1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Diamentowe więzi: jak żyć, żeby mieć zapewnione wsparcie społeczne?

Diamentowe więzi: jak żyć, żeby mieć zapewnione wsparcie społeczne?

fot. iStock
fot. iStock
Jeśli chcesz cieszyć się zdrowiem, szczęściem i długim życiem, zadbaj o to, by sieć społeczna, w której funkcjonujesz, przypominała swą budową szlachetny kamień.

Kiedy w zeszłym roku 41-letnia Aldona jechała z mężem samochodem na spotkanie z przyjaciółmi, by omówić szczegóły wycieczki do Chorwacji, na którą mieli wyjechać za pięć dni, uderzył w nich tramwaj. Zostali przewiezieni do szpitala, a samochód na złom. Ich bliscy szybko ruszyli na pomoc. Żona kolegi – pielęgniarka – zajęła się sprawami medycznymi, a gdy wkrótce wypisano małżonków do domu, czuwała nad nimi w nocy. Brat Aldony zadbał o siostrzeńców i samochód. Przyjaciele stwierdzili, że rezygnują z wyjazdu do Chorwacji, godząc się ze stratą poniesionych już kosztów, i szukają wczasów lotniczych, żeby wszyscy razem mogli spędzić wakacje. Kiedy jednak lekarz pozwolił parze na podróż samochodem, znajomy prowadzący wypożyczalnię załatwił auto po okazyjnej cenie. Wszyscy uczestnicy wycieczki zostali tak rozdzieleni między trzy samochody, by małżonkowie nie musieli prowadzić. Kiedy wyjechali, kwiatkami i kotami zajmowała się sąsiadka, a znajomy prawnik zaczął pracować nad sprawą wypadku.

Tytułami publikacji naukowych, które potwierdzają, że od liczby i jakości relacji zależy nasze zdrowie, szczęście, a nawet długość życia, można bez problemu zapełnić cały ten artykuł. Odpowiedź na pytanie, co zrobić, by móc cieszyć się dużym wsparciem społecznym, staje się więc sprawą życia i śmierci. Dziś – kiedy pracę i miejsce zamieszkania zmieniamy częściej niż kilkadziesiąt lat temu, gdy media społecznościowe tworzą iluzję, że przyjaciół można łatwo zdobyć, kiedy jesteśmy coraz bardziej egocentryczni i skłonni oglądać związek z każdej strony, by wymieniać go na lepszy model, gdy dostrzeżemy rysę – największym wyzwaniem staje się nie tyle tworzenie nowych relacji, co pielęgnowanie starych. Zarówno tych bliskich, jak i dalekich.

Doceń dalekich znajomych

Dalecy znajomi odgrywają bardzo istotną rolę w naszym życiu – wiemy to od lat 70. ubiegłego wieku, kiedy socjolog Mark Granovetter stworzył teorię słabych więzi. Stwierdził, że są takie sytuacje, jak np. szukanie pracy, kontaktu do dobrego lekarza czy kupca na mieszkanie, kiedy znajomi przydają się bardziej niż przyjaciele. Ci pierwsi mają zwykle dostęp do wielu informacji, których my nie mamy. A przyjaciele? Cóż, jeśli oni coś wiedzą, to my prawdopodobnie też. Dlaczego jednak liczy się nie tylko to, by mieć znajomych, ale by od lat były to te same osoby (w przypadku przyjaźni wartość trwałości jest oczywista)?

– Jeśli kogoś znamy od dawna, to nie postrzegamy go jako zagrożenia, nie musimy mobilizować sił, by dobrze wypaść, a jeśli nasze relacje są przynajmniej poprawne, regularny kontakt z nim redukuje nasz stres mówi psycholog i członek założyciel Polskiego Towarzystwa Psychologii Pozytywnej Jacek Załuski i dodaje, że długoletnia znajomość niesie też szansę na przyjaźń. A to jest nie do przecenienia, bo z biegiem lat, także niezależnie od naszej woli i starań, ważne osoby odchodzą z naszego życia i jeśli nie zasialiśmy nic, z czego może wykiełkować bliski związek, grozi nam samotność.

– Długoletnie znajomości, zapoczątkowane na różnych etapach życia, pomagają też zbudować spójny obraz siebie mówi psycholożka dr Magdalena Śmieja z Instytutu Psychologii UJ, specjalizująca się w psychologii bliskich związków. – Koleżanka z podstawówki, przyjaciele ze studiów, dawny współpracownik – każdy z nich pamięta nas w innym kontekście, więc jego obecność jest ważna także dla naszej tożsamości, sprawia, że widzimy swoje życie jako pewną ciągłość. Daje nam też tak ważne dla dobrostanu poczucie przynależności i osadzenia w jakiejś sieci społecznej.

A ta jest najcenniejsza, gdy swą strukturą przypomina diament. Tak twierdzi zajmujący się badaniem sieci społecznych lekarz i socjolog Nicholas A. Christakis, który porównuje naszych znajomych i przyjaciół do atomów węgla. W zależności od tego, jak się ze sobą połączą, stworzą grafit lub diament. Atomy w graficie łączą się ze sobą, tworząc warstwy, które przypominają plastry miodu. W diamencie są mocno związane nie tylko z sąsiadami po bokach, ale też z tymi na niższych i wyższych piętrach. Właśnie dzięki temu ten kamień jest tak twardy i cenny. Podobnie dzieje się z grupami znajomych – tym większa ich moc, im więcej ludzi w tych grupach jest ze sobą połączonych. Nie trzeba wielkich życiowych kryzysów, by się o tym przekonać. Wyobraź sobie, że wkrótce obchodzisz urodziny. Jeśli wielu twoich gości nie zna nikogo poza tobą, co jest bardziej prawdopodobne, jeśli wasze relacje są świeże (nie było czasu i okazji, by się poznać), to impreza może być dość sztywna. Co innego, jeśli większość twoich znajomych i przyjaciół zna się od lat – w tym przypadku możesz nawet liczyć na wielkie surprise party.

Pielęgnuj ważne relacje

Co sprawia, że zamiast diamentu tak często wychodzi nam grafit? Dlaczego gubimy ludzi i tracimy ważne relacje?

– Powodem zwykle jest przekonanie, że jeśli mamy z kimś świetny, bliski kontakt, to już zawsze tak będzie. Nie pielęgnujemy więc tej ważnej relacji, a potem dziwimy się, że nic po niej nie zostało. Dni wypełniają nam sprawy pilne, a kawa z przyjaciółką wydaje się luksusem, który może poczekać. Jednak w dalszej perspektywie wiele z tych niecierpiących zwłoki spraw nie ma większego znaczenia. Gdybyśmy je zaniedbali, strata nie byłaby tak duża. W przeciwieństwie do zaniedbania relacji – mówi dr Magdalena Śmieja i radzi zadać sobie pytanie: „Kto jest dla mnie ważny?”, a potem włożyć pracę w podtrzymywanie kontaktu z tą osobą – wychodzić z inicjatywą spotkania, spędzać razem czas, tworzyć wspólne rytuały. W każdej relacji ważna jest też tzw. responsywność (przeciwieństwo obojętności). Chodzi o reagowanie na drugą osobę, wysyłanie komunikatu: „zauważam cię”, czyli np. wysłuchanie przyjaciółki, gdy ta ma problem, poinformowanie koleżanki, która szuka pracy, o wakacie czy złożenie gratulacji koledze, który odniósł sukces. Można to, oczywiście, zrobić za pośrednictwem telefonu czy różnych komunikatorów, ale wszystkim najwięcej daje kontakt bezpośredni.

„[…] Pomimo niezaprzeczalnych zalet Internetu – jeśli chcemy być szczęśliwi, zdrowi, długowieczni i inteligentni– musimy znaleźć sposoby, by spędzać ze sobą więcej czasu twarzą w twarz”– pisze w swojej książce „Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi” psycholożka rozwojowa Susan Pinker. Zbierając dowody na potwierdzenie tej tezy, sama poczuła, że musi zmienić nawyki. „Kiedyś do moich ulubionych sposobów spędzania wieczorów należało siedzenie w domu i oddawanie się lekturze lub pracy. Teraz narzucam sobie kontakty towarzyskie tak samo jak aktywność fizyczną” – pisze i namawia czytelników, by zrobili tak samo. Radzi też poznać sąsiadów i rozmawiać z nimi regularnie, w pracy postawić na kontakty osobiste, a służbowe mejle wysyłać głównie w sprawach organizacyjnych i tworzyć własną „wioskę” w oparciu o różnorodne relacje.

Spodziewaj się najlepszego

„Po prostu mam szczęście do ludzi” – tak Aldona odpowiada na pytanie, jak udało jej się zbudować tak dużo dobrych trwałych relacji. Wiele wskazuje jednak na to, że to raczej „ludzie mają szczęście do niej”. Sam fakt, że przyczyn posiadania siatki przyjaciół, znajomych i krewnych Aldona szuka w zaletach innych, a nie we własnych, tylko to potwierdza.

– Już samo myślenie o tym, że otaczający nas ludzie są dobrzy, spodziewanie się po nich tego, co najlepsze, pomaga nawiązywać i utrzymywać relacje – mówi Jacek Załuski.

Niestety, taką postawę reprezentuje niewielu z nas. Jak wynika z „Diagnozy Społecznej 2015” przygotowanej przez prof. Janusza Czapińskiego, jesteśmy jednymi z ostatnich w Europie, jeśli chodzi i o nasze przekonanie, czy ludziom można ufać, i o wiarę w to, że inni mają dobre intencje. Co zrobić, by zmienić swoje podejście, otworzyć się na ludzi? Jacek Załuski radzi zacząć od pracy nad poczuciem własnej wartości, bo jeśli nie lubimy siebie, widzimy w sobie mnóstwo wad, to będziemy też wypatrywać ich u innych. Im bardziej jesteśmy samokrytyczni, tym chętniej krytykujemy innych, a brak akceptacji znajomych czy przyjaciół z ich słabościami i odmiennym zdaniem to przeszkoda, na której wyłożył się już niejeden związek.

Świat nie jest wypełniony naszymi emocjonalnymi bliźniakami, więc nie ma sensu oczekiwać od dalszych znajomych, że będą mieli identyczne poglądy. Starsza pani, która mieszka na tym samym piętrze, nie musi przecież mieć takich samych poglądów na rolę kobiety, byśmy mogły stworzyć z nią długoletnią relację opartą na pogaduszkach przy windzie i wyświadczaniu sobie drobnych przysług. Co innego przyjaciółka, bo o prawdziwą bliskość trudno z kimś, kto wyznaje zupełnie inne wartości. Nie zapominajmy jednak, że różne osoby odgrywają różne role w naszym życiu, nie wymagajmy więc od wszystkich tego samego co od najbliższych. A najlepiej w ogóle bądźmy ostrożni z oczekiwaniami.

Koncentrujmy się na tym, co od ludzi dostajemy, a nie na tym, czego nam jeszcze nie dali – radzi Jacek Załuski. – Starajmy się świadomie rozszerzać obraz osób, z którymi mamy częsty kontakt. Dopisujmy w głowie lub na papierze kolejne ich cechy, a zwłaszcza zalety. Unikniemy szufladkowania i szybkiego ferowania wyroków, gdy coś pójdzie nie tak – kończy Załuski.

Im dłuższa relacja, tym większe prawdopodobieństwo, że w jakimś momencie poczujemy się urażeni, a nawet skrzywdzeni. Wtedy warto zastanowić się, co byśmy zrobili, myśleli i czuli na miejscu „sprawcy”. Możemy też zacząć wypisywać powody, dla których postąpił tak, a nie inaczej, np. złamał obietnicę czy skłamał. Nie chodzi o szukanie usprawiedliwienia, tylko o spojrzenie na incydent szerzej, o przyjęcie do wiadomości, że pierwsze skojarzenie, np. „lekceważy mnie”, nie musi być prawdziwe. – Jeśli jednak dojdzie do poważnego wykroczenia przeciwko relacji, nie można przejść nad tym do porządku dziennego, bo przecież nie chodzi o to, by utrzymać relację za wszelką cenę, tylko by ta trwała relacja przynosiła nam satysfakcję– mówi dr Magdalena Śmieja. – Szczera rozmowa jest warunkiem koniecznym. Ten, kto popełnił błąd, nie może machać ręką z lekceważeniem i mówić: „Oj tam, oj tam, jesteś przewrażliwiona”. Tylko jeśli będzie starał się szczerze naprawić swój błąd, kryzys nie tylko nie zagrozi relacji, ale wręcz ją wzmocni.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Bliskość - czy można się bać czegoś, czego wszyscy pragniemy?

Tylko trudno dbać o innych, jeżeli sami o siebie nie zadbamy. (Ilustracja Marianna Sztyma)
Tylko trudno dbać o innych, jeżeli sami o siebie nie zadbamy. (Ilustracja Marianna Sztyma)
Ludzie unikający bliskości powtarzają ten sam życiowy refren, który powoduje, że tak naprawdę dążą do rozpadu związku, a nie do jego spojenia – mówi psychoterapeutka Sylwia Sitkowska.

Czy to nie paradoks, że boimy się czegoś, czego wszyscy pragniemy?
To rzeczywiście paradoks, ale lęk przed bliskością nie bierze się znikąd. Jednym ze sposobów jego zrozumienia jest teoria więzi Johna Bowlby’ego, lekarza psychoanalityka. Otóż doszedł on do wniosku, na podstawie badań, że jeżeli pierwsza nasza relacja z najważniejszą osobą była bezpieczna, przewidywalna, pełna miłości, szacunku, to najprawdopodobniej bliskie relacje w dorosłości będą podobne.

Lęk przed bliskością się wtedy nie pojawi?
Będzie adekwatny do sytuacji. Bo każdy z nas czasami się boi, że zostanie skrzywdzony przez drugą osobę. A to dlatego, że oddając się w pełni drugiemu człowiekowi, odsłaniamy „miękki brzuszek”, a związek może nas uszczęśliwić, ale też zranić. Według Bowlby’ego, ludzie z doświadczeniem pierwszej bezpiecznej relacji są w stanie zaakceptować ewentualne trudności, wliczyć w koszty to, że czasami będzie nudno, czasami wesoło, a czasami zwyczajnie. Ale mimo to będziemy się wspierać.

A jeżeli pierwsza więź była pozabezpieczna?
Wtedy nawet mały kryzys może być interpretowany jako koniec świata, może spowodować olbrzymie cierpienie. Lęk przed bliskością, przed porzuceniem może się przejawiać w bardzo wielu różnych, czasami dziwnych zachowaniach.

Na przykład?
Możemy na przykład być bardzo zaangażowani w relację, czuć, że nam na niej zależy, ale przez to, że boimy się porzucenia, nie okazywać naszych prawdziwych emocji. Czyli z jednej strony deklarować, że chcemy tworzyć dobry związek, ale jednocześnie swoim zachowaniem tego nie potwierdzać. Jest coś takiego jak pakiet zachowań, które tworzą dobry związek, na przykład: okazywanie sobie czułości, przytulanie się, robienie czegoś dla drugiej osoby, wyciąganie ręki na zgodę, przebaczanie. Wiele par rozbija się o to, że jedna strona myśli: „Potrzebuję więcej czułości”, a druga: „Jak mu okażę czułość, to mnie skrzywdzi i porzuci”.

Jak rozpoznać, że boimy się bliskości? Czy rozkochiwanie i porzucanie to jeden z syndromów?
Takie zachowanie, o jakim pani mówi, może oczywiście wynikać z lęku przed bliskością, ale może być też przejawem osobowości chwiejnej czy seksoholizmu. W lęku przed bliskością jest dużo obaw przed zranieniem, myślenia, że trzeba uważać na partnera, budować mur nas oddzielający albo specjalnie zabiegać o niego, zasłużyć na jego miłość. Jeżeli złapiemy się na budowaniu tego muru, na postawie ucieczkowej z relacji, to warto zastanowić się, czy nie cierpimy na lęk przed bliskością. Najważniejsza jest tu motywacja. Boję się, że ktoś mnie skrzywdzi, porzuci? Więc ja pierwsza go sobie obrzydzę, porzucę – to może być przejaw lęku przed bliskością.

A obawa kobiet przed odsłonięciem się, bo uważają się za niewystarczająco godne miłości?
Takie przekonanie żywią też mężczyźni, jest ono mocno związane z poczuciem własnej wartości. Miałam kiedyś w terapii utytułowanego profesora, który uważał się za głupiego i przez całe życie bał się, że prawda wyjdzie na jaw. Te wyimaginowane braki kompensował sobie zdobywaniem kolejnych tytułów, a mimo to miał poczucie, że swoje osiągnięcia zawdzięcza szczęściu, a nie pracy.

Skąd bierze się takie poczucie?
Na przykład z tego, w jaki sposób byliśmy traktowani jako dzieci. Bo dzieci przyjmują opinie matki, ojca, ciotki czy nauczyciela na swój temat jako fakt i potem wkraczają w dorosłość, patrząc na siebie ich oczami. Kiedyś dość powszechnie uważano, że dzieci i ryby głosu nie mają. Jeżeli dziecko wyrażało swoją opinię, było sobą, to uznawano je za niegrzeczne. I oto wyrasta piękna kobieta, która myśli o sobie, że jest niegodna miłości i nie wie dlaczego. Czuje, że w związku nie może pozwolić sobie na bycie sobą, bo to kojarzy jej się z etykietką niegrzecznej dziewczynki, a takiej – uważa – nikt nie pokocha. Partner nie musi formułować żadnych oczekiwań, to ona tkwi w gorsecie swoich własnych wyobrażeń, jaka powinna być, żeby zasłużyć na miłość. A jeżeli myśli o sobie, że jest niefajna, to nic dziwnego, że inni też mogą tak o niej myśleć.

Jest pani współautorką książki „Niekochalni”? Co to znaczy „niekochalny”? Ten, kto nie daje się kochać, czy ten, kto tego nie potrafi?
I jeden, i drugi. Jeżeli ktoś nie da się pokochać, to też może oznaczać, że nie umie kochać, te wektory działają w dwie strony. Niekochalność to dla mnie taka powtarzająca się melodia, którą nazywam refrenem życiowym. Zmienia się zwrotka – partner, a ja znowu śpiewam ten sam refren, który powoduje, że związek okazuje się niesatysfakcjonujący, że tak naprawdę dążę do jego rozpadu, a nie do jego sklejenia. Jestem niekochalna, bo nawet jeżeli bardzo chcę pokochać i być kochaną, to pakiet zachowań, który noszę, powoduje, że nie potrafię utrzymać uczucia. Trudno kochać, jeżeli nie było się kochanym w mądry sposób przez najbliższe osoby. Czasami powtarzam moim klientkom, że zmiana męża nic nie zmieni, jeśli w kolejny związek wniesiemy swoje nieprzepracowane problemy.

Dlatego pracę nad lękiem przed bliskością trzeba zacząć od siebie?
Tak, trzeba zacząć od pracy nad swoim poczuciem wartości, nad miłością własną, choć może brzmi to jak wyświechtany frazes. Głęboko jednak wierzę, że jeżeli jesteśmy dobrzy dla siebie, to czujemy się lepiej ze sobą i możemy dać dużo więcej dobrego osobom dookoła nas. Proponuję zacząć od uszczęśliwiania siebie – i nie myślę tu o płytkim pojmowaniu szczęścia, konsumpcjonizmie, zaspokajaniu własnych zachcianek bez względu na potrzeby bliskich czy o takiej postawie, że moje zdanie ma być na wierzchu i mam dbać tylko o siebie. Ludzie czasem mają takie wyobrażenie, że dbać o siebie to znaczy nie myśleć o świecie. Nie, cały świat jest też szalenie ważny, człowiek nie jest samotną wyspą, jest istotą stadną, więc warto dbać o innych. Tylko trudno dbać o innych, jeżeli sami o siebie nie zadbamy.

A może pomocne okaże się związanie z partnerem o bezpiecznym stylu przywiązania?
Na ogół osoby o bezpiecznym stylu przywiązania wybierają ludzi podobnych do siebie. Badania pokazują jednak, że jeżeli wiążę się z osobą o innym stylu, to jest szansa, że mogę przejąć jej styl przywiązania, a ona – mój. Na przykład ktoś o stylu unikającym może przejąć styl bezpieczny, ale może też być odwrotnie. Tak więc jest szansa, że życie nam trochę pomoże lub trochę zaszkodzi. Ale myślę, że dużo bardziej budujące będzie uświadomienie sobie problemu i wzięcie sprawy w swoje ręce. Czyli zmierzenie się z tym, że co prawda chcę mieć dobry związek, ale jednocześnie siedzę w telefonie, nie poświęcam uwagi mojemu partnerowi, robię sceny zazdrości, nie celebruję okazji do świętowania czy jestem ciągle zajęta pracą i nie mam dla niego czasu. W pracy nad sobą można się wesprzeć moją nową książką „Dzieciństwo do poprawki”, w której opisuję, w jaki sposób popracować nad swoim dzieciństwem, żeby zmodyfikować wtłoczone nam wtedy schematy.

Czy nie uważa pani, że pandemia pogarsza sytuację ludzi bojących się bliskości? Mają teraz świetne alibi, żeby się do nikogo nie zbliżać.
Dla osób, które nie mają partnera i boją się nawiązywania relacji, zamknięcie w domu to rzeczywiście dobra wymówka. Ale co z tymi, którzy zostali zamknięci w domu razem ze swoimi partnerami? Oni mogą unikać bliskości w sposób niebezpośredni: poprzez siedzenie przy komputerze, telewizorze, w telefonie. Unikać się można, nawet mieszkając w kawalerce z dzieckiem i psem, bo unikanie się nie musi być jedynie fizyczne, dużo trudniejsze jest to emocjonalne. Najbardziej dojmującą samotność odczuwa się wśród ludzi. Słyszę często w terapii: „Mam męża, żonę, ale czuję się samotny”, i to jest najgorsza samotność.

Jak powszechny jest lęk przed bliskością?
Badania mówią, że dwie trzecie z nas ma bezpieczny styl przywiązania, czyli nie jest źle. Chociaż gdy uświadomimy sobie, że co trzeci z nas prezentuje styl pozabezpieczny, to już przejmuje trwogą. Natomiast patrzyłabym na ten problem szerzej. Każdy z nas czasami, nawet jeżeli ma bezpieczny styl przywiązania, z obawy przed odrzuceniem, zranieniem może przejawiać zachowania, które oddalają go od drugiej osoby. Pamiętajmy, że związek i emocje z nim związane to kontinuum. Mało osób pozostaje gdzieś na krańcach krzywej Gaussa, czyli albo w ogóle nie nawiązuje bliskich relacji, albo ma jednego partnera emocjonalnego oraz fizycznego przez całe życie. Raczej jesteśmy gdzieś pomiędzy, z różnym natężeniem lęku przed bliskością i różnymi zachowaniami ten lęk przejawiającymi.

Coraz więcej jednak ludzi, szacuje się, że w Polsce to już około jednej czwartej dorosłych, wybiera życie w pojedynkę. Czy za takimi wyborami stoi lęk przed bliskością?
Nie stawiałabym tutaj znaku równości, ale jestem przekonana, że bardzo duża grupa singli ma problem z lękiem przed bliskością. Miałam w terapii osoby, które deklarowały, że jako single czują się świetnie, ale prędzej czy później dochodziliśmy do takiego momentu, kiedy ujawniał się lęk przed byciem samemu, ale też lęk przed byciem w związku. Dlatego zawsze proponuję, żeby zdejmować z siebie te „łuski”, którymi się przykryliśmy, i sprawdzać, co tak naprawdę motywuje nas do takiego czy innego zachowania. Bo proszę mi wierzyć, przez lata prowadzenia psychoterapii widzę, jak duże i dobre zmiany można dzięki niej wprowadzić w swoje relacje z innymi. Pamiętam pana, który przyszedł do mnie, bo cierpiał na trudną, widoczną chorobę i chciał się pozbyć wstydu i lęku z nią związanego. Twierdził, że związek jest poza jego zasięgiem i on się z tym pogodził. Ale gdy zaczęliśmy pracować, to okazało się, że ów pan bardzo potrzebował bliskości. Po półtora roku terapii poznał panią, mają dzieci, tworzą fajny związek.

A wracając do singli. Myślę, że ogromna rzesza świadomie podejmuje taką decyzję. Wiedzą, co tracą, a co zyskują. Część z nich ma za sobą trudne doświadczenia w relacjach, więc dochodzą do wniosku, że nie chcą się wiązać, bo to jest trudne, a do tego czasami boli, wolą spotkać się z kimś raz na jakiś czas w miłych okolicznościach niż decydować się na codzienność z drugą osobą. Bo przecież życie razem to nie sielanka. Bywa, że jest pięknie, ale też bywa bardzo trudno. Jeżeli więc jestem singlem i jest mi z tym okej – to nic na siłę. Ale jeżeli jestem singlem, bo boję się, że mi znów nie wyjdzie, więc chciałabym i boję się, to może warto nad tym popracować.

Lęk w relacji to jednak nie wyrok.
Zgadzam się. Nikt nie jest ideałem, każdy czasem zachowuje się niefajnie czy nawet krzywdząco dla drugiej strony. Coś odburknie, wkurzy się. Takie jest życie, warto to zaakceptować, jeśli nasza relacja ma też dobre strony. Nawet w dobrym związku przeplatają się zażyłość i separacja, zależność i wolność, bycie blisko i daleko, gorsze i lepsze dni. I wszyscy od czasu do czasu odczuwamy lęk przed odrzuceniem. I to nie musi być lęk przed bliskością, który na ogół przejawia się zachowaniami rujnującymi związek. Ale nawet wtedy można go przepracować. Pod warunkiem że tego chcemy. 

Sylwia Sitkowska, psycholożka i psychoterapeutka z Przystani Psychologicznej, współautorka książki „Niekochalni”, autorka „Dzieciństwa do poprawki”, prezeska Fundacji „Terapeutyczna”.

  1. Psychologia

Krytyka - broń masowego rażenia

Krytyka nie ma nic wspólnego z motywowaniem, wpływa na pogorszenie naszego samopoczucia, obniżenie poczucia własnej wartości, osłabienie naszej psychiki. (fot. iStock)
Krytyka nie ma nic wspólnego z motywowaniem, wpływa na pogorszenie naszego samopoczucia, obniżenie poczucia własnej wartości, osłabienie naszej psychiki. (fot. iStock)
Kto z nas lubi być krytykowanym? Jakie emocje wywołuje w nas krytyka i czy faktycznie motywuje nas do wzrostu, doskonalenia? Kto samowolnie się jej poddaje?

Krytykanctwo (krytykowanie) jest jedną z form zaliczanych do tak zwanego języka „szakala”, używając terminu wprowadzonego przez Marshalla Rosenberga, twórcy idei porozumienia bez przemocy. Krytyka, tak jak poniżanie, pretensjonalizm, obwinianie, obarczanie odpowiedzialnością, zamierzone ignorowanie, wyszydzanie niesie w sobie „ujemny ładunek energetyczny” i wpływa na pogorszenie naszego samopoczucia, obniżenie poczucia własnej wartości, osłabienie naszej psychiki. Krytyka nie ma nic wspólnego z motywowaniem, pobudzaniem kreatywności, tworzeniem czegoś, co ma tchnienie życia w sobie.

Kto z Was ma w swoim otoczeniu zawodowym czy rodzinnym osoby, które niemal na wszystko co zrobimy reagują krytyką?

Nie pamiętasz, kiedy ostatni raz zostałeś/łaś pochwalony/a przez swojego męża, żonę, matkę, ojca? Masz wrażenie, że możesz się starać za każdym razem coraz bardziej, a wystarczy drobne potknięcie i cały wysiłek na marne, bo zapłata jaką otrzymujesz od innych to w dużej mierze sama krytyka?

Słyszeliście, kiedyś podobne słowa?: „Na ciebie nigdy nie można liczyć”; „No mogłam się tego po tobie spodziewać”, „Dawaj, sam to zrobię, bo ty jak się za coś zabierasz, to jak zwykle porażka”; „Po co ty w ogóle się wychylasz, lepiej siedź w domu i słuchaj innych, to przynajmniej problemu nie będzie”. Przypominacie sobie, co się wtedy w was działo? Co czuliście?

Pewnie wśród tych uczuć były smutek, żal, wstyd, beznadzieja, chęć wymierzenia sobie kary, za niespełnione oczekiwania, rozgoryczenie, odrzucenie… Słowo ma wielką moc, może dać życie, ale może też je zniszczyć. Krytyka niszczy życie, jakie jest w człowieku i jego twórczym potencjale.

Lubimy otaczać się regułami, mieć jasno określone schematy postępowania dla danej płci, wieku, grupy społecznej, czy formacji politycznej. Jeśli ktoś w naszym otoczeniu nie postępuje wedle tych reguł, np. samotna matka z dwójką dzieci zakłada nową rodzinę, komentujemy, że jej już nie przystoi, bo powinna zostać sama i dziećmi się zająć… tak, jakby je nagle zostawiła i się nimi nie zajmowała. Inny przykład, kiedy dojrzała kobieta po 60-stce postanawia założyć biznes, krytykujemy, że na pewno jej się nie uda, że nie zna wymagań rynku, itp., itd. Jeśli ktoś podejmuje wysiłek, łamie konwenanse i onieśmiela własne lęki musi jeszcze zmierzyć się ze środowiskiem, w którym chce rozwinąć skrzydła i wzbić się w powietrze, realizując swój pomysł na życie, czy pracę. Tu nierzadko właśnie napotyka na krytykę, porównywanie i powątpiewanie w powodzenie. Dlaczego? Czy celowo chcemy sobie zrobić na złość? Czy może wyrazić niezadowolenie, czasem wręcz oburzenie, że ktoś ma odwagę po prostu żyć, zamiast bać się żyjąc?

Odpowiedź tkwi w prostym mechanizmie wzajemności. Ty, który krytykujesz tego, któremu się powiodło, lub zwyczajnie „chciało” zawalczyć o lepszy komfort dla siebie w dowolnej sferze życia, gdzieś, kiedyś, głęboko w swoim sercu odmówiłeś sobie tego sam…Tak jak agresja rodzi agresję, tak krytyka względem siebie, wzmacniana przez najbliższych poprzez atmosferę braku akceptacji dla naszych działań, decyzji... rodzi krytykę wobec innych. Gdy chcemy rozliczać się wzajemnie z praw, reguł, zasad - musimy pamiętać, że wchodzimy do świata, w którym nie ma miłosierdzia, elastyczności, wyrozumiałości. Straszne, prawda? Krytykując, poniżając siebie i innych zamykamy sobie okno na życie, odcinamy sobie dostęp do powietrza. Świadomie wybieramy ciemny pokój, bez okien, do którego, gdy byliśmy dziećmi nie chcieliśmy wchodzić, bo było ponuro i nudno. Teraz sami pokornie go odwiedzamy, bo weszło nam to w krew, poza tym widzimy innych, którzy też go często odwiedzają, albo się tam zasiedzieli i oddychają tym zatęchłym powietrzem konwenansów i zasad.

Nowa myśl, twórcza myśl oraz życie rodzą się w wolności… Nie zniewalajmy własnych serc przez bombardowanie siebie samych i siebie nawzajem słowami krytyki.

Stary nawyk, nawet ten werbalny czy myślowy zawsze można zmienić, wyeliminować, zastępując go innym, tym pożądanym.

Lekarstwem na nasz żal… na ten smutek i odrzucenie, jakie czuliśmy, gdy kolejny raz zostaliśmy skrytykowani, nie jest oddanie komuś innemu tego samego na zasadzie: „a masz!, ja tak miałem, to Tobie niech też nie będzie lepiej”. Uzdrawiającą moc i pozytywną myśl niesie ze sobą akceptacja i miłość. Słowa wypowiadane z troską, wzmacniające naszą siłę sprawczą - nasze poczucie własnej wartości. Nie jest trudno je wypowiedzieć, choć wydaje się, że niektórym nie przechodzą przez usta. A może tym, którym tak trudno skierować słowa miłości, życzliwości, dobroci, szacunku i akceptacji do samego siebie i do innych będzie łatwiej, jeśli uświadomią sobie, że tym sposobem pomagają. Człowiek z zasady lubi pomagać i to jest dobre. Krytyka nie pomaga. To mit. Mówmy do siebie z intencją pobudzenia życia, twórczości. Nie podcinajmy skrzydeł. Otwórzmy się na zmiany i pozwólmy zmieniać innym.

Krytyka to broń, broń masowego rażenia, od której na końcu giniemy my sami. Życie zaczyna się od akceptacji i dialogu…

Warto żyć nie po to, by mieć rację, lecz po to by być szczęśliwymi!

Ewelina Jasik: propadatorka rozwoju osobistego, life coach i trenerka umiejętności interpersonalnych.

  1. Psychologia

Kto nie potrafi obronić swoich granic?

Jakie cechy mają ludzie nieasertywni? Na czym polega asertywność w praktyce? (fot. iStock)
Jakie cechy mają ludzie nieasertywni? Na czym polega asertywność w praktyce? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nadwrażliwość, samotność, brak kontroli nad emocjami, problemy w relacjach - mogą wskazywać na brak asertywności. Co jeszcze charakteryzuje osoby nieasertywne? W jaki sposób stać się człowiekiem, który w sposób nieraniący innych potrafi być sobą? - wyjaśnia Jarosław Józefowicz, psychoterapeuta.

Jak można opisać ludzi nieasertywnych? Ich postawę często nazywamy nieśmiałością, wycofaniem. Są zbyt ulegli, nie bronią swoich granic, pozycji, praw.

Są mało elastyczni? Z jednej strony mogą być nieelastyczni. Ktoś taki nie ma wewnętrznej pewności. Próbuje uzyskać ją z zewnątrz, na przykład przestrzegając jakiegoś regulaminu w pracy i nie odstępując od niego na krok. Albo przyswoi sobie zasady zachowania w towarzystwie i, choć będzie miał na to ochotę, nigdy nie wskoczy na stół, żeby zatańczyć. Zawsze będzie pilnował reguł. Ale z drugiej strony człowiek nieasertywny może wydawać się elastyczny, otwarty na różne propozycje, tymczasem jest to postawa uległa. Tak naprawdę ludzie wiele na nim wymuszają, bo on nie potrafi się obronić.

Zdarza się też, że osoby nieasertywne w sposób niekontrolowany wyrażają złość, a nawet agresję. Często tak to wygląda. Ludzie mający trudności z asertywnością są przyzwyczajeni do nie zważania na swoje uczucia, do ich ignorowania. W związku z tym nie reagują na bieżąco, gdy ktoś na przykład próbuje ich wykorzystać. Można powiedzieć, że w momencie kiedy są krzywdzeni, nie zauważają tego. Jednak poczucie skrzywdzenia w nich pozostaje i po iluś podobnych doświadczeniach wybucha z wielką siłą, często nieadekwatnie do sytuacji. Na przykład ktoś pobije tego, kto się wepchnął do kolejki. Sytuacyjnie - agresja i złość są nadmierne, nieuzasadnione, jeżeli jednak spojrzy się na ich historię, stają się bardziej zrozumiałe.

Nieasertywni mają problemy w nawiązywaniu satysfakcjonujących kontaktów. Powiem więcej - mogą w ogóle mieć problem z nawiązywaniem kontaktów. W relacjach często są wykorzystywani, więc w pewnym momencie samoistnie przychodzi decyzja o wycofaniu się. Jest to jedyna skuteczna metoda, żeby nie cierpieć.

Są samotni. Tak, samotni, wyobcowani. Nie mogą się odnaleźć wśród ludzi, ponieważ nie potrafią skutecznie się obronić. Osoby nieasertywne chcą być akceptowane, bo same siebie nie akceptują. I wydaje im się, że droga do tego wiedzie przez spełnianie żądań otoczenia. Myślą w ten sposób - jeżeli zrobię to, co ktoś ode mnie chce, to będzie mnie lubił, coś za coś. Ale w pewnym momencie zauważają, że to działa tylko w jedną stronę, że jest układ niesprawiedliwy, pochyły. A więc z jednej strony są mili, zgodni, z drugiej wycofują się, bo boją się że zostaną wykorzystani czy odrzuceni. W ten sposób wysyłają sprzeczne sygnały, ich zachowanie jest niejednorodne, nie wiadomo czego po nich oczekiwać. To sprawia trudność otoczeniu, które zaczyna ich unikać. W konsekwencji samotność puka do drzwi.

Nieasertywni są nadwrażliwi? Na ogół tak, bo zewsząd wypatrują zagrożenia. Tego doświadczyli w dzieciństwie. Nie wiedzieli z której strony spadnie cios - czy to będzie ton głosu, uderzenie, złe słowo, czy stanie się to za minutę, czy dopiero za dwa dni. Dobrze widzieć ich trudną sytuację.

Dobrze jest mieć świadomość swoich atutów. To kolejny bardzo, bardzo istotny punkt. Wszyscy mamy swoich wewnętrznych krytyków. Jednak natężenie ich działalności to rzecz indywidualna. W przypadku osób mało asertywnych głos krytyczny jest zazwyczaj bardzo nasilony. „Bombarduje” negatywnymi komunikatami, na które reagują z pozycji małej dziewczynki lub małego chłopca. Są niepewni siebie. Myślą o sobie, że ich zdanie jest mało warte, więc nie będą go wyrażać, wycofują się. Jeżeli natomiast zdadzą sobie sprawę z całej puli bogactwa wewnętrznego i zewnętrznego, do  świadomości dotrze, jak ważni są dla siebie. Wtedy będą też ważni dla innych.

Atuty ma każdy z nas, kwestia czy umiemy je dostrzec. Chociażby to, że jesteśmy Europejczykami i żyjemy w takich a nie innych warunkach. W ramach programów rozwojowych Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces organizowane były wyjazdy do Afryki czy Azji, gdzie spotykaliśmy się z prawdziwą biedą i zacofaniem. Wtedy można zrozumieć to, czego na co dzień się nie dostrzega - jaki to wielki przywilej życia w Europie. Inny przykład to wykształcenie. Czy potrafię docenić, że mam zasób wiedzy, intelektu, sprawności komunikacyjnej? Takich, wydawałoby się oczywistych atutów każdy z nas ma wiele. Ludzie asertywni zdają sobie z nich sprawę niejako automatycznie, między innymi na nich opiera się ich siła i umiejętność adekwatnego reagowania. Natomiast ludzie mający trudności z asertywnością często nie umieją siebie docenić, wydaje im się, że nie są dość dobrzy.

Jeżeli ktoś miałby ochotę, może zrobić krótkie ćwiczenie - wypisać 20 przywilejów, jakimi cieszy się w życiu. Warto je co pewien czas powtarzać.

Co jeszcze może zrobić ktoś nieasertywny, żeby poprawić jakość swojego życia? To są działania wielotorowe i długotrwałe. Najprościej zacząć od przyjrzenia się temu, co utrudnia relacje na poziomie komunikacyjnym. Do asertywności należy posługiwanie się komunikatami, mówiącymi o swoich stanach emocjonalnych. Jeżeli doznajemy trudnej reakcji na czyjeś zachowanie, dobrze jest to sobie uświadomić i powiedzieć o tym - że mi się to nie podoba, że trudno mi z tym, że jest mi przykro.

Druga rzecz - w sytuacji, gdy nie akceptujemy czyichś działań, mówimy o nich, nie krytykując osoby. Przykładowo, jeśli ktoś nadużył naszego zaufania, nie mówimy mu, że jest niesłowny i że nie można na niego liczyć, tylko na przykład: „Miałem trudności, bo długo nie oddawałeś mi pieniędzy, które ci pożyczyłem”. Żeby taki poziom komunikacyjny mógł zaistnieć, trzeba umieć zobaczyć co nam przeszkadza, czyli mieć kontakt ze swoimi uczuciami. Tutaj dochodzimy do głębszego poziomu. Chodzi o rozpoznawanie i nazywanie emocji, które mnie dotyczą. Zwykle posługujemy się określeniem - jestem zdenerwowany, wściekły, zły a jak jest fajnie, to najczęściej w ogóle emocji nie zauważamy. Tymczasem jest mnóstwo odcieni uczuć, które przeżywamy. Z tym zadaniem trudniej jest samemu się uporać. Dlatego zachęcam do chodzenia na warsztaty rozwojowe czy pracę terapeutyczną.

Jakie mogą być efekty pracy nad asertywnością? Uświadomienie sobie, że świat nie jest zagrażający. Zwiększona potrzeba i umiejętność otwarcia się na ludzi. Reagowanie adekwatnie do sytuacji, a nie z miejsca obrony. Wyrażanie złości, kiedy jest ku temu powód. Pełniejsza komunikacja z ludźmi, czyli umiejętność opowiedzenia o swoich potrzebach, odczuciach, usłyszenia drugiej strony, co pozytywnie wpływa na jakość relacji. Ludzie nieasertywni stoją na krańcach - albo agresji i złości, albo wycofania i uległości. Asertywna postawa jest bardziej na środku. I do niej warto dążyć.

Jarosław Józefowicz, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog. Prowadzi terapie indywidualne, par i małżeństw, pracuje z dziećmi, rodzinami, grupami, organizacjami. Prowadzi treningi psychologiczne, grupy i warsztaty, zajęcia rozwojowe.

  1. Psychologia

Psychologiczne podłoże odczuwania samotności

Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Samotność doskwiera tak wielu ludziom, że warto przyjrzeć się, co na jej temat mówią badania.

Jak podkreśla Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu z Uniwersytetu SWPS: Samotność jest nam czasem potrzebna. Jednak samo poczucie osamotnienia może być efektem braku znajomości własnych potrzeb i trudnym doświadczeniem. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazało, że 76% dorosłych czuje się samotnie.

Co może być powodem samotności według badaczy?

Po pierwsze – okoliczności i sposób w jaki żyjemy. Zbyt duża ilość bodźców i przeciążenie informacjami powodują tak duże zmęczenie u niektórych osób, że w następstwie wycofują się one z interakcji społecznych.

Kolejnym powodem samotności może być brak przestrzeni na autorefleksję, która umożliwia nam określenie swoich potrzeb. Jeżeli wokół nas jest chaos, to bardzo trudno jest usłyszeć, co dzieje się w środku nas. A jeśli sami nie odkryjemy swoich potrzeb, trudno nam będzie odnaleźć je w relacjach społecznych.

Innym zjawiskiem, które może być powodem samotności jest obawa, że nie znajdziemy akceptacji w oczach drugiej osoby. Z lęku przed odrzuceniem podejmujemy paradoksalny wybór: wolimy samotność niż odrzucenie.

We wspomnianych badaniach podjęto próbę zdiagnozowania tego, co różni osoby samotne od tych, które nie odczuwają bycia samemu w sposób negatywny. Okazało się, że osoby, które nie czują się samotnie charakteryzują się tak zwaną życiową mądrością. Składa się na nią 6 obszarów i związane z nimi codzienne praktyki:

  • wiedza o życiu – przyglądanie się mu i uważne doświadczanie go,
  • umiejętność zarządzania emocjami – ćwiczenie kontrolowania własnych reakcji na emocje,
  • empatia i współczucie – umiejętność przyjmowania perspektywy innych ludzi,
  • wgląd w siebie – samotność i cisza sprzyjają autorefleksji, która jest kluczowa do budowania relacji z innymi ludźmi,
  • akceptacja różnorodności – akceptując różnych ludzi i różne sytuacje, łatwiej jest nam nawiązać kontakt z innymi,
  • zdolność do efektywnego podejmowania decyzji – nie wystarczy rozumieć, że się jest samotnym i nie wystarczy wiedzieć, jakie ma się potrzeby – trzeba zacząć działać.
Rozwijając te cechy, możemy sprawić, że zminimalizujemy nasze poczucie osamotnienia. Samotność będziemy mogli potraktować jako okazję do zatrzymania się, poświęcenia sobie uwagi i nauczenia się umiejętności, które mogą nam pomóc budować wartościowe i silne relacje z innymi ludźmi – komentuje Sławomir Prusakowski, psycholog.

Źródło: materiały prasowe Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

  1. Psychologia

Plaga samotności - jak radzić sobie z poczuciem osamotnienia?

Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Czujemy się samotni w wielu sytuacjach i z różnych powodów. Zawsze jest jednak sposób, żeby, mimo trudności, wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego.

 

Poczucie osamotnienia niekoniecznie musi pojawiać się u osób żyjących w pojedynkę. Często występuje w związkach i w rodzinie. Poniżej kilka przykładów, kiedy możemy odczuwać samotność:

Samotność z powodu braku partnera
To najczęstszy powód czucia się samotnym. Wydaje się, że ludzie stworzeni są do tego, żeby doświadczać bliskości. Bez dotyku, przepływu uczuć, seksu - nasz organizm wydziela zbyt mało oksytocyny i endorfin, żeby czuć się w pełni szczęśliwymi. I wtedy dokucza samotność odczuwana bardziej jako bolesne osamotnienie.

Samotność w rodzinie
Niektórzy ludzie nie czują, że są częścią rodziny. Mają poczucie głębokiej odmienności i niedopasowania. Przeżywają wyobcowanie a nawet traumę z powodu wykluczenia. Mogą wówczas doświadczać lęku, bo nie są wspierani przez system rodzinny oraz poczucia winy, z powodu tego, że zasłużyli na ostracyzm.

Samotność w małżeństwie
To też się zdarza i wcale nie rzadko. Ludzie są razem, ale tak naprawdę żyją w znacznym oddaleniu od siebie. Brakuje między nimi bliskości a pojawia się wrogość albo obojętność.

Samotność w grupie społecznej lub w pracy Zwłaszcza introwertycy i wrażliwcy nie potrafią odnaleźć się w grupach. Nie ma w nich często poczucia przynależności do grupy. W towarzystwie innych ludzi tracą dobre samopoczucie, komfort oraz poczucie bezpieczeństwa.

Jak radzić sobie z samotnością?

1. Przełącz się na czucie wewnętrzne.
Pierwszym krokiem w kierunku radzenia sobie z samotnością jest uświadomienie sobie jej. Dlatego zbadaj swoje osamotnienie i to, co w związku z nim czujesz. Najczęściej jest to lęk lub depresyjne nastroje. Każde z uczuć przyjmij i uszanuj.

2. Nie oceniaj źle swojej samotności.
Najczęściej krytykujemy się za to, że czujemy się samotni. „Jestem nieudacznikiem” - mówimy sobie. „Coś musi być ze mną nie tak” - zastanawiamy się. „Widać zasługuję na takie doświadczenie” - wydajemy na siebie wyrok. Tymczasem doświadczanie samotności nie ma nic wspólnego z twoją wartością jako osoby. Tego typu negatywne myśli zamykają cię w bolesnych uczuciach, które nie mogą znaleźć dobrego ujścia. Katujesz się tylko krzywdzącymi myślami i niewiele czujesz.

3. Popatrz na samotność jak na informację.
Jeśli czujesz się samotna w związku, zobacz co się pod tym kryje. Jaka jest kondycja tej relacji, gdzie ty w niej jesteś a gdzie partner. Uświadomienie sobie takiej samotności może być pierwszym krokiem do potrzebnych zmian. Czujesz się samotna w jakiejś grupie ludzi? Nie obwiniaj siebie za to, tylko pomyśl wśród jakich ludzi poczułabyś się dobrze. Poszukaj ich.

4. Podejdź do samotności jak do etapu.
Kiedy jest nam źle w danej chwili, trudno nam zobaczyć większy plan tego, co się dzieje. Podejdź do samotności jako do pewnego etapu w twoim życiu, który minie. Wykorzystaj tę ciszę na introspekcję i regenerację sił. Zasil swoje źródło energii.

5. Wykorzystaj samotność dla siebie.
To najlepszy czas, żebyś zajęła się rozwojem osobistym i wreszcie zaczęła robić to, na co zawsze miałaś ochotę. Naucz się czegoś nowego, zacznij uprawiać sport, popracuj nad swoją atrakcyjnością. Poczuj się ze sobą lepiej. Dzięki samotności można połączyć się ze sobą i własną siłą witalną. Ostatecznie właśnie samotność może doprowadzić do znaczącego związku.