Pobyt dziecka w szpitalu – jak zachować równowagę?

Pobyt dziecka w szpitalu - jak zachować równowagę?
Nastrój rodzica udziela się dziecku. Warto o tym pamiętać zwłaszcza podczas pobytu w szpitalu. (Fot. Getty Images/Gallo Images)

Psychologia ma dowody na to, że nawet skrajne trudności życiowe mogą nas
wzmocnić i zwiększyć nasz psychiczny potencjał, jeśli tylko skutecznie
je pokonamy. Podobnie jest z chorobą dziecka, z jego pobytem w szpitalu
– przekonuje psycholog dr Anna Jakubowska-Winecka z Centrum Zdrowia Dziecka.

Co jest najtrudniejsze z psychologicznego punktu widzenia dla dziecka, które znalazło się w szpitalu?
Każda nowa sytuacja jest problematyczna. Jak bardzo trudny okaże się pobyt dziecka w szpitalu, zależy od wielu czynników. Ważny jest wiek dziecka i to, ile rozumie z tego, co się z nim dzieje, co wie o swojej chorobie. Jego samopoczucie i stan fizyczny: siła, słabość, cierpienie i inne dolegliwości. Wiele zależy od jego wcześniejszych szpitalnych doświadczeń, jeśli takie były, ale także od jego życiowych doświadczeń w ogóle. Od ogólnej odporności czy wrażliwości na stres. Ważne jest także otoczenie, to, jak szpital wygląda, jak odnosi się do dziecka personel. Ważny jest nastrój współtowarzyszy, czyli innych dzieci i rodziców, którzy przebywają w tej samej sali. I bardzo wiele zależy od emocji rodzica, który mu towarzyszy. Doświadczenia pacjentów są bardzo różne.

Ale domyślam się, że lęk to coś, czego doświadcza prawie każde dziecko w szpitalnych warunkach?
Niekoniecznie. Lęk przecież ma swoją przyczynę. Są dzieci, które mają w sobie zdecydowanie więcej ciekawości niż strachu. Są takie, które znajdują w szpitalu przyjaciół i naprawdę nie najgorzej spędzają w nim czas. Zwykle tych emocji związanych z pobytem w szpitalu dzieci mają w sobie wiele, to mieszane odczucia, a lęk wcale nie musi zawsze dominować. Bardzo istotny okazuje się tu także przebieg choroby, sposób, w jaki się ją leczy.

Powiedziała pani, że jednym z ważnych czynników, od których zależy samopoczucie dziecka, są emocje jego rodzica. A rodzic się boi, to oczywiste. Co może robić, by tego strachu nie przekazywać dziecku?
Niekoniecznie zgodziłabym się z tym, że rodzice zawsze przeżywają strach. Przeważnie wiedzą o chorobie więcej niż dziecko i ta wiedza może budzić ich niepokój, ale przecież leczenie ma dziecku służyć, a nie mu zagrażać. Dorosły ma zdecydowanie większy potencjał psychiczny, życiowe doświadczenie i inne zasoby, by radzić sobie z trudnościami. Jeżeli dziecko ciężko choruje lub cierpi, to strach jest uzasadniony. Ale wiele zależy od osobowości rodzica. Ona sprawia, że nie tylko w obliczu choroby dziecka, lecz także w wielu innych sytuacjach ta osoba jest wciąż podminowana i zestresowana albo przeciwnie – ma w sobie wiele optymizmu nawet w najtrudniejszych momentach. A nastrój rodzica udziela się dziecku. Jeśli ono widzi, że mama jest zdenerwowana, to dla niego oznacza, że istnieje powód do zdenerwowania. Jeśli dziecko widzi, że mama jest spokojna, ono odczuwa spokój. Jeśli widzi, że rodzic coś ukrywa, płacze w kącie, a potem ociera łzy i z uśmiechem na twarzy podchodzi do niego, czuje niepewność, bo doskonale wychwytuje te sprzeczne sygnały.

Ale to zrozumiałe, że rodzic nie chce płakać przy łóżku dziecka, na jego oczach.
Bo nie chce go martwić, jasne, ale nie doceniamy stopnia uwrażliwienia dzieci na fałsz. Nie znaczy to, oczywiście, że kiedy czujemy potrzebę wyładowania emocji w obecności dziecka, to nie należy jej poskromić. Czasem „pozwalamy” rodzicom na łzy, a czasem mówimy, żeby wzięli się w garść. To zależy od sytuacji, od relacji rodzica z dzieckiem. W żadną ze skrajności nie należy popadać.

Czego potrzebuje od psychologa rodzic, by mógł zapewnić możliwie jak największy komfort swojemu dziecku?
Rodzice najlepiej znają swoje dziecko i intuicyjnie wiedzą, czego ono potrzebuje, co je uspokaja, a co niepokoi. Ale czasem rodzic gubi się w sytuacji, gdy dziecko jest w szpitalu, poważnie choruje. Wtedy rozmawiamy z nim, próbujemy wspólnie znaleźć właściwą drogę. Potrzeby rodziców są bardzo różne. Jeden rodzic chce wyjaśnienia albo „rozbudowania” zwięzłych według niego komunikatów, które płyną od lekarza. Albo przeciwnie – są rodzice, którzy czują się przygnieceni ilością medycznych informacji, które dostają, i nie są sami w stanie ich przyjąć, przetworzyć. Rodzice mogą mieć trudność z poradzeniem sobie w ogóle z doświadczeniem choroby dziecka. Trzeba pomóc im odnaleźć sens tej sytuacji. Trzeba pomóc odnaleźć go i rodzicom, i samym dzieciom.

To chyba zadanie niemożliwe – znaleźć sens w chorobie dziecka?!
Niekoniecznie, nie mówię, oczywiście, o sensie egzystencjalnym, mówię o czymś, co jest motywacją do działania i walki z przeciwnościami: „Zobaczcie, koledze z łóżka obok się udało, wam też się uda. Wyjdziecie z tego silniejsi”, itd.

Dziecku w szpitalu warto zapewnić jak najwięcej tego, co przypomina mu zwyczaje z domu.

Czy dziecko w chorobie bywa ufne? To znaczy, czy łatwo je zmotywować do walki. Wydaje się, że zdecydowanie łatwiej niż dorosłego.
To zależy od tego, czy w przeszłości dziecko częściej dostawało od ludzi pomoc, czy częściej się na nich zawodziło. To zależy także od poziomu zaufania do ludzi i świata, który prezentują jego rodzice. Dziecko uczy się od nich otwartości i zaufania albo niepewności i podejrzliwości. Mimo tego niektóre osoby z zespołu leczącego doskonale potrafią wzbudzić zaufanie i motywację dziecka do leczenia.

Zdarza się, że dziecko i rodzic w zupełnie inny sposób odbierają zaistniałą sytuację, chorobę?
Tak, zdarza się. Zdarzają się na przykład sytuacje, że dziecko fizycznie czuje się całkiem nieźle, podoba mu się w szpitalu, tu jest kolorowo, są koledzy, komputery i zabawki. Nie czuje się zagrożone. Natomiast rodzic w swoim napięciu nie dostrzega, że bieżące leczenie przynosi dobre efekty. Skupia się na potencjalnych zagrożeniach, wyobraża sobie wszystkie możliwe negatywne skutki choroby w przyszłości. I wtedy rzeczywiście istnieje rozdźwięk między tym, co czuje i jak zachowuje się dziecko, a tym, co przeżywa rodzic. Czasem nastrój rodzica udziela się dziecku, ale nierzadko bywa odwrotnie – to dziecko poprawia humor i uspokaja pesymistycznie nastawionego rodzica.

Czy pobyt dziecka w szpitalu musi mieć dla niego jakieś emocjonalne konsekwencje, koszty, czy da się ich całkowicie uniknąć?
Pobyt w szpitalu jest ciągiem rozmaitych zdarzeń, dziecko przeżywa więc różne emocje, raz dobre, raz gorsze. Tak jak w życiu, jak w szkole, jak w piaskownicy, jak w relacjach z rówieśnikami w każdym innym miejscu. Jeśli suma tych emocji nie jest dramatycznie niekorzystna, czyli dziecko nie doznało ciężkiego psychicznego urazu, to pobyt w szpitalu może być ważnym, wzmacniającym doświadczeniem. Takim, które je czegoś nauczy. Wykluczając sytuacje marginalne, które nazywamy traumatycznymi, absolutnie nie należy zakładać, że szpitalne leczenie może mieć w przyszłości negatywne emocjonalne skutki. Wręcz przeciwnie – to takie doświadczenie, które dla całej rodziny, zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców, może być konstruktywne.

Co rodzic powinien, może zrobić, a czego robić nie powinien, by to doświadczenie było wzmacniające, a nie osłabiające psychikę dziecka?
Dobrze jest, kiedy dziecko zostanie przygotowane do pobytu w szpitalu. W zależności od wieku dziecka, od jego możliwości intelektualnych, od jego emocjonalnej gotowości na przyjęcie takiej informacji rodzice powinni mu wyjaśnić, dlaczego idzie do szpitala. Rodzic, który swoje dziecko zna najlepiej, najlepiej wie, w jaki sposób to opowiedzieć. Chodzi o to, by ten młody albo wręcz mały człowiek dowiedział się, po co istnieje szpital i dlaczego właśnie on go potrzebuje. Jest tylko jeden warunek konieczny do zachowania w tej „opowieści”, jeśli ma ona spełnić swoją rolę – musi ona mieć pozytywne zabarwienie, bez żadnego straszenia! Nie chodzi o to, by oszukiwać dziecko, mówić, że to będzie świetna przygoda, ale skoncentrować się na tym, jak ważne jest, żeby było dobrze zbadane i leczone. Pozwolić dziecku zadać pytania: „Czy będę miał pobranie krwi?”; „Czy będę miał operację?”; „Czy będzie mnie bolało?”. Spokojnie wyjaśnić, jakie są plany badań, lub powiedzieć szczerze, że to się okaże na miejscu, zapewnić, że rodzic będzie przy nim.

To wskazówka, co zrobić przed znalezieniem się w szpitalu. A jak zachowywać się podczas pobytu dziecka w szpitalu? Co robić, a czego unikać?
Rodzic powinien przede wszystkim dziecku towarzyszyć. Dać mu poczucie, że w każdym momencie stoi po jego stronie, ale to nie znaczy przeciwko zespołowi medycznemu. To bardzo ważne – nie rysować obrazu rzeczywistości szpitalnej jako zagrażającej lub skierowanej przeciwko dziecku: „Mama cię wspiera, razem stawimy czoła tej pielęgniarce, która zaraz przyjdzie pobrać ci krew, czy temu lekarzowi, który zrobi ci bolesne badanie”. Nie mówić do pielęgniarki: „Dlaczego przyszła pani o 6 rano, proszę dać jej/jemu pospać”. Pielęgniarka nie robi tego złośliwie, wykonuje swoje obowiązki.

Bardzo ważne, żeby rodzic swoją postawą budował w dziecku zaufanie do lekarzy i personelu medycznego, a nie stawiał go po przeciwnej stronie barykady. To istotny element roli rodzica. Chodzi nie tylko o to, co dziecku mówimy, czyli jak je nastawiamy, lecz także o to, jak sami się zachowujemy, w jaki sposób zwracamy się do lekarzy, pielęgniarek. Dziecko to obserwuje, od tego zależą jego komfort bądź dyskomfort, poczucie bezpieczeństwa bądź jego brak. Nie należy też krytycznie nastawiać się wobec dziecka, które źle znosi badania. Trzeba je wspierać np. podczas pobierania krwi. Nie krzyczeć: „Przestań się wydzierać! Jak będziesz tak krzyczeć, to zaraz stąd wyjdę”. Jakakolwiek forma szantażu jest niewłaściwym zachowaniem, ale czasem zmęczony rodzic z bezradności chwyta się różnych wątpliwych sposobów.

Ważna jest bliskość rodzica?
Jeżeli mówimy o stałej obecności rodzica w szpitalu, to niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, jaką relację ma dziecko z opiekunem, jaka jest jego konstrukcja psychiczna. Jedno potrzebuje ścisłej bliskości, a drugie autonomii i wtedy ciągłą obecność rodzica przy jego łóżku szpitalnym odbiera jako brak swobody i nadmierną kontrolę. Jeśli zdajemy sobie sprawę z tych potrzeb, to wiemy, czego od nas oczekuje dziecko w szpitalnej sytuacji. Wzór relacji rodzica z dzieckiem jest ukształtowany, zanim dziecko pojawi się w szpitalu.

I rozumiem, że pobyt dziecka w szpitalu nie jest dobrym czasem, aby ten wzór zmieniać, korygować.
Zdecydowanie tak. Bo to wystarczająco nowa sytuacja, żeby nie wprowadzać dodatkowych trudnych elementów. Tu się najlepiej sprawdza to, co przypomina codzienność, zwyczaje z domu, to pomaga utrzymywać dziecko w równowadze. A równowaga psychiczna bardzo pomaga w leczeniu.

Anna Jakubowska-Winecka, doktor, kierownik Zakładu Psychologii Zdrowia w Instytucie
„Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze