fbpx

Poradnik pozytywnego myślenia – all you need is love

"Poradnik pozytywnego myślenia"
fot. materiały prasowe Forum Film

„Poradnik pozytywnego myślenia”, to jeden z najbardziej optymistycznych ale też „życiowych” filmów, jakie widziałam w ostatnim czasie. I choć w sumie prosta to historia o miłości, to reżyser David O. Russell zadbał, byśmy wyszli z kina poczuciem, że dotknęliśmy istoty tego, co nazywamy życiem w związku i życiem w rodzinie.

"Poradnik pozytywnego myślenia"
Forum Film/więcej w galerii

W pierwszych scenach filmu poznajemy Pata Solitano (świetny w tej roli Bradley Cooper, który specjalnie utył, by wiarygodnie odegrać postać), który od 8 miesięcy przebywa w zakładzie dla psychicznie chorych. Pat trafił tu, bo w stanie emocjonalnego zaburzenia pobił prawie na śmierć kochanka swojej żony. W jednej chwili Pat stracił dom, rzeczoną żonę oraz nauczycielski etat w szkole. Jego pobyt w zakładzie przerywa mama, którą notabene gra Jacki Weaver. Jeśli ktoś widział tę kobietę w roli matki mafii w „Królestwie zwierząt”, ten zadrży na jej widok jak ja. Ale w „Pamiętniku” Jacki gra kochającą i troskliwą mamę, która jak mantrę powtarza, wypisując syna z psychiatryka: „Wszystko jest pod kontrolą”.

A wcale nie jest. Pat wraca bowiem do domu swoich rodziców, którzy z jednej strony troszczą się o niego jak o dziecko, z drugiej – obie strony są zażenowane, bo dorosłe dzieci raczej nie wracają do domu rodzinnego – nie muszą, bo mają własny. Pat nie ma, ale chce wszystko z powrotem odzyskać, a jego chorobliwy entuzjazm wprowadza chaos w uporządkowane życie rodziców.

Gdybyście spotkali rano, na swojej trasie podczas joggingu, faceta, który biega w worku na śmieci, trochę byście się zdziwili, prawda? Tak biega Pat Solitano. Ten worek ma pomóc mu szybciej zgubić kilogramy, bo Pat ma plan. Schudnąć, wrócić do formy, przeczytać wszystkie książki z listy szkolnej jego żony Nikki, też nauczycielki, czym dowiedzie swojej miłości i na koniec niewierną żonę odzyskać. Plan prosty choć niebezpiecznie naiwny, tak jak niebezpieczna jest postawa Pata. Bo ten niedawny mieszkaniec psychiatryka mówi i działa, zanim pomyśli. W filmie nasz bohater siedział jedynie 8 miesięcy w zamknięciu, w książce o tym samym tytule, na podstawie której David O. Russell stworzył swoje nominowane do Oscara dzieło, Pat siedzi kilka lat w psychiatryku, stąd jego zaburzenia okazują się więcej niż poważne.

Pat wykonując swój ambitny plan, a po drodze psując krew sąsiadom, rodzicom i psychiatrze, spotyka na swojej drodze Tiffany – prawie siostrę bliźniaczkę w bólu. Ona także zachowuje się jak osoba aspołeczna o skłonnościach psychopatycznych. Diagnoza – depresja po śmierci męża. Też mieszka w domu z przerażonymi rodzicami i zachowuje się jak nimfomanka. Tak jak Pat znalazł sposób na odzyskanie żony, tak Tiffany (pamiętna do bólu z „Do szpiku kości” i równie wspaniała Jennifer Lawrance) wymyśliła dla siebie terapię – taniec. Ale żeby jej spełnienie było pełne, potrzebuje partnera. Dalej nie trzeba dopowiadać, bo puenta nasuwa się sama.

To, co ujmuje w filmie Russella, którego możemy kojarzyć z takich filmów, jak „Igraszki z losem”, czy „Fighter” (ten film w 2010 otrzymał 3 nominacje do Oscara i konkurował ze wspomnianym „Królestwem zwierząt”), to nieuciekanie od rzeczywistości. A ta, choć barwna postać ogarniętego obsesją bohatera powinna nam wystarczyć, jest równie wciągająca. Oto mamy ojca Pata, Pata seniora, którego pasją są zakłady i sport. Obstawia zatem kolejne zwycięstwa ulubionych drużyn sportowych i martwi się o syna. A de facto martwi się o o to, że jego obojętność i emocjonalna nieobecność w dzieciństwie wpłynęła na to, jaki jego syn jest dziś. W spojrzeniu Pata seniora (wzruszający Robert de Niro), w jego walce o uwagę Pata juniora jest pokazany cały lęk rodzica, który nagle uświadamia sobie, że może to on coś złego zrobił, że źle wychował dziecko przez samo zaniechanie, że popełnił gdzieś błąd.

I nagle w tej całej komedii, która nieuchronnie musi prowadzić do wspaniałego happy endu, jak w soczewce skupiają się relacje brata z bratem (starszy brat Pata na jego widok mówi: dobrze cię widzieć, stary,ale przykro mi, bo ja mam dom, a ty straciłeś swój, żenię się, a ty nie masz żony, moja firma się rozwija, a ty nie masz z czego żyć), syna z ojcem wreszcie, syna z samym sobą. Bo Pat, u którego zdiagnozowano chorobę dwubiegunową, męczy się ze sobą tak samo, jak męczą się z nim inni. Ale teraz wie, kim jest jego wróg. Wyjątkowe w filmie są sceny, gdy widzimy, jak zbawienny wpływ na Pata mają niechciane początkowo lekcje tańca z Tiffany. Nasz bohater zaczyna się uśmiechać, uspokajać, odpoczywać.

Ideałem w tej sytuacji byłaby refleksja, że bohater zaczyna podnosić się z dna, zrzuca worek na śmieci, który jest wyraźnym symbolem tego, czym stało się jego życie i jak nisko się stoczył, zdobywa pracę, szacunek dla siebie i świadomość własnej psychiki. Tak się nie dzieje i tego mi zabrakło w tym filmie. Zamiast nauczyć się miłości do siebie bohater tę miłość zdobywa. I to też piękne, bo miłość ma moc uzdrawiania, ale stoi w sprzeczności z tym, co próbują nam powiedzieć wszystkie poradniki o miłości do samego siebie. I choć ostatnie sceny filmu napawają optymizmem, to z kina wychodzimy, martwiąc się losem Pata. Czy on już zostanie po jasnej stronie mocy?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze