Prawda o feromonach: jak pachnie twój partner

Mam cię w nosie: feromony
123rf.com

Przesadne perfumowanie się przed spotkaniem jest ryzykowne. Przecież nie wiemy, jaką mapę zapachową ma nasz partner. Pozwólmy spotkać się naszym feromonom. Ważne są słowa, czułość, ale to feromony rządzą – mówi psychoterapeuta Krzysztof Korona.
Węch to najbardziej pierwotny zmysł. Jeśli mówi się o chemii między ludźmi, która ich łączy lub dzieli, to istotną jej częścią jest zapach. Co nie oznacza, że ktoś nam śmierdzi, choć też się to zdarza. O wiele częściej woń działa na nas dyskretnie i nieświadomie. Nos wiele mówi o naszej świadomości, ale więcej przekazuje naszej podświadomości.

Mieć kogoś w nosie oznacza zdaniem psychologów, że obraz partnera na stałe został wprowadzony do naszej pamięci. Po wielu latach, kiedy przypadkiem odkryjemy u kogoś zapach podobny do tego, który kiedyś wywołał seksualne podniecenie, od razu go kojarzymy z tamtą osobą. Komórki węchowe są bezpośrednio powiązane z ośrodkiem w mózgu, który zarządza emocjami. Nasza reakcja sprowokowana przez zapach nie przechodzi przez system kontrolny w mózgu, dlatego zapach atakuje nasze ukryte, pierwotne wspomnienia. I ma taką siłę. Stąd potęga zapachów dzieciństwa, pierwszego erotycznego przytulenia, włosów pierwszej dziewczyny.

Od tysiącleci ludzie fascynowali się ładnymi zapachami, gromadzili te doświadczenia, ale działali intuicyjnie. Od niedawna zaczęto powonienie badać.

Master i Johnson, para seksuologów, którzy badali zachowania intymne ludzi, mają dowody no to, co mogliśmy przeczuwać: kobiety są bardziej wrażliwe na zapach niż mężczyźni.

Na wszystko jak mi się czasami zdaje…

Zapach jednak, co nie powinno być zaskoczeniem, łączy się z seksem. Około 80 proc. Amerykanek mających zaburzenia zmysłu powonienia cierpi też z powodu seksualnej oziębłości. Faceci węchowo upośledzeni są często kalekami w łóżku. Zapach kobiety jest dla mężczyzny silnie działającym bodźcem seksualnym. I na odwrót. Istnieje wiele teorii naukowych, czym jest zapach. Pewien uczony twierdzi, że woń to nic innego jak fruwające w powietrzu cząsteczki mające ściśle określony kształt geometryczny. W komórkach nerwowych w nosie są puste miejsca o takich kształtach jak fruwające cząsteczki. Całość działa na zasadzie klucza do zamka. Jak się cząsteczka w nosie dopasuje do kształtu receptora, czujemy, że była tu przed chwilą sekretarka, a innym razem – żona.

Pamiętam z dawnych czasów, że co najmniej dwa razy w moim życiu zapach był powodem rozstania. I to nie było coś konkretnie dolegliwego, ale jakieś ogólne wrażenie, takie nie do zniesienia. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi. Tłumaczyłem się, nie ma chemii, i już, co nie było przez partnerkę dobrze przyjęte. Gorzej by jednak było, gdybym powiedział: „Źle mi pachniesz”, choć taki był rzeczywisty problem. Feromony?

Naukowcy nie są tu zgodni. Część uważa, że feromony nie mają dużego wpływu na nasz seks, inni – że mają wielki. O feromonach ludzkich wiemy na pewno jedno – istnieją. Czym, jak nie działaniem feromonów wyjaśnić synchronizowanie w czasie miesiączkowania u kobiet, które są razem w celi więziennej lub w pokoju akademickim. Feromony, zdaniem naukowców, to rodzaj hormonów, ale produkowanych na zewnątrz ciała. Ich rolą jest wyłącznie seksualna prowokacja.

Co jednych odpycha, innych podnieca. Napoleon pisał do Józefiny: „Wracam za kilka dni, ukochana. Nie myj się…”.

Wiele zależy od osobistych upodobań, czasami dziwactw, ale też od kultury i zapachowej tradycji epoki, miejsca, kraju.

Problem w tym, że cały nasz układ seksualny jest tak blisko kanalizacji. Jak było kiedyś? Zapachy przeszłości zupełnie nam wywietrzały. Możemy się tylko domyślać, że ludzie niezwykle intensywnie pachnieli, mówiąc delikatnie. Musieli to więc jakoś akceptować.

Ale czy lubić? Tradycja namaszczania się olejkami (Biblia), skala produkcji perfum świadczą o tym, że różnie bywało.

W „Dzienniku” Samuela Pepysa z XVII wieku czytam, że kiedy żona poszła do łaźni, to nie wpuszczała go potem do łóżka, dopóki sam też do łaźni nie pobiegł. Nie wygląda jednak na to, żeby im ta łaźnia weszła w nawyk. Wielka kariera perfum w wieku XVII to była też walka ze smrodem, kamuflaż. Dzisiaj to tylko przynęta. Zdarza mi się iść w odurzeniu za smugą kobiecego zapachu, patrzę, a to hipopotam!

Ale podobno najmocniej działa kombinacja natury i perfum. Kurtyzany średniowiecznego Neapolu miały zwyczaj dodawania do perfum odrobiny własnej wydzieliny z pochwy i smarowania się nią za uchem. Twierdziły, że to sukces gwarantowany. Kawalerowie we współczesnej Grecji podczas wiejskich zabaw mają zwyczaj umieszczania pod pachami chusteczki, która po skończonym balu wręczana jest (lub po kryjomu wkładana do torebki) dziewczynie, na której kawalerowi szczególnie zależy. Są tacy, którzy twierdzą, że podnieca ich najbardziej zapach stopy. Wśród nich są głównie panowie. O kobiecej fascynacji męskimi skarpetami słyszy się raczej niewiele. Historycznie rzecz ujmując, odór nóg Ludwika XIV powodował, że stojące obok niego dwórki mdlały nie tyle z rozkoszy, co z zatrucia smrodem.

Pachniemy dziś kombinacją środków czystości, perfum i naszego zapachu naturalnego. Ten ostatni bywa zupełnie ukryty. Czasami na szczęście. Strach pomyśleć, czym pachnieli ludzie sprzed tysięcy lat?

Gdyby powąchał ich współczesny bywalec sklepów z perfumami, to pewnie musiałby hamować odruch wymiotny. Nie myto się w ogóle. Odór człowieka był problemem nawet dla starożytnych, skoro już cztery i pół tysiąca lat temu Egipcjanie zaczęli kombinować z zapachami i wonią własnego ciała.

Kiedyś wszystko intensywniej pachniało: domy, ulice. W świecie tradycji helleńskiej i rzymskiej ludzie jednak myli się! Dopiero w średniowieczu i później działo się o wiele gorzej. A my niemal wyrugowaliśmy mocne zapachy z naszego świata.

Ale feromonów nie da się oszukać. Czystość przedślubna nie jest wcale takim marginesem, jak się sądzi. Takie pary czasami trafiają do mojego gabinetu. Przy pierwszych zbliżeniach okazuje się, że przeszkadza im własny zapach. Nie mieli okazji wcześniej go odkryć. A już za późno, czasami dziecko w drodze. Są bezradni, ja też, to znowu potęga feromonów. Zapachowa głębinowa mapa wewnętrzna. Nawet przebywanie w tym samym pokoju bywa trudne, a co dopiero w łóżku.

Jak więc przygotować się do zbliżenia, kiedy spotykamy się cieleśnie po raz pierwszy? Być sterylnie czystym czy pozwolić ciału, by miało swój zapach?

Na pewno przesadne perfumowanie się przed spotkaniem jest ryzykowne. Przecież nie wiemy, jaką mapę zapachową ma nasz partner. Sam tego zwykle nie wie. Optymalną sytuacją jest czystość obojga. I niewielka ilość dezodorantu. Pozwólmy spotkać się naszym feromonom. Ważne są słowa, czułość, ale to feromony rządzą. Z rzeczy zabawnych. Zgłosił się do mnie pacjent pełen trwogi i rozpaczy. Jego żona zaczęła nagle używać pewnych perfum. Problem, że tak samo pachniała jego kochanka. Co za przypadek! Ale on już jej nie kochał, wprost przeciwnie, zaczął nienawidzić. Więc ten zapach działał na niego jak płachta na byka. I zrobił się dramat. Należy uważać. Z zapachami nigdy nic nie wiadomo

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze