1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Ajurweda - powrót do harmonii

Ajurweda - powrót do harmonii

Dieta w zachodnim rozumieniu to regulamin. Z kolei Ajurweda (system medycyny pochodzący ze starożytnych Indii) uczy, że jedzenie to droga do zdrowia i szczęścia.

Układ trawienny można porównać do systemu oczyszczania miasta. Śmieci są tym wszystkim, czego organizm nie strawi. Złogi z czasem zaczynają się psuć, potem toksyny rozchodzą się po organizmie i w różnych miejscach wywołają stany zapalane, a te z kolei - różne choroby. A więc, to, co jemy dzisiaj wpływa na to, jak będziemy trawić i czuć się jutro.

-Należy jeść to, co organizm w zależności od budowy ciała może strawić – wyjaśnia Iwona Kozak, nauczycielka jogi. – Jest to podstawowa zasada Ajurwedy. Gdy organizm może wchłonąć wszystkie potrzebne wartości odżywcze, a reszty się pozbyć, wówczas tzw. „agni” czyli energia trawienna funkcjonuje prawidłowo.

Powrócić do siebie

Iwona zdała egzamin nauczycielski jogi i zainteresowała się Ajurwedą. Mieszkała wtedy w Kanadzie w Vancouver - tam, gdzie bardzo znany lekarz Ajurwedy Sivakumar Varma. Zaczęła się u niego uczyć.

- Powiedziałam mu, że chciałabym otworzyć studio jogi  – kontynuuje Iwona. - A on na to: rób to, nie zastanawiaj się, ty i joga to jedno. Naszym zadaniem jest wyrażanie siebie. Jeżeli coś nas pociąga, mamy to robić bez względu na problemy. Założyłam więc studio jogi.

Iwona była vice-prezesem spółki giełdowej i pracowała na pełnym etacie, jej dzień wyglądał tak:  6.00 rano joga, od 9.00 praca w biurze, w przerwie lunchowej joga, znów praca i od 18.00 do 22.00 zajęcia i prowadzenie studia jogi.

- Poznałam wtedy, co to znaczy robić coś z miłości - wspomina. - Joga nie zabierała energii, tylko mi ją dawała. Siva dostarczał mi pożywienie i wspierał ze wszystkich sił, a ja doświadczałam, czym staje się człowiek, w którym działa joga i Ajurweda – nieskończoną energią , radością, miłością i empatią.

Siva dba o swoje ciało i umysł w sposób zdyscyplinowany i z dużą troską, a przy tym całą energię kieruje na wspieranie innych, ale tylko tych, którzy są gotowi na zmianę.

- Miałam znajomego Prezesa spółki kapitałowej, który miał wiele problemów zdrowotnych – opowiada Iwona. - Skierowałam go do Sivy. Opowiedział mu, jak żyje: że lubi jeść steki, pić wino, palić cygara, pływać jachtem. Siva tłumaczył: z każdym kieliszkiem wina i stekiem otępiasz siebie, będzie coraz gorzej, będziesz miał problemy ze zdrowiem, będziesz funkcjonował na coraz mniejszych obrotach, zamykał się w sobie i miał coraz więcej złości, stracisz ważne relacje, stracisz biznes. Po 2 latach opuściła go żona, zbankrutował, wrócił do Sivy i powiedział: stało się tak, jak mówiłeś, powiedz mi , co mam zrobić. I Siva powtórzył mu, co ma jeść. On posłuchał, przeszedł na prostą dietę, oczyścił organizm i po roku wynalazł system, który jest używany w telekomunikacji.

- Inny przykład – kontynuuje Iwona, -moja mama. Miała astmę, chciałam ją wziąć do Sivy, ona uparcie powtarzała: do szarlatanów nie chodzę. W końcu zgodziła się.

Siva zbadał jej tętno, zajrzał w  oczy i powiedział, że ma chronicznie wykrzywiony 8, 9 i 18 krąg, i przeszła przez następujące choroby, które spowodowały takie i takie dolegliwości. Wszystko się zgadzało. Mama dostała rygorystyczną dietę oczyszczającą, wróciła do domu i wyrzuciła wszystkie inhalatory. Po 4 dniach powiedziała mi, że obudziła się bez bólu i sztywności w stawach. Teraz od 6 lat nie używa żadnych leków, tylko stosuje tę dietę. Rano wstaje i jest szczęśliwa, że może zjeść na śniadanie przypisaną jej białą rzodkiew. Jej oczyszczone ciało samo mówi jej, że chce rzodkiewki.

Pewnego razu na obiedzie u Sivy Iwona spotkała młodą kobietę. Szczupła, zadbana, ok. 30-stki.

- Jadła i wciąż powtarzała: O , Boże… - wspomina.  Gdy poszła, Siva opowiedział mi jej historię. Wykłada na Uniwersytecie British Columbia, ma świetna pracę, przyjaciół, narzeczonego i od 3 lat depresję… Zapytał ją, co je. Jak się okazało: na śniadanie jogurt z musli, na lunch zieloną sałatę, na obiad grillowaną rybę. Przez godzinę prosił ją, żeby została na lunch i zjadła ryż z fasolką i warzywami. W końcu zgodziła się i to katowane, wyziębione ciało było jej tak wdzięczne za ciepły odżywczy posiłek, że przeżyła orgazm gastronomiczny. Potem przychodziła do niego 5 razy w tygodniu na lunch. Aż powiedziała: jest we mnie iskierka życia.

Sama Iwona doświadczyła głębokiego działania Ajurwedy dwa lata temu. Pojechała do Vancouver na Święta Bożego Narodzenia i Siva zalecił jej panchakarmę, głębokie oczyszczania.

 
- Na tydzień zamknął mnie w domu  - wspomina. – O 6.00 rano przychodziła jego asystentka i gotowała mi: na śniadania kasza quinoa, na obiad ryż z fasolką mung i na kolację mleko z kurkumą.  Poza tym, ze względu na niedobór żelaza i magnezu, zalecił mi suplementy. Miałam je brać i obserwować, jak mnie otwierają. I faktycznie zaczęłam widzieć, jakie myśli blokowały mnie przed tym, co chciałam robić. Patrzyłam na lęk i myślałam: pamiętam go, ale się nie boję. Docierałam do mojej własnej mocy. To nie była walka ze strachem, to było rosnące pragnienie, żeby coś z tym zrobić. Lęki odchodziły, pojawiał się spokój i pewność siebie, że ja to ja i że mogę to manifestować.

Siva przychodził i wypytywał ją o to, co by chciała robić. A Iwona wymieniała: napisać książkę. On mówił: dobrze, a co jeszcze? Założyć fundację. I co jeszcze? Bo nie jest tak, że mamy w życiu jeden cel, nasze pragnienia i możliwości są nieograniczone.

Kontynuuje: -  Po tym pięknym doświadczeniu zaczęłam stosować Ajurwedę i moi studenci też. Gotuję po zajęciach i dodatkowo organizuję obiady ajurwedyjskie. Zanim zaczęłam ćwiczyć jogę czułam się zagubiona, niepewna siebie i wiecznie niespełniona. Ani dobre buty, ani samochód, ani wspaniała wycieczka nie mogły tej dziury załatać. Joga to było przebudzenie do takiego stanu, gdzie poczułam, że nie brakuje mi niczego, żeby odczuwać harmonię. Ajurweda spowodowała, że nie odczuwam tego tylko podczas medytacji, ale w każdej chwili.

Żyć w szczęśliwym ciele

Anna, która dwa lata temu zaczęła uczyć się jogi u Iwony i u niej poznała Ajurwedę opowiada swoją historię:   - Od dziecka miałam straszne problemy z przewodem pokarmowym: refluks, zespół nadwrażliwego jelita, zaparcia, zgagę i ciągle wzdęty brzuch. Iwona  opowiedziała mi o Ajurwedzie i pożyczyła książkę. Przeczytałam, zrobiłam test na doszę i okazało się, że jestem vatą.

Szczupła, o drobnych kościach, cienkiej skórze, delikatna, nadpobudliwa, gadatliwa, niesystematyczna i ciągle w ruchu. Wcześniej jadła dużo węglowodanów, soi, sałat, ryb puszkowanych i surowych, w ciągu dnia zapychała się owocami i wieczorem robiła obiado-kolację. A vata musi jeść gotowane porządne posiłki. Powoli zaczęła wprowadzać Ajurwedę.

- Poszłam do dietetyczki i okazało się, że mam nietolerancję na gluten i na laktozę, więc mleka i chleba nie powinnam jeść. Zaleciła mi dietę zgodną z Ajurwedą, choć ona tego tak nie nazywa.

Co 3 godziny posiłek. Na śniadanie zamiennie: ugotowane na wodzie płatki owsiane ze startym jabłkiem, nasionami słonecznika, masłem ghee i rozgrzewającymi przyprawami. Na drugie śniadanie - twaróg nieprzetworzony polany łyżką oleju z siemienia lnianego, z kiełkami lub pietruszką. Czasem zamiast sera - avocado zmiksowane z kolendrą albo gotowane jajka. 3 godziny później obiad - warzywa gotowane na parze np. szpinak, cukinia i do tego ryba z pary polana świeżym olejem. To nie jest typowy ajuwerdyjski obiad, ale takie obiady jada na kolację. Podwieczorek to 6 orzechów (brazylijskich, włoskich) albo 12 migdałów i owoc, najlepiej grejpfrut, borówki, maliny, jeżyny, czarne porzeczki. Jeśli  ma ochotę na coś słodkiego, je daktyle, figi albo morele.

- Oprócz regularności ważna jest ilość – tłumaczy Anna. - Na każdy posiłek jem tyle, ile mi się mieści w dłoniach. Po roku takiej diety nie mam wzdętego brzucha, nie odbija mi się, nie mam zaparć. Wcześniej żułam cały czas gumy, teraz już ich nie chcę, i nagle węzły chłonne, które miałam zawsze powiększone weszły na swoje miejsce. Mój organizm nie chce już chemii – odrzuca wędzonego łososia, tuńczyka z puszki, oliwki i suszone pomidory, które tak lubiłam, a teraz nie mogę, czuję, że to nieświeże, sztuczne i przesolone. Przestałam pić kawę, a piłam 3 dziennie. Mój organizm sam powiedział: ja tego nie chcę, odbija mi się potem. Nie kupuje już niczego w puszkach  – sama wszystko robię. Mieszam dozwolone dla mojej doszy produkty.

Jak każda vata Anna miała płytki sen, wcześnie się budziła i nie mogła spać. Teraz śpi po 8 godzin i nie zarywa już nocy. - Mam w sobie większą harmonię i spokój - podsumowuje. - Dbam o regularność posiłków, ruchu i odpoczynku. Przestałam mieć  zimne dłonie i stopy. Teraz chodzę po domu w t-shircie. Piję koper włoski, rumianek, pokrzywę, melisę i jesienią herbatę joginów z imbiru, kory cynamonu i innych przypraw. Mój organizm odrzucił zieloną herbatę i kefir, wcześniej je uwielbiałam, teraz czuję, że mnie wychładzają. Kiedyś ciało przysparzało mi samych problemów, było wzdęte, bolące, brzydkie, teraz jest silne, szczęśliwe i świetnie się w nim czuję. Kiedyś wolałam nie przespać nocy, ale oddać tekst w terminie. Teraz mówię: nie oddam jutro, tylko za dwa dni. Nie potrafiłam niczego odmówić, ktoś chciał gadać na skype po 24.00, mówiłam: jasne, teraz mówię: nie, za późno. Nie robię już tego, co karze mi mój wytrenowany umysł. Robię to, czego potrzebuje moje ciało, co mi życie dyktuje. W końcu to ono jest największą wartością.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Asafetyda – rozgrzewająca przyprawa, która zastąpi czosnek i cebulę

Asafetyda dostępna jest w sklepach ze zdrową żywnością, żywnością orientalną i online. Trzeba uważnie czytać skład, ponieważ może zawierać gluten! (fot. iStock)
Asafetyda dostępna jest w sklepach ze zdrową żywnością, żywnością orientalną i online. Trzeba uważnie czytać skład, ponieważ może zawierać gluten! (fot. iStock)
Asafetyda, czyli „czarcie łajno” lub „smrodzieniec” – polskie nazwy tej przyprawy brzmią wyjątkowo „melodyjnie”. Jednak ta żywica, pozyskiwana z orientalnego drzewa, idealnie podkręca smak nie tylko dań kuchni indyjskiej – przekonuje Maciej Szaciłło, współautor książki „Przyprawy, które leczą”.

Układy pokarmowe wielu osób „nie rezonują” dobrze z czosnkiem. Asafetyda z powodzeniem może zastąpić czosnek, szczególnie gdy mamy problem z jego trawieniem. W przypadku asafetydy należy jednak pamiętać, że jest to również bardzo rozgrzewająca przyprawa (w nadmiarze może prowadzić do nadkwasoty). Jedną z jej zalet jest fakt, że ciało po jej zastosowaniu nie wydziela przykrego zapachu (jak w przypadku czosnku).

Asafetyda jest żółta, sproszkowana i ma bardzo intensywny aromat. Stosuje się ją zamiennie lub w celu uzupełnienia smaku czosnku i cebuli. Jak się okazuje, asafetyda równie dobrze sprawdza się jako dodatek do naszej, swojskiej kuchni. Niewielką ilość tej przyprawy możecie dodać np. do fasolki po bretońsku. Asafetyda wzbogaci jej bukiet smakowy. Doda charakterystycznej siarkowej ostrości. Przede wszystkim jednak ułatwi trawienie, a co za tym idzie, przyswojenie składników odżywczych zawartych w tym daniu.

Asafetyda – właściwości zdrowotne

  • Stanowi doskonałe lekarstwo na niestrawność.
  • Działa rozgrzewająco.
  • Asafetyda niszczy też pasożyty – zwłaszcza glisty i owsiki.
Jak piszą Vasant Lad i David Frawley w Jodze ziół: „Asafetyda to silny środek pobudzający trawienie, który usuwa pozostałości przemiany materii blokujące układ pokarmowy (…) Oczyszcza florę jelitową i wzmacnia agni (czyli ogień trawienny wg. ajurwedy). Asafetyda ma właściwości podobne do czosnku, lecz jest silniejsza i ma bardziej nieprzyjemny zapach. Jako środek wspomagający trawienie jest stosowana z takimi przyprawami jak imbir, kardamon i sól kamienna”.

Asafetyda – jak ją stosować?

Silnie pobudzającą asafetydę możesz stosować (w ilości maksymalnie 1 /4 łyżeczki) w tych wszystkich przepisach, gdzie występuje czosnek i cebula. Można nią zastąpić wspomniany czosnek i cebulę lub stosować dodatkowo. Podsmażamy ją bardzo krótko z resztą przypraw i uważamy, aby jej nie przypalić.

- Używam jej bardzo często do dań z większymi strączkami (jak fasola czy ciecierzyca), ale również do części dań kuchni indyjskiej – wymienia Maciej Szaciłło. Doskonałym sposobem na wzmocnienie poprawienie strawności roślin strączkowych jest właśnie… asafetyda.

Przeciwwskazaniem do używania asafetydy są: wysoka gorączka, nadkwasota, wysypka, pokrzywka i ciąża.

Szczypta (asafetydy nie można stosować w dużych ilościach) dodana do potrawy pozwoli zredukować gazy, wzdęcia i poprawi krążenie.

Asafetyda na kolki (według ajurwedy): zmieszaj 2 g asafetydy z 5 g adżwanu (indyjski kminek; dostępny w sklepach z żywnością orientalną lub online), podpraż na sucho (bez oleju) i zmiel z moździerzu. Zmieszaj z 2,5 g czarnej lub różowej soli himalajskiej i wypij z ciepłą wodą. Dzieci powinny stosować połowę dawki.

  1. Kuchnia

Ciepłe napoje, które poprawiają nastrój – 3 przepisy

Przyprawy, imbir, gotu kola (która wspomaga pamięć, koncentrację i uspokaja nerwy) – mają wiele cennych właściwości, nie tylko dla naszego zdrowia fizycznego, ale również psychicznego (fot. iStock)
Przyprawy, imbir, gotu kola (która wspomaga pamięć, koncentrację i uspokaja nerwy) – mają wiele cennych właściwości, nie tylko dla naszego zdrowia fizycznego, ale również psychicznego (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Czy można poczuć się lepiej nie wypijając gorącej czekolady? – A jednak! Karolina i Maciej Szaciłło, autorzy książki „Depresja. Jedzenie, które leczy” podają ajurwedyjskie przepisy na ziołowe i owocowe napary, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie i samopoczucie.

Herbatka z gotu kolą, melisą i płatkami róży

Proponowana herbatka pomaga uspokoić rozszalały umysł i sprowadzić go do chwili obecnej. Możesz ją popijać przez cały rok.

Pochodząca z Azji gotu kola (znana również pod nazwą brahmi) jest jednym z najważniejszych ajurwedyjskich ziół. Działa praktycznie na wszystkie tkanki naszego ciała. Odmładza, podnosi poziom energii, poprawia funkcjonowanie mózgu. Pozytywnie działa na układ trawienny, nerwowy i krążenia. W medycynie ajurwedyjskiej jest podstawowym lekiem wzmacniającym komórki nerwowe i komórki mózgu.

Składniki:

  • 400 ml wody
  • 1 łyżka gotu koli (dostępna w sklepach ze zdrową żywnością)
  • 1 łyżka suszonych płatków róży (dostępne w sklepach ze zdrową żywnością i zielarskich)
  • 1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
  • 1 łyżeczka suszonej melisy
  • naturalny miód do smaku (do przestudzonej herbatki)
Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Wodę doprowadzamy do wrzenia. Zdejmujemy z ognia i wsypujemy wszystkie składniki (za wyjątkiem miodu). Przykrywamy i zostawiamy do zaparzenia przez 10 minut. Przestudzoną herbatkę podajemy z naturalnym miodem.

Rozgrzewająca woda ziołowa

- Takimi wodami raczył nas kucharz w ośrodku ajurwedyjskim w Kerali. Oboje się w nich zakochaliśmy. Nasza woda ziołowa ma na celu przede wszystkim rozgrzanie i poprawienie trawienia – podkreślają autorzy.

Składniki:

  • ½ laski cynamonu cejlońskiego
  • 6 ziarenek zielonego kardamonu
  • 3 goździki
  • 3 plasterki imbiru
  • ¼ łyżeczki kminu rzymskiego
  • ½ l wody
  • ciepła woda do podania (opcjonalnie)
Fot. iStock Fot. iStock

Wodę z przyprawami gotujemy około 15 minut na małym ogniu. Podajemy w takiej formie lub rozcieńczone ciepłą wodą.

Ajurwedyjskie kardake

Kwiaty hibiskusa, choć oczyszczają krew i serce, mają działanie ochładzające – można je jednak wyrównać dodając miód, imbir, czy cynamon.

Składniki:

  • 3 łyżki suszonego hibiskusa
  • ½ laski cynamonu cejlońskiego
  • 4 plasterki imbiru
  • 500 ml wody
  • sok z 1 pomarańczy
  • 1 łyżka naturalnego miodu
Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Hibiskus, cynamon, imbir i wodę doprowadzamy do wrzenia. Zdejmujemy z gazu. Napar odstawiamy pod przykryciem na około 10 minut. Dodajemy sok z pomarańczy. Przelewamy do szklanek i słodzimy miodem, kiedy przestygnie.

  1. Styl Życia

Ajurweda na chłody

W zależności od szkoły masaż Abhyanga może wyglądać różnie, ale jedna zasada pozostaje niezmienna: całe ciało musi być porządnie wymasowane olejem sezamowym. (Fot. iStock)
W zależności od szkoły masaż Abhyanga może wyglądać różnie, ale jedna zasada pozostaje niezmienna: całe ciało musi być porządnie wymasowane olejem sezamowym. (Fot. iStock)
Chcesz rozgrzać ciało, a jednocześnie się zrelaksować? Uwolnić od bólu i poczuć przypływ sił witalnych? Wyciszyć umysł i emocje? Wszystko to oferują zabiegi wywodzące się z ajurwedy.

Pewnie słyszałaś o trzech doszach – energiach kształtujących nasze ciała, rozróżnianych przez ajurwedę. W wielu książkach czy na stronach internetowych znajdziesz test, który pomoże ci ustalić, która z nich dominuje w twoim organizmie.  Ale niezależnie od tego, czy twoją konstytucją jest vata, pitta czy kapha, polub olej! Dlaczego? Chociażby dlatego, że równoważy doszę vata, bardzo chwiejną niemal u wszystkich. Negatywnie wpływają na nią takie czynniki, jak stres, pośpiech, nadmierny wysiłek, niedosypianie, chłód, zimne posiłki, używki, nieregularny tryb życia...

– Vata uchodzi za królową dosz. Jeśli jest w równowadze, również pozostałe uzyskują stabilny poziom – tłumaczy Elżbieta Żuk-Widmańska, nauczycielka ajurwedy. – Do tego odpowiada za starzenie się i degenerację organizmu. A krótki masaż głowy, przy użyciu minimalnych ilości oleju, działa odmładzająco.

I właśnie od takiego masażu głowy terapeutka zaczyna zwykle sesję.

Precz z amą!

– Ludzie przychodzą do mnie najczęściej zmęczeni, zestresowani, więc najpierw ułatwiam im się wyciszyć, zostawić za sobą problemy, zabieganie właśnie poprzez masaż. Pomaga też przy bezsenności, depresji, pobudzeniu nerwowym – mówi Żuk-Widmańska.

Taka „przygrywka” odbywa się na siedząco. Ruchy są energiczne, obejmują też barki. Uwaga przenosi się do ciała i można przystąpić do bardziej zaawansowanych działań, do prawdziwego rozgrzania. Choćby do sztandarowego zabiegu ajurwedyjskiego, czyli Abhyangi. Tutaj także główną rolę odgrywa olej sezamowy. I używa się go naprawdę dużo – zwłaszcza dla osób z dominującą vatą.

Ruchy terapeutki są zdecydowane, posuwiste. Do tego dochodzi rytmiczne oklepywanie ciała. W ten sposób porusza się zastałą energię i uwalnia swobodny przepływ prany. – Ten masaż nie może być delikatny, w przeciwnym razie nie spełniłby swojej funkcji – tłumaczy Żuk-Widmańska. Chodzi o oczyszczanie. – Pokarm, który trafia do naszego żołądka, zostaje w procesie trawienia przetworzony na substancje odżywcze oraz odpady. Ale według ajurwedy jest jeszcze trzecia substancja, toksyczna – ama. Podczas gdy na naturalne odpady mamy kanały wydalnicze, lepka, kleista ama odkłada się w tkankach. Dostaje się do krwi, zaczyna podróżować po ciele, gromadzi się w najbardziej osłabionych miejscach. Wywołuje nadciśnienie, bóle stawów, głowy... Żeby pozbyć się amy, trzeba ją niejako zebrać z człowieka i wtłoczyć do układu wydalniczego. Ciepły olej sezamowy, wcierany w ciało, przenika przez wszystkie siedem tkanek, rozpuszcza ją i odrywa. Oczyszczony organizm odżywa – twierdzi terapeutka.

W zależności od szkoły Abhyanga może wyglądać różnie, ale jedna zasada pozostaje niezmienna: całe ciało musi być porządnie wymasowane olejem sezamowym. – Przyjmuje się, że przez 35 minut nie powinno się go zmywać, żeby dotarł w głąb każdej tkanki – mówi Elżbieta Żuk-Widmańska. – Poza rozpuszczeniem toksyn ten masaż daje też rozluźnienie, ulgę przy różnych dolegliwościach bólowych i problemach układu nerwowego. Nawilża całe ciało, zostawia je z uczuciem przyjemnego ciepła. Jedyne przeciwwskazania to rany, nadciśnienie i ciąża.

Fosa i stemple

Rozgrzanie wcale nie musi się kończyć na Abhyandze. Chcesz pójść krok dalej? Pozwolić, by uzdrawiające ciepło popłynęło wzdłuż kręgosłupa? Oto Kati Vasti (kati – kręgosłup, vasti – fosa). Leżysz na brzuchu, już rozgrzana, a terapeuta przykleja ci na plecach wałek z ciasta orkiszowego w kształcie kółka. Do powstałej w ten sposób „miseczki” wlewa ciepły olej sezamowy, czasem z dodatkiem kamforowego.

Ten zabieg ma już inny charakter, jest z kolei bardzo statyczny. Ruch jest wręcz niewskazany – każda zmiana pozycji może zniweczyć misterną konstrukcję. Nieporuszona, kontemplujesz więc ciepło. Na początku temperatura jest wysoka – najlepiej taka na granicy wytrzymałości. Błyskawicznie jednak obniża się, więc terapeuta wybiera łyżką olej i ponownie napełnia „fosę”. – Wraz z wylewanym olejem usuwany jest nadmiar vaty – tłumaczy Elżbieta Żuk-Widmańska. – To skuteczny sposób, żeby się go pozbyć.

Zabieg ten jest świetny na bóle kręgosłupa, dyskopatię, rwę kulszową – zapewnia terapeutka. Leżysz tak 15–20 minut. Albo i 30. W zależności od tego, czego potrzebujesz i ile wytrzymasz w bezruchu. Niewykluczone, że zaśniesz. Potem masz utrzymać ciepło.  Zatem zrezygnuj z ambitnych planów – co najwyżej przygotuj sobie mleko z kurkumą albo wodę z cytryną. I idź do łóżka.

Jeszcze inne możliwości daje masaż sakiewkami (inaczej stemplami), Podi Kizhi (podi – proszek, kizhi – sakiewka). Podstawa to wspomniane (lniane) sakiewki, wypełnione ziołami plus olej sezamowy, choć w niektórych wypadkach stosuje się bardziej skomplikowany wywar, na bazie mleka. Najpierw kładziesz się na brzuch, terapeuta zaczyna masaż od nóg. Nawilża kolejne części ciała, po czym sięga po aromatyczne, ociekające olejem, ciepłe woreczki. Zaczyna stawiać nimi na skórze „stemple”. Rytmicznie, jeden przy drugim. Potem wykonuje nimi koliste ruchy, uciskając. Masaż przynosi ulgę przy bólach mięśni, sztywności stawów czy chronicznych bólach reumatycznych. Usuwa skutki stresu i napięcia. Poprawia krążenie, wspomaga przewodnictwo nerwowe.

Nie tylko ciało

Elżbieta Żuk-Widmańska podkreśla, że każdy zabieg dotyka wszystkich aspektów człowieka: – Piękno zabiegów ajurwedyjskich polega na tym, że wychodzą daleko poza działanie fizyczne.

Jak możesz sama wpłynąć na umysł, stosując zasady ajurwedy? Najprostsza rada dla wszystkich: smaruj się codziennie olejem sezamowym. – Codzienna auto-Abhyanga zapewnia zdrowie i długowieczność. Dobrze pamiętać, że stawy masuje się okrężnymi ruchami, a kości podłużnymi. Że ciało to również stopy, dłonie, twarz, uszy, szyja – wylicza Elżbieta Żuk-Widmańska. – Najlepiej rozpocząć od głowy, tam się wszystko zaczyna.

Elżbieta Żuk-Widmańska terapeutka ajurwedy. Wiedzę i umiejętności zdobywała w Instytucie Jiba Ayurveda w Indiach.

  1. Zdrowie

Ajurweda i zmysł smaku - jak poszczególne smaki wpływają na nasze zdrowie i emocje?

Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Czy zaobserwowałeś, że w trakcie choroby tracisz apetyt i najczęściej zmysł smaku? To dlatego, że zarówno smak, jak i apetyt oraz tzw. siła trawienia (innymi słowy ogień trawienny zwany „agni”) są ze sobą ściśle powiązane. Zdaniem ajurwedy każda choroba (czyli nierównowaga w organizmie) bierze się właśnie ze złego trawienia – czytamy w książce „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

Smaki i emocje

„W ajurwedzie zioła są postrzegane przez pryzmat energetyki. Właściwości ziół są klasyfikowane ze względu na ich smak, powiązanie z żywiołami, właściwości rozgrzewające lub chłodzące, wpływ na trawienie oraz inne potencjalne właściwości. Ten prosty system energetyki jasno przedstawia podstawowe cechy ziół i różni się od złożonej analizy chemicznej, która sprawia, że często gubimy się w gąszczu szczegółów. System ten oferuje strukturę, w której zioła daje się łatwo zidentyfikować i zrozumieć. Dzięki temu można je dobierać stosownie do indywidualnej konstytucji i choroby.” – podkreślają dr Vasant Lad i David Frawley w książce „Joga ziół”. Sposób w jaki my, ludzie Zachodu, postrzegamy smak, bardzo odbiega od tego, jak patrzono na niego w starożytności. Jak piszą dwaj lekarze ajurwedyjscy, pionierzy tego systemu w Stanach Zjednoczonych, w sanskrycie słowo „rasa” wykracza poza „smak”. „Rasa” to również esencja danej rośliny. To ona świadczy o jej właściwościach zdrowotnych. O tym, jak wpływa na nasze ciało, na nasze emocje. Co ciekawe, słowo „rasa” to również „krążenie, poczucie ożywienia i taniec”. Zdaniem ajurwedy smak wpływa więc na nasz układ nerwowy, ożywia umysł i zmysły. Sprawia, że chce nam się żyć. Dobry smak jest również warunkiem naszego prawidłowego trawienia. Kiedy coś nam smakuje, automatycznie wzrasta nasz tzw. ogień trawienny. Ten ostatni wpływa bezpośrednio na wchłanianie, na florę jelitową. A co za tym idzie również na przyswajanie składników odżywczych…

Skupmy się teraz na sześciu podstawowych smakach i na tym, jak wpływają one na całą wielopoziomową strukturę, którą jesteśmy. Słodki, kwaśny, słony, ostry, gorzki i cierpki – to sześć podstawowych smaków, które wyróżnia się w ajurwedzie. Co ciekawe, idealna równowaga między nimi prowadzi do powstania tak popularnego dziś słonego, „rosołowego”, wręcz „mięsnego” smaku… umami. I choć między wymienioną „apetyczną szóstką” powinna panować harmonia, najbardziej wyczuwalnym smakiem opisanej wcześniej kuchni sattwicznej (podnoszącej nasz poziom energii) powinna być… słodycz! Już w tym momencie warto podkreślić, że rzadko się zdarza, aby zioło miało tylko jeden smak. Jeden jest jednak najczęściej dominujący. Maciek, odkąd „rozsmakował się” w ajurwedzie, gotuje w oparciu właśnie o smaki. Nie zastanawia się więc już do czego pasuje kurkuma czy kardamon. Wie natomiast, że słodkawy rosół potrzebuje gorzkiej kozieradki, a kwaśny sos pomidorowy dobrze będzie się komponował z ostrością chili i kremowym, słodkim mlekiem kokosowym. Kiedy wchodzi do kuchni, przyświeca mu jeden cel – równowaga smaków.

Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock) Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock)

Słodki

To prawda, że słodki smak pada najczęstszą ofiarą wszystkich osób chcących zrzucić nadmiar kilogramów. Zwyczajnie eliminują go z diety. Jednak zdaniem ajurwedy słodycz jest najbardziej sattvicznym (w od powiednich ilościach i przy dobrym trawieniu dającym jasność umysłu i lekkość) ze smaków. Warunkuje ona przyjemność i poczucie bezpieczeństwa. Jest to pewnie związane z tym, że mleko matki jest właśnie słodkie. Sprzyja też długowieczności i dodaje energii. Słodki wychładza i odżywia wszystkie komórki w naszym ciele. Jego nadmiar prowadzi jednak do otyłości, cukrzycy, odkładania się wody, zmęczenia i ospałości. W tym momencie warto dodać, że najlepszym sposobem na dostarczenie sobie słodyczy nie jest biały rafinowany cukier. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się ta płynąca z całości pokarmowych, czyli pokarmów, które oprócz słodkiego smaku mają inne cenne wartości. W przypadku depresji genialną substancją słodzącą (która nie powinna być poddawana obróbce termicznej powyżej 40°C) jest naturalny miód, który nie tylko rozgrzewa, ale również osusza. Ajurweda gloryfikuje też wszystkie słodkie warzywa, takie jak dynia czy słodkie ziemniaki oraz posiadające słodki smak przyprawy (jak np. cynamon) czy ghee, masło sklarowane. Jakie przyprawy są słodkie? Cynamon, kardamon, koper włoski czy lukrecja.

Kwaśny

Oglądaliście kiedyś programy kulinarne Jamiego Oliviera? Ja przed laty pasjami. Zawsze z mieszaniną zadziwienia i fascynacji patrzyłam na ilość oliwy, chili oraz… soku z cytryny, który dodawał do praktycznie wszystkich swoich potraw I choć Jamie nie miał ugruntowanej wiedzy na temat ajurwedy, kierował się intuicją. Na jakimś poziomie czuł, że kwaśny poprawia smak potraw. Mało tego, rozgrzewa, a co za tym idzie podsyca ogień trawienny (ułatwia więc trawienie pokarmu). Wzmacnia nasze ciało oraz ożywia i rozbudza umysł. Nawilża. Pobudza wydzielanie śliny i ułatwia przełykanie. Dodaje nam również sił. Punkt widzenia współczesnej fitoterapii jest podobny. Podkreśla, że kwaśny pobudza, sprzyja trawieniu, zwiększa apetyt i jest wiatropędny. Jednak ajurweda podkreśla, że w nadmiarze osłabia nasze zęby (zbyt duża ilość soku z cytryny lub octu niszczy przecież szkliwo), potęguje pragnienie i uwaga: powoduje gromadzenie się toksyn we krwi. Co ciekawe, u osób osłabionych może również prowadzić do obrzęków. Emocjonalnie, kwaśny (pozytywny aspekt) zwiększa naszą umiejętność oceniania. Ocena (nie osąd) jest przecież istotnym aspektem naszego życia. Jednak nadmierne ocenianie (a tym samym zbyt duża ilość kwaśnego) może prowadzić do zazdrości, a nawet zawiści.

Jakie przyprawy są kwaśne? Tamarynda i sumak.

Słony

Na wstępie zaznaczę, że słony występuje rzadko w świecie przypraw i ziół. Jest raczej smakiem minerałów, a nie roślin. I  choć nasza współczesna dietetyka nie przepada za słonym smakiem, ajurweda ma do niego dużo bardziej ambiwalentne podejście. Z jednej strony zauważa, że słony rozgrzewa i sprzyja trawieniu. Uspokaja, a jeśli jest takie wskazanie, również przeczyszcza (w dużych ilościach ma nawet działanie wymiotne). Doskonale uziemia. Łagodzi więc nadmiar żywiołu powietrza i przestrzeni (wata). Oczyszcza również naczynia krwionośne i nadaje smak pożywieniu (dzieci najczęściej ubóstwiają wszystko co słone). Jakie są konsekwencje nadmiernych ilości słonego? Wywołuje pragnienie i osłabia (również męskość). Nasila infekcyjne choroby skóry i nadkwasotę. Może wywoływać krwotoki oraz m.in. dnę moczanową. Emocjonalnie, w odpowiednich ilościach słony wywołuje radość życia. W namiarze zwiększa jednak nasze pragnienia i może prowadzić do hedonizmu.

Ostry

Nietrudno się domyślić, że ostry smak rozgrzewa, ale również wysusza. Pobudza, zwiększa apetyt oraz ma działanie napotne i wykrztuśne. „Działa oczyszczająco na jamę ustną, pobudza ogień trawienny, oczyszcza pożywienie, pobudza wydzielanie substancji w jamie nosowej, powoduje łzawienie oczu oraz oczyszcza zmysły. Pomaga w leczeniu chorób związanych z powolną pracą jelit, otyłością, opuchlizną w podbrzuszu oraz nadmiarem płynów w ciele. Nadaje smak pożywieniu, łagodzi swędzenie (…) zabija robaki i zarazki (…) udrażnia naczynia krwionośne” – piszą dr Frawley i Lad (cytując fragment Czaraka Samhita, jednego z najbardziej znanych traktatów poświęconych ajurwedzie). Później dodają, że ostry stosowany w nadmiarze osłabia męskość, wywołuje ospałość i wyczerpanie. Jego dominującymi żywiołami są ogień i powietrze. Sprawia to, że ostry odpowiada za pieczenie, „wysuszenie” organizmu, podrażnienia, stany zapalne i  przeszywające bóle w ciele. Emocjonalnie, ostry pobudza nas do działania. Kieruje naszą uwagę od środka na zewnątrz. Jednak w nadmiarze prowadzi do gniewu i rozdrażnienia. Jakie przyprawy są ostre? Lista jest dość długa, a na niej m.in. asafetyda, czarny pieprz, kardamon, cynamon, goździki, kolendra, imbir, chrzan, oregano czy cebula.

Uwaga: ostry smak jest najczęściej efektem występowania w roślinach olejków eterycznych.

Gorzki

Choć sam w sobie nie jest przyjemny, spełnia niezwykle ważną funkcję. Jaką? Odrobina gorzkości równoważy wszystkie pozostałe smaki. Uwypukla słodycz. Maciek zawsze powtarza, że słodkie dania (jak np. pierogi ruskie) potrzebują gorzkiego (w tym przypadku reprezentowanego przez mocno przypieczoną cebulkę). Podobnie w naszym życiu. Niewielka ilość bólu, pomaga nam docenić szczęście… Zastanówmy się teraz, jaką funkcję pełnią wszystkie gorzkie zioła? Oczyszczającą i ściągającą. Podobnie działa gorzki smak. Obniża gorączkę, wychładza, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Jak podkreślają wielokrotnie już cytowani autorzy Jogi ziół gorzki (…) „oczyszcza krew i wszystkie tkanki oraz powoduje zmniejszanie się guzów. Na ciało oddziałuje w sposób redukujący, wyniszczający oraz uspokajający, choć w niewielkich ilościach działa pobudzająco, zwłaszcza na trawienie”. Podobnie jak ostrość, gorzkość jest częstym smakiem wśród roślin. Gorzki, jak już wspomniałam, pomaga docenić to, co piękne w naszym życiu. Jako smak wychładzający kieruje naszą uwagę od zewnątrz do środka. Pomaga nam skonfrontować się z rzeczywistością. Jednak w nadmiarze wywołuje żal, gorycz i frustrację! Jakie rośliny mają smak gorzki? Na przykład aloes.

Cierpki

Podobnie jak gorzki (i słodki) wychładza. Kieruje więc naszą energię do środka. (…) „smak cierpki ma działanie uspokajające, powstrzymuje biegunkę, działa leczniczo na stawy (ale nie na osteoporozę), sprzyja zabliźnianiu się oraz leczeniu ran i skaleczeń, działa wysuszająco, ujędrniająco i ściągająco. Łagodzi kapha i pitta, hamuje krwawienie oraz sprzyja wchłanianiu płynów” (…) – czytamy w Czaraka Samhita. Okazuje się, że cierpki ma działanie przeciwzapalne. Jednak w nadmiarze prowadzi do zaparć, bólu serca, osłabienia i przedwczesnego starzenia. Z natury jest suchy, nieprzyjemny i oczyszczający. Emocjonalnie, cierpki sprawia, że stajemy się bardziej świadomi siebie (tego co w środku). Jednak w nadmiarze zwiększa lęki, prowadzi do introwertyzmu i braku poczucia bezpieczeństwa. Jaki jest przykład cierpkiej przyprawy? Sumak, ale również kurkuma.

Wspomniany kwaśny, słony i ostry kierują naszą uwagę ze środka na zewnątrz. Z kolei smaki wychładzające (słodki, gorzki i cierpki) sprawiają, że energia skierowana jest do wewnątrz. Gdy zjemy coś intensywnie rozgrzewającego, krew dopływa do skóry, która automatycznie staje się rumiana. Z kolei, gdy jest nam zimno, gdy jesteśmy wycofani, krew odpływa od powierzchni skóry. Stajemy się bladzi. Wyglądamy trochę jakby „kropelka po kropelce”, „oddech po oddechu” uchodziło z nas życie. Dlatego osoby pogrążone w depresji mają najczęściej słabe krążenie, zimne nogi, ręce i blady, prawie biały odcień skóry.

Zastanówmy się teraz, kiedy możliwe jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia (i zdrowia)? Jeśli w naszym życiu panuje równowaga między tym co w środku, a tym co na zewnątrz. Jeśli mamy za co żyć, spełniamy się zawodowo, ale również od czasu do czasu przyglądamy się naszym emocjom. Jesteśmy ich świadomi. Nie wypieramy ich. Potrafimy nimi zarządzać. Bardzo pomocne w osiągnięciu owej harmonii są właśnie smaki.

Jak tłumaczy Robert Swoboda w Prakriti. Odkryj swoją pierwotną naturę „Twoja osobowość zawsze stara się zapewnić sobie jak największy komfort. Dąży do zaspokojenia, które daje słodki smak. Aby to uzyskać, wykorzystuje także inne, niezbędne smaki – rozgrzewające lub wychładzające, w zależności od potrzeby. Smaki kwaśny, słony i ostry są rozgrzewające. Natomiast słodki, gorzki i cierpki – wychładzające. Każda z odpowiadających im emocji jest odpowiednio gorąca lub zimna. Gorąco powoduje rozszerzanie się, a zimno kurczenie się. Ze zdrowiem jest tak samo jak z zasadami fizyki. Chłód zwęża kanały fizyczne i mentalne, a ciepło je rozszerza”.

Fragment z książki „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

  1. Styl Życia

Co jeść zimą? Spróbuj diety rozgrzewającej

Zimą surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. (Fot. iStock)
Zimą surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. (Fot. iStock)
Zimą zapomnij o jogurtach i cytrusach. Postaw na ciepłe i lekkie śniadania, przyprawy oraz gotowane warzywa.

Gdy na zewnątrz robi się zimno, potrzebujesz więcej energii, by utrzymać ciało w odpowiedniej ciepłocie. Dlatego, pokonując pieszo drogę do pracy w mroźną pogodę, spalasz więcej kalorii niż latem przy takim samym wysiłku. Wydawałoby się zatem, że zimą powinnaś chudnąć. Dlaczego tak się nie dzieje? Przyczyną jest sposób odżywiania: – Zimą dużo chętniej sięgamy po produkty ciężkie: tłuste mięso czy kaloryczne sery i często zapominamy o jedzeniu warzyw w odpowiedniej ilości. Poszukując przyjemności w mroźne dni, chodzimy na pitną czekoladę z bitą śmietaną, gorące ciasta i słodkiego grzańca, a to wszystko tuczy – mówi dietetyk Magdalena Makarowska.

O tej porze roku łatwiej też znaleźć wymówkę, by nie uprawiać sportu. Ziąb i wiatr na zewnątrz zniechęcają do joggingu czy nawet szybszych spacerów, nie mówiąc już o pójściu na basen – wyjście na mróz po kąpieli grozi bowiem przeziębieniem.

Co zrobić, by temu przeciwdziałać? Spróbuj typowe jesienno-zimowe ciężkie potrawy zastąpić dobrze skomponowaną dietą rozgrzewającą.

W zgodzie z porą roku

Zasada jest prosta i bardzo stara, bo w medycynie chińskiej czy ajurwedyjskiej znana od tysięcy lat. Gdy na dworze jest sucho i ciepło, powinno się jeść produkty neutralne i wychładzające, kiedy zaś za oknem pojawia się deszcz czy śnieg, a temperatura na zewnątrz jest niższa niż w domu, wskazane są produkty neutralne i rozgrzewające. – Podobny związek można zauważyć między samopoczuciem a termiką produktów. Tak zwanym zmarzluchom nie będą służyły potrawy wychładzające – mówi dietetyk. – Posiłki mają różne właściwości energetyczne, i nie ma to nic wspólnego z ilością kalorii.

Jak wyjaśnia Magdalena Makarowska, produkty spożywcze można podzielić na gorące (rozgrzewają organizm), ciepłe (działają lekko rozgrzewająco), neutralne (wzmacniają energię), chłodne (ochładzają, ale pełnią ważną rolę w powstawaniu krwi i płynów odżywczych ciała) i w końcu zimne (wychładzające). Cytrusy wychładzają, co jest przydatne w klimacie tropikalnym, z którego wywodzą się też jogurty. Te ostatnie pierwotnie spożywano w Azji tylko w kompozycji z mocno rozgrzewającą baraniną. Z kolei zboża są neutralne – dlatego powinny stanowić podstawę naszego żywienia, natomiast większość przypraw ma działanie rozgrzewające i poprawiające trawienie oraz rozpad tłuszczu – można się o tym przekonać, pijąc choćby herbatę z imbirem czy jedząc danie z papryczką chilli.

Co jeść zimą? Praktyczny przewodnik

Dzień rozpocznij od ciepłego napoju. Rozgrzej żołądek herbatą z imbirem lub ciepłą wodą z sokiem z cytryny i miodem.

Zjedz ciepłe śniadanie.
Świetnie sprawdzi się owsianka gotowana na wodzie lub chudym mleku z bakaliami, orzechami i owocami, kasza jaglana z daktylami czy gotowanymi jabłkami lub jajecznica z szynką. Poranny ciepły posiłek nie tylko rozgrzewa, ale też syci o wiele bardziej niż sucha kanapka. Jeśli będziesz miała ochotę na pieczywo – opiecz je w tosterze lub piekarniku.

Do potraw dodawaj rozgrzewające przyprawy:
świeży imbir, kardamon, cynamon, goździki, tymianek, bazylię, kurkumę, rozmaryn. Goździki w herbacie rozgrzewają i pobudzają zmysły, odrobina cynamonu zaś podnosi temperaturę ciała i wzbogaca smak dań zarówno słodkich, jak i ostrych.

Włącz w dietę czosnek i cebulę
– nie tylko rozgrzewają, ale też pełnią rolę naturalnych antybiotyków.

Wychładzające pomidory zostaw na upały.
Surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. Staraj się je jeść przynajmniej dwa razy dziennie. Nie zapominaj o warzywach strączkowych: czerwonej, zielonej i brązowej soczewicy, cieciorce, fasolce zwykłej, adzuki i mung oraz o grochu.

Wprowadź pełne ziarna zbóż:
ryż naturalny krótko- i długoziarnisty, kaszę jaglaną, orkisz, jęczmień, owies bezłuskowy, kaszę gryczaną i amarantus.

Jedz pieczone lub gotowane owoce,
na przykład jako kompot (niesłodzony!). Owoce są też świetnym dodatkiem do porannej owsianki lub kaszy jaglanej.

Zamień mąkę białą na razową,
jedz pełnoziarniste płatki, makaron i pieczywo.

Unikaj nabiału
– zwłaszcza jogurtów i twarogu, które działają wychładzająco i silnie nawilżająco – a to sprzyja infekcji!

Zadbaj o obecność kwasów wielonienasyconych w swojej diecie.
Znajdują się w olejach roślinnych: sezamowym, słonecznikowym, sojowym, kukurydzianym czy lnianym, a także w rybach morskich oraz orzechach.

Jako przekąski czy desery jedz suszone owoce
(jabłka, gruszki, śliwki, morele, rodzynki, daktyle), owoce na ciepło, różne pestki (dyni, słonecznika, sezam, siemię lniane), migdały i orzechy. Zawierają bardzo dużo makro- i mikroelementów, a także witamin.