Męska depresja, jak sobie z nią poradzić?

fot. iStock

Według najnowszych danych z tą chorobą zmaga się półtora miliona Polaków, co, niestety, nie oznacza, że ją leczy. Zwłaszcza mężczyźni niechętnie zwracają się po pomoc. Z okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Depresją, przypadającego na 23 lutego, pytamy tych, którzy je doświadczyli: Jamiego Tworkowskiego, jak pomóc sobie i bliskim wyjść ze smugi cienia.

 

Kiedy uświadomiłeś sobie, że cierpisz na depresję?

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłem bardzo wrażliwy, zwłaszcza jako dziecko. Pamiętam, że bardzo często niepokoiłem się różnymi wydarzeniami, reagowałem na pewnie sytuacje mocniej, głębiej, bałem się też bardziej niż inni. I choć byłem szczęśliwym dzieckiem, to ta wrażliwość mocno we mnie tkwiła. W okolicach dwudziestki zakończyłem pierwszy poważny związek, a jego koniec był dla mnie bardzo trudny. Ból złamanego serca, jaki towarzyszy końcu relacji, jest przecież dość powszechny, jednak dla mnie był on katalizatorem ogromnego cierpienia i późniejszego załamania. W tym trudnym okresie po raz pierwszy skorzystałem z profesjonalnej porady terapeuty. Jakiś czas potem, bliżej trzydziestki, przez pewien okres brałem antydepresanty i leki na depresję.

Kiedy postanowiłeś podzielić się ze światem informacją o swojej depresji?

Nasza Fundacja TWLOHA (To Write Love on Her Arms) rozpoczęła działalność w 2006 roku. Wtedy też zaczęliśmy dzielić się ze światem historią mojej przyjaciółki Renee, która miała myśli samobójcze i z racji swojego uzależnienia od narkotyków bardzo chciała pójść na odwyk, ale nie było jej na to stać. Niedługo potem i ja zacząłem mówić otwarcie o sobie i towarzyszącej mi od lat depresji. Coraz łatwiej przychodziło mi dzielenie się swoją historią z nieznajomymi, przyznawanie się do tego, że biorę leki czy chodzę na terapię, oraz do tego, że dla ludzi chorych na depresję życie potrafi być naprawdę ciężkie. W ciągu ostatnich siedmiu lat mówienie o tym stało się dla mnie czymś naturalnym i koniecznym.

Jakie były reakcje otoczenia?

Zaskakująco pozytywne. Ludzie reagowali ze współczuciem i wsparciem. Dobra strona tego, że dzielisz się swoją historią, jest taka, że ludzie już to o tobie wiedzą. Rozmawiasz z kimś i ta osoba rozumie, co chcesz jej powiedzieć, jakie uczucia przekazać. Zdecydowanie trudniej jest, gdy ludzie muszą się domyślać, zgadywać, zwłaszcza w sytuacji, gdy potrzebuje się wsparcia. Dzięki temu, że zawsze otwarcie i szczerze opowiadałem o tym, co się ze mną dzieje, mogłem liczyć na wsparcie mojej rodziny i przyjaciół w gorszych momentach. Kiedy opowiadamy naszą historię, to zapraszamy do naszego życia innych ludzi, i to jest wspaniałe.

W książce „Emocje za bardzo” nie wahasz się przyznać, że bywa ci trudno lub że płaczesz, gdy coś cię porusza. Takie wyznania to nadal rzadkość wśród mężczyzn, chłopcy przecież nie płaczą. Trudno było podjąć decyzję, że opowiesz też o swojej wrażliwości?

Nie wydaje mi się, by stała za tym jakaś decyzja, po prostu zawsze starałem się szczerze opowiadać o swoich uczuciach. A powiedzenia „chłopaki nie płaczą”, „trzeba być twardym” są bardzo szkodliwe. To zła i bardzo głupia koncepcja. Tym bardziej chcę dawać przykład i mówić głośno o tym, że niezależnie, czy jesteś jeszcze chłopcem, czy już mężczyzną, to masz prawo do uczuć, wątpliwości, niepokoju i pytań oraz masz prawo tego w sobie nie tłumić. Nie żyjmy w niewoli stereotypów.

Fundacja, którą prowadzisz od 12 lat, ma swój początek w historii znajomości z przypadkowo poznaną dziewczyną, Renee, której pomogłeś przetrwać trudne dni i która potem została twoją przyjaciółką. Dziś pomagacie wielu młodym ludziom z podobnymi problemami: depresją, myślami samobójczymi, z historią samookaleczeń i uzależnień.

Kiedy poznałem Renee Yohe, walczyła z tym wszystkim, o czym mówisz. Wraz z przyjaciółmi sprzedawaliśmy T-shirty, żeby opłacić jej pobyt w ośrodku odwykowym. Gdy za Renee zamknęły się drzwi ośrodka, zamieściłem jej historię na blogu na portalu MySpace. Tytuł tego posta to dziś nazwa naszej fundacji. Cały czas jesteśmy w kontakcie. Renee nie pracuje dla fundacji, ale włączamy ją w nasze działania. Organizowaliśmy wspólnie imprezy muzyczne, promowaliśmy jej muzykę i biżuterię, którą wykonuje, sprzedajemy jej książkę w naszym sklepie. Zawsze będzie ważną częścią naszej historii, ale szanujemy też to, że postanowiła pójść swoją drogą. Cieszę się, że może być sobą i robić rzeczy, które zawsze chciała robić.

Co się wydarzyło od momentu spotkania Renee i założenia TWLOHA?

Od tego czasu wysłaliśmy jakieś 200 tysięcy listów i wiadomości, choć przez 12 lat zmieniały się platformy komunikacji od forów MySpace po komunikatory, media społecznościowe i mail. Przeprowadziliśmy tysiące rozmów twarzą w twarz, organizujemy zajęcia w szkołach, wystąpienia na koncertach i imprezach masowych. Przez filmiki czy choćby wystąpienia na wydarzeniach takich jak konferencja TED dotarliśmy do co najmniej kilku milionów potrzebujących, ich rodzin i przyjaciół. Dla mnie ten zasięg jest niesamowity, zwłaszcza gdy pomyślę sobie, że zaczęliśmy od jednej osoby i jednego spontanicznego posta na blogu.

Od początku czuliście, że muzyka to dobry kanał komunikacji z młodymi zagubionymi ludźmi?

To nigdy tak naprawdę nie była świadoma decyzja, wyszło jakoś naturalnie. Tak się złożyło, że ludzie, którzy jako pierwsi publicznie wsparli nas i nasze działania, byli muzykami i zwykle także naszymi znajomymi. Poza tym muzyka to świetna platforma do komunikacji, wymiany wrażeń i emocji, porozumienia ponad podziałami. Często słowa piosenek opowiadają o bólu, samotności, smutku. Pewnie jest więcej piosenek o rozpaczy niż o szczęściu. Ale dzięki temu możemy łączyć się z innymi w ich bólu, czujemy, że w naszym nieszczęściu ktoś nas rozumie. Muzyka zawsze sprawiała, że mnie osobiście łatwiej było konfrontować się z trudnymi emocjami i o nich rozmawiać.

Co jest najważniejsze w udzielanej przez was pomocy?

Czy jest to rozmowa twarzą w twarz czy wpis na blogu, najważniejsze dla nas są szczerość i jasny komunikat, że jesteśmy gotowi pomóc oraz że dobrze jest prosić o pomoc. Chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że nie są sami, że ich życie ma znaczenie, że jest ważne. Ich ból ma znaczenie. Przede wszystkim zależy nam jednak na tym, by ludzie nauczyli się otwartości w mówieniu o swoich emocjach i stanach emocjonalnych, by nie bali się prosić o pomoc, zwłaszcza o profesjonalną pomoc.

Czasem głębia smutku jest tak porażająca, że nie wystarczy już wsparcie, które może nam ofiarować przyjaciel. Mamy kontakt z terapeutami specjalizującymi się w uzależnieniach czy zdrowiu psychicznym i do nich, w razie potrzeby, wysyłamy osoby, które się do nas zwracają o pomoc.

Jakie słowa pomagają tobie, kiedy wątpisz w siebie i w to, że wszystko będzie dobrze?

W trudnych chwilach pomaga mi już sama pamięć wypowiedzianych przez przyjaciół i rodzinę słów, że zasługuję na miłość. Pomaga mi też świadomość, że mam wokół siebie bliskie osoby i że jest tyle rzeczy, które dają mi radość, jak surfing, gra w koszykówkę czy granie muzyki. To bardzo ważne, żeby w chwilach załamania wiedzieć, że są ludzie i rzeczy, dla których nadal warto żyć.

Rozmawiacie na niełatwe tematy, jak myśli i próby samobójcze czy samookaleczenia. Wyobrażam sobie, jak trudno o tym opowiadać, jeszcze trudniej kogoś wspierać w takich momentach, a potem wrócić do swojego życia. Jak sobie radzicie z tym emocjonalnie?

To trudne dla każdego. My wspieramy ludzi głównie poprzez wysłuchanie i wskazanie im odpowiednich grup, telefonów zaufania, terapeutów. Zachęcamy też do szczerości wobec rodziny i przyjaciół. Jesteśmy również w stałym kontakcie z osobami, które tego potrzebują. Ważne jest, by w takich sytuacjach działać jak zespół, polegać na sobie. Zwykle staramy się, by jedną osobą zajmowały się dwie osoby z fundacji, nawet przy zwykłym wysyłaniu maila czy SMS-a. Wtedy ciężar emocjonalny takiego wsparcia dzieli się na pół.

A czy masz piosenkę, która ci zawsze pomaga?

Pierwsza, która mi przychodzi do głowy, to „Dare You to Move” zespołu Switchfoot. To jedna z moich ulubionych grup i jednocześnie bliscy przyjaciele, którzy wspierają naszą organizację. Ta piosenka, jedna z najważniejszych dla mnie, opowiada o bólu i cierpieniu, ale też o tym, że zawsze to można zmienić, że wiele rzeczy można poprawić, a życie jest warte tego, by dać mu szansę i przeżyć je jak chcemy.

 

Jamie Tworkowski, rocznik 1980, założyciel organizacji To Write Love on Her Arms, ruchu non profit, który ma na celu pomoc ludziom walczącym z depresją, uzależnieniami, próbami samookaleczenia i myślami samobójczymi. Mieszka w Melbourne na Florydzie.

 

 

Jak przestać wypierać emocje? Jak skontaktować się z własnymi uczuciami? Jak nie wpaść w sidła depresji? I co być może najważniejsze: co zrobić kiedy się już w nie wpadło? Na te wszystkie pytanie znaleźć można odpowiedź w książce Depresja. Jedzenie, które leczy – trzeciej już części serii poświęconej tematyce leczenia nie tylko przez pożywienie. Karolina i Maciej Szaciłło, eksperci od zdrowego żywienia oraz ekologicznego trybu życia, korzystając z najstarszego systemu medycznego ajurwedy oraz współczesnej dietetyki, radzą, w jaki sposób przeciwdziałać depresji, jak podnieść życiową energię oraz jak odróżnić depresję od okresowego spadku nastroju.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »