1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dzieci nie uczą się manipulacji. Intuicyjnie wyczuwają, która technika zadziała na rodziców

Dzieci nie uczą się manipulacji. Intuicyjnie wyczuwają, która technika zadziała na rodziców

Dzieci idealnie rozpoznają słabości rodziców, znają ich kompleksy i do nich właśnie dostosowują rodzaj manipulacji. (Fot. iStock)
Dzieci idealnie rozpoznają słabości rodziców, znają ich kompleksy i do nich właśnie dostosowują rodzaj manipulacji. (Fot. iStock)
Dzieci nie uczą się manipulacji. Intuicyjnie wyczuwają, która technika zadziała na rodziców. Trudno bywa im nie ulec, zawsze warto je rozpoznać.

Kto wychował choć jedno dziecko, wie jak przydatny bywa niewinny fortel, by osiągnąć swój cel. Fortel nie zawsze bardzo poczciwy... I oto dzieci też to wiedzą i też mają swoje cele! Podobnie jak dorośli dysponują repertuarem sztuczek, pomocnych w załatwieniu jakiejś sprawy. Do tego idealnie, choć częściej radzi im intuicja i doświadczenie niż przemyślny plan, rozpoznają słabości rodziców, znają ich kompleksy i do nich właśnie dostosowują rodzaj manipulacji. Gdyby człowiek sam był bez skazy, stałby się bardziej na nie odporny, a tak… zwykle im ulega.

Co nią jest?

Manipulacja z definicji jest formą wywierania wpływu na jednostkę lub grupę, po to, by wbrew ich chęciom zaspokoić potrzebę manipulatora. Nie będzie zatem manipulacją płacz niemowlęcia, krzyk dziecka, które spadło z huśtawki, prośba nastolatka o doładowanie konta w telefonie czy pytanie o pozwolenie przekłucia ucha w szóstym miejscu. Jest nią natomiast histeria w miejscu publicznym, gdy tata odmawia kupna lizaka, lub porównywanie mamy do macochy, bo, niedobra, każe iść spać. Mali manipulatorzy uruchamiają swoje umiejętności:
  •  Żeby umocnić swój autorytet, czyli byśmy nie zapomnieli, kto w tym domu ma ostatnie słowo.
  • Żeby utrwalić reakcję i sprawdzić, czy nadal jesteśmy podatni manipulację, czyli: na wszelki wypadek.
  • Gdy czują, że zrobili coś złego i chcą odwrócić naszą uwagę lub odwlec moment ujawnienia prawdy.
  • Gdy czegoś chcą, a podświadomie wiedzą, że nie jest im to niezbędne.
  • Gdy nie chce im się poświęcać czasu na rzeczowe przekonywanie rodziców do czegoś.
  • Gdy chcą nam sprawić przykrość, ale nie mają odwagi otwarcie powiedzieć, co w tej chwili czują
  • Gdy są zmuszone podstępem prowokować nas do poświęcania im uwagi i czasu.

Przegląd dziecięcych manipulacji

Foch

Szantaż emocjonalny, czyli wyrażenie za pomocą mowy ciała informacji: „Widzę, że ty mnie w ogóle nie kochasz”. Do stosowania fochu uciekają się nie tylko nastolatki, ale już przedszkolaki. To manipulacja niezwykle skuteczna – przecież kochający rodzice chcą, by dziecko było szczęśliwe. A ponieważ większość ludzi czuje się w roli rodzica niepewnie, foch działa skutecznie. Smutna minka, drżąca broda, milczenie, smutek, unikanie kontaktu wzrokowego – i wszyscy prześcigamy się w wymyślaniu, co by sprawiło dziecku radość. Na pociechę: odporność na focha jest wśród rodziców rzadkością.

Dezinformacja

Stosowana głównie przez dzieci uczące się, a bazuje na... lenistwie rodziców! Bo nie chce się nam zbadać dokładnie sprawy. Oto Adaś, 11 lat, często mówi o swojej matematyczce. W jego oczach jest złośliwą starą panną, która nie lubi chłopców, i w ogóle złą nauczycielką. Kiedy mama idzie na zebranie, jest już przez dziecko odpowiednio „przygotowana”, wie, z kim będzie mieć do czynienia. Adaś zadbał, by mama nie traktowała rozmowy z matematyczką poważnie.

Zniekształcanie danych

Magda, 14 lat, mówi, że jej koleżanka Ania ma urodziny, ale ona raczej nie pójdzie, bo jej to nie bawi. Pewnie będzie nudno. Cztery dziewczynki mają u Ani jeść pizzę i oglądać film. Chyba znów zostanie sama w domu… Co innego gdyby miała prawdziwą przyjaciółkę, nie czułaby się taka samotna. Zatroskana mama zaczyna namawiać córkę, by jednak poszła na urodziny koleżanki. I Magda w końcu daje się przekonać. Jeśli będzie miała szczęście, jej mama nigdy się nie dowie, że to impreza na trzydzieści osób, nie u Ani, lecz na działce u kolegi, którego Magda nawet nie zna. W razie kłopotów powie: „przecież sama mnie namawiałaś, żebym nie siedziała w domu”.

Zniekształcanie danych najczęściej dotyczy spraw finansowych. Piotrek, 15 lat, często prosi rodziców o pieniądze na szkolną składkę, a to na wyjście do kina, to znów na ubezpieczenie lub jakieś ćwiczenia. Zawsze otwiera dzienniczek i czyta, ile dokładnie ma przynieść. Sam pisze kwotę… zwykle o 20 złotych większą niż jest wymagana. W razie wpadki zawsze może powiedzieć, że się pomylił.

Podsycanie rywalizacji

Ta manipulacja bazuje na braku pewności siebie opiekuna w roli rodzica. Stosują ją zazwyczaj dzieci wychowywane przez rozwiedzionych partnerów. Nie muszą być specjalnie przenikliwe, by dostrzec, jak bardzo każdemu zależy na opinii tego najlepszego rodzica w oczach dziecka. Rzadko powiedzą: „tatuś mi zawsze pozwala oglądać w nocy filmy”, już raczej: „kocham tatusia, bo z nim zawsze jest fajnie”. Niepewna matka sama zapyta, co sprawia, że jest fajnie, i oczywiście zaproponuje, by wspólne obejrzeć jakiś film. Rywalizację tego rodzaju podsycają i wykorzystują też dzieci z dobrych małżeństw, porównując mamę czy tatę do rodziców swoich znajomych. Umiejętnie podsunięte informacje o zachowaniu innych dorosłych mają być drogowskazem, na co można, a nawet trzeba, dziecku pozwolić.

Ewelinka, 12 lat, lubi opowiadać mamie śmieszne historie z życia swoich koleżanek. Ostatnia była o Uli, która kupowała z mamą spodnie. Długo krążyły po centrum handlowym, ale żadne jej się nie podobały. Zirytowana mama powiedziała, że chce mieć dwie godziny spokoju. Kiedy się rozdzieliły, Ula od razu znalazła odpowiednie spodnie, a mama potem tylko za nie zapłaciła. Sprytne, prawda? Tylko że w tej opowieści ani spodnie, ani kupowanie nie mają większego znaczenia. Celem Ewelinki jest przemycenie mamie informacji, że niektórzy rodzice pozwalają dzieciom samodzielnie poruszać się po centrach handlowych.

Ponieważ wszyscy deklarujemy, że nie obchodzi nas wcale wychowywanie u znajomych, mali manipulatorzy, niejako przy okazji, donoszą o tym, jak z dziećmi postępują inni, najlepiej ci, którzy nam imponują (dziecko zawsze wie, kogo uważamy za wzór). To dowód na to, jak dobrze dzieci wyczuwają nasze słabości. Najczęściej bowiem najsłabszym punktem rodzica jest to, że za nic nie chce być gorszy od innych.

Magiczne „proszę”

Gdy dziecko ma na coś ochotę, mówi: „Tatusiu, czy możesz mi kupić loda, proszę…”. To prosta manipulacja. Dzieci wykorzystują przekonanie większości rodziców, że dzisiejsze młode pokolenie jest okropne i w ogóle nie używa zwrotów grzecznościowych. W konsekwencji, gdy tylko mama i tata usłyszą słowo „proszę”, natychmiast miękną.

Paluszek i główka

Dzieci błyskawicznie orientują się, że ich zdrowie jest priorytetem. Jeśli rodzice są na tym punkcie przewrażliwieni, potomstwo natychmiast zaczyna miewać najprzeróżniejsze dolegliwości, które zdarzają im się najczęściej w momentach, gdy zrobią coś niedobrego,  a jeszcze częściej, gdy im się czegoś zrobić nie chce. Żeby zapobiec utrwaleniu tego rodzaju manipulacji, wprowadźmy zasady, które zniechęcą dziecko do chorowania. Kiedy zgłasza złe samopoczucie, a czujesz, że boli je przysłowiowy „paluszek” czy „główka”, pozwólmy mu na leniuchowanie, ale zdecydowanie bez korzystania z komputera, telewizora czy telefonu. Chodzi o to, żeby choroba nie kojarzyła się z nagrodą.

Niewielki upust

Trick powszechnie stosowany przez starsze dzieci. Gdy chcą, żeby im coś kupić, mówią, że to kosztuje sto złotych. Rodzic się oburza, ono wtedy „sprawdza” w sieci i okazuje się, że za czterdzieści też można kupić – wprawdzie nieco gorszy model, ale i taki może być. Zgodzi się, bo nie chce naciągać mamy czy taty. To bardzo inteligentne odwrócenie uwagi od tematu głównego – ceny zakupu.
 

Marudzenie

Ta manipulacja da dziecku satysfakcję, że to ono rządzi w domu. Gdy siedmioletnia Agata o ósmej wieczorem ma iść do łóżka, zawsze po drodze musi... wejść jeszcze do łazienki, pocałować mamę na dobranoc, a to znów coś jej się przypomni albo zapyta rodzica na przykład, jak to jest po śmierci – podejmuje temat, przy których mama nie powie: „jutro, teraz marsz do łóżka”. W ten sposób dziewczynka zasypia dopiero około jedenastej.

Tworzenie nastroju chwili

Dzieci intuicyjnie czują, jak wielką wartością dla dorosłego jest fizyczny kontakt z nimi, choćby buziak, uścisk i potrafią z tego korzystać. Przychodzą, przytulają się, rozczulają do łez i… intuicyjnie wyczuwają, że to dobry moment na marzenia lub zwierzenia. Dziewięcioletni Robert, wtulony w tatę, wyznał, że chciałby mieć własnego konia. To nic nie szkodzi, że konia nie dostanie, nawet lepiej! Po co narażać tatę na takie wydatki. Jak będzie dorosły, sam sobie kupi. A tata Roberta z poczuciem winy, że nie może zrealizować marzenia syna, zgodzi się na wiele pomniejszych, dla Roberta też ważnych rzeczy.

Jak się nie poddać manipulacjom

Portret psychologiczny rodzica podatnego na dziecięce manipulacje jest następujący: to człowiek, który nie do końca wierzy, że jest dobrym rodzicem, i który nie pogodził się jeszcze z tym, że rodzic idealny nie istnieje. Chce szybko załatwić z dzieckiem co trzeba i ważną wartością dla niego jest tzw. święty spokój.

Tymczasem jedyna droga przeciwstawienia się dziecięcym manipulacjom polega właśnie na wyrzeczeniu się świętego spokoju i konsekwentnym działaniu – bez zwracania uwagi na sztuczki, jakie stosuje dziecko. A najważniejszym i najskuteczniejszym sposobem zapobiegania manipulacji jest… niestosowanie jej przez samego rodzica. Nie ma sensu oszukiwać dziecka, wychowując je „na skróty”, wystarczy po prostu spędzać z nim czas, kochać i nie czuć się winnym ani nie wchodzić w rywalizację z teściową czy ekspartnerem.

Jeśli chcesz, żeby twoje dziecko nie uciekało się do manipulacji:

  • Baw się z nim, śmiej, wygłupiaj – nie będzie się bało rozmawiać o pewnych sprawach wprost, a ty pozbędziesz się poczucia winy, że się nim nie zajmujesz.
  • Przyjmij do wiadomości, że czasem trzeba się z własnym dzieckiem pokłócić, zabronić mu czegoś lub odmówić kategorycznie, a potem spokojnie przeczekać, aż się wypłacze.
  • Nie porównuj się do nikogo, bo każdy dom jest inny, każda rodzina funkcjonuje inaczej. Nie dostosowuj się do tego, co robią rodzice innych dzieci (czytaj: na co im pozwalają).
  • Pozwól, by inne osoby były dla twojego dziecka ważne, i ciesz się z tego. Im więcej ich będzie, tym bardziej ono na tym skorzysta. Nie ulegając pokusie podjęcia rywalizacji, kto jest dziecku najbliższy, wybijasz mu broń z ręki, bo nie może już cię szantażować, że kogoś innego też będzie kochać. Nie robi na tobie wrażenia to, że chwali zupy teściowej, czy lubi tatę i jego nową żonę, skoro ty także dobrze o nich mówisz.
  • Szczerze mów o swoich poglądach: „Mamy na to pieniądze, owszem; nie chodzi o to, że nas nie stać. Stać. Ale nie podoba mi się, że kupujesz czwartą grę. Takie jest moje zdanie”.
  • Nie martw się tym, jak to wygląda z boku, czy ktoś pomyśli, że jesteś wyrodnym rodzicem, bo czegoś dziecku odmawiasz. Ludzie w sklepie czy na spacerze to idealna publiczność dla manipulatora.
Zanim jednak skrajnie negatywnie ocenisz zachowanie dzieci, zauważ, że często muszą się uciekać do manipulacji, żeby otrzymać od dorosłych to, co im się słusznie należy: szacunek, czas, zainteresowanie, a nawet miłość.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wątpliwości w macierzyństwie są ok

Młode matki muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz - mówi psycholożka Katarzyna Półtorak.(Fot. iStock)
Młode matki muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz - mówi psycholożka Katarzyna Półtorak.(Fot. iStock)
Kiedy mama, która jest w kłopocie, dostaje z każdej strony rady, czuje, że inni mają więcej kompetencji. I ma coraz mniejsze zaufanie do siebie – mówi psycholog Katarzyna Półtorak.

Uważa się, że młoda matka ma dzisiaj lepiej niż jej matka.
Rzeczywiście panuje takie przekonanie. Jeżeli dzisiaj córka przychodzi do swojej mamy i opowiada o trudnościach, to bardzo często słyszy, że ma dużo lepiej, bo nie musi prać pieluch, są gotowe zupki w słoiczkach, jej mąż uczestniczy w wychowaniu. Problem polega na tym, że współczesne mamy mierzą się z zupełnie inną rzeczywistością i z zupełnie innymi wyzwaniami niż ich mamy.

Z jakimi problemami młode mamy przychodzą do pani?
Żalą się, że straciły życie, które miały; że bardzo trudno im pożegnać się z tym kawałkiem, który dotyczył kariery, spotkań towarzyskich, pasji; boli je, że krzyczą i nie wiedzą, jak przestać. To nie jest tak, że one nie są zadowolone z bycia mamami, że nie są wdzięczne za to, że spotkały odpowiedniego partnera, założyły rodzinę. Doceniają to.

Ale?
Trudności pozostają. To znaczy – fakt, że świadomie podjęły decyzję o byciu mamą i że nie zrobiłyby nic inaczej, nie sprawia, że nie żal im poprzedniego życia. One muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz.

Zmienić priorytety?
Tak, to też trudność, szczególnie wtedy, gdy dziecko jest malutkie i wszystkie siły i zasoby są kierowane w jego stronę. W tym czasie właściwie cała energia mamy idzie na zaspokojenie potrzeb dziecka oraz na to, żeby rodzina ten czas przetrwała. Mama na ogół nie ma do końca rozeznania, jak powinno wyglądać nowe życie, czego ona chce, na czym polega jej rola.

Może wszystkiego dowiedzieć się z Internetu, popytać inne mamy, swoją mamę.
Tak, i to robi, ale tu spotyka ją kolejna trudność, która polega z jednej strony na tym, o czym już mówiłam, czyli na zmianach w sposobach i możliwościach wychowywania dzieci w porównaniu z poprzednimi pokoleniami, a z drugiej – na tym, że kobiety nie umieją się nawzajem wspierać. Przyzwyczailiśmy się do tego, że gdy myślimy o dawaniu wsparcia, to chodzi nam o dawanie rady. Czyli – jak ona mówi mi o swojej trudności, to ja jej mówię, jakie mam rozwiązanie, i uważam, że ona powinna je zastosować. I sprawa będzie rozwiązana.

Dlaczego to nie działa?
Kiedyś działało bardziej, bo kobiety były dla kobiet często jedynymi źródłami wiedzy. Dzisiaj, kiedy mamy zgłaszają się do mnie na bezpłatne konsultacje online, oczekują nie rad, ale przyjęcia ich razem z ich emocjami, pomocy w wypracowaniu odpowiednich dla nich strategii działania.

Co złego jest w tym, że ktoś radzi młodej mamie?
Dawanie rady łączy się z przekonaniem, że ten, kto radzi, wie lepiej. Gdy więc mama, która jest w kłopocie, dostaje z każdej strony rady, czuje, że inni mają więcej kompetencji, są mądrzejsi. Ma coraz mniejsze zaufanie do siebie. Kiedy opowiada mi o swoich trudnościach, to widzę, że często się ich wstydzi.

Wstydzi? Dlaczego?
Ponieważ myśli, że tylko ona ma taki kłopot, a inne mamy go nie mają. I nie chodzi tylko o to, że jej koleżanki w mediach społecznościowych pokazują wymuskane zdjęcia, na których życie wygląda jak w bajce. Chodzi o to, że jak spotyka inne mamy w parku, w przedszkolu, na imprezie rodzinnej, to one mówią, że wszystko u nich OK, że super. A u niej super nie jest, ale wstydzi się do tego przyznać. Wstyd to jedna z najtrudniejszych emocji, blokująca, wszechogarniająca. Czujemy się wtedy niedoskonali, niekompetentni, nieudani.
Wstyd matek jest niejako skutkiem braku otwartości w ich otoczeniu. Bo żeby być otwartym na drugiego człowieka, trzeba mieć do niego dużo zaufania, pewność, że nie oceni, że będzie starał się nam pomóc. W dobie pandemii, kiedy jesteśmy zamknięci, zestresowani, brak otwartości jest jeszcze bardziej dotkliwy. W rodzinach pojawia się dużo emocji, nowych wyzwań, a mało chęci, żeby pokazywać, co się naprawdę dzieje.

Pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. (Ilustracja Aneta Klejnowska)Pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. (Ilustracja Aneta Klejnowska)

Wymianie doświadczeń mogłyby służyć fora dla młodych matek. Ale służą głównie porównywaniu się, kto jest lepszy, czyja metoda skuteczniejsza.
Składa się na to kilka przyczyn. Kiedyś obowiązywał konkretny model wychowania i wiadomo było, jakie narzędzia wychowawcze istnieją. Teraz jedne mamy korzystają z wielu podejść, wybierają, co im służy na danym etapie, inne obstają przy odmiennej opcji. Mają więc dużo możliwości wyboru. I mało zaufania do siebie. Jeśli widzą, że dziecko nie jest w stanie czegoś zrobić, a koleżanka pisze, że w określonym wieku powinno, to uważają, że jak będą ćwiczyć tę umiejętność z dzieckiem, efekt powinien się pojawić. Kiedy się nie pojawia, nie rozumieją dlaczego. Natomiast mama, która ma do siebie zaufanie, wie, że można sprawdzić, czy dana strategia służy dziecku, czy jest odpowiednia do jego wieku, możliwości rozwoju, potrzeb. Trzymanie się jakiejś strategii tylko dlatego, że zadziałała u innego dziecka, podczas gdy u mojego się nie sprawdza, a ja też się z nią źle czuję – jest błędem. Mamy często nie zdają sobie sprawy, po co coś robią. Wydaje im się, że nawet jeśli im to nie służy, to będzie służyło dziecku. Ignorują swoje potrzeby, nie zdają sobie z nich sprawy. I nic dziwnego – od małego jesteśmy uczeni ignorowania sygnałów płynących z naszego ciała. Jest nam ciepło, ale każe nam się nosić czapkę. Jesteśmy syci, a musimy zjeść rosołek, żeby babci nie było przykro. I jak sami stajemy się rodzicami, zaczynamy reagować tak, jak nasi rodzice. Mamy wdrukowane pewne skrypty zachowania, a o uwagę dopominają się nieuświadomione potrzeby.

Co z nimi zrobić?
Wyciągnąć na wierzch, przyjrzeć się im. Jeżeli mama pozna swoje potrzeby, to zrozumie źródło swoich problemów i wtedy może poszukać rozwiązań, które będą jej służyły. A gdy je znajdzie – nabierze poczucia kompetencji. I będzie dużo lepiej sobie radzić z ocenami płynącymi z zewnątrz, wszystko jedno, czy z krytyką, czy z pochwałą. Pod wpływem ocen z zewnątrz kobiety mają sporo poczucia winy. Zarówno gdy karmią piersią, jak i gdy nie karmią. Gdy biorą urlop macierzyński albo gdy wracają do pracy. W każdej niemal sytuacji młode mamy mają dużo wątpliwości.

I z tego powodu cierpią?
Tak, bo wątpliwości uznaje się za słabość, przeciwieństwo siły, wpływu, sprawczości. Natomiast ja uważam, że pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. A mamom wydaje się, że jak nie mają wpływu na całość, to nie mają go w ogóle, na nic. Tymczasem zawsze mamy jakiś kawałek wpływu, tylko musimy go znaleźć i zdecydować, czy chcemy z niego skorzystać. Kiedy kobiety mówią, że one czegoś nie wiedzą, a ja odpowiadam, że to jest OK, są zdziwione. Myślą, że jako dorosłe kobiety i matki nie powinny mieć wątpliwości, powinny wiedzieć, co jest dobre dla dziecka, jak zareagować, co zrobić. A nasuwanie się wątpliwości oznacza, że szukam, rozwijam się, że jestem ciekawa czegoś innego. Ciekawość bardzo pomaga w wychowywaniu dzieci.

Jak ją pogodzić z kultem konsekwencji?
Część matek tak bardzo stara się być konsekwentnymi, trwać przy rozwiązaniach, które obrały, że tracą na to mnóstwo zasobów, które mogłyby wykorzystać do budowania fajnych relacji z dzieckiem. A to nie służy nikomu. A na dodatek pokazuje dzieciom, że zbaczanie z drogi, bycie niekonsekwentnym jest słabością, a nie poszukiwaniem rozwiązań. Wątpliwości nie umniejszają naszej wartości. Jeżeli nie dajemy sobie do nich prawa, to stajemy w miejscu siły, a z tego miejsca trudno budować relacje. Bo w relacjach jest miękkość, zaufanie, niewiedza, ciekawość.

Badania pokazują, że dzisiaj aż 40 proc. kobiet nie pracuje. Młode mamy nie mają dylematów: praca czy wychowanie?
Oczywiście, że mają. Gdy pracujemy nad ich nieuświadomionymi potrzebami, to wychodzi na jaw, że niektóre nie czują z powodu macierzyństwa radości. Doskwiera monotonia, powtarzalność. Nie mają poczucia, że robią coś ważnego, co nadaje sens ich życiu. Bardzo potrzebują drugiego filaru, jakim jest praca. I nie musi to być zawrotna kariera, może po prostu zapewniać potrzebę różnorodności, rozwoju. Mają jednak dylematy, czy ich dziecko jest gotowe na żłobek, czy to dobry moment rozwojowy, żeby się z nim rozstać. I często dopiero wtedy, gdy idzie ono do placówki, odzyskują równowagę. A jak one są w równowadze, to i cała rodzina ją odzyskuje.

Młode mamy mogą liczyć na ojców dzieci.
Faktycznie, młodzi ojcowie są często bardzo zaangażowani, zainteresowani tym, jak wspierać się nawzajem, jak budować rodzinę w nowoczesny sposób. Jedna rzecz utrudnia jednak skuteczne dawanie tego wsparcia, mianowicie to, że nie trafia ono w miejsce, w które ma trafić. Mężczyzna gotuje obiad, idzie z dzieckiem na spacer, odbiera je z przedszkola, bawi się z nim, ale mamie często bardziej potrzebne jest bycie wziętą pod uwagę, docenienie, wysłuchanie, zadbanie o to, żeby mogła realizować pasje, pracować. Kobiety, mimo że kochają swoich partnerów, zauważają, że – ze względów biologicznych, kulturowych i społecznych – są zdecydowanie bardziej niż oni obciążone. One z tym nie dyskutują, ale chciałyby, żeby mężczyzna zobaczył i uznał ich wysiłek. Wsparcie emocjonalne od partnerów jest kluczowe.

Co przede wszystkim chce pani przekazać młodym matkom?
Po pierwsze, że w swoich problemach nie są odosobnione. Po drugie, że wątpliwości, proszenie o pomoc to nie oznaki słabości, tylko sposób na szukanie rozwiązań. Po trzecie, żeby ufały sobie, nie bały się zbaczać z utartych ścieżek, schematów. Po czwarte, by nie porównywały się do innych matek.

I żeby uwolniły się od napięcia, które im nieustannie towarzyszy?
Zdecydowanie tak. Bo takie napięcie to ładunek wybuchowy, który może eksplodować pod wpływem małej iskierki. Spokój każdy czerpie z czego innego. Jeżeli więc będziemy wiedziały, o co nam chodzi, czego potrzebujemy, i będziemy potrafiły o to poprosić, to cała rodzina na tym zyska. Gdy dziecko zobaczy, że mama umie regulować swoje emocje, będzie się tego też uczyć. Ważne, żeby matki odkryły swoje potrzeby, stały za nimi, a nie podążały za potrzebami innych. 

Katarzyna Półtorak, psycholożka, ekspertka w dziedzinie komunikacji i budowania relacji bez krzyku. Autorka programów rozwojowych i wspierających dla kobiet. Właścicielka i twórczyni marki 'Mama ma moc!' - www mamamamoc.pl (Fot. archiwum prywatne)Katarzyna Półtorak, psycholożka, ekspertka w dziedzinie komunikacji i budowania relacji bez krzyku. Autorka programów rozwojowych i wspierających dla kobiet. Właścicielka i twórczyni marki "Mama ma moc!" - www mamamamoc.pl (Fot. archiwum prywatne)

  1. Psychologia

Bezpieczny powrót do szkoły? Młodzi potrzebują wsparcia

Po dziwnym roku zdalnej nauki w końcu zapadła decyzja: wracamy. I choć w czasie izolacji wiele było głosów mówiących, jak fatalnie może się ona odbić na psychice uczniów, teraz też nie ma euforii. Wielu uczniów się powrotu do szkoły boi. „Nauczyciel musi mieć świadomość, że wielu młodych jest w kryzysie. Że wracają do szkoły w sytuacji, w której przeżywają masę trudnych emocji. Warto więc pomyśleć, w jaki sposób odpowiedzieć na ich potrzeby. A młodzi potrzebują, by ich wysłuchano” – mówią psychoterapeutki Kinga Sochocka i Karolina Van Laere. I dodają, że niepokój jest naturalny, ale często rzeczywistość okazuje się znacznie mniej groźna.

Młodzi i młodsi wracają do szkół. Po ponad roku izolacji. Myślicie, że się cieszą? Czy raczej denerwują?

Kinga Sochocka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Dużo zależy od tego, jak się czuli podczas tego roku. A badania pokazują, że duża część młodych ludzi czuła się w pandemicznym zamknięciu gorzej. Ale jest oczywiście pewna grupa, która ocenia to inaczej. Twierdzą, że pandemia wpłynęła pozytywnie na ich samopoczucie. Ale nam, z perspektywy naszej pracy, wydaje się, że to są ci młodzi, którzy mają problemy w kontaktach społecznych, z rówieśnikami. Z perspektywy krótkoterminowej wydaje im się więc, że izolacja jest im pomocna. Kiedy jednak pomyślimy o dłuższej perspektywie, to raczej nie jest to prawda. Nie zyskują w ten sposób szansy, by poradzić sobie z tymi problemami, które przecież nie zniknęły.

Doraźnie czują ulgę, że nie są zmuszani do działań, które na co dzień sprawiają im kłopoty? Czyli właśnie do kontaktów społecznych, do relacji z rówieśnikami?
Kinga: Tak, ale z perspektywy rozwojowej możemy raczej spodziewać się długotrwałych problemów. Bo ci młodzi nie mają pola, żeby ćwiczyć, rozwijać kompetencje społeczne. Bez grupy rówieśniczej tego zrobić się po prostu nie da. Niektórzy moi pacjenci mówią, że pandemia im pomaga. Że mogą sobie zaplanować czas, poświęcić się nauce, zainteresowaniom. To ich punkt widzenia. Ale jest i drugi – nie mogą w ten sposób rozwijać kompetencji, które w ich przypadku są deficytowe, a które jednocześnie są niezwykle ważne w życiu.

Kiedy szkoły były zamknięte, dużo mówiono o tym, jak to fatalnie wpływa na młodych. Że to tak ważny czas, że tracą, że nie nadrobią. Teraz, kiedy ogłoszono koniec izolacji, znowu jest niepokój. Że na pewno młodzi zostaną zasypani klasówkami, sprawdzianami, że to dla nich trauma, że sobie nie poradzą. Czy ten niepokój jest usprawiedliwiony?

Karolina Van Laere: Niepokój był, bo nikt nie wiedział, jak ten powrót do szkoły ma wyglądać. Dzieci się do bycia w domu przyzwyczaiły. W jakimś sensie się rozleniwiły, cały dzień mogły odbywać zajęcia, nie wychodząc z łóżka, przeszły na kompletnie inny tryb funkcjonowania i na pewno wielu ciężko będzie z tego zrezygnować. Z drugiej strony do powrotu do normalności właściwie ani rodzice, ani szkoła nie są przygotowani. Nie ma jednej spójnej koncepcji, jak to młodym ułatwić, jak pomóc zaadaptować się do nowej sytuacji.

A ta spójna koncepcja powinna być po stronie szkoły? Domu? Czy po obu stronach?

Karolina: Wydaje się, że po stronie szkoły. Rodzice mogą nie wiedzieć, jak się za to zabrać. Potrzebują wskazówek. Z tego, co słyszymy, szkoły to sobie rozwiązują po swojemu. Część dzieci w trakcie pierwszych dni ma organizowane zajęcia integracyjne, co z perspektywy procesu grupowego jest pomocne. Nie słyszałam natomiast o spotkaniach z rodzicami. A jeśli oni nie są zaopiekowani, jeśli nie wiedzą, jakie emocje mogą towarzyszyć dzieciom, co jest normalne w tej sytuacji, a co nie, to też są zaniepokojeni i spirala się nakręca.

Kinga: Dzieci i młodzież potrzebują teraz stabilności. Same w tym okresie rozwojowym są raczej niestabilne, dużo zmian towarzyszy zarówno rozwojowi układu nerwowego, jak i rozwojowi relacji społecznych, związanych z adaptowaniem się do dorosłego życia, ze zmianami łączącymi się z budzeniem się seksualności, z nowymi rolami społecznymi. A na to teraz jeszcze dodatkowo nakłada się pandemia – najpierw izolacja, teraz nagły powrót do szkół. To nie daje poczucia bezpieczeństwa. Nie stworzyliśmy go młodym ludziom. Nie zawsze mają narzędzia, które pozwalają krok po kroku od nowa znaleźć swoje miejsce w grupie, w środowisku rówieśniczym, w kontaktach z nauczycielami. Młodzi często nie wiedzą, czego się mają spodziewać.

No właśnie – stabilność wydaje się takim warunkiem, a jej, jak mówicie, nie ma.

Kinga: Ale można o tym rozmawiać. O tej niestabilności, nieprzewidywalności. Oswoić ją. Rozmawiać o tym, że są zmiany, o tym, jakie emocje te zmiany w nas wywołują. Duża część nastolatków teraz podkreśla, że nauczyciele koncentrują się na programie, na ocenach, a nie na tym, jak oni się czują, czego potrzebują w tej sytuacji. W różnych szkołach oczywiście jest różnie, ale słyszymy, że są i takie, w których w ogóle nie bierze się tych psychicznych aspektów pod uwagę. Trzeba przy tym powiedzieć, że nie tylko młodzież czuje się gorzej.

Karolina: Dostępne badania potwierdzają, że nauczyciele też są w złej kondycji. Sami doświadczają kryzysu, są zmęczeni tym rokiem, nowymi wyzwaniami, przed którymi stanęli w marcu 2020, koniecznością radzenia sobie w sytuacji, do której nikt ich nie przygotował.

Kinga: W trudnej sytuacji są także rodzice, którzy borykają się ze swoimi kłopotami, czasem jest to utrata pracy, czasem obniżenie zarobków, do tego dochodzi konieczność opanowania problemów domowych, zmierzenie się z koniecznością pomocy w zdalnej nauce dziecku albo dzieciom, a bywa, że brak im umiejętności, wiedzy, sprzętu… W efekcie dużo frustracji jest po każdej ze stron, co powoduje, że pomoc młodym staje się tym trudniejsza. Bo jak pomagać, kiedy samemu masz obniżony nastrój, przeżywasz lęki czy stany depresyjne?

Karolina: Nauczyciele przez ostatni rok żyli i pracowali w wymagających warunkach, gorzej się czują fizycznie, są zmęczeni, sami zmagają się z pogorszeniem swojego stanu psychicznego, a muszą znowu stanąć na pierwszej linii frontu. I trudno oczekiwać, że się ze wszystkim wyrobią. Zwłaszcza że są zostawieni sami sobie. Nie mają tak naprawdę żadnego wsparcia.

Kinga: I nie mają przygotowania w radzeniu sobie z kryzysami, w interwencji kryzysowej. Często są znakomitymi fachowcami, jeśli chodzi o nauczanie konkretnego przedmiotu, ale niekoniecznie czują się swobodnie w udzielaniu psychologicznego wsparcia uczniom. Do tego nie we wszystkich szkołach jest psycholog, czyli osoba, która mogłaby udzielić wsparcia – szybko i bezpłatnie. To ważne, bo bezpłatna pomoc psychologiczna jest dostępna w, powiedzmy szczerze, mocno ograniczonym zakresie. Czasami na terapię refundowaną przez NFZ czeka się dwa lata… W dużych miastach nie jest jeszcze tak źle, w małych – często fatalnie.

Rodzice też są zmęczeni. Byliśmy zmuszeni spędzać wiele czasu razem, bez oddechu, na małej często przestrzeni…

Kinga: Często dwoje, troje czy więcej dzieci miało w tym samym czasie zdalne lekcje, na porządku dziennym były więc napięcia, kłopoty ze sprzętem, z dostępnością do niego, nie zawsze przecież każdy dysponuje własnym laptopem. A mniejsze dzieci potrzebowały nieustannej asysty dorosłego.

Niektórzy rodzice widzą plusy zdalnej nauki – mówią, że mają teraz większą kontrolę nad dzieckiem, nad tym, jak spędza czas itd. Jednak z perspektywy rozwojowej widzimy więcej minusów. Bo to wspólne – nieustanne – spędzanie czasu hamuje chęć uniezależniania się młodych ludzi, „oddzielania się” od rodziców, samodzielnego pójścia dalej, szukania swoich ścieżek. Nie buduje swojej niezależności w kontakcie z grupą rówieśniczą. A to przecież naturalny i konieczny proces.

Karolina: Badania potwierdzają, że najgorzej radziła sobie grupa młodzieży ze szkół ponadpodstawowych. Trudno się dziwić, bo przecież izolacja stoi zupełnie w poprzek ich potrzeb rozwojowych. Młodzi ludzie najbardziej wtedy potrzebują kontaktów z rówieśnikami, wspólnego spędzania czasu, wyjazdów, imprez. Poza tym często czuli się zostawieni sami sobie z trudnym do opanowania materiałem, co tylko pogłębiało poczucie osamotnienia.

W waszych gabinetach są teraz ci, którzy byli w nich już przed pandemią. I pewnie doszli nowi?

Kinga: Na samym początku widać było narastanie silnego lęku. Niektórzy musieli skorzystać ze wsparcia lekowego. Bali się o siebie, o bliskich, o ich zdrowie. Z czasem część zaczęła narzekać na izolację, samotność, poczucie zamknięcia. Część rodziców też reagowała nadmiernym lękiem, co skutkowało tym, że nie pozwalali dzieciom na wychodzenie z domu, co z kolei wpływało na stan psychiczny młodych ludzi. Pojawiały się obniżony nastrój, stany depresyjne.

Co do grupy, która teraz zgłasza się po pomoc – tu byłabym ostrożna w twierdzeniu, że to tylko i wyłącznie wina pandemii. W wielu przypadkach pandemia obnażyła coś, co już wcześniej się tliło. Kiedy mamy do czynienia ze zdrowo funkcjonującym młodym człowiekiem, z wystarczająco dobrze funkcjonującą rodziną, to często problemy daje się opanować krótkimi interwencjami. Ale bywa i tak, że kłopoty są głębsze.

Karolina: Rzeczywiście mamy dziś do czynienia z nasileniem się stanów depresyjnych i lękowych – ale to kontinuum, to nasilenie się wcześniejszych problemów.

Kinga: Wyniki badań dotyczących samopoczucia młodzieży w pandemii i tego, jak korzystają oni z pomocy pokazują, że mały procent młodych, którzy źle się czują, faktycznie się po tę pomoc zgłasza. Choć wiedzą, że jej potrzebują. Ciągle obecne jest przekonanie, że to stygmatyzuje, oznacza „chorobę psychiczną”. Wielu młodych boi się łatki „wariata”, wykluczenia w grupie. Często nie mają zaufania do dorosłych, wiary w to, że ci mogą pomóc.

Czy teraz deklarują, że się boją powrotu do szkoły? Widzicie to w gabinecie?

Kinga: Ja bym powiedziała, że niepokój jest naturalny. Mówią, że się boją, jak odnajdą się znowu w grupie, jak dogadają się po długiej przerwie z kolegami, czy dadzą sobie radę przy dużym obciążeniu materiałem. Kiedyś to wszystko było ich dniem codziennym, ale upłynął rok, a rok to dla nastolatków długi czas. Ale znowu: jeśli młody człowiek zostanie w swoich niepokojach wysłuchany, jak nie będzie dostawać gotowych recept, tylko zrozumienie, to w wielu wypadkach wystarczy, żeby ten lęk zmniejszyć. Kłopot robi się wtedy, kiedy już wcześniej były problemy, fobie szkolne czy trudności w nawiązywaniu relacji.

Widzicie, że ktoś młodych wysłuchuje?

Kinga: Nie zawsze. A najważniejsze, co możemy zrobić, to dać przestrzeń, by pojawiły się emocje.

Młodzi ludzie czują wtedy, że napięcie się zmniejsza, łatwiej mogą w efekcie pomyśleć i zrozumieć swoją sytuację i z większą odwagą i ciekawością pójść do szkoły.

Mówicie, że przebywanie tylko z rodzicami zamiast z grupą rówieśniczą nie jest naturalne, że zakłóca proces rozwojowy. Czy to się da szybko nadrobić?

Kinga: Na szczęście nastolatki mają jeszcze dużo czasu, żeby rozwijać swoje kompetencje społeczne. Oczywiście ten rok wpłynął na wielu z nich negatywnie, ale warto pamiętać, że na to, jak młody człowiek poradzi sobie w kryzysie, wpływa wiele czynników. Można podzielić je na trzy główne sfery – czynniki indywidualne, rodzinne i społeczne – i wyobrazić je sobie jako plasterki żółtego sera, które nałożone na siebie tworzą indywidualna konstelację możliwości – to nasz ser – i ograniczeń – czyli dziury w serze.

Karolina: Pierwsza sfera to wyposażenie młodego człowieka, np. to, z czym się rodzi, jaki ma temperament, jego umiejętności, zdolności i ograniczenia. Do tego dokładamy sferę drugą, związaną z życiem rodzinnym. Czy może liczyć na wsparcie, jasno określone rodzinne zasady, czy w rodzinie są np. przewlekłe choroby, może zaburzenia psychiczne. Trzecia sfera to otoczenie społeczne. Kontakty ze środowiskiem rówieśniczym. I tutaj znowu pojawia się pytanie, o jakie zasoby może się młody człowiek oprzeć i na jakie deficyty i trudności będzie narażony.

Kinga: W zależności od tego, jak te sfery się ze sobą ułożą, potencjał do problemów będzie mniejszy bądź większy. W tym kontekście możemy myśleć, że część młodych ludzi poradzi sobie nawet z długoterminowym kryzysem, wyciągnie wnioski i ten rok stanie się wspomnieniem, do którego będą wracać, analizować, co zyskali, co stracili – i dalej się rozwijać. Ale jeśli w którejś ze sfer są poważne zaniedbania czy braki, to ten rok będzie prawdopodobnie działać niekorzystnie. Będzie wzmacniał problemy, uwypuklał je, uniemożliwiał czy utrudniał pójście dalej. I znowu pytanie do nas: jak odpowie szkoła, jak odpowiedzą rodzice, czy ułatwią teraz ten kolejny krok, jakim jest powrót do szkoły. Na ile będą potrafili wspierać młodych, dać im przestrzeń na radzenie sobie z emocjami. Nie da się tego roku zamknąć, zostawić za sobą i zapomnieć, jakby go nigdy nie było. To raczej kwestia wypracowywania dalszych rozwiązań.

Karolina: Trzeba założyć dłuższą perspektywę czasową, konsekwencje tego roku mogą pojawić się nawet po kilku latach. I trzeba teraz i terapeutów, i szkołę na to uwrażliwić.

Kinga: W specyficznej i szczególnie trudnej sytuacji są ci, którzy zaczynali nową szkołę we wrześniu ubiegłego roku. Nie mieli szansy na nawiązanie nowych relacji, na zaistnienie w grupie, na odnalezienie się na tym nowym etapie rozwoju. Nie mieli integracji, nie mieli spotkań, imprez, pozbawiono ich czegoś, co jest i naturalne, i na tym etapie niezbędne.

Nie stworzyła się grupa, ale można powiedzieć, że wszyscy są w tej samej sytuacji…

Kinga: Nie do końca. Wraca kwestia zasobów. Ci, którzy mają stabilną, dobrą sytuację rodzinną i dobre relacje z grupą rówieśniczą z poprzedniego etapu edukacji, będą w o wiele lepszej sytuacji niż ci, którzy w tych sferach mieli problemy. Niektórzy jednak nie mieli szansy na rozwój, na zyskanie nowych umiejętności.

Czy będą próbowali to szybko „odrobić”, nadgonić? Czy raczej się wycofają? Jakie są tu możliwe scenariusze?

Kinga: Oczywiście różne. Wszystko zależy od człowieka, jego zasobów, otwartości, dotychczasowych problemów i doświadczeń, od tego, z jakim spotkają się wsparciem ze strony dorosłych – nauczycieli, wychowawcy, pedagoga szkolnego, rodziców. Możemy sobie wyobrazić, że część młodych będzie się bała, będzie się starała unikać szkoły, uciekać od kontaktów. Tu trzeba działań, pomocy we włączaniu się w grupę, czasem konsultacji psychologa, psychoterapeuty. Ważne, by zarówno nauczyciele, jak i rodzice brali pod uwagę stan psychiczny i potrzeby tych młodych ludzi.

Karolina: A to oznacza, żeby umieli dostrzec poczucie osamotnienia, smutek, stany depresyjne, lęki, niepokoje, bo młodzi ludzie czuli się w tym czasie przede wszystkim samotni i niezrozumiani. Żeby nie skupiali się tylko na kwestiach związanych z nauką, z nadrabianiem materiału. A to pewnie będzie kusić – bo, jak też wiemy, edukacja zdalna sprzyjała powstawaniu zaległości, nieprowadzeniu zeszytów. Ważne jednak, żeby tworzyć w szkole miejsce na rozmowę, choćby na godzinie wychowawczej, na krótkiej wycieczce, na zajęciach integracyjnych. Wszystko może być pretekstem do zadania pytania: jak się czujecie? Do stworzenia przestrzeni, by mogli się wzajemnie poznawać – to ważne zwłaszcza w tej grupie, która zaczęła wspólną naukę rok temu. Tylko najpierw nauczyciele powinni dostać narzędzia, by umieli się na tym gruncie poruszać.

To piękna teoria, ale chyba tylko teoria właśnie. Uczyłam w liceum i wiem, że godzina wychowawcza służy głównie do omówienia, kogo nie było, a kto się spóźnił i dlaczego. A na innych lekcjach gnało się z programem, bo czasu zawsze za mało. W dodatku mnie nikt nie przygotował w czasie studiów do pracy innej niż nauka przedmiotu. Gdybym była wychowawcą klasy, która spotkała się na dwa tygodnie we wrześniu, a potem przeniosła się w przestrzeń wirtualną na długie miesiące, to teraz nie miałabym pojęcia, od którego końca zacząć…

Karolina: Dlatego tak ważna jest praca z nauczycielami – by mogli wspierać uczniów, sami potrzebują wsparcia. Superwizje dla nauczycieli mogłyby być bardzo pomocne. Bo jak oni mają wspierać uczniów, kiedy sami czują się źle, jest im trudno, a w dodatku nigdy przed takimi wyzwaniami nie stawali?

Ktoś musi im założyć maskę tlenową, żeby oni mogli zakładać ją innym.

Karolina: A o takich działaniach skierowanych do nauczycieli nie słyszymy.

Kinga: Nauczyciel nie ma w standardzie przygotowania, żeby radzić sobie z prawidłowościami rozwoju procesu grupowego. A dziś takie umiejętności byłyby niezwykle cenne. Ważne też jest rozmawianie o emocjach, ale w taki sposób, by nie wchodzić za głęboko, nie zamieniać zajęć w terapię na forum klasy, co oznacza również świadomość tego, kiedy się zatrzymać, na co zwracać uwagę, by nie dopuścić do przekroczenia granic.

Nauczyciele chyba się przed tym bronią. Mówią, że dom jest od wychowywania, szkoła od uczenia.

Karolina: I są pod ogromną presją. Teraz jeszcze większą. Nieraz słyszałam historie, jak podczas zdalnego nauczania rodzice ingerowali, wtrącali się w lekcje, komentowali…

Kinga: Część nauczycieli musiała się szybko nauczyć korzystania z internetowych narzędzi, oswoić zoom czy inne programy, a i tak byli technologicznie w tyle za młodymi, którzy szybko opanowali sposoby wykorzystywania komputera tak, jak im wygodnie, nie włączali kamerki, unikali trudnych sytuacji.

Gdybyście miały dać jedną radę nam, dorosłym, jak wspierać młodych, to ta rada brzmiałaby jak? Rozmawiać? Słuchać?

Karolina: Kluczowa byłaby współpraca środowiska szkolnego i rodzicielskiego. Nie zrzucajmy teraz wszystkiego na nauczycieli. Z drugiej strony pomocne byłoby, gdyby szkoły organizowały spotkania dla rodziców, żeby rozmawiać o tej sytuacji, o trudnościach.

Kinga: Nauczyciel musi mieć świadomość, że młodzi są w kryzysie. Wracają do szkoły w sytuacji, w której przeżywają wiele trudnych emocji. Warto więc pomyśleć, w jaki sposób odpowiedzieć na ich potrzeby. A młodzi potrzebują, by ich wysłuchano. Ci, którzy w tym roku zaczęli szkołę, potrzebują poznać kolegów. I choć to czas końca roku, wystawiania ocen, trzeba dać im chwilę na to, by mogli zobaczyć, w jakim miejscu się znajdują w swoich szkolnych relacjach, jak się z tym czują. Nie da się zaradzić wszystkim kryzysom, ale na pewno można spróbować stworzyć przestrzeń do podmiotowego traktowania młodzieży.

Karolina: Młodzi lepiej się adaptują do szkoły, w której są organizowane jakieś zajęcia integracyjne. Warto tylko pamiętać, by to były zajęcia dostosowane do wieku.

A co robić z punktu widzenia rodzica? Baliśmy się o dzieci, baliśmy się wirusa, nie wypuszczaliśmy dzieciaków z domu ze strachu. Teraz jest lepiej, wolno wychodzić – pozwalać im na więcej niż kiedyś? W końcu muszą odreagować ten czas izolacji, nadgonić „zaległości” w kontaktach.

Kinga: Pozwalać, ale oczywiście pilnować granic. W każdym domu obowiązują jakieś zasady, trzeba się ich trzymać, pandemia z tego nie zwalnia. Ale jednocześnie pamiętać o tym, jak ważne dla młodych ludzi jest teraz przebywanie w gronie rówieśników, więc nawet jak się niepokoimy, pozwalajmy im się spotykać ze znajomymi.

Karolina: Niech się dzieje to, co musi się dziać w rozwoju każdego młodego człowieka. Rodzic, kiedy dziecko wchodzi w okres dojrzewania, boryka się z lękiem, że wypuszcza dziecko w świat, że przestaje być dla niego jedynym autorytetem, że ono musi znaleźć swoją ścieżkę. Trzymajmy niepokoje na wodzy i nie demonizujmy młodzieży. Emocje u młodych mogą być teraz większe i trudniejsze niż w normalnym czasie. Tylko niech dzieci wiedzą, że rodzice są obok.

Słyszałam o historiach, które budzą grozę. Podobno część dzieciaków na hasło: „Wracamy do szkoły”, zaczynają się ciąć czy mieć myśli samobójcze. Spotykacie się z tym?

Kinga: Patrzymy z perspektywy gabinetu, a do gabinetu psychoterapeuty przychodzą ci, którzy mają problemy. Zdarzają się takie zachowania, ale pamiętajmy, że to się zawsze rozkłada w podobny sposób: po jednej i po drugiej stronie ekstremum garstka, a większość jest w tej średniej, która sobie radzi. Nie zawsze bezproblemowo, ale jednak sobie radzi.

Karolina: Pamiętajmy też, że często boimy się nieznanego, niewiadomego. Młodzi bali się wrócić, myśleli o tym, lęk narastał. A potem wrócili – i próbują normalności na nowo. Już pojawiają się pierwsze pozytywne informacje zwrotne. Zobaczymy, jak to będzie dalej.

Kinga Sochocka, certyfikowana psychoterapeutka, pedagog. Współzałożycielka Fundacji Poza Schematami. Prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną w Warszawie.

Karolina Van Laere, psycholog, psychoterapeuta. Współzałożycielka Fundacji Poza Schematami. Prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną w Warszawie.

Fundacja Poza Schematami powstała w 2014 r. Prowadzi działalność na rzecz dzieci i młodzieży głównie poprzez działalność z zakresu profilaktyki i edukacji. Jak to zapisano na stronie Fundacji: Tworzymy sprawdzone i bezpłatne narzędzia dla specjalistów prowadzących działania profilaktyczne wśród dzieci i młodzieży. Pracujemy interdyscyplinarnie. Sięgamy po nowoczesne rozwiązania i środki przekazu. Udowadniamy, że skuteczna profilaktyka nie jest nudna.

  1. Styl Życia

Dzień Matki – wybrane teksty z cyklu "Jak wychowuje"

Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (Ilustracja: iStock)
Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (Ilustracja: iStock)
Z okazji Dnia Matki przypominamy artykuły archiwalne z cyklu "Jak wychowuje", w którym nasze rozmówczynie opowiadają o tym, czym jest dla nich macierzyństwo i relacja z dziećmi.

Jak wychowuje

  • Agnieszka Glińska, reżyserka, mama Franka i Janiny: „Myślę, że dzięki moim dzieciom nie zapomniałam siebie w ich wieku, że doskonale pamiętałam, co wtedy wyprawiałam. I byłoby straszliwą hipokryzją, gdybym oburzała się na to czy na tamto”.

  • Agnieszka Holland, reżyserka, mama Kasi Adamik, też reżyserki: „Bliskość między nami jest ważna, ale myślę, że równie ważna, i dla niej, i dla mnie, jest odrębność każdej z nas”.

  • Grażyna Wolszczak, aktorka, mama Filipa:Wychowanie? To stała obecność, towarzyszenie dziecku w zwykłym codziennym życiu. To całe „wychowanie” dzieje się w trakcie, mimochodem. Musi być spójne. Nie można wygłaszać górnolotnych frazesów, które nie mają zastosowania w zwykłym życiu. Wszystkie złote myśli, choćby najszlachetniejsze, wpadają jednym uchem, wypadają drugim”.

  • Gosia Dobrowolska, aktorka od wielu lat mieszkająca w Australii, matka Weroniki: „Obdarowywanie dziecka wszystkim, czego zapragnie, jest o wiele łatwiejsze niż nauczenie, jak na to zapracować. Dawać trzeba, ale wsparcie, system wartości, wzór postępowania w codziennych sytuacjach”.

  • Lidia Popiel, fotografka, mama Aleksandry: „(...) kiedy rodzi się dziecko, zmienia się nasze podejście do świata, nawet nasz charakter, więc przeorganizowanie kalendarza przychodzi naturalnie. Mówi się, że dziecko zabiera czas. A może jest tak, że ten czas mu się daje?”.

  • Paulina Krupińska-Karpiel, mama Jędrka i Tosi: „Co mi jako mamie się nie udało? Na pewno to, że czasem tracę cierpliwość i nakrzyczę na dzieci. A potem mam wyrzuty sumienia. Wtedy je przepraszam, mówię: „Nie chciałam tego zrobić”. Na co Tosia: „Wiem, mamusiu, dorośli tak czasem mają”. I rozkłada mnie na łopatki”.

  • Monika Mrozowska, mama Karoliny, Jagody, Józia i Lucjana: „Moje dzieci nie są wtajemniczane w szczegóły problemów między mną a ich ojcami. Zawsze podkreślam, że to nie ich wina. Mądre i spokojne przeprowadzenie dzieci przez rozstanie rodziców jest możliwe”.

  • Ałbena Grabowska, lekarka, pisarka, mama Juliana, Aliny, i Franka: „Zależy mi na tym, by dzieci były samodzielne, ale jestem nadopiekuńcza. Chciałabym, by same się uczyły, poznawały życie, a ciągle uważam, że to ja powinnam im coś proponować. Zależy mi na tym, żeby oglądały świat, ale boję się, że może im się stać coś złego. Tak więc jako matka składam się z samych sprzeczności”.

  1. Kultura

Książki dla dzieci – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Na rynku mnóstwo jest książek dla dzieci. Co z tego wybrać? Zwłaszcza, że zbliża się pierwszy czerwca. Oto podpowiedź, co warto podarować czytelnikom najmniejszym i tym trochę bardziej wyrośniętym. Tytuły mądre, zabawne, pięknie wydane. Oczywiście Dzień dziecka to tylko pretekst, bo na dobre książki zawsze jest pora.

Wychodzimy do kolegi

Samo życie – chciałoby się skomentować, jeśli jest się dorosłym i przegląda się tę stworzoną ze sporą dawką humoru książeczkę. Także dla słuchających i oglądających „Zamek” kilkulatków perypetie głównego bohatera i jego mamy na pewno będą brzmieć i wyglądać znajomo. Narratorem jest tu mały chłopiec, który wybiera się na urodziny do kolegi. Już sama scena wybierania się to mistrzostwo świata, przemyślenia narratora, czesanie, ubieranie, szykowanie prezentu, czyli tytułowego zamku: zabawkowego w kolorze czerwonym. Chłopiec osobiście go dla kolegi wybrał, ale teraz sam chciałby go mieć, mimo że ma taki sam, tylko zielony. Wreszcie przyjęcie urodzinowe kolegi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale założę się, że i te sceny coś wam będą przypominać. Styl ilustracji Szwedki Emmy Adbåge jest z jednej strony oszczędny, z drugiej – świetnie oddają one domowy rozgardiasz, nastroje i odczucia postaci. Są tu szczegóły, które docenicie i wy, i kilkuletni odbiorcy. Wiarygodny psychologicznie, zabawny. Świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem, na przykład o emocjach. Taki jest „Zamek”.

„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki

Na ratunek dziadkom i babciom

Ilustracje do „Dziadka Tomka” stworzył Czech Štěpán Zavřel – nieżyjący już niestety malarz, filmowiec, pomysłodawca Międzynarodowej Wystawy Ilustracji Książki Dziecięcej i założyciel Międzynarodowej Szkoły Ilustracji we włoskim Sàrmede. Można go rozpoznać po dynamicznej kresce i „gęstości” jego rysunków. Także ta zilustrowana przez niego historia jest wyjątkowa. Takiego dziadka jak dziadek Tomek chciałoby mieć chyba każde dziecko: umie robić zabawki z niczego i zawsze wymyśla nowe zabawy. Tymczasem pewnego dnia w telewizji burmistrz ogłasza komunikat: odtąd wszyscy seniorzy, dla ich własnego dobra, będą wysyłani do domu wesołej starości. Na ulicach pojawiają się „dziadkołapacze” i podczas kiedy dorośli z miasteczka oszukują się, że wszystko jest w porządku, dzieciaki w mig rozumieją, że nie jest i organizują brawurową akcję ratunkową. Zwariowane pościgi, machiny latające, a w komplecie genialny przekaz, że seniorów trzeba kochać, szanować i być po ich stronie. Po „Dziadka Tomka” na pewno warto sięgnąć, a przy okazji dodam, że słynące z pięknie wydanej literatury dziecięcej wydawnictwo Tatarak tuż przed Dniem Dziecka wypuszcza też jego niezwykły „Sen o Wenecji”.

„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak

Prezent od Einsteina

Przecież teorii względności nie da się wytłumaczyć dziesięciolatkowi! Nie da się? To druga z serii trzech książeczek, które wyjaśniają młodym czytelnikom zasady fizyki. Tym razem czytamy o takich między innymi zagadnieniach, jak czas i przestrzeń, jednostki i ich miary, prędkość światła. Jak dzieciom mówić na przykład o ujednoliconym systemie metrycznym? Można opisać i narysować średniowiecznych budowniczych, którzy wznoszą most nad rzeką. Umówili się, że most będzie miał 5 miar wysokości, budują po dwóch stronach rzeki, coraz bliżej siebie, problem w tym, że każdy z mistrzów budownictwa ma własną miarkę i kiedy w końcu dochodzi do spotkania, połowa gotowego mostu jest dużo wyższa od tej drugiej. Takie pomysłowe przykłady działają na wyobraźnię, podobnie jest z mnóstwem zawartych tu obrazków. „Teoria…” odczarowuje wiedzę, która dla uczniów trzeciej-czwartej klasy podstawówki jest podobno za trudna, można się przy okazji lektury dobrze bawić. Nie jestem pewna, czy przekona dzieciaki, które nie cierpią przedmiotów ścisłych, ale na pewno te fizyką i matematyką zainteresowane, będą miały z czytania przyjemność. Niejeden rodzic westchnie też pewnie na widok tej książki, szczerze żałując, że w wieku swojego dziecka nikt mu takiej nie sprawił.

„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada

Nazywam się Ripley, Benjamin Ripley

Jak donoszą wydawcy literatury dziecięcej, chłopaki czytają w dzisiejszych czasach mniej niż dziewczyny. Wieść głosi również, że ta właśnie książkowa seria przyczyniła się do zmniejszenia tych dysproporcji, sprytnie wciągając 10-11-letnich chłopców w czytanie. Co, jak podkreśla sam autor, nie znaczy, że po „Szkołę szpiegów” nie sięgają czytelniczki.
To amerykański bestseller z listy New York Timesa. „W związku ze śledztwem toczącym się w sprawie operacji Przyczajony Borsuk, załączam zapis z trwającego łącznie 53 godziny przesłuchania pana Benjamina Ripleya, pseudonim Tajniak, lat 12, pierwszorocznego ucznia Akademii Szpiegostwa” – czytamy na samym początku książki w pełnym od czarnych skreśleń cenzora dokumencie wysłanym z biura CIA, prowadzącego tajną placówkę, która szkoli najzdolniejsze dzieciaki, przyszłych tajnych agentów. Główny bohater Benjamin niespodziewanie dostaje do owej placówki powołanie i od tego momentu zaczynają się jego niesamowite przygody. „Szkoła…” to połączenie Jamesa Bonda, Mission Impossible z Różową Panterą czy Jasiem Fasolą, jest tu wartka akcja i błyskotliwa zabawa konwencją. Uwaga: jeśli obdarowane „Szkołą szpiegów” dziecko wciągnie się na dobre, warto wiedzieć, że to dopiero początek przygody, bo cała seria liczy sumie 9 części: u nas ukazała się pierwsza, a na lipiec zaplanowano premierę drugiej.

„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora

Borsucze opowieści

Temat ważny, autor ekspert, choć jeśli ktoś zna inne jego książki dla dzieci, wie, że będzie śmiesznie. A nierzadko bardzo śmiesznie. Tomasz Samojlik, biolog, popularyzator przyrody, a także rysownik i twórca komiksów („Tarmosię” zilustrowała akurat Ania Grzyb”), autor głośnej serii „Żubr Pompik”, komiksowej „Ryjówki przeznaczenia” czy „Norki zagłady”. Jeśli Samojlika nie znacie, a uśmiechacie się przeczytawszy te dwa ostatnie tytuły, to już wiecie, czego się po tym autorze spodziewać. Tym razem poznajemy rodzinę borsuków, same indywidua: tata, mama, przyszywany dziadek – każdy ma tu coś za uszami. A poznajemy tę oryginalną rodzinkę akurat wtedy, kiedy najmłodszą borsuczkę Tarmosię budzi z zimowego snu dziwny hałas. Na wiosnę sprawy jeszcze bardziej zaczynają się komplikować. Coś się w lesie dziwnego dzieje, tylko co? Do borsuków zaglądają, szukając schronienia, lisi imigranci z gromadką szczeniaków o wdzięcznych imionach Onomatopeja, Propedeutyka, Multiplikator i Horoskop („Mąż wybierał imiona” – wyjaśnia lisica, widząc zdziwienie Tarmosi). Bajka z pro ekologicznym morałem, w której autor przemyca sporo ciekawostek ze świata przyrody.

„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora

Mieszkańcy spod podłogi

Tym razem książka nie do czytania, a do słuchania. Klasyka literatury dziecięcej, słynna seria o Pożyczalskich, na której wychowało się już kilka pokoleń. Opowieść o maleńkiej rodzinie mieszkającej pod podłogą, w domu własnoręcznie wybudowanym i wyposażonym w przedmioty, które „pożyczyli” od pełnowymiarowych domowników. Dzięki tym bohaterom stworzonym na początku lat 50. XX wieku przez Mary Norton wiele z nas nadal łapie się na tym, że kiedy zniknie nam spinka, szpilka, naparstek, kartka z papeterii, chusteczka czy mydelniczka, odruchowo myślimy, że stoją za tym oni. Kartka posłużyła im za tapetę, mydelniczka za wannę, z okruszka chleba nastoletnia Arietta zrobiła sobie kanapkę. Czas zarazić tą genialną historią kolejne pokolenia. I właśnie jest okazja: w nowym tłumaczeniu „Pożyczalskich” czyta Edyta Jungowska. Aktorka od lat nagrywa i produkuje doskonałe słuchowiska dla dzieci, na czele z „Dziećmi z Bullerbyn”, bezsprzecznie najbardziej popularnym dziecięcym audiobookiem w naszym kraju. Pierwsza i druga część z pięciotomowego cyklu Mary Norton o losach maleńkiej rodziny, wydawnictwo miłe nie tylko dla ucha, ale i oka, bo wzbogacone o ilustracje Emilii Dziubak już są dostępne. Wkrótce kolejne.

„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

To z wszystkich dotąd poleconych propozycja dla najmłodszych dzieci, bo już dwulatków. Napisana przez Trish Cooke, Brytyjkę z afrykańsko-karaibskimi korzeniami, osobowość telewizyjną, scenarzystkę, autorek sztuk i właśnie książeczek dla dzieci. Super, że ukazała się w Polsce, bo też mało się u nas wydaje pozycji dla dzieci, gdzie postaci miały by inny niż biały kolor skóry. Ale przede wszystkim to historia świetnie pomyślana i skonstruowana, w sam raz dla bardzo małych odbiorców. Jest tu motyw i rytm, który maluchy uwielbiają, co chwila w opowieści pojawia się ktoś nowy – dzwoni dzwonek i ten ktoś pojawia się w drzwiach. A kuku! Wujek, ciocia, babcia, kuzyni. Mamy więc element zaskoczenia, krótkie zdania, z których jedno za każdym razem się powtarza: to tytułowe „najmocniej na świecie”. Dom wypełnia się krewnymi, wesołymi, głośnymi i każdy przytula, każdy bierze na ręce, tańczy i śmieje się do dziecka, wokół którego wszystko to się toczy, dziecka uwielbianego, całowanego, kochanego „najmocniej na świecie”. Czyta się to maluchowi doskonale, a i samemu korzysta się z dobrodziejstw tej ogromnej zawartej w książeczce dawki radości i miłości.

„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry

  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.