fbpx

Nauczanie domowe – czy to ma sens?

Nauczanie domowe - czy to ma sens?
123rf.com

Jest ich prawdopodobnie około 500. Prawdopodobnie, bo Ministerstwo Edukacji Narodowej nie prowadzi statystyk, które pozwoliłby precyzyjnie policzyć ile dzieci uczy się poza placówkami szkolnymi.
Mocno orientacyjne dane dotyczące ilości dzieci uczących się w domu podają organizacje zrzeszające rodziców, którzy zdecydowali się być nauczycielami swoich pociech: Stowarzyszenie Edukacji Domowej i Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie.

Rola dyrektora

Kto oprócz rodziców może podjąć decyzję o pobieraniu nauki w domu i powierzeniu mamie i tacie roli nauczycieli, pedagogów, wychowawców? Podobnie jak w normalnej szkole, także w tej domowej najwyższą władzę ma dyrektor. „Szefem” nauczających rodziców jest dyrektor szkoły w obwodzie, w której dziecko mieszka. Dyrektor – na wniosek rodziców – może (ale nie musi!) wydać zezwolenie na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą. Władza dyrektorska idzie jeszcze dalej. To jemu ustawodawca zostawił określenie warunków spełniania obowiązku edukacji pozaszkolnej.

Od woli dyrektora zależy zatem jak często dzieci będą musiały zdawać egzaminy sprawdzające ich wiedzę i kompetencje – co pół roku, czy co rok. Decyduje także o tym, jaką formę będą miały takie egzaminy: pisemną, ustną, testu, prezentacji, przyjacielskiej rozmowy z nauczycielami. Co więcej – to właśnie dyrektor może zadecydować jaki zakres wiedzy sprawdzać – tylko polski, matematykę, przyrodę czy także gruntownie sprawdzić znajomość muzyki, plastyki, techniki i umiejętność dwutaktu, rzutu piłką lekarską oraz poprawnego skoku przez kozła.

Brak jasnych zasad edukacji domowej sprawia, że jej kształt i komfort zależy wyłącznie od nastawienia „naszego” dyrektora. Możemy zatem być nękani częstym sprawdzaniem szczegółowej wiedzy, tej typowo „wkuwanej” przed wysoką komisją. Ale są i cudowni dyrektorzy, czujący edukację domową, dający rodzicom, którzy podjęli trud nauczania regularne wsparcie ze strony nauczycieli i psychologów szkolnych. A zdobytą wiedzę, umiejętność rozumienia zjawisk i rozwiązywania problemów sprawdzają w przyjacielskiej niemal rozmowie. Po pomyślnie zdanym egzaminie dziecko otrzymuje świadectwo ukończenia klasy.

Rodzice rodzicom

Każdy rodzic zainteresowany edukacją domową powinien zacząć od lektury Ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty. Zawiera ona uregulowania prawne dotyczące edukacji domowej. Co ciekawe – to właśnie ta ustawa wprowadziła taką możliwość – wcześniej z prawa do nauki w domu mogły korzystać wyłącznie dzieciaki, którym stan zdrowia uniemożliwiał uczęszczanie do szkoły.

Jeśli po lekturze ustawy, rozmowie z partnerem i samym sobą czujecie się gotowi do nauki dzieci w domu możecie skorzystać z doświadczeń rodziców, którzy są już w trakcie przygody z „domową szkołą”. Rodzice zrzeszają się w dwóch Stowarzyszeniach: Edukacji Domowej i Edukacji w Rodzinie. Prowadzą blogi, dyskutują na forach, dwa razy do roku organizują zjazdy. Tam zawierają przyjaźnie, dzielą się praktycznymi radami, wspierają w kłopotach, dyskutują, żartują. A prowadzą i otuchy dodają słowa Marka Twaina: „Nigdy nie dopuściłem do tego, żeby szkoła przeszkadzała mi w kształceniu się.”

Okiem psychologa

Mnie osobiście pomysł edukacji domowej się szalenie podoba – przekonuje Katarzyna Sikorska- Samborska, psycholog i pedagog. Rodzic prowadzący edukację domową ma szansę dać dziecku „dotknąć” danego zjawiska. Przy nauce o ziołach ugotować potrawę, pokazać jak smakują i pachną, przy muzyce – odwiedzić operę, przy okazji zachwycając się (lub nie!) jej architekturą. Prowadząc domowy budżet zaznajomić dzieci z zawiłościami matematyki. Ten sposób nauczania wydaje mi się bardziej naturalny, daje możliwości których nigdy nie będzie miał nauczyciel w 30 osobowej klasie. Jest jednak granica tego co w stanie będzie pokazać rodzic. Mądry – powinien mieć tego świadomość i w odpowiednim momencie puścić dziecko dalej w świat – dodaje psycholog.

– Nie przekonuje mnie argument o tym, że – kontynuuje – podczas nauczania domowego dzieci nie socjalizują się, nie uczą zdrowego współzawodnictwa czy współpracy z rówieśnikami. To nieprawda. Przecież te dzieci nie znajdują się na bezludnej wyspie – mają rodzeństwo, spotykają się z kuzynami, przyjaciółmi. I tak też uczą się bycia w społeczeństwie, pomocy i współpracy – dodaje.

Słowa pani psycholog potwierdzają przytoczone przez prof. Bogdana Śliwierskiego rektora Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Wynika z nich, że dzieci kształcone w domu częściej zostają wolontariuszami, angażują się w kampanie wyborcze, pomoc innymi i…częściej głosują. Dzieciaki uczące się w domu od najmłodszych lat mają wpojone poczucie obowiązku i samodyscypliny.

– Jedynym „zagrożeniem” jakie dostrzegam w idei nauczania domowego to rozwojowe oderwanie się dziecka od rodzica, odcięcie pępowiny – dodaje Katarzyna Sikorska – Samborska. Należy zastanowić się jaki wpływ na rozwój dziecka będzie pozbawienie go możliwości poznawania wzorca osobowego w obcej, dorosłej osobie (Mamo, a Pani powiedziała, że…)

Okiem dyrektora

Odmiennego zdania jest wicedyrektor jednej z mazowieckich podstawówek Pani Natalia Szymaszek. – Dostrzegam duży problem z socjalizacją i współpracą w grupie u dzieci uczących się w domu. Różnicę widać między dziećmi, które przychodzą do zerówki z przedszkola i z domu. Dalsza edukacja domowa te różnice będzie tylko pogłębiać. Myślę także, że – dodaje dyrektorka – dzieci łatwiej przyjmują pewne polecenia od nauczyciela niż rodzica. Wyobrażam sobie ewentualnie edukację domową do poziomu 3 klasy podstawówki. Nie dalej – konkluduje. A możliwość nauczania domowego mają dzieci aż do szkół ponadgimnazjalych. Najczęściej jednak rodzice kończą na podstawówce.

Jak to jest w wielkim świecie?

W Polsce prawo zezwala na edukację domową na wniosek rodziców za zgodą dyrektora placówki właściwej ze względu na miejsce zamieszkania dziecka. Dziecko może przejść w domu podstawówkę, gimnazjum, a także szkołę ponadgimnazjalną. Rodzice nie muszą mieć wykształcenia pedagogicznego. W Polsce uczy swoje ok. 500 dzieci ok. 100 rodzin. A na świecie?

  • Najwięcej dzieci uczy się w domu w Stanach Zjednoczonych. To aż 2, 5 miliona dzieci! Co więcej w domu można skończyć tak prestiżowe uczelnie jak Harvard i Princeton.
  • Po stanach zjednoczonych najwięcej dzieci uczy się w domu w Kanadzie, Australii i Islandii.
  • W Wielkiej Brytanii rodzice uczący swoje dzieci, podobnie jak w Polsce, nie muszą mieć wykształcenia pedagogicznego. Nie muszą także – tu różnica – przestrzegać programu szkolnego, ilości zajęć, ani zdawać żadnych egzaminów.
  • W Czechach rodzice mają prawo do uczenia dzieci zanim ukończą 12 rok życia. Potem obowiązek nauki musi być realizowany w szkole.
  • Ciekawą formę edukacji domowej ma Islandia. Cyklicznie z rodziną spotyka się nauczyciel – spędza z nią ok. 2 tygodnie. Wspiera rodzinę w procesie edukacji, rozwiązuje większe problemy, wyznacza kolejne tematy i sprawdza sposób realizacji wcześniejszych.
  • W Niemczech edukacja domowa jest zabroniona.

Zabawa przeplatana nauką

Jarek i Asia (rodzice Szymka, Tosi i Irenki) zdecydowali się na edukację domową swoich dzieci. Myślimy, że damy radę w ten sposób skończyć podstawówkę – mówi Asia. To na niej głównie spoczywa nauczanie dzieci. Jarek, wiadomo, zarabia na dom. – Ludzie często wyobrażają sobie, że rozkładam książki i zgłębiam matematykę przez 45 minut tłumaczy Ania. – Tymczasem my uczymy się niejako „przy okazji” Lekko, łatwo i przyjemnie. Widzę, przykładowo, że dzieciaki rysują motyla. Rozkładam albumy, otwieram internet – opowiadam i czytamy o kolorach, gatunkach, owadach – w ogóle. Każda okazja jest dobra do nauki – zakupy, tankowanie. Ot taka wizyta na stacji benzynowej właśnie – to temat rzeka od ekologii, przez bogactwa naturalne po ekonomie i sytuacje geopolityczną na świcie. Ja także – dzięki pytaniom dzieci –dużo się uczę! – dodaje.

I to jest argument „za” nie do przecenienia. Wraz z rozwojem naszych dzieci rozwijamy się i my!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>