1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. W przyjaźni z ciałem

W przyjaźni z ciałem

„Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. (Fot. Ania Powałowska)
„Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. (Fot. Ania Powałowska)
Porzućmy na chwilę marzenia o idealnej sylwetce, smukłej i wyrzeźbionej. Poszukajmy takiej formy ruchu (a może bezruchu), która rozpuści napięcia i pomoże nam poczuć się dobrze we własnym ciele. W bonusie masz czystą głowę i uczucie lekkości i radości w sercu.

Biegaj w tempie niko niko, czyli z uśmiechem. Już w latach 80. profesor Hiroaki Tanaka z Uniwersytetu Kiusiu w Fukuoce, którego specjalizacją była fizjologia sportu z naciskiem na prewencję chorób cywilizacyjnych, propagował zasadę, że każdy potrzebuje odpowiedniej ilości aktywności fizycznej – nie za mało i nie za dużo. Jak sprawdzić, czy trening jest optymalny dla ciebie? Jak mówił profesor Tanaka w wywiadzie z Oriną Krajewską:

„Jednym z kryteriów jest uśmiech, jeśli możesz się uśmiechać i jesteś w stanie prowadzić rozmowę w czasie treningu, to znaczy, że jego intensywność jest właściwa. Bardzo intensywne ćwiczenia powodują stres, a na pewno nie potrzebujemy go więcej w swoim życiu. Po latach badania optymalnej, indywidualnie dostosowanej intensywności ćwiczeń stało się jasne, że 30 minut aktywności fizycznej dziennie, na tyle lekkiej, aby uprawiać ją z uśmiechem, może zdziałać cuda”.

Profesor Tanaka opracował metodę slow joggingu, wolnego biegu przeplatanego sprintami i ćwiczeniami, na przykład z użyciem hantli. Ale ćwiczyć z przyjemnością można na wiele sposobów.

Gyrotonic

Trening gyrotonic przypomina taniec z maszyną. Ćwiczenia wykonuje się płynnie, uważnie i w harmonii z oddechem. Ta popularna na Zachodzie metoda ćwiczeń u nas dopiero raczkuje, ale warto ją poznać, ponieważ jest to wyjątkowo wszechstronny trening, który dba o cały aparat ruchu, mięśnie i stawy. Ćwiczyć mogą kobiety w ciąży, osoby starsze, a nawet pacjenci w czasie rehabilitacji.

„Metodę tę poznałam we Włoszech, gdzie jest znana i praktykowana od lat”, mówi Stefania Chiarelli, instruktorka gyrotonicu, założycielka Nashe Studio na warszawskim Powiślu. „Twórcą metody gyrotonic jest Węgier Juliu Horvath, który był zawodowym tancerzem. Poszukiwał metody, która pozwoli mu wrócić do pracy po kontuzji i zerwaniu ścięgna Achillesa. Próbował pilatesu, jogi, pływania. Jednak w każdej z tych aktywności czegoś mu brakowało. Dlatego zaczął myśleć nad własnym systemem ćwiczeń. Tak opracował Gyrokinesis®, a potem rozpoczął pracę nad maszyną do treningu. Ćwiczenia ze specjalistycznym sprzętem to właśnie gyrotonic. Teraz, choć ma 79 lat, Horwath nadal dba o zdrowie i o kręgosłup, ćwicząc gyrotonic”, mówi instruktorka.

Gyrotonic to ćwiczenia, które wykonuje się na specjalistycznym sprzęcie. (Fot. Ania Powałowska) Gyrotonic to ćwiczenia, które wykonuje się na specjalistycznym sprzęcie. (Fot. Ania Powałowska)

Metoda ta łączy różne techniki treningowe i formy aktywności, które uczą świadomego ruchu, poprawiają mobilność i gibkość ciała, ale też zwiększają jego siłę i wytrzymałość. Na pierwszy rzut oka gyrotonic jest bardzo podobny do pilatesu.

„W pilatesie pracujemy w dwóch osiach i skupiamy się na wzmocnieniu mięśni w konkretnych partiach ciała. W gyrotonicu maszyna narzuca spiralne i faliste ruchy, można powiedzieć, że jest to ruch trójwymiarowy, może się kojarzyć z pływaniem. W ćwiczeniach skupiamy się na wzmocnieniu mięśni przy kręgosłupie oraz brzucha, które odpowiedzialne są za stabilizację naszej miednicy, jak i całej sylwetki. Ważny jest też oddech. Każdy ruch powinnien być połączony z oddechem, ale na co dzień, w stresie i napięciu, o tym zapominamy. W trakcie sesji pracujemy nad przywróceniem naturalnej synchronizacji ruchu i oddechu”, wyjaśnia Stefania Chiarelli.

Stretching

Kama Nienałtowska ćwiczy od trzeciego roku życia. Jest ekspertką w dziedzinie rozciągania. Stretching jest jej pasją. Uczy go od 17 lat, prowadzi warsztaty i szkolenia ze stretchingu dla polskiej kadry instruktorskiej, artystów profesjonalistów i amatorów. „Rozciąganie jest ważne dla zdrowia i samopoczucia. Pozwala nam przezwyciężyć ograniczenia naszego ciała zarówno w życiu codziennym, jak i w sporcie. Mnie przede wszystkim zależy na tym, by pomóc ludziom poczuć się lepiej, rozruszać się. Potem, jeśli ktoś chce, można przesuwać tę poprzeczkę stopniowo coraz dalej”, mówi Kama.

„Zwracam dużą uwagę na świadomą pracę z ciałem. Na treningu pokazuję, dlaczego nasze ciało potrafi tyle, ile potrafi. Podczas całego naszego życia mięśnie i mózg zbierają informacje o tym, jak się poruszamy. Jesteśmy przyzwyczajeni, że coś się da, a czegoś się nie da zrobić. Ja staram się pokazać, jak możemy przekonać nasze ciało, że może pracować lepiej, efektywniej. Nie robimy nic na siłę, ale powoli, w indywidualnym tempie przesuwamy granicę swoich możliwości”, przekonuje trenerka.

Entuzjazm Kamy i jej niezachwiane przekonanie, że każdy, niezależnie od wieku, może zrobić coś dla siebie, są zaraźliwe. „Ważne, żeby zrobić pierwszy krok, nawet malutki, który sprawi, że poczujemy się troszkę lepiej, a potem to powtórzyć. W ten sposób możemy pomału przesuwać strefę komfortu. Stereotypowo rozciąganie to dwa skłony do przodu po treningu i tyle. Kojarzymy je też z ćwiczeniami, gdy ktoś kogoś strasznie dociska. Dociskany płacze i cierpi. Ja proponuję pracę, w której dbamy o równowagę między zakresem ruchu a kontrolą ruchu. Efekty osiągamy bezpiecznie, bez dociskania. Gdy ciało odbiera ruch jako coś przyjemnego, efekty zostają z nami na dłużej”. Czy stretching można ćwiczyć w domu? Zawsze lepiej jest trenować pod okiem instruktora, jeśli jednak nie masz takiej możliwości, skorzystaj z zajęć online lub zajrzyj na Instagram @kamanienaltowska, znajdziesz tam zawsze świeżą dawkę inspiracji i ćwiczeń. „Zaczynam trening od leżenia na macie i skupienia się na oddechu. W czasie ćwiczeń często zapominamy o tym, jak ważny on jest. Napinamy się, staramy się zrobić więcej i więcej. Wtedy ciało się opiera. Dobrze jest zacząć od obserwacji oddechu, poczuć, jak klatka piersiowa wypełnia się powietrzem, zobaczyć, jakie mięśnie przy tym pracują. Zostawić za sobą pośpiech dnia codziennego”, radzi trenerka. Równie ważna jak trening jest regeneracja. „Regularnie chodzę na wizyty do fizjoterapeuty – nie dlatego, że coś mi dolega, ale po to, żeby nic mi nie dolegało. W domu używam mat do akupresury, które relaksują i odstresowują mięśnie”.

Joga Yin

Czyli ćwiczenia z nicnierobienia. Jesteś aktywna, cały czas działasz na wysokich obrotach, a w czasie treningu wyciskają z ciebie siódme poty? Przyjdź dla odmiany na jogę yin-yang prowadzoną przez Julitę Skórską (Instagram @julita.skorska). Zobaczysz, że gdy sobie odpuścisz, świat kręci się dalej.

„W jodze dynamicznej, jak vinyāsa, rozgrzewamy mięśnie. Napinamy je, zmieniając pozycję wraz z oddechem. W ten sposób budujemy siłę, wzmacniamy nasze uziemienie, ale jednocześnie zatrzymujemy się na tym poziomie”, tłumaczy instruktorka. „Joga yin to forma odpuszczająca, w której nie napinamy mięśni. Wchodzimy w pozycję (zwykle siedzącą, leżącą lub wiszącą) i nasze ciało pracuje samo na poziomie tkanek łącznych, powięzi. Pozwalamy na automasaż organów wewnętrznych, dochodzi do oczyszenia na poziomie fizycznym, ale też mentalnym i emocjonalnym”.

Koncepcja yin-yang pochodzi z filozofii chińskiej. Mówi o przeciwstawnych siłach, które zamiast walczyć, uzupełniają się. Jak dzień i noc. Yang to energia działania, przejmowania inicjatywy. Yin to noc, księżyc, woda, introwersja, refleksyjność. W życiu chodzi o to, by te dwie energie równoważyć. Działać, gdy jest na to czas, innym razem odpuszczać sobie, rezygnować z walki.

„Obserwuję ludzi w czasie zajęć. Gdy wplatam pozycje relaksacyjne, zaczynają się wiercić, otwierają oczy. Nie chcą się poddać. Sama należę do osób z przewagą yang, więc wiem, jak trudno jest się zrelaksować, porzucić gonitwę myśli. Dlatego trochę na przekór sobie zaczęłam ćwiczyć jogę yin, a potem stworzyłam zajęcia yin-yang. Możemy na nich poczuć obie energie, spróbować dwóch rodzajów praktyki. Stajemy w pozycji wojownika – jesteśmy wyprostowani, mamy napięte mięśnie brzucha, ud. Walczymy tak jak w życiu, działamy, oddychamy. Potem zawisamy w skłonie w stronę nogi, a nasze tkanki wewnętrzne się rozluźniają. Nie musimy nic robić, nic poprawiać”.

Niezwykle przyjemnym elementem zajęć prowadzonych przez Julitę są towarzyszące praktyce zapachy olejków eterycznych, kadzideł oraz dźwięki mis tybetańskich i dzwoneczków Koshi. Jak mówi trenerka, to jej prezent dla uczestników zajęć.

Joga yin uczy odpuszczania i rozluźniania. Nie ma tu czegoś takiego jak pozycja doskonała, nie ma dociskania ani poprawiania. Po prostu wchodzisz w pozycję do momentu, aż ciało stawia opór, i trwasz w bezruchu, obserwujesz, oddychasz.
„Dźwięki dzwoneczków relaksują, ale mogą też poruszać różne emocje, w zależności od tego, co się w nas aktualnie dzieje. Wibracja mis tybetańskich ma jeszcze inne działanie. Wchodzi głęboko w ciało, masuje, uwalnia od stresu, wzmacnia układ odpornościowy oraz hormonalny”. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Zdrowe frytki? To możliwe [PRZEPISY]

Do przygotowania frytek najlepiej nadają się ziemniaki odmiany Irga i Irys. (Fot. iStock)
Do przygotowania frytek najlepiej nadają się ziemniaki odmiany Irga i Irys. (Fot. iStock)
Frytki to jedno z najpopularniejszych dań świata. Nic dziwnego, że doczekało się swojego święta. 13 lipca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Frytek.

Jemy coraz więcej frytek. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie były to frytki z mrożonki utopione w tłuszczu. Frytki można bowiem przygotować tak, aby były zdrową przekąską. Zamiast smażyć je w głębokim tłuszczu, można je upiec w piekarniku. I podać z sałatą lub surówką ze świeżych warzyw i domowym dipem. Oto kilka przepisów na zdrową wersję frytek.

Domowe frytki klasyczne

1 kg ziemniaków
3 łyżki oleju
sól
zioła

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C, z włączoną funkcją góra/dół/termoobieg.
Ziemniaki obieramy, kroimy na kawałki.
Układamy na blasze, skrapiamy olejem, mieszamy, aby równomiernie pokryły się tłuszczem.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 35 minut. Czas pieczenia zależy od gatunku ziemniaków i wielkości kawałków.
Gdy ziemniaki będą miękkie w środku i chrupiące na wierzchu, wyjmujemy je z piekarnika i oprószamy solą i ziołami.

Frytki z pasternaku z majonezem z awokado, kolendrą i fistaszkami

4 duże pasternaki,
oliwa
sól
Majonez z awokado, kolendrą i  fistaszkami:
1 jajko,
1 żółtko,
150 ml oleju,
1 łyżka musztardy,
3 łyżki soku z cytryny,
1 dojrzałe awokado,
1 pęczek kolendry,
30 g fistaszków,
sól,
pieprz
Fot. iStockFot. iStock
Pasternak myjemy i  obieramy. Następnie tniemy je na długie wstęgi (najlepiej obieraczką do warzyw), gotujemy w  osolonej wodzie przez 30 sekund i  hartujemy w  wodzie z  lodem. Potem dokładnie suszymy i  pieczemy na złoty kolor w piekarniku, aż się zezłocą i będą chrupiące.
Musztardę, sok z  cytryny, szczyptę soli, jajko i  żółtko dokładnie miksujemy, wtłaczając wolno olej cienkim strumieniem. Miksujemy do wyczerpania oleju i  uzyskania gęstej, zwartej i  błyszczącej konsystencji. Awokado obieramy, wyjmujemy pestkę i  kroimy w  drobną kostkę. Dodajemy posiekaną kolendrę i  wszystko łączymy z  majonezem z  tłuczonymi fistaszkami. Doprawiamy solą i  pieprzem. Majonez przekładamy do miseczki, dekorujemy orzechami i  kolendrą. Obok na talerzu układamy usmażone czipsy z  pasternaku.

Frytki z batatów

4-6 batatów
oliwa
sól i pieprz
przyprawy - np. świeży rozmaryn, tymianek, harissa, garam masala.
Fot. iStockFot. iStock
Rozgrzewamy piekarnik do 220˚C. Bataty obieramy i kroimy na kawałki w kształcie frytek.
Oprószamy przyprawami.
Blachę smarujemy oliwą. Skrapiamy nią również frytki.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika - po 15 minutach wyjmujemy, by przemieszać, aby równomiernie się upiekły.
Po około 30 minutach skosztować - powinny być smaczne.

  1. Zdrowie

Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko ciało, ale i mózg

Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko nasze ciało, ale i mózg, któremu dziś o wiele częściej brak gimnastyki niż analiz i zagadek logicznych. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany i zmęczony – tym więcej się ruszaj.

Lęki, troski, zmartwienia nie zależą wcale od tego, co nam się przytrafia, a od tego, jak zareaguje na to nasz mózg, który jest głównym regulatorem dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego. A mózg potrzebuje nie tylko treningu umysłowego, ale i ćwiczeń fizycznych.

„Pomimo wszystkich korzyści materialnych, jakie dał nam osiadły tryb życia, tkwi w nas pewien niepokój, poczucie niespełnienia” – brzmi motto książki „W zdrowym ciele zdrowy mózg” napisanej przez szwedzkiego psychiatrę Andersa Hansena. Owo poczucie niespełnienia, wewnętrzne rozedrganie dotyka coraz młodszych ludzi. Lekarze, psychiatrzy i terapeuci od lat szukają przyczyn pogarszającej się kondycji fizycznej i psychicznej swoich pacjentów. Powstają nowe jednostki chorobowe, takie jak tężyczka, fibromialgia, Hashimoto, których objawy są w zasadzie bardzo podobne: chroniczne zmęczenie, brak sił witalnych, problemy z pamięcią i koncentracją, okresowe spadki energii, mgła umysłowa, niska odporność na stres albo ataki paniki. Pogarszające się samopoczucie, brak diagnozy i bezradność prędzej czy później doprowadzają zdesperowanego człowieka do gabinetu psychiatry albo psychoterapeuty. Dobrze dobrany antydepresant czy lek przeciwlękowy mogą poprawić komfort życia, ale poczucie oddzielenia: „głowa swoje, a ciało swoje” – pozostaje. Nadmierne obciążenie układu nerwowego przy jednoczesnym zmniejszeniu aktywności układu ruchowego to największa bolączka naszych czasów. Siedzący tryb życia i przeżywanie go – w dużym stopniu – w myślach, zamiast realizowania w działaniu, prowadzą do tego, że mózg staje się coraz bardziej niespokojny i szybciej się starzeje.

W ruchu

Pierwsze komórki mózgowe powstały 600 milionów lat temu. Prawdopodobnie miały koordynować ruchy prymitywnych zwierząt, co oznacza, że podstawowa funkcja pierwotnych neuronów była związana z poruszaniem się. Być może najważniejszym zadaniem mózgu jest skłonić nas do ruchu, a nie do myślenia. Bezruch sprawia, że nasz mózg powoli umiera.

Autor wspomnianej książki przytacza badania 60-latków, z których jedna grupa kilka razy w tygodniu chodziła na spacery, a druga wykonywała spokojne ćwiczenia, w czasie których ich puls nie przyspieszał. Okazało się, że spacerowicze mieli nie tylko lepszą kondycję, ale ich mózgi pracowały bardziej efektywnie (co potwierdzono w trakcie rozwiązywania testów psychologicznych). Zaobserwowano, że wzmocniły się połączenia pomiędzy różnymi płatami mózgu, a to poprawia jego efektywność. Hipokamp – część mózgowia odpowiedzialna przede wszystkim za pamięć i odczuwanie emocji, wręcz się zwiększa. Hansen pisze, że codzienny spacer zmniejsza ryzyko demencji o 40 proc. Jest o wiele istotniejszy niż krzyżówka, nie tylko jako ochrona przed otępieniem, lecz także jako czynnik poprawiający nasze zdolności poznawcze. No cóż, już Hipokrates powiedział, że najlepszym lekarstwem dla człowieka jest chodzenie.

Jak plastelina

Mózg rozwija się przez całe życie. To efekt neuroplastyczności, czyli zdolności tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń, mających na celu ich reorganizację, adaptację, zmienność i samonaprawę oraz procesy uczenia się i pamięć. Badania nad neuroplastycznością mózgu pokazały, że niewiele rzeczy stymuluje ją równie skutecznie jak aktywność fizyczna – już 20–30 min ruchu dziennie poprawia podatność mózgu na zmiany. Jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za ten proces jest GABA – aminokwas, który działa w mózgu jak hamulec spowalniający jego nadaktywność. Mniej aktywny mózg staje się bardziej elastyczny i podatny na reorganizację.

Regularna aktywność fizyczna uczy także nasz organizm „wyważonej” reakcji na stres. To dlatego, że podczas regularnych treningów, które dla organizmu są również w pewien sposób źródłem niepokoju, kortyzol (hormon stresu) wytwarza się stopniowo, w coraz mniejszej ilości przy każdym kolejnym treningu, a po jego zakończeniu spada do poziomu niższego niż przed ćwiczeniami, co powoduje normalizację wydzielania kortyzolu także w innych sytuacjach stresowych.

Aktywność ruchowa dobrze działa również na na płat czołowy, a bardziej aktywny płat czołowy sprawia, że w nagłej sytuacji reagujemy mniej emocjonalnie i mniej irracjonalnie. Lepsza integracja płata czołowego z ciałem migdałowatym (odpowiadającym za emocje) prowadzi do lepszego zarządzania emocjami w obliczu trudnych wyzwań.

Odporność na stres zwiększa także masa mięśniowa, ponieważ mięśnie pełnią funkcję oczyszczalni, która uwalnia organizm od szkodliwych substancji trafiających do krwiobiegu w sytuacji walki lub ucieczki, tzw. chemii stresu. Jedną z nich jest kinurenina – niebezpieczny dla mózgu metabolit. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany, zmęczony psychicznie i fizycznie – tym więcej i częściej się ruszaj.

Bieg o przetrwanie

Owo wspomniane wcześniej wewnętrzne rozedrganie, napięcie czy poczucie niespełnienia to… efekt niespokojnego mózgu. Ponieważ do jego podstawowych zadań należy zapewnienie nam przetrwania, wszystkie zmysły nastawione są na wytropienie potencjalnego niebezpieczeństwa. Mózg wzbudza się, gdy tylko „zwietrzy” zagrożenie, i uspokaja pod wpływem ruchu, bo ruch zwiększał szanse człowieka na przeżycie. Tak to wymyśliła natura i pomimo rozwoju cywilizacji, niewiele się w tej sprawie zmieniło. Nie musimy już uciekać przed groźnym dinozaurem ani polować, żeby zdobyć pożywienie, jednak nadal kiedy biegamy (nawet po bieżni w siłowni), mózg interpretuje aktywność właśnie w taki sposób: robisz coś, by zwiększyć szanse na przetrwanie – zatem twój niepokój i stres się zmniejszają.

Zaburzenia lękowe są efektem zbyt dużej aktywności układu stresowego w mózgu i dostrzeganiu przez ciało migdałowate nieistniejącego zagrożenia. Intensywne ćwiczenia fizyczne wzmacniają mechanizmy hamujące niepokój, które wyciszają ciało migdałowate, obniżając poziom lęku. Odwrażliwiają nasz organizm na podwyższone tętno, które występuje zarówno w trakcie reakcji lękowych, jak i ćwiczeń fizycznych. Uczymy się, że przyspieszona akcja serca i oddech nie muszą być niczym niebezpiecznym. Po intensywnym ruchu odczuwamy spokój i dostajemy nagrodę w postaci endorfin i dopaminy, czyli hormonów zadowolenia i szczęścia. Jeśli cierpisz na ataki paniki, koniecznie zacznij ćwiczyć, ale najpierw powoli i spokojnie, stopniowo podnosząc poprzeczkę tak, by przyzwyczaić swój organizm do wysiłku i odczuć zmiany w ciele z nim związane.

Z badań przytoczonych w książce „W zdrowym ciele zdrowy mózg” wynika, że w depresji aktywność fizyczna może przynosić takie same efekty jak antydepresanty – podnosi poziom serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Poza tym regularna aktywność ruchowa zmniejsza ryzyko nawrotu. Najskuteczniejszą formą ruchu okazuje się bieganie: minimum 30 minut, najlepiej trzy razy w tygodniu. Można zacząć od spaceru, stopniowo zwiększając jego czas i intensywność. Jest tylko jedno „ale”… samo podniesienie poziomu neuroprzekaźników (za pomocą antydepresantów czy ruchu) to za mało. Cudownym „lekarstwem” na depresję, młodość i poprawę funkcji poznawczych jest tak naprawdę BDNF – substancja wytwarzana przez mózg, m.in. w korze mózgowej i hipokampie. Chroni neurony, zapobiega niszczeniu komórek, uczestniczy też w powstawaniu nowych. Wzmacnia połączenia między neuronami, wpływa na zdolność uczenia się i pamięć. Oczywiście poziom BDNF podwyższa aktywność ruchowa, szczególnie wtedy, gdy nasze tętno znacząco przyspiesza.

Wrażliwy, bo solidny

Ale to nie wszystko. Regularne uprawianie jakiejś aktywności sportowej zmienia podstawowe cechy osobowości, np. obniża cynizm i neurotyczność, zwiększa poczucie więzi z innymi. Wzmacnia także siły twórcze; japoński pisarz Haruki Murakami podobno wstaje o czwartej rano, pracuje do dziesiątej, potem je lunch, przebiega 10 km i pływa, popołudnie przeznacza na czytanie i słuchanie muzyki. Twierdzi, że siła fizyczna czerpana z treningu jest równie ważna jak wrażliwość artystyczna. I kreatywność, na którą większy wpływ od zmiany otoczenia ma właśnie spacer i bieg. Podczas intensywnego ruchu zwiększa się przepływ krwi w naszym mózgu, a to potęguje zdolności poznawcze. Jeśli jednak ruch jest zbyt intensywny, krew zostaje przekierowana z mózgu do mięśni.

Wszyscy zgadzamy się z tym, że ruch to nie tylko aktywność fizyczna. Jeśli trzy razy w tygodniu przebiegasz 10 km, a pozostały czas spędzasz przed monitorem komputera albo w fotelu, efekty zdrowotne treningów znacznie się obniżają. Mózg zbyt długo zajęty myśleniem, ale też „bezmyśleniem” (np. przed telewizorem), do tego pozostający w bezruchu, zaczyna się niepokoić. Ruch to także na przykład cogodzinne przerwy od pracy i krzątanie się po domu. Podobnie jak praca na przemian w fotelu i na stojąco, np. przy biurku, przy którym można stać. Regularne „wychodzenie z głowy” i wracanie do ciała; obserwacja oddechu, skanowanie ciała czy choćby rozprostowywanie nóg.

Każdy najmniejszy ruch jako przeciwwaga do aktywności umysłowej przywołuje nas do ciała, ożywia je, przenosi uwagę z myślenia na czucie, uwalnia emocje i pozwala zrealizować podstawową potrzebę człowieka – potrzebę przyjemności.

To działa!

Ruch jest najprostszym, najskuteczniejszym i najłatwiej dostępnym lekarstwem na bolączki ciała, umysłu i duszy we współczesnym świecie. Pamiętaj, że:

  • trening kondycyjny jest bardziej skuteczny niż trening siłowy, czyli: szybki marsz, bieganie, jazda na rowerze, skakanka czy wspinaczka - ważne, by tętno było szybsze niż normalnie;
  • najlepiej zacząć od 20-minutowego treningu, stopniowo zwiększając czas i intensywność ćwiczeń;
  • warto raz w tygodniu dać sobie porządnie w kość, np. wybierając trening interwałowy - tj. krótkotrwałe intensywne ćwiczenia na przemian z lżejszymi;
  • najlepiej ćwiczyć regularnie, min. dwa, trzy raz w tygodniu;
  • jeśli z jakiegoś powodu nie możesz intensywnie trenować, to przynajmniej codziennie spaceruj.

Polecamy: „W zdrowym ciele zdrowy mózg”, Anders Hansen, wyd. Znak

  1. Zdrowie

6 kroków do zdrowia duszy i ciała

Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia.  (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia. (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Narzekasz na spadek formy? Nękają cię drobne i większe dolegliwości? Skorzystaj z rad Ewy Foley. Może zdziałają więcej niż kolejny specyfik z apteki.

Prawdziwy dobrostan psychofizyczny to dużo więcej niż radzenie sobie z symptomami choroby. To powrót do prawdziwej tożsamości i uświadomienie sobie misji życia. Jak to zrobić? Krok po kroku.

1. Określ swój cel życiowy. Jednym z najlepszych powodów utrzymania dobrego stanu zdrowia jest potrzeba realizowania swojego życiowego celu. Jeżeli nie wiesz, co masz do zrobienia na Ziemi – twoja motywacja, aby być zdrową, może być osłabiona. Gdy określisz swój cel, będzie on działał jak magnes, który przyciąga cię do siebie, nadając sens wszystkiemu, co robisz. Zacznij od listy twoich wyjątkowych talentów. Następnie wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej w sobie cenisz. Potem zrób listę 10 rzeczy, które lubisz robić i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia. Opisz kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego. Wreszcie: napisz zdanie, stosując 2–3 wyrażenia z trzech ostatnich zadań. To jest twój cel życiowy!

2. Pozwól, by przyroda cię uzdrawiała. Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie. Podaruj sobie noc przesiedzianą przy ognisku w milczeniu. Zacznij bardziej świadomie odczuwać swój związek z roślinami, drzewami i zwierzętami. Częściej chodź na bosaka po lesie, pływaj nago w jeziorze, wpatruj się w falujące morze, słuchaj muzyki etnicznej, graj na bębnie... Odkryj rytuały i ceremonie. Powróć do korzeni.

3. Żyj z pasją i entuzjazmem. Śmiej się. Płacz. Czuj. Kiedy się śmiejesz, w twoim mózgu wydzielają się endorfiny, które powodują naturalny „haj”, a układ oddechowy poddawany jest joggingowi. Śmiech uwalnia od bólu i choroby. Pragnienie życia, entuzjazm i pasja wzmacniają twój układ odpornościowy. Bez względu na to, czy jesteś chora, czy zdrowa – żyj tak, jakbyś za chwilę miała umrzeć. Żyj w pełni.

4. Służ innym, dawaj. Badania wykazują, że ludzie pracujący charytatywnie, z potrzeby serca są dużo zdrowsi. Dawaj, a będziesz zdrowsza, szczęśliwsza i bogatsza. Za czasów Starego Testamentu zwyczajem Izraelitów było oddawać na rzecz innych dziesiątą część wszystkich dochodów. Zwyczajem ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest oddawanie 10 proc. zarobków tym, którzy mają mniej. Poza tym ten, kto ofiarowuje pieniądze, ma ich jeszcze więcej. Takie działanie jest sygnałem dla wszechświata: „Dziękuję. Mam więcej, niż potrzebuję. Dlatego mogę oddać”.

5. Zatroszcz się o swoje ciało. Dowiedz się, jak funkcjonują poszczególne narządy, organy i gruczoły. Poznaj anatomię i fizjologię ludzkiego ciała. Dowiedz się, jakich ziół, witamin, mikroelementów, soli tkankowych, aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczowych potrzebuje twój organizm, by dobrze funkcjonować. Przestudiuj różne szkoły odżywiania – makrobiotykę, wegetarianizm, weganizm, odżywianie zgodne z grupą krwi, kuchnię chińską według Pięciu Przemian. Ja od wielu lat łączę te dwie ostatnie metody. Zadbaj o jakość wody, którą pijesz (min. 1,5 litra dziennie). Raz w roku przeprowadź najstarszą terapię znaną ludzkości, czyli post. Zacznij praktykować ćwiczenia, które ci odpowiadają i sprawiają przyjemność. Co najmniej dwa razy w miesiącu idź na masaż.

6. Kochaj! Miłość jest największym uzdrowicielem. Bez niej usychamy jak kwiaty pozbawione wody. Miłość w moim pojęciu jest bezwarunkową akceptacją tego, co jest. Dlatego kochaj siebie i świat. Codziennie. Głęboko i z całej siły.

Ewa Foley trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley, organizuje wyprawy w miejsca mocy na Ziemi.

  1. Zdrowie

Problem bezczynnych nóg. Czy skłonność do powstawania żylaków jest dziedziczna?

Żylaki zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. (Fot. iStock)
Żylaki zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. (Fot. iStock)
Po naszych przodkach najchętniej dziedziczylibyśmy fortunę, tymczasem dostaje się nam np. słaba wydolność żył… Ale nie załamujmy się. Dlaczego warto siedzieć z nogami na stole i jak używać encyklopedii do spania – mówi Dariusz Kuś, specjalista chirurgii ogólnej.

Czy żylaki siedzą w naszych genach?
Niestety tak. Skłonność do powstawania żylaków kończyn dolnych jest dziedziczona. Ale, na szczęście, możemy do pewnego stopnia ten determinizm genetyczny kontrolować – przez odpowiednie nawyki czy dietę.

Jak wygląda mechanizm powstawania żylaków?
Żylak to po prostu utrwalone nadmierne rozszerzenie żyły. Ale żeby zrozumieć, jak dochodzi do jego powstania, trzeba wiedzieć, jaką funkcję żyły pełnią…

Odprowadzają „zużytą” krew do serca.
Właśnie. To proszę sobie wyobrazić, jaką pracę muszą wykonać, aby przepchnąć krew od kostek do klatki piersiowej. To jest ponad metr wysokości bardzo rozbudowanego systemu naczyń mającego pokonać siłę grawitacji. Pomaga im w tym oczywiście praca serca i skurcze mięśni. Do tego w żyłach co kilka centymetrów znajdują się zastawki, które nie pozwalają cofać się przepchniętej krwi. Czasem jednak to nie wystarcza. Dzieje się tak szczególnie, kiedy za rzadko używamy pracy nóg – bo mięśnie to pompa. Kiedy nie chodzimy, nie biegamy, pozostawiamy nogi w bezruchu podczas pracy czy podróży, zwalnia to przepływ krwi i żyły w nogach zaczynają się za bardzo wypełniać krwią.

Rozciągają się?
Właśnie. Zastawki robią się niewydolne, pękają i krew spływa ściągana w dół siłą grawitacji – to tak zwany refluks żylny. Pod skórą zaś widzimy poszerzone naczynia krwionośne. Pierwszym objawem, że z krążeniem w nogach coś się dzieje, są zwykle niegroźne, choć brzydkie pajączki naczyniowe. Na szczęście, zanim z tego zrobi się żylak, a z żylaka problem medyczny grożący komplikacjami, potrzeba lat.

Czym grożą żylaki?
Zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. Dlatego gdy żylak już powstanie, należy zgłosić się do chirurga...

…który go wytnie? A to nie zostawi blizny tak szpetnej jak sam żylak?
Po pierwsze, może wcale nie wytnie. Małe żylaki i pajączki naczyniowe można zamknąć na przykład laserem. Inne rzeczywiście usuwamy, ale dbając o efekt kosmetyczny.

Jak długo trwa rekonwalescencja?
Czasem tylko kilka dni, czasem tydzień, dwa. Zawsze po takim zabiegu trzeba nosić uciskowe rajstopy albo pończochy.

Po co?
Bo jak usuniemy żyłę, to krew, która przez nią płynęła, musi sobie znaleźć inne miejsce przepływu. Uciskiem kierujemy ją do żył położonych głęboko w mięśniach.

A głębokie żyły wytrzymają nową porcję krwi?
Wytrzymają. Zresztą tamtędy płynie aż 90 proc. krwi żylnej. Żyły są trochę jak system rzek. Małe strumyki, potoki łączą się w coraz większe i w końcu powstają duże rozlewiska. W nodze od kostki do pachwiny jest prawdziwa Wisła – to położona podskórnie żyła odpiszczelowa. Jest też oczywiście i Odra – żyła odstrzałkowa, która biegnie podskórnie po tylnej powierzchni łydki, kończąc się na wysokości kolana. Przed każdym zabiegiem robimy specjalne USG dopplerowskie, które ocenia stan i morfologię żył oraz przepływ krwi i wydolność zastawek.

Siedzenie z nogami do góry chroni nas przed żylakami?
Zakładanie nóg na stół z pewnością jest zdrowe. Gdy podniesiemy nogi do góry, to krew spływa z żył jak na zjeżdżalni, jest jej łatwiej pokonać grawitację. Dlatego polecam podkładanie encyklopedii pod nogi łóżka, a w każdym razie stosowanie specjalnych trójkątów pod materac lub ruchomego stelaża łóżkowego. Dla właściwego odpoczynku żył wystarczy, by stopa była 5–10 cm wyżej niż kolano.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.