1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Somatoterapia – ulecz swoje ciało

Somatoterapia – ulecz swoje ciało

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Żyjąc w pośpiechu, często zapominamy o potrzebach własnego ciała. A tymczasem ono skrzętnie „notuje” wszystkie przeżywane emocje i niejednokrotnie cierpi z ich powodu. Jak poprawić zdrowie i jakość swojego życia dzięki terapii ciała opowiada somatoterapeutka Emilia Żurek.

Czym różni się somatoterapia od psychoterapii?
Można powiedzieć, że somatoterapia to psychoterapia ciała korzystająca z opracowanych naukowo metod. Twórcą somatoterapii jest francuski psychiatra dr Richard Meyer, w którego szkole miałam szczęście uczyć się metod pracy z ciałem i emocjami. Somatoterapia wywodzi się z psychoanalizy. Psychoanaliza Zygmunta Freuda koncentruje się na „słowie”, Wilhelm Reich i Sándor Ferenczi włączyli do terapii ciało. W rozwoju postrzegania aspektów ciała wymienia się cztery etapy: ciało funkcjonalne, ciało emocjonalne, ciało zmysłowe i wymiar duchowy.

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało.

Czy uczucia i emocje mają wpływ na nasze zdrowie?
Temat przeżywanych uczuć i emocji na zachowanie oraz zdrowie człowieka jest bardzo obszerny. Najczęściej terminów „uczucie” i „emocja” używa się zamiennie chociaż nie są to jednoznaczne stany.

Emocje są formą interakcji, modulują zachowanie oraz nastrój. Uczucia cechuje brak bezpośredniej zależności od aktualnej sytuacji. Uczucia są stałe, a emocje zmieniają się w określonej sytuacji, są reakcją na akcję. Robert Plutchik opracował teorię emocji, w której wyróżnił tzw. emocje pierwotne (dotyczące działań adaptacyjnych, pomagających w procesie przetrwania) i emocje wtórne, które powstają w wyniku relacji interpersonalnych. Emocje cechuje krótkotrwałość, w jednej chwili przeżywa się jedną emocję. Nie można jednocześnie doznawać akceptacji i wstrętu, dwóch przeciwstawnych emocji.

Siłą sprawczą emocji mogą być np. sytuacje, kontakt z samym sobą, a także słowa, które kierujemy do innych. Warto pamiętać, że „rany” zadane słowami trudno się goją i pozostają głęboko w pamięci. Znam z praktyki szereg przykładów, gdy wypowiedziane nawet w dobrej wierze słowa, stały się praprzyczyną zaburzeń łaknienia u kobiet. \ Emocje mogą mieć charakter ukierunkowany na działanie pobudzające lub spowalniające. Przeżycia wywołują reakcje fizjologiczne np. strach może wywołać spadek ciśnienia, tętna, powodować płytki oddech i znieruchomienie albo potrzebę działania (ucieczkę).

Powtarzające się negatywne lub głęboko ukryte emocje, zwłaszcza te niszczące poczucie naszej godności, mogą wywoływać złe samopoczucie pomimo dobrych wyników badań laboratoryjnych stanu organizmu. Mogą też utrudniać nawiązanie i podtrzymanie relacji z innymi ludźmi, w tym stworzenie udanego związku partnerskiego. Należy pamiętać, że podobne sytuacje wywołują podobne emocje, nawet te dawne, pozornie zapomniane. Przeżywana emocja „zapamiętana” jest w korelacji do danej sytuacji.

Jakimi metodami posługuje się somatoterapia?
Somatoterapia jest eklektyczną terapią korzystającą z opracowanych wcześniej metod, ale somatoterapeuci wypracowują nieustannie nowe metody mające charakter polisensoryczny, angażujący wszystkie zmysły: wzrok, słuch, dotyk, smak. W pracy z ciałem stosuje się metody dostosowane do potrzeb pacjenta, w tym dotyk (za przyzwoleniem pacjenta).

Neurobiolog António Damásio zajmujący się m.in. neuronalnymi podstawami emocji udowodnił, że emocje zdecydowanie wpływają na poznawanie społeczne i podejmowanie decyzji. W badaniach laboratoryjnych potwierdził też, że ciało „zapamiętuje” emocje po 200 milisekundach a umysł uświadamia sobie przeżywaną emocję po 900 milisekundach. W pracy z ciałem poprzez określone ćwiczenia dociera się do emocji, o których już świadomie się „zapomniało”, np. gdy pacjent odczuwa dolegliwości w jakimś miejscu (a nie jest to miejsce zmienione chorobowo) można poprzez odpowiedni masaż uciskowy tego miejsca dotrzeć do „zapisanych” emocji i przeanalizować ich wpływ na aktualny stan zdrowia pacjenta, sytuację życiową, zachowania. Niekiedy odkrywa się zaskakujące rzeczy. Ja w ten sposób dowiedziałam się, że miałam problem z wyrażaniem złości. Metody somatoterapii umożliwiły dalszą analizę, aby zrozumieć własne zachowania, motywacje w relacjach z innymi ludźmi.

Z jakimi problemami warto zwrócić się do somatoterapeuty?
Praktycznie ze wszystkimi problemami życiowymi można zgłosić się na sesje somatoterapii. W wielu przypadkach proponuję pacjentom działania równoległe z zakresu somatoterapii i psychoterapii. Stany depresji, psychoz powinny być leczone równolegle przez lekarza psychiatrę, i najlepiej też psychoterapeutę. Somatoterapia pozwala uwolnić się w sposób bezpieczny od ograniczających emocji, poprawić relacje, przepracować trudności interpersonalne. Najskuteczniejszą metodą w psychoterapii ciała jest połączenie pracy indywidualnej z grupową. Jako coach łączę też somatoterapię z metodami somatocoachingu. Celem jest reintegracja organizmu osoby rozpoczynającej somatoterapię.

Metody somatoterapii wspierają wszystkie działania w zakresie profilaktyki zdrowia i zachowania pięknego wyglądu. Przykładem mogą być ćwiczenia wzmacniające mięśnie twarzy. Można nauczyć się samodzielnego masażu twarzy, który nie tylko stymuluję komórki skóry, ale jest rodzajem akupresury (poprawia pracę narządów wewnętrznych).

Jakie efekty przynosi somatoterapia?
Efekty terapii można określić za pomocą testów, ewaluacyjnych ćwiczeń dających możliwość samooceny. Jednak to sami pacjenci najlepiej wiedzą, czy w ich życiu dokonała się pozytywna zmiana, czy lepiej radzą sobie w trudnych sytuacjach i mają większe poczucie własnej wartości.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Męczy cię przewlekły stres? Rozluźniaj napięcia w ciele - kilka ćwiczeń

Proste ćwiczenia mogą być dobrym uzupełnieniem innych technik relaksacyjnych. (fot. iStock)
Proste ćwiczenia mogą być dobrym uzupełnieniem innych technik relaksacyjnych. (fot. iStock)
Wiadomo, że ciepła kąpiel i masaż to jedne z najlepszych sposobów na relaks. Warto jednak poszukać innych metod, które również pomogą nam rozluźnić ciało. Fizjoterapeuta, Jacek Sobol, podaje kilka prostych ćwiczeń, które można wykonać w domu.

Zanim wykonasz ćwiczenia, najpierw spróbuj odnaleźć napięcia w ciele i poczuć, gdzie stres kumuluje się w największym stopniu. Dopiero potem staraj się te miejsca rozluźnić.

Twarz

Jeśli odczuwasz napięcie twarzy – wzmocnij je: napnij policzki, zaciśnij zęby i oczy. Wyobraź sobie, że jesteś dziadkiem do orzechów. Potem rozluźnij wszystko: otwórz usta i oczy, pomasuj policzki i czoło.

Klatka piersiowa

Objawy napięcia: płytki oddech, częste wzdychanie, bóle w klatce piersiowej, mrowienie wokół ust. Spróbuj pogłębić oddech: jedną rękę połóż na klatce piersiowej, drugą na brzuchu. Oddychaj tak, by przy wdechu brzuch się wypinał, a przy wydechu wciągał. Postaraj się wydłużyć wydech: kilkakrotnie zdmuchnij świeczkę, wydychaj powietrze przez słomkę do butelki z wodą.

Miednica, brzuch, biodra, kręgosłup lędźwiowy

Objawy: ból i uczucie napięcia. Połóż się na podłodze, unieś nogi i oprzyj je na krześle, tak, by uda i łydki tworzyły kąt prosty. Wyobraź sobie, że twoje nogi to spodnie zawieszone na wieszaku. Otwórz miednicę, możesz nią łagodnie pokołysać.

Dłonie, stopy

Jeśli odczuwasz w nich napięcie, spróbuj je strząsnąć. Swobodnie machaj rękoma, tup, podskakuj. Możesz delikatnie rozmasować dłonie i stopy.

Rozluźnienie całego ciała

Połóż się na podłodze na plecach. Sprawdź, którymi częściami ciała jesteś podparta. Najczęściej są to: potylica, łopatki, miednica i pięty. Reszta ciała "wisi" w powietrzu. Poczuj to. Teraz powiedz: „Topnieję, rozpuszczam się”. Niech twoje całe ciało wygodnie dopasuje się do podłoża.

Budzenie się kwiatu

Zawiń się kocem, jak niemowlę. Poczuj się bezpiecznie. Teraz powoli wysuń jedną rękę, potem stopę. Powoli, we własnym rytmie odkrywaj poszczególne części ciała. Poczuj się jak kwiat, który rozkwita.

  1. Psychologia

Jak dokonywać właściwych wyborów w życiu?

Tyle mamy dróg... Którą wybrać, żeby nie żałować? (Fot. iStock)
Tyle mamy dróg... Którą wybrać, żeby nie żałować? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Wiele możliwości, szans, propozycji, nowych otwarć. I to kusi, i to nęci, a na coś trzeba się zdecydować. Chcemy mieć jedno, nie tracąc drugiego. Czy tak się da?  

Marta, lat 35, z wykształcenia romanistka, z zawodu właścicielka firmy PR. Singielka, ale – jak mówi o sobie – tymczasowa, bo ma w planach małżeństwo i dzieci. Kiedy? Tego nie jest w stanie przewidzieć. Bo gdy już wydaje się jej, że znalazła tego właściwego mężczyznę, zaraz nachodzą ją wątpliwości: czy ktoś, kto myśli tylko o wieczornym piwku i wyjazdach na mecze Legii, może być dobrym mężem? No chyba nie. A czy facet – inny – który nie splamił się ugotowaniem wody na herbatę, może być dobrym ojcem? Skądże! Ostatni rokował najlepiej – wstawał rano po bułki, nawet nieźle gotował, ale co z tego, jak cały dom trzeba było potem odgruzowywać. Odpadli w przedbiegach wszyscy trzej. Chwilowo dała sobie spokój z facetami. Może przecież zdecydować się na dziecko bez stałego związku. W końcu nie jest taka stara.

Marta wymownie bębni długimi, wypielęgnowanymi paznokciami, każdy w innym kolorze. Ale to nie hybryda, wyjaśnia. Hybrydowy lakier szkodzi paznokciom. Ona stosuje tylko to, co zdrowe. Umalowana, włosy w modnym nieładzie, szara luźna sukienka. Nie wygląda na swoje lata? Ale to nie dzieje się samo. Dba o siebie. Codzienna gimnastyka, dwa razy w tygodniu siłownia, raz w miesiącu wizyta w gabinecie medycyny estetycznej. Gdyby zdecydowała się na dziecko, musiałaby z tego wszystkiego zrezygnować. Wie, co mówi. Kilka dni temu wpadła do niej przyjaciółka z półrocznym synkiem Kajetanem. Do niedawna najbardziej zadbana kobieta, jaką Marta zna, zawsze odpicowana, wypachniona, z najmodniejszą torebką na ramieniu. A teraz? Tłuste włosy, połamane paznokcie, zero makijażu, poplamiona bluza. Osobny temat to jej synek. Dopóki spał, był najsłodszym bobasem pod słońcem. Ale gdy tylko otworzył oczy, a otworzył po półgodzinie, zaczął się wydzierać wniebogłosy. Cycek uspokoił go tylko na chwilę. Potem noszenie na rękach, żeby mu się odbiło. Przewijanie, bo kupka. Zmiana kaftanika, bo mu się ulało. Przyjaciółka cała w mleku, fuj. Kiedy po dwóch godzinach zasnął, Asia przyznała, że czasem ma ochotę go udusić. Marta zobaczyła zresztą na własne oczy, jak przyjaciółka potrząsa nim z całej siły, z wściekłością. Asia powiedziała jej, że nigdy nie czuła się tak samotna i bezradna. Jej chłopak zarabia na całą trójkę, ciągle w rozjazdach. Na rodziców też nie może liczyć, ma chorą mamę, tata znalazł sobie młodszą. Czuje się ubezwłasnowolniona.

I to ma być ta pełnia szczęścia? Marta ma wątpliwości. Ale z drugiej strony wie, że coraz więcej kobiet w jej wieku ma problemy z zajściem w ciążę. Dlatego się miota. Między decyzją na tak – bo mama powtarza, że zanim umrze, chciałaby poznać wnuka, bo znajoma ginekolożka zachęca, że im wcześniej, tym większe szanse, bo ściska ją w dołku na widok matek z dziećmi – a decyzją na nie, do której skłania ją przykład Asi i zaryczanego Kajetana. A przede wszystkim cisza jej wymuskanego apartamentu, czas na kino, wakacje, siłownię i niehybrydowe paznokcie, które trzeba malować co kilka dni.

Marcie śniło się ostatnio, że rodziła w męczarniach. Obudziła się zlana potem. Więc poczeka. Ma czas, jeszcze parę lat. Jej siostra cioteczna urodziła pierwsze dziecko w wieku 42 lat. Można? Można.

Karolina, lat 49, potrójna magister: psychologii i prawa na UW oraz grafiki na ASP, doktor filozofii na Oksfordzie. Wzięta graficzka w znanej firmie reklamowej. Rozwódka. Podjeżdża pod kawiarnię na Powiślu na oldskulowym białym rowerze z koszykiem przy kierownicy. Cała w czerni: dresy, converse’y, bejsbolówka, torba listonoszka, tylko słuchawki w uszach białe. Każdy szczegół najwyższej jakości. Ale bez ostentacji. Żadnych widocznych metek i logo. Daje ręką znać, że kończy rozmowę. Płynny angielski przerywany perlistym śmiechem przykuwa uwagę całej kawiarni. Przeprasza, musiała odebrać, bo amerykański wydawca zaraz ma lunch, a to sprawa niecierpiąca zwłoki. Od znajomej z Oksfordu, która teraz pracuje dla tej firmy, dostała propozycję pracy. Ale bez nazwisk i szczegółów, żeby nie zapeszyć. Może powiedzieć tylko tyle, że to pierwszoligowy tygodnik. Propozycja dotyczy czegoś zupełnie nowego, czego jeszcze nie robiła, czyli pisania o Europie Wschodniej. Kusi bardzo.

To mogłaby być scena z filmu o pięknej Polce bez kompleksów. Która jeszcze za komuny kończy trzy prestiżowe kierunki, potem wyjeżdża na studia doktoranckie do samego Leszka Kołakowskiego. Która broni pracę z najwyższą notą i dostaje propozycję zostania na Oksfordzie. Ale wraca do Polski, bo od początku lat 90., w nowym ustroju, otworzył się worek z możliwościami. Ona wybiera ważne stanowisko w spółce skarbu państwa, gdzie zarabia wielkie pieniądze. Kupuje mieszkanie, samochód, inwestuje w nieruchomości.

Film o niej? Wybucha śmiechem. Jej życie tylko z boku wygląda tak atrakcyjnie. W rzeczywistości to krew, pot i łzy. Nieustanne zwątpienie w sens tego, co robi. Ciągłe pytania zadawane sobie samej: „Może moje miejsce jest gdzie indziej?”. Tak, ma wielki problem z wyborami. A właściwie z wytrwaniem w tych wyborach. I to od dziecka. Wszystkiego głodna, ciekawa, wszystkiego chciała spróbować. A może powód jej niezdecydowania jest bardziej prozaiczny? Po prostu nigdy nie miała jednej pasji, która  pochłaniałaby ją bez reszty. Wyborów nie ułatwiał fakt, że w szkole wszystko przychodziło jej łatwo. Dlatego poszła na najbardziej oblegany wtedy kierunek – na psychologię, a potem na drugi w tym rankingu – na prawo. Grafika? Taki kaprys. Test, czy sprawdzi się w artystycznej dziedzinie, bo rysowanie zawsze sprawiało jej wielką radość. Zanim pojechała do Oksfordu, przeszła jej przez głowę myśl, że może zrobi aplikację sędziowską. Ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Musiałaby osiąść na jakiś czas w jednym miejscu, zajmować się jednym i tym samym. Wiedziała już, że to ją zupełnie nie kręci.

Studia w Oksfordzie okazały się wspaniałym, twórczym rozdziałem w jej życiu. Poznała tęgie umysły z całego świata, napisała pracę doktorską, zakorzeniła w praktyce swój angielski. Same plusy. Ale kiedy znajomy ponaglał, żeby wracała, bo w Polsce czeka mnóstwo pracy, nie zawahała się ani chwili. Mimo że wyjazd oznaczał rezygnację z rozpoczętej właśnie pracy naukowej na Oksfordzie. I rozłąkę z niedawno poślubionym kolegą z uczelni Tonym, Anglikiem. Związek nie przetrwał tej próby, rok później wzięli rozwód.

Tworzenie rzeczywistości w wolnej Polsce to dopiero było coś! Karolinie świecą się oczy, załamuje się jej głos. Dlaczego więc odeszła do reklamy? Bo dopadły ją podziały, konflikty, czyli polityka w najczystszej postaci. A w agencji miała wyluzowanych współpracowników indywidualistów, nienormowany czas pracy i poczucie wpływu, bo reklamy jej autorstwa oglądała cała Polska. Miała czas na pracę w organizacjach feministycznych, ekologicznych, w tym na rzecz zdrowego odżywiania dzieci. To między innymi ona wywalczyła to, że zniknęły drożdżówki i batony ze sklepików szkolnych. Wracają? Trudno. Ona wyjeżdża. Świat to globalna wioska, za oceanem też można wiele zdziałać dla Polski.

Kiedy wysyłam jej do przeczytania tekst o niej (szczegóły zmienione), dopisuje postscriptum: „A może nie mam problemów z wyborami, tylko przed czymś uciekam?”.

Ewa, lat 32, mama trzech córek: 12-letniej Ani, 8-letniej Oli i 4-letniej Mai, niepracująca. Wstaje codziennie o piątej. Razem z mężem, który jedzie na szóstą otworzyć osiedlowy sklep (wzięli we franczyzę). Wstaje nie po to, żeby zrobić mu śniadanie (mąż o tej porze nie jada), tylko żeby zanim wstaną córki, spokojnie sprawdzić, co na Facebooku. Dziś na przykład Kaśka zamieszcza selfie w objęciach nowego chłopaka. A najlepsza przyjaciółka Wiktoria pokazuje się na parkiecie nocnego klubu z całkiem fajnym kolesiem. Ewa ogląda koleżanki z zazdrością: „One to mają życie, nie to co ja, mnie omija wszystko, co najlepsze”. Tak myśli, kiedy otwiera laptopa rano, zanim wstaną córki, i wieczorem, kiedy już śpią.

To prawda, ma dzieci. Wspaniałe królewny, kocha je nad życie. Rozczulają ją do łez. Na ostatnie urodziny Ola wręczyła jej rysunek własnego autorstwa przedstawiający całą rodzinę na plaży. I kto był na nim największy? Mama, oczywiście. Ania urządziła z kolei z siostrami teatrzyk, w którym odegrała mamę z marzeń – starannie umalowaną pożyczonymi od koleżanki mamy kosmetykami, w jej butach na obcasach. Swoją drogą to wymowne, że Ania chciałaby, żeby mama wyglądała właśnie tak. Najmłodsza córeczka Maja codziennie bez okazji obejmuje ją pulchnymi rączkami i wyznaje: „Kocham cię, mamusiu”. To są chwile, dla których warto żyć. Ale tylko chwile. Reszta życia to monotonna rutyna: gotowanie, sprzątanie, pranie, zakupy. Odrabianie lekcji ze starszymi. Po raz enty czytanie tych samych bajek. Kąpanie młodszej, zapędzanie do mycia starszych. Spacery tymi samymi alejkami. Godzenie córek, gdy się kłócą i biją. Szpital w domu raz na dwa miesiące, bo gdy jedna zachoruje, zaraz rozkładają się wszystkie.

Ewa (wysoka, korpulentna, o oryginalnej południowej urodzie) opowiada o sobie beznamiętnym tonem. Czuje się stara, sterana, umęczona. Nic nie osiągnęła. Od dziecka marzyła, żeby być nauczycielką. Ale zakwitły kasztany, ciąża, matura, ślub. Znają się z Robertem pół swojego życia, byli klasową parą. Przeszli razem trudne próby: pojawienie się dziecka w młodym wieku, a potem, co cztery lata, kolejne dzieci, nie do końca planowane. Walkę o to, żeby się utrzymać, żeby kupić mieszkanie, urządzić je. Czy to wszystko scementowało ich związek? Raczej cementują go dzieci. Ale Ewa dostrzega, że coraz mniej w ich relacji radości, spontaniczności. Coraz więcej natomiast zmęczenia, irytacji, wzajemnych pretensji.

Ewa mówi: – Lata lecą, a ja nic nie mam naprawdę swojego. Omijają mnie niesamowite przeżycia, uciekają sprzed nosa różne możliwości. Obserwuję to wszystko, co mogłabym mieć, przeżyć, czego mogłabym zasmakować, przez ekran tabletu. Dobre i to. Walczą we mnie dwie Ewy: matka, która chce stworzyć dzieciom prawdziwy, pachnący szarlotką dom, i Ewa, którą odgrywa Ania – malująca usta, zakładająca szpilki i ruszająca na podbój świata. Coś mam i to coś (dzieci) jest wartością trudną do przecenienia. Ale czegoś innego, bardzo ważnego (wykształcenia, niezależności), nie mam i już mieć nie będę. Męczy mnie nie to, że może kiedyś źle wybrałam, ale to, że się z tego powodu zadręczam. Bo to oznaczałoby: żałuję, że jestem matką. A przecież nie żałuję. Żałuję tylko, że nic mi się poza tym nie udało. Ale proszę powiedzieć, czy jak się człowiek decyduje na trójkę dzieci w młodym wieku, a nie ma znikąd pomocy, to może osiągnąć sukces zawodowy? Byłabym w pełni szczęśliwa, gdybym miała i jedno, i drugie.

Pytania do zadania sobie (zanim wybierzesz):

  1. Jakie wartości i cele są dla mnie ważne?
  2. Co konkretnie chciałabym zmienić?
  3. Jak ta decyzja wpłynie na moje życie?
  4. Jakie mam możliwości wyboru?
  5. Czy znam konsekwencje każdego z nich (za i przeciw)?
  6. Która z decyzji (i jej konsekwencji) jest dla mnie wystarczająco dobra?
  7. Jak ją wcielić w życie?
  8. Co zrobić, żeby w niej wytrwać?

Co pomaga podjąć dobrą decyzję:

  • Stan jasności umysłu.
  • Odprężenie na poziomie fizycznym.
  • Koncentracja, skupienie, bycie tu i teraz.
  • Spojrzenie na problem z szerszej perspektywy.
  • Pozytywne emocje.
  • Minimalny poziom wątpliwości.
Rezygnacja z decyzji to też decyzja. (na podstawie książki Ludy Kopeikiny „Same słuszne decyzje”, Rebis, Poznań 2011)

  1. Psychologia

Dawny stres - obecny zabójca. Ciało utrwala napięcie, uwolnij je

Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. (Fot. iStock)
Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie zmienisz świata ani ludzi, ale możesz zmniejszyć stres odczuwany z powodu realizacji przedawnionych scenariuszy. Aby to osiągnąć, potrzebujesz jedynie bliskości z własnym ciałem – żeby je lepiej czuć i rozumieć; przestrzeni, czasu i uważności – żeby poznać siebie lepiej i zaakceptować bez zastrzeżeń. A potem wystarczy już tylko oddzielić przeszłość od tego, co „tu i teraz” .

Emocje, myśli i ciało przenikają się, tworząc jedność. Jeśli w twoim życiu wciąż powraca coś, mimo że już dawno to sobie uświadomiłeś, czas popracować nad tym za pomocą ruchu. Otworzyć się na to, co komunikuje ciało.

Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. To wszystkie dziecięce „nie”, których nie mogłeś wypowiedzieć. W miarę upływu czasu przekształcają się w chroniczne napięcia mięśniowe, przede wszystkim w obszarze szyi i głowy, odcinając w ten sposób czucie od myślenia. Mięśnie obracające głową w geście zaprzeczenia usztywniają się, żeby powstrzymać wykonywanie tego gestu. Aby ochronić się przed kolejnymi zranieniami, stajesz się uparty, a twoje niewypowiedziane czy niewysłuchane „nie” zamienia się w nieuświadomioną zawziętość . Mięśnie szczęk przykurczają się, co nadaje twarzy wyraz wyzwania lub uporu. Napięcia mięśniowe występują również w gardle, by powstrzymać krzyk sprzeciwu.

Mijają lata, a twoje ciało reaguje na wydarzenia codziennego życia, uruchamiając nieaktualny scenariusz z przeszłości. Okaże się na przykład, że każdy nowo poznany mężczyzna prędzej czy później wyda ci się niesłownym dupkiem. Na przykład ten ostatni – biedak nie rozumie, dlaczego kiedy rzuca mimochodem: „Zadzwonię o 9.00” i dzwoni o 10.00, ty dostajesz ataku szału. Nawet ty nie do końca to rozumiesz i po fakcie czujesz się winna: „Może rzeczywiście przesadzam, a on mnie tak bardzo kocha”. Gdybyś z uważnością zaobserwowała, co dzieje się w twoim ciele, kiedy mija 9.00, a on nie dzwoni (jakie pojawiają się wówczas myśli w twojej głowie i jakie w konsekwencji czujesz emocje), zrozumiałabyś, że to scenariusz z twoim ojcem w roli głównej. Zapisane w ciele migdałowatym i zastygłe w powięziach wspomnienie ojca, który nigdy nie dotrzymywał dawanych ci obietnic, uaktywnia lawinę cierpienia, ilekroć ktoś kolejny raz rzuca słowa na wiatr. I nieważne, że chodzi o drobiazg: telefon spóźniony o godzinę czy nieodebrane rzeczy z pralni, choć ten ktoś obiecał ci, że na pewno dziś to zrobi... To boli zawsze tak samo jak przed laty.

Nawiąż kontakt z własnym ciałem

Twoje ciało wyraża się przede wszystkim poprzez ruch. Jeśli boisz się albo z jakiegoś innego powodu unikasz ruchu – ciało utrwala napięcia, które z czasem przekształcają się w dotkliwe symptomy, na przykład napięciowe bóle głowy, ucisk w splocie słonecznym czy skurcze żołądka.

Każdy moment jest dobry, by stawać się coraz wrażliwszym na swoje ciało.

Wystarczy uważnie go słuchać; zwykle jednak jesteś tak zasłuchany w to, co masz w głowie, że je lekceważysz. Ilekroć wystąpi konflikt między umysłem i ciałem, prawie zawsze to właśnie ciało ma rację, bo jest naturalne, a umysł został uwarunkowany społecznie. Ciało należy do niezgłębionej natury, umysł do społeczeństwa. Ciało jest głęboko zakorzenione w istnieniu, umysł ślizga się jedynie po powierzchni.

Stres od zawsze kojarzy nam się z napięciem, a jeśli napięcie, to trzeba się rozluźnić... Jednak w dzisiejszych czasach często to już nie działa. Kiedy brałam udział w sesjach łączonych, na których razem z terapeutą manualnym pracowaliśmy z pacjentem, nierzadko okazywało się, że wiele osób odczuwa lęk przed rozluźnieniem. Do gabinetu trafiali też tacy, którzy bali się położyć na wznak na stole do masażu. Zapytani, o co chodzi, najczęściej tłumaczyli się zawrotami głowy albo niechęcią do leżenia na plecach. Niektórzy mówili wprost, że obawiają się rozluźnienia, bo kojarzy im się ze słabością w ciele. Pamiętam pacjentkę, którą następnego dnia po sesji miała czekać sprawa rozwodowa. „Na sesję rozluźniającą przyjdę po rozwodzie, teraz muszę zebrać się w sobie, by mieć siłę walczyć” – tłumaczyła.

Przyjemnie jest być rozluźnionym, ale podświadomie znacznie częściej wybieramy spięcie. Ciała niektórych z nas w ogóle nie pamiętają doznania rozluźnienia. Stan napięcia daje poczucie działania, starania się. Rozluźnienie to bierność, wrażliwość i... otwarcie na zranienie. Wydaje ci się, że kiedy jesteś spięty, to kontrolujesz sytuację, a rozluźniony możesz coś przeoczyć, czegoś nie dopilnować... Na co dzień żyjesz w chaosie wielu spraw, które jak mocny wicher rozwiewają twój wewnętrzny spokój. Trudno zajrzeć do środka, kiedy każdą chwilę próbujesz wypełnić działaniem.

Gdy rozciągasz ciało do granicy bólu, w pewnym momencie zaczynasz czuć napięcie. Żeby poczuć rozluźnienie – musisz puścić.

Więcej dla poszukujących spokoju i życia bez stresu w książce "Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą". Polecamy! 

  1. Psychologia

Technika Uwalniania – sposób na trudne emocje i choroby psychosomatyczne

Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Badania dowodzą, że Technika Uwalniania, opracowana przez dr. n. med. Davida R. Hawkinsa, amerykańskiego psychiatrę, jest niezwykle skuteczniejsza w łagodzeniu fizjologicznych reakcji na stres. Dlatego warto o niej przypomnieć w czasach, które wielu osobom kojarzą się z silnym niepokojem.

Umysł, wraz z myślami, które tworzy, napędzany jest przez uczucia. Z kolei każde uczucie, które się u nas pojawia, generuje wiele tysięcy powiązanych z nim myśli. Tworzy to pewien mechanizm, który sam się napędza. Ponadto większość ludzi przez całe życie tłumi uczucia lub próbuje od nich uciec. Niestety, ta wyparta energia kumuluje się i szuka ujścia poprzez choroby psychosomatyczne, zaburzenia na poziomie fizycznym, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia zachowania i relacji osobistych. Skumulowane emocje blokują zarówno rozwój duchowy, jak i świadomość, a także powodzenie w wielu obszarach życia. Z pomocą może przyjść Technika Uwalniania.

Technika Uwalniania, która wykorzystuje „mechanizm poddania”, to praktyczna metoda usuwania przeszkód i przywiązań.

Jakie są korzyści stosowania Techniki Uwalniania?

Poziom fizyczny

Na tym poziomie technika działa na autonomiczny układ nerwowy, który często jest nadmierne stymulowany poprzez tłumione w ciele emocje. Pozbycie się tych stłumionych emocji odblokowuje m.in. akupunkturowy system energetyczny. Praktykując stale uwalnianie, odczuwa się coraz mniej zaburzeń fizycznych i psychosomatycznych, które często całkowicie znikają. Ciało, bardziej odprężone, zaczyna z powrotem optymalnie funkcjonować.

Poziom behawioralny

Gdy zmniejsza się niepokój i negatywne emocje, znika wówczas potrzeba, by od nich uciekać. Ucieczka przed emocjami przybiera bardzo różne formy. Zwykle są to nałogi (narkotyki, alkohol), rozrywka, nadmiernie długi sen. Rezygnując z tej ucieczki, odzyskujemy ogromne pokłady energii. Zwiększa się witalność, uważność, dobrostan, wydajność i bezwysiłkowe funkcjonowanie we wszystkich obszarach życia.

Relacje międzyludzkie

Kiedy trudne uczucia (które postrzegamy jako negatywne dla nas) zostaną uwolnione, wówczas podnosi się poziom uczuć pozytywnych (budujących). Skutkiem tego jest widoczna poprawa wszelkich relacji. Zwiększa się również nasza zdolność do kochania. Mamy mniej konfliktów z innymi, przez co poprawia się wydajność naszej pracy. Pozbycie się negatywnych blokad pozwala także na osiąganie zawodowych celów z dużo większą łatwością. Zanikają też zachowania oparte na poczuciu winy. Coraz mniej intelektualizujemy, a coraz bardziej korzystamy z intuicji. Skupieni na wewnętrznym dojrzewaniu i rozwoju osobistym często ujawniamy kreatywność i zdolności psychiczne, których się po sobie nie spodziewaliśmy. Niezwykle ważne jest to, że zmniejsza się poczucie bycia zależnym, tak zgubne we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Poziom świadomości /uważności /duchowości

Odpuszczenie negatywnych emocji sprawia, że doświadcza się stale rosnącego szczęścia, zadowolenia, spokoju i radości. Wzrasta uważność i doświadczanie w swoim wnętrzu jedności z Jaźnią.

Każdy może łagodnie realizować wszystkie te cele poprzez ciche uwalnianie i odpuszczanie w każdej chwili codziennego życia. Dla lepszego śledzenia postępów zaleca się jednak robienie notatek  na temat swoich osiągnięć. Po chwilowej ekscytacji łatwo popaść w „znudzenie” systematycznością tej techniki. Pojawia się wtedy typowy opór i przekonanie, że „to nie działa”.

Jak praktykuje się Technikę Uwalniania krok po kroku?

  • Uświadom sobie dane uczucie, pozwól mu się w pełni ukazać i pozostań z nim w kontakcie. Pozwól sobie na odczuwanie.
  • Nic w nim nie zmieniaj – pozwól, aby swobodnie płynęło. To oznacza, że wyrażasz zgodę na to, że to czujesz, bez oceniania, opierania się, bez obawiania się tego uczucia, potępiania siebie za nie. Skupiasz się na uwolnieniu ukrytej za tym energii. Oznacza to porzucenie osądów i zdanie sobie sprawy, że to tylko uczucie.
  • Jesteś obecna / obecny z tym uczuciem i odpuszczasz wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania. Uczucie, któremu się nie opieramy, zniknie, gdy tylko wyczerpie się energia, która je napędza.
  • Kiedy uwolnienie następuje, natychmiast odczuwamy lekkość i szczęście.
Ważne: podczas uwalniania ignorujemy wszelkie myśli. Skupiamy się na samym uczuciu, a nie na myślach, które mu towarzyszą. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i generują kolejne. Myśli są racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Jeśli całkowicie uwolnimy i odpuścimy dane uczucie, zazwyczaj wszystkie myśli, które były z nim powiązane całkowicie znikają. (źródło: strona informacyjna Wyd. Virgo „Technika Uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości” Davida R. Hawkinsa).

Więcej na temat Techniki Uwalniania Davida R. Hawkinsa w wywiadzie („Droga do wolności”) z Joanną Heidtman, socjolożką i psycholożką :

  1. Zdrowie

Psychosomatyka - wsłuchaj się w swój organizm

Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. (Fot. iStock)
Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. (Fot. iStock)
Czym jest choroba? Problemem? Usterką? A może wiadomością od kochającego ciała? Masz prawo wybrać, w co wierzysz... Masz też wszystko, czego potrzeba, by współpracować ze swoim ciałem. Czy jesteś gotów uznać je za najlepszego przyjaciela, gdy woła „dość!”? Odczytać wiadomość, którą poprzez ból czy inny objaw chce ci przekazać?

Tego rodzaju opracowań jest więcej. Wystarczy wspomnieć „Wpływ emocji na zdrowie” Debbie Shapiro oraz „Twoje ciało mówi: pokochaj siebie” Lise Bourbeau. A przecież mamy też Totalną Biologię, Biologikę, medycynę chińską czy germańską. Interpretacje w poszczególnych systemach mogą się różnić, ale założenie jest to samo: ciało ma ci coś ważnego do powiedzenia. Szepce, prosi, w końcu krzyczy... Zamiast złościć się, że słabe, niedoskonałe – uszanuj jego potrzeby. Jak reagujesz na sygnały płynące z ciała? Czy przeziębienie znaczy dla ciebie „Za lekko się ubrałem”, „To przez ten deszcz”, a może dostrzegasz więcej? Według Louise Hay, autorki przełomowych poradników na temat wpływu na własne ciało, nazywanej „królową New Age’u”, przeziębienie niesie w sobie komunikat: „Zbyt wiele dzieje się naraz”. Oznacza psychiczny zamęt, drobne urazy. Znam wiele osób, które przy pojawieniu się każdej dolegliwości zaglądają do słynnych tabelek Hay (z jej książek „Możesz uzdrowić swoje życie” i „Możesz uzdrowić swoje ciało”). Jak to działa? Znajdujesz w wykazie alfabetycznym chorobę, sprawdzasz jej przyczynę emocjonalną lub mentalną, a obok masz podany nowy wzorzec myślowy, pomagający wprowadzić stosowne zmiany (dla przeziębienia brzmi on: „Pozwalam umysłowi odpocząć i zaznać spokoju. Jasność i harmonia są we mnie i wokół mnie”).

Naturopatka, którą odwiedzam od lat, zwykła powtarzać: „Nie pozbędziemy się tej dolegliwości, dopóki nie dowiemy się, jaka emocja za nią stoi”. Owszem, można stosować doraźne remedia, wyciszyć objawy, ale posłaniec, którego nie zrozumiemy, będzie wracał. W książce „Wsłuchaj się w swoje ciało” (wyd. KOS) Lise Bourbeau, założycielka największej szkoły rozwoju duchowego w Quebecu, podaje przykład sąsiada, który puka w nocy do drzwi, żeby powiedzieć ci, że nie wyłączyłeś świateł w samochodzie. Wie, że potrzebujesz auta na dojazd do pracy, dlatego zależy mu na przekazaniu informacji. Jeżeli zignorujesz jego pukanie, wróci – z nadzieją, że wreszcie cię obudzi. Nie chce ci dokuczyć, po prostu lubi cię i chce pomóc. Możesz nie reagować, tyle że wtedy prawdopodobnie akumulator samochodu się wyładuje... Może więc lepiej wstać, odebrać wiadomość, podziękować i zająć się sprawą?

Być w kontakcie

Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. Jednocześnie coraz więcej mówi się o chorobach psychosomatycznych i wpływie stresu na zdrowie. Tak, ciało reaguje nieustannie na nasze przekonania, emocje, stany. Jeśli więc utkniemy w pewnych wzorcach myślowych albo będziemy wypierać niechcianą emocję, wcześniej czy później znajdzie to odbicie w ciele. Tak naprawdę wszyscy mamy tego mniejszą lub większą świadomość. Mówimy: „W tej pracy nabawiłem się wrzodów”, „Nie trawię tego zachowania” albo „Jeśli czegoś nie zmienię, dostanę zawału”. Nauczycielka duchowa Debbie Shapiro w książce „Wpływ emocji na zdrowie” przypomina na tę okoliczność scenę z filmu „Manhattan” Woody’ego Allena. Gdy dziewczyna głównego bohatera oznajmia, że porzuca go dla innego mężczyzny, ten wydaje się spokojny. Ale to tylko pozory. „Nie złoszczę się – tłumaczy – zamiast tego hoduję sobie guzy”.

„Twoje fizyczne ciało jest najcudowniejszą maszyną, jaka istnieje na tym świecie” – twierdzi Lise Bourbeau. Kanadyjka nie ma też wątpliwości, że (choć może się to wydawać trudne do przyjęcia) to my prowokujemy nasze choroby i wypadki. To sposób wewnętrznej komunikacji. Weźmy ból kolana – zdaniem Bourbeau (ale też Hay i Shapiro) oznacza on, że jesteś mało elastyczny, zbyt uparty. „To, jak ważne są kolana, uświadamia nam pozycja klęcząca” – pisze Debbie Shapiro. „Klękamy na znak poddania – zwykle jakiejś władzy zwierzchniej. Zginając nogi w kolanach, możemy się pochylić, poddać, pokłonić, dać coś komuś lub oddać mu pole, a także okazać pokorę”. Dolegliwości gardła w większości opisów łączone są z zablokowaną ekspresją (również twórczą). Ze zdławioną złością. Prawdopodobnie coś domaga się wypowiedzenia... To zaproszenie do pełniejszego wyrażania swojego „ja”. Inne opisy i diagnozy wydają się równie logiczne: bóle pleców wskazują na nadmierną odpowiedzialność i nieprzyjmowanie wsparcia, choroby jelit – na lęk przed porzuceniem tego, co stare i niepotrzebne, a wypadki – na poczucie winy (nie możesz sobie czegoś wybaczyć i wymierzasz sobie karę). Jednocześnie warto pamiętać, że to tylko niezobowiązujące podpowiedzi i nie należy traktować ich zbyt ortodoksyjnie. Każde ciało jest jedyne, niepowtarzalne. Znam przypadek osoby z niedosłuchem, która wciąż atakowana była przez „życzliwych” pytaniem „Czego nie chcesz usłyszeć?”. To niekoniecznie pomaga...

Kluczowe jest, by zwrócić uwagę na ostrzeżenie. Coś boli, kurczy się, ciąży? Twoje ciało mówi, że jakaś postawa, którą przyjąłeś, nie jest dla ciebie korzystna. Że nie poruszasz się zgodnie z nurtem życia. Czy wiesz, że większość przekonań, na których się opieramy, sięga czasów wczesnego dzieciństwa? A to bardzo przestarzały program operacyjny... Nic dziwnego, że ciało upomina się: zmień, uaktualnij, to nie działa! Sęk w tym, że niektóre przekonania stają się naszymi wartościami i zasadami, a wtedy naprawdę trudno dostrzec, jak bardzo nas ograniczają. Zaczynamy łączyć je z koncepcjami dobra i zła, zapominając, że to, co nazywamy naszą wewnętrzną prawdą, ma prawo podczas rozwoju ewoluować. „Gdy pojęcia dobra i zła są mocno zakorzenione, stajesz się zaskorupiały i sztywny wobec samego siebie i innych” – ostrzega Lise Bourbeau. „Przechodzą ci koło nosa wspaniałe okazje, chwile, dzięki którym mógłbyś stać się szczęśliwszy. Tak bardzo zajęty jesteś krytykowaniem innych, że nie widzisz, co dzieje się w twoim własnym życiu, co mógłbyś uczynić dla siebie samego”.

Stać się całością

Co zatem możesz zrobić? Usiądź i jak proponuje Lise Bourbeau – wypisz na kartce wszystkie dolegliwości, jakie ci doskwierają. Podziękuj za przekazane wiadomości i poproś nadświadomość, by pomogła ci odszyfrować ich znaczenie. Możesz zajrzeć do opisów dolegliwości w dostępnych źródłach, wynotowując to, co wydaje ci się istotne. A potem odpowiedz sobie na pytania:
  1. Jakie określenia najlepiej opisują stan, w jakim jestem i jak czuję się w tym stanie?
To pierwsza warstwa problemu – blokada fizyczna.
  1. a. Co uniemożliwia mi moja dolegliwość? (szukamy zablokowanych pragnień) b. Kim w związku z tym nie mogę być w życiu?
Odpowiedzi na te pytania pomagają – według kanadyjskiej terapeutki – zidentyfikować blokadę emocjonalną.
  1. Gdybym pozwolił sobie na bycie w życiu… (odpowiedź na pytanie 2b), co mogłoby mi się przydarzyć nieprzyjemnego i niepożądanego i jak oceniliby mnie inni?
Na tym etapie docieramy do blokady mentalnej, czyli przekonania, które blokuje twoje pragnienia i uniemożliwia ich realizację.

Zwróć uwagę na pytanie 2a. Jeśli dokładnie określisz, co uniemożliwia ci twoja dolegliwość, dużo łatwiej będzie ci znaleźć jej głęboką przyczynę – podkreśla Lise Bourbeau. I podaje przykład kobiety, która zgłosiła się do niej z zapaleniem ścięgna w prawym ramieniu. Oznajmiła, że ból uniemożliwia jej grę w tenisa (choć przeszkadzał jej niewątpliwie również przy innych, dużo ważniejszych, czynnościach). Terapeutka poszła tym tropem i spytała pacjentkę, co skłoniło ją do zapisania się na lekcje tenisa. Okazało się, że pacjentce zależało na znalezieniu rozrywki – brała życie zbyt serio. Jednak po jakimś czasie koleżanki z klubu namówiły ją na cotygodniowe rozgrywki. Partnerka od dubla czyniła jej uwagi – rozrywka zamieniła się w poważną rywalizację... Gdyby nie kontuzja, pewnie kobiecie trudno byłoby zaprotestować, może nawet nie zauważyłaby, że sprawy przyjęły niepożądany obrót. Jak widać, dolegliwości nie muszą sugerować, że mamy się z czegoś wycofać. Raczej, że coś przegapiliśmy, że wymagana jest zmiana podejścia.

Odpowiedz więc uczciwie na pytania i sprawdź, co przyczyniło się do zakłócenia równowagi. Bądź dla siebie łagodny. Wybacz sobie. Uwierzyłeś w coś, co do tej pory nie pozwoliło ci być w pełni sobą. Miałeś swoje powody. Nawiąż kontakt ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem – sugeruje Bourbeau. Tym, które – wskutek trudnych doświadczeń, cierpienia – wyrobiło sobie jakąś opinię na temat otaczającego go świata. Czy to przekonanie wciąż jest silne? Czy jesteś gotów pożegnać je i zacząć ujawniać swoje pragnienia? Nie oznacza to, że – docierając do tego miejsca – masz rezygnować z opieki lekarskiej. Dobrze jednak mieć świadomość tego, czym jest pełne uzdrowienie. To coś więcej niż przywrócenie prawidłowej funkcji jakiegoś narządu lub części ciała. „Według definicji przyjętej przez Światową Organizację Zdrowia, zdrowie to całkowity fizyczny, umysłowy i społeczny dobrostan” – przypomina Debbie Shapiro. Jej zdaniem uzdrowienie oznacza, że mamy wyjść poza schematyczne podziały na dobro oraz zło i na nowo stać się całością. „Musimy spowodować, by to wszystko, co dotychczas ignorowaliśmy, czemu zaprzeczaliśmy, co odpychaliśmy od siebie lub czego chcieliśmy się pozbyć, stało się częścią nas – musimy objąć to świadomością i sercem, włączyć w swoje życie. Na tym właśnie polega proces uzdrawiania”.

Co mówi ból?

Według Louise Hay każdy ból jest oznaką winy. „Wina zawsze szuka ukarania, a kara powoduje ból. Chroniczny ból wywodzi się z chronicznego poczucia winy, często zalegającego tak głęboko, że nawet nie jesteśmy tego świadomi” – pisze. Zgodnie z tym podejściem:
  • bóle głowy są spowodowane umniejszaniem własnej wartości. „Przy następnym bólu głowy zastanów się, za co się obwiniasz” – radzi Hay. „Wybacz sobie, pozwól temu odejść, a ból głowy rozpłynie się w nicości, z której przybył”;
  • bóle zatok odczuwane w okolicach czoła i nosa świadczą o tym, że irytuje cię ktoś w twoim otoczeniu, ktoś bliski. „Możesz nawet odczuwać, że cię przytłacza” – dodaje Hay.
  • ból gardła to zawsze złość. Jeśli jest połączony z przeziębieniem, zazwyczaj oznacza to zagubienie. Zapalenia krtani to oznaka, że jesteśmy tak źli, że nie możemy mówić.
Zdaniem Hay także wypadki, które nam się przydarzają, nie są wypadkami, a konsekwencją psychicznych wzorców. Wskazują na frustrację z powodu tego, że nie możemy wypowiedzieć swojego zdania, a także są przejawem buntu wobec autorytetów. „Jesteśmy tak wściekli, że chcemy bić ludzi. Zamiast tego uderzamy w siebie” – pisze Hay. Autorka zastrzega, że nie każda z tych interpretacji jest w stu procentach trafna w odniesieniu do każdego człowieka, ale może być punktem wyjścia do rozpoczęcia poszukiwania przyczyny dolegliwości.

Ćwiczenia na pogłębianie znajomości ciała

Przez tydzień obserwuj, jak różne sytuacje, myśli i uczucia wpływają na twoje ciało na poziomie somatycznym. Postaraj się uchwycić doznania cielesne, które pojawiają się, gdy jesteś poirytowany lub sfrustrowany. Możesz je notować.
  • Co się dzieje z twoimi ramionami, kręgosłupem, żołądkiem, gdy utkniesz w korku, klient spóźnia się na spotkanie lub dzieci nie dają ci spokojnie z kimś porozmawiać?
  • Co się dzieje z twoim ciałem, gdy niepokoisz się o coś lub czegoś się boisz – na przykład w sytuacji, gdy twoje dziecko długo nie wraca do domu, przed publicznym wystąpieniem albo gdy czekasz na wyniki badań bliskiej osoby? Jakie objawy zauważasz? Czy czujesz ból żołądka, gdy myślisz o przyszłości? A może ból w nogach?
  • Gdy szef lub partner robią ci awanturę, jak reagują twoje serce, głowa, trzewia? Czy ból głowy pojawia się, ponieważ ktoś na ciebie krzyczy, czy dlatego, że przestajesz czuć się bezpiecznie lub złości cię to?
  • Jak sobie radzisz ze złością i podobnymi emocjami? Wyrażasz je czy tłumisz w sobie, pozwalając, by gromadziły się w jakimś miejscu w ciele? Może zaciskasz zęby lub napinasz mięśnie albo dostajesz obstrukcji?
Pomyśl też o chorobach, które dotychczas przeszedłeś lub o wypadkach, którym uległeś. Zastanów się, z jakimi częściami ciała bądź narządami były one związane. Może zawsze miałeś żołądek zawiązany na supeł, cierpiałeś na uporczywe bóle głowy, odnosiłeś obrażenia po tej samej stronie ciała? Obserwuj siebie, swoje reakcje, ciało. Stopniowo zaczniesz dostrzegać, jak ściśle powiązane są ze sobą wszystkie aspekty twojego jestestwa – ciało, psychika i emocje.

Źródło: Debbie Shapiro „Wpływ emocji na zdrowie”, wyd. Klub dla Ciebie.