Nauczanie domowe – czy to ma sens?

123rf.com

Jest ich prawdopodobnie około 500. Prawdopodobnie, bo Ministerstwo Edukacji Narodowej nie prowadzi statystyk, które pozwoliłby precyzyjnie policzyć ile dzieci uczy się poza placówkami szkolnymi.
Mocno orientacyjne dane dotyczące ilości dzieci uczących się w domu podają organizacje zrzeszające rodziców, którzy zdecydowali się być nauczycielami swoich pociech: Stowarzyszenie Edukacji Domowej i Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie.

Rola dyrektora

Kto oprócz rodziców może podjąć decyzję o pobieraniu nauki w domu i powierzeniu mamie i tacie roli nauczycieli, pedagogów, wychowawców? Podobnie jak w normalnej szkole, także w tej domowej najwyższą władzę ma dyrektor. „Szefem” nauczających rodziców jest dyrektor szkoły w obwodzie, w której dziecko mieszka. Dyrektor – na wniosek rodziców – może (ale nie musi!) wydać zezwolenie na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą. Władza dyrektorska idzie jeszcze dalej. To jemu ustawodawca zostawił określenie warunków spełniania obowiązku edukacji pozaszkolnej.

Od woli dyrektora zależy zatem jak często dzieci będą musiały zdawać egzaminy sprawdzające ich wiedzę i kompetencje – co pół roku, czy co rok. Decyduje także o tym, jaką formę będą miały takie egzaminy: pisemną, ustną, testu, prezentacji, przyjacielskiej rozmowy z nauczycielami. Co więcej – to właśnie dyrektor może zadecydować jaki zakres wiedzy sprawdzać – tylko polski, matematykę, przyrodę czy także gruntownie sprawdzić znajomość muzyki, plastyki, techniki i umiejętność dwutaktu, rzutu piłką lekarską oraz poprawnego skoku przez kozła.

Brak jasnych zasad edukacji domowej sprawia, że jej kształt i komfort zależy wyłącznie od nastawienia „naszego” dyrektora. Możemy zatem być nękani częstym sprawdzaniem szczegółowej