1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na czym polega skuteczna pomoc psychologiczna?

Na czym polega skuteczna pomoc psychologiczna?

123rf.com
123rf.com
Specjalizacja nauki sama w sobie jest konieczna. Wszak ilość wiedzy, nasza znajomość świata, możliwości jego badania stale rosną.

Niestety, specjalizacji towarzyszy też inne zjawisko: zamykanie się specjalistów na wiedzę będącą domeną pokrewnych specjalizacji. Niech przykładem będzie tu medycyna, gdzie kardiolog może pozostać ślepy i głuchy na niepokojące sygnały wysyłane przez brak motywacji pacjenta, a endokrynolog nie dostrzega z kolei objawów wskazujących na psychiczne podłoże fizjologicznej dysfunkcji układu hormonalnego… Każdy „leczy” pacjenta jedynie w zakresie swojej specjalizacji i nie jest w stanie spojrzeć na niego jako całość, a w efekcie proces leczenia jest kosztowny, długotrwały i po prostu nieskuteczny. Co lekarzowi po tym, że postawi dobre diagnozy, jak pacjent mu nie zaufa i nie weźmie lekarstw?

Podobny mechanizm działa także w moim środowisku zawodowym. Psychologia behawioralna, humanistyczna, analityczna, coaching - każda z tych specjalności „patrzy” na człowieka z innej strony, wypracowała inne mechanizmy poznawcze, a co za tym idzie, stosuje odmienne praktyki. People helper będący coachem dopatrzy się u klienta innych punktów zapalnych niż freudysta i zaproponuje całkowicie odmienne metody pracy z nimi. Jeśli te metody okażą się niewystarczające, to i człowiek poszukujący pomocy, i ten, który będzie chciał mu tej pomocy udzielić, poniosą klęskę.

Dlaczego? Ponieważ coaching, choć oferuje ileś skutecznych narzędzi pozwalających na pomaganie ludziom, nie pozwala na dawanie rad i sugestii, bo jest ograniczony określonymi regułami. Wyobraź sobie, że możesz powiedzieć klientowi, co ma zrobić, bo dla Ciebie to łatwe, albo możesz zdiagnozowaćgo szybciej, niż on sam mógłby to zrobić, i nie robisz tego, bo „nie wolno”. To niepraktyczne i nieetyczne, ponieważ człowiek staje się narzędziem służącym do realizacji postanowień dziedziny, a powinien być celem samym w sobie. Coach, nawet jeśli dobrze opanował swój wycinek nauki o człowieku i do perfekcji doprowadził odpowiednie w jego zakresie metody pomagania, może pozostać nieświadomy aspektów, którymi zajmują się inne specjalizacje psychologiczne, psychospołeczne, religioznawstwo etc. W tej sytuacji łatwo mogą umknąć mu problemy spoza jego „działki”. I nie o sam coaching tu chodzi, bo przykłady można by czerpać z dowolnej innej dziedziny związanej z pracą z człowiekiem - każda szkoła ma ograniczenia, wynikające z tego, że bardziej dba o własne zasady niż o kreatywną inteligencję, ponieważ to dopiero ta pomaga ludziom. Na szczęście w ostatnich latach można zaobserwować pierwsze jaskółki zmian. Coraz częściej mówi się i pisze o konieczności powrotu do postrzegania człowieka jako całości. Powoli uczymy się na nowo traktować ciało i ducha jako mechanizmy ściśle powiązane ze sobą, ale i ze środowiskiem życia (duże zasługi ma tu filozofia Wschodu).

Przyczyn chorób będących zmorami naszych czasów - takich jak choroby serca, nowotwory - czy depresji upatrujemy na przykład nie tylko w zawodności naszych organizmów, lecz także w gwałtownych zmianach, które zachodzą w otoczeniu (systemie). Wszystko jest ze sobą połączone. Wówczas na pytanie: „Jakim nurtem pracujesz?”, jeśli w ogóle się ono pojawi, będzie można odpowiedzieć: „Wszystkimi” i nie wzbudzi to zdziwienia.

Najwyższy czas, by także różnorodne psychologie i nauki pokrewne się do siebie zbliżyły i zaczęły przenikać, po to by praktycy - coachowie, psychologowie, mentorzy, terapeuci, konsultanci, stratedzy - mogli skuteczniej pomagać swoim klientom i pacjentom, dostrzegając całość problemu, a nie tylko jego wycinek, i w zależności od diagnozy stosując metodykę tej dziedziny, którapomoże najlepiej temu konkretnemu człowiekowi.

Fragment pochodzi z książki „ Psychologia Zmiany - najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem”, Mateusz Grzesiak, Sensus 2016, s.304

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Coach, doradca zawodowy, mentor - jak i z kim rozwijać się zawodowo?

Planowanie kariery może być fantastyczną przygodą, ale także ogromnym wyzwaniem, w którym łatwo się pogubić - dlatego coraz częściej potrzebujemy wsparcia specjalistów. (Fot. iStock)
Planowanie kariery może być fantastyczną przygodą, ale także ogromnym wyzwaniem, w którym łatwo się pogubić - dlatego coraz częściej potrzebujemy wsparcia specjalistów. (Fot. iStock)
Obecnie niemal na każdym kroku jesteśmy bombardowani słowem „rozwój”. Jest on odmieniany przez wszystkie możliwe przypadki i używany w wielu kontekstach. Możliwości, by się rozwijać nie brakuje, tylko pojawia się wątpliwość, jak wybrać te najlepsze? A raczej: jak wybrać właściwe dla moich potrzeb? Kogo szukać: coacha, doradcy zawodowego a może mentora? Wszystkie trzy metody mogą być pomocne w rozwoju kariery, więc na którą się zdecydować?

Wsparcia w rozwoju ze strony specjalistów potrzebujemy coraz częściej. Tempo życia rośnie, a my mamy coraz mniej czasu, by rozmawiać z samym sobą i sprawdzać czy wszystko u nas w porządku. Brzmi śmiesznie? Być może, ale często po sesjach z moimi klientami słyszę: „W końcu w spokoju pobyłem/am sam ze sobą i powiedziałem/am pewne rzeczy na głos”. Badania publikowane przez CBOS potwierdzają, że Polacy (w porównaniu z sytuacją sprzed 20 lat) rzadziej zastanawiają się nad sensem życia, a jedną z przyczyn jest właśnie brak czasu. Gdy spojrzymy na kwestię rozwoju w kontekście zawodowym, oczekiwania XXI wieku są bardzo wysokie. Uczenie się przez całe życie staje się standardem. Zmiany w otaczającym nas świecie powodują powstawanie nowych zawodów. Obecnie szacuje się, że osoby wchodzące na rynek zmienią pracę średnio 20 razy w ciągu swojej drogi zawodowej. To wszystko sprawia, że planowanie kariery może być fantastyczną przygodą, ale także ogromnym wyzwaniem, w którym łatwo się pogubić.

Coach pomoże określić twoje potrzeby i przeprowadzi cię przez zmianę

Rozważ coaching, jeśli w tym momencie nie oczekujesz od osoby, z którą będziesz pracować, gotowych rad i wskazówek dotyczących twoich wyborów zawodowych. Jeśli chciałbyś/abyś raczej poszukać w sobie odpowiedzi na ważne pytania dotyczące twojej kariery, a następnie, na bazie tych odkryć, zbudować plan działania i stopniowo zmieniać swoje życie zawodowe na lepsze. Coach w trakcie sesji pomoże spojrzeć na ważne dla ciebie tematy z innej perspektywy, zada pytania, na które prawdopodobnie nie szukałeś/aś wcześniej odpowiedzi, zaprosi do otwartej rozmowy i różnorodnych ćwiczeń. To, co często sprowadza moich klientów do mnie i sprawia, że rozpoczynamy proces coachingowy, to duża potrzeba i motywacja, by wprowadzić zmiany w życiu zawodowym, którym towarzyszy jednak brak sprecyzowanej wizji, na czym dokładnie te zmiany miałyby polegać – chodzi o to, by było „po prostu lepiej”. Na początku procesu wspieram klientów w dookreśleniu aspektów kariery nad którymi chcą pracować i wtedy ruszamy w niezwykłą podróż, w wyniku której klienci poszerzają wiedzę o sobie, swoich zasobach i realizują ważne dla siebie cele.

Doradca zawodowy pomoże znaleźć odpowiednią pracę

Jeśli natomiast jesteś w takim momencie swojego życia zawodowego, że potrzebujesz osoby, która udzieli konkretnych informacji, rad i wskazówek dotyczących rynku pracy (m.in. sposobów poszukiwania pracy, informacji dot. zawodów i branż) a także pomoże w analizie twoich doświadczeń, umiejętności i mocnych stron – wówczas zdecyduj się na doradztwo zawodowe. Taka forma współpracy może okazać się szczególnie skuteczna, jeśli już wiesz jakiej pracy szukasz i potrzebujesz wsparcia w poruszaniu się po rynku pracy, by dzięki radom ze strony doradcy, możliwie szybko znaleźć upragnione stanowisko. Rozważ kontakt z doradcą zawodowym także wtedy, gdybyś chciał/a uzyskać rekomendacje dotyczące możliwych ścieżek kariery w oparciu o twoje predyspozycje zawodowe.

Mentor wzmocni twoje kompetencje zawodowe

Jak ma się mentoring do wspomnianych metod? Pracując w ten sposób także możemy liczyć na porady, natomiast wynikają one wprost z osobistych doświadczeń mentora. Mamy wtedy możliwość nauki bezpośrednio od osoby, która osiągnęła sukces w interesującym nas obszarze i w pewnych aspektach chcemy się na niej wzorować. Celem takiej pracy często jest przekazanie praktycznej wiedzy i umiejętności związanych z pełnieniem jakieś roli czy funkcji. Stąd coraz większą popularnością cieszą się programy mentoringowe wewnątrz organizacji, które pozwalają na wymianę doświadczeń i dobrych praktyk oraz wzmocnienie kompetencji pracownika na danym stanowisku.

Coach i doradca zawodowy w jednym

No dobrze, ale co w sytuacji, gdy wciąż nie do końca wiem, do kogo powinnam się zwrócić? Chcę zmienić pracę, rozważam kilka scenariuszy, ale nie miałem/am czasu jeszcze się zastanowić, który dla mnie będzie najlepszy. Poza tym dawno też nie szukałem/am pracy i nie wiem od czego zacząć. Mam poczucie, że potrzebuję po trochu każdej z tych osób. Kogo wybrać?

Jeśli jeszcze nie jesteś całkowicie pewien jakiego wsparcia potrzebujesz, znajdź specjalistę, który jest zarówno coachem, jak i doradcą zawodowym – wtedy wspólnie w trakcie rozmowy zadecydujecie jaka forma współpracy będzie dla ciebie najlepsza. Warto zauważyć, że obecnie coraz więcej specjalistów jest w stanie zaoferować swoim klientom więcej, niż tylko jedną z opisanych metod. Poszczególne z nich przenikają się i uzupełniają. Przykładowo, w nowoczesnym doradztwie karier wykorzystuje się elementy coachingu. Jestem przekonana, że to dobry kierunek, bo dzięki temu, widząc wyzwania klienta, specjalista może zarekomendować jeszcze bardziej skuteczne i użyteczne metody pracy. Wyobraź sobie sytuację, że klient metodami coachingowymi wypracował obraz swojej idealnej pracy i już wie, czego chce poszukiwać na rynku, ale nie do końca wie jak. Wtedy w procesie mogą pojawić się elementy doradztwa pozwalające na przekazanie wskazówek odnośnie skutecznego CV.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze specjalisty?

Poszukując więc specjalisty warto zwracać uwagę na to, w jakich obszarach i jakimi metodami pracuje dana osoba. O tym świadczą wykształcenie i certyfikaty, ukończone szkolenia oraz oczywiście zdobyte doświadczenie. Nie zapominaj także, że praca nad rozwojem kariery wymaga otwartej rozmowy i zaufania. Przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu dłuższej współpracy warto się poznać, porozmawiać i uzyskać odpowiedzi na nurtujące cię pytania.

Zaangażuj się

I na zakończenie – jeszcze jedna myśl. Niezależnie od tego na jaką metodę pracy się zdecydujesz, to wiedz, że bez jednego kluczowego elementu, żadna z nich nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Twoje zaangażowanie jest konieczne. Zarówno coach, doradca, jak i mentor mogą stanowić wartościowe wsparcie na Twojej ścieżce rozwoju, jednak nie są w stanie zrobić czegokolwiek za ciebie.

Joanna Piechocka jest psychologiem, doradcą kariery, coachem kariery i trenerem rozwoju osobistego. Certyfikowany trener narzędzia rozwojowego FRIS® – style myślenia i działania oraz nowoczesnych technik uczenia się i treningu pamięci. Z jej wiedzy eksperckiej chętnie korzystają firmy i instytucje. Zajmuje się doradztwem kariery z wykorzystaniem technik coachingowych. Wspiera studentów i absolwentów w skutecznym poszukiwaniu pracy i rozwoju zawodowym. Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Warszawskim.

  1. Styl Życia

„Wychodź poza schematy myślowe” – radzi buddyjska mniszka Pema Chödrön

Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. Susan Lirakis)
Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. Susan Lirakis)
Za każdym razem, gdy ktoś pytał pewnego mistrza zen, jak się ma, ten zawsze odpowiadał: „Dobrze”. W końcu jeden z jego uczniów powiedział: „Roshi, jak to możliwe, że zawsze dobrze się czujesz? Czy ty nigdy nie masz złego dnia?”. Mistrz zen odpowiedział: „Pewnie, że mam. W złe dni czuję się dobrze. W dobre dni też czuję się dobrze”. Na tym polega równowaga.

Praktykując maitri (miłującą życzliwość), współczucie i radość, szkolimy się w wychodzeniu poza schematy myślowe, w otwieraniu się całym sercem na siebie, na naszych przyjaciół, a nawet na ludzi, których nie lubimy. Rozwijamy obiektywny stan równowagi. Bez tej czwartej niezmierzoności pozostałe trzy są ograniczone przez nawykowe lubienie i nielubienie, akceptowanie i odrzucanie.

Praktykuj bez uprzedzeń we wszystkich obszarach. Ważne jest, aby zawsze robić to dogłębnie i z oddaniem. - Wskazanie treningu umysłu Atiszy
Tradycyjnym wyobrażeniem równowagi jest bankiet, na który zaproszeni są wszyscy. To znaczy, że wszyscy i wszystko bez wyjątku jest na liście gości. Pomyśl o twoim najgorszym wrogu. Pomyśl o kimś, kto mógłby cię skrzywdzić. Pomyśl o Pol Pocie i Hitlerze oraz dilerach narkotykowych zaczepiających młodych ludzi. Wyobraź sobie, że zapraszasz ich na tę ucztę.

Trening równowagi to nauka otwierania drzwi wszystkim, przyjmowania z radością wszystkich istot, zapraszania życia w odwiedziny. Oczywiście będziemy odczuwać strach i niechęć w stosunku do niektórych gości. Na początek pozwalamy sobie tylko na uchylenie drzwi, jeśli to wszystko, co możemy obecnie zrobić, i pozwalamy sobie na zamykanie drzwi, gdy jest to konieczne. Rozwijanie równowagi jest pracą w toku. Dążymy do tego, aby spędzić nasze życie, ćwicząc się w miłości i odwadze, które są potrzebne, żeby przyjąć wszystko, co przychodzi – chorobę, zdrowie, ubóstwo, bogactwo, smutek i radość. Z radością przyjmujemy i poznajemy wszystko.

Równowaga obejmuje coś więcej niż naszą zwykłą ograniczoną perspektywę. Mamy nadzieję, że dostaniemy to, co chcemy, i boimy się stracić to, co mamy – to opisuje nasze trudne jak zawsze położenie. Nauki buddyjskie wskazują na osiem odmian skłonności do odczuwania nadziei i strachu jednocześnie: przyjemność i ból, pochwała i potępienie, zysk i strata, sława i hańba. Dopóki dajemy się wkręcać w którekolwiek z tych skrajnych uczuć, dopóty potencjał drugiego zawsze istnieje. Te skrajności cały czas podążają jedna za drugą. Żaden rodzaj trwałego szczęścia nie jest możliwy do osiągnięcia, gdy tkwimy w  tym cyklu pragnienia i niechęci. Życia nam nie starczy, żeby po ­ zbyć się wszystkiego, co wywołuje w nas lęk, i na koniec zostać tylko z tym, co dobre. Dlatego bodhisattwa pielęgnuje równowagę, szeroki umysł, który nie zawęża rzeczywistości do za i przeciw, lubienia i nie ­ lubienia.

W celu rozwijania równowagi uczymy się, jak uchwycić moment, w  którym zaczynamy czuć pragnienie lub niechęć, zanim zamienią się odpowiednio w zaborczość lub negację. Uczymy się pozostawać w miękkim miejscu i wykorzystujemy nasze uprzedzenia jako pomosty łączące nas z  zamętem, którego doświadczają inni. Silne emocje są pod tym względem bardzo przydatne. Cokolwiek się pojawi – bez względu na to, jak przykre jest to uczucie – może być wykorzystane do zwiększenia poczucia pokrewieństwa łączącego nas z innymi, którzy cierpią z powodu tego samego rodzaju agresji lub pragnienia, którzy tak jak my wpadają w sidła nadziei i strachu. Właśnie w ten sposób dociera do nas, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Wszyscy mamy dramatyczną potrzebę rozpoznania, co prowadzi do szczęścia, a co do cierpienia.

Ostatnio odwiedziłam przyjaciółkę w ośrodku medytacyjnym. Każdego dnia wiele osób narzekało, że moja przyjaciółka ciągle się spóźnia. Byli z tego powodu niezadowoleni i poirytowani. Za każdym razem używała argumentów, które jej zdaniem usprawiedliwiały spóźnienie. Jej egoizm dawał się wszystkim we znaki. Pewnego dnia podeszłam do niej, kiedy siedziała na ławce. Miała czerwoną twarz i trzęsła się z wściekłości. Była z kimś umówiona i czekała już piętnaście minut, a ta osoba się nie pojawiła. Z trudem powstrzymałam się od komentarza, że jej reakcja jest co najmniej zabawna. Czekałam jednak, by sprawdzić, czy potrafi dostrzec, że role właśnie się odwróciły, że przez wiele lat to ona stawiała innych w takiej sytuacji. Ale nie było żadnej refleksji. Jeszcze nie potrafiła postawić się na ich miejscu. Zamiast tego trwała w gniewie i potęgowała swoją złość, robiąc przesycone wściekłością notatki. Nie była jeszcze gotowa, by poczuć więź z tymi wszystkimi ludźmi, którym kazała na siebie czekać. Tak jak większość z nas nieświadomie zintensyfikowała własne cierpienie. Zamiast pozwolić, by to doświadczenie ją zmiękczyło, wykorzystała je do wzmocnienia swojej zatwardziałości i obojętności.

Trwanie w gniewie i oburzeniu przychodzi z łatwością nawet po latach praktyki. Jeśli jednak uda nam się skontaktować z bezbronnością i bezradnością żalu czy wściekłości lub jeszcze innego uczucia, może pojawić się szersza perspektywa. W momencie, gdy zdecydujemy trzymać się tej energii, zamiast ją odrzucić lub stłumić, ćwiczymy się w równowadze, w myśleniu wykraczającym poza dobro i zło. W ten sposób wszystkie cztery niezmierzoności ewoluują z ograniczonych do bezgranicznych: ćwiczymy się w wychwytywaniu momentów, kiedy nasze myśli zmieniają się w twarde przekonania, i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby je zmiękczyć. Bariery znikają dzięki zmiękczaniu.

Praktykowanie równowagi

Praktykowanie równowagi na miejscu polega na chodzeniu ulicami z intencją pozostania jak najbardziej świadomym wobec każdego, kogo spotykamy. Jest to szkolenie się w emocjonalnej uczciwości wobec siebie i stawaniu się bardziej przystępnym dla innych. Kiedy mijamy ludzi, skupiamy uwagę na tym, czy się otwieramy, czy zamykamy. Zauważamy, czy czujemy zainteresowanie, niechęć, czy obojętność, bez dodawania niczego więcej, bez oceniania.

Możemy współczuć komuś, kto wygląda na przygnębionego, lub radować się z kimś, kto uśmiecha się do siebie. Możemy odczuwać strach i niechęć do drugiej osoby, nawet nie wiedząc dlaczego. Zauważanie, gdzie się otwieramy i gdzie zamykamy – bez pochwał i obwiniania – jest podstawą naszej praktyki. Ten sposób praktykowania, choćby w czasie krótkiego spaceru, otworzy nam oczy na wiele spraw. Możemy w  tej praktyce pójść jeszcze dalej, wykorzystując to, co się pojawia, jako podstawę do odczuwania empatii i zrozumienia. Zamknięte uczucia, takie jak strach czy wstręt, pozwalają zrozumieć, że inni również dają się w ten sposób złapać. Otwarte stany, takie jak życzliwość i radość, również pozwalają na bardzo osobisty kontakt z ludźmi, których mijamy na ulicach. Tak czy inaczej, rozszerzamy nasze serca.

Podobnie jak w przypadku pozostałych niezmierzoności, formalna praktyka równowagi składa się z siedmiu etapów. Równowaga pojawia się wtedy, kiedy mamy poczucie przestronności i swobody, które nie tkwi w pułapce preferencji lub uprzedzeń. Możemy życzyć sobie i tym, których kochamy, abyśmy przebywali w tym poczuciu wolności. Następnie rozszerzamy tę aspirację na naszego przyjaciela, na osoby neutralne i na naszego wroga. Wtedy naszą aspiracją jest, abyśmy my i pozostali mogli żyć w równowadze. W końcu możemy rozszerzyć tę aspirację na wszystkie istoty w czasie i  przestrzeni. „Oby wszystkie istoty żyły w wielkiej równowadze, wolne od namiętności, agresji i uprzedzeń”.

Możemy również praktykować równowagę przed rozpoczęciem praktyki miłującej życzliwości czy współczucia. Po prostu zastanawiamy się, ile cierpienia wynika z pragnień i z niechęci, ile jest wynikiem strachu przed utratą szczęścia, a ile jest wyrazem przekonania, że niektórzy ludzie nie są godni naszego współczucia czy miłości. Potem możemy wyrazić życzenie, aby mieć siłę i odwagę, żeby odczuwać nieograniczone maitri i nieograniczone współczucie dla wszystkich istot bez wyjątku – łącznie z tymi, których nie lubimy i których się boimy. Z taką intencją rozpoczynamy siedmioetapową praktykę.

Jak mówi Sutra maitri: „Nieograniczony umysł pozwala otoczyć opieką wszystkie żywe istoty, promieniując życzliwością na cały świat, powyżej, poniżej i dookoła, bez żadnych ograniczeń”. Praktykując równowagę, ćwiczymy się w poszerzaniu naszego kręgu zrozumienia i współczucia na tyle, żeby objąć dobro i zło, piękno i brzydotę. Jednakże bezgraniczna równowaga, wolna od jakichkolwiek uprzedzeń, nie jest tym samym, co ostateczna harmonia, gdzie wszystko w końcu się zrówna. Jest to bardziej kwestia bycia w pełni zaangażowanym we wszystko, co nas spotyka. Możemy nazwać to życiem w pełni.

Ćwiczenie się w równowadze wymaga zostawienia za sobą pewnego bagażu: na przykład komfortu odrzucania jakiejś części naszego doświadczenia oraz negowania bezpieczeństwa wynikającego z przyjmowania tylko tego, co przyjemne. Odwaga niezbędna do kontynuowania tego rozwijającego się procesu wynika ze współczucia dla siebie i z dania sobie tyle czasu, ile potrzeba. Jeśli będziemy praktykować w ten sposób przez kolejne miesiące i lata, poczujemy, że nasze serca i umysły się powiększają. Kiedy ludzie pytają mnie, jak długo to trwa, mówię: „Co najmniej tak długo, jak długo będziesz żył”.

  1. Zdrowie

Zdrowie jest w nas

Dr Preeti Agrawal (Fot.: Yashoda Emam/ materiały prasowe IMC)
Dr Preeti Agrawal (Fot.: Yashoda Emam/ materiały prasowe IMC)
Dr Preeti Agrawal, ginekolog i zarazem lekarka specjalista medycyny intergracyjnej, nie ma co do tego wątpliwości. Uważa, że nasze ciało ma wszystkie narzędzia, które są nam potrzebne. Problem w tym, że go nie słuchamy. Nie rozpoznajemy sygnałów, nie umiemy czytać potrzeb. Stąd pomysł na Szkołę Świadomego i Zdrowego Stylu Życia. Powstaje ona we Wrocławiu, przy IMC – Centrum Medycyny Integracyjnej.

Wiemy coraz więcej. O sobie, o swoim zdrowiu. Śledzimy nowe osiągnięcia medycyny, czytamy o przełomowych badaniach. – Tak, medycyna jest wspaniała – mówi dr Preeti Agrawal. – I wiedza jest niezbędna, ale ona sama nie wystarczy. Musimy docenić nasze ciało. I poznać je. Tak naprawdę. Nie tylko „opakowanie”, zewnętrzność, a głębiej – jego potrzeby, jego sygnały.

Tylko to, według dr Agrawal, pozwoli nam wejść na ścieżkę zdrowia. – Ciało – tłumaczy – ma wszystkie narzędzia, które są nam potrzebne. Jeśli nauczymy się rozpoznawać, co do nas „mówi”, jeśli nauczymy się o nie dbać, odpowiednio je karmić, we właściwy sposób oddychać, ćwiczyć jogę – ale nie mówię o ćwiczeniach czysto fizycznych, nie tylko o rozciąganiu, ale o całym systemie filozoficznym, który za jogą stoi – ono nam się odwdzięczy.

Żyjemy w czasach obfitości. I nadmiaru. Wszystkiego jest dużo, może nawet za dużo. Zalewają nas zarówno dobra materialne, jak i informacje. – Kolejny krok, który musimy zrobić, jest nie w stronę obfitości, a świadomości – tłumaczy dr Preeti Agrawal. – Pandemia pokazała nam, jak bardzo się zapędziliśmy. Powiedziała: stop. Takie zatrzymanie było chyba konieczne, żeby uświadomić nam, gdzie jesteśmy. Bo pędziliśmy za szybko. I zbyt nieuważnie. Mówi się teraz, że lekiem na całe zło są szczepionki. I oczywiście pomogą, ale wiele osób pyta, czy to na pewno rozwiązanie długofalowe, bo problem tego czy innego wirusa może wrócić. Jesteśmy przyzwyczajeni, że na wszystko jest tabletka. Medycyna, ta klasyczna, zawłaszczyła sobie prawo do naszego życia. Nauczyła, że badania i szczepienia to profilaktyka, a tabletka to leczenie. Musimy nauczyć się filtrować informacje, patrzeć na siebie inaczej.

Tylko jak to zrobić?

Dr Preeti Agrawal postanowiła stworzyć Szkołę Świadomego i Zdrowego Stylu Życia. Pomysł kiełkował od lat, ale pandemia przyspieszyła działania. – Chcemy ludziom opowiedzieć o nich samych – o ich ciele, emocjach, o tym, jak wszystko się w nas harmonijnie łączy – opowiada.

Program jest przewidziany na pół roku. Ma osiem modułów. – Zaczynamy od holistycznego podejścia do zdrowia, mówimy o wpływie ruchu na zdrowie i o tym, jaki ruch jest wskazany dla kogo, uczymy właściwych technik oddechowych, pranajamy, mówimy o medytacjach i afirmacjach, pokazujemy podstawy medycyny chińskiej, ajurwedy i najnowszy kierunek – medycynę integracyjną – tłumaczy dr Agrawal. – Łączy ona komplementarnie Wschód z Zachodem. Uczymy tak, żeby nie zasypać zbędną teorią, ale naprawdę pomóc. Zajęcia są on-line. Filmy, webinary, panele dyskusyjne, wymiana doświadczeń, wreszcie – to ostatni moduł, jedyny stacjonarny – zajęcia praktyczne. To program dla każdego. I dla lekarza czy pielęgniarki, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę i kompetencje, i dla wszystkich, którzy chcą sami sobie pomóc.

– Marzę o tym – dodaje dr Preeti Agrawal – żeby firmy fundowały takie kursy swoim pracownikom – żeby rozwinąć świadomość. Żeby zobaczyć, że jest alternatywa dla recepty i tabletki, tylko o niej nie wiemy i dlatego mało kto z niej korzysta. Żebyśmy sami zaczęli brać odpowiedzialność za swoje zdrowie.

Badania profilaktyczne – tłumaczy dr Agrawal – są ważne i powinniśmy je wykonywać, ale one nie załatwią sprawy. Bo badania mają na celu wczesne wykrycie choroby. A my mówimy o takim stylu życia, by chorobie zapobiec. Nie pozwolić, by się rozwinęła.

I dodaje: – Trzeba nam innego spojrzenia, innego paradygmatu myślenia o zdrowiu. Wszyscy chcemy gotowych recept, a to tak nie działa. Myślę, że kiedy nie jesteśmy poddani presji społecznych oczekiwań, umiemy odkrywać swoją moc. Mamy w sobie skarb, a uparcie szukamy go na zewnątrz. Oczywiście to wszystko nie jest takie proste, wymaga konsekwencji, wdrożenia nowych przyzwyczajeń, odruchów, uważności. Trzeba pracować – ale tak jest ze wszystkim. Kiedy uczysz się nowego języka, też musisz poświęcać temu sporo czasu i wysiłku. Ja widzę wszystko prosto. Wierzę w moc ciała. I mam nadzieję, że uda mi się was też do tego przekonać.

Dr nauk medycznych Preeti Agrawal jest specjalistą ginekologii i położnictwa oraz specjalistą medycyny integracyjnej, którą ukończyła na Uniwersytecie w Arizonie, USA.  Założycielka Integrative Medical Center w Żernikach Wrocławskich. Więcej informacji o Szkole Świadomego i Zdrowego Stylu Życia na stronie: imc.wroc.pl/

  1. Zdrowie

Dlaczego nie ma leku na raka?

Niezbędne jest połączenie doświadczeń medycyny holistycznej i konwencjonalnej w obszarze prewencji, jak też leczenia raka. (Fot. iStock)
Niezbędne jest połączenie doświadczeń medycyny holistycznej i konwencjonalnej w obszarze prewencji, jak też leczenia raka. (Fot. iStock)
Jak to możliwe, że przy takim postępie medycyny nie ma skutecznego leku na raka?  Gwen Olsen (nagrodzona Human Rights Award) twierdzi, że koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowane znalezieniem go, a to one nadają kierunek służbie zdrowia. „Skomercjalizowana medycyna i farmacja więcej zarabiają na naszym chorowaniu niż na zdrowiu” – dodaje Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, autor książki „Być lekarzem, być pacjentem”. A jeśli tak jest, to jak dziś skutecznie leczyć się i dbać o zdrowie?

Postęp medycyny jest złudzeniem albo dzieje się coś złego, skoro rak wciąż zabija. Krytycy systemu leczenia twierdzą, że autorzy 80 proc. publikacji w prasie medycznej są związani z koncernami farmaceutycznymi. Czy więc mogą być obiektywni?
Zacznijmy od być może krzywdzącego dla medycyny i farmacji podejrzenia o złamanie świętej zasady: przede wszystkim nie szkodzić (z łac. Primum non nocere). A nawet o złą wolę i chęć szkodzenia. Prawdą jest, że logika systemu wolnorynkowego i cele funkcjonowania koncernów mogą rodzić podejrzenie, że zysk, a nie zdrowie czy inne dobro publiczne, stanowi wartość nadrzędną. W świecie konkurencji można łatwo, wręcz bezwolnie, ulec pokusie ignorowania tej wartości, jeśli stoi to w sprzeczności z zyskiem firmy. Dlatego punkty serwisowe nie apelują do producentów o zwiększenie bezawaryjności produktów. Na podobnej zasadzie wspierane przez korporacje instytuty naukowe mogą zdradzać skłonność do eliminowania badań nad tanimi i profilaktycznymi procedurami oraz prawdziwymi przyczynami chorób, zwłaszcza cywilizacyjnych. Ale mimo tych uwarunkowań systemowych nie można jednoznacznie przypisać medycynie i tzw. Big Pharmie złowrogich intencji. Z drugiej strony – trzeba uwolnić się od złudzenia, że rynek ma interes w tym, byśmy byli zdrowi. Z punktu widzenia chorujących komercjalizacja usług medycznych ani finansowanie tworzenia i wdrażania nowych leków przez zainteresowane zyskiem korporacje nie są dobrym pomysłem. Biznesowe myślenie musi skutkować m.in. kreowaniem popytu na leki i usługi medyczne. A popyt ten jest większy, gdy ludzie chorują. To oczywiste, że skomercjalizowana medycyna i farmacja więcej zarabiają na naszym chorowaniu niż na zdrowiu.

System jest chory i dlatego coraz częściej cierpimy na przewlekłe lub nieuleczalne choroby?
W pewnym sensie tak. Sądzę jednak, że najistotniejsza przyczyna kryzysu medycyny i służby zdrowia leży znacznie głębiej. Mam na myśli pokutujące w zbiorowej podświadomości lekarzy dogmatyczne przekonanie, że organizm ludzki jest materialną, wyodrębnioną  z otoczenia  autonomiczną maszyną. Dlatego także onkologia nie postrzega ciała, psychiki, ducha i środowiska człowieka jako jedności, którą tylko jako całość można zrozumieć i dzięki temu rozstrzygać, jaka konfiguracja i interferencja tych wszystkich czynników wyzwala chorobę. Na domiar złego medycyna reaguje na swój kryzys, usztywniając konserwatywny, ograniczający paradygmat, który jest powodem jej kryzysu. Tak można interpretować na przykład upartą wiarę w determinizm genetyczny. Ten powszechnie komunikowany pogląd ignoruje liczne dowody badawcze, wskazujące na fakt, że genotyp odpowiada jedynie za predyspozycję i może być modyfikowany przez wpływy środowiska biologicznego, społecznego, a także mentalnego, w których funkcjonuje organizm ludzki. Szczególnie uznanie wpływu środowiska mentalnego – innymi słowy psychiki – na ciało stanowi dla konwencjonalnej medycyny barierę trudną do przejścia. Tymczasem lęk przed genami jest dziś tak skutecznie promowany, że Angelina Jolie z powodu niekorzystnej genetycznej diagnozy kazała amputować sobie piersi. Trzeba mieć nadzieję, że taki sposób rozumienia profilaktyki onkologicznej się nie rozpowszechni. Jest on bowiem uznaniem porażki medycyny w zakresie profilaktyki rozumianej jako prawdziwe zapobieganie chorobie. Amputację zdrowych piersi Angeliny Jolie w najlepszym razie możemy uznać za – problematyczny zresztą – wybór mniejszego zła.

Dlaczego onkologia broni się przed szerszym spojrzeniem na przyczyny i metody leczenia chorych na nowotwory?
Z pewnością nie dlatego, że z wyrachowania chce zarabiać na ludzkim cierpieniu. Utknęła tylko w anachronicznym paradygmacie zakładającym, że świat, a w nim człowiek, to zbudowane z materii mechanizmy składające się ze współpracujących ze sobą części. W konsekwencji medycyna nieustannie się fragmentaryzuje i specjalizuje, traci z oczu obraz całości, gubi się w szczegółach i w coraz większym stopniu angażuje swój potencjał w leczenie skutków leczenia. Z czego wynika smutna konstatacja, że coraz rzadziej naprawdę pomaga.

Gdy leki zaleczają, a nie leczą lub mają wiele skutków ubocznych, potrzeba leków cały czas, także nowych leczących te skutki itd.
Ta sytuacja niewątpliwie zaprasza do działań szkodliwych z punktu widzenia ludzkiego zdrowia. Chyba czas najwyższy, by powstała jakaś niekomercyjna instytucja, powiedzmy, Narodowy Instytut Leków i Procedur Terapeutycznych nastawiony na poszukiwanie skutecznych leków i przyczynowo oddziałujących procedur, a nie osiąganie zysku. Znalezienie skutecznych procedur, a po części także leków, wymaga poważnego potraktowania przypuszczeń i wyników wcześniejszych badań, uprawdopodobniających tezę, że nasze kłopoty ze zdrowiem wynikają z konsumpcji żywności i wody o złej jakości, z zatrucia powietrza, nadmiaru szkodliwych substancji chemicznych obecnych w środkach czystości, w kosmetykach, w tkaninach, w opakowaniach żywności, farbach i w zanieczyszczeniu przestrzeni smogiem elektromagnetycznym (radio, TV, GSM, Internet, GPS itd.). Do tej listy należałoby też dodać poziom stresu i stan ludzkich umysłów, a szczególnie narastającą powszechność zaburzeń depresyjnych. Korelacje pomiędzy nasileniem się tych zjawisk a wzrostem zachorowań na raka są bowiem alarmujące. Jednak ogarnięcie tak skomplikowanej macierzy wpływów i ich ewentualnych wzajemnych oddziaływań wymagałoby powołania interdyscyplinarnych think tanków i instytutów badawczych finansowanych przez państwo lub niezależne fundacje. Nie trzeba też być przenikliwym prorokiem, by mieć prawie całkowitą pewność, że konkluzją takich badań byłoby wskazanie na pierwszorzędne znaczenie w etiologii raka czynników środowiskowych. A na to jedynym sensownym lekarstwem jest odtruwanie organizmu, odzyskiwanie naturalnej odporności, zdrowa żywność, ruch, redukcja stresu itd., czyli procedury, które proponuje medycyna holistyczna. W skali państwa oznaczałoby to rewolucję opartą na rządowym programie prawdziwej i skutecznej ekoprewencji chorób cywilizacyjnych.

Ta rewolucja miałaby na sztandarach to, co dziś lekarze konwencjonalni nazywają „zabobonem”, więc pewnie oni by jej nie poparli.
Niestety, konserwatywne, ograniczone, aroganckie i egoistyczne myślenie dominuje dzisiaj w wielu ludzkich głowach, a także instytucjach i środowiskach. Stanowi bowiem doskonały filtr chroniący przed dostrzeżeniem rozmiarów grożącej nam katastrofy i koniecznością radykalnej zmiany. Działania idące w dobrym kierunku wymagałyby kosztownych zmian w rolnictwie, w przemyśle spożywczym, w energetyce itd. To znaczy, że zyski wielu ludzi i korporacji znacznie by się ograniczyły, a wiele firm straciłoby rację bytu. W dodatku tak głębokie przekształcenia wymagałyby solidarnej i zdeterminowanej postawy wszystkich sił politycznych i zmiany świadomości elit z egocentrycznej na planetarną i solidarną. Na razie wydaje się to mało prawdopodobne. Tak więc nie pozostaje nic innego, tylko ratować się własnymi sposobami i na własny rachunek. Świadoma część społeczności już to robi: ucieka z miast pełnych smogu, szuka zdrowej żywności, docenia wypoczynek i czas na budowanie emocjonalnych więzi, ćwiczy, szuka alternatywnych, nierujnujących odporności sposobów wychodzenia z kryzysów zdrowotnych itd. Wśród nich są również „nawróceni” lekarze, którzy dostrzegli, że relacja między farmacją a medycyną się odwróciła. Że farmacja nie służy już medycynie, lecz medycyna służy farmacji jako pośrednik i sprzedawca. Takich lekarzy jest na szczęście coraz więcej, i to oni są solą w oku Big Pharmy, bo uczą realnej profilaktyki i propagują leczenie metodami naturalnymi, dokonując twórczej syntezy metod konwencjonalnych i naturalnych. Zapewne powoduje nimi autentyczne poczucie lekarskiej, uzdrowicielskiej misji. Dzięki temu mogą unieść ogromne wizerunkowe i zawodowe ryzyko. Bo jeśli lekarz alternatywny nie zdoła uratować chorego, natychmiast podnosi się potępiający krzyk całego środowiska. Przyzwolenie na niepowodzenia w kręgach medycyny konwencjonalnej jest bez porównania większe. Wystarczy trzymać się procedur, by być wolnym od zarzutów i mieć czyste sumienie – nawet jeśli odstępstwo od procedur mogłoby uratować życie. Wiara w procedury medycyny konwencjonalnej jest tak wielka i bezkrytyczna, że bez trudu przykrywa konformizm, niedouczenie czy brak wyobraźni. Z drugiej strony – rozwój rynku medycyny alternatywnej dowodzi, że coraz więcej ludzi dostrzega bezradność medycyny konwencjonalnej i poszukuje nowych dróg leczenia. To niełatwa i często samotna podróż pełna przeszkód i przeciwieństw. Oto przykład: Unia Europejska (Rozporządzeniem 1924/2006/WE) ograniczyła ostatnio swobodny obrót lekami i suplementami naturalnymi, nakładając na producentów obowiązek uzyskania kosztownych i czasochłonnych pozwoleń. W proteście przeciwko temu rozporządzeniu powstał m.in. Institut Pour la Protection de la Santé Naturelle [Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego] broniący medycyny naturalnej. Zapewne powstanie też czarny rynek ziół i preparatów ziołowych.

Niezbędne jest połączenie doświadczeń medycyny holistycznej i konwencjonalnej w obszarze prewencji, jak też leczenia raka.

Ale jak to zrobić?
W sytuacji zbliżającej się pandemii nowotworowej już teraz trzeba się dogadywać. Trzeba zawiesić spory i choć medycyna konwencjonalna ma problem z uznawaniem tych terapii i procedur, których nie daje się wyjaśnić w kategoriach materialno-biochemicznych, to jednak zaakceptować wszystko, co pomaga i może pomóc. To wymaga odwagi stawiania niewygodnych pytań i wielkodusznej rezygnacji z ambicji i chwały własnej na rzecz skutecznego pomagania rakowaciejącej ludzkości. Skrajnie przepracowani onkolodzy, doświadczający śmierci pacjentów znacznie częściej niż wyleczeń, nie mogą leczyć bez wiary w słuszność tego, co robią. Potrzeba spójnego i ugruntowanego poglądu na stosowaną metodę terapii jest w takiej sytuacji ogromna. To zrozumiałe, że nie chce się wówczas słuchać o tym, że być może uratowałoby się kogoś, postępując inaczej. Tym bardziej że wielu udało się uratować, postępując zgodnie z doktryną. Sami pacjenci odpowiadają za wybór metody leczenia. Z reguły wybieramy lekarza posiadającego światopogląd zgodny z naszym. To dobrze. Bo tam, gdzie nasza wiara, tam większa szansa na wyleczenie. Szczególnie gdy jest wsparta wiarą lekarza. Tego placebo nie wolno wykluczać z gry o zdrowie.

Wojciech Eichelberger: psycholog i psychoterapeuta, ceniony trener i dyrektor Instytutu PsychoImmunologii, warszawskiego ośrodka psychoterapii, autor książki o medycynie „Być lekarzem, być pacjentem” i o rozwoju etycznym człowieka oraz biznesu „Quest”.

  1. Psychologia

Jak przyciągnąć dobrą zmianę? Naucz się budować dobre relacje

Świat zewnętrzny jest lustrzanym odbiciem twojego wewnętrznego świata. Chcesz zmienić widok w lustrze – zacznij od udoskonalenia obrazu w swoim wnętrzu. (Fot. iStock)
Świat zewnętrzny jest lustrzanym odbiciem twojego wewnętrznego świata. Chcesz zmienić widok w lustrze – zacznij od udoskonalenia obrazu w swoim wnętrzu. (Fot. iStock)
Życie jest trochę jak układanka z puzzli. Dopasujemy jeden element i obraz zaczyna się składać. Dlaczego ciągle przyciągam ten sam typ partnera i zawsze kończy się to źle? Dlaczego każdego dnia idę do pracy z niechęcią? Dlaczego tkwię w trującym związku?

Artykuł archiwalny

Jeśli dręczą cię podobne wątpliwości – czas, by coś zmienić i nauczyć się budowy dobrych relacji. Pomocną metodą może być popularny dziś coaching, zwany efektywną formą rozwoju osobistego w kierunku zmian na lepsze. Coach to jakby życiowy trener, a dokładniej – jeśli zbadamy pochodzenie słowa – woźnica. W XVI wieku w węgierskim miasteczku Kocs skonstruowano pierwszą furę, a tym samym narodził się coaching, choć nikomu nie przyszło to do głowy... Coachami nazwano potem nauczycieli przygotowujących uczniów do egzaminu, wreszcie – trenerów zawodników sportowych. Metody ze świata sportu podchwycili ludzie biznesu – początkowo stosowano je wśród osób zajmujących stanowiska kierownicze. Okazało się jednak, że ludzie przychodzący do coacha z tematem czysto marketingowym, z chęcią poprawy swoich umiejętności menedżerskich, muszą zacząć od... siebie, zmiany relacji z żoną czy mężem, a coaching powoduje życiową rewolucję. Życie – nasza prywatna fura – wjeżdża czasem na wyboiste bezdroża.

– Zauważyłam, że często przychodzą do mnie osoby, które mają trudności w relacji ze wspólnikiem, z partnerem, dziećmi czy rodzicami – mówi Agnieszka Przybysz, coach, założycielka pierwszego Coaching Institute w Polsce i autorka książek: „Przyciągnij miłość”, „Sięgnij gwiazd”, „Mechanizm sukcesu”. Rozmawiamy przy kawiarnianym stoliku o coachingu relacji, modnym ostatnio prawie przyciągania, pacjentach i o tym, jak zmieniać swoje życie na lepsze.

– Kiedy zaczynamy coaching, to dzieje się tak, że ruszamy jeden obszar, a za nim uruchamia się cała reszta. Jak w przypadku Maćka – chciał zmienić relacje z partnerką. Pragnął rodziny, dzieci – był w związku z kobietą, która tego nie chciała. Kiedy zamknął tę relację, uświadomił sobie swoje pragnienia – spotkał nową miłość. Do tego od razu z dziećmi! Ma bardzo fajną rodzinę. Mało tego – poprawił relacje ze wspólnikiem, z którym już chciał się rozstać. Zmiana w układzie z partnerką pociągnęła za sobą zmianę we wszystkich relacjach.

W poszukiwaniu talentu

Ewa – kobieta 36-letnia. Kiedy trafiła na coaching kariery, pracowała w dużej korporacji. Otrzymała nowe projekty do realizacji, chciała poprawić swoje umiejętności menedżerskie. Takie osoby jak Ewa szukają u coacha rady, jak podołać nowym wyzwaniom zawodowym, tymczasem okazuje się, że tak naprawdę chodzi o radykalną zmianę całego życia.

– Już na pierwszych sesjach wyszło, że Ewa potwornie męczy się w tej korporacji – opowiada Agnieszka Przybysz – a głęboko w niej tkwi marzenie o czymś własnym. Potrzebowała wolności. Lubiła harmonię, negocjacje handlowe zupełnie jej nie pasowały. Pragnęła miejsca spokojnego, pięknego, gdzie ludzie odpoczywają i mogą uwolnić się od stresu. Marzyła o własnym salonie piękności. Okazało się też, że musimy popracować nad zamknięciem jej relacji z byłym mężem.

– Traktuj tę pracę jak uniwersytet – naucz się maksymalnie dużo, abyś mogła potem sama zarządzać we własnej firmie – poradziłam jej. – Nie jest łatwo ze świadomością pracownika wykształcić w sobie świadomość właściciela... Ewa uczyniła tak, dodatkowo zapisała się na kursy. Potem odeszła z korporacji z dnia na dzień i założyła własny salon urody.

– Powiedziałaś mi ważną rzecz – napisała potem do Agnieszki – zaczęłam wierzyć, że każdy ma wyjątkowy talent, może coś dać ludziom na tym świecie i powinien za nimi podążać. Gdzie jest talent, tam znajdą się pieniądze. We mnie nastąpiła jeszcze jedna zmiana – przyciągam teraz innych mężczyzn. Kiedy zaczęłam oczekiwać pięknych rzeczy, przyszli do mnie piękni ludzie. Uwierzyłam w to, że zasługuję na to, aby być ze wspaniałym mężczyzną.

 
Czy podczas seansów coachingu przede wszystkim szukasz talentu? – pytam Agnieszkę Przybysz.

– Ja go raczej aktywuję – odpowiada. – Już moment, kiedy sobie talent uświadomimy, jest sukcesem. Posługuję się pytaniami, ale człowiek mówi też językiem ciała, pomaga mi intuicja, dla mnie ważne są elementy miękkie, choćby błysk w oczach Ewy, gdy zaczynała mówić o salonie...

Jak działa ten mechanizm?

Relacje to system powiązań człowieka z ludźmi. Działa jak mechanizm, który sprawia, że na przykład przyciągamy określony typ ludzi. Bardzo ważne, by zdać sobie sprawę, jaki to mechanizm, jak został zbudowany.

Świat zewnętrzny jest lustrzanym odbiciem twojego wewnętrznego świata. Chcesz zmienić widok w lustrze – zacznij od udoskonalenia obrazu w swoim wnętrzu. Bardzo ważne, by tam posprzątać...

 – To, co się dzieje i kogo spotkasz, sam programujesz swoimi myślami. We wszechświecie działa prawo przyciągania – pisze Agnieszka Przybysz w swojej książce „Przyciągnij miłość” – emanujesz energią mentalną, która przyciąga ludzi i zdarzenia harmonizujące z twoimi myślami – dobrymi i złymi. O czym myślisz najintensywniej? Ludzie sukcesu to ci, którzy myślą pozytywnie i przyciągają do siebie pozytywnych ludzi i pomysły. Trzeba mieć świadomość, że jeśli nic się nie zmieni w negatywnych myślach o sobie, to nie ma szans, żeby przyciągnąć nagle innego partnera i dobre wydarzenia. Poczucie, że coś umiem, że reprezentuję wartości potrzebne światu, sprawiają, że świat też w to uwierzy. Tak z kolei działa prawo odwzorowania – czyli taka prawidłowość, że świat zewnętrzny jest lustrzanym odbiciem świata wewnętrznego. Chcesz zmienić obraz w lustrze, wokół siebie – zacznij od poprawy obrazu w swoim wnętrzu.

Ania wskrzesiła miłość

Czy żona alkoholika powinna skupić się na mężu, pomóc mu? A może go porzucić? – Nie. Nade wszystko zadbać o siebie i stać się silniejszą. Zrozumieć, że to on ma problem i to nie jej wina. Ania przyszła do mnie na couching biznesowy – Agnieszka opowiada o kolejnej swojej pacjentce. – Jej mąż był alkoholikiem, a ona obwiniała o to siebie. Uciekała w pracę, miała nadzieję, że będzie przynajmniej dobrym marketingowcem, skoro jest tak fatalną partnerką. Zaczęłyśmy coaching od niej samej – najpierw musiała nauczyć się szanować siebie i poznać własną wartość. Na pierwszych sesjach nic nie mówiła. Cicha, szara myszka. Szukałyśmy tego, co się w niej dzieje, co ona myśli o sobie. Nie myślała najlepiej. Szukała winy w sobie, patrzyła na męża jak na symbol swojej klęski życiowej. Ale wygrała. Zmieniła relację z mężem – przestał pić, wrócili do dawnej miłości. Potrafiła sama zainicjować weekend we dwoje – wyrazić jasno swoje potrzeby i oczekiwania. Jej przemiana trwała trzy miesiące. Od tamtej pory ich relacja jest bardzo fajna i bliska, ale ona nigdy już nie weźmie odpowiedzialności za jego decyzje. Wie, że to, co może zrobić, to zmieniać siebie i swój wizerunek, walczyć o swoją miłość. Bo Ania nie przestała kochać swojego męża – gdyby go nie kochała, inny byłby cel coachingu – żeby się rozstali w zgodzie.

Posprzątać swoje wnętrze

Co blokuje nam budowę dobrych relacji? Brak fundamentu – wewnętrznego przekonania, że potrafię te relacje nawiązać, że mam coś do zaoferowania światu. – Z człowiekiem jest trochę tak jak z komputerem – mówi Agnieszka Przybysz – jaki program wgramy, taki będzie działał. Najpierw trzeba uświadomić sobie, na jakim programie nadaje moja świadomość i podświadomość. Może kłócą się ze sobą? Co jest programem dominującym – może wzorce destrukcyjne? Według jakiego wzorca sam się postrzegasz – co myślisz o sobie, co słyszałeś na swój temat? Jaka lista uwag ze strony rodziny czy szefów go zbudowała? Jeśli ktoś działa na zaszyfrowanych programach negatywnych: że jest beznadziejny, że się do niczego nie nadaje – to jakiego partnera ma przyciągnąć? Tylko potwierdzającego te opinie, takiego, który będzie mówił: „Seks do niczego i rosołu nie umiesz ugotować!”. Wzorce wyniesione z dzieciństwa, poprzednich relacji – ten system mocno działa, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy. Te wzorce rządzą naszym istnieniem – mówi Agnieszka. –  Podobnie jest z podświadomością – mamy wgrany program zbudowany z tego, co nam wpajano. 21 dni potrzeba na zmianę chemiczną w organizmie i ja potrzebuję 21 dni, żeby wprowadzić do podświadomości osoby, z którą pracuję, nową informację, żeby człowiek uwierzył, że nie jest beznadziejny, i wybaczył sobie, że w ogóle tak myślał. Aby wgrał nowy program, np.: „Zasługuję na to żeby mnie ludzie kochali”. Bardzo ważne jest, by zmienić swoje wnętrze, posprzątać tam. Zamienić listę negatywnych na listę pozytywnych komunikatów. Dlatego kluczem do zmiany jest samodoskonalenie!

Rozmowa dobiega końca. Agnieszka Przybysz dodaje: – Serce mi się raduje, kiedy moi pacjenci dzwonią i mówią: będę mieć dziecko, uwolniłam się, jadę na wakacje... Dla takich chwil warto żyć.