1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Pierwszy raz po trzydziestce

Pierwszy raz po trzydziestce

- Seksualność to nie wyczyn sportowy, a i w sporcie trzeba długo ćwiczyć, uczyć się, poznawać siebie i swoje możliwości - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Seksualność to nie wyczyn sportowy, a i w sporcie trzeba długo ćwiczyć, uczyć się, poznawać siebie i swoje możliwości - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Jest wiele pierwszych razów. Pierwszy raz po przerwie, na trzeźwo, z nowym partnerem. Pierwszy raz bez udawania. No i pierwszy raz wcale nie nastolatki – gdy czasem w seksie debiutuje trzydziestka. Co je wszystkie łączy? I jak sprawić, by były jak pierwszy bal? – mówi Katarzyna Miller

Gdy moja znajoma menedżerka zakochała się, zdała sobie sprawę, że od lat uprawia seks tylko po alkoholu. A ponieważ z tym mężczyzną chciała iść do łóżka na trzeźwo, poczuła się tak, jakby to miał być jej pierwszy raz... I wzruszyła się, i przestraszyła... Pierwszy raz na trzeźwo po wielu nietrzeźwych razach jest jeszcze trudniejszy niż prawdziwy pierwszy raz. Kobiecie wydaje się, że coś już wie, coś potrafi, a nic nie wie i nic nie potrafi. Tego, czego nauczymy się po pijaku, nie umiemy na trzeźwo. Gdy próbujemy, gorzej nam wychodzi. Gdyby było inaczej, już w szkole, w pierwszej klasie, stawialibyśmy przed dziećmi na ławkach po piwku i mówili: „a teraz wszystkie dzieci równiutko wypijają i już bierzemy się do tabliczki mnożenia”.

Czy więc na trzeźwo możemy mieć inne upodobania erotyczne, inny temperament? Może tak być, bo nie tak wiele dziewczyn ma odwagę, żeby być w łóżku, w ogóle w życiu sobą. Coraz częściej robią karierę, awansują i czują, że muszą być wciąż „hej do przodu”. Z domu wyniosły najczęściej wór kompleksów i lęków, cały czas udowadniają więc, że są świetne, że nadążają za resztą lub ją wyprzedzają... Są naprawdę świetne, ale nie dowierzają temu, a mężczyznom, rywalom w pracy, wcale nie zależy na tym, żeby one się pewniej poczuły. Bywają więc zmęczone i nadwrażliwe, a w sferze intymnej brak im pewności siebie, bo tej sfery nikt ich nie uczył rozwijać. Więc drinkują, łykają proszki itp. Wtedy jednak to alkohol albo tabletki robią za nie to coś. A kiedy potem budzą się rano, czują się jeszcze gorzej, brzydsze, głupsze... No nie ma to sensu. Trzeźwość to też warunek poznania siebie. Jeśli chcę wiedzieć, czy ten mężczyzna mi się podoba, czy lubię się z nim kochać, czy lubię to tak robić, muszę wsłuchać się w swoje ciało. A do tego trzeba być z ciałem, sobą w kontakcie, trzeba być przytomną.

Jak się zabrać – i to na trzeźwo – do tego pierwszego razu, gdy mamy za sobą zły związek, bolesny rozwód i kilkuletnią abstynencję seksualną? Nie udawać kogoś, kim się nie jest, nawet jeśli ten pierwszy raz ma być przez to ułomny. Sama się o tym przekonałam dawno temu. Spotkałam mężczyznę, który już od jakiegoś czasu mi się podobał i któremu ja się podobałam. Poszliśmy do łóżka, a wtedy on spytał: „denerwujesz się?”. Gdybym powiedziała prawdę, że się denerwuję, wstydzę, że bardzo mi zależy, to połowa strachu by minęła. Ale ja zełgałam: „nie!”, a on się zdziwił i powiedział, że mi nie wierzy. Bo on się denerwuje. Gdybym poszła z nim do łóżka jeszcze raz, byłabym w tym łóżku sobą, nawet gdyby seks miał być z tego powodu gorszy. Nie wysłałabym w swoim zastępstwie jakiejś dziwnej, obcej panienki. I ta znajomość inaczej by się potoczyła.

 
Ale po co mówimy o pierwszym razie po przerwie, kiedy wciąż słyszę od koleżanek singielek, że nie ma z kim go sobie zafundować, bo brak atrakcyjnych mężczyzn. Dla dziewczyn wykształconych, z pozycją to strasznie ważny wątek: mężczyzna musi być kimś. Więc ona go obejrzy ze wszystkich stron. A jak go obejrzy i on jej zaimponuje, to wtedy ona się przerazi, że jak on taki wspaniały, to na pewno jej nie zechce. Zacznie więc udawać lepszą, niż jest. A jak ona udaje, to on dostaje nie ją, tylko kogoś udawanego, kogo nie ma. I ona to czuje, że on nie ją chce, tylko tę drugą…

Bo ona za tym pierwszym razem tak bardzo chciała dobrze wypaść, że przesadziła i poszła w seks rodem z filmów porno. Na przykład. Nawet w naszym katolickim kraju kobiety mają wmówione, że muszą coś umieć, być seksualnie sprawne. Wymyślają więc jakieś scenariusze i kostiumy. Chcą za dużo dawać. Tymczasem nie wolno dawać za dużo, bo się zawsze przeszarżuje. No i zdarza się robienie laski na dzień dobry. Rozumiem kobiety, czasem są wychowane na ofiary i dają się lekceważyć albo chcą być superkochankami i zdarza się im zagalopować. Ale mężczyzna, który tego chce od razu na początku, to dupek, egoista, zepsuty przez mamusię czy wszystko jedno przez kogo. On nie ma grama wiedzy na temat kobiet ani sympatii dla nich. Z nim nie warto więcej się spotykać.

No, ale co z wolnością seksualną, brakiem tabu, wyzwoleniem z kostiumu grzecznej dziewczynki, porządnej kobiety? Seksualność to nie wyczyn sportowy, a i w sporcie trzeba długo ćwiczyć, uczyć się, poznawać siebie i swoje możliwości. Żeby nasza seksualność mogła się zdrowo rozwijać, pewne dobre rzeczy muszą się wydarzyć. Kiedy dwoje ludzi się poznaje, zaczyna spotykać, chce ze sobą być, to najlepiej, gdy odbywa się między nimi miłosny taniec. Gdy powoli zbliżają się erotycznie do siebie. Najpierw pójdą do kina, wezmą się za ręce, potem na spacer, poprzytulają się, potem pocałują, potańczą, a potem pójdą do łóżka. A jeśli do tego szczerze się sobie przyznają, czego się obawiają, jeśli któreś poprosi: bądźmy dla siebie życzliwi, to już zaczęli ze sobą szczęśliwe życie. Bo seksualność powinna narastać, toczyć się. Natomiast jak coś sobie wymyślamy i chcemy, żeby się spełniło, to tak się nie dzieje.

 
W takim razie: co nam w łóżku wolno za pierwszym razem? No to, co się uda. Co się zdarzy. Znam dziewczyny, które traciły cnotę, mając lat 12, bo nie wiedziały, kiedy powiedzieć „nie”, i znam takie, które są cnotliwe, choć mają lat 30, bo nie wiedzą do tej pory, na co, kiedy i jak facetowi i sobie pozwolić. Te drugie wyniosły z domu przekonanie, że seks to grzech albo znój dla kobiety – bo tak im go pokazała matka. No a potem, kiedy już są dorosłe, to się wstydzą, że jeszcze są dziewicami, i nie potrafią się na seks odważyć.

Ja zawsze na początek mówię im, że skoro tyle poczekały, to nie musi się to stać za tydzień. Trzeba spokojnie zastanowić się, czy nie pójść do ginekologa, nie sprawdzić, czy może ta błona dziewicza jest tak niewielka, że da się ukryć przed partnerem, że to debiut? Bo czemu tego nie zrobić, jeśli to dla kobiety wstyd? Przecież nie trzeba kłamać, wystarczy powiedzieć mężczyźnie: o swoim życiu seksualnym nie chcę mówić.

Trudno być 30-letnią dziewicą w świecie epatującym seksem? Na każdą kobietę to, że jest nadal dziewicą, wpływa inaczej. Jeśli ma przyjaciół, dobrą pracę, w ogóle dobrze żyje, to trzeba jej tylko pomóc oddemonizować seksualność. Ona też tak bardzo nie różni się od kobiet, które sypiają z mężczyznami, ale nie mają orgazmu, albo nie lubią seksu, tylko udają, że lubią... Ona ma nawet od nich lepiej, bo przed nią jest coś nowego. Najważniejsze, żeby zaczęła o sobie dobrze myśleć: „jestem jeszcze dziewicą, to znaczy, że mam przed sobą bardzo ciekawe doświadczenia”. Moim zadaniem jest pokazać jej, jak skorzystać z tego, co potrafi w innych sferach życia, jak przenieść te umiejętności w sferę relacji damsko-męskich. Trzeba zbudować mosty między tym, co umie jako pracownica, szefowa, przyjaciółka, siostra, a tym, czego jeszcze nie umie jako kobieta kochanka, czyli np. randkować, flirtować, droczyć się, ale i otworzyć, zaufać. Odkryć związek między osobą, którą jestem, gdy robię to, co umiem, a osobą, którą jestem, gdy chcę zrobić coś, czego jeszcze nie umiem – to bardzo ważne.

Czy późne debiutantki mogą mieć satysfakcjonujące seksualnie związki? O tak! Często mam rozkoszne poczucie, że jestem swatką, akuszerką ich seksualności. Taka dziewczyna to dla porządnego, dobrego mężczyzny bomba. Nie dlatego, że to dziewica, ale dlatego, że jest otwarta na szczere spotkanie. A jeśli ten mężczyzna okaże się przyjazny i serdeczny, będą oboje jak Jaś i Małgosia, którzy biorą się za ręce i ruszają odważnie w ciemny las. Już niejedną taką parę wyprawiłam we wspólne życie.

Czy pierwszy raz powinien decydować o tym, co będzie dalej z mężczyzną i kobietą, czy będą razem? Czasami powinien, a czasami nie. Powinien, kiedy partner okazał się brutalny, nie liczył się z kobietą. Nie mówiąc już o takich podstawowych rzeczach jak to, że ona go nie lubi. Jak ci się zrobi niefajnie w jego towarzystwie: tu kadzi, a tu nagle ironicznie dogada, bo zachowałaś się nie tak, jak on by chciał, to się wycofaj ze znajomości. To się nie poprawi, to się może tylko pogorszyć. On może przeprosić, ale zaufaj swojej wrażliwości, jeśli ona pokazuje, że on ci nie pasuje.

A jeśli jest jako kochanek nieporadny? Kiedy mężczyzna mówi: „strasznie się przejmuję”, albo: „tak mi na tobie zależy, że nie wiem, co mi z tego wyjdzie”, albo tak bardzo cię chciał i tak się strasznie ucieszył, że będzie cię miał, że „zwiądł mu jak lilia” – to go wcale nie skreśla. Przeciwnie. Jeśli mężczyzna pokaże, że jest czuły, szczery, uczciwy, warto go wybrać. Dziewczyny mówią czasem o takim mężczyźnie: nudny. Ale to znaczy, że jeszcze są szalenie głupie i szykują sobie niedobry los. Bo za pierwszym razem nie musi być szalona jazda, orgazm albo tak, żeby się „ziemia przewróciła”, lecz potrzebna jest przyjemność z wzajemnej obecności, dotyku, pieszczot, całowania, narastającej bliskości. Źle jest, kiedy tego nie ma, a jeszcze mężczyzna po seksie odchodzi. Takie doświadczenia wzmacniają złe przekonania kobiety na swój temat. Ona często wtedy myśli: „to dlatego, że wcale nie jestem fajna ani atrakcyjna. Nie umiem się kochać!”. A warto, żeby pomyślała: „to nie jest facet dla mnie”.

A więc jeśli początek jest czuły, choć nie porywający, warto postawić na ciąg dalszy? Trzeba się poznawać, dopasować. Jak z kimś jedziesz na dzień, dwa, to za mało. Ale jak będzie powtórka w tym samym łóżku, może być dużo lepiej, bo jemu odpadnie strach przed oceną. Oboje już wtedy możecie być zwyczajni. Nie wymyślajmy jakichś niezwykłych scenariuszy, nie produkujmy nierealnych wyobrażeń. Nie wierzmy filmom. Bo wtedy czeka nas tylko zawód. Kierujmy się i uważnością, i intuicją. Dobrze też kobietom robi, jak się dowiedzą prawdy o innych. O tym, że na przykład ta śliczna blondynka też z nikim trzy lata nie spała, a ta fajna brunetka nie jest pewna, czy wie, co to orgazm. Bo kiedy wiemy, że inne kobiety też mają kłopoty, kompleksy, łatwiej nam pozbyć się poczucia gorszości. A z tym poczuciem trudno o udany seks, wszystko jedno: pierwszy czy tysięczny raz. Dlatego rozmawiajmy ze sobą, mówmy o problemach, o seksie, i to szczerze.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Przekonania o „brudnej” fizjologii blokują nasze ciało i seksualność

Wszystko, co wiąże się z fizjologią, często nas zawstydza i zamyka na seksualne doznania (fot. iStock)
Wszystko, co wiąże się z fizjologią, często nas zawstydza i zamyka na seksualne doznania (fot. iStock)
Doświadczmy uwalniającej siły „brudnej zabawy”. Aby poczuć w seksie przypływ radości i swobody, musimy na nowo porozumieć się ze swoim ciałem i zwolnić je z nadmiaru zakazów – zachęca Olga Haller, psychoterapeutka.

Składamy się nie tylko z czystej duszy, ale też z wydzielin i zapachów nie zawsze miłych, dlatego na wszelki wypadek wszystko maskujemy. I okropnie się boimy, że coś się ujawni i nas skompromituje. Łatwo o to przy seksie, kiedy obnażamy się i tracimy kontrolę. No tak, seks to nieuchronnie też fizjologia: rumieńce, poty, wydzieliny z genitaliów i charakterystyczne zapachy, odgłosy. Jak tu się cieszyć ciałem swoim i partnera, gdy te zwykłe przejawy cielesności budzą w nas wielki wstyd? Swoją drogą ciekawe, czy nawet jeśli odczuwamy podniecenie, smakując i wąchając, to na ile pozostajemy wolni od poczucia niestosowności czy grzechu. Na dodatek w naszej kulturze wszyscy potrzebujemy być bez względu na sytuację czyści i pachnący – coraz bardziej i bardziej! Wymóg ten dotyczy zwłaszcza kobiet. Czasami kiedy oglądam skierowane do kobiet reklamy środków czystości, zbiera mi się na wymioty. Czyste białe ubranka, różowe ciałka, zero naturalnych zapachów – trzeba je zlikwidować, zastąpić aromatem kwiatu albo lasu. Albo obraz miesiączki – w „zawsze bezpieczną i suchą” podpaskę wsiąka neutralny błękitny płyn… Nie wydalać, nie wydzielać – to jakiś terror sterylności. Unikać brudu, wyprać się ze wszystkiego, co żywe i ludzkie.

Pamiętam z lat szkolnych, kiedy na lekcji religii katechetka omawiała listę grzechów przeciwko czystości, powiedziała, że możemy grzeszyć wszystkimi zmysłami, także węchem. Gdy spytałam jak, usłyszałam, że dowiem się, jak będę starsza. To zafrapowało mnie, ale też poczułam niepokój, że wkraczam na jakiś grząski grunt, a mój zwykły, niewinny – jak mi się zdawało – nos może być grzesznym, paskudnym narzędziem.

Gdy coś, co jest bliskie i naturalne, zostaje objęte zakazami, zaczynają nami targać sprzeczne siły. I zakazany owoc kusi... To zawsze wstęp do kłopotów, jeśli jakaś bliska sfera pełna jest niedomówień, zakazów, nakazów i zaczyna nią rządzić lęk albo ignorancja. Wiele  razy doświadczyłam uwalniającej siły pozwolenia sobie na „brudną zabawę”. Grać w piłkę w deszczu, brodzić w błocie, taplać się w glinie, malować palcami, zakopać się w piasek po szyję, jeść makaron rękami, skoczyć w ciuchach do wody, iść spać bez mycia… W palcach czuć miękkie błotko, ciepły makaron, mieć sos na brodzie, zaschniętą farbę na skórze, mokre ciuchy, wodę w butach, śliskie od potu ciało. Kiedy angażujemy się w taką zabawę, przeszkadza myśl, że musimy być czyści. Nie odpędzimy myśli i nie pójdziemy na całość – nie poczujemy radości i swobody. I tak jest w dzieciństwie. Białe rajstopki mają być białe, sukienka cała, a ręce umyte, musimy się ciągle powstrzymywać. Czyli zdusić pęd do eksperymentowania, do zapomnienia się w zabawie. A dzieci to kochają.

Ile kobiet zna potem to uczucie ze swojej sypialni? Coś jest nie tak – pragniemy orgazmu, wypróbowujemy pilnie instrukcje poradników, bez powodzenia. To usztywnienie i zablokowanie ma źródła w zakazach dzieciństwa i staje się automatyczną reakcją ciała. Napięcia mięśni, kiedyś niezbędne, by powstrzymać „złe” impulsy i zyskać aprobatę rodziców, dziś stają się więzieniem dla energii seksualnej. Musimy więc na nowo porozumieć się ze swoim ciałem i zwolnić je z nadmiaru zakazów.

Szczególnie ważne jest dla kobiet odkrycie mięśni dna miednicy odpowiedzialnych za funkcje genitalne i wydalnicze. Trzy otwory ciała otoczone mięśniami tak blisko siebie: odbyt, cewka moczowa i pochwa, to części ciała tzw. wstydliwe, no i „brudne”. Czasami wolałybyśmy ich nie mieć, to dla wielu z nas symbol „kobiecego losu”: udręki miesiączki, bólu porodu, lęku przed ciążą. No i ten mocz i stolec, jakaś boska pomyłka. Znasz anegdotę o Petrarce, który zastał ukochaną Laurę w „przybytku” cierpiącą z powodu biegunki? Niepomiernie zdumiony zawołał: „To Laura też sra”?!

 
Znam wielki niepokój św. Augustyna, że poczynamy się między przewodem moczowym a odbytem. I jest jakaś przepaść między kreacją kobiet, przebraniami, perfumami a naszą fizjologią. Można nawet mówić o podwójności i zakłamaniu... Ta podwójność wyostrza się w okresie dojrzewania i tworzy dramat, który musi być jakoś zapisany w ciele. Zapisuje się w postaci zablokowania kontaktu psychofizycznego z tym podejrzanym obszarem, który ulega wykluczeniu. I tak jak w wykluczeniu społecznym traci swoje prawa, jest niesłuchany, ignorowany, a nawet prześladowany. Gromadzą się napięcia, mięśnie tracą elastyczność, narządy są gorzej ukrwione. Cała miednica, to centrum kobiecego ciała, czeka w każdej z nas na docenienie, rozluźnienie. Możemy w ten sposób zapobiec dolegliwościom, które trapią wiele kobiet i wydają się normą: zaparcia, wzdęcia, bolesne miesiączki, nietrzymanie moczu itp. I znowu farmaceuci obiecują nam superśrodki, które to zlikwidują. A przecież to wołanie naszych ciał! Wołanie o zmianę w traktowaniu naszej cielesności. Stan mięśni dna miednicy wpływa również na stawy biodrowe i kręgosłup – stamtąd też mogą pochodzić częste u kobiet chroniczne bóle głowy. Zauważ, kobieta wymawiająca się od seksu bólem głowy to odwieczny motyw dowcipów i domorosłego psychologizowania, w domyśle: winna jest ta oziębła żona, „one po prostu takie są”. A tymczasem w ten sposób działa także terror czystości – one takie są, skoro od wieków próbują sprostać sprzecznym oczekiwaniom.

Różnice między kobietami a mężczyznami w sferze przyzwolenia na fizjologię wydalania są widoczne gołym okiem, nawet przy drogach. Chłopaki mają swoje „świńskie zabawy” – zawody w sikaniu do celu, głośnym puszczaniu gazów czy bekaniu. Uważamy to za wulgarne, uczymy opanowania i słusznie, ale rozwojowo to ważny etap oswajania fizjologii naszych ciał i to w szerszym społecznym kontekście. Bo chłopcy z tym wszystkim są w gronie kumpli, a czyściutkie dziewczynki – same. Mężczyznom raczej nie zdarza się marzyć, by oddawanie moczu w toalecie odbywało się bezgłośnie, prawda? Mogę cię zapewnić, że kobietom, owszem; nie mówiąc już o innych odgłosach. A przy drogach?… Zwyczaj nieskrępowanego zatrzymywania się za potrzebą przy drodze powszechny wśród mężczyzn, choć może się nie podobać, jest dla wszystkich oczywisty. Wściekła kiedyś na tę nierówność, sama zmuszona do wytrzymania w podróży autem, zamarzyłam o przydrożnej manifie równościowej, w której co pół kilometra po obu stronach drogi kucałyby siusiające kobiety. Ciekawe, kiedy zjawiłaby się policja?

Nie chcę kucających kobiet przy drogach, jednak nie. Ale to niesprawiedliwe, że słynny posążek Siusiającego Chłopca w Brukseli musiał poczekać prawie pół wieku na siostrę – Siusiającą Dziewczynkę. Z ulgą przywitałam ten przejaw zmiany obyczajów. Chcę zachęcić kobiety do refleksji. Jak traktujesz swój brzuch, miednicę i wszystko, co tam się dzieje? Czy bardzo się wstydzisz potrzeb fizjologicznych? Jak zwykłaś o tym myśleć, mówić? Czy powstrzymujesz się w jakiś sposób, który przysparza ci cierpienia lub niewygody? Czy potrafisz odczuć, rozluźnić i napiąć mięśnie wokół zwieracza cewki moczowej, odbytu i pochwy, każdy oddzielnie? Czy lubisz swoje ciało razem z układem wydalniczym? Czy pozwalasz sobie na przyjemność poddania się procesowi wydalania, na odczucie ulgi? Czy znasz zapachy swojego ciała? Jak je traktujesz?

Pozwólmy sobie zobaczyć u siebie przejawy fizyczności i cieszyć się nią. Wyobraźmy sobie, że każda Laura – dziewczynka i kobieta – ma prawo puszczać bąki, robić kupę i siusiać, i co więcej, może to być słychać, widać i czuć. Coś mi się zdaje, że brzmi to jak herezja, i to w tekście do eleganckiego kobiecego czasopisma, a jednak jestem pewna, że to ważne, by naruszyć to tabu.

Pewnie już naruszyliśmy... Kultura to jednak też granice, przesunęły się bardzo ostatnio, ale muszą gdzieś być i warto o nie walczyć. Miłosna fascynacja to jakby wchodzenie sobie pod skórę. Niektórzy wchodzą tu i tam, choćby seks analny, który już nie jest uważany za perwersję, jeśli odbywa się za zgodą obu stron. A co z miesiączką? Niektórym facetom ona nie przeszkadza, innych przeraża i paraliżuje... Granice tego, co dopuszczalne w seksie, są coraz szersze i do nas należy decyzja, jak daleko pójdziemy. Nikt nikomu nie może tego dyktować ani oceniać, właściwe to czy nie. Jak wiadomo, od strony medycznej miesiączka nie jest przeciwwskazaniem do współżycia – wszystko zależy od chęci partnerów. A zakres możliwości jest szeroki – od całkowitej abstynencji erotycznej w tym czasie do szalonego seksu, gdzie krew miesięczna jest afrodyzjakiem. W prozie Eriki Jong odnajdziemy cudownie obrazoburcze opisy seksualnych doświadczeń wyzwolonej Isadory. Niejedną z nas może zawstydzić czy zniesmaczyć ich bezpośredniość. Nie szkodzi. Jeśli chcemy wyjść poza własne ograniczenia, to musimy spotkać się z tym, co jest. A potem podważmy zasadność tego wstydu, zbadajmy skąd ten niesmak, kiedy i jak nauczyłyśmy się brzydzić naszej cielesności.

Olga Haller: psycholożka, trenerka, terapeutka Gestalt, superwizorka. Zajmuje się wsparciem kobiet w rozwijaniu kontaktu z własnym ciałem i seksualnością.

  1. Seks

Seks nie ma daty ważności

Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Mimo upływu lat nie warto rezygnować z przyjemności, jaką daje fizyczna intymność. Zwłaszcza że seks wprawia w euforię i „daje kopa” do działania. O znaczeniu seksualności w dojrzałym wieku mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

Mimo upływu lat nie warto rezygnować z przyjemności, jaką daje fizyczna intymność. Zwłaszcza że seks wprawia w euforię i „daje kopa” do działania. O znaczeniu seksualności w dojrzałym wieku mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

W jakim wieku człowiek przestaje myśleć o seksie? W zasadzie powinnam odpowiedzieć na to pytanie przewrotnie. Ludzie, ujmując nas bardzo ogólnie, nie przestają myśleć o seksie do samego końca. Problem w tym, że w pewnych kulturach dość szybko, przedwcześnie, przestają o nim mówić, przestają go uprawiać. I wtedy zaczyna się ich starość. Tymczasem rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek więc jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje.

Sądząc po filmach i kolorowej prasie, można by przypuszczać, że najpóźniej koło pięćdziesiątki pożądanie umiera. Wszyscy kochankowie są młodzi, piękni i zdolni do ekwilibrystyki w łóżku... Popkultura jest źródłem wielu nieporozumień, a nawet wypaczeń w naszej seksualności. Dojrzałych osób nie przedstawia się jako namiętnych, kochających, pożądających, utrwalając w ten sposób mylne przekonania, że seks jest jedynie dla młodych ludzi. Oczywiście z wiekiem niektóre aspekty seksualności mogą, choć nie muszą, przysparzać dodatkowych wyzwań, ale to nie oznacza, że na seksie jest umieszczony termin ważności. Co więcej, aktywność seksualna w wieloletnich relacjach wpływa zarówno na dobre samopoczucie psychiczne partnerów, jak i na trwałość relacji. Zatem nie warto wycofywać się z seksu z byle powodu, takiego jak ukończenie czterdziestego czy pięćdziesiątego roku życia. Wraz ze starzeniem się społeczeństw Zachodu pojawia się coraz większe zrozumienie, że nieobecność seksu osób dojrzałych w mediach, brak wiedzy i stereotypowe myślenie bardzo negatywnie wpływają na życie psychoseksualne seniorów.

Faktem jest jednak, że z wiekiem organizm narzuca nam pewne ograniczenia. Co wtedy? Są dwa aspekty starzenia się i seksualności. Pierwszy to taki, że zarówno akt seksualny, jak i w ogóle aktywność w tym obszarze mogą być związane z dyskomfortem na przykład wywołanym trudnościami z erekcją albo schorzeniami, które pośrednio wpływają na możliwości seksualne: cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami układu kostno-stawowego. I tutaj równie ważne co osobiste nastawienie jest wsparcie lekarzy czy terapeutów. Rzetelne informacje na temat kondycji, w jakiej dana osoba się znajduje, czy środków, którymi może się posługiwać, by sobie pomóc. Tymczasem w Polsce seksualność osób dojrzałych jest tematem wstydliwym nawet w gabinetach. Drugi aspekt wiąże się z tym, że osoby dojrzałe same wycofują się z życia seksualnego pod dowolnym pretekstem: bo kręgosłup pobolewa, bo nie mamy siły na erotyczne figle. Obu tym postawom zdecydowanie sprzyja brak rzeczowej wiedzy oraz pustka kulturowa, o której już wspominałyśmy. Na to nakłada się brak pozytywnych punktów odniesienia. Mało kto zna dojrzałą parę, która cieszy się życiem seksualnym i może posłużyć za osobisty wzorzec modyfikujący nasze zachowania. Dlatego też, jeśli sami się starzejemy, to jesteśmy bardziej skłonni widzieć zmierzch seksu jako nieuchronny.

Chciałabym zaznaczyć bardzo ważną sprawę: starzenie się kończy seks postrzegany jako penetrację waginalną. Wpływają na to zarówno zmiany po stronie mężczyzn, czyli nasilające się zaburzenia erekcji, jak i zmiany fizjologiczne u kobiet – niedobory hormonalne, suchość pochwy i inne. Jednak seks to nie tylko penetracja waginalna i nie zawsze prowadzona penisem. Dojrzali kochankowie, nawet jeżeli czasowo nie mogą uprawiać tradycyjnego seksu, wiedzą, jak wspomagać się zabawkami, lubrykantami, jak korzystać z innych form pieszczot i stymulacji.

Z jakimi – poza fizycznością – problemami w seksie spotykają się najczęściej dojrzali partnerzy? Jednym z najpoważniejszych jest zmiana wewnętrznego obrazu ciała. Ponieważ żyjemy w kulturze zdominowanej przez obrazy młodości, mamy wrażenie, że tylko młodzi, piękni ludzie zasługują na udane życie seksualne. Wiele osób, jeszcze nim zdąży się zestarzeć, doświadcza problemów związanych z lękami o wygląd ciała, atrakcyjność. To od nich uzależniają bycie przyjętym przez partnera, szanse na wzbudzenie podniecenia seksualnego. Naturalne zmiany w ciele, na przykład wywołane menopauzą, potrafią brutalnie zniszczyć samoocenę kobiet. Mężczyźni z kolei zmagają się z kryzysem męskości rozumianej jako sprawność seksualna. Na psychikę osób dojrzałych negatywnie wpływają także choroby, odchodzenie bliskich osób. W tym czasie należy szczególnie troszczyć się o swój dobrostan.

Jakie znaczenie ma seks dla dojrzałych partnerów? Seks dosłownie przeciwdziała starzeniu się – nie tylko ciała, ale i ducha. Hormony wydzielane w czasie udanego aktu seksualnego działają pobudzająco i euforyzująco. Bliskość emocjonalna, którą buduje udane życie seksualne partnerów, jest bezcenna na tym etapie życia i przeciwdziała depresji. W zasadzie można powiedzieć, że pielęgnowanie udanego życia seksualnego w wieku dojrzałym jest odpowiedzią na niemal wszystkie wyzwania emocjonalne, z którymi borykają się ludzie po przekroczeniu umownego progu, jakim jest sześćdziesiąty rok życia.

Jakie sfery seksualności mogą rozwijać seniorzy, żeby czerpać radość z seksu nawet w późnym wieku? Przede wszystkim należy zadbać o własne nastawienie. Jeśli uznamy, że seks jest ważny, że służy nam i naszej relacji, że coś dzięki niemu zyskujemy, to zechce się nam podejmować działania. Jednym słowem dobra motywacja pozwoli się zmobilizować, pomimo że trzeba będzie znieść na przykład dyskomfort rozmowy z lekarzem o problemach zdrowotnych albo podjąć wysiłek i czytać książki czy szukać inspiracji gdzie indziej. Zdecydowanie warto poświęcić czas na znalezienie pozaseksualnych aktywności, które przynoszą nam poczucie szczęścia i spełnienia. Tylko uwaga: nie chodzi o opiekę nad wnukami albo sprzątanie! Raczej o podróże, lektury, spotkania z ludźmi. Działania, które angażują emocjonalnie, wspierają poczucie własnej wartości, angażują zmysłowo. Najlepiej, by partnerzy interesowali się nimi wspólnie, bo to znakomity punkt wyjścia w budowaniu napięcia erotycznego. Dużo lepiej będzie się myślało o wspólnej nocy w czasie romantycznej wycieczki zakończonej dobrą kolacją niż po całym dniu przebywania w domu. Bezcenne jest oczywiście pielęgnowanie umiarkowanej aktywności fizycznej, która nie tylko wspiera utrzymanie dobrostanu, ale także pomaga zachować dobrą kondycję seksualną.

Czy wiesz, że?

Suchość pochwy powoduje dyskomfort w okolicach intymnych związany z brakiem wilgotności w pochwie, u jej wejścia oraz w obszarze sromu. Czasami towarzyszy mu  pieczenie, swędzenie czy nawet ból albo wrażenie pulsowania i ucisku w pochwie. Te nieprzyjemne objawy mogą pojawiać się nie tylko w czasie stosunku i bezpośrednio po nim, często występują także podczas chodzenia, jazdy rowerem czy noszenia obcisłych ubrań.

W okresie okołomenopauzalnym spada poziom estrogenów i ścianki pochwy stają się cieńsze, mniej elastyczne i nawilżone, a wagina jest bardziej wrażliwa na różnego rodzaju bodźce, więc problem suchości pochwy najczęściej dotyka kobiet po 45. roku życia.

Najczęściej, ale nie tylko - dolegliwość może wiązać się także z operacją jajników, karmieniem piersią czy przyjmowaniem pigułek antykoncepcyjnych. Problem mogą także wyzwolić wahania hormonów, niektóre schorzenia przemiany materii, leki, radioterapia przy chorobach nowotworowych czy zwykły stres.

Po zauważeniu objawów suchości pochwy kobieta powinna przede wszystkim porozmawiać z lekarzem, ponieważ skuteczna kuracja zależy od przyczyny dolegliwości.

Kobietom w wieku okołomenopauzalnym Północnoamerykańskie Towarzystwo Menopauzy (North American Menopause Society) zaleca w pierwszej kolejności stosować produkty niehormonalne w postaci kremu lub żelu. Ważne, by wybrana metoda przywróciła kobiecie dobre samopoczucie i pozwoliła cieszyć się pełnią życia, także seksualnego.

  1. Seks

Seks osób dojrzałych

Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. (Fot. iStock)
Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. (Fot. iStock)
Seniorów nie ma na zdjęciach przy seksualnych tematach. Niewiele jest porad, inspiracji, jeszcze mniej przestrzeni dla wyrażania seksualności osób dojrzałych

Kiedy się zaczyna seks seniorów? Gdy osiwiejemy? Może po menopauzie, gdy mówimy o kobietach? A jak to jest z mężczyznami? Może ten moment nadchodzi, gdy dorosłe już dzieci wyprowadzą się od nas z domu. Tylko że wtedy mamy jeszcze przed sobą mnóstwo czasu. Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. Żyjemy dłużej, w lepszej kondycji, chcemy od życia więcej niż dostawali nasi dziadkowie. Jak przy tej okazji wyjść poza przekonania, że w „pewnym wieku seks już nie uchodzi”.

Dojrzała seksualność

Na jednym z moich warsztatów spotkałam autorkę ciekawej książki „Teraz mogę wszystko". To zbiór narracji o doświadczeniach dojrzałych kobiet odkrywających na nowo swoją seksualność. Wychodząc od rozmowy o tytule, w naturalny sposób nawiązałyśmy dialog o seksie i seksualności dojrzałego wieku. Młode uczestniczki były ciekawe relacji starszych od siebie kobiet, te z kolei chętnie dzieliły się swoimi doświadczeniami. Słuchałam jak urzeczona, bo po pierwsze już za chwilę będzie to także mój temat, po drugie ciągle czuję, że za mało się o tym mówi. A to, co się mówi, rzadko wychodzi poza truizmy.

Jednym z takich truizmów jest stwierdzenie, że ludzie potrzebują seksu i intymności niezależnie od wieku. Naturalnie jest prawdziwe, ale co z tego? Jeżeli brak jest punktów odniesienia, pomysłów, odwagi, by, wchodząc w lata, nie zapomnieć o tym, że warto i należy się kochać. Jak poradzić sobie z nieuniknionym dyskomfortem zdrowotnym, spadkiem potencji, obniżeniem poziomu hormonów, pogarszającym się obrazem ciała, wreszcie: jak decydować się na seks, gdy jest się seniorką albo seniorem, jeżeli wcześniej człowiek ledwo się tym tematem zajmował. Jedna z uczestniczek powiedziała szczerze, że gdy była młodą kobietą, nie miała tej odwagi w wyrażaniu swoich potrzeb – większe znaczenie miało dla niej to, że zostanie źle oceniona przez partnera, niż że coś zostanie niezaspokojone. Z czasem doszła do wniosku, że jeżeli po pięćdziesiątce nie spróbuje rzeczy, na które wcześniej nie miała odwagi, już nie będzie miała więcej szans. Animuszu dodało jej poczucie upływającego czasu.

Młodość versus dojrzałość

Zaobserwowałam, że dla 20-, 30-letnich uczestniczek warsztatu najwięcej wniosły dwa wątki, które także na mnie zrobiły wrażenie. Seks w dojrzałym wieku (może nawet na starość) jest pozbawiony lęków, które towarzyszyły nam wcześniej. Rozumiejąc to, możemy wiele nauczyć się od dojrzałych kobiet, przejrzeć się w nich jak w lustrze i dostrzec, jak wiele w naszej seksualności jest teraz cenzurowane. Bo boimy się zajść w ciążę. Boimy się oceny. Przejmujemy się naszą wagą, rozstępami, niewłaściwym kształtem biustu zamiast zadecydować, że to nie one będą rządzić naszą przyjemnością. Z wiekiem nasze doświadczenie seksualności może się zmienić i oczyścić. Zostajemy z prawdami o sobie, bez przymusu udawania np. bardziej atrakcyjnej, niż naprawdę się czujemy. Może się tak zdarzyć, jeśli zauważymy, że warto się zająć procesem destylacji.

Niezwykle ciekawa była także perspektywa czasu. Dostrzeżenie, że to w czym teraz mocno siedzimy – rodziny, dzieci, obowiązki – skończą się bardzo niedługo. I gdy nasze gniazdo będzie puste, możemy z dużą brutalnością uświadomić sobie, że poświęcałyśmy się dla „dzieci i rodziny”, a nie dbałyśmy o związek z mężczyzną, z którym tę rodzinę założyłyśmy. I teraz, gdy nie mamy na czym skupić uwagi, bo nikt już nie potrzebuje drugiego śniadania do szkoły, siedzimy obok człowieka z którym niewiele nas łączy. To oczywiście dotyczy także mężczyzn, którzy co prawda łatwiej i dłużej mogą udawać, że problem wieku ich nie dotyczy, jednak prędzej czy później zostaną z nim skonfrontowani.

Dylematy zdrowotne: bolący kręgosłup, zawały, przewlekłe choroby; dylematy fizjologiczne: brak nawilżenia, słabnąca erekcja; menopauza i andropauza ze swoimi konsekwencjami. To tylko zewnętrzne przejawy zmian naszej seksualności. Wchodzenia w kolejny etap. Jeżeli chcemy bliskości, intymności, chcemy się na to odważyć, lepiej nie marnować czasu na myślenie, jak mogłoby być, a zacząć szukać swojej drogi do udanego życia seksualnego w punkcie, o którym mogliśmy dotąd myśleć jako o schyłku namiętności, pragnień i seksu.

  1. Seks

Jak bawić się seksem i czerpać z tego radość?

Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Jak więc bawić się seksem – co nam przeszkadza, a co pomaga? – mówi psychoterapeutka Olga Haller.

W naszych czasach spełnione są liczne warunki, by seks był przede wszystkim zabawą. Nastąpiło już niemal całkowite oddzielenie seksu od prokreacji, także dzięki środkom antykoncepcyjnym. I odpadł w sporej mierze wielki niepokój dawnych czasów – czym to się skończy? A poczucie grzechu w młodych pokoleniach jest na wymarciu... A jednak wcale nie jest tak łatwo odnaleźć klimat dobrej zabawy w seksie. Ludzie są zmęczeni i zagonieni, wyczerpani walką o byt, przeciążeni informacjami. Także wymaganiami, jak powinniśmy żyć, wyglądać, budować świetny związek. I jak doskonalić swoje życie seksualne… Czasopisma, poradniki pokazują setki sposobów, jak to osiągnąć. Uff... poczułam się zmęczona od samego wymieniania tych obciążeń.

Dlatego łóżko bywa jak wyspa – zagonieni już tylko w nim czują się bezpiecznie i swobodnie, jeśli mają siłę, jeśli nie jest to kolejna lekcja do odrobienia. Oby ta wyspa nie była jedynie wyspą snu, na której jedno z pary albo oboje rzucają się skonani, odkładając na później potrzebę seksualnego zbliżenia. Na czas, kiedy będą wypoczęci, może na urlopie albo w weekend? Dlatego tak często słyszymy: co za paradoks, seks jest pod ręką, wolny od zagrożeń, ale ludziom się nie chce, nie mają sił.

Upieram się, że większość jednak ma siłę i chęci. Wtedy seks może łatwo stać się ważny ponad miarę i pełnić nie tylko erotyczne funkcje, a wyspa łóżka kojarzy się z rajską wyspą. Ludzkie raje mają jednak swoje ciernie i nie trwają wiecznie. I wiemy, że nie da się oprzeć związku tylko na łóżku, chociaż jest ono ważne. Seks to sfera zbyt wrażliwa – na dodatek powiązana ze wszystkimi innymi sferami naszego życia – by ją zostawiać ot, tak sobie. Niebezpiecznie jest traktować seks t y l k o jako zabawę, bo wtedy łatwo go odczłowieczyć – uprzedmiotowić kontakt, pozostać na poziomie odruchów i gimnastyki, choćby bardzo wymyślnej.

Nasze możliwości seksualne nie są więc oddzielone od reszty nas samych. Jesteśmy całością, a to, jaki mamy kontakt ze sobą, na ile siebie znamy, jak spędzamy wolny czas, jak się odżywiamy, wpływa na seksualną wrażliwość i inwencję. Gdy ktoś się przepracowuje, nie radzi sobie ze stresem, trzyma się nadmiernie w ryzach obowiązków, ma nikłe szanse na swobodne baraszkowanie w sypialni. Twórczy potencjał obumiera z niedożywienia, ale też kiedy karmimy się w nadmiarze, niszczy go bierna rozrywka, usypia piwo. Słabnie, gdy gonimy za superpodnietami, nowymi technikami, gadżetami. Twórcza kreacja w łóżku jak dziecięca zabawa potrzebuje kilku warunków: odpowiedniego czasu, swobodnej przestrzeni, bezpieczeństwa i kontaktów opartych na zaufaniu. Wzajemnego zainteresowania, zaangażowania, chęci, elastyczności w przejmowaniu i oddawaniu inicjatywy. A wszystko to jedynie w wystarczającym dla konkretnej pary stopniu, nie musi być na maksa.

Seks nie powinien być tylko zabawą, to jasne. Ale od czasu do czasu właściwie czemu nie? Tak, może być tylko zabawą, jasne. Przeczytałam kiedyś zdanie, które mi się bardzo spodobało: „Seks jest najwspanialszą zabawą dorosłych”.

Czym dla ciebie jest zabawa? Beztroska, swoboda, spontaniczność, twórcze pomysły, eksperymentowanie, przyjemność, ekscytacja. I radość czynienia dla samego czynienia. Specyficzna dynamika. Powolne rozkręcanie – do całkowitego zapamiętania się w działaniu, albo rozmyślanie, planowanie, szukanie okazji, czekanie. Tak to bywało w krainie dzieciństwa. Wszyscy znamy takie momenty, dorastaliśmy, ucząc się życia w zabawie. To podstawowa aktywność dzieci, konieczna dla rozwoju. W dorosłym życiu zdolność twórczej zabawy jest również ważna – potrzebujemy jej dla dobrego samopoczucia i zdrowia. Czy nie życzylibyśmy sobie takich przeżyć w seksie?

Seks może być wspaniałym sposobem na odreagowanie napięć codzienności. Dobrze, żeby przestrzeń intymnego spotkania była miejscem, gdzie można zrzucić maski, pancerze, odłożyć broń, odtajać w ramionach partnera. Otworzyć się na swoje i jego potrzeby. Zwolnić się z przymusu wykonania zadania. To są jednak – jak się wydaje – podstawowe trudności w czerpaniu radości z seksu. I nie pomogą tu poradniki, co robić, jak i ile razy. Potrzebna jest świadomość siebie i zdolność do spotkania z drugą osobą – z szacunkiem dla jej inności, z otwartością na poznanie. To jest podstawa, której często nam brak. Jak dobrze się bawić, kiedy nie ma pewności, czy nie grozi nam wykorzystanie, agresja albo manipulacja?

Na warsztatach z kobietami właśnie tym się zajmujemy, jedną z dróg, którą kobiety docierają do ukrytej energii seksualnej, są wspomnienia dziecięcych zabaw. Grupa daje bezpieczeństwo, którego kiedyś zabrakło. Odkrywamy, że w tej dziecięcej ciekawości ciała, płci, seksu nie było nic złego, że nie musimy się wstydzić, czuć się nieczysto, niegodnie. To konieczność, by otworzyć się na radość z łóżkowej zabawy.

Trudno jednak w dorosłym życiu zachować dostęp do naszej dziecięcej natury. Twardniejemy, niektórzy noszą nawet pancerne zbroje. Są tacy, którzy je zdejmują, gdy idą do łóżka, inni z kolei tylko rozpinają. Musimy z dziecka wyrosnąć, to nieuchronne i potrzebne – nauczyć się odpowiedzialności, liczenia się z otoczeniem, odwagi, samodzielności. Ale czy musimy zostawiać za sobą naszą dziecięcą wrażliwość i spontaniczność? Jest wiele sytuacji, kiedy słyszymy lub mówimy sobie: „Nie bądź dzieckiem”, „To takie dziecinne” itp. Co zawsze brzmi jak nagana. Zdobyczą dorosłości jest zdolność wyboru, więc także decydowania np. o tym, kiedy zostawiamy nasze „dorosłe ubranie” na krześle i wskakujemy do łóżka, by poddać się jak w zabawie emocjom i przyjemnościom w intymnym spotkaniu z partnerem. Dzieci do udanej i rozwijającej zabawy potrzebują bezpieczeństwa z zewnątrz. My zaś, dorośli, powinniśmy zapewnić je sobie sami w seksie – by bawić się radośnie, musimy czuć się bezpiecznie. Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Paradoksalnie, by znowu być na chwilę dzieckiem, potrzeba dojrzałości.

Co myślisz o seksualnych zabawkach? Kiedyś byłem pewien, że wibrator będzie tylko śmiesznym gadżetem, a tu się okazuje, że staje się narzędziem powszechnego użytku... Są filmy pornograficzne, tyle się pisze o erotyce. Jest ich mnóstwo. To wspaniale, że są i z łatwością każdy, kto chce, może się w nie zaopatrzyć, choćby dzięki internetowym sklepom. Z drugiej strony, jeśli rozejrzymy się po naszym mieszkaniu, z pewnością odkryjemy, że mamy w zasięgu ręki magazyn erotycznych akcesoriów! Bądźmy otwarte na erotyczne skojarzenia w różnych innych sytuacjach, całkiem nieseksualnych – na zakupach, w kuchni, pod prysznicem. Może zechcemy rozwinąć je w pomysły na zabawę seksualną z partnerem, a może pobawimy się same...

Wszystko na świecie ma swoją jasną i ciemną stronę, tak samo świat seksualnych zabawek, w tym pornografia. Ogromny wybór przedmiotów i środków służących wzmocnieniu podniet podczas uprawiania seksu może także zagrażać uprzedmiotowieniem kontaktów seksualnych. Przerost formy nad treścią, pogoń za coraz to silniejszymi bodźcami stępiają wrażliwość, a jednocześnie podsycają głód. Stąd blisko do uzależnienia od seksu. Szczególnie niebezpieczne może to być dla młodych, formujących się osobowości.

A naprawdę nie chodzi o to, by dążyć do tego, żeby każde zbliżenie było zabawą. I to maksymalnie urozmaiconą. Ważne, byśmy umieli się bawić, jeśli tylko mamy na to ochotę.

  1. Psychologia

Kocham cię i nie chcę dzieci

Żyjemy w innym świecie niż nasi rodzice i dziadkowie. Dawniej rodzina była ważna, był ślub, były dzieci. Teraz tak nie jest. W dużo większym stopniu chcemy być wolni, decydować o sobie. (Fot. iStock)
Żyjemy w innym świecie niż nasi rodzice i dziadkowie. Dawniej rodzina była ważna, był ślub, były dzieci. Teraz tak nie jest. W dużo większym stopniu chcemy być wolni, decydować o sobie. (Fot. iStock)
Z dziećmi? Bez dzieci? Najważniejsza jest jakość relacji. Jeśli naprawdę zależy nam na sobie nawzajem, mamy wspólne zainteresowania, dążenia, ufamy sobie, jesteśmy szczerzy, wtedy każda decyzja, którą podejmiemy, będzie dobra – mówi terapeuta Benedykt Peczko.

Żadnych dzieci – zapowiadają już na trzeciej randce młodzi mężczyźni. W swojej książce „Śmiertelni nieśmiertelni” Ken Wilber, znakomity amerykański filozof, mądry i wrażliwy mężczyzna, oświadcza swojej ukochanej Trei, że mogą być razem, ale on nie chce dzieci. Po śmierci Trei wiąże się z inną młodą kobietą i jej także oznajmia, żeby nie liczyła na obudzenie jego ojcowskich uczuć. Gdy psycholożki, terapeutki słuchają zdezorientowanych, a często też zrozpaczonych kobiet, które związały się z takimi mężczyznami, na ogół zalecają, żeby brać nogi za pas i nie oglądać się za siebie. Dlaczego on nie chce dzieci? Niedawno rozmawiałem z mężczyzną, który pytał mnie: „Dlaczego ona nie chce dzieci? Przecież wszystko mamy – mieszkanie, samochód, pracę”. Tak też się zdarza. Wygląda na to, że – szczególnie młodzi – ludzie nie upatrują dziś w rodzinie, w opiekowaniu się dziećmi życiowego sukcesu. Za dzieci nie ma premii ani awansu. Przekaz kulturowy jest jednoznaczny: bądź wolny, nie ograniczaj się, nie wiąż się, korzystaj z życia, kupuj, konsumuj; świat jest do twojej dyspozycji, daje ci przebogate możliwości, więc wybieraj i dobrze się baw. Zwiedzaj, zdobywaj, realizuj biznesy. Bądź panem swojego życia, nie daj się skrępować archaicznymi schematami rodzinnymi. Nie mam wątpliwości, że powód, dla którego Ken Wilber nie chce mieć dzieci, jest inny od motywacji młodego mężczyzny, na przykład pracownika banku.

W książce „Jeden smak” Wilber przedstawia swój dzień: wstaje o piątej rano, ćwiczy jogę, medytuje, potem pisze do obiadu, po obiedzie ćwiczenia fizyczne i znów pisanie do wieczora, czasem telekonferencja. Gdy się temu bliżej przyjrzeć, prowadzi żywot jogina, ascetyczny, wymagający dyscypliny. W ten sposób żyją papież, Dalajlama. To jest styl podporządkowany życiowej misji. Podobnie funkcjonuje wielu artystów, naukowców, działaczy społecznych, przedsiębiorców, wynalazców. Mężczyzna, który odkrywa takie swoje powołanie, może przeżywać silny wewnętrzny konflikt – kobieta, a być może i otoczenie, przyjaciele, oczekują, że będzie chciał mieć dzieci, czyli „normalną” rodzinę, on jednak czuje, że to nie jest jego droga. No ale „powinien chcieć”. Z mojego terapeutycznego i życiowego doświadczenia wynika, że to, co jest najgłębszą potrzebą serca, i tak da o sobie znać. Jeśli mężczyzna się przymusi, ulegnie oczekiwaniom, powstanie z tego mnóstwo nieszczęścia. Mężczyzna, który nie jest szczery wobec siebie i kochanej kobiety, skazuje rodzinę na cierpienie. Niechciane dzieci odczują to napięcie, odrzucenie ze strony ojca, który unika kontaktu, ucieka w pracę, bo dzieci błyskawicznie wyczuwają niespójność w zachowaniu. W związkach tak dobranych problem wraca jak bumerang, partnerzy ranią się nawzajem, obwiniają, sporom i pretensjom nie ma końca.

„Kocham cię i nie chcę dzieci”. To jest uczciwe, zgoda.  Gdy pomagam takim mężczyznom, dochodzimy do wniosku, że jedynym wyjściem jest związanie się z kobietą, dla której posiadanie dzieci nie jest najważniejszą sprawą. Te związki bywają bardzo udane – kobieta i mężczyzna czerpią z miłości, która ich łączy, wiele siły i inspiracji. Mają pasje, podróżują, tworzą. Są dla siebie. Nie każda kobieta stworzona jest do macierzyństwa. Nie każdy mężczyzna powinien wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. No może drzewo jest tu wyjątkiem przy obecnym stanie środowiska…

Problem zaczyna się, gdy ona bardzo chce, a on bardzo nie chce, ale nie mogą się rozstać. Co innego, gdy mężczyzna mocno czuje swoją życiową misję i wie, że budowanie rodziny stanie tej misji na drodze, a co innego, gdy ma wątpliwości, obawy, lęki wynikające z ograniczających przekonań czy złych doświadczeń z dzieciństwa.

Wielu mężczyzn jest przerażonych perspektywą bycia ojcem. To nie jest spokojne stwierdzenie: „pójdę inną drogą”. To dramatyczny, pełen bólu opór. Bo „nie będę skazywał moich dzieci na takie cierpienia, przez jakie sam musiałem przechodzić”. Bo „to nie jest świat dla dzieci”. Oczywiście, mężczyźni, którzy doświadczyli w dzieciństwie przemocy emocjonalnej, byli bici, synowie ojców alkoholików, ojców nieobecnych mają wdrukowane takie właśnie przekonanie – „życie jest przerażające”. Na szczęście coraz więcej mężczyzn rozumie potrzebę mierzenia się z bagażem przeszłości, korzystają z pomocy psychologicznej, terapeutycznej, coachingowej, uczestniczą w warsztatach dla mężczyzn. Wsparcie kobiet jest tu bezcenne. Kobieta, która rozumie, z czym boryka się jej partner, to prawdziwy skarb dla mężczyzny.

Bywa, że opór i wątpliwości są tak silne, że kobiety podejmują decyzję same, bez jego zgody. To niewiarygodne, ale ten kobiecy przekaz: „nie pytaj go, zrób tak, żeby zajść w ciążę, gdy już dziecko się pojawi, on się przyzwyczai, jakoś to będzie; dzieci to jest sprawa kobiet”, jest ciągle aktualny. W ten sposób kobiety ze starszego pokolenia radzą młodym. „A nawet jak się wścieknie, to mu przejdzie…” Ogromne ryzyko. Takie podejście być może sprawdzało się we wcześniejszych pokoleniach. Mężczyzna się wścieknie i mu nie przejdzie. Widziałem tych wrobionych w dzieci. Odbierali to jako zdradę, podstęp, reagowali silną agresją. Nawet jeśli potem płacili alimenty i spotykali się z dziećmi, z kobietą nie chcieli mieć nic wspólnego, a co gorsza – przenosili te emocje na dzieci.

Żyjemy w innym świecie niż nasi rodzice i dziadkowie. Dawniej rodzina była ważna, był ślub, były dzieci. W poprzednich pokoleniach podstawowym zadaniem kobiety było założyć rodzinę, urodzić i wychować dzieci, pielęgnować dom. Zadaniem mężczyzny było wspierać w tym kobietę poprzez pracę zawodową, która była podporządkowana temu celowi. Mężczyzna pracował, przynosił pieniądze, dbał o dom, naprawiał, remontował, miał czas dla dzieci. Teraz tak nie jest. W dużo większym stopniu chcemy być wolni, decydować o sobie. Od wielu młodych mężczyzn słyszę: „Teraz chcę osiągnąć sukces, zdobyć pozycję. Dzieci? Może później”. Oni rozglądają się wokół i widzą, co dzieje się w rodzinach. Widzą, że dzieci bywają źródłem kłopotów, coraz trudniej budować wspólny język. Dochodzą do wniosku, że to nie dla nich: „Bardzo dziękuję! Nie będę się tak szarpał”. Obawiają się odpowiedzialności, także finansowej. Nie są pewni, czy uda im się utrzymać rodzinę, bo sytuacja na rynku pracy nie wygląda obiecująco.

Jest jeszcze taka opcja, wcale nierzadka, gdy mężczyzna mówi: „zgadzam się na dziecko, ale tylko ze względu na ciebie”. Kobieta – też wcale nierzadko – wpada w panikę: „Boże! To ma być moja decyzja, moja odpowiedzialność?”. Znowu patowa sytuacja. Nie da się tego rozwikłać bez otwartości, szczerości. Kobieta może zapytać, czego on się obawia. Teraz nie jest gotowy? Kiedy będzie? Mężczyzna, który w nieskończoność odsuwa ten temat – paradoksalnie – nie jest panem swojego życia.

Kobiety mają naturalny dostęp do intuicji i na ogół wiedzą, czy jest szansa, aby on zmienił swoje nastawienie, dojrzał, naprawdę wspierał rodzinę, gdy dziecko przyjdzie na świat.

Ale może być również tak, że to kobieta rezygnuje ze swoich pragnień: „chciałabym, abyśmy mieli dziecko, ale jeśli ty nie chcesz, wybieram związek z tobą”. Tak wybierają kobiety, które są kochane i doceniane, traktowane z czułością. Najważniejsza jest jakość relacji. Jeśli naprawdę zależy nam na sobie, mamy wspólne zainteresowania, dążenia, cele, ufamy sobie nawzajem, jesteśmy szczerzy, wtedy każda decyzja, jaką podejmiemy, będzie dobra.

W jaki sposób mężczyzna mógłby przygotować się do roli ojca? Odkryć, że życiowy sukces to także udana więź z dzieckiem i że warto podjąć to wyzwanie? Dobrze wyobrazić sobie siebie w roli ojca. Jak się czuję? Co budzi mój niepokój? Co mogę zrobić, aby ten niepokój oswoić? Być może decyzję o tym, że nie będę miał dzieci, podjąłem bardzo wcześnie, na przykład w wieku sześciu lat, bo cierpiałem jako dziecko. Ale teraz mam 36 lat i mogę zmienić tamtą decyzję, ponieważ nabyłem wielu doświadczeń i kompetencji. Jakim ojcem pragnąłbym być? To ważne pytanie, ponieważ odruchowo myślimy o tym, jakimi ojcami nie chcemy być. Potrzebujemy pozytywnej wizji, także dobrych wzorów. Który mężczyzna z mojego otoczenia ma dobre relacje z dziećmi? Co sprawia, że podoba mi się w tej roli, przyciąga moją uwagę? Kontakt z innymi mężczyznami, którzy odnaleźli się jako ojcowie i czerpią z relacji z dziećmi radość i spełnienie, byłby tu zbawienny. Tworzenie relacji z takimi mężczyznami daje siłę i oparcie.

Bycie silnym i czułym ojcem to prawdziwy życiowy sukces – jak w to uwierzyć? W głębi serca mężczyźni tęsknią za dobrymi relacjami z ludźmi, za otwartością i bliskością z kobietami, mężczyznami, dziećmi. Tej szczególnej jakości kontaktu nie znajdą nigdzie indziej, żaden sukces zawodowy nie da tego, co możemy odnaleźć w relacjach. Ten sukces jest względny, niestabilny, przemijający. Więzi z ludźmi zwracają nas ku sobie, dlatego są tak cenne. W bliskich relacjach możemy być bez ról, masek, formalnych zobowiązań i przymusów, nie musimy grać, udawać, puszyć się i rywalizować. Bycie ojcem to nie tylko kolejne zobowiązanie, z którego trzeba się wywiązać i rozliczyć. Mając dzieci, wypełniamy oczywiście rolę ojca, ale jest jeszcze ogromny potencjał kontaktu poza tą rolą. Spotkanie istot, które są naszymi dziećmi, to niezwykła przygoda.

Wielu mężczyzn nie doświadcza otwartości i bliskości z dziećmi, ponieważ przychodzą z pracy do domu i nie zdejmując swoich masek dyrektora, menedżera, handlowca, próbują zarządzać swoimi dziećmi. Nie warto. Gubimy wtedy szansę na naturalność. Bliski kontakt z dzieckiem to jest kontakt z istotą życia, z jego niezwykłą dynamiką, z rozwojem, z rozkwitem. Wszystko się zmienia, a więź pozostaje; jest niezmienna w zmiennym świecie, nadaje sens naszym staraniom.

Mężczyźni w znacznym stopniu nastawieni są na osiągnięcia, na to, by zostawić po sobie ślad. Jednak czy nasze dzieci nie są takim śladem? Czy nie czynimy świata odrobinę lepszym, dając im naszą uwagę i miłość?