1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Psychologia pozytywna – optymizm to postawa, której można się nauczyć. Rozmowa z dr Agnieszką Czerw

Psychologia pozytywna – optymizm to postawa, której można się nauczyć. Rozmowa z dr Agnieszką Czerw

W psychologii współcześnie myślimy o optymizmie jako o pewnym zasobie osobistym, z którego człowiek korzysta w życiu codziennym. (Fot. iStock)
W psychologii współcześnie myślimy o optymizmie jako o pewnym zasobie osobistym, z którego człowiek korzysta w życiu codziennym. (Fot. iStock)
Optymista to nie radosny głupek, nieświadom piętrzących się trudności, a osoba, która wierzy w swoją sprawczość i jest gotowa do wysiłków, by osiągnąć sukces. Jak kształtować w sobie taką postawę – pytamy psycholożkę dr Agnieszkę Czerw z Uniwersytetu SWPS.

Czym jest optymizm z Pani perspektywy? Czy wiąże się z cechami osobowości, czy to kompetencja, którą możemy zdobyć?
Są różne teorie na ten temat, ja skłaniam się ku tezie, że jest on nie tyle czymś trwałym, uwarunkowanym na przykład biologicznie, jak wiele naszych cech, a raczej postawą, którą jesteśmy w stanie wykształcić w życiu, której się uczymy, gdy nabieramy doświadczeń.

Zatem kim jest optymista? Bo mam wrażenie, że wciąż pokutuje postrzeganie optymisty jako kogoś w rodzaju radosnego głupka, z którym owszem, przyjemnie można spędzić czas, ale jest on trochę oderwany od rzeczywistości.
Rzeczywiście pokutuje takie dawne przekonanie, że optymizm opiera się na nierealnych przesłankach, czyli „będzie dobrze pomimo wszystkiego, co się wokół nas dzieje”. Jednak myślę, że to się powoli zmienia; w psychologii współcześnie myślimy o optymizmie jako o pewnym zasobie osobistym, z którego człowiek korzysta w życiu codziennym, ale szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Optymizm jest nastawiony na myślenie o przyszłości, przy czym może być to zarówno przyszłość bardzo bliska (co się zdarzy za godzinę?), jak i kwestia tego, jak będę żyła na starość.

Co ciekawe, coraz częściej myślimy o optymizmie także w kontekście innych zasobów osobistych. Moje narzędzie do badania optymizmu jest wielowymiarowe i jest w jakimś sensie podobne do pojęć, które współcześnie pojawiają się w psychologii pozytywnej, jak na przykład pozytywny kapitał psychologiczny. To sformułowanie wprowadzone na początku XXI wieku przez Freda Luthansa i jego współpracowników. Oprócz optymizmu zaliczamy do niego: nadzieję, prężność psychiczną oraz poczucie skuteczności, czyli przekonanie, że jestem zdolna do podjęcia pewnych wysiłków, żeby odnieść sukces czy zapobiec jakimś niepożądanym skutkom w realizacji ważnych dla mnie zadań. I to jest moim zdaniem niezwykle ważne w myśleniu o optymizmie. Zatem optymista to ktoś, kto nie tylko pozytywnie myśli o przyszłości, ale również jest gotów podjąć działania uprawdopodobniające tę pozytywną przyszłość.

Skoro można się uczyć optymizmu, to jak dorosły człowiek może pracować nad tym, by wykształcić w sobie taką postawę?
Jedna droga to ta przedstawiona przez Martina Seligmana w książce „Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie”, gdzie koncentruje się on przede wszystkim na zmianie myślenia i postrzegania przyczyn sukcesów i porażek, by w ten sposób podwyższać poziom optymizmu. Mnie jednak bliższe jest podejście szersze, w którym łączymy optymizm z poczuciem skuteczności. To buduje stabilną i realną samoocenę i podnosi dobre funkcjonowanie. Mogą to być różnego rodzaju treningi. Na przykład oparte na zmianie myślenia, w których przypominamy sobie własne sukcesy z jednoczesnym rozbieraniem ich na czynniki pierwsze. Dlaczego ten sukces przyszedł? Jaki miałam w tym udział? Co takiego zrobiłam, że osiągnęłam taki rezultat? Można również, myśląc o przyszłości, wyobrażać sobie jakieś sytuacje trudne – nie traumatyczne, ale skomplikowane – i szukać możliwych rozwiązań.

Innym podejściem może być trening oparty na doświadczaniu. Można, używając różnego rodzaju trudnych zadań, choćby łamigłówek, sprawiać, że uczestnicy doświadczają trudności przy ich rozwiązywaniu, a potem odnoszą sukces. Wtedy mogą sobie powiedzieć, że osiągnęli to dzięki swojemu sposobowi myślenia, wytrwałości.

Chodzi o budowanie takiego przekonania na temat przyszłości, że jeśli włożę w coś wysiłek, to mam naprawdę duże szanse na osiągnięcie czegoś wartościowego lub uniknięcie zagrożeń. Na przykład jeśli będę się odpowiednio odżywiać i ćwiczyć, to zminimalizuję ryzyko poważnej choroby. Zatem nie tylko myślę, że coś potoczy się w określony sposób, ale i będę działać tak, by ten efekt uprawdopodobnić.

Wspomniała Pani o nadziei jako jednym z elementów pozytywnego kapitału psychologicznego. Czy także możemy się jej uczyć przez działanie? Czy też nadzieja jest potrzebna, żeby uwierzyć w swoją sprawczość i w ogóle podjąć jakikolwiek wysiłek?
Jeśli myślimy o nadziei w sensie egzystencjalnym, to prawdopodobnie jest ona podstawowa, natomiast w psychologii często posługujemy się takim konstruktem jak „nadzieja na sukces”, który właśnie bliski jest ujęciu poczucia skuteczności i optymizmu, o jakim mówię. Czyli można również wzmacniać nadzieję, ucząc się, jak przekierowywać myślenie na szukanie i budowanie wytrwałości w dążeniu do celu.

A kim jest dla Pani pesymista?
W mojej definicji pesymizmu mam na myśli taką postawę, gdy nie mamy ani pozytywnego myślenia na dany temat, ani otwartości na nowe doświadczenia, jesteśmy bardzo nieostrożni i brak w nas nastawienia na osiągnięcia. Nic nas nie ciągnie ku przyszłości, tylko wręcz hamuje, na zasadzie przekonania „to się nie uda, nie ma szans”. Można powiedzieć, że to jest postawa skrajna na osi od pesymizmu do optymizmu.

Czyli w kontekście optymizmu mówimy o kontinuum?
Tak, w większości ludzie są gdzieś pomiędzy skrajnym pesymizmem i skrajnym optymizmem. Takich skrajności jest pewnie niewiele.

W swoich badaniach na osi ku optymizmowi zaraz po pesymistach umieściła Pani ryzykantów. Co można o nich powiedzieć?
Są mniej pesymistyczni niż ci pierwsi, natomiast przejawiają najwyższą skłonność do działania nieostrożnego, ignorując na przykład zagrożenia. A przy okazji wcale nie są mocno pozytywnie nastawieni w stosunku do przyszłości. Można by powiedzieć, że podejmują ryzyko niejako wbrew swoim przekonaniom. To jest dość zagrażający typ optymizmu, nie mam danych empirycznych na ten temat, ale przypuszczam, że takie osoby mogą przesadzić z podejmowaniem ryzykownych decyzji w różnych obszarach i popadać w kłopoty.

Tak jakby brali to, co najgorsze z optymizmu, bo nie czerpią przyjemności z wiary w pozytywny rezultat, a negując czy umniejszając przeszkody, wystawiają się na ryzyko… Z Pani badań wynika, że postawę najwyższego optymizmu prezentujemy około 35. roku życia.
Badania prowadziłam na dużej próbie, bardzo zróżnicowanej wiekowo i okazało się, że najbardziej optymistyczni nie są wcale młodzi ludzie, w dodatku potem w ciągu życia poziom optymizmu już tylko spada. Ale to właśnie osoby dojrzałe, w wieku 35–40 lat mają jego najwyższy poziom. Dlaczego? Mamy już wtedy pewne doświadczenie życiowe, każdy ma jakieś osiągnięcia na koncie, które go wzmacniają. Później poziom optymizmu rzeczywiście zaczyna spadać, jednak jest też wiele badań, które wskazują, że na starość ludzie nadal bywają optymistyczni, przeżywają wiele pozytywnych emocji, mając satysfakcję z życia.

Z czym według Pani badań można połączyć taką optymistyczną postawę w wieku starszym?
Przede wszystkim z poczuciem sensu życia. Niezwykle ważne jest, by mieć swoje życiowe cele nawet w późnym wieku. Na przykład uczyć się czegoś, angażować społecznie. Takie osoby są pogodniejsze, już samo planowanie jest pożyteczne, ponieważ podejmujemy pewne działania, które ukierunkowują myślenie na przyszłość i pozwalają podnieść poziom optymizmu.

Wiele mówi się dziś o wpływie okresu rozwojowego na to, jak odnajdujemy się w świecie jako dorośli ludzie. Na ile doświadczenia dzieciństwa przekładają się na umiejętność bycia optymistą?
Myślę, że jeśli chodzi o rodzinę, to duże znaczenie ma modelowanie. Wiadomo, że dzieci naśladują zachowania ważnych dla siebie osób, przede wszystkim z rodziny, niekoniecznie rodziców, może to być starsze rodzeństwo czy babcia, ale też ktoś z bliskiego otoczenia. Zatem jeśli dzieci wyrastają w środowisku, gdzie dominuje optymizm, to rzeczywiście powtarzają pewne zachowania, które przekładają się potem na taką postawę. Jednak to nie jest determinujące, nie wzmacniajmy w sobie przekonania, że skoro wychowaliśmy się w rodzinie pesymistycznej, to nie ma dla nas nadziei. Jak już mówiłam, poziom optymizmu możemy podnosić w późniejszym czasie, ważne jest m.in. środowisko, w którym żyjemy później.

A czy wiemy coś o znaczeniu religijności dla kształtowania się postawy optymizmu? Nie myślę o rytuałach, a raczej o wierze w siłę wyższą.
Sama takich badań nie prowadziłam, są natomiast prace na temat korelacji praktykowania wiary i poczucia szczęścia, co jest co prawda czymś innym niż optymizm, jednak również wiąże się z dobrym życiem. Są to badania prowadzone na poziomie światowym i dotyczą wszelkich religii, a nawet bardziej duchowości, bo jest to szersze pojęcie. Z badań wynika, że duchowość ma znaczenie dla odczuwania satysfakcji z życia. Warto jednak pamiętać, że religijność jest często związana z obietnicą życia po śmierci, natomiast w psychologii traktujemy optymizm jako zasób osobisty w doczesnym życiu.

Czy warto być optymistą? Na ile taka postawa przekłada się na naszą codzienność?
Oczywiście, że warto. Po pierwsze, jest to powiązane z częstszym przeżywaniem emocji pozytywnych, czyli mniejszym zamartwianiem się na przykład. A mamy twarde dowody na to, że pozytywny bilans emocji przekłada się na jakość zdrowia psychicznego i fizycznego. Wiemy na przykład, że układ immunologiczny jest wtedy silniejszy, czyli rzadziej zapadamy na przeziębienia czy inne infekcje. Jesteśmy też bardziej chronieni choćby przed depresją.

Może jest też sprzężenie zwrotne związane z tym, że z osobami pozytywnymi chętniej przebywamy, więc one łatwiej budują relacje, a to je wzmacnia…
Zdecydowanie, ludzie uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do życia, a tacy są optymiści, są postrzegani jako atrakcyjniejsi w relacjach, dlatego mają więcej okazji niż osoby mało optymistyczne, by budować głębokie relacje, które dają im satysfakcję.

Agnieszka Czerw, dr psychologii, założycielka i członkini Polskiego Towarzystwa Psychologii Pozytywnej. Na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu prowadzi zajęcia z zakresu psychologii pracy i organizacji oraz zarządzania zasobami ludzkimi.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze