1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Osobowość kobiety: bogini Lilith

Osobowość kobiety: bogini Lilith

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Tajemnicza, przerażająca, fascynująca. Kryje w sobie mrok. Budzi odrazę, ale też niesie dary. Na imię jej Lilith. Przekonaj się, czego może cię nauczyć.

Nie  od dziś wiadomo, że mieszkają w nas różne podosobowości. Tym razem spojrzymy na nie jak na boginie. Trenerka rozwoju osobistego, Anna Rataj, pomaga kobietom zintegrować się z ich wewnętrznymi boginiami, uczy czerpać z każdej z nich. Chyba najtrudniej przyjąć, zintegrować Lilith. Według mitów to tzw. czarna bogini – przywołuje staruchę, wiedźmę. Kiedy upomina się o nas, wchodzimy w kontakt z tym, co zostało wyparte, odrzucone – od czego wolałybyśmy trzymać się z daleka. Często nie zdajemy sobie sprawy, że w błocie, które nas tak przeraża, spoczywają diamenty.

Kim jest Lilith?

Mit o Lilith wywodzi się z tradycji hebrajskiej. Według niego była pierwszą kobietą, partnerką Adama – mieszkała w raju jako Wielka Bogini, jeszcze na długo przed nim. Inna wersja mówi, że to jednak Adam był pierwszy i że – osamotniony – poprosił Boga o towarzyszkę. Ten wysłuchał próśb i stworzył kobietę, nie z żebra jednak, a z brudu i błota. Adam i Lilith nie żyli zgodnie, walczyli o władzę. Tak naprawdę Lilith chodziło o równość, której partner jej odmawiał. Więc bunt: Lilith przywołuje imię Jahwe, którego nie wolno było wymawiać – łamie tabu. Wyrastają jej skrzydła, na których opuszcza  raj, uznając go za więzienie. Potem robi się naprawdę mrocznie – kobiece bóstwo osiąga dno. Dosłownie, bo chroni się na dnie Morza Czerwonego. Wysłanym za nią aniołom nie udaje się, mimo gróźb, nakłonić jej do powrotu. A groźby są bardzo poważne: utrata potomstwa. Więc – żeby było jeszcze dramatyczniej – mit opowiada, jak to Lilith zatraca się w nierządzie z demonami, jak rodzi im po sto dzieci dziennie. Dzieci giną, a Lilith w odwecie pożera ludzkie niemowlęta (nawiedza też w snach mężczyzn, rozbudzając w nich żądze). Nic dziwnego, że przez wieki żydowskie kobiety rysowały wokół łóżeczek niemowląt okrąg z zaklęciem „Adam i Ewa. Precz Lilith!”. Postać Lilith przyjęła na siebie największe lęki i zabobony.

Na wszelki wypadek została też usunięta z biblijnej wersji mitu edeńskiego. Króluje w nim Ewa – także odpowiedzialna za wygnanie z raju i dramaty ludzkości, tyle że nieufająca sobie i swoim instynktom, niezbyt bystra i raczej nierozważna niż odważna. Podczas gdy Lilith – o której mówi się też, że przyjęła postać węża, by nakłonić Ewę do buntu – stała się uosobieniem sprzeciwu wobec patriarchatu i wolnej woli. Bądź co bądź, decydując się na porzucenie raju, dostąpiła wolności wyboru, mogła doświadczyć światła, ale i mroku.

Dlatego też Lilith ma w naszym życiu ważną rolę do spełnienia, jest pośredniczką między ciemnością a świadomością. Każe nam zanurzyć się w sobie, skonfrontować się z bólem. Umożliwia kontakt z ukrytym potencjałem wewnętrznym. Pozwala zweryfikować, na ile jesteśmy wierne sobie. Chroni przed wchodzeniem w rolę ofiary, uczy zawierzenia odczuciom. Czerpania wprost z brzucha. Bo moc kobiety płynie z macicy – tam rodzi się nowe życie, projekty, dzieła, tam mieszkają instynkty. Seksualność. To wielki, nieustannie kipiący kocioł. – Czczone w kulturach przedchrześcijańskich boginie miały szerokie biodra, podkreślone przepaskami, obfite brzuchy zdobione klejnotami – mówi Anna Rataj. – Potem, w średniowieczu, nastąpiło ostre cięcie, to wszystko zostało im – nam odebrane. Kulturę zdominował obraz kobiety mdłej, enigmatycznej, niepewnej siebie, uzależnionej od dogmatów religijnych i od mężczyzn.

Przyjęło się, że „kobiece” znaczy łagodne, delikatne, bierne – żeby nie powiedzieć uległe. Kobieta korzystająca ze swojej mocy, postrzegana jest często jako wynaturzona. – A przecież mamy też w sobie mrok, tajemnicę, irracjonalność – zauważa Anna Rataj. – To jest właśnie ta ciemna jaskinia, chroniąca skarby, po które wiele z nas boi się sięgnąć. Często kobieta nie zna samej siebie, skupia się na mężczyźnie, dostosowuje się do jego pragnień, przejmuje jego sposób myślenia i działania. Chce mu się podobać, być szczupła, zgrabna, uległa – chowa swoją siłę w cieniu. A to, co usunięte w cień, działa w ukryciu, przejmuje nad nami kontrolę, staje się niebezpieczne. Lilith osadza nas w ciele, w emocjach. Pomaga wyjść poza schematy. Dlatego tak ważne są rytuały. Szacunek dla natury, żywiołów. Poszanowanie cykli przyrody, księżyca, ciała. – Lilith nawołuje z dna brzucha: „Wracajcie, tu jest wasza siła! Jeśli będziecie w ciele, w sobie, już nie będziecie musiały osiągać rozmiaru 38, gonić za akceptacją – wszystko przyjdzie samo”. Będąc w sobie, wiesz, kim jesteś, nie spalasz się tak łatwo. Masz poczucie sensu i celu, znasz kierunek, w którym zmierzasz. Jeśli czujesz potrzebę, by pobiegać nago po deszczu, nie zastanawiasz się, czy to normalne. Nie obchodzą cię normy kulturowe, zasady, czyjeś oczekiwania czy opinie – mówi Anna Rataj.

Odzyskać siebie

Ceremonia z Lilith w Warszawie. Na makiecie labiryntu z Chartres, udostępnionym przez Sylwię Hanff (pisaliśmy o nim w kwietniowym numerze SENSu). To niezwykle istotny element – żeby głębiej wejść w siebie, poczuć mocniej. Ale najpierw ćwiczenie, tzw. rekapitulacja (znana również w szamanizmie). Chodzi o odzyskanie utraconych (a dokładniej zamrożonych) podczas traumatycznych wydarzeń części siebie. Może to dotyczyć na przykład trudnej relacji, w której się zatraciłyśmy, nie zadbałyśmy o swoje granice. Teraz to, co zostało w tamtym miejscu, może do nas wrócić. Z głową zwróconą w lewo robimy wdech (nosem), odbierając, co nasze. Potem przekręcamy ją w prawo i wydychamy powietrze – oddajemy, co cudze. – To znakomite ćwiczenie na oczyszczenie energii – zapewnia prowadząca. – Czasem wypływające emocje są tak silne, że lepiej pracować na raty. Zdarza się, że pod wpływem takiego oczyszczania osoba, z którą relację uzdrawialiśmy, odzywa się po latach milczenia.

Jeszcze jedno proste ćwiczenie – kręcimy ósemki biodrami. To sposób na to, żeby poczuć ciało, uruchomić miednicę, nawiązać kontakt ze swoją mocą. – Ja wykonuję to ćwiczenie codziennie rano, podczas mycia zębów, skupiając się na tym, co mam do zrobienia w ciągu dnia – mówi Anna Rataj. – Osadzam się w ciele, dzięki czemu sprawy idą jak z płatka. Proponuję, żebyście weszły do labiryntu, kręcąc w ten sposób biodrami. Pora ruszyć w podróż. Każda sięga po kamień, który ze sobą przyniosła. Będziemy mu oddawać nasze lęki i zahamowania, pojawiające się podczas wędrówki. – Może na przykład pojawić się myśl: „kiedy będę silna, partner mnie odrzuci” – uprzedza Anna Rataj. – Posłuchaj tej myśli, włóż ją do kamyka. Noś go potem ze sobą, czuj jego ciężar, dopóki będziesz do niego przywiązana. Aż pojawi się gotowość, żeby się uwolnić – może proces się dopełni, a może po prostu uznasz „ja już nie mogę”. Wtedy zakopiesz kamień w ziemi – ona przyjmie wszystko.

Więc idziemy. Powoli, krok po kroku, wsłuchując się w głos z wnętrza. Czasem przystając, przysiadając, roniąc łzy. Dotykamy ran emocjonalnych, również tych bardzo głębokich. Niektóre z nas zatrzymują się na dłużej w jednym miejscu, rezygnują z dalszego marszu. Bo czasem – jak tłumaczy Anna Rataj – lepiej jest pozostać na progu, pozwolić sobie na bycie w żalu, smutku, nie opatrywać zbyt pospiesznie rany. Potem przychodzi moment mocy, coś zaczyna pulsować w środku. Wykrzykujemy trzykrotnie swoje imię, pozostałe kobiety je powtarzają. Śpiewanie własnego imienia pozwala skontaktować się z tym, kim jesteśmy. Na koniec medytacja – w centrum labiryntu, na leżąco, z głowami do środka.

Kontakt z ciałem

Nie zawsze Anna Rataj ma do dyspozycji labirynt, zwykle używa do ceremonii Lilith luster – kobiety zostawiają przed nimi to, od czego chcą się uwolnić. Czują się lżejsze. Ale najcenniejsze – z tego, co mówią – jest dla nich czucie siebie w całości. – Poza bólem zaczynają też odczuwać przyjemność, moc płynącą z brzucha. Często obserwuję, jak kobieta wchodzi nieśmiało, a potem nagle jej twarz wygładza się, nogi kroczą pewniej. Na początku często widzimy tylko czarną otchłań i trzeba dużo zaufania, żeby wejść w ten mrok. A czasem lepiej posłuchać ciała, które mówi: „stój, poczekaj, dalej nie!”. Równie ważne jak wchodzenie w ciemność jest oswajanie jej, przyglądanie się jej z boku. Nawet tygodniami... W tym czasie mogą nam towarzyszyć bardzo intensywne sny – mówi Anna Rataj.

Przyznaje, że przez większą część życia była bardzo rozproszona, szukała odpowiedzi poza sobą. – Mój powrót do ciała był bolesny – ze względu na stan zdrowia – za to teraz wiem, czego chcę. Nawet jeśli jeszcze nie jestem gotowa, boję się... Nie łapię się na tanie komplementy czy oskarżenia. Wiem, czemu warto poświęcić uwagę, jakiego posiłku potrzebuje danego dnia moje ciało – mówi.

Bo ciała nie da się oszukać, uciszyć, zagadać. A Lilith spycha nas do wnętrza. Czyni odpornymi na papkę kulturową, nakłania do poszukiwania własnych wartości. Szanowania potrzeb. Mówi: „uciekaj, walcz o siebie, kiedy ci źle, krzycz, kiedy cię ktoś atakuje, wzywaj pomocy!”. Instynkty są pierwotne, były przed emocjami. Ciało wie, kiedy chce do słońca, cienia, kiedy pragnie jeść, a kiedy spać. Cokolwiek zrobi kultura, nie oderwie nas od naturalnych cykli. One są w nas.

Anna Rataj zwraca uwagę, że często mamy rozwiązane pewne problemy na poziomie głowy, na poziomie serca – częściowo, a na poziomie ciała wciąż je nosimy. Na przykład głos rozsądku mówi: „mama była, jaka była”, w sercu czujemy żal, a w ciele – silną blokadę, choćby przed macierzyństwem. Dlatego trenerka poleca ćwiczenie, które nazywa „wypalaniem”. Wybieramy negatywną emocję, sprawdzamy, w jakiej części ciała się ukrywa. Po czym kierujemy oddech w to miejsce, żeby ją rozpuścić. – Na początku będzie rosła: może przyjdzie jakiś obraz, przypomni się nam dawne zdarzenie. Potem odpłynie. Jednorazowo możemy zająć się nawet pięcioma emocjami – pod warunkiem że ostatnia będzie pozytywna. Kiedy urośnie, napełniamy się nią, rozprzestrzeniając po całym ciele.

Lilith w astrologii

Jest wreszcie Lilith astrologiczna, zwana Czarnym Księżycem. Nie wszyscy astrologowie biorą ją pod uwagę przy interpretacji kosmogramu. – Zresztą – przyznaje Anna Rataj – nie we wszystkich horoskopach to ciało niebieskie jest aktywne. Czasem jednak działa ze szczególną siłą – konfrontuje nas z bólem, buntem, frustracją, zdradą, ze stłumioną seksualnością i gniewem, z tym, co zapomniane, odrzucone, z tym, co budzi wstręt. Niektóre tranzyty Lilith wyznaczają czas kryzysu, nasilającej się agresji. Możemy odczuwać zagubienie, irracjonalny lęk. Każda z nas ma inną Lilith, każda niesie inny ciężar. – Chodzi też o to, co mamy szansę przekroczyć czy rozwinąć, żeby sięgnąć po naszą moc – tłumaczy Anna Rataj. – Sprawdzając położenie Lilith w kosmogramie, możemy dowiedzieć się, jakie jest nasze dziedzictwo rodowe i powołanie. Jakie towarzyszą nam przekonania i zagrożenia. Jaką lekcję mamy do odrobienia i jaka nagroda czeka nas za ten wysiłek.

Ważne, żeby mieć całość obrazu, nie ograniczać się do wycinka. – Kosmogram nie ma pokazywać, gdzie jest twoja granica, ale gdzie znajdziesz swoją wolność. Robi się go po to, żeby znaleźć obszar, w którym możemy osiągnąć więcej – o ile weźmiemy odpowiedzialność za swoje życie – mówi prowadząca. – Lubię stwierdzenie, że to, co jest naszą największą siłą, jest też naszą największą słabością. Lilith wsadza nas w ogień, może nawet piekielny, żeby nas zahartować. To trudne dary – żeby stać się najlepszą wersją siebie, musisz zostać w tym ogniu wykuta.

Ekspert: Anna Rataj - trener rozwoju osobistego, astrolog, antropolog kultury, pracuje według autorskiego systemu, opartego na mitach, rytuałach, archetypach, dialogu z subosobowościami, www.mitycznaprzestrzen.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Klimakterium – czas goryczy czy rozwoju?

Pogodzenie się – nie w sensie biernego poddania i smutku - ale akceptacji tego, że tak jest, że właśnie oto przechodzimy klimakterium - jest kluczem do otwarcia się na potencjalne dary tego czasu. (Fot. iStock)
Pogodzenie się – nie w sensie biernego poddania i smutku - ale akceptacji tego, że tak jest, że właśnie oto przechodzimy klimakterium - jest kluczem do otwarcia się na potencjalne dary tego czasu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęć
Nie! To już? - Tak najczęściej my, kobiety, witamy ten czas naszego życia. Niedowierzanie, niechęć, przerażenie, opór. Czasem ulga, że skończy się uciążliwe miesiączkowanie. Ale głównie widzimy go poprzez pryzmat ponoszonych strat: starzenie się ciała, odchodzenie dorosłych dzieci, często odchodzenie partnera. Dolegliwości: zmiany nastrojów, wahania hormonalne, zmęczenie, uderzenia gorąca. Różne myśli: Już nie będę "kobietą"? A co z moim partnerem? Co z seksem? To już koniec blisko?! Nie chcę o tym myśleć, nie chcę się starzeć! 

Istnieje wiele mitów, przekonań i uprzedzeń dotyczących tego okresu. Kobiety mierzą się ze swoimi ograniczeniami, stratami, wstydem, odrzuceniem przez mężczyzn. Często zostają same. Czasem gorzknieją i zamykają się w poczuciu krzywdy. Wokół klimakterium dużo jest kulturowo zakorzenionego wstydu. Nawet nie wypada się do TEGO przyznawać, a już – nie daj Boże – przy mężczyznach. Nawet jeśli robi mi się słabo, bo mam palpitacje czy rozbieram się lub wachluję gwałtownie, bo „uderzyło mnie gorąco”. Więc wstydzimy się, uciekamy, wychodzimy, milczymy na ten temat.

W różnych źródłach podaje się trzy terminy: przekwitanie, klimakterium i menopauza.  Menopauza jest trwałym fizjologicznym zatrzymaniem cyklu miesiączkowego w związku ze zmianami hormonalnymi i ustaniem czynności narządów rozrodczych. Klimakterium natomiast to okres kilku lat przed i kilku lat po menopauzie, obejmujący wszystkie zmiany w fizjologii cyklu miesięcznego, samopoczuciu i organizmie kobiety. W literaturze znajdujemy informację, że okres ten może zacząć się, kiedy kobieta dobiega czterdziestki i trwać do jej wczesnych lat sześćdziesiątych. Już sam ten fakt uzmysławia, jak długotrwały jest to okres zmian, przez które przechodzimy i że może warto uprzytomnić sobie wybór, jakiego wtedy dokonujemy: bardziej świadomie z nimi żyć i czerpać z nich lub starać się je marginalizować i zaprzeczać im, dopóki można.

Istnieje niewypowiedziana potrzeba odczarowywania systemu negatywnych przekonań, które posiadamy na temat klimakterium. Przekonań, które nie pozwalają dostrzegać możliwości rozwoju, tkwiących w tym okresie i których nie mamy szans zobaczyć, jeśli marginalizujemy zachodzące w nas zmiany lub czujemy się wyłącznie ofiarami tego, co dzieje się w naszych ciałach. Pogodzenie się – nie w sensie biernego poddania i smutku - ale akceptacji tego, że tak jest, że właśnie oto przechodzimy klimakterium - jest kluczem do otwarcia się na potencjalne dary tego czasu. Może warto popatrzeć na klimakterium jako wielką przemianę tożsamościową oraz spróbować oswoić i doceniać ten czas, poddać mu się, smakować go, a nawet - afirmować.

Czy to w ogóle jest możliwe? Czy spróbujemy zmienić swoje nastawienie? Co to właściwie znaczy świadomie żyć z tymi zmianami? Zatrzymajmy się nad paroma wybranymi aspektami.

Zacznijmy od symptomów klimakterium: w związku ze zmianami hormonalnymi przybieramy lub tracimy na wadze, cierpimy na palpitacje serca, uderzenia gorąca, zmiany nastroju, dopada nas bezsenność i zmęczenie, mamy potrzebę izolacji. Świadome podejście oznacza odkrywanie, czego nowego możemy dowiedzieć się o sobie na poziomie psychologicznym lub duchowym. Na przykład zmęczenie - w zależności od tego, jak go doświadczamy - może oznaczać zmianę stylu życia – świadome zostawianie niektórych spraw lub wołanie naszej duszy o zatrzymanie się i cieszenie się tymi momentami życia, które nam dotąd umykały. Psychologiczne podejście do doświadczenia palpitacji może nas doprowadzić do wniosku, że warto zmienić swoje priorytety i hierarchię wartości. Joan Borysenko w swojej książce „Księga życia kobiety” pisze o uderzeniach gorąca, o których za każdym razem myśli i przeżywa jako spalanie aspektów życia, które odchodzą. To tylko kilka przykładów pogłębionej refleksji nad sobą, dokonywanej samodzielnie, z pomocą przyjaciółki czy psychoterapeuty.

Istotne jest także uważne zadbanie o siebie od strony fizycznej i medycznej. Niektóre z nas decydują się na hormonalną terapię zastępczą, która łagodzi te objawy, ale też może stanowić zagrożenie związane podwyższonym ryzykiem powstania nowotworów. Dlatego za każdym razem jest to indywidualnie podejmowana decyzja i im więcej wiemy o sobie i swoich potrzebach, priorytetach i hierarchii wartości w tym okresie – tym lepiej. Często pomaga zmiana stylu życia – na przykład rozpoczęcie ćwiczeń jogi hormonalnej, zmiana diety i używanie ziół lub leków homeopatycznych. I tu znów uwaga i świadomość pomoże nam wybierać najlepsze na ten moment dla nas rozwiązania i formy.

Warto też świadomie popatrzeć na siebie i swoje życie pod kątem zmiany ról i nie mam tu na myśli tylko ról społecznych, ale także role w znaczeniu psychologicznym – cenna jest refleksja na temat tego, jaka rola już się dla mnie kończy (na przykład rola matki czy bycie młodą kobietą), a jaka zaczyna (bycie doradczynią, babcią czy działaczką społeczną lub wolontariuszką). Często pojawia się poczucie zmiany roli matki w bycie Matką-Całego-Świata. Rodzi się głębsze poczucie odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. Wraz ze świadomością doświadczeń życiowych i zawodowych, ale też większym zaufaniem do siebie i swojej intuicji stajemy się powoli Wiedźmami. Wiedźma – czyli Ta-Która-Wie. Słowo „wiedźma” ma w naszej kulturze prawie wyłącznie negatywne skojarzenia, ale coraz liczniejsza jest grupa kobiet, świadomie budującej pozytywny wizerunek Wiedźmy, kobiety o silnej duchowości, przewodniczki dla innych.

Otwarcie się na przemianę tożsamościową czasu klimakterium pozwala na uświadomienie sobie i rozwój niedocenianych dotąd aspektów swojego życia. Osobistymi korzyściami mogą być, między innymi:

  • poczucie wolności wyboru, które odczuwamy wobec kurczącego się czasu i fizycznej energii;
  • łatwiejszy wybór tego, co naprawdę ważne, najistotniejsze;
  • uważne gospodarowanie energią życiową: na co ją przeznaczam – Tu i Teraz;
  • patrzenie z perspektywy starości na swoje życie i z tego miejsca weryfikacja wyborów oraz podejmowanych decyzji;
  • godzenie się ze sobą i rezygnacja w walki czy nadmiernych ambicji w różnych aspektach życia;
  • poczucie dystansu do spraw, często połączone z żartobliwością;
  • docenianie chwil, które NAPRAWDĘ już mogą się nie powtórzyć;
  • zaufanie intuicji i sobie;
  • szukanie wskazówek do rozwoju w czasie teraźniejszym: w ludziach, snach, przyrodzie;
  • dbanie o ciało, utrzymywanie go w dobrej kondycji i szanowanie ciała (jedzenie, gimnastyka, joga) po to, by jak najdłużej być samowystarczalną i cieszyć się ruchem czyli Życiem;
  • branie odpowiedzialności za swoje wybory, a w konsekwencji porzucanie iluzji, że to inni są winni;
  • przyglądanie się swojej historii osobistej – zamykanie odchodzących spraw;
  • rozumienie różnych punktów widzenia i opinii, porzucanie stronniczości;
  • poszukiwania duchowe, poczucie bycia połączoną z Siłą Wyższą (rozumianą i przeżywaną w osobisty sposób).
I wiele innych…

Kiedy mamy świadomość połączenia z czymś większym -  nie musimy być wyłącznie ofiarami symptomów klimakterium – możemy przeżywać to, co się z nami dzieje na głębszym poziomie i z głębszym zrozumieniem toczącej się w nas przemiany. Podsumowując – okres klimakterium trwa wiele lat i od nas zależy, z jakiej perspektywy będziemy go przeżywać.

Na koniec refleksja osobista. Coraz częściej zagadują mnie młodsze kobiety, mówiąc: Myślę o tym, żeby przyjść i z Tobą porozmawiać o tym, jak to jest. Czekam na nie z radością, z gotowością do dzielenia się tym, czego się sama dowiedziałam i ciągle odkrywam w pracy osobistej nad sobą i w pracy z moimi klientkami na sesjach indywidualnych i na warsztatach. Widzę głęboki sens poszerzania świadomości i rozmawiania na ten temat.

Pomocna literatura:

W języku polskim:

  • Borysenko J., Księga życia kobiety. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1999.
  • Rodrigues D., Joga hormonalna. Jak zachować hormonalną równowagę w okresie przekwitania. Wydawnictwo KOS, Katowice 2006.

W języku angielskim:

  • Weed S.S., New Menopausal Years. The Wise Woman Way, Ash Tree Publishing. Woodstock, New York 2002.
  • Northrup C., The Wisdom of Menopayse. The Complete Guide to Physical and Emotional Health During the Change. Piatkus, London 2012.
Jadwiga Bytniewska: jest psychologiem i psychoterapeutką, członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Prowadzi terapię indywidualną, par i grupową oraz warsztaty rozwoju osobistego.

  1. Psychologia

Jak być szczęśliwą, dojrzałą kobietą?

- Poczucie bezpieczeństwa to kryterium, według którego można odróżnić kobietą dojrzałą od niedojrzałej - mówi Piotr Pałagin. (Fot. iStock)
- Poczucie bezpieczeństwa to kryterium, według którego można odróżnić kobietą dojrzałą od niedojrzałej - mówi Piotr Pałagin. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
We współczesnym świecie kobieta chce być niezależna od mężczyzny. Jednocześnie jednak pragnie, by mężczyzna zapewnił jej poczucie bezpieczeństwa. - To właśnie jest kryterium, według którego można odróżnić kobietą dojrzałą od niedojrzałej - mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta. 

Czy kryzysowi męskości towarzyszy kryzys kobiecości? Tak, te zjawiska są równoległe, a wynikają z dążenia do równouprawnienia mężczyzny i kobiety. Pytam: „O co chodzi? Że mamy być tacy sami, równi? Czy płeć jest wymysłem? Czy potrzebna jest może trzecia płeć?”. W tym zamieszaniu kobiecość jest dyskryminowana, nie tylko przez państwa, mężczyzn, ale i przez same kobiety. Kobieta nie ma na przykład prawa do spokojnego urodzenia i wychowania dziecka. Mało dzieci się rodzi, bo pracodawca, który ma do wyboru kobietę, która potencjalnie urodzi i taką, która tego nie zrobi, wybierze tę drugą. I kobiety, które mają ambicje, odkładają urodzenie dziecka. I potem przychodzą do mnie po 35 roku życia i mówią, że nie mogą zajść w ciążę. Są ciekawe, co ja o tym sądzę. A ja pytam: „Gdzie pani wcześniej była?”. A one odpowiadają: „Doktorat robiłam. Nie mogłam znaleźć godnego siebie mężczyzny. Szukałam kandydata na ojca mojego dziecka”. Wiem, że jest to skutek cierpienia, przez które ta kobieta przeszła. A teraz próbuje się ratować. Facet ma spełniać jej oczekiwania. Jeśli on deklaruje, że jest z nią, a ona jest sporo po trzydziestce, on musi wiedzieć, że ona chce mieć rodzinę, dziecko i że jest cały zestaw rzeczy, którym teraz należy się zajmować. Jak tego nie wie, jest nieodpowiedzialny. Taka kobieta mnie pyta: „Jak znaleźć mężczyznę, który zapewni mi poczucie bezpieczeństwa?”. I tu dochodzimy do tematu poczucia bezpieczeństwa. Moim zdaniem jest to kryterium, według którego można odróżnić kobietą dojrzałą od niedojrzałej.

Dlaczego? Kiedy przyjechałem do Polski w 1996 roku i zacząłem przyjmować ludzi, nie mówiłem wtedy jeszcze po polsku, miałem tłumaczkę. Przychodzi kobieta i w pewnym momencie mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Pytam tłumaczkę: „Co to jest?”. Skojarzyło mi się to ze służbami specjalnymi, z KGB. A ona odpowiada, że nie, że tu chodzi o to, żeby się nie bać. „Czego?”, pytam. A ona na to: „Życia”. Czegoś tutaj nie rozumiem. Przychodzi następna kobieta i mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Następna tak samo i następna. Wszystkie piękne, nic im nie brakuje, ja już jestem zakochany, a one mówią „poczucie bezpieczeństwa”. Myślę sobie: „W zacofanej Rosji żyję i nie wiem, o co chodzi”. Wreszcie podczas tych rozmów, dotarło do mnie, że poczucie bezpieczeństwa to w Polsce takie hasło kobiet. A chodzi w nim o to, żeby rachunki były płacone, a z drugiej ta sama kobieta krzyczy, że chce być niezależna. „Od kogo?”, pytam. „Od mężczyzny”, słyszę. Czyli ona chce być niezależna od mężczyzny, ale to on ma jej zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jakieś dziwne. Z jednej strony ona musi sobie radzić, a z drugiej ona sobie nie radzi.

Ona sobie tak na zewnątrz radzi, ale kosztuje ją to mnóstwo wewnętrznego napięcia. Dokładnie. I to jest właśnie ten temat. Jak mówię, że koniec świata powstał wtedy, gdy kobieta poszła do pracy, słyszę: „Pan jest męskim szowinistą, kobiety pan chce wysłać do garów!”. A mnie chodzi o to, że to mężczyzna ma przez naturę zakodowane, że ma walczyć (proszę bardzo, jak ktoś chce, można założyć, że on to ma wmówione). A kobieta ma walczyć?

Nie. Kobieta jest tą, która pracuje na to, żeby było fajnie, miło, przytulnie. Ma tworzyć miejsce, do którego chce się przychodzić. A dusza mężczyzny ma z tego powodu śpiewać.

Skąd się wziął ten konflikt wewnętrzny polskich kobiet, którego skutkiem jest brak poczucia bezpieczeństwa? Też się nad tym zastanawiałem. Polska ma trudną historię, przychodzili do was Rosjanie, Niemcy i zabierali ziemię. Mężczyźni nie byli w stanie siebie i was obronić, między sobą też nie mogli się dogadać (niewiele dobrego wam wyszło z tej demokracji, wcześniej Polska była przecież od morza do morza). A trzymały to wszystko kobiety w domu, tę całą polskość. Kto polskość zachował? Mężczyźni? Nie. Kobiety. Wasze poczucie bezpieczeństwa, a raczej jego brak, związany jest z wrogami, którzy chcieli zabrać ziemię. To zawiera się w archetypie. Przyszła rewolucja seksualna, obyczajowa, a przekaz w środku pozostał - musimy się trzymać ziemi, domu. A jednocześnie w nowych czasach słyszycie: „Do przodu, z szablą!”.

Ogromna sprzeczność. No tak, straszny konflikt się zrobił. Kiedy cię ostatnio facet w rękę pocałował?

Nie pamiętam. No właśnie. Ja też nie pamiętam, kiedy to robiłem. A popatrz na stare filmy polskie, nawet z lat 50., cały czas „cmok, cmok”. Kiedyś w Polsce to była kurtuazja na porządku dziennym.

I myślisz, że my pragniemy być po rękach całowane? A pragniecie?

Nie chodzi konkretnie o całowanie w rękę, ale fajnie by było, żeby doświadczać od mężczyzn tej jakości. Chodzi o okazywanie kobiecie zachwytu. Kiedy kobiety do mnie przychodzą, mówię im: „Boże, jaka pani piękna”. To uszanowanie. Starsze kobiety są podejrzliwe, nie wiedzą, czego ja chcę, może je podrywam. A młodsze rumienią się i nie wiedzą, jak się zachować. Pytam wtedy: „Nikt cię nie chwalił?". A one, że nikt. „Nikt ci nie mówił, że jesteś piękna?. Mówili pewnie, że masz być dumna, dzielna, silna, mądra, myśleć o przyszłości, nie dać się facetowi. O tym mówili. A że jesteś piękna nikt nie mówił.” I teraz, jaki przekaz ma kobieta, kiedy wchodzi w życie?

Że musi sobie radzić. Masz nie ustępować, masz być niezależna. To nie te czasy. Masz skończyć studia wyższe i to niejedne i z wyróżnieniem.

My to robimy z powodu braku wewnętrznego bezpieczeństwa? Tak. To jest program. Poczucie bezpieczeństwa związane jest z koniecznością utrzymania rodziny. Nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na kobiecość. Przychodzi do mnie kobieta, główna menadżerka wielkiej firmy, samochodem takim jeździ, że ja takiego nigdy nie będę miał. Ma męża, ale go nie kocha. Kocha Ormianina i on też ją kocha, ale ma żonę, a Ormianie się nie rozwodzą. Mówię do niej: „Dawaj mi swoją mamusię”. Przychodzi mamusia. Uh, to taka kobieta, która sobie poradziła w życiu. „Ma pani męża?”, pytam. „Jakiegoś tam mam”. „A jest pani szczęśliwa?”. A ona próbuje być inteligentna: „Ja to słowo wykreśliłam ze swojego leksykonu. Dopytuję dalej: „Jak to? Pani nie jest szczęśliwa?”. Odpowiada: „Bo rodzina to jest odpowiedzialność, to jest walka”. „A miłość?”, nie ustępuję. „Miłość i rodzina to są różne rzeczy. Miłość to w kinie, a rodzina to twarde zasady”, mówi. To ja na to: „Córka panią posłuchała. Kocha tego pana, ale to nie jest rodzina. Rodzinę ma, ale nie ma miłości, ona jest grzeczna. Dokładnie wypełniła program, który pani mi tu teraz sprzedała”. Była zszokowana, nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać, bić mnie czy uciekać. Powiedziałem jej, że ma zmienić swoje przekonania. A ona krzyczy: „Ma pan wyprostować moją córkę, ona ma być normalna!”. „Pani ma być normalna, ma pani jej powiedzieć – w rodzinie ma być miłość.”, mówię jej i słyszę: „Nie, to nieprawda!”. Dziewczyna mi jednak powiedziała, że już rozumie, dlaczego tkwi w tej sytuacji bez wyjścia i nie może zrobić kroku ani w prawo, ani w lewo. To niedojrzałość emocjonalna, którą przejęła od matki. Można być niedojrzałą, niezależna od tego, ile ma się pieniędzy na koncie.

Radzenie sobie z pieniędzmi niekoniecznie oznacza radzenie sobie z uczuciami. Dobrze jest, jak kobieta nie myśli o pieniądzach. Kiedy kobieta to robi, traci swoją kobiecość. I w tym momencie nie chodzi o to, że ona ma leżeć w buduarze i nic nie robić. (Chociaż niektóre kobiety tak lubią i nie ma w tym niczego złego). Kobieta ma wybierać, wtedy jest wolna. Ale wtedy niedojrzały facet mówi: „A ja co? Mam zasuwać od rana do nocy?”. „A co ci daje poczucie bezpieczeństwa?”, pytam. Odpowiada: „A ja tak sobie marzę, żeby wygrać milion w Toto Lotka a potem siedzieć i nie nie robić”.

Niektóre kobiety też tak marzą. W przypadku kobiety to nic złego. Taka kobieta ma przyciągnąć sobie mężczyznę, który będzie tak szczęśliwy, że z nią jest, że co ona będzie chciała, to on zrobi i jej zapewni. To lepsza wersja niż Toto Lotek?

Lepsza. Zastanawiam się często, co ja mam mówić kobietom, żeby to zadziałało w tym kierunku. Żeby kobiety były kobietami, ale żeby nie były zależne od mężczyzn. Bo nie o to chodzi, czy ona pieniądze zarabia, czy nie, czy spełnia się zawodowo, czy nie, czy jest głównym menadżerem firmy, czy pracuje na zmywaku. Po co jej doktorat, jak ona sama siebie nie lubi i tak naprawdę jest małą dziewczynką?

No właśnie, i co mówisz kobietom? Kiedyś zaproszono mnie na warsztaty dla kobiet prowadzone przez Kasię Miller. „Piotrek, zrób nam superwizję”, powiedziała. „Jaki temat?”, pytam. „Kobiecość”, słyszę. „Matko, co ja tam będę robił!”, wystraszyłem się. Była burza w tym Kazimierzu, światło zgasło, dookoła same piękne kobiety, zapach perfum. No i zaczęły mówić o poczuciu bezpieczeństwa i pokrzyczały sobie o niezależności. W końcu zwracają się do mnie z pytaniem: „Jesteś mężczyzną. Powiedz nam, co sprawia, że chcesz być z kobietą? Po czym poznajesz, że kobieta jest dojrzała”. Zapadła cisza, a ja na to: „Dobrze, powiem wam teraz wielką prawdę. Wyrażenie „poczucie bezpieczeństwa” trzeba zastąpić wyrażeniem „wewnętrzny spokój”. Jak jest ten spokój, nie ma frustracji. Nie ma konfliktu między brakiem poczucia bezpieczeństwa a potrzebą niezależności, nie ma tego lęku. Jest za to pewność swojej kobiecej energii, swojej siły, swojej czakry podstawy. Facet wszystkie skarby odda, żeby z taką kobietą być. Ona wtedy może pracować albo nie pracować, może być królową, a może być nikim, może setkę dzieci urodzić, a może żadnego. Jak ona to w sobie ma, mężczyzna wie, że nikt go nie wykorzystuje. On interesuje kobietę jako on, liczy się jego osobista wartość. Bo ona jest energetycznie samowystarczalna. Może nie mieć kasy, a mieć to poczucie. A może mieć miliony, a nie mieć tego poczucia. Tu chodzi o stan dolnego czakramu, tego poczucia sensu życia na ziemi. Kobieta jest Matką Ziemią, tą żywicielką, ona ma energię, którą może dać mężczyźnie, a on idzie za nią, walczy o nią, macha szablą i zdobywa. Dla niej".

Mężczyźni nie zdobywają dla siebie? Jeśli to robią, postępują tak ze strachu. Albo ktoś ich zmusza do zdobywania. I potem siedzą i myślą o Toto Lotku.

Mówisz - wewnętrzny spokój. Jak go osiągnąć? Kiedy rozmawiam z kobietami i mówię, że chodzi o spokój wewnętrzny, one są tak zdezorientowane jak ja, kiedy słyszę o poczuciu bezpieczeństwa. Tłumaczę wtedy: „Dotykasz ziemi i jest fajnie”. „A co w tym fajnego?”, pytają. „Życie, taki dar niesamowity, ty jesteś wybranką, bo żyjesz”.

A one pewnie na to, że życie to walka. A walka wyklucza spokój. Tak. Walczyć mają mężczyźni.

Czyli nie kochamy życia. Spokój to akceptacja tego, co jest. „Przyjmujesz to, co masz?”, pytam kobiety. „Co pan gada, ja nic nie mam”, odpowiadają.

Wewnętrznego spokoju mamy szukać w sobie. Siedzieć na pupie i głęboko oddychać. To jest bardzo dobra metoda uzyskania wewnętrznego spokoju. Można się modlić, medytować, ćwiczyć jogę. Zatrzymać się. Na jednych z moich zajęć robię ćwiczenie według Gurdżijewa. Ludzie sobie tańczą, gra muzyka, wirują, są w siódmym niebie, a w pewnym momencie słyszą STOP. I trzeba się zatrzymać. Jeśli ktoś może sobie tak stać w spokoju ile tylko chce, to oznacza, że jego myśli, emocje, intencje znajdują się w harmonii. Nic mu nie trzeba, a drugiego ręka boli, noga, nie wytrzymuje, wykrzykuje: „Co ja tu robię na tych głupich zajęciach!”. W tym momencie trzeba na siebie spojrzeć, poobserwować swoje uczucia, odnaleźć drogę do źródła swojego niepokoju. Czasem potrzeba iść z tym do terapeuty.

Czyli praca wewnętrzna. Spojrzenie w siebie, poczucie swojego ciała. W ciele odbijają wszystkie tendencje duszy. Zadaj sobie pytania: „Co ja tu robię? Na czym polega bycie sobą? Czym się różnię od swojej sąsiadki albo mojej matki? Co ja niosę? Co ja mogę przekazać swoim dzieciom?”. Jest cała masa bardzo prostych pytań. Jak je zadaję ludziom, oni mówią, że są trudne. Tak naprawdę trudno to jest przed nimi uciekać. Odpowiedzi na nie to podstawa, żeby odzyskać spokój, siebie samego. Żeby się nie zdradzać i potem nie mówić, że ja tego nie chciałam, zostałam zmanipulowana, dałam się nabrać. Tak się stało, bo nie masz siebie, nie masz własnego rozumu, serca, zmysłów. Słuchasz tego, co jest mrzonką. Biegniesz za kimś, za czymś, bo nie masz w sobie spokoju, oparcia w sobie.

Reasumując - mamy siedzieć na pupach? Badajcie siebie całościowo. Siedząc na pupie, dotykając czakramu ziemi, doświadczcie swojej fizyczności, wrażliwości kobiecej, poczujcie wszystkie swoje uczucia. Bądźcie w tym autentycznie, wtedy zniknie strach i powstanie podstawa zdrowego związku z mężczyzną. To nie sztuka, żeby spotkało się dwóch inwalidów, jeden bez jednej nogi, drugi bez drugiej. Razem wydaje im się, że jakoś stoją, ale daleko nie zajdą. Co to za związek? To jest współuzależnienie, sadomasochizm, wykorzystywanie się, nasilanie frustracji. Jak kobieta ma dwie nogi i mężczyzna dwie, bo oboje są dojrzali, to kiedy się spotkają, sto nóg im urośnie i pójdą dokąd chcą. Energia się pomnoży.

Piotr Pałagin lekarz homeopata, psychoterapeuta, astrolog, seksuolog, doradca biznesu, coach, trener sukcesu. Od 1991 roku pracuje jako terapeuta. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło mu opracować zintegrowaną metodę terapeutyczną, która oddziałuje na cztery aspekty człowieka: fizyczny, eteryczny (energetyczny), astralny (podświadomy) i mentalny (świadomy). 

  1. Psychologia

Wzajemne wsparcie w związku - ważna jest harmonia kobiecej i męskiej energii

Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski.

Jak wspierać mężczyznę? Jak wpierać kobietę? -

Męskość i kobiecość – archetypowe energie spotykają się… To spotkanie najlepiej oddaje taka metafora: mężczyzna przedziera się przez dżunglę, wyrąbuje ścieżkę maczetą, rani się, potyka i przewraca. Za nim podąża kobieta. Idzie tym tunelem, który on wyrąbał. Wie jak wspierać mężczyznę. Kiedy on upada, ona pomaga mu się podnieść.

Nie łapie za maczetę, nie wyręcza go. Tak, kobieta nie musi walczyć z przeciwnościami losu, nie musi się potykać, ranić, ponieważ to jest przestrzeń, którą zagospodarowuje mężczyzna. On podejmuje to wyzwanie, ponieważ ma w sobie taką energię. My, mężczyźni, często się potykamy, a nawet przewracamy, niestety, z różnych powodów nie przyznajemy się do tego. Gdy mamy przy sobie kobietę, która wie jak wspierać mężczyznę i mówi: „OK, wywaliłeś się, nie szkodzi, zaraz coś zaradzimy”, nabieramy sił i idziemy dalej, testujemy różne ścieżki, sprawdzamy siebie.

To znana prawda, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta. Tak, aura, którą ona tworzy, pozwala mu efektywnie funkcjonować. Takie kobiece kobiety nie muszą być wyłączone z życia zawodowego. Wiele z nich pracuje, ponieważ mają misję. Nie muszą jednak koncentrować się na przetrwaniu, myśleć o pieniądzach. Gdy zmieniamy te role, osłabiamy siebie. Po pierwsze dlatego, że mężczyźni mają w swoim męskim pierwiastku niewiele takiej opiekuńczości, o jakiej tu mówimy.

Gdy kobieta łapie za maczetę, bywa zmęczona i poraniona, a znikąd ratunku. Jest wewnętrznie wściekła. Dlaczego? Bo gdy idzie w świat, musi się utwardzić, zrezygnować ze swojej łagodności, wrażliwości. Gdy jest szefową, nie może się rozpłakać, bo takie zachowanie zostanie uznane za nieprofesjonalne. Reguły funkcjonowania w świecie biznesu są męskie, zostały wymyślone setki lat temu przez mężczyzn. Kobiety wchodzą w ten świat i dostosowują się, starają się sprostać oczekiwaniom, zaczynają funkcjonować w trybie przetrwania. Odrzucają miękką, przyjmującą kobiecą energię. Aby przetrwać w biznesie, muszą uznać kobiecą energię za słabość. Płacą za to wysoką cenę.

Załóżmy jednak, że mężczyzna wspiera taką kobietę po kobiecemu (bo nie wie jak inaczej wspierać kobietę). Kobieta zaczyna nim gardzić.

Gardzić? Celowo użyłem takiego słowa. Ta wzgarda nie jest wypisana w domu na plakacie, przejawia się raczej w postaci pobłażliwości dla mężczyzny: to taki mój misiu, chodzi w kapciach, prowadzi dzieci do przedszkola. Kobiety biznesu na psychoterapii skarżą się, że straciły partnera. Mężczyzna przestał się rozwijać, nie ma z nim o czym porozmawiać.

Mamy brak wsparcia w związku... Wracamy więc do tradycyjnego podziału ról? W swojej istocie ten podział nie jest zły, pod warunkiem że nie deprecjonujemy żadnej ze stron. Jeśli docenimy te role, uznamy, że są komplementarne, ani lepsze, ani gorsze, wtedy będziemy wspierać siebie nawzajem niejako automatycznie. Z doświadczenia wiem, że to nie wymaga żadnego wysiłku. Nie trzeba niczego wymyślać, kombinować. Gdy spotkają się dwie osoby ze zintegrowanymi pierwiastkami męskości i kobiecości, wtedy naturalnie znajdują te obszary związku, które pragną zagospodarować. Brak wsparcia w związku nie występuje. Wzajemne wsparcie wydarza się samo. Można więc żyć stosunkowo prosto. Żeby to jednak mogło się wydarzyć, i żeby nie dotknął nas brak wsparcia w związku, trzeba sporo rzeczy w sobie wypracować. Przede wszystkim znaleźć kontakt z wewnętrznym źródłem swojej męskiej i kobiecej energii.

W jaki sposób mężczyzna może wspierać kobiecość kobiety? Jak wspierać kobietę mądrze? Większość mężczyzn ma z tym kłopot, ponieważ ma kłopot z odnalezieniem w sobie męskiej siły. Kobiecość i męskość wzajemnie się dopełniają. Gdy w relacji występuje deficyt którejś z tych energii, dochodzi albo do rozpadu związku, albo jedna ze stron musi nadrobić ten deficyt. Kobieta, która ma u boku mężczyznę bez zintegrowanego pierwiastka męskiego, będzie miała trudność w realizowaniu w codziennym życiu pierwiastka kobiecego. Będzie odczuwała konieczność sprostania oczekiwaniom, jakie stawia jej współczesny świat. Stanie się kobietą niezależną, sprawczą, osiągającą sukcesy. Jednak w rozmowie z psychoterapeutą ta kobieta powie, że tęskni za tym, aby – z jednej strony – zrzucić maskę niezłomnej, wziąć głęboki oddech i oprzeć się na kimś, kto ją utrzyma. Z drugiej strony – by zrealizować swoją opiekuńczość. Jak wspierać taką kobietę? W jaki sposób mężczyzna może wesprzeć te pragnienia? Tylko poprzez wsparcie własnej męskości, ponieważ to jest właśnie rusztowanie, na którym on buduje swoją wewnętrzną siłę.

W jaki sposób my, kobiety, możemy pomóc w budowaniu tej męskiej siły? Jak wspierać mężczyznę? Na warsztaty dla mężczyzn, które prowadzę, przychodzą mężczyźni, bo „żona kazała”, „siostra wykupiła miejsce”. Dobrze, że ci mężczyźni w ogóle przychodzą, jednak to jest właśnie ten kłopot. Mężczyźni potrzebują odbudować swoją męskość. Niestety, budują swój pomysł na męskość w oparciu o oczekiwania świata kobiet. Bo ona zarabia, ma to i tamto, tak myśli, tak czuje, ma kosmiczne potrzeby seksualne – te punkty a, b, c, d, g – nie wiadomo już, gdzie one są. No więc mężczyzna się stara, a i tak w końcu dowie się, że jest z nim coś nie tak i najlepiej, żeby się naprawił. Wtedy on przestaje się starać, włącza swoją grę komputerową albo pornografię. Przechodzi na tryb oporu, wycofuje się z sypialni, odmawia współżycia. Kobieta jest zdezorientowana: „Co tu się dzieje, teraz ja mam inicjować współżycie, chodzić, pytać, prosić, bo jego boli głowa, jest zmęczony?”. To jest opór związany z dominującą rolą kobiety w związku: „Nie dam ci satysfakcji”. Za tym idą zachowania bierno-agresywne: przedwczesny wytrysk, problemy z erekcją.

Ten wygodny układ staje się nie do zniesienia. Tak, on jest pozornie wygodny. Żadna ze stron nie czerpie realnych korzyści. Mamy brak wsparcia w związku. Kobieta ma wrażenie, że coś kontroluje, a jednocześnie bardzo się męczy. Mężczyzna ma wrażenie, że jest zaopiekowany i nie musi wkładać wysiłku, ale tak naprawdę traci sens życia. My, mężczyźni, w procesie rozwoju zatrzymaliśmy się tu na poziomie: być miłym chłopcem dla mamy.

Jak wspierać kobietę? Miły chłopiec nie jest w stanie wspierać kobiecości kobiety. Moim zdaniem to nie jest możliwe. Może kobietę wspierać operacyjnie, ale kobiecości raczej nie. My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia.

Jak mu pomóc? To niestosowne pytanie. Pytanie mamusi. Gorzej. To pytanie ratowniczki. A ratowniczka zawsze na końcu przegrywa. Wystarczy, że kobieta przestanie przeszkadzać mężczyźnie w odbudowywaniu jego męskości, przestanie go kontrolować, naprawiać. Im bardziej chcecie coś zrobić, tym gorzej to wychodzi. Dam przykład. Moja żona za chwilę idzie do szpitala rodzić, zostaję z dzieciakami w domu. Dziewięć na dziesięć kobiet w takiej sytuacji ugotuje jedzenie, poodkurza, posprząta, przygotuje dzieciom ubranka, zrobi rozpiskę, co on ma robić i w jakiej kolejności. „Dlaczego to robisz?”. „Wspieram go”. „Nie, nie wspierasz. Uczysz go, że on właściwie nic nie musi robić. Idź spokojnie do szpitala, zajmij się rodzeniem dziecka, a nie tym, co dzieje się w domu”. Jak wspierać mężczyznę? Fundamentalną męską potrzebą w związku jest bycie docenionym, uznanym przez kobietę: „Widzę w tobie mądrość, ufam ci”.

Kobieta chętnie to powie, pod warunkiem że naprawdę może zaufać. Jak być mądrym mężczyzną? Jak wspierać kobietę? Wielu z nas zatraciło zdolność do bycia mężczyznami męskimi. Nie wiemy, czym jest męskość, jak to się robi. Raczej nie mamy wspierających przekazów pokoleniowych. Męski mężczyzna wie, kim jest, co sobą reprezentuje, jakie ma zasoby, deficyty, przekonania, potrzeby, jakie są jego wartości, co jest dla niego ważne. Wie, dokąd zmierza. Steve Biddulph w książce „Męskość. Nowe spojrzenie” zwraca uwagę, że współcześni mężczyźni nie zadają sobie odpowiednich pytań w odpowiedniej kolejności. Zanim wejdziemy w relacje z kobietami, powinniśmy wiedzieć, dokąd zmierzamy. I kto tam pójdzie z nami. Większość mężczyzn przygląda się, kto chce z nimi gdzieś iść, a dopiero potem pyta, dokąd idziemy. Mądrość bierze się z doświadczenia, nie z wiedzy, nie z książek.

W jaki sposób kobiecość kobiety wpływa na mężczyznę? To coś bardzo miękkiego, po prostu widzi się zachwyt w jej oczach, potwierdzenie: „Tak, jesteś moim mężczyzną”. To wszystko. Mówimy tu o kobiecie, która ma otwarte serce, uznaje mężczyznę za tego, któremu chce się choć trochę poddać…

…raczej oddać. Tak, to chyba lepsze słowo. Pozwala na to, aby jego zdanie było ważne, żeby miał wpływ, na przykład na wychowywanie i kształcenie dzieci. Niewielu mężczyzn ma na to wpływ. Stanowczość, odpowiedzialność, decyzyjność mężczyzny nie jest równoznaczna z tym, że kobieta jest bezwolna. „Ufam ci, czuję się przy tobie bezpieczna” – taki przekaz sprawia, że energia męska się podnosi. A wtedy kobieta może się odprężyć w przestrzeni miękkości i łagodności, może wspierać mężczyznę.

Dojrzały mężczyzna wspiera kobiecość kobiety. Jakby to miało wyglądać? Możemy być ze sobą w ciągu dnia krótko, pół godziny, godzinę, ale wtedy jesteśmy tylko dla siebie. Najważniejsza jest obecność: widzę cię, reaguję na to, co mówisz, jestem zainteresowany, spójny, transparentny. Kobieta nie musi wtedy tracić energii, żeby mężczyznę doganiać, przeganiać, przesuwać czy w jakikolwiek inny sposób funkcjonować w relacji. Może realizować swoją kobiecość, którą on szanuje. Ona wie, że on jest autonomicznym mężczyzną i nie wymaga bycia obsługiwanym. Gdy gotuje obiad i podaje mu go, on to docenia. Jednak gdy nie ugotuje obiadu, nie będzie katastrofy, on spokojnie zrobi obiad sam, także dla dzieci. Mężczyzna, który przez jakiś czas mieszka sam, bez kobiety, uczy się żyć samodzielnie. Potem, gdy wchodzi w relację z kobietą, przestaje być petentem, który ciągle czegoś oczekuje i żąda. Wręcz przeciwnie – sam wiele oferuje, zapraszając tym samym kobietę, aby odprężyła się i pielęgnowała swoją kobiecość. To bardzo ważne, abyśmy my, mężczyźni, zrezygnowali z takiego wymagania, które wielu mężczyzn stawia kobietom: zaopiekuj się mną, ugotuj mi, posprzątaj, jak mama. A najlepiej bądź na każde moje wezwanie. Autonomiczność jest kluczowa w przypadku obu płci, bez tego nie ma szans na wzajemne wspieranie się. Wyzwanie dla kobiet, które wchodzą w relacje z męskimi mężczyznami, to zrezygnowanie z kontroli, z oceniania, wtłaczania w wymyślone role, scenariusze na temat związku.

Żyjemy w czasach, które stawiają bezwzględne wymagania obu płciom. Jednym z nich jest młodość. A przecież przemijamy. Jednak nasza męskość i kobiecość nie przemija. Bardzo ważne jest, żeby mimo upływu lat mężczyzna widział piękno kobiety. Najpierw kobieta jest ładna, a dopiero potem piękna. Piękno emanuje ze środka – wyraża się w sposobie myślenia, ubierania, w ruchach, w spojrzeniu, w twórczości, w trosce o dom. Gdy widzimy to piękno, to tak, jakbyśmy podlewali kwiat, a on ciągle na nowo rozkwitał. Widzę twoją siłę i mądrość, i ufam ci – to przekaz kobiecości. On nieustająco pragnie to wiedzieć.

  1. Styl Życia

Sprzedawanie przez zawstydzanie? To nie fair!

Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Marieke Eyskoot, duńska aktywistka, edukatorka i konsultantka mody odpowiedzialnej, rozpoczęła na Instagramie akcję #SustainabilityAgainstShame, którą zwraca uwagę na to, w jaki sposób producenci odzieży i kosmetyków, ale także media głównego nurtu, zawstydzają kobiety, by w ten sposób nakłaniać je do zakupu swoich produktów.

Czy można kupić pewność siebie lub dzięki zakupom bardziej pokochać samego siebie? Gdy w ten sposób zadamy pytanie, odpowiedź wydaje się oczywista. Jednak producenci ubrań, kosmetyków, sportowych akcesoriów czy odchudzających diet, starają się nas przekonać, że dzięki ich produktom będziemy czuły się seksowne, pewne siebie, szczęśliwe, wystarczająco dobre. Ile takich komunikatów w mediach społecznościowych, w papierowych magazynach czy telewizji oglądamy codziennie? Takich, które sygnalizują, że nasza skóra jest za mało promienna albo za mało gładka, że jesteśmy zbyt szczupłe, albo zbyt pulchne; że nasze włosy nie są wystarczająco lśniące, że nosimy nieodpowiednie ubrania, bo w tym wieku już nie wypada.

W filmie dokumentalnym „Still Killing Us Softly: Advertising’s Image of Women” reżyserka Jean Killbourne pokazuje, w jaki sposób prezentacja kobiet w mediach społecznościowych systematycznie zmienia ich sposób postrzegania siebie. Film opowiada o niepokoju, jaki odczuwa wiele kobiet, przeglądając magazyny o modzie czy spoglądając na kolejną wyretuszowaną reklamę. Producenci odzieży i kosmetyków, ale także media mainstreamowe grają decydującą rolę w promowaniu obsesji piękna i sprawiają, że nie czujemy się dość seksowne, dość młode, dość szczupłe czy dość białe (bo media głównego nurtu nadal pokazują przede wszystkim białe kobiety). „Jesteśmy zalewani obrazami bardzo wąsko zdefiniowanego kobiecego piękna – przekonuje Renee Engeln,  autorka doskonałej książki „Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety”. „Niezadowolenie kobiet z własnego ciała nie byłoby tak powszechne, gdyby nie zasilał go niekończący się strumień nierealistycznie wyglądających, nieprezentatywnych i zaburzających naszą wiedzę o tym, jak faktycznie wyglądają kobiety na całym świecie.”

Technikę zawstydzania stosują jednak nie tylko twórcy reklam, pracownicy mediów, producenci kosmetyków czy odzieży, ale także same kobiety. Zjawisko „women shamingu” zostało wzięte pod lupę przez dr Martę Bierca i Alicję Wysocką-Świtałę, w raporcie „Krytyka kobiet codzienna, czyli women shaming w Polsce”, który powstał na zlecenie agencji Clue PR. Jakie wnioski płyną z raportu? Ponad 90 proc. badanych kobiet usłyszało słowa krytyki na temat swojego wyglądu lub sposobu wychowywania dzieci. 73 proc. kobiet, głównie tych, które deklarują się jako singielki, spotkało się z krytyką dotyczącą swojego wyglądu i wagi. Najczęściej jesteśmy oceniane i krytykowane przez bliskie znajome, kobiety z naszej rodziny, współpracowniczki, ale także kobiety, których w ogóle nie znamy. Jesteśmy oceniane, choć o to nie prosimy. Dostajemy „dobre rady”, albo wysłuchujemy słów, które pod płaszczykiem komplementu przemycają drobne złośliwości na nasz temat.

Tak długo, jak nie podobamy się sobie, jesteśmy cennymi nabytkami dla producentów i twórców reklam, którzy wmawiają nam, że tylko dzięki ich produktom mamy szansę stać się kimś lepszym.

Odpowiedzialność producentów odzieży nie powinna dotyczyć wyłącznie poszanowania planety i zapewnienia godnej płacy swoim wykonawcom, ale także odpowiedzialnych komunikatów, które kierowane są w stronę odbiorców.

Presja, której jesteśmy poddawane, wpływa nie tylko na nasze szczęście i zdrowie psychiczne, ale także na sposób, w jaki robimy zakupy. Im więcej produktów nabywamy, tym mniej odpowiedzialne stajemy się w stosunku do planety. Biznes, który wykorzystuje nasze poczucie niepewności, również nie funkcjonuje odpowiedzialnie. Jeśli jeszcze dodamy do tego fakt, że kupując ubrania czy kosmetyki, które nie zostały wyprodukowane w sposób zrównoważony, zgadzamy się na to, żeby powstawały w takich warunkach, na jakie nigdy nie zgodzilibyśmy się w naszym kraju, to okazuje się, że wspieramy producentów, którzy bogacą się kosztem zarówno naszego zdrowia, jak i środowiska naturalnego.

Marieke Eyskoot, ekspertka od zrównoważonej mody, która doradza markom, prowadzi edukacyjne warsztaty i wykłady, zapoczątkowała na swoim Instagramie akcję skierowaną przeciwko technikom zawstydzania. Sustainability Against Shaming (Zrównoważony rozwój przeciwko zawstydzaniu) ma za zadanie obnażyć mechanizmy i pokazać sposoby, dzięki którym zawstydzają nas reklamy, artykuły w mediach oraz komunikaty, które otrzymujemy od marek odzieżowych. Moda oparta na takim mechanizmie wzbogaca się na podsycaniu naszego uczucia niepewności.

Jak można temu przeciwdziałać? Przede wszystkim zwracać uwagę na tego typu reklamy czy artykuły w prasie, piętnować je i komentować. Wskazywać, dlaczego nam odbiorczyniom, do których kierowane są te treści, nie podobają się komunikaty, które słyszymy i widzimy. Marieke zachęca również do tego, żeby wspierać media, które są inkluzywne i odpowiedzialne. Wybierać marki, które traktują z szacunkiem każdego –  począwszy od pracownika w fabryce i kończąc na nas, konsumentach.

  1. Zdrowie

Macica - centrum kobiecego ciała

W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. To w niej znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Zapytam przewrotnie: po co nam macica? Żeby przekazać dalej życie. Macica to miejsce przejścia z jednego świata do drugiego, nasz pierwotny dom. Miejsce, z którego wszyscy pochodzimy. Jedynie kobieta jest obdarzona tą wielką odpowiedzialnością i wielkim darem tworzenia nowego życia, a potem wydawania go na ten świat. Właśnie dlatego, że posiada macicę.

Macica ma wiele znaczeń. To symbol kobiecości, płodności, macierzyństwa i odrodzenia… W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. Dzięki temu jesteśmy w bliskim kontakcie z innymi narządami naszego ciała i procesami, jakie w nim zachodzą.

W takim razie dlaczego tak często wycina się kobietom macice... Medycyna konwencjonalna traktuje macicę jako pojemnik na nowe życie i nie docenia jej innych istotnych funkcji, kiedy kobieta przestaje miesiączkować. A przecież macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. Tam znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Z moich obserwacji wynika, że kiedy kobiety gromadzą w sobie dużo żalu, pretensji, złości, często prowadzi to do powstania chorób.

Rozumiem, że dotyczy to również macicy? Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu. Jak powiedziałam, za pomocą macicy kobieta łączy się z samą sobą. Kobietami stajemy się dzięki macicy i jajnikom, które wydzielają hormony i kształtują nasz sposób postrzegania świata. Jeśli kobieta jako dziewczyna nie była szanowana przez swoich najbliższych, nie widziała szacunku dla swojej matki, często zdarza się, że podświadomie odcina się od własnego ciała, bo myśli, że jako kobieta jest niewystarczająco wartościowa. Taka blokada może być źródłem problemów ze zdrowiem objawiających się zaburzeniami miesiączkowania, mięśniakami czy endometriozą, czyli rozrostem błony śluzowej macicy. Kiedy źle myślimy o sobie i naszej kobiecości, nasze narządy nie czują się kochane i akceptowane. Bolesne miesiączki są nawet symboliczne – bycie kobietą jest bolesnym doświadczeniem. Na pewno niewłaściwa dieta jest czynnikiem, który potęguje dolegliwości, ale nigdy nie bywa pierwotną przyczyną kłopotów ze zdrowiem macicy.

Choroby macicy wiele mówią o tym, jak kobieta przeżywa swoje relacje. I niestety, mogą dać o sobie znać, kiedy kumulujemy w sobie trudne uczucia, uciekamy od problemów. Bo przecież negatywne emocje to energia, która musi znaleźć ujście. Emocje związane z poczuciem godności, własnej wartości, szacunkiem do siebie samej w przypadku kobiet gromadzą się w macicy.

A jak jest w kulturze Wschodu? Wschodnie kultury lepiej łączą kobietę z jej macicą. Od zawsze podkreślało się w nich kobiecość przez ubiór, różne ceremonie i rytuały, przez tańce, w których kobiety mocno ruszały biodrami. W Indiach kobiety często ubierają się tak, że brzuch jest widoczny. Żadna się go nie wstydzi, nie mówi: mam duży brzuch. Fobia, żeby koniecznie mieć idealnie płaski brzuch, dbanie, żeby go nie było, jest też jakąś formą odrzucenia swojej kobiecości. Powiedziałabym wręcz, że akceptowanie własnego brzucha i jego afirmowanie przyczynia się do zmniejszenia problemów z wagą i szerzej ze zdrowiem. To pewien rodzaj profilaktyki. Nie oznacza to jednak, że w kulturze Wschodu nie istnieje problem deprecjonowania kobiecości. Fundamentem zdrowia dla wszystkich kultur jest świadome wychowanie dziewczynek w taki sposób, żeby w pełni akceptowały swoje ciało.

Spotkałam się z teorią, że nagminne i często nieuzasadnione zabiegi histerektomii, czyli usuwania macicy, można interpretować jako przejawy patriarchatu, wymierzonej w kobiety agresji. Patriarchalny sposób myślenia o ciele jest typowy dla stechnicyzowanej medycyny Zachodu. Dominuje pogląd, że kiedy jest problem, należy go szybko wyeliminować, bez głębszego poszukiwania przyczyn. Macica zdaje się wywoływać tylko dwa skojarzenia – ciąża i problemy. Odcina się ten organ od pozostałych części ciała kobiety. Tymczasem jest on właśnie w bardzo silnym związku ze środowiskiem. Jeśli w macicy pojawia się problem, jego przyczyny mogą leżeć w innych sferach naszego życia.

Statystyki mówią, że około 40–50 proc. kobiet choruje na mięśniaki macicy. I ponad połowa z nich ma usuniętą macicę. Rozwiązania proponowane przez medycynę konwencjonalną częstokroć nie są w stanie sprostać kobiecym problemom hormonalnym (jak np. krwotoczne miesiączki), które pojawiają się w okresie premenopauzalnym. Być może ta bezradność i brak innych pomysłów na leczenie prowadzi do tego, że jedyną drogą wydaje się zabieg usunięcia macicy. Tłumaczy się: „Pani nie będzie rodzić, wytniemy macicę. Chronimy panią w ten sposób przed rakiem”. Mówi się o zwycięstwie techniki, gdyż macicę można usunąć drogą pochwową lub metodą laparoskopową, bez nacinania powłok brzusznych. Bardzo dobrze, że mamy takie możliwości, ale to nie oznacza, że trzeba wszystkim kobietom profilaktycznie wycinać macice.

Kiedy więc poddawać się zabiegowi histerektomii? Ważne jest, aby indywidualnie oceniać każdy przypadek. Zawsze należy rozważyć, co możemy zyskać, a co możemy stracić poprzez operację. Kiedy rozpoznano nowotwór złośliwy, należy usunąć macicę – wówczas dzięki temu zabiegowi ratujemy życie. Ale, niestety, macice usuwa się z byle przyczyny, nawet z powodu małych mięśniaków. Ostatnio miałam pacjentkę, kobietę 42-letnią, której lekarz z powodu czterocentymetrowego mięśniaka zalecił natychmiastowe usunięcie macicy. Była przerażona. A zabieg wcale nie był potrzebny. Szacuje się, że tylko około 15 proc. zabiegów histerektomii jest koniecznych.

Co w takim razie powinna zrobić kobieta, której lekarz zaleca usunięcie macicy? Zebrać opinie kilku specjalistów. Jeżeli wykluczono w danym przypadku raka, kobieta nie cierpi, a ma małego mięśniaka, powinna tylko regularnie się badać – co trzy miesiące wykonywać USG narządów rodnych drogą pochwową, sprawdzać poziom hormonów. Warto wiedzieć, że po menopauzie mięśniaki wyraźnie się zmniejszają. Przyrost mięśniaków można też hamować, regulując gospodarkę hormonalną. Na przykład za pomocą diety obfitej w błonnik, ograniczenia spożycia cukru, jedzenia dużej ilości ryb, kaszy i warzyw. Bardzo pomocne jest także włączenie suplementacji nienasyconymi kwasami tłuszczowymi: omega-3 i omega-6. Swoim pacjentkom polecam również dostępne na naszym rynku mieszanki ziołowe oraz naturalne hormony.

Czy po usunięciu macicy pojawia się menopauza? Nie zawsze. Oczywiście, jeśli usuwa się macicę razem z jajnikami, kobieta jest kastrowana i menopauza się pojawia. Jeśli jajniki zostają, ich funkcja u wielu kobiet powraca.

Drugim problemem związanym z macicą jest endometrioza. Klasyczna medycyna także nie zna jej przyczyn. Mówi się o zaburzeniach hormonalnych. Z biochemicznego punktu widzenia przyczyną endometriozy czy problemów miesiączkowania są rzeczywiście zaburzenia hormonalne. Ale u źródeł tych zaburzeń są niemal zawsze nagromadzone, tłumione emocje. Endometrioza jest problemem młodych kobiet wychowujących się w napiętych warunkach rodzinnych. Mogą to być częste kłótnie w domu, rozwód rodziców, alkoholizm, brak szacunku dla kobiecego ciała wyrażany przez ojca lub matkę. Jeśli dziewczyna nie czuje się kochana i akceptowana przez rodziców, nie nauczy się szacunku do siebie samej i będzie miała niskie poczucie własnej wartości. Będzie odcinała się od swojego ciała, od swojej macicy. Początkowo te emocjonalne i psychiczne problemy mogą objawiać się zaburzeniami miesiączkowania; później zaś – w postaci endometriozy. Jeśli dziewczyna znajdzie w sobie dość siły, żeby zmierzyć się z destrukcyjnymi wewnętrznymi wzorcami, wszystko ma szanse wrócić do normy. Ale jeśli wda się w toksyczny związek, jest duże prawdopodobieństwo, że choroba się rozwinie. Mogą pojawiać się bolesne miesiączki, torbiele endometrialne, bolesne stosunki. Endometrioza może również tworzyć stany zapalne w jelitach, pęcherzu moczowym, zrosty w okolicy miednicy małej, które utrudniają potem zajście w ciążę.

Leczenie endometriozy też jest objawowe... Tak. Zazwyczaj stosuje się terapię hormonalną albo w niektórych przypadkach, kiedy pojawiają się guzy, operuje się chirurgicznie. Tyle że znów nie docieramy do źródła problemów, jedynie je wyciszamy. Często także zaleca się, żeby kobieta zaszła w ciążę. Tylko dlaczego miałaby to robić, skoro nie planuje dziecka? Kobiety, które jeszcze nie decydują się na ciążę, biorą często silne hormony, które nie zawsze są dobrze tolerowane przez ich organizm. Właściwie nieznanym, a skutecznym sposobem leczenia endometriozy jest podejście holistyczne. Ważnym elementem takiej terapii jest postawa pacjentki, która bierze czynny udział w leczeniu i jest otwarta na pracę nad sobą. Oczywiście w leczeniu holistycznym operacje nie są wykluczone. Ale po operacji można – rozumiejąc przyczyny – zapobiec nawrotom choroby.

Jak powinnyśmy dbać o nasze macice? Dbanie o macicę jest dbaniem o siebie samą. Bądźmy w kontakcie ze swoim ciałem. Przyjmijmy miesiączkę jako przejaw zdrowia, jako subtelny mechanizm informujący, co dzieje się w naszym ciele. Realizujmy pasje, pamiętajmy o swoich potrzebach. Dbajmy o nasze macice tak, jak dbamy o nasze dzieci.

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalista z ginekologii i położnictwa oraz specjalista medycyny integracyjnej. Obszarem jej zainteresowania jest medycyna holistyczna i psychosomatyczna. Prowadzi praktykę lekarską, wygłasza wykłady, od 8 lat prowadzi centrum medyczne medycyny integracyjnej. Jest autorką m.in. książek: "Zdrowie jest w nas", "Siła jest w Tobie" i "Droga do siebie".