Nasz rozwój: ustalmy na czym stoimy

Ustalmy na czym stoimy
123rf.com

Czy może być coś bardziej oczywistego dla nas niż kontakt z Ziemią? A jednak mimo pozorów bliskości nie mamy z nią wiele wspólnego. W każdym razie rzadko korzystamy ze wsparcia, jakie nam daje. Żyjemy jak we śnie, biegnąc wciąż do przodu, zaabsorbowani własnymi myślami, odcięci od ciała. Czy warto się przebudzić? I jak to zrobić? – zastanawia się Olga Mieszczanek, coach.
Na warsztatach rozwojowych słyszymy często, jak istotne jest ugruntowanie, nawiązanie kontaktu z ziemią, że to ważny zasób. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie rozumiałam, co to właściwie znaczy.

Najprościej to wytłumaczyć, wchodząc w słowa: „ugruntowanie”, „uziemienie”, „ukorzenienie”. To są w zasadzie synonimy. Wszystkie mają związek z ziemią, gruntem. Na poziomie fizycznym kwestia jest prosta: albo nasze stopy mają kontakt z ziemią, albo nie.

A mogą nie mieć?

Nie ma możliwości, by całkiem nie miały, jeśli stoimy czy idziemy. Jednak są osoby, które tylko część stopy stawiają na ziemi, np. chodzą na palcach. Wtedy ten kontakt jest ograniczony. Czyli to, co daje im podparcie, nie do końca działa. To widać w ciele. Gdy ciężar nie spoczywa na stopach, inne części ciała są nim bardziej obciążone. Na przykład plecy, kolana czy uda. Niektóre mięśnie mogą być permanentnie spięte, stawy zablokowane, ciało bywa nadmiernie wyciągnięte w górę. Takie osoby w zasadzie nie bywają w pełni rozluźnione. Nawet w pozycji leżącej. Bo oczywiście nie mówimy tylko o stopach. Kontakt z podłożem można nawiązać dowolną częścią ciała. W takiej sytuacji część energii zużywana jest na to, by zapewnić ciału poczucie stabilności i wsparcia. Wszystko w ciele jest połączone, a więc niby taka banalna rzecz, jak to, że nie stoimy swobodnie na ziemi czy nie siedzimy całym ciężarem, opierając się o krzesło, ma wpływ na nasz stan psychofizyczny. Również emocjonalny.

W jaki sposób?

To się przekłada na coś bardzo podstawowego, czyli poczucie bezpieczeństwa. Język również to odzwierciedla. Mówimy, że poczucie bezpieczeństwa daje nam to, że mamy się na czymś lub kimś oprzeć, że stoimy pewnie na nogach, stąpamy po pewnym gruncie. Jeśli fizycznie tak się dzieje, psychika dostaje od ciała przekaz: „Jest bezpiecznie, nie musisz cały czas się kontrolować, masz wsparcie”. Bez tego czujemy się niepewnie, gdzieś w naszym ciele siedzi podświadomy lęk, który nas osłabia, odbiera poczucie, że świat jest OK. Ugruntowanie działa stabilizująco, uspokajająco. To fizyczny odpowiednik zaufania, oddania kontroli.

Kiedy po raz pierwszy to świadomie poczułam, miałam wrażenie, że wracam do domu, że nie jestem sama, coś mnie trzyma. To dodało mi sił, nakarmiło mnie.

Często się mówi, że kontakt z ziemią nas karmi. I rzeczywiście: rosną na niej rośliny i żyją zwierzęta, które są dla nas pożywieniem, a więc przekształcamy jej dary w energię. Ziemia karmi nasze zmysły swoim pięknem, co pozwala nam się wznosić na poziom duchowy. Ale też w sensie energetycznym. Ugruntowanie to relacja. Opieramy się, oddajemy ciężar podłożu, ufamy, że nas utrzyma, i ono nam oddaje ten nacisk. Siły w obie strony się równoważą. Takie są prawa fizyki. Ciało dostaje stabilny, podświadomy przekaz, że jest siła, która je trzyma. Psychika odbiera ten stan jako coś uspokajającego, budzącego zaufanie.