1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wizerunek potrzebny od zaraz

Wizerunek potrzebny od zaraz

123rf.com
123rf.com
Image, portret, postrzeganie... Jeśli chcesz pełnić określoną rolę – zadbaj o odpowiedni wizerunek. Od zaraz. A czy konwencja oznacza unifikację? Jak nie oszukiwać siebie? Czytaj dalej!

Oto syndrom starego swetra – tego szarego, ukochanego, jeszcze z liceum. Bronimy go jak niepodległości, no bo czemu zdejmować z grzbietu, po co jakiś tam dress code i podobne formy ucisku wolności?

Tymczasem w świecie konsumpcji i marzeń o sukcesie – to właśnie garnitur otwiera drogę do niezależności. Znajomość dress code’u, dobry adres, odpowiedni gadżet – mogą więcej dać niż zabrać. Wrażenie, jakie robimy na innych, często decyduje o tym, czy zyskamy, czy stracimy, czego będziemy mogli dokonać. Jak mieć na nie wpływ?

Sweter w koszu, cisza w necie

– Czy prezes dużej firmy może prowadzić blog poetycki albo dyskutować o seksie? – pytam Piotra Onikki-Górskiego, dyrektora kontaktów zewnętrznych Business Centre Club. – Zależy, czy pisze dobre wiersze. Jeśli to czysta liryka, może zajmować się i biznesem, i poezją – śmieje się. – Dziś wielu polityków, biznesmenów, przedsiębiorców na Twitterze czy Facebooku opowiada, że właśnie gotuje bigos, albo – jak minister Sikorski – pisze o książce swojej żony. Mój szef Marek Goliszewski nie ukrywa, że był kiedyś zapaśnikiem. Zdjęcia, na których siłuje się z Andrzejem Supronem, są w sieci. Myślisz sobie: „Równy gość”.

Kreowanie wizerunku w internecie jest bardzo skuteczne. Ale trzeba ostrożnie postępować z tym narzędziem. Siedzimy sami w domu przed ekranem komputera i mamy złudne poczucie intymności. Nie ulegajmy mu. To, co napiszemy, przeczytają wszyscy. Dlatego nie jest wskazane na przykład prowadzenie bloga o seksie czy o rozstaniu i wylewanie w nim pomyj na byłego partnera albo zbyt emocjonalne reagowanie na Facebooku.

– Wpis o małym członku byłego partnera może mieć znaczenie w… negocjacjach zawodowych – mówi Piotr Onikki-Górski. – Kiedy, powiedzmy, jakaś Ewa, prezeska firmy i autorka takiego wpisu, stara się o kredyt obrotowy w wysokości dwóch milionów złotych, to negocjator z banku, który siedzi po drugiej stronie stołu, usiłuje ją ocenić. Być może czytał jej wpis. Bo dziś, zanim ktokolwiek poważny siądzie do negocjacji (a dwa miliony możemy nazwać sprawą poważną), robi research. Informacji szuka nie tylko na stronach internetowych, ale także na ich kopiach. Monitoring mediów jest legalny i prowadzi go wiele firm. Polega na kopiowaniu wszystkiego, co pojawiło się w internecie i po chwili znikło. Zatem, może stać się tak, że Ewa pani prezes nie dostanie pieniędzy dla firmy, bo ujawniła się w sieci jako Ewa kobieta i zostanie uznana za osobę ulegającą emocjom, a więc niewiarygodną. Tymczasem bez tego kredytu jej firma upadnie i kilkadziesiąt osób straci pracę. Zanim więc cokolwiek napiszesz w internecie – zastanów się.

Poza House’a niewskazana

Zwłaszcza podczas rozmowy rekrutacyjnej. – Jeśli pójdziemy rozmawiać o pracy ubrani byle jak, z laptopem w jednej i hamburgerem w drugiej ręce, cudem będzie, jeśli ktoś się nami zainteresuje na tyle, żeby w ogóle wziąć pod uwagę naszą kandydaturę – mówi dr Tomasz Srebnicki, psychoterapeuta i prezes Centrum Psychoterapii Behawioralno-Poznawczej CBT. – A jeszcze większym cudem, gdy nas zatrudni. A jeśli już – to pewnie da nam wtedy jakąś ciemną kanciapę na końcu korytarza i zapewni dyskretną dostawę hamburgerów, żebyśmy nie włóczyli się po firmie i nie psuli jej wizerunku...

– Bo pracownik to nie tylko umiejętności – potwierdza Piotr Onikki-Górski. – Szefowa HR powinna wprawdzie umieć wyłowić genialnego House’a, nawet jeśli przyjdzie na rozmowę kwalifikacyjną w starym T-shircie i rzuci brzydkie słowo, ale potem postawi firmę na nogi. Jednak w 99 proc. przypadków człowiek, który zakłada na rozmowę kwalifikacyjną T-shirt, ma w nosie tę firmę i będzie traktował swoje obowiązki tak jak i przygotowanie do tej rozmowy. Gandhi powiedział, że nic nie zabiera tyle czasu, środków i wysiłku, jak to, żeby wyglądać naturalnie.

Jak zatem dochodzi się do naturalności, która jest w cenie i która wspiera nasz biznesowy sukces? – W zawodowym życiu mężczyzny są trzy etapy – mówi Piotr Onikki-Górski. – Pierwszy – to młodzieńcza abnegacja – czyli koszulka i trampki, swetry i dżinsy. Rzadko kto od razu lubi garnitur i czuje się w nim tak cudownie jak Barney z serialu „Jak poznałem waszą matkę”. On mógłby nawet na jogę chodzić w garniturze. Zwykle kochamy wygodę i zgrzytamy zębami, gdy musimy założyć marynarkę i spodnie z materiału. Ale to jest praca. Trzeba poznać dress code, tak jak poznajemy języki obce. Kiedy kończymy studia, idziemy z mamą kupić krawat na obronę pracy dyplomowej. Potem nosimy go cztery lata przy każdej okazji. Ale potem czas przejść w dorosłość.

Druga faza – to wbicie się w sztywny garnitur i źle zawiązane krawaty. Czas obserwowania i pracy nad tym, żeby mieć rzeczy odpowiednie do sytuacji. Nauka wiązania podwójnego węzła windsorskiego, dobierania krawatu do białej koszuli i do tej w kratkę. Dopiero kiedy zaczynamy czuć, że garnitur jest naszą drugą skórą, możemy przejść do trzeciego etapu. Umiemy już dobrać rzeczy na luzie: marynarka sztruksowa, koszula w kratkę, stalowe dżinsy, pasujące do rozmowy, do sytuacji i – do osoby je noszącej…

Snobizm — czy tak trzeba?

Kiedyś w redakcji koleżanka zwróciła mi uwagę: „jak ty się nie wstydzisz przychodzić do pracy w okularach kupionych na stacji benzynowej?!”. Przez dwa lata nie nosiłam ciemnych okularów, nie mogłam wydać na nie więcej niż 50 zł. A w zwykłych wstydziłam się chodzić… Czy markowe gadżety są konieczne do zbudowania wizerunku?

– Nie ma takiego przymusu, ale ja na przykład lubię markowe przedmioty – mówi Piotr Onikki-Górski. – Ten napis, logo… lubię tak sobie rzucić okulary, że niby wcale mi nie zależy. Sam się z siebie śmieję. Moja kuzynka, dyrektorka finansowa, gdy jeździ po jajka na bazar w Szczytnie, niedaleko którego ma domek letniskowy, to kupuje tam ciemne okulary. Nosi je potem na deptaku w Chamonix i nie ma kompleksów… Są jednak przedmioty, które zwyczajowo mają znaczenie. W kontaktach służbowych na posiedzeniach komisji używam piór markowych: Aurora lub Visconti. Są elementem stroju, mam je przypięte do marynarek odpowiednich garniturów. Ale notatki robię żelowym długopisem, za 3,50, który najlepiej pisze – Pilotem G2, nim pracuję całe dnie i noce.

– Przedmioty są oznakami statusu i sukcesu oraz siły i sprawstwa – dodaje dr Tomasz Srebnicki. – W przypadku ludzi sukcesu związanych z biznesem powinny świadczyć o cechach w ich profesji pożądanych, zgodnych ze stereotypowym obrazem. Epatować luksusowym zegarkiem biznesmen może, bo tak manifestuje swoją siłę. Ale profesor czy ekspert lepiej, gdy posiada rzeczy eleganckie, ale będące niewidocznym tłem do tego, co ma w głowie, co ma do powiedzenia. Niedobrze, gdy strój eksperta rzuca się w oczy, gdy ma widoczne logo, jest w krzykliwych kolorach. Ekspert nie powinien na spotkanie, konferencję, kurs jechać starym autem. Nawet, jeśli wydaje się mu, że to głupie wydawać fortunę na nowego saaba, albo gdy nawet ma zabawną teorię, która tłumaczy, czemu tego nie robi („nie muszę nadrabiać męskości”), prestiżowe auto jest mu potrzebne. To element spójnego obrazu jego roli społecznej.

– Dobrze, gdy wygląd eksperta zgadza się ze stereotypem osoby o tej profesji czy na tym stanowisku. Jeśli tak nie jest, to ludzie w jego obecności czują się zaniepokojeni – mówi dr Srebnicki. – Rodzi się w nich nieświadoma wątpliwość: „Czy jest tym, za kogo się podaje?”. Gdy podjeżdża pod miejsca szkoleń starym autem, kojarzy się z konserwatorem powierzchni płaskich, a nie prelegentem, który zapełni audytorium. I tak jego autorytet, zbuntowany przeciw zasadom, traci też na spolegliwości.

Zasady kreowania wizerunku w wypadku pozycji społecznej podpowiadają nam stereotypy. Można udawać, że się im nie podlega, ale wtedy inni myślą, że nie okazujemy im szacunku, że jesteśmy skupieni na sobie.

– Wielu ludzi ma potrzebę niezależności – mówi dr Srebnicki. – Ale, w końcu dochodzą do wniosku, że to, z czego oni się śmieją,  dla innych może być istotne. Tłem tego, co nazywamy kreowaniem wizerunku w pozycji społecznej, jest szacunek dla innych, zrozumienie, dlaczego to dla nich ważne.

Jak budować autorytet

– Świadome kreowanie wizerunku zaczyna się od pytania: „Jak chcę być postrzegany?” – mówi dr Srebnicki. – Na przykład nauczycielka najczęściej chce być autorytetem, kimś, komu należy się szacunek, kto jest też postrzegany jako osoba zdecydowana. Ale jeżeli założy rajstopy z lecącym oczkiem i będzie czuć od niej dym papierosowy, zrodzi to pewien dysonans. Takim wizerunkiem wysyłałaby uczniom sprzeczne komunikaty: „Jestem kimś niechlujnym, lekceważę zasady” – i drugi: „Macie mnie słuchać i naśladować, bo jestem tu autorytetem”.

Niektórzy nauczyciele myślą, że już z racji samej roli społecznej przysługuje im szacunek. A tak nie jest. Nawet Margaret Thatcher przeszła szkołę mówienia, akcentu, manier. Dzięki temu – jako kobieta z nizin – wydobyła się do high class.

Zamieszanie z wizerunkiem bierze się często stąd, że wychowano nas w przekonaniu: „Ważniejsze jest to, co człowiek sobą reprezentuje, niż to, jak wygląda”. To przeświadczenie wielu z nas prowadzi na manowce. Dlaczego?

– Jest bardzo mało ludzi ciekawych tego, co sobą naprawdę reprezentujemy – mówi dr Srebnicki. – Przyjaciele, psycholodzy może są tym zainteresowani. Reszta chce tylko najłatwiej i najszybciej załatwić z nami swoją sprawę. Nie zastanawiają się, co mamy w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu zobaczą niemodne, pogniecione ciuchy.

Miejsce na „ja” w konwencji

– Do tej pory chodzę z plecaczkiem, podobnie jak mój znajomy minister – mówi Piotr Onikki-Górski. – Nie możemy się odzwyczaić. Jeżdżę do pracy na rowerze. W pokoju mam szafę i przebieram się. Nie jestem wyjątkiem, mój teść, który w Finlandii jest sędzią, również dojeżdża do pracy rowerem. Można pogodzić pasję, bycie sobą i przestrzeganie dress code’u. To nie są ekstrawagancje. Konwencja nie oznacza unifikacji, tylko podpowiedź, jak się zachować w danej sytuacji. Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że to efekt działania społeczeństwa, które jednostkę tłamsi. Człowiek zawsze może odnaleźć w konwencji swoje miejsce, czasem na obrzeżach, a czasem w centrum. Zazwyczaj jednak wszyscy się mieścimy w jej granicach.

– Jeśli zawsze chodzę w dżinsach i swetrze, to zapewne znaczy, że forsuję samego siebie za wszelką cenę, a więc bardzo zależy mi na wizerunku, tyle że jestem w innym miejscu niż to, dla którego byłby typowy – stwierdza dr Tomasz Srebnicki. – Skupiony jestem na tym, co czyni mnie unikalnym: mój strój, mój sposób mówienia, moje gadżety. Wizerunek osoby oryginalnej zawsze czemuś służy, np. unikaniu konfrontacji z tym, że jest się samotnym, że poza oryginalnością niewiele się ma w życiu. Zmiana wizerunku oznaczałaby przyznanie się do tego, że jest się takim samym człowiekiem jak inni.

Ktoś, kto chodzi zawsze w swetrze z liceum i podartych dżinsach, jest postrzegany jako osoba roztrzepana, żyjąca w innym świecie, zagubiona, poświęcająca się sprawom nadrzędnym. A to daje mu uwagę i uznanie. Wykorzystuje więc innych do tego, by spełniali jego potrzebę podziwu i uwagi. Tak radzi sobie z poczuciem niskiej wartości, uzyskuje opiekę, ciepło. Ale jednocześnie – bojkotuje swój sukces, możliwość zrealizowania ambicji zawodowych. Przez wrażenie, jakie robi na innych, nie jest brany pod uwagę przy awansie czy delegowaniu do ważnych projektów. No nie pasuje…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Nowy wizerunek na nowy etap życia - jak go stworzyć?

Radykalna zmiana wizerunku często idzie w parze z dużymi zmianami w życiu. (Fot. iStock)
Radykalna zmiana wizerunku często idzie w parze z dużymi zmianami w życiu. (Fot. iStock)
Za dużo tej blondynki w lustrze. Beznadziejny bilans: niewykonane postanowienia, dziesięć kilogramów więcej, spodnie nie chcą się zapiąć. Czy to Bridget Jones 20 lat później? Nie, to Katarzyna Droga łaknąca nowego wizerunku na nowy etap życia. Z fachową pomocą trenerki rozwoju osobistego Barbary Kohlbrenner podpowiada, jak go stworzyć.

Skąd wiadomo, że jest nam potrzebna zmiana wizerunku?
Już samo rozważanie tego tematu to sygnał, że coś jest nie tak, że chyba nie czuję się ze sobą dobrze. Kiedy spotykam się z kobietami, pytam je: „Co w sobie najbardziej lubisz?”. Zapada cisza. A potem mówią: „Lepiej zacznijmy od tego, czego w sobie nie lubię”. I tu cała litania: „Nie lubię bioder, ud, cellulitu…”. A skupienie się na atutach to podstawowy punkt wyjścia do zmiany. W każdej osobie jest coś ładnego – trzeba to odkryć, eksponować i pielęgnować. Pewna klientka przyszła do mnie i mówi: „Mam wielką pupę i szerokie biodra, jak ja ich nie lubię!”. Ubrałam ją i pokazałam, że to właśnie jest jej atut, bo takiej pupy kobiety o sylwetce chłopczycy mogą jej tylko pozazdrościć.

Budowanie wizerunku to stawienie czoła kompleksom?
Kompleksom i stereotypom, które nam kiedyś zaszczepiono. Bo jeśli jako nastolatce ktoś mi powiedział: „Masz krótkie nogi i dużą pupę”, to takie słowa zapadają w pamięć. Trudno się od tego odciąć. Dlatego budowanie wizerunku to projekt na całe życie. Owszem, klientka może przyjść do mnie, pójdziemy na zakupy, dokonamy metamorfozy, ale potem ją z tym zostawiam i ona każdego następnego dnia buduje pewność siebie. Poza tym my się zmieniamy, nie jesteśmy takie same jak wtedy, kiedy miałyśmy 18 czy 30 lat. Nie tylko ciało ulega zmianom, ale i psychika – mamy inne spojrzenie na świat i świat sam też się zmienia. Zatem trzeba uważać, żeby nie utknąć gdzieś w przeszłości, dać wyraz swojemu dojrzewaniu i nowemu etapowi właśnie w nowym ubiorze i wizerunku.

Nowym etapem może być nowy rok. Albo mój przypadek: właśnie zostałam babcią. Wizerunek babci w naszej kulturze nie jest budujący: pani w koczku i okularach, z robótką w ręku albo wesoła emerytka z reklam maści na stawy. Jak czuć się z tym dobrze?
Jest niezawodny sposób: być autentyczną. Bo tak naprawdę co się zmienia wraz z narodzinami wnuka? Tylko to, że przybycie nowego członka rodziny może dodać wigoru, świadomości, że jesteśmy dodatkowo potrzebne, że mamy jeszcze jedną osobę do kochania. To nowa energia i cudowne doświadczenie. Czasy się całkowicie zmieniły. Żyjemy coraz dłużej, mamy medyczne narzędzia, by zadbać o zdrowie, więc jesteśmy młode. Dagmara Skalska, która zajmuje się badaniem trendów, nazywa obecne pokolenia „forever young”, czyli „wiecznie młodzi”. Bo młodość to stan umysłu. Można czuć się starym i zmęczonym, mając dwadzieścia kilka lat lub pełnym sił i wigoru po siedemdziesiątce. Dlatego kobieta, która została babcią, powinna nadal być sobą. Jeśli jej zawód i tryb życia wymagał tego, żeby chodziła na obcasach i w garsonkach, to niech nadal w nich chodzi. Oczywiście, że jeśli wybiera się z wnuczkiem do piaskownicy, to zmienia żakiet na strój sportowy, ale to nadal będzie ona. Współczesne babcie po pięćdziesiątce to kobiety, które odżywają, dostrzegają w sobie prawdziwą kobiecość i zaczynają ją podkreślać, także strojem. Teraz dopiero mają czas, by zatroszczyć się o siebie, rozwijać pasje i spełniać marzenia.

Tak, ale samo słowo, też element wizerunku, brzmi słabo. Zostanie babcią dowodzi upływu czasu, kwalifikuje w starość.
I ta starość w czasach kultu młodości jest źle postrzegana. A mogłaby być postrzegana pozytywnie jako dojrzałość, doświadczenie, dzielenie się z innymi, bycie ekspertem. To zewnętrzne cechy starości sprawiają, że odbieramy ją negatywnie. Kojarzy się z czymś niedołężnym, boimy się tego. Ale zawsze to powtarzam: to od nas zależy, jak postrzegamy siebie. Czy damy się wpuścić w te niemodne konotacje słowa „babcia”, czy powiemy sobie: „Jestem superbabka, mam ochotę na wygłupy z wnuczkiem, na zjeżdżalnię i kolorowe ciuchy”.

Ale wygłupy i młodzieżowe stroje mogą prowadzić do śmieszności. Gdzie jest ta granica, którą niebezpiecznie jest przekroczyć?
I znów podkreślę, chodzi o autentyczność. Udawanie, że nie jestem babcią, ale licealistką, więc zakładam krótką spódnicę, cekiny i kolorowe rajstopy – nie uda się, bo to będzie przebranie. Co innego jeśli ktoś cały czas ubierał się jak kolorowy ptak, to niech robi tak na starość, jak słynna Iris Apfel. Niemal tuletnia ikona mody, zawsze megakolorowa, z mnóstwem biżuterii i śmiesznymi okularami. Nikt nie ma wątpliwości, że to cała ona. Ale nie ma co przebierać się z powodu wejścia w nową rolę. Lepiej poprawić aktywność fizyczną. Potraktować to nie jako przymus, ale wyraz tego, że chcę być sprawna, aktywna, atrakcyjna. Pomoże w tym fajny strój, buty do biegania, dresy...

Czyli zakupy! Zabieramy się do zmiany ubioru. Jak?
Pierwszy krok: zaglądamy do szafy i sprawdzamy, czy tam nadal „mieszkamy” my, czy tylko wspomnienia i złudzenia. Czy są tam ubrania, które rzeczywiście lubimy, po które z ochotą sięgamy i w których czujemy się atrakcyjnie. Czerwone światło powinno się zapalić, kiedy pojawiają się takie myśli: „Ta sukienka jest fajna, nosiłam ją na weselu córki… 12 lat temu”. Albo: „Całkiem nienoszone, nigdy tego nie założyłam... szkoda wyrzucić”, „Te dżinsy założę, kiedy schudnę”. Drugi krok: robimy gruntowne sprzątanie szafy. Zostawiamy tylko te ubrania, które lubimy i komfortowo się w nich czujemy. Piękny sweter, który gryzie, nie spełnia tych kryteriów. Porządek w szafie powoduje, że oczyszcza się nasza wewnętrzna energia. A w szafie robi się miejsce, więc namawiam, żeby zaraz potem kupić kilka rzeczy. Jakich? Takich, które pasują przede wszystkim do nas i do siebie – łatwo będzie komponować z nich zestawy na różne okazje. Nie musi ich być dużo. Trzeba stworzyć sobie konkretną bazę szafy, czyli bazę ubrań klasycznych, w miarę spokojnych, o stonowanych kolorach. Kiedy mamy zbudowaną bazę, możemy sobie pozwolić na różne szaleństwa modowe – w zależności od budżetu. Jeśli trudno nam rozstać się z jakimiś ubraniami, a są już za ciasne, to trzeba przynajmniej je schować.

Zwłaszcza że frustrują.
Nie frustrujmy się ubraniami, które są za ciasne! Trzeba je schować do wora albo wydać, na pewno znajdzie się osoba, która się z nich ucieszy. Potem robimy listę rzeczy niezbędnych do kupienia: wygodne dżinsy, dopasowane do sylwetki, ciepły sweter w kolorze, w którym jest nam do twarzy. Porządny płaszcz, dobre buty, może coś na specjalne okazje. Ubranie nie zbuduje pewności siebie, ale bardzo w tym pomaga. Kiedy mamy gorszy dzień, nie ma nic gorszego niż ubrać się w byle jaki porozciągany dres. Nastrój siądzie totalnie. A kiedy umalujemy usta mocniejszą szminką, uczeszemy się, uśmiechniemy i wyjdziemy do ludzi, to naprawdę świat zacznie wyglądać inaczej. Jeszcze ktoś powie nam komplement i cały podły nastrój pójdzie w niepamięć. Mówmy sobie komplementy. Szczere, bo każdy z nas ma coś ładnego. I nie przejmujmy się tym, że nie wyglądamy już jak wtedy, gdy miałyśmy 20 lat.

Ale otoczenie patrzy na nas. Czytelnicy na spotkaniach, rodzina... Wydaje się, że tak, a nie inaczej powinna wyglądać pisarka czy dziennikarka.
Co to znaczy „powinna”? Nie ma przecież jakiegoś szablonu, jak powinna wyglądać wzorowa pisarka, dziennikarka czy nawet żona polityka. Mamy panią prezydentową Brigitte Macron, sześcdziesięciolatkę, która nosi miniówki. Mają jej to za złe, ale jeśli ona czuje się w tym dobrze, to w czym problem? Wprawdzie w świecie biznesu i wysokiej polityki obowiązuje formalny dress code, ale jeśli chodzi o wolne zawody, jak artyści i dziennikarze, to naprawdę można puścić wodze fantazji. Weźmy Monikę Olejnik, kobietę dojrzałą, świetnie ubraną, niebanalną. Prowadzi rozmowy z politykami, wydawałoby się, że od niej wymaga się raczej powściągliwego wizerunku. A ona przeciwnie, nosi długie kolczyki, kolorowe stroje, słynne buty na obcasach. Czy jest przez to mniej profesjonalna?

Nie mamy się podobać wszystkim, to jest niemożliwe, mamy się czuć dobrze sami ze sobą. Zresztą naturalność, miłość i szacunek do siebie przekładają się na to, jak inni nas odbierają. Ludzie wyłapują sztuczność. Gdy bije od nas pozytywna energia, chcą z nami przebywać.

„Znalazłam nową pracę”, „Mam nowego partnera”, „Wyszłam z domu po długim siedzeniu z dzieckiem, słucham komplementów”... – takie maile dostaję od klientek po wspólnej pracy nad ich wizerunkiem. Piszą: „Zmieniłam tylko sposób ubierania się, a zadziała się jakaś magia”. Ciuch, niby tylko ciuch, a sprawia, że chce nam uśmiechać się do ludzi. Niech więc ta magia trwa przez cały nowy rok i przez całe życie.

Barbara Kohlbrenner doradca wizerunkowy, coach, prowadzi warsztaty z zakresu wizerunku i budowania stylu. Występuje jako mówca na konferencjach. Jako stylistka TVN przeprowadzała metamorfozy uczestników w programie "W poszukiwaniu piękna". 

Czas na zakupy z klasą!

Wielka akcja rabatowa "Zakupy z klasą" Weekend 25-27 października 2019 Tylko z listopadowym Zwierciadłem rabaty do 60% W sklepach stacjonarnych i zakupach online Ponad 2900 sklepów i punktów usługowych w całej Polsce!

 

  1. Psychologia

Czy można zmienić swój charakter w dorosłym życiu? Na czym polega jego siła?

Nasza odporność psychiczna w dużej mierze zależy od charakteru. (fot. iStock)
Nasza odporność psychiczna w dużej mierze zależy od charakteru. (fot. iStock)
Czy można zmienić charakter? Psychologia dowodzi, że w dojrzałym wieku to trudne. Ale z pewnością można wzmacniać jego mocne strony. Na czym polega związek między emocjonalnością a silnym charakterem – wyjaśnia neuropsycholog Daniel Jerzy Żyżniewski. 

Jak bardzo mózg wpływa na to, jaki mamy charakter?
Raczej to, jak kształtowany jest charakter, wpływa na mózg. Charakter to składnik naszego wnętrza, bardziej podstawowy niż osobowość. Są 24 składniki wytrzymałościowe charakteru zwane mocnymi stronami, zgrupowane w sześć tzw. Zalet charakteru, zwanych cnotami. Opisali je Christopher Peterson i Martin Seligman oraz David Goldberg. Są to: Mądrość (albo Wiedza), Odwaga, Człowieczeństwo (albo Humanitaryzm), Umiar (inaczej Powściągliwość), Sprawiedliwość i Transcendencja. Każdy ze składników rozwija się w zależności od indywidualnego doświadczenia, tworząc zróżnicowane konfiguracje, które wiążą się również z aktywnością naszego mózgu. Czy charakter będzie słaby, czy silny, czyli z prawidłowo wykształconymi wszystkimi mocnymi stronami – zależy od wpływu środowiska. A to ważne, bo charakter tworzy tzw. odporność psychiczną.

Mocne strony charakteru

  • Mądrość: kreatywność, ciekawość, uczenie się, otwartość umysłu, perspektywa;
  • Odwaga: waleczność, wytrwałość, witalność, spójność;
  • Człowieczeństwo: zdolność do kochania, życzliwość, inteligencja społeczna;
  • Umiar: przebaczenie, pokora, roztropność, samoregulacja;
  • Sprawiedliwość: uczciwość, przywództwo, zespołowość;
  • Transcendencja: wdzięczność, docenianie piękna, nadzieja, duchowość, poczucie humoru.

Od kiedy zaczynamy kształtować nasz charakter?
Etap od narodzin do około szóstego roku życia jest decydujący dla rozwoju zdolności regulowania własnych emocji, a to wpływa na charakter. Uczymy się tego, obserwując i naśladując reakcje najbliższych opiekunów. Mogą oni reagować destrukcyjnie na to, co czują, i na przykład deprecjonować siebie lub innych albo wchodzić w tryb pretensji wobec życia i ludzi, czyli przejawiać negatywne schematy przeżywania siebie i świata. Mogą też, mimo rosnącej amplitudy emocji, sięgać po konstruktywne reagowanie. Przykładowo w destrukcyjnym reagowaniu wyłaniają się schematy typu: „ten, kto się boi, jest tchórzem, a kto płacze, jest słaby”. Natomiast w konstruktywnym reagowaniu emocje traktuje się niepiętnująco, jako zupełnie naturalne, a ich dynamika oraz skutki zależą od tego, kto ich doświadcza. Obserwacja emocjonalności opiekunów w połączeniu z komunikatami na temat siebie, ludzi, świata, życia, które oni generują, wpływa na kształtowanie się charakteru poprzez podstawowy mechanizm związany z emocjami, tzw. afekt.

Czym jest afekt?
Jest to siła, tempo i czas trwania pobudzenia psychofizjologicznego w związku z emocją. Afekt trwa krótko: narasta, osiąga szczyt, opada, więc i emocje są krótkotrwałe. Tylko że afekt jest stymulowany reakcjami innych ludzi, w tym ich własnym afektem. Może więc szybko narastać, szybko osiągać szczyt, ale wolno opadać. Wtedy pojawiają się impulsywność i trudności z uspokojeniem się. Może to oznaczać trudności ze świadomym doświadczaniem emocji, a na tej bazie pojawia się dodatkowy niepokój, co nasila rozregulowanie emocjonalne. To utrudnia rozwój silnego charakteru, a więc odporności psychicznej.

A jakie konkretnie czynniki mogą zakłócić rozwój silnego charakteru?
Po pierwsze, wychowanie w rodzinie i w szkole, w którym regularnie stosuje się kary, a nagrody – sporadycznie. Gorzej, gdy karanie jest nieadekwatne i z zaskoczenia – impulsywne. A jeśli kary są sporadyczne, charakter osłabia brak nagród (niezauważanie, ignorowanie). Taki negatywny bilans skutkuje tym, że „ja” danej osoby silnie koncentruje się na oczekiwaniach innych ludzi. Własne poczucie bezpieczeństwa staje się bardziej zależne od czynników zewnętrznych. To mocno ogranicza zdolność samodzielnego myślenia. Człowiek samodzielny wewnętrznie może trafnie określać emocjonalność zarówno własną, jak i drugiego człowieka. Dzięki temu łatwiej dbać o własne i cudze emocje, bez konieczności ulegania lub dominowania w relacji z drugim człowiekiem.

To silny charakter odpowiada za zdolność trafnego rozpoznania swoich myśli i umiejętność ich wyrażania?
Tak, a zwłaszcza jedna z jego mocnych stron – spójność wewnętrzna, nazywana Koherencją (albo Autentycznością). To składnik cnoty Odwagi. Jeśli będzie ona rozwijać się słabo, stracą także inne aspekty charakteru zgrupowane w Odwadze: Wytrwałość (albo Zaradność, Pracowitość), Waleczność (albo Dzielność) i Witalność (czyli Zapał). Dzieci mają w sobie dużą witalność, czyli spontaniczną chęć życia, niezależnie od biegu zdarzeń, ale jest ona zniekształcana systemem kar, zachęcaniem do rywalizacji zamiast kooperacji, różnicowaniem na lepszych i gorszych poprzez ocenianie i krytykowanie. To główne czynniki osłabiające charakter. To, jak ukształtowany w ten sposób człowiek ocenia siebie, jest zdominowane przez reakcje i oceny innych ludzi. Ciągle myśli się o innych ludziach i ich oczekiwaniach.

Wydawałoby się, że zorientowanie na innych ludzi to dobra postawa...
W tym wypadku chodzi o brak wewnętrznie stabilnego „ja”, które uniemożliwia rozpoznanie, co narusza, a co nie narusza nasze wzajemne granice emocjonalne. Gdy wewnętrzne „ja” osoby utożsamiane jest z zewnętrznymi oczekiwaniami, to taki człowiek nie jest wcale bardziej uważny na własne i cudze uczucia, tylko kontroluje swoje reakcje, by wpisać się w schematy bycia takim, jakim powinien być według innych. To braki związane z niestabilnym „ja” tworzą postawę wrogości i agresji wobec siebie oraz innych, co może być nieuświadomione, ale przejawiać się w reakcjach i zachowaniu. Trudno wtedy rozwijać kolejną cnotę – Człowieczeństwa (czyli: Zdolność do kochania; spontaniczną Życzliwość, również wobec nieznanych osób, oraz Inteligencję społeczną). Wtedy reaguje się w czarno-biały sposób, awersją, a nawet wrogością. Siła jest wtedy utożsamiana z dominacją.

Czy to wpływa na inne składowe charakteru?
Tak, przy słabo rozwijanej Odwadze i Człowieczeństwie nie może rozwijać się prawidłowo cnota Sprawiedliwości, czyli poczucie, że zaangażowanie społeczne polega na codziennym dbaniu o siebie nawzajem i przestrzeń wspólnego życia. Nie jest to więc narzucanie reguł, na przykład większości wobec mniejszości. Dlatego w Sprawiedliwości kluczowe jest odruchowe myślenie, że wszyscy ludzie powinni mieć równe prawa, do czego trzeba dobrze rozwiniętej składowej zwanej Równością (albo Uczciwością). Sprawiedliwość to również skłonność do brania spraw w swoje ręce, tzw. Przywódczość – nie tylko gdy jest to w naszym interesie, ale ze świadomością, że wiele aspektów codzienności to wspólne społeczne dobro. Postawy autorytarne poważnie zakłócają rozwój Sprawiedliwości.

A jak przejawia się siła charakteru?
Choćby w cnocie Mądrości, na przykład odruchem zadawania sobie w różnych sytuacjach pytania o to, co mogę zrobić innego niż dotychczas, innego niż każą, proponują ludzie wokół. To składnik Mądrości nazywany Otwartością umysłową. Dzięki temu trenuje się inny jej składnik – Zaciekawienie, i jeszcze kolejny – Kreatywność. A to jest konieczne do rozwoju następnego składnika Mądrości, którym jest Chęć uczenia się. Gdy człowiek lubi się uczyć i częściej doświadcza wsparcia płynącego z kooperacji zamiast zagrożenia płynącego z rywalizacji, to jest bardziej odporny psychicznie. Dzięki temu powstaje tzw. Szeroki horyzont umysłowy – kolejna mocna strona charakteru i składowa Mądrości. To sprzyja myśleniu o przyszłości, że będzie lepsza, nie dlatego, że zdarzy się cud, tylko dlatego, że można mieć na nią choćby częściowy wpływ. W efekcie łatwiej jest uchronić się w przeżywaniu porażki i przed depresją w obliczu życiowych potknięć.

Co jeszcze tworzy charakter?
Cnota Umiaru (albo Powściągliwości) niesie ze sobą składnik Wielkoduszności (albo Wybaczania), czyli odruch pochylania się nad słabszym w jego krzywdzie i odruch wybaczania krzywdy. Inne składowe Umiaru to Skromność (albo Pokora), czyli wewnętrzna zgoda na to, że drugi człowiek ma prawo do swojej odrębności odczuwania, reagowania, zachowania. W cnocie Umiaru jest jeszcze Samoregulacja, czyli uważność no to, co czuję i robię, przy jednoczesnej uważności na to, co czuje i robi drugi człowiek. Ostatnia grupa mocnych stron charakteru jest w cnocie Transcendencji. Należy do niej spontaniczna Wdzięczność, uważność na pozytywne aspekty codzienności nazywana Docenianiem piękna, a także Nadzieja, czyli traktowanie przyszłości poprzez możliwości, a nie ograniczenia. W tej grupie jest też Poczucie humoru rozumiane jako skłonność do spontanicznej reakcji na dowcipy, które swoją treścią nie naruszają granic innych, oraz dostrzeganie pozytywów rozmaitych zdarzeń. I wreszcie Duchowość definiowana jako własny wewnętrzny system wartości stosowanych, by doświadczać na przykład pocieszenia oraz umieć je okazać innym.

Wróćmy jeszcze do czynników kształtujących charakter…
To przede wszystkim wymuszanie przemocą i krytykowanie, gdyż wywołuje reakcje obronne bezpośrednio w mózgu. Te natomiast zakłócają afekt: napięcie gwałtownie rośnie, zbyt długo pozostaje nasilone i powoli opada, i jest ciągle stymulowane do kolejnych skoków w podobnym schemacie. Dynamika reakcji obronnych wiąże się z podziałem dróg emocjonalnych w mózgu na niską i wysoką. Na drodze niskiej dominuje ciało migdałowate, które jest przedsionkiem do emocjonalności, to tam jest epicentrum reakcji obronnych. Są bardzo szybkie, łatwo osiągają parametry wysokiego pobudzenia i dają wyraźne objawy fizjologiczne, takie jak pocenie się, rosnący puls, drżenie kończyn czy wiele innych. W rezultacie reakcje obronne mogą być stymulowane bez przerwy, a mimo to można mieć trudność w uświadomieniu sobie, o którą emocję chodzi. Do tego potrzeba drogi wysokiej, którą tworzą tzw. ośrodki korowe mózgu. Ich aktywność wiąże się ze świadomością zmieniającego się napięcia. Dzięki niej pojawiają się złożone myśli towarzyszące napięciu. Ośrodki korowe są niezbędne, by umieć nazwać to, co się czuje. Tymczasem przemoc i krytykowanie tak silnie stymulują drogę niską, że ten wzorzec wysokiego pobudzenia obronnego utrwala się i poważnie utrudnia dostęp do pełnej świadomości tego, co się czuje, a zatem i do panowania nad tymi reakcjami.

Kiedy kończy się kształtowanie charakteru?
Najważniejszy dla kształtowania charakteru jest okres rozwojowy, który trwa do około 20.–25. Roku życia. Nabyte wzorce zachowania znajdują wtedy swoje odzwierciedlenie w równowadze neurochemicznej i w fizjologii. Jeśli więc jest się silnie stymulowanym ciągłym krytykowaniem i karaniem, to regularnie wywoływany jest w organizmie wzrost adrenaliny i kortyzolu, a spadek serotoniny, dopaminy, acetylocholiny. To trwała skłonność do reagowania niepokojem i awersją, nawet gdy jest spokojnie. Ludzie tak ukształtowani nietrafnie określają, co czują, i mylą się również, określając, co czuje drugi człowiek. Wzorce powstałe w okresie rozwojowym są silne i trudno je zmienić, ale można je przeciwważyć, rozwijając słabe aspekty charakteru.

Co więc możemy zrobić, jeśli zależy nam na zmianie postaw?
Przede wszystkim nie robić tego, co osłabia charakter, a więc zrezygnować z reagowania z poziomu władzy na rzecz partnerskiego. Uczyć się emocjonalności własnej oraz innych ludzi. Ćwiczyć się w odróżnianiu opinii od faktów i w nieocenianiu na podstawie opinii. Starać się rozumieć różnice między ludźmi, a jeśli trudno jest je zrozumieć, to przynajmniej akceptować ich istnienie. Współpracować, a nie rywalizować. Uwrażliwiać się na krzywdę – nie tylko własną, ale również innych ludzi, także tych daleko poza naszym bezpośrednim zasięgiem. Każdego dnia być bezinteresownie życzliwym wobec różnych osób. No i przebywać w mocno zróżnicowanym środowisku – wtedy uczymy się nowych strategii reagowania i zachowania, co rozwija siłę charakteru lub przeciwważy jego słabości. W ten sposób wydeptujemy nowe ścieżki neuronalne. Mózg jest plastyczny przez całe życie, więc taki trening daje efekty.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Byłam chora z miłości

Uzależnienie od partnera jest tym większe, im większy był wkład własny w związek. (Fot. iStock)
Uzależnienie od partnera jest tym większe, im większy był wkład własny w związek. (Fot. iStock)
Uzależniająca relacja, obsesja na punkcie byłego partnera, myśli samobójcze. Jak wyrwać się ze spirali cierpienia? Docierając do traum dzieciństwa. Przypadek Heleny komentuje coach Beata Markowska.

Związek z Piotrem Helena traktowała najpoważniej na świecie. Wewnętrzny głos szeptał jej, że to miłość życia. Ten, któremu chce urodzić dzieci i którego będzie nazywać „mężem”. Jej umysł wyreżyserował w szczegółach scenariusz, pozostało go tylko zrealizować. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nieistotne było to, że Piotr otwarcie mówił, że pchanie wózka w sobotnie przedpołudnia wcale go nie interesuje, że woli przeznaczyć go na unoszenie się nad ziemią na paralotni. Jeszcze bardziej pochłaniała go błyskotliwa kariera i podróże do Ameryki Południowej. Helena uważała jego pasje za dopust boży oraz nieszkodliwe fanaberie, które miną jak katar, gdy za niego wyjdzie.

Minęły trzy lata ich wspólnego pożycia, Helena skończyła 35 lat. Usłyszała nie tyle nawet tykanie biologicznego zegara, co jego głośno nastawiony budzik. Żeby osiągnąć swój cel, czyli stanąć na ślubnym kobiercu i zostać matką, postanowiła działać. Jak?

– Jeszcze bardziej się poświęcać – wspomina. – Ubierałam się w stonowane kolory, bo kiedyś wspomniał, że tak lubi. Wydawało mi się, że jak będę piękna, miła, dobra, urocza – nasza miłość będzie kwitła. Zasłużę sobie na szczęście. Wypracuję je sobie.

Beata Markowska: Kobiety często łudzą się, że zmienią mężczyznę, że będą tą pierwszą, która go „uratuje”, uwolni od używek, nadmiaru pracy, egocentryzmu, introwertyzmu i wielu innych przywar. Nie chcą zobaczyć w nim człowieka z krwi i kości, ponieważ nie pasowałby do mitu, który stworzyły. Podobnie postępuje Helena. Jak długo będzie żyła w swojej iluzji, tak długo będzie doznawać rozczarowań. Czasem takie kobiety wywierają emocjonalny szantaż na partnerze, po to, żeby osiągnąć swój cel. I czasem im się udaje. Nie oznacza to jednak udanego związku.

Rada: Słuchaj uważnie partnera, gdy mówi o tym, co jest dla niego ważne. Jeśli wasze priorytety i plany życiowe znacznie się różnią, nie licz na to, że uda ci się go przekonać do zmiany zdania. Jeżeli kompromis nie jest możliwy, rozejrzyj się za kimś, kto zmierza w podobnym kierunku.

Dla niego wszystko, co najlepsze

Piotr wracał późno z pracy, nigdy przed dwudziestą. Helena czekała na niego z ciepłą kolacją, pamiętała też, by w domu zawsze był budyń, koniecznie śmietankowy. Piotrowi kojarzył się z dzieciństwem, ciepłem i bezpieczeństwem. A Helena chciała, żeby ukochanemu było jak najlepiej. Pytała: „Jak minął ci dzień? Co nowego w pracy?”. I Piotr opowiadał. A ona słuchała i nie mogła wyjść nad nim z podziwu.

B.M.: Helena wybrała tzw. strategię idealnej partnerki. Wszystkie jej działania zmierzały do tego, żeby pokazać, że jest najlepsza, najbardziej atrakcyjna, potrafiąca zadbać o mężczyznę, gotować mu, wspierać i słuchać. Chciała uzależnić partnera od siebie. Spełnianie jego nawet niewypowiedzianych pragnień dawało jej złudne poczucie kontroli nad sytuacją. Co więcej, Helena – świadoma tego czy nie – weszła w rolę matki Piotra. Taki związek gwarantuje wprawdzie partnerowi wygodę, ale mężczyzna jest przecież typem łowcy.

Rada: W związku bądź partnerką, nie staraj się wcielać w inne role. A jeśli już to robisz, bądź tego świadoma, po to, żebyś nie zapomniała, jaka jesteś i przede wszystkim – kim naprawdę jesteś. Ktoś, kto traci swoją tożsamość, indywidualizm, przestaje być dla drugiej osoby atrakcyjny.

Nagle w ich związku zaczęły się niesnaski i drobne zgrzyty. – Niby wszystko było w porządku – opowiada Helena. – Czułam jednak, że Piotr oddala się. Mimo to nadal się bardzo starałam. Oprócz gotowania budyniu, wymyślałam też różne rozrywki. Polecieliśmy nawet na Wyspy Kanaryjskie w środku zimy, ale Piotr przez cały czas był jakiś marudny: nie podobał mu się hotel, jedzenie nie smakowało. Wróciliśmy zmęczeni.

Po powrocie narzekał coraz częściej, zwłaszcza na kuchnię Heleny, więc zaczęła popłakiwać po kątach. Gdy napomknęła, że jej przyjaciółka, Miśka zaszła już w drugą ciążę, kiedy oni nic, Piotr wykrzyczał, że przecież jej mówił, że nie chce rodziny i że ma kłopoty w pracy. Często rozmawiali o jego okropnej szefowej. Wstrętne babsko ciągle podnosiło mu w pracy poprzeczkę, namawiało do wyzwań i było kłótliwe. Helena zawsze brała stronę Piotra i podsuwała mu argumenty do dyskusji z nią. Nie wiedziała, że w rzeczywistości jej mąż ma z szefową romans.

B.M.: Nawet najlepszy budyń na świecie w zbyt dużych ilościach potrafi zemdlić. Każdego. Helena przyzwyczaiła Piotra, a przede wszystkim siebie, do tego, że jest zawsze miła, dobra, nadskakująca, kochająca, zgodna… W relacji z nią Piotr stawał się nudnym pantoflarzem, a wcale go w sobie nie lubił. Każdy z nas ma w sobie ciemną stronę, która musi być w jakiś sposób odkryta i dopełniana. Helena sądziła, że prezentując tylko jasną część, uszczęśliwi Piotra, tymczasem on potrzebował zrównoważyć nadmiar spokoju i bezpieczeństwa czymś z przeciwległego bieguna. To oferowała mu relacja z szefową. Ognista, realizowana w ukryciu. Ta część osobowości Piotra, która lubiła ryzyko i wyzwania, mogła dojść do głosu przy kochance.

Rada: Nie bój się pokazywać partnerowi swojej „gorszej” strony – nie zgadzać się z nim, od czasu do czasu pokłócić, ujawnić swoją słabość. To tylko wzmocni waszą relację i ją ugruntuje. Gdy zdarzy się, że jakaś stłumiona część twojej tożsamości ujawni się w sposób gwałtowny, po latach bycia „uporządkowaną księgową”, nie wstydź się tego, tylko świadomie postaraj się tę nową jakość dopełnić. Jeśli jej źródłem jest jakiś brak – spróbuj go wypełnić, jeśli traumatyczne wspomnienie – przepracować. Inaczej stłumiony aspekt może poczynić w twoim życiu naprawdę sporo szkód.

On odchodzi

– Zorientowałam się, że z Piotrem coraz rzadziej się kochamy – wyznaje Helena. – Pomyślałam, że może za mało dbam o siebie, że dawno nie kupiłam sobie nowej bielizny. Kiedyś było nam w łóżku super. Może wystarczy trochę zadbać o klimat i to wróci?

Jak pomyślała, tak zrobiła. Sporą część pensji wydała w sklepie z ekskluzywną bielizną. Wieczorem długo czekała na Piotra, ale on się spóźniał. W końcu zasnęła. Rano, widząc go śpiącego obok siebie, wybuchnęła płaczem. Ze łzami wyrzuciła mu, że już się nie kochają, że właściwie nie ma go w domu, że jest mu wszystko jedno, co robi . Ku jej zaskoczeniu Piotr równie podniesionym głosem oznajmił jej, że owszem, nie ma go w domu, bo woli być poza nim. Że coś się wypaliło, zabrakło chemii. Że ma dosyć nudnego życia z nią, że się dusi w tym związku. I odchodzi. Ma nawet upatrzone mieszkanie do wynajęcia. I wyszedł.

B.M.: Relacja z szefową obudziła w Piotrze tęsknotę za czymś szalonym i nieprzewidywalnym. Trudno go obwiniać za to, że poszedł za głosem stłumionej natury. Gdyby Helena pozwoliła sobie być bardziej różnorodna, zmuszała go czasem do wysiłku, konfrontacji, wówczas część Piotra, która łaknie przygód, zostałaby usatysfakcjonowana. Uwalniając dzikość, którą nosi w sobie każda kobieta, Helena mogłaby poczuć się bardziej sobą, co przełożyłoby się pozytywnie nie tylko na relacje, ale też na inne dziedziny życia.

Rada: Gdy w związku pojawi się kryzys, nie próbuj tych samych metod, co zwykle. Zmień postawę. Jeśli do tej pory byłaś uległa – zbuntuj się, gdy byłaś przede wszystkim egocentryczna, poszukaj w sobie altruistki.

„Nie mogę się z tym pogodzić”

Zrozpaczona Helena wydzwaniała do Piotra i błagała, by wrócił. Próbował ją pocieszać, że jeszcze wszystko będzie dobrze, że jeszcze ułoży sobie z kimś życie. Mówił, że gdyby wrócił, powodowałaby nim jedynie litość. A to by było nie fair, także w stosunku do niej. W końcu przestał odbierać od niej telefony.

Helena zaczęła szukać wsparcia u przyjaciółek. Opowiadała, jaki Piotr jest zły, że ją zostawił. Jak tak mógł, tak nagle. Potem wychwalała go, wspominała, jak im było dobrze. Bezustannie analizowała ich wspólną przeszłość. Przyjaciółki powiedziały: „dość”. Helena postanowiła więc nawiązać kontakt ze znajomymi Piotra. Poprzez nich dążyła do kontaktu z dawnym ukochanym. Chciała, żeby wiedział, co się z nią dzieje. Łudziła się, że on też o niej myśli i tęskni, że żałuje odejścia. Gdy była w kinie, wyobrażała sobie, że on siedzi obok niej. Nie rozstawała się z telefonem, co chwilę sprawdzała, czy aby się nie odezwał.

– Nie potrafiłam pogodzić się z tym, że moje marzenia o idealnym związku i rodzinie pękły jak bańka mydlana – mówi Helena.

Przyczyny rozpadu związku nie widziała w sobie, tylko na zewnątrz. Wydawało jej się, że tu tkwi klucz do zagadki, jak odzyskać Piotra. I przypomniała sobie, że na jakiejś imprezie Piotr tańczył z Joanną, koleżanką z pracy. A po trzech wspólnych tańcach przyniósł jej kieliszek wina. Tak, musiał mieć z nią romans!

Helena zaaranżowała spotkanie w większym gronie znajomych, na które zaprosiła Joannę. Wypytała ją o Piotra. Jedno ciepłe zdanie o nim upewniło Helenę o ich zażyłości. Zrozpaczona zaczęła nękać ją telefonami. Krzyczała, żeby zostawiła w spokoju jej mężczyznę, że jest szmatą, że zniszczyła im życie.

B.M.: Uzależnienie od partnera jest tym większe, im większy był wkład własny w związek. Posługując się metaforą biznesową: jeśli dużo inwestujemy, a mało dostajemy na bieżąco – żal nam wycofać się z interesu, bo wciąż liczymy, że może tak zmieni się koniunktura, żeby wreszcie odbierzemy to, co włożyliśmy. Gdyby Helena była sobą w tym związku, gdyby dbała o swoje potrzeby – dużo szybciej pozbierałaby się po rozpadzie relacji. Druga sprawa to jej silne uzależnienie od partnera i gwałtowność reakcji wobec kobiety, którą posądzała o romans z Piotrem. Jeśli osoba zwykle tłamsząca własną złość czy frustrację, nagle straci nad sobą kontrolę, może ujawnić ukrywane wcześniej cechy i to w przerysowanej formie. Staje się wówczas agresywna, używa wulgaryzmów, manipuluje, grozi. To stało się udziałem Heleny.

Rada: W relacji miłosnej zawsze dbaj o swoje potrzeby. W razie rozstania nie pozostaniesz z niczym, poza tym zmniejszasz ryzyko wpadnięcia w obsesję i spiralę cierpienia.

„Odkręcę gaz”

Joanna poprosiła Piotra, żeby interweniował. Gdy zadzwonił, Helena była zachwycona. Osiągnęła cel, zainteresował się nią. Szybko pobiegła do fryzjera ufarbować włosy na nowy kolor. Spotkali się w restauracji. Helena wszystkiego się wyparła, ale Piotr jej nie uwierzył. Znów przestał odpowiadać na jej esemesy, więc wydzwaniała do Joanny. Wreszcie w przykrych i stanowczych słowach powiedział, że nie chce jej znać. Wtedy palnęła, że popełni samobójstwo.

– Naprawdę myślałam, by odkręcić gaz – mówi Helena. – I wyobrażałam sobie, jak Piotr mnie ratuje. Dziś wiem, że było ze mną naprawdę źle. Nie chcę nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdyby Piotr nie skontaktował się z moją mamą i nie opowiedział, co się ze mną dzieje.

Matka namówiła Helenę na terapię. Zaczęły więcej ze sobą rozmawiać o przeszłości. Związek rodziców nie był udany, ojciec – wpatrzony w żonę, jednocześnie oplatał ją jak bluszcz. Ona nie mogła znieść jego uległości, stawała się coraz bardziej apodyktyczna i bezlitosna. Kiedy się rozstali, Helena miała 16 lat. Przeżyła to boleśnie, zwłaszcza, że zawsze była córeczką tatusia. Kilka lat potem ojciec zmarł na raka.

B.M.: Postawa i problemy Heleny wiązały się z dawnymi relacjami w jej rodzinnym domu. W swoim dorosłym związku chciała być inną kobietą niż jej mama. Obsesyjnie wręcz zabiegała o zadowolenie Piotra, chcąc w ten sposób zrekompensować braki emocjonalne, jakich doświadczał jej ojciec. Rozwój emocjonalny Heleny doznał głębokiego uszczerbku w wieku dziecięcym. Nie mając pozytywnego wzorca, stworzyła sobie iluzję szczęśliwego związku, gdzie kobieta obdarza mężczyznę miłością absolutną, a potem żyją długo i szczęśliwie. Piotr był w tej bajce księciem.

Odgrywanie ojca

– Zaczęłyśmy z mamą lepiej się poznawać – mówi Helena. – Dowiedziałam się, że zanim wyszła za ojca, przeżyła nieszczęśliwą miłość. Została porzucona, ojciec ją pocieszał i tak zostali razem. Nie kochała go. Nagle zobaczyłam ją w innym świetle, jako słabą kobietę, która cierpiała. Przestała być katem ukochanego tatusia. Zrozumiałam, że w relacji z Piotrem weszłam w rolę ojca, manipulowałam nim poprzez uległość. Kogoś takiego trudno zostawić.

Konfrontacja z matką dała Helenie poczucie wewnętrznej siły. Wyszła z roli małej, urażonej, zalęknionej dziewczynki. Zaczęła się zmieniać. Inaczej się ubierała, przemalowała mieszkanie, wyrzuciła pamiątki po Piotrze. Nie od razu zniknął z jej serca, ale wreszcie zaczęła zajmować się sobą. Na służbowym wyjeździe integracyjnym, gdy przechodziła przez most linowy, odkryła, że nie ma lęku wysokości. Poczuła ogromną frajdę. Tak dużą, że wkrótce spróbowała skoków ze spadochronem. Tego było jej trzeba. W powietrzu poczuła się wreszcie wolna, silna, odważna, wreszcie była „nad”, nie „pod”.

Z kolegą ze zjazdów spadochronowych połączyła ją na początku przyjaźń, potem seks. Rafał był uroczym mężczyzną i miał niesamowite poczucie humoru. Helena weszła z nim w tak zwany wolny związek, bo taki układ najbardziej jej odpowiadał. Pogodziła się z tym, że nie będzie już mogła mieć dzieci. Gdy pojawiła się możliwość rocznego kontraktu w Stanach, postanowiła wyjechać.

Miała wykupiony bilet na początek lutego. Obiecała jeszcze Rafałowi, że spędzi z nim sylwestra w górach i tam pójdą na bal. Nalegał. Zaraz po północy wszedł na scenę i podszedł do mikrofonu. Poprosił ją o rękę. Zgodziła się. Została w Polsce.

  1. Psychologia

Jak radzić sobie z zazdrością o partnera?

Zamiast roztrząsać potencjalne zdrady, skupmy się na wzmocnieniu związku. Jeśli chcemy, by partner czuł się z nami wyjątkowo, postarajmy się, aby nasza relacja była atrakcyjna. (Fot. iStock)
Zamiast roztrząsać potencjalne zdrady, skupmy się na wzmocnieniu związku. Jeśli chcemy, by partner czuł się z nami wyjątkowo, postarajmy się, aby nasza relacja była atrakcyjna. (Fot. iStock)
To nie sama zazdrość jest problemem, a zachowanie, jakie może z niej wyniknąć. Jak podkreśla dr Robert L. Leahy, psycholog i autor książek poradniczych, ta emocja nie zniknie z naszego życia... Warto zatem zrobić dla niej miejsce i przygotować strategię na czas, gdy da o sobie znać.

Trudna sprawa z tą zazdrością...
Ale interesująca, uniwersalna. Zazdrość występuje nawet u zwierząt. Spotkałem w życiu wielu nieszczęśliwych ludzi, niszczących swoje związki i siebie właśnie z powodu zazdrości.

Skąd bierze się zazdrość?
Z punktu widzenia ewolucji takie emocje jak zazdrość były kiedyś potrzebne, pełniły pewną funkcję, w końcu w grę wchodziło pytanie, czy opiekuję się swoim czy cudzym dzieckiem. Kobiety zawsze wiedzą, że to ich dziecko, a mężczyźni nigdy nie mogą być pewni. Stąd męska zazdrość i będąca często jej pokłosiem kontrola.

Ale prawda o romantycznej zazdrości jest taka, że doświadczają jej zarówno mężczyźni, jak i kobiety, tyle że one są bardziej zazdrosne o emocjonalną bliskość partnerów w stosunku do innych kobiet, a oni – o seksualną bliskość, intymność, jaką partnerki mogą obdarować kogoś innego. Kiedy jesteśmy na początku związku, podchodzimy dużo bardziej swobodnie i wyrozumiale do drugiej osoby, ale gdy związek się rozwija i mamy więcej do stracenia, wtedy robimy się zazdrośni.

Jednak nieraz zachowujemy się tak, jakbyśmy chcieli wzbudzić zazdrość u partnera.
Są takie momenty w związku, kiedy nie jesteśmy pewni, czy nasi partnerzy są do nas przywiązani, i wtedy możemy chcieć wywołać w nich zazdrość. Nie twierdzę, że powinniśmy, ale to sprawdzian w rodzaju: „jeśli naprawdę mnie cenisz, to powinieneś być zazdrosny o moich eks albo o kogoś, kto ze mną flirtował lub z kim ja flirtowałam”.

To brzmi jak manipulacja czy przemoc emocjonalna.
Ludzie nie zawsze są mili, to prawda. Badania pokazują, że zazdrość jest częstym prognostykiem przemocy domowej oraz zabójstw kobiet przez mężczyzn, jeśli w grę wchodzi jej agresywna odmiana, związana z władzą i kontrolą. Ludzie czasem popełniają samobójstwa, bo nie mogą sobie z nią poradzić. To silna, powszechna i czasem zabójcza emocja, ale będziemy się z nią w życiu spotykać, więc musimy mieć strategię.

Ale jest spora różnica między uczuciem zazdrości a zachowaniem podejmowanym pod wpływem tej emocji.
Ktoś może powiedzieć, że czuje zazdrość, ale to nie oznacza, że na przykład śledzi partnera czy partnerkę, próbuje jego lub ją kontrolować, grozić czy ograniczać wolność. To te zachowania, a nie odczuwanie zazdrości, stają się problemem. Bo zazdrość sama w sobie może prowadzić do dobrych rzeczy, na przykład pomaga uświadomić sobie, że cenimy nasz związek, że nasz partner czy partnerka są dla nas bardzo ważni, że chcemy wierności. Zazdrość to uniwersalna emocja, ale trzeba rozróżnić emocje od działań.

Jak to zrobić?
Zacznijmy od rozmowy o tym, co się dzieje, o tym, na ile obie strony są zaangażowane w związek, czego chcemy i oczekujemy od naszego związku, a także od partnera czy partnerki. Powiedzmy o tym, że jesteśmy zazdrośni o różne zachowania drugiej strony, na przykład o to, że on albo ona wciąż z kimś się spotyka bez nas lub jest w kontakcie ze swoim eks. Wyznanie zazdrości może być początkiem negocjacji, kontraktu, jaki ze sobą ustalamy. Jeśli jedna osoba chce zaangażowania, a druga woli spotykać się także z innymi ludźmi, to nie sposób stworzyć związku, w którym możemy sobie ufać.

Trudno się przyznać do zazdrości, to trochę upokarzające.
I ludzie czasem czują wstyd z tego powodu, zastanawiają się, co jest z nimi nie tak, co partner o nich pomyśli... Z kolei z jego strony potrzebne jest wsparcie, powiedzenie, że każdy czasem czuje zazdrość, że wszystko w porządku. No bo przecież jasne, że czujemy ukłucie na widok partnera czy partnerki, którzy z kimś flirtują. Ale ja zawsze proponuję, żeby – zamiast starać się pozbyć zazdrości – znaleźć dla niej przestrzeń. Używam wtedy metafory związku jako pokoju, w którym gromadzone są wszystkie doświadczenia z partnerem, a zazdrość jest po prostu jednym z nich. Zróbmy miejsce dla zazdrości, postawmy ją na półce, bo będziemy co jakiś czas ją stamtąd zdejmować.

Jednak powiedział pan także, że niezdrowa zazdrość może zmienić się w kontrolę czy agresję. Jak rozpoznać, czy nasz partner nie zmierza w tym kierunku?
Różnica sprowadza się do tego, jak dana osoba wyraża zazdrość oraz na ile jest otwarta na rozmowę, negocjacje. Warto mówić wprost: „widzę, że jesteś zazdrosny, widzę, że jesteś zaniepokojona”. Z jednej strony możemy potraktować to uczucie jako coś dobrego i przyznać, że czujemy się przez to wyjątkowi i docenieni, ale warto też dodać, że przeszkadza nam sposób, w jaki partner czy partnerka okazują tę zazdrość: nie chcemy być kontrolowani, obrażani, bo to nas odstręcza, odsuwa.

Wiele osób, kiedy słyszy, że są zazdrosne, przyjmuje postawę defensywną, bo czują się jeszcze mniej pewnie. Z drugiej strony temu, kto jest celem zazdrości, niełatwo znaleźć w sobie zrozumienie i współczucie dla drugiej strony. Utrzymanie takiego związku może być prawdziwym wyzwaniem. Wtedy trzeba zastanowić się, czy może lepiej byłoby rozstać się na chwilę, uspokoić i przemyśleć, co dalej.

Kiedy powiedzieć: „dość” i zrezygnować ze związku?
To indywidualna decyzja, ale gdy czujemy, że sobie nie radzimy, zawsze przyda się pomoc specjalisty. A kiedy w związku zaczyna się przemoc, gdy partner podważa nasze poczucie wartości, gdy jesteśmy odcinani od systemu wsparcia, czyli od rodziny i przyjaciół – trzeba poważnie zastanowić się nad rozstaniem. Może nawet takim raz na zawsze.

Powiedzmy to sobie krok po kroku: jakie strategie powinniśmy stosować, gdy mamy do czynienia z zazdrością?
Pierwszy krok to nazwać tę emocję, powiedzieć wprost: czuję zazdrość. Drugi krok to uznać ją za normalną reakcję. Trzeci to zrozumieć, że naszym celem nie jest pozbycie się zazdrości, tylko zrobienie dla niej przestrzeni, żeby nie zniszczyła związku.

Pamiętajmy, że zazdrość to tylko jedno z uczuć, jakie czujemy w stosunku do naszego partnera czy partnerki, obok radości, szczęścia, ciekawości, nudy czy podekscytowania. Kolejna rzecz to rozróżnienie na emocję i zachowanie. Cały czas pamiętamy o rozmowie, negocjujemy granice zachowania: na co się zgadzamy, na co nie.

No właśnie, to zachowanie...
Dobrym rozwiązaniem może być wyznaczenie sobie czasu na zazdrość czy czasu na martwienie się, na przykład co dzień o konkretnej godzinie przez 15 minut. Wtedy dajmy upust wszystkim uczuciom i myślom związanym z naszym partnerem czy partnerką. A po tym czasie zajmijmy się już innymi rzeczami.

Kolejną przydatną rzeczą, którą możemy zrobić, kiedy cały czas zastanawiamy się, co robi moja ukochana czy ukochany albo z kim się spotyka, jest odwrócenie ról. Wydaje nam się, że nikt nie powinien flirtować z naszym partnerem, a on powinien myśleć tylko o nas, ale czy tak samo jest w drugą stronę? Czy ja myślę tylko o mojej partnerce, czy nie flirtuję z innymi, czy nie miałem romansów?

Wreszcie, zamiast roztrząsać potencjalne zdrady, skupmy się na wzmocnieniu związku. Jeśli chcemy, by partner czuł się z nami wyjątkowo, popracujmy nad tym, aby nasza relacja stała się atrakcyjna. Zamiast okazywania złości mówmy drugiej osobie, za co ją kochamy, co w niej lubimy i cenimy i jakbyśmy się czuli, gdyby odeszła.

Wymaga to zupełnej zmiany w postrzeganiu świata. Innego sposobu myślenia.
Dobrze to pani nazwała. Kluczem jest zaakceptowanie, że mamy w sobie uczucie zazdrości, ale podejmujemy wybór, żeby mimo to nie zrobić nic przeciwko ukochanej osobie. Nie musimy jej kontrolować, krzywdzić, prześladować. Możemy po prostu wyrażać uznanie, miłość, zrozumienie, docenić i przyjąć jej perspektywę. Zamiast oskarżać, okażmy miłość i serdeczność.

dr Robert L. Leahy, psycholog, autor wielu poradników. Regularnie publikuje w serwisie „Psychology Today”, występuje na międzynarodowych konferencjach oraz w programach telewizyjnych i radiowych.

  1. Psychologia

Odpuść sobie! 6 kroków do wewnętrznego spokoju

Twoja wolność nie zależy od innych, a jedynie od ciebie. (Fot. iStock)
Twoja wolność nie zależy od innych, a jedynie od ciebie. (Fot. iStock)
Nie wzdychaj do wolności, nie zamykaj jej w sferze marzeń. Zamiast tego zrób coś, by poznać jej smak…

Kto lub co ogranicza naszą wolność? Zwykle winowajcy szukamy na zewnątrz. Tymczasem on kryje się w samym środku, w naszych głowach i sercach. Sądzisz, że byłbyś wolny, gdyby wszyscy dali ci święty spokój i nikt niczego od ciebie nie chciał? To nieprawda. Twoja wolność nie zależy od innych, a jedynie od ciebie. I tylko ty sam możesz dać sobie na nią przyzwolenie.

Uwolnij się...

1. ...od negatywnych emocji! Najpierw naucz się je rozpoznawać. Obserwuj siebie przez najbliższych kilka dni, kierując uwagę na to, jak odczuwasz pierwsze symptomy rozdrażnienia, żalu czy smutku. Może to być kłucie w żołądku, lekki ból głowy… Postaraj się je zlokalizować i zdusić w zarodku. Jak? To proste. Skoro tylko poczujesz, że robisz się coraz bardziej rozdrażniony, powiedz o tym głośno: „Jestem lekko poddenerwowany” – i weź głęboki wdech, a potem zrób naprawdę długi wydech. Używaj słów, które naprawdę odzwierciedlają twój stan ducha oraz siłę negatywnych emocji. Gdy już je nazwiesz, znikną szybciej, niż się pojawiły.

2. ...od monologu wewnętrznego krytyka! W naszej głowie rozbrzmiewa wiele głosów, niektóre aż z czasów dzieciństwa. Zwykle przeważają komunikaty negatywne, takie, jak: „no i co zrobiłeś?!”, „musiałeś to powiedzieć?”, „do niczego się nie nadajesz”, „ale z ciebie frajer”, „nikt nie potraktuje cię poważnie”... Uprzykrzają nam tylko życie. Na szczęście można się ich pozbyć. Podobnie jak w poprzednim punkcie, najlepiej wypowiedzieć je na głos i natychmiast zakwestionować. Prosty przykład: rozlałeś mleko na świeżo umytą podłogę. Co mówi twój wewnętrzny głos? – „kretyn!”. „Czyżby?” – spytaj swojego krytyka. Przypomnij mu, że dziś usłyszałeś od szefa, że świetnie wykonałeś zadanie, a wczoraj doskonale poradziłeś sobie z pewnym problemem w bardzo stresującej sytuacji. W ten sposób wytrącisz mu argument z ręki i wreszcie będzie cicho.

3. ...od schematów, w których żyjesz! Weź kartkę i napisz na niej 5 swoich największych marzeń. Nie zastanawiaj się, dlaczego jeszcze się nie spełniły, tylko puść wodze fantazji. Niech od dzisiaj będzie to twoja lista rzeczy do zrobienia. Zacznij od pierwszej. Chcesz wyruszyć w podróż dookoła Europy? Usiądź do komputera i znajdź w sieci zdjęcie, które obrazuje to marzenie. Wydrukuj je i powieś w widocznym miejscu. Czego potrzebujesz do jego realizacji? Sporządź kolejną listę. Tak postąp z każdym z kolejnych punktów. A teraz pomyśl, jaki będzie twój pierwszy krok. Pamiętaj: wszystko jest możliwe!

4. ...od krzywego lustra! Nie jesteś zadowolony ze swojego wyglądu? Weź swoje ulubione zdjęcie sprzed, powiedzmy, 10 lat. Co czujesz, gdy na nie patrzysz? Myślisz: „jaką byłam piękną kobietą”, „ale ze mnie był przystojniak”… ? Teraz przypomnij sobie, co wtedy o sobie myślałeś? Coś zupełnie przeciwnego, po prostu masa kompleksów. Oto, jak łatwo nabijamy sobie głowę mylnymi przekonaniami. Czas zaakceptować swoje ciało! Zamiast się krytykować:

  • Codziennie rano popatrz na swoje odbicie, uśmiechnij się do niego i powiedz: „dobrze wyglądasz”,
  • Zamów sobie sesję fotograficzną. Poproś przyjaciela lub idź do profesjonalnego fotografa,
  • Zacznij uprawiać sport. Wybierz dyscyplinę, która sprawia ci największą przyjemność, nie musisz bić rekordów, wystarczy sama radość z ruchu,
  • Zrób sobie przyjemność, np. kup jakiś prezent. Nie stać cię na kabriolet? Na początek mogą być kolczyki.

5. ...od potrzeby otaczania się ludźmi! Naucz się czerpać frajdę z bycia ze sobą. To jedna z najważniejszych umiejętności w życiu każdego człowieka. Uwolnij się od presji spędzania każdej wolnej chwili w czyimś towarzystwie. Nie musisz tego robić. Nawet jeśli żyjesz w związku czy dużej rodzinie, znajdź czas, by pobyć ze swoimi myślami, we własnej przestrzeni. Nie planuj tego, co będziesz wtedy robić. Zdaj się na intuicję.

6. ...od chorobliwej zazdrości! W ten sposób podarujesz wolność innym. Jeśli ci na kimś zależy, pomyśl o tym, co go uszczęśliwi. Daj mu szansę, by cieszył się tym, co lubi... Gdy przyjaciółka odwoła spotkanie, bo przyjechał do niej przyjaciel z Madrytu, pożycz jej z serca: „Baw się cudownie".