1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Silni inaczej

Siła psychiczna jest w istocie ważniejsza od fizycznej. Wymaga większych wysiłków i prób niż ćwiczenie mięśni. (Fot. iStock)
Po co dziś mężczyznom siła? Cywilizacja techniczna jej przecież nie wymaga. Prawdziwa siła to nie tylko mocne mięśnie, lecz także mocna psychika. To spokój i dbałość o harmonijny rozwój ciała i ducha – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Przez wieki z powodu tężyzny fizycznej mężczyźni punktowali już na wejściu. Drobniejszym, szczuplejszym i słabszym fizycznie kobietom w codziennym życiu okazywali się bardzo potrzebni.
Jeszcze 50 lat temu otwieranie drzwi wejściowych do budynków przed kobietą było koniecznością, a nie szarmanckim odruchem, bo ze względu na solidną i imponującą konstrukcję wiele z nich było tak ciężkich, że nawet silny mężczyzna miał kłopot z ich otwarciem. Podobnie było w wiejskich gospodarstwach – z bramami, wrotami, odrzwiami i drzwiami do zagród, stodół czy stajni. Z tego samego powodu halabardnicy w pałacach służyli nie tylko jako ochroniarze, lecz także jako żywe automaty do otwierania i zamykania ciężkich drzwi. Podobnie miała się sprawa z pomaganiem kobietom w zakładaniu wierzchnich okryć, które w wersji zimowej, uszytej z grubych, sztywnych skór, z ciężkiej wełny, grubo tkanej, a nawet filcowanej dzianiny lub podgumowanego brezentu, bywały naprawdę tak ciężkie, że trudno je było zdjąć z wieszaka. Tak samo solidne walizki podróżne, które nawet puste ważyły wiele kilogramów, wymagały tego, by pomagać kobietom umieszczać je na wysokich wagonowych półkach…

A więc coś tak drugorzędnego jak muskuły wyrobiło w mężczyznach poczucie bycia niezbędnymi?
Trzeba wspomnieć także o tradycyjnych męskich obowiązkach związanych z bezpieczeństwem, walką i obroną, które też w nie tak dawnych przecież czasach, wymagających bezpośredniego fizycznego starcia z wrogiem czy napastnikiem, a także radzenia sobie z ciężkim uzbrojeniem, czyniły męską siłę i sprawność niezbędnymi. Tak więc mężczyźni na przestrzeni niezliczonych pokoleń przyzwyczajali się do tego, że ich siła jest potrzebna zarówno im samym, jak i kobietom.
Kolejnym ubocznym produktem takiego stanu rzeczy było bardzo dobre samopoczucie mężczyzn, gospodarzy świata, z dumą i wyższością pokazującym kobietom, jak się na tym świecie poruszać i zachowywać, aby przetrwać i nie zrobić sobie krzywdy. Co w oczywisty sposób uzależniało od nich kobiety, a mężczyzn silnych i panujących nad rzeczami, maszynami, zwierzętami i żywiołami czyniło poszukiwanym towarem na rynku matrymonialnym.

Mężczyźni czują się pewniej, a więc łatwiej im zachować spokój. Jak patrzą na kobiety, wiedząc, że one są od nich słabsze?
Nie wiemy prawie nic o tym, jak w tradycyjnej – zapewne mocno idealizowanej przez nas – przeszłości zachowywali się wobec kobiet mężczyźni. Pewnie różnie bywało, ale można przypuszczać, że przeważały postawy opiekuńcze. Można więc mieć nadzieję, że mężczyźni siłą obyczajowej inercji nadal najczęściej ustawiają się wobec kobiet opiekuńczo. Już nie dlatego, że wciąż uważają kobiety za słabsze i nieporadne, lecz dlatego, że na ogół dobrze – a nawet za dobrze – czują się w roli wtajemniczonego, kompetentnego opiekuna i przewodnika. Jednak ta archetypowa przyjemna pozycja jest coraz trudniejsza do utrzymania na skutek postępującej zawodowej, ekonomicznej i obyczajowej emancypacji kobiet. Ale są – i zawsze byli – mężczyźni, którzy odnoszą się do kobiet władczo i pogardliwie. A więc zamiast prostego i współczującego: „Ja ci pomogę”, kobiety słyszą od nich: „Beze mnie sobie nie poradzisz, bo jesteś…” – i tu następują różne poniżające epitety. Pocieszające dla tak traktowanych kobiet może być to, że w zgodzie z psychologiczną wiedzą mężczyzna, który drwi z kobiety i poniża ją, gdy ona czegoś nie rozumie, nie może zrobić lub się czegoś obawia – w istocie pokazuje swoją niedojrzałość i niską samoocenę. To nie jest postawa prawdziwego, dojrzałego mężczyzny. Skoro mężczyźni czują się bardziej komfortowo w stworzonym przez nich świecie, to ich emocjonalna dojrzałość i szacunek do siebie powinny się objawiać w odruchowych zachowaniach pomocowych opartych na szacunku dla osoby znajdującej się w trudniejszej sytuacji. Wtedy w naturalny sposób mężczyzna może wejść w rolę obrońcy, dostarczyciela czy budowniczego.

Ale są też mężczyźni, którzy oczekują pomocy od kobiet.
Nie zawsze fizyczna siła idzie w parze z siłą, dojrzałością psychiczną i z pewnością siebie. Zazwyczaj jednak mężczyźni wysocy, dobrze zbudowani, silni i sprawni są mocniej w sobie osadzeni, spokojniejsi, bardziej wyrozumiali dla innych i stabilniejsi emocjonalnie od tych drobniejszych, szczupłych i niskich. Oczywiście są od tej zasady liczne wyjątki, bo wiele w tych sprawach zależy także od wydarzeń zapisanych w psychologicznej biografii każdego z nas. Na ogół jednak kobiety przeczuwają, że na tego typu mężczyznach mogą bardziej polegać, bo zapewniają im większe bezpieczeństwo i stabilność, że nie zawiodą w trudnych sytuacjach, wymagających siły i opanowania.

Czy w świecie mężczyzn żyjących w korporacjach siła ma znaczenie? W korporacji przecież się nie bijemy.
Na głębokim instynktownym poziomie rywalizujemy o bezpieczeństwo, czyli większe szanse przetrwania, o przestrzeń do życia, o lepsze szanse prokreacyjne i przekazywanie dalej naszego genotypu w postaci dobrze wyposażonego na życie potomstwa, o prestiż, znaczenie i władzę. Tu instynkt rywalizacji splata się i działa jednocześnie z instynktem samozachowawczym. Z drugiej strony ta chwilowa manifestacja odwiecznego procesu życia, z którą się utożsamiamy i którą nazywamy „ja”, napędzana jest też instynktem samorealizacji, przejawiającym się jako potrzeba wprowadzenia w życie maksymalnie dużo naszych potencjalnych możliwości. To te trzy instynkty – samozachowawczy, rywalizacji i samorealizacji – decydują w ogromnej mierze o tym, że mężczyźni dążą do tego, aby realizować również swój organiczny, fizyczny potencjał w postaci siły i sprawności. Oprócz tego będą oczywiście rywalizować w tabelach Excela, w grze na giełdzie, w liczbie odznaczeń i orderów czy plebiscytach popularności.
Ale konkurencja dbałości o sprawność, zdrowie i ogólną kondycję fizyczną jest niewątpliwie najbardziej naturalną i fundamentalną w tym wyczerpującym wieloboju i warto ją doceniać. Pandemiczna i ekologiczna sytuacja dramatycznie podkreśla jej wagę i znaczenie. A gdyby nasze pędzące na oślep gospodarka i cywilizacja jednak się zawaliły, to zapewne na takich mężczyzn kobiety i świat będą mogli bardziej liczyć. Ale trzeba tu wspomnieć o ważnym problemie, czyli dbaniu o zdrowie i kondycję, u którego podłoża leży często autoagresja.

Dbając o siebie, mężczyzna może skrzywdzić siebie?
Autoagresja to negatywny stosunek do samego siebie. Do własnego ciała, ale także do własnych szans życiowych. To mechanizm zaprogramowany w dzieciństwie przez niemądre, represyjne i toksyczne dorosłe otoczenie. Dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, że taki mechanizm w nas działa, to nawet najlepsze uzdrawiające narzędzia wykorzystamy przeciwko sobie. Na przykład słyszymy od kogoś: „Poćwicz jogę, pobiegaj, a na pewno lepiej się poczujesz”. I co robimy? Ćwiczymy tak, że wyłamujemy sobie stawy, a biegając, rozwalamy sobie serce. Inną patologią dbania o siłę jest powszechne używanie jej jako narzędzia agresji lub szpanowania. Narcyz, lub inaczej kopciuszek, to typ mężczyzn, którzy nadmuchują swoje muskuły na siłowni i biorą anaboliki tylko po to, aby imponująco wyglądać. Siła nie jest dla nich narzędziem do działania na rzecz innych, na przykład stawania w obronie słabszych. W istocie to, co budują, to jedynie siła mięśni, niepoparta siłą i odwagą serca, spokojem umysłu. A prawdziwa męska siła musi być oparta na fundamencie cech charakteru.

Silne ciało nie rekompensuje poczucia bycia silnym?
Siła psychiczna jest w istocie ważniejsza od fizycznej. Mężczyznom o słabym ciele, lecz silnym duchem należy się zaszczytne miejsce w panteonie męskich wzorców i bohaterów. Ukształtowanie siły charakteru i ducha wymaga większych wysiłków i prób niż ćwiczenie mięśni – choć mądra praca nad rozwojem naszego potencjału potrafi to harmonijnie łączyć. Prawdziwa siła ciała i ducha wyraża się w wolności i autonomii. Niestety konsumeryzm i jego marketing dążą do tego, by coraz bardziej ograniczać naszą autonomię, uzależniając nas od coraz większej liczby pozornie niezbędnych rzeczy i procedur. W rezultacie coraz więcej mężczyzn zalega w fotelach i przy biurkach. Poświęcają swój potencjał siły, sprawności i wolności na rzecz fałszywie rozumianego, pozornego bezpieczeństwa i pogoni za przyjemnością. A potem, w wieku 40 lat, leczą zaburzenia potencji i płodności.

(Ilustracja: Paweł Jońca)

Lęk przed męską siłą wynika z tego, że ona łatwo przechodzi w agresję.
Agresja nie jest objawem siły. Prawdziwie silni są zarazem spokojni. Prawdziwa siła nie wymaga nieustannych potwierdzeń i prób.

Czy mężczyźni wiedzą, że ponieważ są więksi i silniejsi, to kobiety mogą się ich bać, kiedy oni „tylko” podnoszą głos, wściekają się?
Kiedy ktoś silniejszy od ciebie, sprawniejszy, większy podnosi głos, to znaczy, że traci panowanie nad sobą, a więc staje się niebezpieczny. Tak nie zachowuje się silny mężczyzna. Krzycząc, chce wywołać u kobiety lęk. No bo jak ktoś się boi, to łatwiej go sobie podporządkować. Traci wtedy rozum, zdrowy rozsądek, argumenty, zdolność do decydowania o swoich granicach.
Słabi i niedojrzali mężczyźni dobrze wiedzą, jak czują się wtedy kobiety, bo na nich też tak krzyczano, kiedy byli dziećmi. Ważne jest wiedzieć, że ci, którzy wobec słabszych demonstrują swoją przewagę, sami byli w dzieciństwie ofiarami przemocy. Aby nauczyć się panować nad swoją siłą i swoimi emocjami, muszą przepracować w terapii swoje bolesne dzieciństwo. Problem w tym, że rzadko się na to odważają.

Mężczyzna powinien nauczyć się panować nad emocjami?
Teoretycznie powinno mu to pójść łatwo, bo od dziecka mężczyźni są uczeni tego, by panować nad sobą, zachowywać się „jak mężczyzna”, wziąć się w garść. Wiedzą, że to, co zadecyduje o ich męskości w społecznym rozumieniu, to panowanie nad emocjami i ich ekspresją. Zwłaszcza smutku i gniewu.
Agresja, która odpala się u mężczyzny z byle powodu, jest często wywołana lękiem przed kobietami – wyniesionym zazwyczaj z rodzinnego domu – lub kopią zachowań ojca wobec matki. Niełatwo jest wtedy uznać, że męskość wyraża się też w gotowości do stawania w obronie słabszych, a nie w atakowaniu ich.

Czy siła jest mężczyźnie potrzebna do obrony kobiet, nawet tych samodzielnych i niezależnych?
W wielu przypadkach tak. Bo nawet kobiety samodzielne i niezależne przemoc na ogół paraliżuje i pozbawia zdolności do obrony, ucieczki, a nawet wzywania pomocy. No chyba że ćwiczą sztuki walki, a to zdarza się bardzo rzadko. Część samodzielnych kobiet preferuje jednak mężczyzn słabych, czego powodem jest ich lęk przed męską agresją, której niektóre z nich doświadczyły w rodzinnym domu. To wylewanie dziecka z kąpielą, które pozbawia je czasami skutecznej obrony czy też pomocy ze strony partnera.

W dobie robotyki męska siła jest nadal potrzebna?
Męska siła coraz mniej jest potrzebna w takim sensie, w jakim była niezbędna przez wieki– czyli do ciężkiej pracy, do walki wręcz i obrony oraz do płodzenia i wspierania potomstwa. Bo nawet sprawność prokreacyjna mężczyzn może być obecnie zastępowana przez inseminację, banki spermy i in vitro, a z wychowaniem ich potomstwa mogą sobie przecież poradzić samodzielne kobiety i opiekuńcze instytucje państwa. To rozleniwia i demoralizuje bardzo wielu mężczyzn. Z drugiej jednak strony – dopinguje coraz więcej mężczyzn do dbania o zdrowie i sprawność. Kryzys, jak wiadomo, sprzyja rozwojowi. Wygląda więc na to, że mężczyźni świadomie albo nieświadomie szykują się na sytuację długiego kryzysu. Warto ich w tym wspierać.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze