1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Trening seksualny – 2 ćwiczenia

Trening seksualny – 2 ćwiczenia

fot.123rf
fot.123rf
Trening seksualny dla par terapeuty Stanisława Kratochvila.

Pierwsze ćwiczenie: Jedna osoba leży na brzuchu, druga głaszcze ją po całym ciele. Osoba głaskana co jakiś czas zmienia pozycję, następnie zamieniają się rolami. Ważne, by każda część ciała została „wygłaskana”. Dobrym pomysłem jest też dołączenie pieszczot słownych.

Wskazówka: za pierwszym razem omijajcie obszary najsilniejszego pobudzenia i skupcie się na swoich odczuciach.

Drugie ćwiczenie: Partner siedzi nagi, podparty, nogi w rozkroku. Partnerka siedzi pomiędzy jego nogami,  plecami do niego i kieruje dłonią partnera w okolice swoich miejsc intymnych. Partnerzy są wtedy bardzo połączeni, on ją obejmuje, może pieścić jej piersi, brzuch, uda.

Wskazówka: możecie zamknąć oczy i ćwiczyć przy muzyce.

Oba ćwiczenia są dla par bardzo relaksacyjne, a dopiero odprężenie umożliwia głębszą bliskość.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak pobudzić pieszczotami erogenne strefy partnera?

Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
„Petting" to słowo tak stare jak magnetofon kasetowy. I równie wycofane z użycia. Szkoda, bo opisuje fenomenalną technikę - pobudzania stref erogennych bez odbywania stosunku. Strefy erogenne to nasz cenny zasób seksualny i opłaca się o nie dbać.

Erogenna mapa ciała

Pierwsza prawda o naszych strefach erogennych jest prosta. Bez kontaktu z ciałem gadanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Zmysły wymagają pielęgnacji i uwagi. I dotyk, którego używamy, pobudzając strefy erogenne, nie jest wyjątkiem. Wszystkie możliwe szkoły psychologiczne akcentują wagę dotyku w naszym życiu, opracowując wskazania minimalnej liczby głasków na dzień, jaką powinnyśmy przyjąć, aby zachować zdrowie. Dotyk i głaskanie redukuje ilość kortyzolu (hormonu stresu), co pozwala rozluźnić się i otworzyć  na kontakt fizyczny i psychiczny. Bez niego  nasze strefy zmieniają się w pustynię.

Druga zasada pettingu jest równie prosta: nie ma zasad. Każdy z nas ma własny, indywidualny rozkład punktów, które reagują na stymulację. Co więcej, każdy z nas ma swoje punkty aktywne w różnym czasie. To znaczy, że na przykład delikatne gryzienie sutków na początku gry wstępnej może być dla niektórych kobiet świetnym bodźcem, ale robienie tego samego pod koniec aktu może sprawiać ból.

Podobno ilość kobiecych i męskich stref erogennych jest jak 5 do 1. „Podobno”, bo tak mówią badania, a nie doświadczenie. Mężczyźni, oprócz genitaliów, dysponują w większości tymi samymi strefami erogennymi, co kobiety, choć o różnej wrażliwości. Wciąż istnieje takie myślenie, że mężczyźni dbają tylko o „porządny stosunek", czyli penetrację, a dotykanie ich nie rusza. Tymczasem większość mężczyzn uwielbia dotyk, a znaczenie pettingu i innych form pobudzania wzrasta wraz z  wiekiem. O ile 20-latek podnieca się szybko i łatwo, o tyle 50-latek będzie potrzebował więcej zabiegów, żeby wkręcić się na obroty. I do tego właśnie mamy strefy erogenne.

Całe nasze ciało to jedna wielka strefa do pieszczenia. W zasadzie wszędzie tam, gdzie ludzka skóra jest delikatna i ukrwiona, możemy znaleźć miejsca, które można zmysłowo lub erotycznie stymulować. Będą to usta, małżowiny uszne, sutki, skóra na wnętrzach ramion i pod kolanami, nadgarstki, okolice pępka, pośladki, wnętrze ud, kark, nawet podeszwy stóp. Naturalnie do stref erogennych zaliczamy także nasze genitalia. I warto pamiętać, że miejsca, gdzie śluzówka przechodzi w skórę, są najbardziej wrażliwe - czubek penisa, strefa anusa, zewnętrze warg sromowych większych. Z niektórymi się urodziliśmy, niektóre rozwinęli nasi poprzedni partnerzy, partnerki, stymulując nas w określony sposób. Do końca życia zachowamy zdolność odbierania wrażeń erotycznych poprzez dotyk i ciągle możemy rozwijać swoje mapy.

Strefy erogenne stymuluje dotykanie ręką, ale także całowanie, lizanie językiem, głaskanie włosami i piórkiem, smyranie lodem, klepanie, delikatne szczypanie czy gryzienie. Trzeba tylko pamiętać o zmianach - rytmu, miejsca, sposobu stymulacji. Żeby się nie znudziło, żeby nie zaczęło boleć, żeby doznania były urozmaicone. 10 minut głaskania w jednym miejscu i koniec szału namiętności. Jeden z pomysłów, który polecam wszystkim kobietom mającym trudność przed z oznajmieniem tego, jak i gdzie chcą być dotykane, to zastosowanie jadalnej farby do ciała. Malują na sobie strzałki, kółka i piszą, co ma się wydarzyć, z humorem i polotem dając znać partnerowi, że kark powinien iść pierwszy, a dopiero po nim pośladki. Już samo zlizywanie farby to obustronna przyjemność.

Orgazmy strefowe

Na koniec o czymś, czego podobno można się nauczyć, a z czym rodzą się niektóre kobiety - orgazmy strefowe. Polegają na szczytowaniu przy niewinnym dotykaniu konkretnej części ciała, niebędącej genitaliami. Kobieta zdolna do orgazmów strefowych na przykład idzie do fryzjera i doznaje rozkoszy od masażu głowy. Jej ciało jest tak wrażliwą strefą erogenną, że pobudzenie może przyjść skądkolwiek.

Jednak niezależnie od tego, jak układa się twoja mapa stref erogennych, pamiętaj, że największą i najsilniejszą strefą erogenną jest mózg. W nim dzieje się duża część cudu zwanego  seksem, to on zawiera przysadkę mózgową w znacznej mierze kontrolującą funkcje seksualne, to tam wreszcie, przy niewłaściwym nastawieniu, może utknąć zablokowane podniecenie. Wolność od negatywnych przekonań na temat seksu uwalnia twoją głowę i umożliwia świadome czerpanie z całego bogactwa stref erogennych, z twojego ciała.

  1. Seks

Jakie przesądy na temat seksu warto wyrzucić z sypialni?

Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Pozycja misjonarska to nuda, fetyszyści – zboczeńcy, a gra wstępna – obowiązkowa! Prawda czy fałsz? Wyjaśnia seksuolożka Małgorzata Zaryczna.

Na żaden chyba temat nie napisano tylu poradników. Jak zatrzymać Erosa w sypialni, jak na 10 sposobów doprowadzić ją do orgazmu, jak dać mu niebiańską rozkosz… Ochoczo czytamy i stosujemy w łóżku to, czego się nauczyłyśmy. Satysfakcjonujące? Tylko czasem. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie chodzi o to, by opanować kolejne techniki. To, co najistotniejsze, to zrozumieć zjawisko, jakim jest seks. I nie dać się uwieść… łóżkowym absurdom.

Odrobina fetyszysty

Fetyszyzm to seksualna anomalia, polegająca na tym, że dana osoba osiąga satysfakcję dzięki obecności podniecającego ją przedmiotu – fetysza. Zgoda, może być prawdziwym dramatem par: on ją kocha, ale nie podnieca go bliskość z nią bez „dodatku” w postaci kawałka koronki czy butów na obcasie, a ona – jeśli o tym wie – czuje się wręcz zbędna w sypialni.

– W takim wymiarze fetyszyzm wymaga pomocy seksuologa – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Nawet z punktu widzenia przyjemności przestaje być funkcjonalny: jednemu z partnerów ją daje, lecz za bardzo wysoką cenę; drugiemu natomiast stopniowo ją odbiera, stanowiąc źródło frustracji i cierpienia.

Nie zawsze jednak to, co nazwalibyśmy fetyszyzmem, nim jest. Nie każdy mężczyzna, który wącha damską bieliznę, jest zboczeńcem – w takim zachowaniu nie ma nic złego, dopóki za podstawowe źródło satysfakcji uważa kontakty seksualne. Fakt, że coś zwiększa przyjemność, stanowi pikantny przyczynek, ekstradodatek w łóżku, być może czyni z obiektu rodzaj fetysza, ale nie czyni człowieka fetyszystą. Tym bardziej, że…

– Odrobina fetyszysty drzemie w każdym z nas – mówi Małgorzata Zaryczna. – Każdemu coś się bardziej podoba w ciele partnera, a coś mniej. Weźmy choćby zamiłowanie mężczyzn do damskich stóp czy piersi. Wiele osób odczuwa podniecenie w reakcji na zapach skóry i potu partnera, a już widok damskiej bielizny czy pończoch kręci większość panów o orientacji heterosekualnej.

Dlatego w samym fakcie, że kogoś podniecają jakieś konkretne akcesoria, nie ma nic złego. Co więcej, znalezienie swego fetysza jest fantastycznym sposobem na podgrzanie atmosfery w sypialni.

Dobrym przykładem udanych poszukiwań jest Magda. Ona swój fetysz odkryła przypadkiem i to właśnie ten kawałek jej seksualności sprawił, że dziś jest szczęśliwą żoną i matką. Zgłaszała na posterunku policji kradzież komórki. Przyjął ją posterunkowy, który pewnie był kompetentny i pomocny, ale tego Magda nie pamięta. Pamięta natomiast, jak podziałała na nią jego bliskość: poczuła się jak topniejąca landrynka. Na początku nie wiedziała, czemu. Ale kiedy spotkali się znowu, on był w cywilu i… podniecenie nie przyszło. Wciąż się jej podobał, ale ten gorący płomyczek w podbrzuszu nie chciał się zatlić. Do łóżka trafili na trzeciej randce, bo on przyszedł prosto z pracy, w uniformie. A Magdę tak podniecił ten symbol władzy, że z miejsca zaprosiła go do siebie. Są razem od pięciu lat. Seks jest cały czas wspaniały – ale najlepszy wtedy, kiedy mąż do łóżka przychodzi „na służbowo”.

Może by tak więc założyć dla ukochanego pończochy – z podwiązkami, podtrzymywane przez pas czy samonośne? Na większość mężczyzn działają. Na niemal każdego działa też ładna, koronkowa bielizna. Inni uwielbiają kobiety w szpilkach – także w łóżku. Czasem proszą o założenie białych podkolanówek, dzięki czemu mają poczucie, że konsumują zakazany owoc: takie skarpetki kojarzą się ze strojem uczennicy. Cokolwiek to będzie, Małgorzata Zaryczna zachęca do poszukania swojego małego, łóżkowego dziwactwa, drobnego odstępstwa od normy, bez przyklejania sobie od razu łatki zboczonych.

Czy musi być intensywnie?

Czego najbardziej obawiamy się w sypialni? Jeśli za miernik obrać problemy, z jakimi zgłaszają się do seksuologa pacjenci, okazałoby się, że panicznie boimy się nudy. Coraz więcej par unika z tego powodu… pozycji misjonarskiej.

– Często słyszę: „boimy się kochać w tej pozycji, żeby od seksu nie zaczęło wiać nudą” – dziwi się Małgorzata Zaryczna. – Ten lęk jest powszechny, zwłaszcza wśród młodych ambitnych, kadry kierowniczej, w której kładzie się wielki nacisk na rozwój, sukces i kreatywność. Oni najbardziej boją się rutyny, codzienności. Także w seksie: chcą się kochać w windzie, na imprezie, w parku – byle nie w łóżku. I byle nie „na mamę z tatą”. Czasem muszą iść na siłownię czy jogę i trenować ciało, żeby dało radę kolejnym cudom z Kamasutry.

Zamieniają seks w dyscyplinę wyczynową. Po co? Co jest nie tak z pozycją klasyczną? – Ależ nic! – zapewnia Małgorzata Zaryczna. – To najważniejsza pozycja, niesłusznie teraz degradowana. Zapewnia ogromną bliskość. Kochankowie mogą się przytulić do siebie całymi ciałami, objąć jednocześnie rękami i nogami. Trudno przytulić kogoś bardziej… Poza tym ma bardzo wiele wariantów, pozwala stosować pchnięcia głębsze i płytsze, zbliżać się i oddalać, by móc na siebie popatrzeć.

Wniosek? Seks lubi urozmaicenie, to dobrze, jeśli w poprawę życia erotycznego para chce wkładać tyle energii i poświęcać na to czas, ale bez przesady. Klasyczne pozycje mogą wydać się zwykłe, prozaiczne, ale przecież potrafią dostarczyć tyle samo przyjemności i bliskości, co inne, a na dodatek być ciekawym urozmaiceniem w… sztafecie samych nowości. Chodzi o to, by być razem i czerpać radość z seksu, a nie by sprawdzać wytrzymałość stawów i mięśni podczas miłosnej potyczki.

Podobnie jest z wyśrubowanymi standardami dotyczącymi gry wstępnej. Dawniej mężczyźni sądzili, że kochance jako bodziec podniecający wystarczy fakt, że zdejmą spodnie. Dlatego seksuologowie niezmordowanie grzmieli: „Panowie, bez gry wstępnej kobiety nie zadowolicie! Pomyślcie nie tylko o sobie, ale też o partnerkach, poświęćcie czas na pieszczoty”. Lata edukacji dały owoce: dzisiejsi kochankowie wiedzą, że kobieta rozgrzewa się wolniej i potrzebuje gry wstępnej. Poznali tyle trików i sposobów, że… zaczynają się w tym gubić. Zamiast błysnąć przed kochankami, osiągają skutek całkiem odwrotny.

– Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której gra wstępna nie służy pobudzeniu partnerki, tylko pokazaniu, że oni potrafią i są gotowi to robić, nawet bardzo długo – zauważa seksuolożka. – Przeciągają więc wstępne pieszczoty do granic możliwości. Tymczasem kobieta przy zbyt długich pieszczotach albo ostygnie, albo się zirytuje. W obu przypadkach straci ochotę na zbliżenie. Bo w pewnym momencie, gdy czuje podniecenie, chciałaby przejść już do konkretów – a on pieści i pieści. To, zamiast rozgrzewać, tylko studzi jej zapał.

Do gabinetu Małgorzaty Zarycznej przychodzi wiele kobiet, skarżąc się, że nie chcą urazić partnera, bo się tak stara… ale one chciałyby konkretów, penetracji, pasji i pożądania, a nie głaskania, muskania, pocierania i ugniatania bez końca. Boją się, że gdy powiedzą: „za długo mnie pieścisz”, on się obrazi.

– Rzeczywiście, może poczuć się dotknięty – zgadza się Małgorzata Zaryczna. – Ale wiele zależy od tego, jak mu to przekaże partnerka. Zamiast powiedzieć: „za długo mnie pieścisz”, może po prostu zaprosić go do akcji słowami w stylu: „kochanie weź mnie teraz, zwariuję, jak tego nie zrobisz”. Nie bójmy się przejąć inicjatywy. Który facet nie marzy o tym, by kobieta błagała go o seks?

Cisza na planie

Zuzanna podczas seksu musi ze sobą walczyć. Coś od środka sprawia, że chciałaby jęczeć. Ale stara się być cicho. Zaciska usta, by nie sapać, nie jęczeć i nie wzdychać. A już na pewno nie krzyczeć. Wstydzi się, bo to jak przyznanie się do tego, że jest rozwiązła, jak – nie przymierzając – jakaś gwiazda porno. A w ogóle to głupio brzmi, a któż chciałby narazić się na śmieszność, zwłaszcza w sypialni?

– Kompletny absurd – uważa seksuolożka. – Powstrzymując odgłosy, powstrzymujemy też oddech, czego dalekosiężnym efektem jest niedostateczne ukrwienie, a więc za małe uwrażliwienie tkanek. To skutkuje słabszym odbiorem bodźców zmysłowych. Wniosek: tłumiąc odgłosy, tłumimy też przyjemność. Pomijając fakt, że gdy zamiast odlecieć na skrzydłach rozkoszy, cały czas się kontrolujemy, raczej trudno o orgazm.

Zuzanna nie tylko nie daje sobie szansy na większą przyjemność, ale też pozbawia swojego partnera bardzo silnego bodźca erotycznego. Mężczyźni uwielbiają kobiece jęki. To dla nich wspaniała nagroda za starania. Nie na darmo w filmach erotycznych przykłada się dużą wagę do doboru efektów dźwiękowych…

Kobietom, które chciałyby się przełamać i wreszcie przerwać ciszę w sypialni, Małgorzata Zaryczna zaleca ćwiczenia… w samotności. – Na przykład podczas masturbacji. Powzdychać, postękać, pojęczeć – powydawać najróżniejsze odgłosy, na jakie będą miały ochotę – radzi. – Nawet gdyby taki seans autoerotyki miał się zakończyć salwą śmiechu, jest to cudowne, oczyszczające doświadczenie. Wiele kobiet nigdy nie słyszało swojego jęku, z góry zakładając, że to nie na miejscu. Tymczasem nasze westchnienia są piękne!

(Zbyt) romantyczny kochanek

Współcześni mężczyźni rozumieją potrzeby kobiet. Tak jak Marek. Jego żona ciężko pracuje, jest prawniczką i często siedzi w kancelarii do późna w nocy. Seks? „Daj spokój, nie mam siły” – to najczęstsza odpowiedź, jaką słyszy Marek. Więc nie nalega. Rozumie, widzi podkrążone oczy żony. Efekt? Sypiają ze sobą raz na kwartał. Albo rzadziej. Właściwie to przeważnie na wakacjach. Życie seksualne Marka od lat odbywa się… na własną rękę.

– Rzeczywiście, od jakiegoś czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem „nowego mężczyzny” – mówi Małgorzata Zaryczna. – Wycofuje się, by dać kobiecie przestrzeń. Robi to z miłości i troski. Nie chce jej przytłaczać. Szanuje uczucia. Do niczego nie zmusza. A już na pewno nie do seksu.

Piękne? Może. Ale też absurdalne. Bo wszystko w nadmiarze staje się absurdem. A kobieta potrzebuje prawdziwego faceta.

– Choć to w dobie emancypacji zabrzmi niemodnie, kobieta prędzej będzie mieć orgazm z mężczyzną stanowczym, wiedzącym, czego chce, może nawet nieco dominującym, niż z wyrozumiałym, ale delikatnym i niezdecydowanym partnerem – uważa seksuolożka. A zatem lepiej sprawdzi się stary, dobry macho, który dba tylko o siebie? Niekoniecznie. Wystarczy, jeśli mężczyzna będzie zdecydowany. Będzie naprawdę wiedział, czego chce i będzie to wyrażał, pokazując w ten sposób kobiecie, że jest piękna i atrakcyjna. Mężczyzna musi sprawiać wrażenie kogoś, kto panuje nad sytuacją. Dopiero wtedy kochanka może się całkowicie odprężyć w jego ramionach i oddać przyjemności.

– Poza tym u kobiety ochota na seks pojawia się czasem dopiero pod wpływem pieszczot – dodaje Małgorzata Zaryczna. – Zwłaszcza po kilku latach związku. Odpowiednio pobudzana nabiera apetytu na więcej. Stąd, jeśli parter wycofuje się, bo ona skrzywiła brew, seks rzeczywiście przydarza się od święta.

Ale jest jeszcze coś: kiedy mężczyzna jest bardzo wyrozumiały, wrażliwy i empatyczny, staje się… kobiecy. Podobny do nas. Zbyt podobny. Jest jak nasza przyjaciółka. Wtedy nie ma napięcia, nie iskrzy. A to zabija libido. Poza tym niedawne badania wykazały, że kobiety miały zdecydowanie lepsze orgazmy po obejrzeniu horroru niż komedii romantycznej. Jak widać, odrobina napięcia poza łóżkiem jest zatem niezbędna, by w łóżku płynął prąd.

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.

  1. Seks

Fantazje seksualne – czego o sobie nie wiemy?

Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Czy trzeba realizować seksualne fantazje, by poczuć się spełnioną jako kobieta?
Powiem zdecydowanie – na pewno nie wszystkie fantazje warto realizować, a już z pewnością nie należy robić tego dosłownie. I dotyczy to nawet tych marzeń, które wydają się całkiem niewinne. Jeden z moich klientów od dziesięciu lat fantazjował o… fryzjerkach. Wyobrażał sobie, że przychodzi do salonu, a tam miła pani ciepło się do niego uśmiecha, zaczyna go dotykać, masować – najpierw głowę, potem całe ciało. To była jego superfantazja, przy której onanizował się przez lata, kiedy był sam. Ale od trzech lat jest w stałym związku i kryzys w nim pojawił się właśnie z powodu owej fryzjerki. Partnerka wypytywała go bowiem tak długo, aż opowiedział, co mu chodzi po głowie. No i trafili do mnie, bo ona postanowiła urzeczywistnić jego fantazję! Pewnego dnia pojawiła się w drzwiach w kusym fryzjerskim fartuszku z nożyczkami w ręku. Jednak to kompletnie nie zadziałało, jej partner nie był ani trochę bardziej podniecony. Próbowała więc kolejny raz i kolejny…

Domyślam się, że nadal nic z tego?
Dokładnie tak. Zraniona uznała więc, że nie jest dla swojego partnera tak atrakcyjna i pociągająca jak fryzjerka z jego fantazji, choć nie miała do wyciągnięcia takiego wniosku żadnych podstaw, bo ich seks był udany. Bez fajerwerków, ale udany. Jednak to jej nie wystarczało. Próba realizowania jego fantazji doprowadziła do kłótni.

I zapewne ten mężczyzna wcale nie rozumiał dlaczego.
Nic nie rozumiał. Przecież wcześniej wszystko było między nimi w porządku. Czuł się więc zagubiony i oszukany, był zły, bo za szczerość spotkała go kara. Na kolejną sesję zaprosiłem więc tylko jego. I co się okazało? Przypomniał sobie, że przed dziesięcioma laty, kiedy był tuż po rozwodzie i czuł się bardzo samotny, trafił do salonu fryzjerskiego, w którym natknął się na wyjątkowo ciepłą, delikatną i bardzo czułą fryzjerkę. Przez 40 minut z pietyzmem przycinała jego włosy. Zrobiła mu też wspaniały masaż głowy. A on bardzo potrzebował czułego dotyku.

Czyli o ciepło, a nie o seks mu w tych fantazjach chodziło?
No właśnie! Fryzjerka była dla niego symbolem czułości, zainteresowania. Ale jego partnerka nie odkryła tego, co skrywała w sobie ta fantazja. Poszła za własną wizją tego, kim może być kobieta z salonu fryzjerskiego: kusicielką, wyuzdaną kochanką…

Zupełnie się ich fantazje rozminęły…
Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek. Tu bardzo łatwo o pomyłkę, błędną interpretację. Jak choćby w przypadku mojego innego klienta, który był przekonany, że skoro jego partnerka przyznała się do fantazji o Afrykaninie, to zapewne chodzi jej o wyjątkowo bogate męskie wyposażenie i supersprawność. Pomyślał nawet, że wie, skąd u jego partnerki taka fantazja. Pamiętał bowiem, że podczas wycieczki do Kenii zdarzyło jej się zapatrzyć na jednego z miejscowych mężczyzn. Dlatego przez kilka miesięcy wsmarowywał jakieś maści kupione w Internecie, które rzekomo miały wydłużyć jego członek. Kolejny pomysł, na jaki wpadł, to kupienie prezerwatyw w kolorze czarnym i specjalnych nakładek powiększających obwód członka. Jego żona zareagowała frustracją, bo za jej fantazjami kryło się tylko pragnienie, by ich seks był mniej przewidywalny. Afrykanin był dla niej symbolem zaskoczenia, różnorodności, dla niego – ogromnego męskiego przyrodzenia.

Kompleksy kazały mu w ten sposób zinterpretować fantazję partnerki?
Zapewne tak. Zdarza się też, że fantazje prowadzą do manipulowania partnerem. Miałem klienta, który chciał zdradzić żonę, ale nie potrafił się przełamać – tak po prostu zdecydować się na skok w bok – bo w gruncie rzeczy był monogamistą. Wymyślił więc, że podzieli się z partnerką swoją fantazją o swingowaniu. Potem namówił ją, by razem z nim poszła do klubu dla swingersów, a w końcu żeby to ona pierwsza zdradziła jego. To da mu prawo, by także dopuścić się zdrady! Długo przekonywał żonę, aż w końcu stało się! Kilka tygodni później trafił do mnie… z objawami stresu pourazowego. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, widział swoją partnerkę z tamtym mężczyzną. Realizowanie takiej fantazji jest jak wrzucenie granatu do pomieszczenia – nie wiadomo, kto przeżyje. Trzeba bardzo uważać.

Chyba podobnie trzeba uważać, kiedy mowa o fantazjach związanych z gwałtem. Czy kobiety opowiadają o nich swoim partnerom?
Czasem tak, co też zazwyczaj kończy się nieporozumieniem. Scenariusz po takim wyznaniu zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: ona akurat gotuje obiad i nie jest w humorze, bo miała ciężki dzień w pracy. On zakrada się i zadziera jej sukienkę, by nagle uprawiać z nią seks. Penetrować. Ona jest wściekła, ma pretensje, bo czuła się zgwałcona. A on nic nie rozumie, przecież o to jej właśnie chodziło, tymczasem słyszy od partnerki, że wcale nie o to.

To czego ona chciała?!
Gwałt to tylko symbol. Ona chce, żeby on przejął inicjatywę, ale kiedy trafią do łóżka, do sypialni! Chce, żeby był męski, czyli stanowczy, dynamiczny, żeby wziął odpowiedzialność za seks, za klimat, za technikę, żeby ona mogła się poczuć swobodnie. A więc żeby działał z większą pewnością siebie, ale brał jednocześnie pod uwagę jej uczucia.

Są kobiety, które decydują się na operację powiększania piersi, gdy partner przyzna, że fantazjuje o kobietach z dużym biustem. Czy ich wysiłek ma jakiś sens?
Mężczyźni fantazjują o kobietach z wielkimi piersiami, bo te kojarzą im się z obfitością. Ale nie obfitością ciała, a obfitością czułości, zrozumienia. Czyli o kobietach, które są kochankami, ale też – jak mawia profesor Zbigniew Lew-Starowicz – mamami bis. Znowu więc nieporozumienie. Mam klientkę, która poszła tą błędną drogą interpretacji. Powiększyła sobie piersi, i to dwukrotnie, bo po pierwszej operacji on przyznał, że dalej fantazjuje o kobietach z jeszcze większym biustem. Jednak i to nie ożywiło ich związku. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zgłosiła się do mnie, kiedy wykonała już serię innych zabiegów. Pomyślała, że skoro jej partner ogląda pornografię, a tam kobiety mają wycięte wargi sromowe, żeby ich narządy wyglądały jak te u 16-latek, to ona także musi mieć takie. Ale i to nie zwiększyło częstotliwości uprawiania przez nich seksu. Więc znowu – jak aktorki w filmach porno – wybieliła sobie odbyt. Potem jeszcze zdecydowała się na ostrzyknięcie łechtaczki i punktu G kwasem hialuronowym.

Szaleństwo!
A problem leży zupełnie w innym miejscu. Ona jest jak lodowiec, ma charakter zadaniowy. A on potrzebuje kobiety ciepłej, czułej, opiekuńczej. On chciałby, żeby żona kokietowała – kusiła wzrokiem, gestem, słowem. A ona? Wbiega do mieszkania w stukających szpilkach i wydaje polecenia: „Seks o 21, wcześniej kolacja przy świecach, a teraz opowiedz, co się dziś działo!”. Tymczasem bliskość to ciepła i uważna rozmowa, a nie suche raportowanie, warto o tym pamiętać. Ono jest bardzo skuteczne w biznesie, ale w związku dla niektórych to katastrofa.

Czyli pod każdą fantazją, nawet tą o biuście, skrywa się jakiś „podspód”?
Tak. I ten „podspód” zwykle bardzo różni się u niej i u niego. I stąd ten ciągły zgrzyt, gdy decydują się dosłownie realizować swoje fantazje... Opowiem jeszcze o klientce, która powiedziała partnerowi, że fantazjuje o mężczyźnie, który potrafi uczynić seks bardziej lekkim i frywolnym. A on, jak to facet, naoglądał się komedii i komików klasy B i zaczął ją traktować jak młodszą siostrę. Wygłupiał się: wysypał ryż pod prześcieradło po jej stronie łóżka, innym razem pod jej jasiek podłożył prukającą poduszkę… Co ona na to? No, nie nabrała ochoty na seks! Chciała w łóżku lekkości i uśmiechu, a nie partnera z gimnazjum! Dlatego kiedy już decydujemy się opowiadać o swoich fantazjach, nie zostawiajmy partnerowi miejsca na domysły. Opatrzmy je solidnym komentarzem, bo tylko właściwie odczytane fantazje doprowadzą do spełnienia i radosnego przeżywania seksu, a nie do gabinetu seksuologa.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Orgazm na emeryturze

Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Młodzi obsadzają cię w roli babci, a ty wciąż masz wielki apetyt na życie i seks? Nie musisz przechodzić na erotyczną emeryturę! Możesz mieć orgazm za orgazmem, bo dopiero teraz wiesz, jak go osiągnąć i poczuć jego prawdziwy smak.

Pamiętacie tę scenkę z serialu „Seks w wielkim mieście”, kiedy zrozpaczona Samantha oświadcza koleżankom, że straciła orgazm? Carrie próbuje ją pocieszyć, że czasami po prostu się nie udaje. „Mnie się zawsze udaje” – ucina Samantha i nawet nie chce słuchać zapewnień przyjaciółki, że pewnego dnia orgazm znów się pojawi. Tymczasem Charlotte dolewa oliwy do ognia: „Czytałam artykuł o kobiecie, która miała orgazm za każdym razem. I nagle… Przestała mieć. Na dobre. Po prostu zużyła cały swój zapas”.
Myślicie, że jest jakiś limit orgazmów, które przysługują nam na całe życie? Że w „pewnym” wieku zostają nam już tylko wspomnienia?

Rozkosz bez limitu

Kiedyś byłam w kinie na filmie „Lepiej późno niż później”. Podczas sceny, w której Jack Nicholson i Diane Keaton uprawiają seks, usłyszałam rozmowę pary siedzących obok 20-latków: „To w tym wieku jeszcze uprawia się seks?!”. No cóż…

– Młodzi często uważają, że w pewnym wieku seks trzeba odłożyć na półkę, a zająć się plewieniem ogródka lub opieką nad wnukami – uśmiecha się Violetta Nowacka, specjalistka od edukacji seksualnej, psycholożka prowadząca poradnię SELF Przyjazne Terapie w Poznaniu. I uspokaja: – Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci.

Na dowód przytacza dane: 41 proc. emerytów deklaruje, że regularnie uprawia seks, a 15 proc. robiłoby to, gdyby tylko miało partnera. Co czwarty mężczyzna po siedemdziesiątce jest sprawny seksualnie, a większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. I choć Jacek Cygan pisał: „Za młodzi na sen, za starzy na grzech”, kobiety mają inne zdanie na ten temat. Przykłady?Jane Fonda: „Mam 74 lata i nigdy wcześniej moje życie seksualne nie było równie satysfakcjonujące. W młodości krępowało mnie tyle obaw – nie wiedziałam, czego pragnę”.
Nasze krajowe gwiazdy, kobiety energiczne i zachłanne na życie, tylko potwierdzają, że seks po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce jest najlepszy w całym życiu. „Może być lepszy niż po dwudziestce, bo już nie trzeba się niczego bać, wstydzić. Daje tylko radość. Wreszcie kobieta nie musi się denerwować, że zajdzie w ciążę. Może też puścić wodze fantazji, bo nie uprawia seksu z obcym mężczyzną, tylko z tym, komu ufa i komu może wszystko powiedzieć. Nie należy opowiadać bzdur, że w pewnym wieku seks nie ma już znaczenia” – mówi Bożena Dykiel. Podobnego zdania jest Urszula Dudziak: „Myślę, że dla kobiety najlepszy czas zaczyna się po menopauzie. Nawet seks smakuje wtedy lepiej. Seks uzdrawia i utrzymuje nas w dobrej formie. Dzięki niemu jesteśmy młodzi, piękni i radośni. Jest on integralną częścią naszego szczęścia. My mamy fantastyczny seks i czuję, że to się chyba nigdy nie skończy”.

Ale po co nam ten orgazm?

„Bez męskich orgazmów nie byłoby dzieci” – zauważają Annika Sommerville i Lisa Williams, autorki książki „Dużo orgazmów proszę”. „Mężczyźni potrzebują ich do prokreacji; gdyby seks był dla nich nudny, doprowadziłoby to do spadku liczby narodzin, a w efekcie do wymarcia ludzkiego gatunku”. Może dlatego przez wieki utarło się, że mężczyźnie orgazm się po prostu należy. Sami panowie traktują zresztą swój orgazm jako coś oczywistego. W dodatku mogą zostać ojcami nawet w późnym wieku, kiedy bardziej przypominają dziadka niż ojca dziecka.

A po co kobiety doznają seksualnej rozkoszy? I to w dodatku w dekadzie życia, w której nie mamy ani szans, ani nawet ochoty na potomstwo, bo menopauza pozbawiła nas tej możliwości. Może po to, żebyśmy czuły się bardziej atrakcyjne? Bo przecież kobieta podczas szczytowania jest niezwykle podniecająca. „U kobiet orgazmy są seksowne – zarówno dla nich, jak i dla ich partnerów” – twierdzą autorki książki. Przekonują, że kobiety, które mają orgazmy, a zatem udane życie seksualne, lepiej śpią, mają wyższe poczucie własnej wartości, są bardziej zadowolone z siebie i swojego życia oraz mają więcej energii, która napędza je do działania. Naukowcy podkreślają, że kobieca satysfakcja seksualna to prawdziwa tabletka na szczęście. „Orgazm poprawia jakość snu, pomaga zachować młody wygląd, a jeśli osiągasz go podczas seksu z partnerem, to wzmacnia waszą więź” – piszą Sommerville i Williams. Radzą więc: „Kiedy się czujesz zestresowana, wyczerpana i potrzebujesz czasu dla siebie, może warto dać sobie orgazm, zamiast robić zakupy online, obsesyjnie przeglądać Internet albo przesiadywać na Pudelku”.

Violetta Nowacka przytacza badania przeprowadzone na Rutgers University w USA, z których wynika, że aktywność seksualna trzyma nas w dobrej formie do późnej starości. „Seks i orgazm sprawdzają się w leczeniu bólu – zastępują dwie tabletki aspiryny, łagodzą schorzenia reumatyczne, przewlekłe bóle artretyczne, wzmacniają mięśnie całego ciała, dzięki czemu stajemy się bardziej elastyczne i odporne na zmęczenie. Poza tym podczas seksu spalamy prawie tyle kalorii, ile podczas joggingu, co w pewnym wieku, kiedy spada metabolizm i łatwo o dodatkowe kilogramy, jest nie bez znaczenia” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Co więcej, charakterystyczna dla wieku pomenopauzalnego u kobiety atrofia ścianek macicy postępuje wolniej, gdy regularnie uprawia ona seks.

A co, gdy orgazmu nie ma?

Orgazmu na długie lata pozbawił kobiety Zygmunt Freud, który uważał, że orgazm łechtaczkowy jest mniej wartościowy. Kobiety, które tylko w ten sposób potrafiły osiągnąć przyjemność (a jest to znacząca grupa), uważały więc, że prawdziwego orgazmu osiągnąć nie potrafią. Teoria Freuda, jak wiele innych, została w końcu obalona, a orgazm łechtaczkowy zyskał pełnoprawną wartość. O przewadze łechtaczki nad penisem napisali też Sylwia Jędrzejewska i Andrzej Depko w najnowszej książce „Kobiety, które pragną bardziej”. Przekonują: „Kobiece ciało jest wyposażone w narząd służący wyłącznie do dostarczania przyjemności seksualnej. To łechtaczka. Mężczyźni takiego narządu nie posiadają. Penis niestety nie jest narządem, którego można zazdrościć. W pewnym momencie aktywności seksualnej staje się niewydolny, niejednokrotnie rozczarowuje partnerów, podczas gdy łechtaczka zawsze jest gotowa dostarczać właścicielce przyjemności i tak łatwo się nie męczy. To narząd posiadający osiem tysięcy połączeń włókien nerwowych – penis ma ich o połowę mniej”.

Dziś ocenia się, że tak naprawdę jedynie mniej niż 5 proc.kobiet nie jest w stanie osiągnąć orgazmu. Autorki książki „Dużo orgazmów proszę” zapytały kobiety o to, dlaczego nie miały w ostatnim roku orgazmu podczas seksu ze swoim partnerem. Aż 41 proc. wyznało, że podczas seksu myśli głównie o tym, że źle wygląda (jest za gruba, za duża, ma za małe piersi albo za duży brzuch). To sprawia, że – skupione na swoich deficytach i wadach – nie potrafimy czerpać satysfakcji z seksu. „Jako kobiety jesteśmy wychowane w przekonaniu, że nasza wartość seksualna, i nie tylko, jest oparta na wyglądzie” – argumentują autorki. Tymczasem dojrzałość przynosi większy luz. I choć nasze ciała nie wyglądają jak 30 lat temu, to już wiemy, że to nie ma znaczenia. „Stajemy się odważniejsze, bo co niby mamy do stracenia? Mam obwisłą skórę, no i co? On też” – twierdzi Jane Fonda.

Według tych samych badań 40 proc. kobiet nie osiągnęło orgazmu z powodu pośpiechu i ograniczenia czasowego, a 31 proc. dlatego, że nie potrafiło powiedzieć partnerowi, co tak naprawdę sprawia im w łóżku największą przyjemność. I tu też dojrzałość ma przewagę. „Starsi ludzie mogą być seksowni i świetnie się bawić w łóżku” – piszą Sommerville i Williams. „Teoretycznie, gdy osiągamy ten wiek, kiedy człowiek zaczyna wzdychać: »O, jak miło sobie posiedzieć«, i nie musi dłużej udawać, że lubi festiwale muzyczne, powinniśmy już znać swoje ciało na wylot. Wiemy, czego oczekujemy od partnera”. W młodości godziłyśmy się na kiepski seks, a nawet udawałyśmy orgazm, żeby nie zrobić mu przykrości, teraz możemy robić to, na co mamy ochotę. W dodatku znikają problemy młodości – dzieci za ścianą, rata kredytu do zapłacenia, szef, który w pracy wylał na nas swoje frustracje. Jest jeszcze jeden powód, dla którego seks po menopauzie daje nam już tylko radość – znika lęk, że zajdziemy w niepożądaną ciążę.

Czy można mieć za dużo orgazmów?

Podobno im więcej, tym lepiej. W dodatku kobiety mogą mieć orgazm wielokrotny, czyli podczas jednego stosunku potrafią szczytować kilka razy. To nasza przewaga nad mężczyznami – podczas gdy oni mają zwykle jeden, i na tym koniec (wyjątkowo dwa), my możemy mieć kaskadę orgazmów. I to aż do późnej starości. Kolejna różnica między nami – co zauważają Sommerville i Williams – mężczyźni z wiekiem coraz rzadziej miewają orgazmy, ale kobiety z roku na rok się rozkręcają. Na dowód przedstawiają badanie, w którym poddano wieloletniej obserwacji 800 pań. I co się okazało? Że połowa kobiet po osiemdziesiątce doświadcza satysfakcji seksualnej za każdym lub prawie każdym razem. Co więcej, okazuje się, że seks z biegiem lat może być lepszy, zgodnie ze starym porzekadłem „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. U kobiet coś takiego jak erotyczna emerytura po prostu nie istnieje. Według statystyk seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. Nie ma jednak dobrej odpowiedzi na pytanie: ile orgazmów miesięcznie powinnaś osiągać? „Seks to nie owoce i warzywa, żeby fundować sobie pięć zalecanych porcji dziennie. W życiu intymnym nie liczy się ilość, lecz jakość. Nie ma znaczenia, jak często uprawiasz seks i ile masz orgazmów” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Jeśli masz ochotę na orgazm, dobrze wiedzieć, jak go osiągnąć. Bez presji. Za to z przyjemnością.

A co, gdy zawodzi zdrowie?

Pamiętacie scenę z filmu „Lepiej późno niż później”, w której bohater grany przez Jacka Nicholsona podczas preludium do seksu z młodziutką kochanką dostaje ataku serca? No cóż… Starszy pan przesadził z viagrą i entuzjazmem, a niezdrowy tryb życia dał o sobie znać. Bo nawet w chorobach serca seks jest dobry i bezpieczny. Violetta Nowacka twierdzi, że sam stosunek nie jest wielkim wysiłkiem dla serca. Pod warunkiem że nie przerabiamy w łóżku wszystkich pozycji Kamasutry albo nie zabawiamy się w odgrywanie scen z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. „Można go porównać z dość szybkim spacerem” – twierdzi specjalistka i dodaje, że nawet miesiąc po przebytym zawale nie trzeba rezygnować z seksu, a bezpieczna jest wtedy pozycja „na łyżeczkę”. Ma też radę dla panów na kłopoty z potencją: „Powinni kochać się regularnie i najlepiej nad ranem. Wtedy poziom męskich hormonów jest najwyższy i o wzwód najłatwiej”.
Violetta Nowacka podkreśla, że regularne współżycie pozwala łagodniej przejść przez trudny czas po menopauzie i pogodnie wkroczyć w starszy wiek: „Jeśli mamy związane z seksem pragnienia, nie dajmy się presji społecznej i uprawiajmy seks. Nie przestajemy być mężczyznami i kobietami tylko dlatego, że przekroczyliśmy sześćdziesiątkę. Kochaj się optymalnie raz, dwa razy w tygodniu, a jeśli nie masz z kim, możesz się zaspokajać sama. Kto powiedział, że masturbacja to przywilej wyłącznie młodych?”.