)
Już Hipokrates twierdził, że jedzenie może być lekarstwem lub trucizną. Jednak we współczesnym świecie zabiegani i  zestresowani nie zastanawiamy się nad tym, co tak naprawdę decyduje o  tym, że czujemy się źle, jesteśmy wiecznie zmęczeni i  że w  coraz młodszym wieku dopadają nas choroby. A  kiedy już nas dopadną, po magiczne tabletki zwracamy się do lekarzy. Wędrujemy więc od gabinetu do gabinetu podzieleni na poszczególne części, za które odpowiadają poszczególni specjaliści.

Najczęściej leczymy objawy, a  nie przyczyny – tabletkami lub operacjami. Czy naprawdę nie ma lepszego sposobu? Na początek zastanówcie się, co dziś jedliście. Skąd to jedzenie pochodziło? Jaki był jego termin ważności? I  co to jedzenie musiało mieć w sobie, że tak ładnie wyglądało i  pachniało, skoro już przynajmniej od pół roku czekało na moment, kiedy zostanie podane na stół? Jakie może mieć składniki odżywcze żywność przetworzona? Jakie wasz organizm po takiej dawce chemii i  wątpliwych składników odżywczych ma szanse na prawidłowe funkcjonowanie?

A  tak właśnie żywił się Andrzej. Lubił podjadać słodycze i  pić duże ilości kawy. Kiedy miał 42 lata, jego obwód w pasie wynosił 123 cm, cierpiał na trądzik różowaty, zmęczenie i niewydolność seksualną. Jego wyniki badań były fatalne, dowiedział się dopiero u nas, że ma już nadciśnienie i  bardzo podwyższony cholesterol. Na początku nie wierzył, że zmiana stylu żywienia cokolwiek zmieni. Jednak radykalna terapia, dostosowana do jego potrzeb i  połączona z  zaleceniami kulinarnymi, zaowocowała po trzech miesiącach intensywnym poszukiwaniem partnerki życiowej i  obwodem pasa 98 cm. Wyniki badań powróciły do normy, nabrał chęci do życia, sił do pracy, do ćwiczeń, a  o  trądziku zapomniał.

Kluczem do takich zmian była indywidualnie dostosowana do jego unikatowego fenotypu dieta. Jest ona doskonalszą wersją diety DASH (Dietary Approaches to Stop Hypertension) – czyli programu, który amerykańscy kardiolodzy uznali za najzdrowszą ze wszystkich diet, jakie można zalecić każdemu. Skuteczność takiej terapii żywieniowej została potwierdzona w dziesiątkach badań naukowych i w coraz większej liczbie klinik kardiologicznych.

Zmiana stylu żywienia ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całego naszego organizmu. Przykładem może być Ewa, która mimo młodego wieku (33 lata) była wiecznie zmęczona, miała poważne zmiany skórne na twarzy, powiększony obwód ud w stosunku do szczupłej górnej części ciała i  zaparcia. Jej głównym problemem były jednak zaburzenia hormonalne, które uniemożliwiały jej zajście w  ciążę. Przez pięć lat leczyła się bezskutecznie. Po teście na nietolerancję pokarmową, w ramach diety eliminacyjno-rotacyjnej, wyłączyła z menu jabłka, szpinak, fasolę, miętę, kawę, olej rzepakowy, mięso wieprzowe, wołowe, kaczkę, gęś, mleko, niektóre ryby, żyto. Dietę wsparła zabiegami wspomagającymi procesy detoksykacji organizmu. Zaczęła przywiązywać dużą wagę do tego, co kupuje, jadła dużo warzyw i  codziennie piła soki warzywne. Poprawa samopoczucia była zaskakująca. Wróciła jej chęć do ćwiczeń fizycznych, poprawiła się jakość skóry, zmniejszył obwód ud i powróciły prawidłowe wypróżnienia. Ale, co najważniejsze, po trzech miesiącach stosowania terapii fenotypowej jej endokrynolog nie mógł uwierzyć w  wyniki badań. Układ hormonalny zaczął w końcu funkcjonować prawidłowo.

Niestety, choroby układu pokarmowego, hormonalnego i immunologicznego są konsekwencją postępu cywilizacyjnego. Badania naukowe udowodniły, że odpowiednia dieta jest w stanie kontrolować gospodarkę hormonalną i  wzmocnić układ immunologiczny, a to jest równoznaczne z wysoką odpornością organizmu na wszelkie choroby!

To tylko kilka przykładów z  mojego gabinetu na początek naszej podróży w świat zdrowych, a  nawet leczniczych smaków. Przykładów pokazujących, jak nieodpowiedni dobór pożywienia, chemia i konserwanty powodują w naszych organizmach niepożądane reakcje pokarmowe (alergię lub nietolerancję), jak z ich powodu powstają stany zapalne, a  od nich już tylko krok do poważnych chorób cywilizacyjnych. To, co jemy, ma bowiem wpływ nie tylko na nasze zdrowie fizyczne, ale i  na nastrój.  Zdaniem lekarzy aż 60–70 procent objawów uważanych za psychosomatyczne związanych jest z  nierozpoznaną alergią pokarmową.

Naukowcy twierdzą też, że co najmniej jedna trzecia zachorowań na raka ma bezpośredni związek ze sposobem odżywiania, podczas gdy czynniki genetyczne są przyczyną jedynie 15 procent zachorowań! Badania naukowe prowadzone przez doktora Ornisha dowodzą, że u mężczyzn z  rakiem prostaty, którzy przeszli na dietę roślinną, zredukowali stres i  wprowadzili ćwiczenia, doszło do regresji choroby. Czy na takie fakty pozostaniesz głucha? Czy nie zastanawia cię, dlaczego ludzie w  Chinach i  Japonii, którzy opierają swoją dietę na roślinach, żyją najdłużej?

Walczę z  mitami żywieniowymi od lat, pomagam pacjentom wrócić do zdrowia naturalnymi sposobami i  potem żyć zdrowo, zamiast walczyć o nie na szpitalnym łóżku. Chcę pomóc wam zamienić śmieciowe jedzenie na takie, które leczy i  wspiera, którego wasz organizm nie musi zwalczać. Pragnę przekazywać wiedzę o tym, jak dzięki jedzeniu smacznych i  prostych w przygotowaniu potraw unikać chorób cywilizacyjnych, zyskać energię do życia i  świetnie się czuć.

A zatem na początek kilka rad:

• Na obiad, zamiast jeść ziemniaki polane tłuszczem, ugotuj kaszę. Np. jaglana wspomaga układ trawienny, jest bogata w krzem i witaminę B. • Do surówek zamiast majonezu, śmietany czy jogurtu dodaj olej lniany. • Codziennie pij soki warzywne. Marchew, seler naciowy, ogórek, jabłko to prosty zestaw na twój pierwszy sok. • Jedz co najmniej trzy porcje surowych warzyw dziennie. • Pamiętaj, że codzienne spożywanie mięsa powoli wyniszcza organizm. Zastąpić je możesz roślinami, zwłaszcza strączkowymi, które zawierają dużo białka, niezbędne witaminy z grupy B, błonnik i minerały. • Wybieraj produkty zbożowe z pełnego przemiału. Jedz kwinoa, dziki i  brązowy ryż, razowy makaron. • Używaj tłuszczów roślinnych. Wybieraj orzechy, awokado, kokos i  oleje tłoczone na zimno. • Przegryzaj w ciągu dnia pestki z  dyni i  orzechy. Są źródłem witamin z grupy B, bezcennych minerałów oraz zdrowych tłuszczów. • Przyrządzaj posiłki w domu. To naprawdę jest niska cena za zdrowie! Zabieraj to, co ugotujesz, do pracy. • Na śniadanie zjedz zupę z warzyw z dodatkiem kaszy lub ryżu. To doda ci energii. • Zamiast porannej kawy spróbuj wypić na czczo wodę z cytryną i imbirem. Twój układ pokarmowy będzie wówczas już od rana funkcjonował prawidłowo.

  1. Kuchnia

Łosoś na 3 sposoby w diecie keto

Łosoś z jarmużem (fot. Tatiana Briceag)
Łosoś z jarmużem (fot. Tatiana Briceag)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Leanne Vogel, autorka książki „Dieta ketogeniczna” podaje przepisy na niskowęglowodanowe dania z łososiem, a także na domowy winegret.

Łosoś to jeden z tych gatunków białka, które szybko się przyrządza i jest pyszne. Każdy rodzaj winegretu nadaje się na marynatę do łososia. Mam nadzieję, że to danie będzie ci smakowało tak samo jak Kevinowi i mnie!

Łosoś z jarmużem w marynacie

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut plus 2 godziny marynowania. Czas gotowania: 15 minut.

Składniki:

  • 455 g fileta z łososia, pokrojone na 4 równe porcje
  • 180 ml wybranego winegretu
  • 1 mała czerwona cebula, pokrojona na plasterki
  • 240 g liści jarmużu bez łodyg
  • ¼ łyżeczki czerwonego chili w płatkach
  • ¼ łyżeczki miałkiej soli morskiej
Włóż łososia do płytkiego naczynia i zalej winegretem. Przykryj i wstaw do lodówki na 2 godziny do zamarynowania. Po tym czasie przełóż rybę na dużą patelnię i zalej marynatą. Obłóż plasterkami cebuli. Postaw na średnim ogniu. Usmaż łososia po 6 minut z każdej strony, aż się zrumieni. Po 12 minutach smażenia odsuń rybę do ścianek patelni, robiąc miejsce na jarmuż. Dodaj jarmuż i chili w płatkach. Posól. Podrzucając, wymieszaj jarmuż z sokami ze smażenia. Przykryj i podduś 3 minuty, aż jarmuż zwiędnie. Rozłóż filety z łososia i smażony jarmuż na 4 talerze i podawaj.

Zastąp gotowy winegret jedną z moich wersji własnej roboty. Moim ulubionym winegretem do tego dania jest bazyliowy. Bazyliowy winegret i marynata.

Bazyliowy winegret i marynata

Bazyliowy Winegret (fot. Tatiana Briceag) Bazyliowy Winegret (fot. Tatiana Briceag)

Ilość: 350 ml. Przygotowanie: 5 minut

Na moim blogu Healthful Pursuit (healthfulpursuit.com) podaję przepis na pasztet, który wymyśliłam w 2012 roku. Do dziś to jeden z moich najbardziej ulubionych przepisów. A ponieważ żadna dziewczyna nie może zjeść zbyt wiele pasztetu migdałowego, postanowiłam odtworzyć wszystkie jego smaki i przygotować wersję w postaci dressingu!

Składniki:

  • 60 g świeżych listków bazylii
  • 240 ml oleju o delikatnym smaku, oleju z awokado lub jasnej oliwy
  • 120 ml soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki miodu,
  • 1 łyżeczka erytrytolu lub 3 krople stewii w płynie
  • otarta skórka z 1 cytryny
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
Wlej olej i sok z cytryny do blendera lub robota. Dodaj pozostałe składniki. Miksuj, aż z listków bazylii zostaną kropki. Przelej dressing do szczelnego pojemnika o pojemności 415 ml lub większej. Przed podaniem potrząśnij pojemnikiem. Przechowuj w lodówce do 4 dni.

Makaron i łosoś w glazurze

Łosoś w glazurze (fot. Tatiana Briceag) Łosoś w glazurze (fot. Tatiana Briceag)

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut. Czas gotowania: 20 minut

To nie tajemnica, że mam bzika na tle dodawania różnych, startych spiralnie warzywnych klusek do dań keto. Jest jeszcze ryż z kalafiora, sprawdzony zamiennik zwykłego ryżu w prawie każdym daniu. Do zastępowania węglowodanów w daniach keto wystarczą te dwa składniki, ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Konjac! Konjac to inaczej dziwidło Riviera, zioło bezglutenowe z Azji, o łodydze bogatej w błonnik pokarmowy.

Być może słyszałaś o produktach, takich jak: NuPasta, Miracle Noodles i Miracle Rice, które przeobrażają ten błonnik w nadzwyczajny zamiennik ryżu i makaronów. Te produkty są wspaniałe i nadają się nie tylko do keto. Zwiększają ilość błonnika pokarmowego. Dzięki nim możesz zachować makarony i ryż w diecie. Jeśli masz ochotę na eksperymenty, możesz zastąpić tymi produktami warzywa starte spiralnie i ryż z kalafiora we wszelkich daniach keto. Zamawiam je w sklepie internetowym Thrive Market, ale możesz je znaleźć w sklepach ze zdrową żywnością.

Użyłam w tej potrawie makaronu konjac, ale możesz go zastąpić startymi spiralnie warzywami. Do moich ulubionych gatunków należy cukinia, japońska rzodkiew i łodygi brokułów lub ugotowana dynia makaronowa. (Uwaga! Przepadam za surowym makaronem z warzyw ze względu na chrupkość, ale możesz je krótko obgotować). Możesz też poszukać makaronu z wodorostów morskich. Ja nie bardzo je lubię, ale wielu ludzi je uwielbia. Mają nieco większą wartość odżywczą niż makaron konjac.

Składniki:

  • 135 ml oleju z awokado
  • 60 ml aminokwasów kokosowych
  • 2 łyżki plus 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki octu cydrowego
  • kawałek (5 cm) świeżego startego korzenia imbiru
  •  4 ząbki czosnku, roztarte
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • 455 g fileta z łososia, pokrojonego na 4 równe kawałki
  • 2 opakowania (198 g) makaronu konjac lub innego niskowęglowodanowego
  • 2 dymki, pokrojone na plasterki
  • garść świeżych liści kolendry, grubo posiekanych
  • 1 łyżeczka ziarna sezamu
Rozgrzej 75 ml oleju na dużej patelni, na średnim ogniu. W tym samym czasie przygotuj sos. W małej misce wymieszaj pozostałe 60 ml oleju, aminokwasy kokosowe, koncentrat pomidorowy, ocet, imbir, czosnek i sól. Przełóż łososia na gorącą patelnię, zmniejsz ogień i polej sosem. Resztę sosu wlej na patelnię. Przykryj i podgrzewaj na małym ogniu 15 minut, aż ryba się zrumieni i będzie lekko usmażona. Usmażonego łososia przesuń na bok patelni, robiąc miejsce na makaron. Dorzuć makaron i szczypior. Podrzucając, wymieszaj z sosem. Przełóż łososia na makaron. Smaż jeszcze 3–5 minut, aby podgrzać makaron. Posyp łososia kolendrą i sezamem. Rozłóż makaron i rybę na 4 talerze. Skrop każdą porcję sosem z patelni.

Łosoś z serem i makaronem cukiniowym

Łosoś z makaronem cukiniowym (fot. Tatiana Briceag) Łosoś z makaronem cukiniowym (fot. Tatiana Briceag)

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut (nie licząc czasu gotowania bekonu). Czas gotowania: 35 minut.

Jeśli możesz jeść ser, użyj w tej potrawie prawdziwego produktu. Możesz zastąpić go najlepszym zamiennikiem, serem bezmlecznym. Albo jeśli żyjesz dietą keto bez sera i dobrze się czujesz, całkiem go pomiń! Wolę to danie bez sera, ale to moje dziwactwo. Należałoby zmienić nazwę na łosoś z makaronem cukiniowym, ale jeśli akceptujesz powyższe sformułowanie, to i mnie to nie przeszkadza.

Składniki:

  • 2 łyżki oleju z awokado, oleju kokosowego lub ghee
  • 1 łyżeczka papryki w proszku
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • ½ łyżeczki suszonej bazylii
  • ½ łyżeczki suszonego oregano
  • ¾ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • ¼ łyżeczki czarnego pieprzu
  • 455 g filetu łososia, pokrojonego na 4 równe porcje
  • 2 duże pomidory, pokrojone w kostkę
  • 120 ml wywaru z kości kurczaka
  • 120 ml pełnotłustego mleczka kokosowego
  • 3 ząbki czosnku, roztarte
  • ½ łyżeczki czerwonego chili w płatkach
  • 2 średnie cukinie, skrojone spiralnie
  • 70 g szpinaku, posiekanego
  • 4 plastry bekonu (ok. 112 g), usmażone na chrupko i pokruszone
  • 105 g pokruszonej mozzarelli (bezmlecznej lub zwykłej)
Rozgrzej olej na dużej patelni, na średnim ogniu. W tym samym czasie, w średniej misce, wymieszaj paprykę w proszku, tymianek, bazylię, oregano, ¼ łyżeczki soli i pieprz. Obtocz filety z łososia po jednym w przyprawach. Kładź na patelnię. Smaż po 6 minut z każdej strony, aż się zrumieni. Po 12 minutach smażenia przełóż rybę na talerz. Na patelni zostaw soki ze smażenia. Wrzuć pokrojone w kostkę pomidory, czosnek, chili w płatkach i pozostałe ½ łyżeczki soli. Wlej wywar i mleczko kokosowe. Często mieszając, gotuj 15 minut na średnim ogniu, aż sos lekko zgęstnieje. Wrzuć na patelnię makaron z cukinii i posiekany szpinak. Podrzucając, wymieszaj z kremowym sosem pomidorowym. Połóż usmażonego łososia na makaron z cukinii. Posyp bekonem i pokruszonym serem. Przykryj, zmniejsz płomień i podgrzewaj jeszcze 5 minut, aż ser się stopi. Rozłóż makaron i łososia z serem na 4 talerze.

  1. Zdrowie

Zakwaszenie organizmu - jakie produkty poprawią nasze samopoczucie?

Dieta alkaliczna to dieta bogata w produkty zasadotwórcze. Stosowanie jej to najprostszy sposób na odkwaszenie organizmu. (fot. iStock)
Dieta alkaliczna to dieta bogata w produkty zasadotwórcze. Stosowanie jej to najprostszy sposób na odkwaszenie organizmu. (fot. iStock)
Męczą nas przewlekłe migreny? Bóle pleców? Dolegliwości jelitowe? Zdarza cie się „rodzić” kamienie? A może nie radzimy sobie z ciągłym zmęczeniem? Jeśli wyniki badań mamy w porządku, być może przyczyną jest zakwaszenie organizmu. Czas nadać własnej diecie charakter bardziej zasadowy.

Na ogół wszystko zaczyna się po 35. roku życia. Dolegliwości, które dotąd  doskwierały nam tylko od czasu do czasu, pojawiają się coraz częściej i nie dają żyć. Może to oznaczać zakłóconą przez wiele lat równowagę kwasowo-zasadową, jeden z najważniejszych mechanizmów regulujących nasz ustrój. Jest podstawą prawidłowego przebiegu procesów życiowych i niezbędnym warunkiem do zachowania kondycji psychofizycznej. Jej zachwianie prowadzi do kryzysów, które nieleczone lub tylko zaleczane przeradzają się w schorzenia przewlekłe. Często nie zdajemy sobie sprawy, że zamiast chodzić po lekarzach, szprycować się środkami uśmierzającymi ból lub na siłę próbować obudzić się kolejną kawą, wystarczy wprowadzić do codziennego jadłospisu produkty alkalizujące ustrój i śledzić dobroczynne zmiany.

Jak zmierzyć poziom zakwaszenia organizmu?

Można to sprawdzić na kilka sposobów. Najpopularniejszy to laboratoryjne badanie krwi. Optymalne pH dla niej to 7,35–7,45. Najdrobniejsze odchylenia od tej normy prowadzą do pogorszenia samopoczucia. Większe – do powolnej śmierci. Przy pH krwi równym 6,95 następuje śpiączka cukrzycowa, z kolei pH 7,7 jest przyczyną tzw. drgawek tężyczkowych. Wprawdzie trzeba naprawdę przesadzić, by osiągnąć tak skrajne wartości, jednak pokazują one, o jak ważną sprawę możemy zawalczyć zrównoważoną dietą. Lekarze polecają mierzenie zakwaszenia ustroju za pomocą pasków lakmusowych, które można umieszczać w ustach lub pod strumieniem moczu. Norma dla śliny mieści się w granicach 6,5–7,3 pH. Z kolei obojętny odczyn moczu ma pH między 6,9 a 7,1. Takim mogą pochwalić się np. wegetarianie. Im bardziej zakwaszony organizm, tym niższe pH. Odczyn poniżej normy ma większość ludzkości.

Mięso, wędliny, ryby, jaja, także mleko i nabiał to jedzenie kwasotwórcze. Nasze pH obniży też czarna herbata, kawa, pieczywo i wszelkie słodycze. Jednym słowem przygniatająco duży procent przeciętnego jadłospisu Polaka ma odczyn pchający go w kierunku choroby. Do tego doliczyć trzeba papierosy i alkohol. Ciekawe, że środowisko kwasowe w naszym ustroju pogłębia również przewlekły stres i nieodreagowany przesadny wysiłek umysłowy. Odnajdujesz w tym siebie?

Dieta odkwaszająca organizm

Odkwaszenie poprawia nastrój już w kilka dni po rozpoczęciu diety. Przez pierwszy tydzień warto jeść wyłącznie produkty zasadowe, a należą do nich prawie wszystkie warzywa z wyjątkiem grochu, soi, ziemniaków, ciecierzycy, fasolki kidney i grzybów. Najsilniej alkalizują trawy, kiełki, mniszek lekarski, ogórek, warzywa morskie, zielony kalafior, jarmuż i natka pietruszki. Także pomidor, awokado, fasolka szparagowa, biała fasola, szczaw, szpinak, czosnek, seler naciowy, kapusta, sałata, papryka słodka, brokuły, endywia, rukola, buraki, rzodkiewka i imbir. Lekko zasadowe, prawie neutralne to brukselka, groszek, szparagi, karczochy, żywokost lekarski, kalafiory, cukinia, rabarbar, pory, rzeżucha, szczypior i kalarepa.

Niektóre owoce, które pozornie mają kwaśny smak, po dostaniu się do żołądka tworzą odczyn alkaliczny. Do takich należą cytryny, grejpfruty, wiśnie i truskawki. Natomiast do owoców zakwaszających – borówki, pomarańcze, banany, ananasy, brzoskwinie, arbuzy, melony, mango, jabłka, jeżyny, świeże figi, jeżyny, morele, papaja, mandarynki, porzeczki czerwone, agrest, winogrona, żurawiny, borówki i maliny. Do orzechów obniżających pH zaliczają się pistacje, orzechy włoskie i nerkowce. Alkalizują zaś migdały i orzeszki sojowe.

Zasadotwórcze przyprawy to: czerwona papryka ostra, pieprz kajeński, czosnek, imbir, cebula, sezam, kminek i sól morska. Zakwaszające: gałka muszkatołowa, wanilia, sól kamienna i majonez. Spośród produktów zbożowych warto unikać ryżu, pszenicy, żyta, amarantusa i chleba. Za to postawić na komosę ryżową, kaszę gryczaną i orkisz. Co do picia? Jeśli herbata, to tylko biała lub zielona. A jeżeli kawa, to zbożowa. Do tego woda mineralna, napary z ziół, także sok buraczany i brzozowy.

W czasie diety alkalizującej ważne jest, by zapewnić sobie co najmniej trzy rozłożone w czasie posiłki i jeść powoli, przeżuwając dokładnie pokarm. Specjaliści od zabiegów odkwaszających zwracają też uwagę na to, by nie najadać się do syta. Im prościej przyrządzona potrawa, tym zdrowsza. Po tygodniu takiego jedzenia można włączyć do menu produkty kwasotwórcze, pamiętając, żeby nigdy więcej nie przekroczyły 30 proc. jego zawartości.