1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak dbać o swoje granice? - 10 kroków

Jak dbać o swoje granice? - 10 kroków

123rf
123rf
Ustalenie i utrzymanie granic to umiejętność, która pozwala cieszyć się zdrowymi, równoważnymi relacjami. Jak dbać o swoje granice?

1. Ustal swoje granice

Określ swoje fizyczne, emocjonalne, umysłowe i duchowe granice. Zastanów się, co możesz tolerować i akceptować, co w relacjach z innymi cię stresuje. Przypomnij sobie powtarzające się, nieprzyjemne sytuacje.

2. Poczuj, na co nie pozwalasz

W ustalaniu granic pomocny jest wewnętrzny kompas uczuć. Sygnałami, że pozwalasz na przekraczanie granic są dyskomfort i uraza. Pojawiają się, gdy jesteś wykorzystywana lub ktoś cię nie docenia, a ty się na to zgadzasz. Poczucie winy jest znakiem, że dajesz się obwiniać.

3. Bądź bezpośrednia

Utrzymanie zdrowych granic wymaga bezpośredniego i jednoznaczne dialogu. W sposób łagodny, ale stanowczy powiedz, że nie zgadzasz się na...

4. Niech utrzymanie granic będzie dla ciebie priorytetem

Gdy zaczynamy stawać za sobą, zmieniając swoje zwyczajowe postępowanie, stare wzorce mają swoje 5 minut. Czasem ze zdwojoną siłą odzywa się w nas strach, wina, wątpliwości, czy robimy dobrze. Popatrz się na to zjawisko jak na katar, który minie i rób swoje.

5. Ćwicz samoświadomość

Bądź uważna na swoje uczucia w procesie nauki wyznaczania granic. Zadawaj sobie pytania: Co się zmieniło? Co czuję w reakcji na moje nowe zachowanie? Jak teraz reaguję na innych?

6. Zastanów się nad równowagą w dawaniu i braniu Rozważ swoje przeszłe relacje (również te w rodzinie, kiedy byłaś dzieckiem) pod kątem równowagi w dawaniu i braniu. Umiesz dawać i przyjmować? Czy dzieje się to w sposób równoważny? Może ignorujesz swoje potrzeby kosztem innych? Pomyśl, jak to wygląda w pracy, w domu, w relacji miłosnej, w przyjaźni. A może inni zarzucają ci, że ich nie zauważasz?

7. Uznaj, że twoje uczucia są na pierwszym miejscu

Kiedy przyjmiesz takie założenie, będzie ci łatwiej funkcjonować w relacjach. Granice samoistnie, na bieżąco będą się ustalać, a ty będziesz wiedziała jak je utrzymać. To, co czujesz, będzie najlepszą wskazówką. Kontakt z uczuciami skutkuje spokojniejszym umysłem, bo ten nie ma wątpliwości co myśleć na jakiś temat. Dzięki temu będziesz bardziej obecna w relacjach, które się pogłębią.

8. Szukaj wsparcia

Jeśli masz kłopoty z samodzielnym utrzymaniem granic, poszukaj pomocy u bliskiej osoby lub u terapeuty.

9. Utrzymuj relacje

Nauka stawiania granic zwykle kończy się tym, że część relacji się kończy. Zostają te najcenniejsze. Jeśli będziesz asertywna wobec kogoś i to nie zniszczy więzi, relacja się utrzyma, zyskałaś dar. Będziesz mogła rozwijać się w towarzystwie.

10. Doceniaj się za małe sukcesy

Zdrowe granice jak każda nowa umiejętność wymaga odwagi, czasu i praktyki. Zacznij stopniowo. Najtrudniej ustalać granice w bliskich relacjach, zwłaszcza wtedy gdy od lat są one zaburzone. Dlatego zacznij na przykład od nieuprzejmej ekspedientki, możesz też poćwiczyć w urzędzie. Ciesz się z każdego sukcesu i postępuj krok po kroku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

O jeden krok za daleko

Seks ma być zbliżeniem przyjemnym dla obu stron, a nie interakcją bez prawdziwego spotkania. (Fot. iStock)
Seks ma być zbliżeniem przyjemnym dla obu stron, a nie interakcją bez prawdziwego spotkania. (Fot. iStock)
Granice w seksie są tak naprawdę odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu – mówi seksuolożka Ameera Anna Ibrahim. 

Zapytałam koleżanki w różnym wieku i z różnych miejsc: Kiedy macie poczucie, że wasze granice w seksie zostały przekroczone? Część w ogóle nie zrozumiała pytania.
Nie byłabym tego taka pewna – myślę, że mogły nie chcieć go zrozumieć, właśnie dlatego, że ich granice były przekraczane. Z mojego doświadczenia – klinicznego i prywatnego – wynika, że większość z nas doświadczyła sytuacji nadużycia. Tylko kobietom trudno o tym mówić. Jeśli któraś słyszy pytanie o przekraczanie granic, czuje się zagrożona, więc odpowiada: „Ale o co chodzi? Przecież ja eksperymentuję!”. Tymczasem warto nazwać rzeczy po imieniu, bo wtedy dużo łatwiej sobie z tym poradzić.

I więcej na to nie pozwolić.
Ważne, żeby w ogóle zauważyć, że granica została przekroczona. Zwykle wiąże się z tym duży wstyd – kobiety myślą, że to ich wina. Podczas gdy oczywiście powód do wstydu ma tylko ta osoba, która granice przekracza.

Dlaczego same często nie wiemy, gdzie są nasze granice?
A do czego nas wychowano? Do uległości! Kobiety często się uczy, że nie są odpowiedzialne za seks. Nie wypada im go inicjować, mieć konkretnych fantazji, oczekiwań, a już na pewno lepiej nie być ekspresyjną i pewną siebie kochanką. Wmawia się nam, że mężczyzna będzie wiedział, co sprawia nam przyjemność. Poza tym ludzie często unikają konfrontacji, wolą nie odpowiadać sobie na pewne pytania, dopóki nie muszą.

Dlaczego?
Bo pytanie o granice to jednocześnie pytanie o własne deficyty, lęki, ograniczenia. To może być bolesne, bo poznajemy taką część siebie, której być może nie chcemy znać. Z drugiej strony to daje dużą satysfakcję i poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa, spokoju. Czyli nawet jeśli doświadczyłam nadużycia w moim związku, to niekoniecznie mój partner o tym wie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta się na coś godzi, nic nie mówi, a nawet udaje, że jej się to podoba. I on po kilku latach związku dowiaduje się, że ona czuła, iż doświadczyła nadużycia. Ten problem dotyka obu stron: jedna czuje się wykorzystana, a druga ma poczucie, że żyła w nieszczerej relacji. Bo z czym zostaje ten mężczyzna, który nie dostawał informacji zwrotnej? Nie mówię o sytuacjach, kiedy ktoś ewidentnie widzi, że przekracza granice, tylko o takich, kiedy zabrakło komunikacji.

Kobiety nadal uważają, że partner powinien się domyślić, że ona nie ma ochoty na seks.
To przekaz transgeneracyjny. Nasze babki i matki tak myślały, a teraz myślą siostry i przyjaciółki. I my też. Bardzo często spotykam się z tym w gabinecie i zawsze powtarzam, żeby zbyt dużo w relacjach nie zostawiać w sferze niedopowiedzenia, bo każdy z nas kieruje się innym systemem wartości, inaczej został wychowany, ma inną wrażliwość. Moim zdaniem to pragnienie wynika z romantycznej wizji miłości. A poza tym od najmłodszych lat słyszymy bardzo konkretny przekaz: „Bądź miła, bądź grzeczna, nie złość się, nie awanturuj”.

Można być miłym i jednocześnie mówić wprost.
Oczywiście, że tak, ale niestety model jest taki, że jeśli stawiasz na swoim, to będą cię postrzegać jako upartą złośnicę, zołzę. Poza takimi stereotypami niewiele przekazuje się małym dziewczynkom, chłopcom zresztą też. Mężczyźni przecież nie wchodzą z najlepszym przygotowaniem w dorosłość. Czerpią informacje z Internetu, pornografii, w której zarówno obraz kobiecości, jak i męskości jest wypaczony.

Dziewczyny często mówią, że odmawianie seksu chłopakowi jest dla niego bardzo przykre, więc należy to robić jak najrzadziej, najlepiej w ogóle. Żeby się nie czuł odrzucony.
A uporanie się z trudnymi uczuciami po tym, jak granice dziewczyn zostają przekroczone, jest przyjemne? Dlaczego żal im partnera, a siebie nie? Odmowa może wzbudzić po drugiej stronie różne reakcje, ale jeśli jesteś w zgodzie ze sobą, to będziesz miała siłę, żeby z każdą sobie poradzić. Niestety, argument, że będzie mu przykro, często pada z ust kobiet. Zawsze je pytam: „Dlaczego miałoby mu być przykro?”. Naprawdę przykro między ludźmi jest wtedy, kiedy dochodzi do nieszczerości, gry, udawania. Zresztą mężczyźni mówią o tym, że nie chcą mieć w łóżku partnerek niezaangażowanych, że taki seks nie daje im radości.

Jedna z moich przyjaciółek, lesbijka, zapytana o granice powiedziała, że dziewczynom hetero jest trudniej, bo mają do czynienia ze wzwodem. Z którym trzeba coś zrobić.
Dziewczyny mają poczucie, że jak już zauważą wzwód, to nie mogą się wycofać. Tymczasem lepiej krótko skomentować: „Widzę, że jesteś podniecony, masz ochotę na seks, ale to nie jest mój dzień”. Albo: „Cieszę się, że mnie tak pożądasz, ale to nie jest ten moment, nie mam ochoty”. Dla mężczyzny to jest następująca informacja: „Podoba mi się, że mnie pożądasz, nie zawstydza mnie to, w naszym związku jest miejsce na pożądanie, ale na odmawianie seksu też”.

Według innej mojej rozmówczyni przekroczenie granicy następuje wtedy, gdy mężczyzna jest całkowicie skupiony na swojej przyjemności.
To może być związane ze stresem podczas zbliżenia, a w konsekwencji trudnością z zauważaniem osoby, która jest obok. Może być też przejawem dystansu między partnerami, egocentryzmu, problemów z nawiązywaniem relacji. Taka postawa może też wynikać z niewiedzy: „Nie potrafię dać rozkoszy swojej partnerce, nie wiem, jak ją dać”. Zdarzają się takie pary, w których każda strona dąży tylko do swojej przyjemności.

Masturbują się partnerem.
Dążą tylko do tego, żeby mieć orgazm, a w seksie w ogóle nie o to chodzi. To ma być zbliżenie przyjemne dla obu stron, a nie interakcja bez prawdziwego spotkania. Brak orgazmu nie oznacza przecież braku przyjemności. Z orgazmem w ogóle jest trudna sprawa: kobiety udają, że go mają, a mężczyźni borykają się z dużym strachem, że nie będą go mieć i tego nie ukryją. Zwłaszcza że to natychmiast budzi w kobietach podejrzenia.

Kolejna granica: seks analny.
Gdybyśmy miały mówić o tabu seksualności, to seks analny jest na samym szczycie. Ten temat rzadko się pojawia nawet w gabinecie. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety decydują się na niego zwykle pod wpływem namowy partnera – chcą go przy sobie zatrzymać albo sprawić wrażenie szalonej i spontanicznej. Ten temat jest stabuizowany do tego stopnia, że nawet dziewczyny, które nigdy nie próbowały, twierdzą, że go nie znoszą. Tymczasem osoby, które cenią seks analny, mówią, że kolejne stosunki są nieporównywalnie lepsze od tych na początku.

Bliżej fizycznie już się nie da.
Psychicznie w jakimś sensie też, bo decydowanie się na seks analny zakłada ogromne poczucie bezpieczeństwa. I wspólne przekroczenie pewnego etapu bliskości. Nie bez powodu wybieram akurat tę osobę – najwyraźniej przy niej się nie krępuję i wiem, że cokolwiek się wydarzy, ona mnie przyjmie w całości. I nic jej nie zniechęci. Seks w ogóle jest sytuacją, w której jesteśmy zupełnie odarci, bezbronni, nadzy. Fizycznie i psychicznie. To bardzo naturalistyczna rzecz: jest w niej krew, pot i łzy. Nasza skóra się zmienia, mamy inny zapach. I to jest często problem, bo ludzie boją się odpuszczenia kontroli.

Mnóstwo dziewczyn powiedziało mi, że nie znosi seksu oralnego, że to jest dla nich przekroczenie granicy. Zapytane dlaczego, odpowiedziały, że nie lubią swoich wagin. I wstydzą się swoich wydzielin.
Czasem proponuję moim klientkom, żeby obejrzały swoje genitalia. Ale one nie chcą tego robić, to dla nich bardzo trudne ćwiczenie. A jak już obejrzą, to potem mówią, że im się te genitalia nie podobają. To się wiąże z treningiem czystości: dziewczynki uczy się, że to, co mają między nogami, wiąże się głównie z wydalaniem i krwią. Dla porównania, przeciętny facet zwykle akceptuje swoje ciało i lubi swój zapach. Kobiety są w tej kwestii o wiele bardziej wrażliwe, dużo częściej się wstydzą. A rozpoznawanie swoich granic to też znajomość własnego ciała. I akceptacja, jakkolwiek banalnie to brzmi. Tymczasem wiele moich klientek narzeka, że ma niesymetryczne wargi sromowe.

Podobno w Wielkiej Brytanii labioplastyka dogania już operacje plastyczne piersi.
Coś jest na rzeczy – kobiety myślą, że piękna jest tylko wagina symetryczna. Najchętniej by ją zoperowały, a potem jeszcze pomalowały, żeby wyglądała jak u aktorki porno. Przeraża mnie to. Zwłaszcza w kontekście seksu oralnego, który jest wyrazem niezwykłej bliskości, całkowitej akceptacji. I często zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie – przekroczenia bariery własnej intymności. Nie da się tu niczego przypudrować. Zresztą po co?

Inna granica: brutalny seks oralny.
Najważniejsza jest norma partnerska: jeśli obie strony się na coś godzą, obu to daje radość, to temat zamknięty. Nikt inny nie ma tu nic do powiedzenia.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że kobiety fantazjują o brutalnym seksie, ale zastanawiam się, czy w rzeczywistości taka forma im się podoba.
Mówią, że lubią czuć, kiedy mężczyzna ma nad nimi władzę. Oczywiście wszystko to w pewnej konwencji: on cały czas ją obserwuje, a ona wie, że on nie wykona brutalnych gestów bezmyślnie, nie zrobi jej krzywdy. I że ostatecznie jest w tym wszystkim czułość. Myślę, że kobiety w seksie potrzebują poczucia bezpieczeństwa, bo seks z naszego punktu widzenia może się wiązać z ciążą. Dlatego lepiej mieć silnego partnera, który to udźwignie. Mówię o sile fizycznej, bo chodzi o to, że w razie czego on pójdzie do pracy fizycznej, żeby zapewnić rodzinie byt.

Kobiety dziś tak myślą?
Kobiety myślą tak zawsze. Dziś się trochę gardzi ewolucją, ale ona tłumaczy różne zachowania, także w łóżku. Tężyzna fizyczna mężczyzny daje kobiecie poczucie, że będzie się mogła na nim oprzeć. Dosłownie i w przenośni. Czasami przychodzi do mnie kobieta, opowiada o swoim partnerze, który jest ciepły, dobry, miły, empatyczny, ale ona nie chce z nim współżyć. Mówi nagle: „On jest taki niezdecydowany w ruchach!”. Albo: „Pyta mnie, czego chcę, a ja nie chcę decydować. Niech coś zrobi, a nie ciągle pyta”. Marzy o brutalu, facecie, który wie, czego chce, i czasem zdecyduje za nią. Chce poczuć, że on o nią zawalczy, ochroni ją swoją piersią. Poza tym mężczyzna, który ma siłę, przekazuje dobre geny.

Kolejna granica: miał być stosunek przerywany, a jest zakończony w niej.
Podstawą w seksie jest świadoma zgoda. Stosunek przerywany – jak każdy inny, który odbywa się bez zgody jednej ze stron – jest przekroczeniem granicy. Poza tym to żadna metoda antykoncepcji. Zastanawiam się, dlaczego ludzie się na niego decydują.

Jak to dlaczego? On mówi: „W prezerwatywie nic nie czuję! Stosunek będzie trwał sto godzin”. A ona nie chce brać tabletek antykoncepcyjnych, bo ją wpędzają w depresję i dodatkowo tyje.
On mówi, że nie będzie miał z tego przyjemności, a ona będzie miała, jeśli zarazi się jakąś chorobą albo zajdzie w ciążę z kimś przypadkowym? Dlaczego się godzi na swój dyskomfort i ryzykuje zdrowie? To jest przekroczenie granicy, bo decydujemy się na stosunek, podczas którego nie chronimy siebie. A druga kwestia, czyli niedotrzymanie umowy i skończenie stosunku inaczej, niż było ustalone, jest nadużyciem kolosalnym. Mówimy o granicach w seksie, ale tak naprawdę one są odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu. Czasem rozmawiam z kobietą w gabinecie, kończymy sesję, ona już właściwie wychodzi i nagle mówi: „Nie wiem, czy to ważne, ale jest jeszcze jedna sprawa – byłam molestowana, kiedy miałam osiem lat”. Albo: „Nie wiem, czy to istotne, ale poprzedni partner zmuszał mnie do seksu”. Zobacz, jak mocno trzeba odszczepić tę informację, odebrać jej ładunek emocjonalny, żeby coś takiego rzucić na wychodnym. Albo powiedzieć po wielu miesiącach terapii, że było się molestowanym.

Ważna informacja, która ląduje na Syberii całej historii. Pracowałam kiedyś z kobietą, która wcześniej była na kilku terapiach, trwało to parę lat i nigdy nikomu nie pisnęła słowa. Przez długi czas uważała, że to nieważne i że wcale nie wpływa na jej seksualność. Zastosowała cały pakiet mechanizmów, żeby to wyprzeć, ale prawda jest taka, że raczej trudno, żeby nadużycia nie wpływały na nasze postrzeganie siebie. Tylko że kiedy jesteśmy dorosłe, możemy coś z tym zrobić.

Ameera Anna Ibrahim
, psycholożka, terapeutka, seksuolożka. Zdobywała doświadczenie m.in. w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Obecnie pracuje w prywatnym gabinecie, prowadzi też profil strefa (bez)wstydu na Instagramie.

  1. Psychologia

Kreacja rzeczywistości, czyli jak pomóc marzeniom się spełniać?

W procesie kreowania rzeczywistości trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. (Fot. iStock)
W procesie kreowania rzeczywistości trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. (Fot. iStock)
Wystarczy aktywować każdy z ośmiu elementów pełnego spektrum kreacji. Jak to zrobić i na czym to polega - tłumaczy Tom de Winter, nauczyciel praktyk duchowych i terapeuta z Holandii. Od wielu lat na całym świecie prowadzi warsztaty rozwoju, jest jednym z trenerów wyszkolonych przez Drunvalo Melchizedeka.

- Wszechświat jest kompletny - mówi Tom de Winter. - Każdy z nas też. Jedna komórka ciała zawiera wszystkie cechy danego człowieka, powiększona może się nim stać. Bo jest pełnią. Jeśli coś z niej wykluczysz, nie będziesz kompletny, nie stworzysz siebie doskonałego. Podobnie jest z procesem kreowania rzeczywistości. Trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. To co wewnątrz ujawnia się na zewnątrz.

1. Myśli

Zastanów się dobrze, czy jesteś świadomy każdej swojej myśli. Tego, co pojawia się w umyśle przez 24 godziny na dobę. Myśli to energia, substancja. Każda z twoich myśli przejawi się w końcu w rzeczywistości. Stanie się rzeczą. Warto mieć tego świadomość. Najlepiej, by nasze myśli były pozytywne i jasne. Dobrze jest traktować je jak wyrażanie życzeń. Myśli są wytworem umysłu, a ten jest niezwykle kreatywny. Jedno pytanie, a wiele, wiele odpowiedzi, które rodzą chaos w naszym życiu. Kreatywność umysłu może się wydawać potęgą, ale ona nas gubi. Jeśli jesteśmy naprawdę świadomi siebie, naszym umysłem staje się serce. Wówczas myśli wyrażają jego pragnienia. A w miejsce serca pojawia się umysł - nie rządzą wtedy nami sprzeczne emocje. Umysł w momencie kreacji jest cichy, „mówi” serce. Ono się otwiera, gdy jesteśmy świadomi. W tym stanie znika nasze ego, a autentyczne „ja”, ta boska istota w nas, rozrasta się i kreuje rzeczywistość. Żeby tworzyć, trzeba być tu i teraz, w pełni świadomym każdej myśli, która jest w nas. Myśli innej osoby nie możemy zmienić, własne możemy dowolnie wybierać.

2. Uczucia

Kiedy pracujemy, wykonujemy różne absorbujące czynności, nasz mózg pracuje, „produkując” szybkie wibracje fal beta. To jest rzeczywistość, w której żyjemy. Wówczas mało czujemy, bardziej wiemy. Wiedza jest w naszych czasach ceniona, tymczasem tworzenie z przestrzeni serca polega na tym, żeby dotrzeć do autentycznych uczuć. Kiedy relaksujemy się i medytujemy, przechodzimy w stan alfa, wibracje fal mózgowych zwalniają. I tylko wtedy tak naprawdę jesteśmy obecni w danej chwili. Podczas praktyk medytacyjnych możemy obserwować nasze myśli i uczucia, które się pojawiają. I pozwalać im odpływać. Koncentrujemy się jedynie na oddechu tak, byśmy w pewnym momencie doświadczyli stanu pustki. Pełnego wyciszenia, kiedy nie myślimy. Wtedy przychodzą właściwe odpowiedzi na pytania. Mądrość jest w nas, wystarczy się tylko w nią wsłuchać. Przemawia do nas językiem uczuć. Żeby żyć autentycznym „ja”, czyli bezwarunkowo kochać i przeżywać prawdziwą radość, najpierw trzeba przepracować niższe stany emocjonalne. Wyczyścić je. Dlatego powinniśmy przyjmować każde uczucie i myśl, które do nas przychodzą. Najgroźniejszym wrogiem kreacji jest ignorancja. Wszystko to, czego nie chcemy zobaczyć, od czego się odwracamy, a zwłaszcza to, czego nie chcemy poczuć - wraca do nas zwielokrotnione. Gdy doświadczamy trudnego uczucia, przyjmijmy się, poobserwujmy, pooddychajmy do niego podczas medytacji, a odejdzie. W ten sposób uwalniamy się od negatywizmów. Oświecenie jest proste - należy być światłym, nie żyć w ciemności negatywnych uczuć. Proces kreacji zachodzi, kiedy jesteśmy scentrowani, ześrodkowani.

3. Emocje

Istnieje hierarchia emocji.

  • radość
  • lęk
  • gniew
  • depresja
  • apatia

Nie poczujemy autentycznej radości, jeśli nie doświadczymy każdego ze stanów wypisanych pod nią. Po apatii pojawia się depresja (z nimi często występuje poczucie winy i wstydu). Gdy wychodzimy z depresji, wpadamy w złość. Wyrażony gniew skutkuje strachem, ale gdy już przestajemy się bać, czeka nas radość. Żadnego z tych stanów nie wolno ignorować. Jeśli to robimy, projektujemy uczucia na innych. Gdy na przykład wypieramy złość, szybko zauważymy że otaczają nas gniewni, agresywni ludzie. Kiedy boimy się własnego smutku, mamy kontakty z osobami, którzy go okazują. Co inni bowiem są naszymi lustrami. To jest nauka o nas samych. To pomoc, bo umiejętności umysłu doskonale potrafią okłamywać nasze uczucia. One jednak cały czas w nas są. Emocje to tylko energia, którą możemy dowolnie zmienić, jeśli ją rozpoznamy i przyjmiemy. Dlatego dziękujmy za każdą, która do nas przychodzi. Przyjmijmy ją. Jeśli jest trudna, poprzez wyrażenie jej i obserwację, transformujemy ją. Wykrzyczana w sposób nieraniący drugiego człowieka złość, przeradza się w witalną energię pomagającą działać. Kiedy wejdziemy w lęk i poczujemy go, czekają nas przyjemne, radosne doznania. Jeśli nie będziesz się bać, kiedy odczuwasz lęk, nie jesteś sobą. Jeśli nie jesteś sobą, co kreujesz? Nie to, czego pragniesz.

4. Intencja

Czy zadałeś sobie kiedyś pytanie, jaka jest intencja twojego życia? Po co jesteś na tej planecie? Czego chcesz się nauczyć? Czego doświadczać? Prawdziwe odpowiedzi są jasne. Klarowne. Bo płyną z serca. Potrzeba świadomości i ciszy, żeby je usłyszeć.

5. Uwaga

Żeby skutecznie kreować, potrzeba żyć w tej rzeczywistości. Ona jest jedna. Wszystko dzieje się tu i teraz. Od chwili obecnej zależy przyszła. Teraz tworzymy. Nic nie staje się, co by już nie istniało.

6. Oczekiwania

To naturalne, że mamy wobec życia oczekiwania. Właściwie to ciągle czegoś chcemy. Trzeba jednak być bardzo świadomą istotą, żeby czuć czy nasze oczekiwania pochodzą z poziomu duszy, czy z ego. Spełniają się tylko te pierwsze. Jak je rozpoznać? Gdy czegoś pragnie twoja dusza, w brzuchu czujesz jakby tańczyły ci motyle, przepełnia cię czysta radość. Jednocześnie nie racjonalizujesz, nie wymyślasz tysiąca scenariuszy, umysł jest cichy i spokojny.

7. Słowa

One mają moc, energię. Zadbaj o to, żeby były łagodne, pełne dobrych uczuć i nie natarczywe. Ale prawdziwe. Żeby wyrażały to, co czujesz. Słowem możesz zranić albo błogosławić. Energia każdego wypowiedzianego słowa wraca do ciebie. Dlatego warto świadomie wybierać słowa.

8. Świadomość

Dla energii myśli i uczuć nie ma żadnych ograniczeń, nie liczy się czas ani przestrzeń. Możesz czuć emocje osoby, która przebywa na drugiej półkuli. Jak to działa? Zadzwoń do kogoś, kto przyszedł ci na myśl. Przekonasz się, że on także myślał o tobie. Żeby osiągnąć świadomość skalarną, trzeba podczas medytacji skoncentrowanej na oddechu, wejść w stan próżni, kiedy nie myślimy. W tym stanie możemy uzdrawiać. Możemy poczuć czyjś ból czy dyskomfort we własnym ciele i oddychając do tego miejsca, uzdrowić je. Ta druga osoba poczuje to samo. - Wchodząc do próżni, stajemy się Bogami - mówi Tom de Winter. - Możemy uleczyć siebie i kogoś, jeśli ten ktoś wyrazi taką wolę. W niczym nie jesteśmy ograniczeni, bo wszechświat to jedność. Jedność myśli i uczuć. Jest tak, jak czujemy. Nie ma Boga, który tworzy. Jest Bóg, który tworzy przez nas.

  1. Psychologia

Ludzie owładnięci uzależnieniem nie rozpoznają swoich pawdziwych uczuć, regulują je nałogiem

Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym.(Fot. iStock)
Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym.(Fot. iStock)
Ludzie owładnięci nałogiem po jakimś czasie stają się podobni. Nie rozpoznają już swoich prawdziwych emocji, powód to nałogowe regulowanie uczuć. Jak to wygląda? Kiedy jestem zła albo coś nie spełnia moich oczekiwań, uciekam w jedzonko. W mojej głowie pojawia się olśniewająca myśl, że jak sobie coś zjem, przestanę czuć to, czego nie chcę czuć, i będzie mi fajniej.

Marzymy o wolności, a często jej nie znamy, bo jeśli jesteśmy w szponach nałogu, to znaczy, że nie jesteśmy wolni. Takie twierdzenie nie budzi sprzeciwu, jeśli dotyczy bezdomnych narkomanów. Ludzie myślą: "Dopóki ja w takim stanie nie jestem, to nie ma problemu. Pracuję, zarabiam, żyję jak inni, wszyscy wokół robią to samo".

Wiemy, że można się uzależnić od substancji, od leków, alkoholu, hazardu czy jedzenia, nie dostrzegamy jednak, że również od zachowań i uczuć, na przykład od złości, od bycia ofiarą, zakochiwania się, zakupów. Albo od innego człowieka, męża czy dzieci. Nie zdajemy sobie też sprawcy, że można być uzależnionym od wielu rzeczy naraz. Oczywiście nie wszystkie uzależnienia są jednakowo groźne, uzależnienie od kawy nie zabija.

Ludzie mówią: uzależniłem się od jeżdżenia na rowerze. I nie mają racji - chyba że ktoś przestałby spać albo jeść, albo chodzić do pracy, tylko jeździł na rowerze. Nadużywamy tego słowa, to paradoks, bo przecież kiedy realnie jesteśmy uzależnieni, nie chcemy tego nazwać po imieniu, żeby mieć poczucie, że kontrolujemy sytuację. Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym. Przyczyna wiąże się z dzieciństwem, z tym, jak zostaliśmy wtedy przez najbliższych potraktowani. Czy zbudowano w nas poczucie własnej wartości. Jeśli go nie mamy, nie pomogą czerwone paski na świadectwach ani wysokie stanowiska. Jeśli dziecko nie jest kochane, to potem nie kocha siebie. Jako dorośli nie cieszymy się sobą, bo w dzieciństwie się nami nie cieszono.

Ten brak nam doskwiera, więc jak się na chwilę uda dziurę zapełnić, to przychodzi moment ukojenia. A łatwiej to zrobić przez uzależnienie niż szukać oparcia w sobie. Jeżeli seksoholik czuje napięcie, a nauczył się, że ejakulacja go od niego uwalnia, to powtarza zachowanie przynoszące ulgę. Wydaje mu się, że znalazł łatwy sposób na poprawę nastroju. Po jakimś czasie nie działa to już tak świetnie, ale on pamięta chwile, gdy czuł się jak król życia, i wierzy, że uda się je powtórzyć. To pierwszy etap psychologicznego uzależnienia. Stopniowo zaczynamy ustawiać życie pod możliwość korzystania z nałogu. Psyche współpracuje z nałogiem, pomaga nie widzieć związku między tym, że przestajemy robić zdrowe rzeczy, a zaczynamy robić coraz więcej chorych. To system zaprzeczeń. Nasza inteligencja zaczyna wypracowywać bardzo racjonalne dowody na to, że nie piję, nie ćpam, nie przejadam się, nie kupuję za dużo, że wszystko jest w porządku. Ja również mam swój system zaprzeczeń, stąd moje sprytne racjonalizowanie tego, że tak lubię jeść.

Nałóg wpływa na relacje, spłyca je, czasami je uniemożliwia. Zamiast doświadczeń związanych z ludźmi, mamy doświadczenia związane z tym, jak ukryć to, co robię. Oddalamy się od tych, którzy mają nam za złe nasze uzależnienie, od tych, których krzywdzimy. A w walce z nałogiem człowiek sam jest bezradny, wpada w stare koleiny, choć chce wierzyć, że kieruje swoim życiem.

Trzeba się nauczyć nie reagować automatycznie, zastanowić się, dlaczego lecisz do kuchni po jedzenie. Lepiej doświadczyć tego, przed czym uciekasz, czego nie chcesz doświadczyć. Nałogowe regulowanie uczuć oznacza, że zachowuję się, jakbym mogła sama je regulować, a to nie jest prawda, uczucia płyną, są, jakie są. Jeśli nie świeci słońce, do tego boli mnie głowa i jeszcze ktoś do mnie powiedział "ty raszplo", i ja lecę do sklepu po kieckę, chociaż nie mam pieniędzy, to znaczy, że próbuję regulować trudne uczucia. Daje mi to ulgę, ale można powiedzieć mocno: opuszczam samą siebie. To największe świństwo, że robimy sobie to, co kiedyś nam robiono. Bo prawdę mówiąc, jest nam źle w życiu dlatego, że kiedyś nas odrzucano, nie zauważano, nie słuchano, nie doceniano i myśmy to uzewnętrznili. Zamiast sięgać do siebie, swoich zasobów, sięgamy po używki. W uzależnieniu karmi nas coś z zewnątrz. Zdrowy człowiek ma swoje własne sposoby, żeby się dobrze czuć i używa ich regularnie. Dobre życie daje dobre samopoczucie. Jeśli się miało zbyt dużo złego samopoczucia, szuka się ucieczki, czyli czegoś z zewnątrz, co ma pomóc.

Na szczęście jeżeli człowiek się czegoś nauczył, to może się też oduczyć. Choć to niełatwe. Dopiero teraz potrafię powiedzieć sobie: "Możesz umrzeć, jak nie przyhamujesz z jedzeniem". Wiem, że muszę wprowadzić program odwyku. Każdy uzależniony musi pójść na odwyk. To cholernie nieprzyjemne, ponieważ świadomie mam odmawiać sobie jednej z największych atrakcji. Na szczęście istnieją metody wypracowane przez AA typu "ta chwila": w tej chwili tego nie robię. Przetrzymam chwilę, potem następną, a potem się za to pochwalę i będzie mi łatwiej wytrwać kolejną. Uzależnionym potrzeba też terapii, a najbardziej grupy terapeutycznej, dzięki niej ludzie widza coraz więcej. Przeglądając się w innych, dostają wsparcie. Pomocne w walce z nałogiem są nasze pasje, zainteresowania, słuchanie muzyki, tworzenie, śpiewa, taniec, przytulanie się, bieganie z dziećmi po ogródki, płodozmian zmęczenia i odpoczynku, bliskości innych ludzi i jednocześnie bliskość ze sobą. Chociaż, jak mówił doktor od alkoholików Bohdan Woronowicz, z kiszonego ogórka świeżego już nie będzie. Nałóg pozostanie w nas na zawsze.

Żyjemy w kulturze nałogów, braku i namiastkowego zaspokajania się. Próbujemy zasypać swoje deficyty, odeszliśmy od siebie, od tego, co ważne. Nie przypadkiem ostatnio słyszy się często: "bądź sobą". Nie chodzi o skupienie wyłącznie na sobie. Ważny mam być ja i ty, i oni też. Ważny naprawdę, a nie jako dawca chwilowej przyjemności czy korzyści.

  1. Psychologia

Osobowość bierno-agresywna – jak rozpoznać ten typ

Bierna agresja wynika z nagromadzonych przez lata  frustracji, złości, kolejnych rozczarowań i niezadowolenia. (Fot. iStock)
Bierna agresja wynika z nagromadzonych przez lata frustracji, złości, kolejnych rozczarowań i niezadowolenia. (Fot. iStock)
Człowiek o osobowości bierno-agresywnej nie jest zdolny do tego, by wprost powiedzieć, co czuje, by wyrazić swoje emocje, bo w gruncie rzeczy bardzo spragniony jest akceptacji.

Pewnie każdemu z nas zdarzyło się spotkać osobę, która wciąż sprawia wrażenie jakby sama nie wiedziała czego chce. Jednego dnia o czymś z nami rozmawia, twierdząc że to dla niej arcyważne, kolejnego – kiedy wracamy do tematu – zachowuje się jakby wczorajszej rozmowy w ogóle nie było. Czujemy się zdezorientowani, mamy wrażenie, że ktoś próbuje zrobić z nas „wariata”. Taka osoba w pierwszym momencie zapala się do każdego działania, zgadza się niemal na wszystko, przytakuje i przyklaskuje naszym pomysłom, a po kilku godzinach czy dniach sabotuje wszelkie wcześniejsze ustalenia – nie przychodzi na umówione spotkanie, nie odbiera telefonu, nie odpisuje na maile. Można powiedzieć, że stawia bierny opór. W towarzystwie takiej osoby czujemy się przygnębieni, niepewni, spięci, bo nigdy nie wiemy czego się spodziewać.

Jest wielce prawdopodobne, że mamy do czynienia z kimś o zaburzeniu osobowości, które w psychologii nazywane jest osobowością bierno-agresywną. Charakterystyczne jest dla niej wyrażanie negatywnych emocji w sposób zawoalowany, nie wprost, a w tzw. „białych rękawiczkach”! .

Osobowość bierno-agresywną można rozpoznać na podstawie kilku charakterystycznych zachowań, należą do nich między innymi: prokrastynacja (odwlekanie realizacji zadań); niedotrzymywanie danego słowa/zobowiązań; niska efektywność podejmowanych działań; nieuzasadnione przeciwstawianie się poleceniom (choćby przełożonych); zaprzeczanie słuszności ogólnie przyjętych zasad; silna potrzeba niezależności; niechęć do jakiejkolwiek kontroli; absolutne odrzucanie autorytetów, bezpodstawne ich podważanie, szydzenie i kwestionowanie ich kompetencji; krytykowanie i lekceważenie osób o wyższym statusie; kłótliwość, wygłaszanie prowokacyjnych tez czy uszczypliwych uwag pod adresem innych osób; tendencja do obwiniania innych ludzi za własne niepowodzenia; częste skarżenie się na swój los; brak dystansu do siebie; zawiść wobec tych, którym lepiej się wiedzie.

Bierna agresja wynika z nagromadzonych przez lata (często ten bagaż powstaje na bardzo wczesnym etapie życia) frustracji, złości, kolejnych rozczarowań i niezadowolenia. Tak objawia się poczucie krzywdy, niesprawiedliwego traktowania, w końcu bycia niezrozumianym i niedocenianym. Człowiek o osobowości bierno-agresywnej nie jest jednak zdolny do tego, by wprost powiedzieć, co czuje, by wyrazić swoje emocje, bo w gruncie rzeczy bardzo spragniony jest akceptacji. Obawia się, że stawianie jawnego oporu spotka się z gniewem, krytyką, a w konsekwencji odrzuceniem przez otoczenie. Dlatego jedną z form komunikacji ze „złym” światem, innymi ludźmi jest sabotowanie ich (absolutnie uzasadnionych) oczekiwań – wycofywanie się z aktywności, wcześniejszych ustaleń lub ich celowe opóźnianie. Osoba taka zawsze jednak ma gotowe wytłumaczenie, uzasadnienie dla swoich zachowań, np. zaniedbywanie obowiązków tłumaczy ich nadmiarem czy złym samopoczuciem. Często przeprasza za własne zaniedbania, jednak moment po przeproszeniu czuje już złość i wkrótce powtarza nieprzyjemne dla innych zachowanie.

Skąd ta agresja?

Jest wiele teorii opisujących genezę tego zaburzenia osobowości. Nurt psychologii psychodynamicznej źródła upatruje w wewnętrznym konflikcie między posłuszeństwem a buntem w relacji z rodzicami, opiekunami. Skutkiem tej ambiwalencji są trudne emocje gniewu, napięcia, smutku. Z jednej strony dzieci chcą zadowolić, spełnić oczekiwania, a przez to być lubiane, akceptowane i doceniane. Z drugiej strony wymagania i obowiązki wywołują w nich poczucie zagrożenia dla własnej autonomii, czują się traktowane instrumentalnie, wykorzystywane.

W podejściu poznawczym istnieje przekonanie, że umiejętność wywoływania frustracji w innych wymaga solidnych umiejętności poznawczych. Oznacza to, że osoby z tym zaburzeniem doskonale rozumieją potrzeby innych i dążą do tego, by ich… nie zaspokajać. Według jeszcze innej koncepcji zakłada się, że ludzie o osobowości bierno-agresywnej nieustannie odczuwają ból i cierpienie z powodu przekonania, że są ofiarami pozbawionymi możliwości spełnienia swoich marzeń i celów – czują się oszukane i wykorzystane przez tych, którzy – według nich – mają nad nimi kontrolę. Są pewne, że na świecie istnieje duża niesprawiedliwość, i to nieprzyjemne poczucie nasila się szczególnie wtedy, gdy obserwują sukcesy i radość u innych. Ich zazdrość jest tak silna, że zaczynają konsekwentnie podejmować działania, które mają na celu przywrócenie legendarnej sprawiedliwości.

Trudna droga do siebie

Niestety, podobnie jak w przypadku innych zaburzeń osobowości, osoby bierno-agresywne rzadko zgłaszają się na leczenie z własnej woli. Najczęściej dzieje się tak dopiero w sytuacji ekstremalnie kryzysowej, np. gdy zostają zwolnienie z pracy czy też gdy ich związek wisi „na włosku”, bo partner już dłużej nie jest w stanie znosić ich zachowania. Jednak nawet w takim momencie psychoterapia jest traktowana przez nich jako kara, przymus, a psychoterapeuta staje się kolejnym autorytetem do zanegowania, ośmieszenia, deprecjonowania. Dlatego najważniejszym zadaniem fachowca jest przełamanie oporu osoby bierno-agresywnej i skłonienie jej do podjęcia współpracy. Zwykle udaje się tego dokonać w atmosferze zaufania, gdy pacjent czuje aprobatę, zrozumienie swojego rozmówcy. Istotne jest także, by miał poczucie jakiejkolwiek kontroli nad procesem leczenia.