fbpx

Prawo ojca

Prawo ojca
Najgorszy scenariusz rozwodu to taki, gdy dziecko staje się kartą przetargową. (fot. iStock)

Wierzę, że miłość ojcowska może być równie silna i skora do poświęceń jak miłość macierzyńska. Czasem jednak budzi ona moją nieufność. Zwłaszcza wtedy, gdy wybucha gwałtownie dopiero w czasie rozwodu i skierowana jest przeciwko matce dziecka.

Wreszcie głośno się mówi o przemocy w rodzinie. I choć jej ofiarami są najczęściej kobiety i dzieci, to niemal w każdym programie publicystycznym, który porusza ten problem, na pierwsze miejsce wysuwa się odkrycie, że bywają nimi również mężczyźni. Z pewnością jest to prawda, tyle że ich odsetek jest znikomy, choćby z racji przewagi fizycznej, którą zwykle mają. A jednak to ich krzywdy są opisywane szczegółowo, gdy mowa o zjawisku, które dotyczy głównie kobiet i przez lata było przemilczane. Nie uważam, że męskie krzywdy mniej zasługują na uwagę niż kobiece. Wiem, że przemoc to nie tylko męska specjalność. Tak jak nie są wyłącznie kobiecą domeną próby zawłaszczania dzieci po rozwodzie.

Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca co jakiś czas ogłasza, że matki nie dopuszczają ojców do dzieci, że sfeminizowane sądy rodzinne automatycznie stają po stronie kobiet, przyznając im prawo do opieki. Że mężczyzna jest dla sądów figurą podejrzaną, stojącą z góry na straconej pozycji. I z pewnością tak to wygląda z perspektywy ojców, którzy bezskutecznie domagają się swoich praw. Ale znam wiele sytuacji, gdzie to oni walczą o to, by odebrać prawa matce. I czasem im się to udaje. Czy robią to z miłości do dzieci? Niektórzy tak. Częściej jednak motywem ich działań wydaje się chęć zemsty na kobiecie, którą kiedyś kochali. Wiedzą, gdzie uderzyć. Zatrudniają prawników, znajdują najdziwniejszych świadków, przeciągają dzieci na swoją stronę. I to latami. A te podobno prokobiece sądy rozpatrują sprawę za sprawą, rozważając, czy matka aby na pewno jest wydolna wychowawczo, czy potrafi zapewnić środki, czy jest wystarczająco odpowiedzialna, czy nie ulega nałogom, czy jest zdrowa psychicznie, czy w ogóle może zbliżać się do dziecka, które ojciec od niej odseparował? Historie wielu kobiet mogłyby być podstawą niezłego horroru.

Renata zajmowała się domem i dziećmi, mąż nie chciał, żeby pracowała, prowadził firmę, w domu bywał rzadko, ale zapewniał rodzinie wysoki standard życia. Zapewniał również o swojej miłości, ale gdy Renata dowiedziała się o kolejnej zdradzie, powiedziała: dość. Złożyła pozew o rozwód. Mąż poczuł się urażony. Jak to? Jego żona chce się rozwieść? Zawsze on o wszystkim decydował, a teraz ona zamierza zmienić jego życie? Pozbawić go ciepłej przystani, do której lubił wracać? Niedoczekanie. Za urażoną męską ambicję czasem trzeba drogo płacić. Mąż postanowił, że rozwód będzie z jej winy, a w dodatku odbierze jej dzieci, którymi dotąd niezbyt się interesował. Przestał dawać Renacie pieniądze. Kiedy znalazła pracę, zaczął ją oskarżać. W sądzie usiłuje wykazać, że zaniedbuje dzieci, zostawia bez opieki, znajduje świadków, o których istnieniu nie miała pojęcia, zbiera dowody, że nie nadaje się na matkę.

Sam od dwóch lat jest w związku z inną kobietą, w domu bywa rzadko, ale nie zamierza się wyprowadzać. Wpada, kiedy chce, przegląda rzeczy Renaty, bez uprzedzenia zabiera dzieci na wakacje w środku roku szkolnego, kupuje im drogie prezenty i tłumaczy, że to mama rozbiła rodzinę, a sama nie będzie w stanie zapewnić im odpowiedniego poziomu życia. Córka, dotąd przez ojca niemal niedostrzegana, czuje się wyróżniona, nie chce go zawieść, więc unika kontaktu z matką. Syn boi się ojca, zachowuje do niego duży dystans, ale jest mu wdzięczny za kolejne gadżety. Ten odczytuje to jako dowód na to, że matka negatywnie nastawia syna przeciwko niemu i domaga się odebrania jej prawa do opieki nad dziećmi. Sprawa ciągnie się już cztery lata, dzieci rosną, sąd rozpatruje kolejne wnioski pozwanego, przesłuchuje świadków, Renata pozostaje więc formalnie żoną człowieka, który zapewnia, że ją wykończy i zabierze dzieci.

Krystyna zdradziła męża. Już od dawna nie najlepiej im się układało, ale nie chciała się rozwodzić ze względu na pięcioletnią córkę. Kiedy dowiedział się o zdradzie, spakował jej rzeczy i wystawił z domu. Potem wystąpił o rozwód i opiekę nad dziewczynką, której powiedział, że mama ją porzuciła. Na jego wniosek sąd zdecydował, że do zakończenia sprawy mała z nim zamieszka, a matce dał jedynie prawo ją widywać.

Kiedy Krystyna przychodzi do domu, on patrzy jej na ręce i komentuje: „Zobacz, jak mamusia cię ubiera. Chce, byś zmarzła i zachorowała. Bo ona już cię nie kocha, jesteś dla niej ciężarem”. Córka płacze, matka płacze, a on co? Nic. Nie rozmawia z żoną o kompromisie. Kolejna rozprawa za kilka miesięcy. Nigdy nie wie, kiedy zastanie córkę w domu i co ojciec namiesza jej w głowie.

W podobnej sytuacji była kilka lat temu Małgosia. Kiedy zdecydowała się odejść od męża, postanowił ją ukarać, zatrzymując dzieci. Miały 14 i 15 lat. Trochę nad nimi popracował, wyśmiewając głupią matkę i obiecując im więcej swobody. Wybrały jego. Sfeminizowany sąd rodzinny uznał go za głównego opiekuna. Małgosia odpuściła. Cała sprawa przypominała biblijną przypowieść o dwóch kobietach, które walczyły o niemowlę. Każda twierdziła, że jest jej. Sprawa trafiła przed oblicze króla Salomona, który rozkazał rozciąć dziecko i dać obu po połowie. Wtedy jedna z nich zrezygnowała, co było dowodem, że to właśnie ona jest prawdziwą matką. Odzyskała niemowlę. Po roku dzieci Małgosi też do niej powróciły. Gdy walka się skończyła, ojciec przestał się nimi zajmować.

To prawda, że tylko 5 proc. ojców po rozwodzie dostaje prawo do opieki nad dziećmi. Dla większości jest oczywiste, że pozostaną z matką, a oni będą się z nimi kontaktować, kiedy znajdą czas. Niektórzy nigdy nie znajdują, więc te 5-proc. wcale mnie nie dziwi. Są wśród nich ojcowie, którzy kochają swoje dzieci i są dobrymi opiekunami, jak i tacy, którym udało się w ten sposób zemścić na kobiecie, a mimochodem także na nich.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze