1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Autoterapia na wypadek wystąpienia ataku paniki

Autoterapia na wypadek wystąpienia ataku paniki

Atak paniki to pierwszy znak, że w twoim życiu jest zbyt dużo stresu. Choć wydaje się przerażający, nie jest niebezpieczny, a lęk, że za chwilę stanie się coś złego, to tylko wyobraźnia. (Fot. iStock)
Większość pacjentów, których problem stanowi lęk przed lękiem, jest w stanie koncentrować się wyłącznie na tym, jak przerwać atak paniki. Tymczasem bardzo wiele można zrobić, by zminimalizować szansę kolejnego – pisze Ewa Klepacka-Gryz.

Marta zadzwoniła i poprosiła o jak najszybszy termin sesji. Powiedziała, że ma komplet badań lekarskich, teraz jeszcze wizyta u mnie, a jeśli to nie pomoże – to już tylko psychiatra. Wszystkie informacje wyrecytowała na jednym wdechu, a kiedy skończyła, sapała jak po przebiegnięciu maratonu. „Źle oddycha – pomyślałam – może chodzić o lęk”. To żadna eureka, większość pacjentów zmaga się z lękiem, już sama wizyta u terapeuty może budzić niepokój. Ważne jest, żeby pierwsza sesja nie miała jedynie na celu obniżenie poziomu lęku. Na szczęście najbliższy wolny termin miałam dopiero za dwa tygodnie, liczyłam, że przez ten czas problem Marty lepiej się skrystalizuje.

Krok 1. Okazuje się, że atak paniki można mieć na zawołanie

Marta już w progu wysapała: – Nikt nie wie, co mi jest. – Biegłaś po schodach? – Nie, ale ostatnio ciągle mam zadyszki. – Dlaczego nie skorzystałaś z windy? – A co, gdybym się źle poczuła? – Z jakim problemem do mnie przyszłaś? – Nikt nie wie, co mi jest – powtórzyła.  – Sądzisz, że możesz mi pomóc? – kiedy słyszę to pytanie i widzę błagalny wzrok pacjentki, wiem, że przed nami ciężka praca. Marta wyraźnie szuka „uzdrowiciela” swojego problemu na zewnątrz. Musiałam ją skierować do wnętrza, a to nigdy nie jest łatwe. – Powiedz jednym zdaniem, na czym polega twój problem. – Dwa miesiące temu miałam atak paniki, przynajmniej tak to nazwała moja lekarka. – A ty jak to nazwałaś? – Myślałam, że umieram, ale nie jestem w stanie o tym mówić, bo od razu się wkręcam.

Oczywiste stało się dla mnie, że mamy do czynienia z lękiem przed lękiem, co oznacza, że gorzej być nie może. W zasadzie powinnam powiedzieć Marcie, że to nie jest temat na Terapię Jednego Spotkania, lęk zawsze wymaga dłuższej pracy. Mimo to spytałam: – Jak się czujesz w tej chwili? – Od tamtej pory to już nie wróciło i czuję się dobrze, ale na samą myśl, że znowu może zaatakować, miękną mi nogi. – Nie chcesz o tym mówić, ale ciągle o tym myślisz. – To od myślenia też to może wrócić? O nie, tylko nie to…

Marta zaczęła szybciej oddychać i zaciskać pięści na oparciu fotela, głowę odchyliła do tyłu. Przyniosłam jej papierową torebkę, siadłam obok i poprosiłam, żeby spokojnie do niej oddychała. Po kilku minutach uspokoiła się. – O matko, co to było? – Na skutek hiperwentylacji wywołałaś atak paniki.

Wyjaśniłam jej, że w konsekwencji przyspieszonego i pogłębionego oddychania dochodzi do obniżenia poziomu dwutlenku węgla we krwi, co prowadzi do wzrostu pH krwi, a w dalszej kolejności do niedotlenienia organizmu. To uruchamia drżenie mięśni, powodujeprzyspieszony rytm serca, zawroty głowy, zaburzenia widzenia, ucisk w klatce piersiowej i wiele innych, czyli typowe objawy ataku paniki. Jeśli pojawią się po raz pierwszy, człowiek rzeczywiście ma poczucie, że umiera. Nie rozumie, co się z nim dzieje, udaje się do lekarza, który zleca badania. Wyniki najczęściej nie odbiegają od normy, pacjent dostaje diagnozę, że to na pewno stres, więc ma się nie denerwować, mniej pracować, zażywać więcej ruchu i się nie przejmować.

Problem polega na tym, że hiperwentylacja staje się z czasem nawykowym sposobem oddychania, czego konsekwencją jest stałe napięcie w ciele, zawroty i bóle głowy, drżenia i mrowienia, zimne dłonie i stopy – i robi się błędne koło. – Czy to znaczy, że lekarstwem dla mnie jest papierowa torebka? – Ona jedynie pozwala uspokoić oddech – powiedziałam. Zaproponowałam, żebyśmy porozmawiały o tym, co się dzieje z Martą od momentu ataku paniki. – Gdybym wtedy miała torebkę, to dziś pewnie bym się tym nie zajmowała. – Bardziej chodzi mi o twój ogólny poziom lęku.

Marta się obruszyła. Lęk? Co za bzdura! Zaczęła tłumczyć, że zawsze śmiała się z ludzi, którzy z powodu migreny odwoływali ważne spotkania. Ona się ze sobą nie pieści, jest perfekcyjna, dokładnie wszystko planuje, szef ją docenia, przed nią kolejny awans… – Wszystko się świetnie układało, aż do dnia, kiedy… nie chcę o tym mówić, chcę, żeby to się nie powtórzyło. Od dziś będę mieć zawsze przy sobie papierową torebkę – szybko skończyła. – Możesz też oddychać do dłoni złożonych w łódkę – pokazałam, jak je ułożyć. – No nieźle, ciekawe, dlaczego żaden z lekarzy nie wpadł na ten pomysł? – Czy czegoś jeszcze potrzebujesz? – spytałam, bo wiem, że praca z lękiem wymaga ostrożności i powolnego tempa, adekwatnego do gotowości pacjenta. Pierwszy etap to danie człowiekowi jakiegoś najprostszego narzędzia do szybkiego opanowania ataku paniki. Bo silny lęk uniemożliwia jakąkolwiek pracę.

– Mamy jeszcze sporo czasu, więc możemy popracować. Tylko powiedz, czego potrzebujesz – poprosiłam.

Krok 2. Próbujemy wyciszyć lęk przed lękiem

– Czy dużo ludzi trafia do ciebie z tym, co ja? – pyta po kilku minutach Marta. – Każdemu przytrafiają się ataki paniki, ważne jest, co się potem z tym zrobi.

Widzę, że temat jest dla Marty tak zagrażający, że trudno jej zrozumieć, o czym mówię. – To nie atak paniki jest twoim problemem, ale lęk, że wydarzyło się coś, czego nie mogłaś przewidzieć ani skontrolować i na dodatek nie masz pewności, czy to się nie powtórzy – mówię. – Dokładnie tak – kiwa głową.

Proponuję, że opowiem jej o lęku i proszę, żeby robiła notatki, tłumacząc, że to pomoże jej zachować spokój. – Poczujesz się tak, jakbyś siedziała na wykładzie na temat lęku, no i w przyszłości w każdej chwili będziesz mogła wrócić do tych notatek – mówię. Mam świadomość, że w ten sposób umacniam Martę w byciu „w głowie” zamiast w ciele, ale czuję, że to w tym momencie najlepszy dla niej sposób na oswojenie lęku.

Straszenie nas to jedno z podstawowych zadań naszego mózgu, w końcu ma zapewnić nam przetrwanie, czyli szybko wykryć potencjalne zagrożenie, którym może być każda nieznana sytuacja. Mózg analizuje wszystkie nowe bodźce z uwagą i nieufnością – i jest w ciągłej gotowości do uruchomienia reakcji alarmowej. – Czyli nieomal miałam zawał w metrze, bo mój mózg ześwirował? – pyta Marta. – Twój mózg zareagował adekwatnie; być może zaniepokoił go jakiś szczególny dźwięk, zapach albo widok, a może, i to jest najbardziej prawdopodobne, od jakiegoś czasu napięcie kumulowało się w twoim ciele i jakiś mechanizm spustowy uruchomił reakcję paniki.

– Na przykład jaki? – Myślę, że mogła to być hiperwentylacja. Może rano wypiłaś za mocną kawę, źle spałaś w nocy, a w wagonie było duszno, zaczęłaś szybciej i głębiej oddychać… – podsuwam możliwe przyczyny.

– Przypominam sobie, że miałam wrażenie zaciskania się klatki piersiowej, próbowałam nabrać więcej powietrza, potem poczułam mrowienie ust i języka. Ręce mi zlodowaciały, do tego pojawiło się mrowienie palców. Najpierw myślałam, że to zawał, potem, że raczej wylew – tłumaczy Marta. – Chciałabym, żebyś zrozumiała, co tak naprawdę wydarza się w momencie ataku paniki i zaufała swojemu ciału. – Trudno w to uwierzyć, skoro dzieje się z tobą coś tak strasznego. – Atak paniki, choć wydaje się przerażający, nie jest niebezpieczny. Z badań wynika, że zdrowe serce może pracować w tempie 200 uderzeń na minutę przez wiele dni, a nawet tygodni. Wzmożone napięcie mięśni szyi i klatki piersiowej zmniejsza wydolność oddechową, ale płuca nadal są wydolne. Zawroty głowy i obawa przed zemdleniem uruchamiają pierwotny lęk przed upadkiem, ale właściwie nie zdarza się, by ktoś upadł w trakcie ataku paniki. Lęk, że za chwilę stanie się coś złego, to tylko wyobraźnia. – Co jeszcze mogę zrobić, oprócz oddychania do torebki? – Przestać się bać, że atak się powtórzy. – A dasz mi gwarancję, że tak się nie stanie? – To zależy od ciebie, a nie ode mnie.

Krok 3. Uczymy się, jak zmienić życie, by w miejsce lęku pojawiły się radość i odprężenie

Proszę, żeby Marta opowiedziała mi, jak wyglądało jej życie dwa, trzy miesiące przed pierwszym atakiem. Twierdzi, że tak jak przez ostatnie kilka lat: dużo pracy, mało odpoczynku, niewiele aktywności ruchowej, szybkie tempo życia, czyli normalka współczesnego trzydziestoparolatka. – Moi znajomi mają wrzody żołądka, drażliwe jelito, Hashimoto, insulinooporność, ale nie dostają zawału w metrze – mówi z wyrzutem. – Nie miałaś zawału. To było właśnie ostrzeżenie przed tymi wszystkimi chorobami, na które ty również możesz zachorować, jeśli nie zmienisz stylu życia. – Chcesz mnie przestraszyć? – Choroby autoimmunologiczne biorą się ze stresu, a atak paniki to pierwszy znak, że w twoim życiu jest go zbyt dużo.

– Chcesz mi powiedzieć, że moje ciało się o mnie troszczy i mnie ostrzega? – pyta nieco ironicznie. – A jak ty sądzisz? – Może masz racje, tak się wystraszyłam, że przebadałam się tak dokładnie jak nigdy dotąd. – I? – No niby wszystko jest w porządku. – To świetnie, ale jeśli nie zwolnisz tempa, być może kolejny atak paniki ci się nie przytrafi, ale niedoczynność tarczycy albo nadciśnienie – owszem. Czy jesteś w stanie wyciągnąć wnioski z tego, co ci się przydarzyło? – Mam się zwolnić z pracy? – Masz zacząć słuchać swojego ciała: zauważać, kiedy jest głodne, zmęczone albo potrzebuje ruchu. Obserwować swój oddech, żeby zauważyć, kiedy przyspiesza i się pogłębia. – Jak mam się tego nauczyć?

Proszę, żeby Marta usiadła wygodnie, jedną dłoń położyła na klatce piersiowej, a drugą na brzuchu i oddychała swoim rytmem. Ustalamy, że oddycha głównie klatką piersiową. – A co z twoim brzuchem? Tam oddech prawie w ogóle nie dochodzi, twój brzuch jest martwy. Spróbuj oddychać tak, żeby przy wdechu brzuch robił się wypukły, a przy wydechu wklęsły – tłumaczy.

Początkowo Marta ma z tym problem. Zresztą jak większość kobiet w naszej kulturze, w której od dzieciństwa jesteśmy uczone wciągać brzuch. Pokazuję jej kilka ćwiczeń na puszczenie brzucha. Potem zdmuchujemy świeczkę i robimy bąbelki przy użyciu słomki do picia, żeby pogłębić wydech, co zapobiega hiperwentylacji. Marta jest coraz bardziej zrelaksowana. Wybucha śmiechem, aż jej się brzuch trzęsie, co jest doskonałym ćwiczeniem dla przepony, która w stresie jest podciągnięta do góry, co blokuje swobodne oddychanie.

– Co teraz? – pyta i widzę, że świetnie się bawi. – Musisz skoncentrować się na przyjemnościach i optymistycznym myśleniu, żeby wytworzyć w mózgu nowe, nielękowe ścieżki. – O matko, co to znaczy?

Mózg jest nawykowcem i działa na zasadzie automatyzmu, czyli uruchamia najczęściej używane połączenia, co oznacza, że w podobnych sytuacjach działa tak jak zwykle. Jeśli po ataku paniki unikasz sytuacji, w której wystąpił atak, np. przestajesz jeździć metrem i ciągle myślisz o tym, czy i kiedy dopadnie cię kolejny – mózg jest nieustająco w trybie gotowości. Wzmożone napięcie lękowe sprawia, że gorzej śpisz, odczuwasz sztywność w ciele, twój puls jest szybszy niż zwykle – jakby cały organizm szykował się do walki albo ucieczki. W takim stanie każdy bodziec może wyzwolić atak paniki.

– Musisz koncentrować się na pozytywnych aspektach życia, czyli wytworzyć nowe nawyki, by nauczyć twój mózg wychodzenia ze stanu zagrożenia. Opisz w dziesięciu zdaniach, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś przestała koncentrować się na lęku przed lękiem. Co miałabyś ochotę zrobić? Co sprawiłoby ci największą przyjemność? Myśl o tym przed zaśnięciem i po obudzeniu.

Krok 4. Marta dowiaduje się, że ma w sobie zarówno „straszyciela”, jak i „uspokajacza”

Sesja dobiega końca, a ja czuję, że brakuje tu kropki nad „i”, czegoś, co domknęłoby naszą pracę, która, niestety, ograniczała się głównie do intelektualnych rozważań. Miałam świadomość, że Marta odprężyła się, a w stanie spokoju uwierzyła w moje zapewnienia, że wszystko w jej rękach, a atak paniki nie jest niebezpieczny. Ale wiedziałam też, że jeśli wróci do swojego zwyczajowego stylu życia, nie zmieni sposobu oddychania, nie zadba o regularny dialog z ciałem – kolejny atak przerazi ją równie silnie jak pierwszy.

Umówiłyśmy się, że opracuję dla niej scenariusz autoterapii lęku, jeśli tylko obieca, że będzie go realizować. Na pożegnanie przytuliłyśmy się, powiedziałam jej, że wszystko będzie dobrze.

– Jak to cudownie usłyszeć takie słowa. Jaka szkoda, że w moim życiu nie ma kogoś, kto by mi je powtarzał. – Ależ jest, w twoim wnętrzu! Taki osobisty „uspokajacz”, który potrafi zwyciężyć twojego osobistego „straszyciela”. Jeśli będziesz regularnie obserwować oddech, puszczać brzuch, codziennie z czułością i miłością namydlać w kąpieli każdy kawałek ciała, pewnego dnia go usłyszysz. – Obiecujesz?

– Obiecuję.

Autoterapia na wypadek wystąpienia ataku paniki

  • Pomyśl, że to, co się z tobą dzieje, nie będzie trwało wiecznie. Lęk osiąga maksymalne natężenie po 10, 15 minutach, a następnie się zmniejsza. Jeśli czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz, to znak, że za chwilę objawy będą się wyciszać.
  • Pamiętaj, że możesz poprosić o pomoc: zadzwonić do kogoś zaufanego i opowiedzieć, co się z tobą dzieje. Ważne, żeby to był ktoś, kto dodatkowo cię nie przestraszy. Jeśli jesteś w tramwaju albo innym zamkniętym pomieszczeniu, podejdź do kogoś i powiedz, że źle się czujesz. Jeśli takie ataki już ci się zdarzały, noś przy sobie butelkę z wodą, gumę do życia albo cukierki miętowe. Łyk wody czy miętowy smak w ustach pomogą ci uspokoić oddech.
  • W wypadku hiperwentylacji możesz oddychać do dłoni złożonej w łódkę albo przynajmniej postarać się zmniejszyć ilość i głębokość wdechów i wydłużać oddech.
  • Zamiast czekać na to, jaki jeszcze objaw pojawi się w twoim ciele, w myślach nazywaj to, co się z tobą dzieje, np. „Trzęsą mi się ręce. Wali mi serce. Boję się”. Taki wewnętrzny dialog pomoże ci się uspokoić.
  • Kiedy atak już minie, spróbuj opracować swój scenariusz radzenia sobie z lękiem.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze