1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Ajurweda - powrót do harmonii

Ajurweda - powrót do harmonii

Dieta w zachodnim rozumieniu to regulamin. Z kolei Ajurweda (system medycyny pochodzący ze starożytnych Indii) uczy, że jedzenie to droga do zdrowia i szczęścia.

Układ trawienny można porównać do systemu oczyszczania miasta. Śmieci są tym wszystkim, czego organizm nie strawi. Złogi z czasem zaczynają się psuć, potem toksyny rozchodzą się po organizmie i w różnych miejscach wywołają stany zapalane, a te z kolei - różne choroby. A więc, to, co jemy dzisiaj wpływa na to, jak będziemy trawić i czuć się jutro.

-Należy jeść to, co organizm w zależności od budowy ciała może strawić – wyjaśnia Iwona Kozak, nauczycielka jogi. – Jest to podstawowa zasada Ajurwedy. Gdy organizm może wchłonąć wszystkie potrzebne wartości odżywcze, a reszty się pozbyć, wówczas tzw. „agni” czyli energia trawienna funkcjonuje prawidłowo.

Powrócić do siebie

Iwona zdała egzamin nauczycielski jogi i zainteresowała się Ajurwedą. Mieszkała wtedy w Kanadzie w Vancouver - tam, gdzie bardzo znany lekarz Ajurwedy Sivakumar Varma. Zaczęła się u niego uczyć.

- Powiedziałam mu, że chciałabym otworzyć studio jogi  – kontynuuje Iwona. - A on na to: rób to, nie zastanawiaj się, ty i joga to jedno. Naszym zadaniem jest wyrażanie siebie. Jeżeli coś nas pociąga, mamy to robić bez względu na problemy. Założyłam więc studio jogi.

Iwona była vice-prezesem spółki giełdowej i pracowała na pełnym etacie, jej dzień wyglądał tak:  6.00 rano joga, od 9.00 praca w biurze, w przerwie lunchowej joga, znów praca i od 18.00 do 22.00 zajęcia i prowadzenie studia jogi.

- Poznałam wtedy, co to znaczy robić coś z miłości - wspomina. - Joga nie zabierała energii, tylko mi ją dawała. Siva dostarczał mi pożywienie i wspierał ze wszystkich sił, a ja doświadczałam, czym staje się człowiek, w którym działa joga i Ajurweda – nieskończoną energią , radością, miłością i empatią.

Siva dba o swoje ciało i umysł w sposób zdyscyplinowany i z dużą troską, a przy tym całą energię kieruje na wspieranie innych, ale tylko tych, którzy są gotowi na zmianę.

- Miałam znajomego Prezesa spółki kapitałowej, który miał wiele problemów zdrowotnych – opowiada Iwona. - Skierowałam go do Sivy. Opowiedział mu, jak żyje: że lubi jeść steki, pić wino, palić cygara, pływać jachtem. Siva tłumaczył: z każdym kieliszkiem wina i stekiem otępiasz siebie, będzie coraz gorzej, będziesz miał problemy ze zdrowiem, będziesz funkcjonował na coraz mniejszych obrotach, zamykał się w sobie i miał coraz więcej złości, stracisz ważne relacje, stracisz biznes. Po 2 latach opuściła go żona, zbankrutował, wrócił do Sivy i powiedział: stało się tak, jak mówiłeś, powiedz mi , co mam zrobić. I Siva powtórzył mu, co ma jeść. On posłuchał, przeszedł na prostą dietę, oczyścił organizm i po roku wynalazł system, który jest używany w telekomunikacji.

- Inny przykład – kontynuuje Iwona, -moja mama. Miała astmę, chciałam ją wziąć do Sivy, ona uparcie powtarzała: do szarlatanów nie chodzę. W końcu zgodziła się.

Siva zbadał jej tętno, zajrzał w  oczy i powiedział, że ma chronicznie wykrzywiony 8, 9 i 18 krąg, i przeszła przez następujące choroby, które spowodowały takie i takie dolegliwości. Wszystko się zgadzało. Mama dostała rygorystyczną dietę oczyszczającą, wróciła do domu i wyrzuciła wszystkie inhalatory. Po 4 dniach powiedziała mi, że obudziła się bez bólu i sztywności w stawach. Teraz od 6 lat nie używa żadnych leków, tylko stosuje tę dietę. Rano wstaje i jest szczęśliwa, że może zjeść na śniadanie przypisaną jej białą rzodkiew. Jej oczyszczone ciało samo mówi jej, że chce rzodkiewki.

Pewnego razu na obiedzie u Sivy Iwona spotkała młodą kobietę. Szczupła, zadbana, ok. 30-stki.

- Jadła i wciąż powtarzała: O , Boże… - wspomina.  Gdy poszła, Siva opowiedział mi jej historię. Wykłada na Uniwersytecie British Columbia, ma świetna pracę, przyjaciół, narzeczonego i od 3 lat depresję… Zapytał ją, co je. Jak się okazało: na śniadanie jogurt z musli, na lunch zieloną sałatę, na obiad grillowaną rybę. Przez godzinę prosił ją, żeby została na lunch i zjadła ryż z fasolką i warzywami. W końcu zgodziła się i to katowane, wyziębione ciało było jej tak wdzięczne za ciepły odżywczy posiłek, że przeżyła orgazm gastronomiczny. Potem przychodziła do niego 5 razy w tygodniu na lunch. Aż powiedziała: jest we mnie iskierka życia.

Sama Iwona doświadczyła głębokiego działania Ajurwedy dwa lata temu. Pojechała do Vancouver na Święta Bożego Narodzenia i Siva zalecił jej panchakarmę, głębokie oczyszczania.

 
- Na tydzień zamknął mnie w domu  - wspomina. – O 6.00 rano przychodziła jego asystentka i gotowała mi: na śniadania kasza quinoa, na obiad ryż z fasolką mung i na kolację mleko z kurkumą.  Poza tym, ze względu na niedobór żelaza i magnezu, zalecił mi suplementy. Miałam je brać i obserwować, jak mnie otwierają. I faktycznie zaczęłam widzieć, jakie myśli blokowały mnie przed tym, co chciałam robić. Patrzyłam na lęk i myślałam: pamiętam go, ale się nie boję. Docierałam do mojej własnej mocy. To nie była walka ze strachem, to było rosnące pragnienie, żeby coś z tym zrobić. Lęki odchodziły, pojawiał się spokój i pewność siebie, że ja to ja i że mogę to manifestować.

Siva przychodził i wypytywał ją o to, co by chciała robić. A Iwona wymieniała: napisać książkę. On mówił: dobrze, a co jeszcze? Założyć fundację. I co jeszcze? Bo nie jest tak, że mamy w życiu jeden cel, nasze pragnienia i możliwości są nieograniczone.

Kontynuuje: -  Po tym pięknym doświadczeniu zaczęłam stosować Ajurwedę i moi studenci też. Gotuję po zajęciach i dodatkowo organizuję obiady ajurwedyjskie. Zanim zaczęłam ćwiczyć jogę czułam się zagubiona, niepewna siebie i wiecznie niespełniona. Ani dobre buty, ani samochód, ani wspaniała wycieczka nie mogły tej dziury załatać. Joga to było przebudzenie do takiego stanu, gdzie poczułam, że nie brakuje mi niczego, żeby odczuwać harmonię. Ajurweda spowodowała, że nie odczuwam tego tylko podczas medytacji, ale w każdej chwili.

Żyć w szczęśliwym ciele

Anna, która dwa lata temu zaczęła uczyć się jogi u Iwony i u niej poznała Ajurwedę opowiada swoją historię:   - Od dziecka miałam straszne problemy z przewodem pokarmowym: refluks, zespół nadwrażliwego jelita, zaparcia, zgagę i ciągle wzdęty brzuch. Iwona  opowiedziała mi o Ajurwedzie i pożyczyła książkę. Przeczytałam, zrobiłam test na doszę i okazało się, że jestem vatą.

Szczupła, o drobnych kościach, cienkiej skórze, delikatna, nadpobudliwa, gadatliwa, niesystematyczna i ciągle w ruchu. Wcześniej jadła dużo węglowodanów, soi, sałat, ryb puszkowanych i surowych, w ciągu dnia zapychała się owocami i wieczorem robiła obiado-kolację. A vata musi jeść gotowane porządne posiłki. Powoli zaczęła wprowadzać Ajurwedę.

- Poszłam do dietetyczki i okazało się, że mam nietolerancję na gluten i na laktozę, więc mleka i chleba nie powinnam jeść. Zaleciła mi dietę zgodną z Ajurwedą, choć ona tego tak nie nazywa.

Co 3 godziny posiłek. Na śniadanie zamiennie: ugotowane na wodzie płatki owsiane ze startym jabłkiem, nasionami słonecznika, masłem ghee i rozgrzewającymi przyprawami. Na drugie śniadanie - twaróg nieprzetworzony polany łyżką oleju z siemienia lnianego, z kiełkami lub pietruszką. Czasem zamiast sera - avocado zmiksowane z kolendrą albo gotowane jajka. 3 godziny później obiad - warzywa gotowane na parze np. szpinak, cukinia i do tego ryba z pary polana świeżym olejem. To nie jest typowy ajuwerdyjski obiad, ale takie obiady jada na kolację. Podwieczorek to 6 orzechów (brazylijskich, włoskich) albo 12 migdałów i owoc, najlepiej grejpfrut, borówki, maliny, jeżyny, czarne porzeczki. Jeśli  ma ochotę na coś słodkiego, je daktyle, figi albo morele.

- Oprócz regularności ważna jest ilość – tłumaczy Anna. - Na każdy posiłek jem tyle, ile mi się mieści w dłoniach. Po roku takiej diety nie mam wzdętego brzucha, nie odbija mi się, nie mam zaparć. Wcześniej żułam cały czas gumy, teraz już ich nie chcę, i nagle węzły chłonne, które miałam zawsze powiększone weszły na swoje miejsce. Mój organizm nie chce już chemii – odrzuca wędzonego łososia, tuńczyka z puszki, oliwki i suszone pomidory, które tak lubiłam, a teraz nie mogę, czuję, że to nieświeże, sztuczne i przesolone. Przestałam pić kawę, a piłam 3 dziennie. Mój organizm sam powiedział: ja tego nie chcę, odbija mi się potem. Nie kupuje już niczego w puszkach  – sama wszystko robię. Mieszam dozwolone dla mojej doszy produkty.

Jak każda vata Anna miała płytki sen, wcześnie się budziła i nie mogła spać. Teraz śpi po 8 godzin i nie zarywa już nocy. - Mam w sobie większą harmonię i spokój - podsumowuje. - Dbam o regularność posiłków, ruchu i odpoczynku. Przestałam mieć  zimne dłonie i stopy. Teraz chodzę po domu w t-shircie. Piję koper włoski, rumianek, pokrzywę, melisę i jesienią herbatę joginów z imbiru, kory cynamonu i innych przypraw. Mój organizm odrzucił zieloną herbatę i kefir, wcześniej je uwielbiałam, teraz czuję, że mnie wychładzają. Kiedyś ciało przysparzało mi samych problemów, było wzdęte, bolące, brzydkie, teraz jest silne, szczęśliwe i świetnie się w nim czuję. Kiedyś wolałam nie przespać nocy, ale oddać tekst w terminie. Teraz mówię: nie oddam jutro, tylko za dwa dni. Nie potrafiłam niczego odmówić, ktoś chciał gadać na skype po 24.00, mówiłam: jasne, teraz mówię: nie, za późno. Nie robię już tego, co karze mi mój wytrenowany umysł. Robię to, czego potrzebuje moje ciało, co mi życie dyktuje. W końcu to ono jest największą wartością.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze