1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Podniecająca rozgrzewka słowna

Podniecająca rozgrzewka słowna

123rf.com
123rf.com
Tym razem zaczniemy od zagadki.

Co to jest?

  1. Dają wytchnienie, pobudzają pożądanie albo drażnią, ale nigdy nie pozostawiają obojętnym.
  2. Przynoszą szczęście zarówna osobie, którą je serwuje, jak i tej, która je otrzymuje.
  3. Wzmacniają naszą ufność w stosunku do samego siebie oraz i do partnera.
  4. Są pożywieniem dla ducha i ciała.
Wiecie już? Chodzi o PIESZCZOTY, czyli główne elementy gry wstępnej. Oprócz tych najbardziej popularnych, związanych z dotykaniem, smakowaniem, wąchaniem, oglądaniem, warto wspomnieć o bodźcu słuchowym, który sprawi, że przeżyjemy niezapomniane chwile.

Nasze życie pędzi nieubłaganie i coraz mniej atencji poświęcamy ukochanemu. Rzadziej pozwalamy sobie na wielogodzinne igraszki. Szybkie numerki załatwiają sprawę. Na chwilę. Pragnienie bliskości prędzej czy później powraca i wtedy okazuje się, jak cenne i  pociągające mogą być po prostu SŁOWA.

Była zagadka, a teraz (kilkakrotnie przetestowana) zabawa. Dzięki niej poczujecie wzrastające pożądanie. Ważne: dotyk jest absolutnie zabroniony.

Zaczynamy!

Usiądźcie naprzeciw siebie, w bieliźnie. Niech najpierw jedno, a potem drugie mówi, co mu się podoba i co go podnieca w tym drugim. Po kilkakrotnej wymianie opinii poczujecie przyjemne ciarki na plecach. Ale pamiętajcie – nie zmniejszajcie dystansu! (Przynajmniej jeszcze nie teraz). Potem zacznijcie opowiadać, jak chcielibyście dotykać partnera i na jakie pieszczoty macie ochotę. Opisując dokładnie każdy ruch, jesteście w stanie w niedługim czasie doprowadzić się wzajemnie do rozkoszy. A wszyscy to tylko dzięki wypowiadanym na głos fantazjom.

A co z tymi, którym nie odpowiadają delikatne pieszczoty? Jest i dla nich rada - wyzbądźcie się wszelkich uprzedzeń i używajcie mocniejszych (czasami nawet brzydkich) słów, które mogą naprawdę rozbudzić to, co głęboko skrywane.

Ale taka zabawa zazwyczaj miewa swój finał w łóżku.

Kiedy więc nie mamy czasu albo ochoty na seks, nie ma nic lepszego od świńskiego smsa…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Szybki i namiętny czy długi i romantyczny? Jaki seks jest lepszy?

Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
On lubi tzw. szybkie numerki, a ty wolałabyś dłużej i bardziej romantycznie? – Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Sandra bardzo lubi seks ze swoim mężem Michałem. Uważa, że mają udane współżycie, ale pewne rzeczy jej przeszkadzają – przede wszystkim to, że Michał preferuje „szybkie numerki”. Apetyt na seks nachodzi go nagle i wówczas dąży do szybkiego zaspokojenia. Sandra ulega  czasami zachciankom męża, ale zazwyczaj niechętnie. Sama potrzebuje więcej czasu i romantycznej aury, aby poczuć podniecenie. Pospieszny seks znienacka jej nie cieszy. Najchętniej kochałaby się po lampce wina, przy nastrojowej muzyce i w blasku świecy. Przeszkadza jej również, że mąż „szybkie numerki” traktuje nieraz jako formę załagodzenia konfliktu bądź przeprosiny na zgodę.

Bianca-Beata Kotoro:
Statystyki potwierdzają, że kobiety potrzebują dłuższego czasu na pobudzenie ciała i zmysłów niż mężczyźni. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma od tej zasady odstępstw i że obowiązuje ona zawsze. Generalizując, kobieta potrzebuje doznań bardziej globalnych, mężczyzna – punktowych.

Izabela Fornalik:
Przy czym nie mniej ważny od preludium aktu seksualnego jest dla kobiety odpowiedni jego epilog. Ona potrzebuje więcej czasu na wyciszenie niż mężczyzna, który już w chwilę po zakończeniu aktu gotowy jest do podjęcia jakiejś innej czynności. Ale podobnie jak zbyt uboga gra wstępna, tak i zbyt rozwlekła – może kobietę drażnić. W przypadku Sandry i Michała zapytałabym o to, czy partner zdecydowanie preferuje tzw. szybkie numerki, czy też są one tylko jednym z jego upodobań.

B.B.K.:
Póki partner traktuje je jako urozmaicenie, przyprawę, która nadaje seksowi pikanterii, wszystko jest w porządku.

I.F.:
Tym bardziej, że dla kobiety tego rodzaju urozmaicenie również może być przyjemne. Jeżeli tzw. gra wstępna rozpoczyna się wiele godzin wcześniej w postaci drobnych pieszczot, erotycznych SMS-ów czy pożądliwych spojrzeń, wówczas szybkie zbliżenie może być zwieńczeniem wspaniałej uwertury. Zapominamy, że gra wstępna nie oznacza jedynie poprzedzających sam akt pieszczot na łóżku w sypialni.

B.B.K.:
Ilekroć mężczyźni pytają mnie, ile czasu powinna trwać gra wstępna, odpowiadam, że 24 godziny na dobę. Tłumaczę im, że to, jak będą traktowali swoją partnerką rano, po południu i pod wieczór, będzie budowało jej nastrój i ewentualną gotowość do zbliżenia. Dlatego tak ważne jest również to, aby ewentualne spory i konflikty starać się rozwiązać zawczasu, nie zabierać ich ze sobą do sypialni. Na parę, którą łączy silna więź erotyczna, czułość i zrozumienie, szybki numerek może czasem działać jak afrodyzjak.

I.F.:
Bądźmy realistkami. Z pewnością każda z nas chciałaby urządzać romantyczną kolację cztery razy w tygodniu, ale zazwyczaj jest to nierealne i konieczny jest pewien kompromis. Wracając do naszej pary, warto, aby Michał zastanowił się, z jakiego powodu pragnie „szybkich numerków”. Czy inne formy zbliżenia sprawiają mu równie dużo przyjemności? Sandra niech z kolei pomyśli, czy seks musi być zawsze ubrany w romantyczną aurę. Dlaczego zwyczajność odbiera jej ochotę na zbliżenie?

B.B.K.:
Często to pewne wyobrażenia budują nasze preferencje. I tak jak pornografia ukazuje wykrzywiony obraz ludzkiej seksualności i potrzeb, podobnie może odrealnić go również nadmiar filmów romantycznych. Jeżeli kobieta jest przesiąknięta obrazami z tkliwych filmów i one znacząco wpłynęły na jej wyobrażenie o życiu intymnym, może mieć problemy z zaakceptowaniem jego rzeczywistego wymiaru.

I.F.:
Warto by było, żeby Sandra w upodobaniach swojego męża dostrzegła dowód, jak bardzo mąż jej pożąda, zamiast widzieć w tym tylko odmienność upodobań. Być może świadomość jego podniecenia i pożądania spowoduje, że i ona w tych zwyczajnych, codziennych warunkach dostrzeże coś, co wpłynie na jej podniecenie. Natomiast Michał, znając życzenia żony, powinien postarać się w miarę możliwości o romantyczny anturaż.

B.B.K.:
Nic dziwnego natomiast nie widzę w tym, że nasza bohaterka czuje duży dyskomfort w momencie, kiedy jej partner intensywnie dąży do zbliżenia w momentach konfliktu. Niektórzy zostali wyuczeni, że seks może rozładować nieseksualne napięcia. Uprawiają go więc w momentach stresów – nie z powodu pożądania, ale żeby coś zagłuszyć. Nie jest to oczywiście świadomy proces. Ale jest to ślepa uliczka, zarówno dla własnej seksualności, jak i dla porozumienia w związku. Taka osoba myli potrzebę seksualną, pragnienie i pożądanie z odstresowaniem i odreagowaniem, a tak naprawdę nawet nie wie, że nie zaspokaja swoich potrzeb emocjonalno-seksualnych.

I.F.:
Bywają pary, które przyjmują schemat godzenia się w łóżku, ale to bardzo niebezpieczne dla związku, bo problemy i uczucia nie są nazywane i wyrażane, tylko tłumione, w efekcie czego różne żale i urazy nieustannie się kumulują. To tak, jakby zaklejać plastrem nieoczyszczoną ranę.

B.B.K.:
Jeżeli kobieta czuje się kochana, akceptowana i pożądana, jeżeli czuje się zaspokojona emocjonalnie oraz w swoich upodobaniach seksualnych, to okazjonalne „szybkie numerki” mogą być dla niej źródłem wielkiej przyjemności.

I.F.:
Niektóre kobiety są wielkimi admiratorkami szybkiego seksu. Twierdzą, że działa to na nie niezwykle ekscytująco. W przypadku jednych osób adrenalina zabija pożądanie, a w przypadku drugich działa podniecająco – wtedy seks w windzie, w przymierzalni czy w kinie i towarzysząca mu obawa przed „przyłapaniem na gorącym uczynku” mogą dawać wyjątkowo silne doznania. Są pary, które się od nich uzależniają. Jeżeli komuś tego rodzaju sytuacje pasują, a nie naruszają cudzej intymności, nie oceniajmy tego krytycznie.

Nie zapominajmy też, że na nasze preferencje seksualne składają się wyobrażenia, przeszłość seksualna, przekazy rodzinne, które nosimy w sobie, a także uwarunkowania fizjologiczne. Szybki numerek zazwyczaj wiąże się z pozycją stojącą, podczas której partnerka jest lekko nachylona, a partner stoi za nią. Podczas tej pozycji dochodzi do bardzo głębokiej penetracji i dla kobiet, które mają na przykład zrosty czy blizny poporodowe, albo dla tych, które są po różnych zabiegach operacyjnych, zbliżenie takie może być powodem wielkiego dyskomfortu lub wręcz bólu. Podobnie w sytuacjach, gdy występuje problem z lubrykacją pochwy, czyli jej nawilżeniem. Może więc się zdarzyć, że kobieta, która w pewnym okresie swojego życia bardzo lubiła szybkie zbliżenia w tej pozycji, nie jest później na nie gotowa.

I.F.:
Dodajmy przy tym, że „szybki numerek” nie musi zawsze oznaczać penetracji i wiązać się z wzajemnością. Może być to na przykład seks oralny. Czasami jedna osoba ma dużą ochotę na seks, a druga mniejszą. Jeżeli ta mniej chętna zgodzi się na zbliżenie z miłości dla swojego partnera i chęci sprawienia mu przyjemności, nie może być mowy o nadużyciu.

B.B.K.:
Gdy dla kogoś zbliżenie jest udane tylko pod warunkiem, że przeżyje orgazm, może to oznaczać, że istnieje jakiś problem. W dobrym związku ludzie cieszą się, że mogą się nawzajem obdarować przyjemnością bez dążenia za każdym razem do uzyskania własnej rozkoszy. Mają satysfakcję ze szczytowania partnera. Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.

I.F.:
Żyjemy dziś w wielkim pędzie i pośpiechu, więc czasami tzw. szybki numerek jest jedynym, co z racji zmęczenia czy braku czasu możemy sobie nawzajem w danym momencie zaoferować, ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę.

  1. Psychologia

Jakie czułości lubią mężczyźni? Jak okazywać uczucia swojemu partnerowi?

Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak być czułą dla mężczyzny? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom, co może przełożyć się później na ograniczone okazywanie uczuć przez mężczyzn. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak okazywać uczucia mężczyźnie? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

„Wrócił. Nic nie powiedział./ Było jednak jasne, że spotkała go przykrość./ Położył się w ubraniu./ Schował głowę pod kocem./ Podkurczył kolana./ Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili./ Jest – ale tylko tyle ile w brzuchu matki,/ za siedmioma skórami, w obronnej ciemności./ Jutro wygłosi odczyt o homeostazie/ w kosmonautyce metagalaktycznej./  Na razie zwinął się, zasnął” – tak czule pisze o swoim mężczyźnie Wisława Szymborska.
To jest czułość! Wiedzieć, co jest dla niego ważne, i to uszanować. I jeśli on pokaże swoim zachowaniem czy powie: „Teraz nie chcę rozmawiać, chcę pomyśleć”, to zamknąć buzię i iść poczytać. Nie męczyć: „Coś się stało! Ale co?! Tak chciałabym wszystko o nim wiedzieć”. Nie spieszmy się z wiedzeniem wszystkiego. Te, które najbardziej tego chcą, tak naprawdę chcą wiedzieć tylko tyle, żeby móc się wtrącać. A to wielka różnica wiedzieć po to, by uszanować, i po to, by kontrolować. Wtrącać się chcą mamuśki, takie kobiety wypytują: „A co się stało? A co on ci powiedział? A ty co mówiłeś? A kto przyszedł? A kto wyszedł?”. Jak mężczyzna odpowie, to wcale jej nie zaciekawi: „Aaaa... to nudne”, machnie ręką. On się odsłania, a ona go: buch! Ocenia...

Mężczyzna przyjaciółki stracił bliską osobę. Jego kobieta nie wiedziała, jak mu pomóc, jak okazać czułość mężczyźnie w tak trudnej dla niego sytuacji, nie zrobiła więc nic. A on położył głowę na jej kolanach i tak siedzieli godzinę. W ciszy...
Ha! Dostał się wprost do kobiecej świątyni czułości, bo ona zrobiła właśnie to, czego on potrzebował. Poszła za nim, nie narzuciła mu niczego. Żadnych słów, żadnych zbędnych gestów, żadnych pytań. Nic babskiego. Żadnego szukania na siłę tego, czego jej zdaniem on potrzebuje! Tego kobiecego „ja wiem lepiej”. Nie zamatkowała mu, wypytując, jęcząc, jaka to tragedia. Współczując, czyli kastrując i wiercąc dziurę w brzuchu. Nie próbowała też udawać kumpla: żartować, wyjąć wódkę. Zrobiła to, czego chciał, skoro przyszedł do niej. Nie ciągnęła go też do łóżka, bo „wiadomo, mężczyzna...”. Założę się, że będą razem, bo z taką kobietą każdy mężczyzna chce być.

Najlepiej więc, gdy nie wiemy, jakie czułości lubią mężczyźni. Ale to trudne przyznać, że w sprawie uczuć jesteśmy w kropce.
Nie w kropce, tylko w sednie, bo to „nicnierobienie” to ta czułość, której oni potrzebują. Jeśli kobiecie uda się przekroczyć jej przekonanie, że jest mistrzynią w czytaniu i obdarowywaniu czułością, to da radę. Najlepiej patrzeć i słuchać. Nie myśleć: „Co ja mam zrobić?”. A myślimy, i to jeszcze jak! I wymyślamy, i skupiamy się na tym, co nie ma znaczenia. Na przykład: kobiety myślą, że najważniejszy dla mężczyzny jest wygląd wybranki. Owszem, ale ma być w nim coś ciepłego: miły wyraz twarzy, uśmiech i brak zaczepności. Zaczepność krotochwilna, tak. Ale bez przepychania, siłowania, agresji, bo wtedy mężczyzna się przestawia na tryb rywalizacji. Może się pobawić w wojnę z kobietą, ale po rozgrywce pójdzie poszukać na życie tej, która da mu czułość. To są dwa absolutnie inne typy kobiet. Ta na romans, pokazuje swoje seksualnie walory. A ta na życie – ciepło...

Kokardki, wstążki, kolor różowy. Czy to może być sposób na to, jak okazywać uczucia mężczyźnie?
Nie banalizuj. Co mają do tego kokardki?! Mężczyźni też potrzebują poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza od tej „na stałe”, ona ma być odpoczynkiem wojownika. Wszystko jedno, czy on jest wojownikiem, czy nie bardzo. Mężczyzna lubi tak o sobie myśleć. Kobieta jest niezbędna do poczucia komfortu, spokoju i czułości. Czyli tego, czego od kolegów nie dostanie. Ma być spokojna, życzliwa, akceptująca – to wszystko razem składa się na czułość. Ma go lubić i on ma to czuć. Jak opowie siódmy raz ten sam dowcip, uśmiechnąć się, nie wytykać: „Już mówiłeś...”.

W książce „Jego orgazm później” nowojorski seksuolog Ian Kerner mówi, że mężczyzna wydziela więcej testosteronu, kiedy dotyka go ktoś inny, nic więc nie zastąpi mu intymności dotyku kobiety. One jednak nie poświęcają czasu na dotyk, nie zastanawiają się, jak okazać czułość mężczyźnie, myśląc, że partner chce tylko erekcji. A to dotyk jest niezbędną częścią poczucia jedności. Przez seks nie zbudujemy bliskości z mężczyzną, zbudujemy ją pieszczotami jego sutków, szyi, ust i uszu. Czy to dotyczy też polskiego mężczyzny?
Oczywiście, że tak. Mało tego! Nawet jak ona robi mu fellatio, to nie ma pożerać jego penisa, tylko naprawdę lizać jak loda. Nie ma być zachłanną drapieżnicą, ale kimś, kto okazuje właśnie czułość. W ten sposób przekazuje mężczyźnie pozytywne emocje, takie jak zachwyt, akceptacja i podniecenie nim. To, jak się pieścimy i jak kochamy, pokazuje, co naprawdę do siebie czujemy i kim dla siebie jesteśmy, tak podprogowo, nie słowami. Co więcej, te odczucia decydują o tym, czy on chce z nią zostać, choć nie są werbalizowane w męskim umyśle. Męski umysł w ogóle nie spieszy się do werbalizowania uczuć. Mężczyźni raczej czują i tym czuciem się kierują: „Czy przy tej kobiecie mogę być sobą?”. „Czy to, co robię, ona ocenia, czy akceptuje mnie takim, jakim jestem?”. On odczuwa, czy ona pragnie jego, czy jest głodną samicą, która chce go pożreć, jakby chciała pożreć każdego. Ważne, żeby on nie poczuł, że ona jest niezaspokojona, bo zacznie się obawiać, czy daje jej wystarczająco dużo seksu.

A więc nawet seks oralny ma być czuły, jeśli chcemy, żeby wszystko nie skończyło się na seksie, nawet świetnym?
Absolutnie tak, a seks może był i świetny, i czuły, bo kobieta przez mózg mężczyzny zostanie odczytana jako czuła, jeśli będzie nim zachwycona. Jego człowieczeństwem, owszem. Ale przede wszystkim jego ciałem. Mało tego, ja bym powiedziała, że za rzadko zdarza się kobietom okazywać sympatię właśnie penisom ich mężczyzn. Jakby ciągle nie chciały wiedzieć, że to oni sami. A przecież kiedy kochasz tego mężczyznę, to kochasz go całego, także jego członek.

Ian Kerner pisze: „Spójrz na jego ciało jak na obszerny erogenny krajobraz, który pulsuje światłem pod wpływem ciepła twojego dotyku”. Brzmi pięknie, ale czy to prawda?
Czemu my ich nie pieścimy? Bo myślimy, że oni myślą tylko o seksie... Ale jeśli nawet, to czy mężczyźni są zrobieni z czegoś innego niż my? Czy ciała nie mogą dostarczać im wielu wrażeń? Mogą. I właśnie wracając do sutków i uszu – to są miejsca intymne i erogenne, których moc kobiety znają świetnie. Ich własne sutki i uszy są rozbudzone erotycznie i one czerpią z nich masę rozkoszy. Ale mężczyźni nie są pod tym względem doinwestowani i dlatego wydaje się im, że inna część ciała niż penis nie może dać im rozkoszy. Miałam narzeczonego, który kiedyś wyszeptał: „Ja się nie spodziewałem, że moja klatka piersiowa jest taka czuła”. A ja się tą klatką zachwycałam, że taka szeroka, że taka silna, że taka męska. Całowałam ją więc, głaskałam, miziałam, patrzyłam w zachwycie.

Czyli czuła to znaczy pieszcząca?
Nie tylko. Ale wszyscy chcemy być pieszczeni, głaskani, dotykani. Mamy też ogromne pokłady czułości wobec innych i ich chcemy dotykać, głaskać. I słyszeć, i mówić, że jesteśmy wspaniali, fajni. Ale albo jesteśmy czule wychowywani – bo mieliśmy czułych rodziców, a wtedy bardzo dobrze – albo nie i zanim w dorosłym życiu dogrzebiemy się do pokładów czułości przysypanych nieprzyjemnym dotykiem, jakim częstowali nas rodzice, to trochę czasu minie.

Można przedawkować te pieszczoty? Jak okazać czułość mężczyźnie w nieprzesadny sposób??
Można kotka przepieścić. Ale też na początku bycia razem pary są tak spragnione czułości, że tylko by się miziały. Powiedzmy to sobie: potrzebujemy i chcemy tego oboje, ale możemy przesadzić i potem będziemy chcieli się od siebie odsunąć. I tego nie ma co się bać. To może niepokoić tych, którzy się boją, bo zaznali odrzucenia. Ale jeśli się kimś zachwycamy i strasznie blisko jakiś czas jesteśmy, to potem potrzebujemy dzień, dwa bez miziania. Nie można cały czas jeść truskawek, nawet jak człowiek ma na ich punkcie świra.

Jak nie zgubić seksualności w tej czułości? Skąd wiedzieć, czy to już nie za dużo dla niego?
Zapytać! Tak po prostu: „Czego chcesz?”. Nie masz mieć radaru w głowie, sercu i kroczu! Są dwie formuły na takie pytanie: „Czy to, co ja chcę zrobić, ci pasuje?”. A druga: „Czy ja cię dobrze odczytuję? Powiedz proszę, bo ja nie chcę robić czegoś, czego ty nie chcesz, no bo po co?”. I już wiemy, czy przytulić, czy upiec ciasteczka i postawić na stole. Kobieta czuła jest akceptująca. Jeżeli on lubi chodzić do sklepu, to fajnie. Jak nie, nie ciągnie go. Jak on potrzebuje iść na piłkę, to ona mu powie: „Kochanie, baw się dobrze”. Jeżeli on ma ochotę latać na motolotni, to nie usłyszy:  „Zabijesz się i zostanę sama”, ale: „Jaki ty jesteś dzielny i wspaniały! Może zabierzesz mnie kiedyś ze sobą?”. Nie ma kłamać, że lubi coś, czego nie lubi, bo to się da wyczuć, i na tym bliskości się nie zbuduje. Ale też niedobrze, gdy lekceważy jego zajęcia, bo wtedy może być źle. Miałam w terapii parę, która oddaliła się od siebie, bo on ją zapraszał wiele razy, żeby z nim pojechała w efektowne miejsca. Ona na to: „Eee.... nie”. No, to jeździł sam i w jednym z takich miejsc poznał efektowną damę. Wtedy dopiero do tej jego żony dotarło, że straci cudnego faceta, bo zawsze było tylko to „Eee... nie”. Pojechali wreszcie i się odnaleźli na nowo. To cudna para i rzadka – pan przyszedł pierwszy i teraz jest na nowo zakochany i zachwycony żoną: mądrą, miłą i czułą.

„Miła” to takie dwuznaczne określenie. Czy muszę być miła, żeby być czuła?!
Może to słowo ci się nie podoba, bo kojarzy się jak w piosence „Na zakręcie”: „Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Choć gdybym chciała – bym się urządziła. Już widzę pieska, bieska, stół. Wystarczy, żebym była miła...”. I to można odebrać jako coś udawanego. Ale też z drugiej strony to rodzaj diagnozy mężczyzny. Otóż faceta nie rajcuje głęboka rozmowa, nie potrzebuje zwierzeń, nie potrzebuje afer. Chciałby mieć dobre, spokojne życie. No i jeśli kobieta też chce, to pasują do siebie i do słowa „miło”.

W tym kontekście „miła” brzmi dobrze. Czy taki sposób zachowania może wpłynąć też na okazywanie uczuć przez mężczyzn swoim partnerkom?
„Miła” wcale nie znaczy zawsze miła. Kobietom wydaje się, że miła nigdy nie powie „nie”. Powie. Ale miło. Powie też, czego od niego chce, tyle że nie w formie pretensji, tylko pragnienia. „Będzie mi z tobą dobrze, kiedy...”.  „Lubię, kiedy jesteś...”. „Podobasz mi się, kiedy... ”. Miła i czuła nie mówi: „Źle mi z tobą, kiedy nie dzwonisz!”. Jest spokojna i miła w takim sensie, że ma coś ważnego do roboty i nie siedzi przy oknie i nie gryzie palców, jeśli on się spóźnia, a potem na dzień dobry daje mu burę... Miła nie produkuje lęku, tylko spokój. A spokój jest potrzebny wszystkim – i kobietom, i dzieciom, i pieskom. I mężczyznom. Żeby on miał spokój, żeby sobie przyszedł, a ona była zajęta i nie pędziła do niego, ale się z daleka uśmiechnęła i haftowała dalej. A wtedy on sam podejdzie i pocałuje. Wszystko jest takie przyzwalające z jej strony, wtedy jest czułość... A jak chce być sexy, może włożyć mu do kieszeni karteczkę z napisem: „Czekam wieczorem na ciebie cała gorąca w naszym łóżku”.

Trzeba być liryczną, by być czule sexy?
Liryczną też warto. Ale jeśli oboje lubią ostry seks, to słowa mogą być pikantne. Nie trzeba tabu. Kobieta, która ma ochotę być szaloną kochanką, raczej nie pójdzie ze wstydliwym do łóżka, a jak pójdzie, to musi pomyśleć, czy stać się liryczna czy poszukać innego...

„Nigdy nie kłóć się w łóżku” – radzi Ian Kerner. „Możesz się w nim godzić. Pilnuj, żeby to, co ze świata, nie wchodziło między was przynajmniej tam. Noc ma być czuła”.
Otóż to. Potrzeba czułości i bliskości u mężczyzn jest więc niesamowicie istotna – tak samo jak u kobiet. Partnerzy powinni sobie wzajemnie okazywać miłość i zrozumienie na wiele sposobów, niezależnie od płci. Nie wiesz, jak okazywać uczucia mężczyźnie, wydaje ci się to trudne? Rób to szczerze, ze zrozumieniem jego potrzeb, ale i w taki sposób, aby go ukoić i zapewnić go, że jesteś tu dla niego.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka. Autorka i współautorka wielu książek, m.in. "Nie bój się życia", "Królowe życia i król", "W życiu jak w kinie", "Chcę być kochana tak jak chcę".

  1. Seks

Jakie przesądy na temat seksu warto wyrzucić z sypialni?

Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Pozycja misjonarska to nuda, fetyszyści – zboczeńcy, a gra wstępna – obowiązkowa! Prawda czy fałsz? Wyjaśnia seksuolożka Małgorzata Zaryczna.

Na żaden chyba temat nie napisano tylu poradników. Jak zatrzymać Erosa w sypialni, jak na 10 sposobów doprowadzić ją do orgazmu, jak dać mu niebiańską rozkosz… Ochoczo czytamy i stosujemy w łóżku to, czego się nauczyłyśmy. Satysfakcjonujące? Tylko czasem. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie chodzi o to, by opanować kolejne techniki. To, co najistotniejsze, to zrozumieć zjawisko, jakim jest seks. I nie dać się uwieść… łóżkowym absurdom.

Odrobina fetyszysty

Fetyszyzm to seksualna anomalia, polegająca na tym, że dana osoba osiąga satysfakcję dzięki obecności podniecającego ją przedmiotu – fetysza. Zgoda, może być prawdziwym dramatem par: on ją kocha, ale nie podnieca go bliskość z nią bez „dodatku” w postaci kawałka koronki czy butów na obcasie, a ona – jeśli o tym wie – czuje się wręcz zbędna w sypialni.

– W takim wymiarze fetyszyzm wymaga pomocy seksuologa – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Nawet z punktu widzenia przyjemności przestaje być funkcjonalny: jednemu z partnerów ją daje, lecz za bardzo wysoką cenę; drugiemu natomiast stopniowo ją odbiera, stanowiąc źródło frustracji i cierpienia.

Nie zawsze jednak to, co nazwalibyśmy fetyszyzmem, nim jest. Nie każdy mężczyzna, który wącha damską bieliznę, jest zboczeńcem – w takim zachowaniu nie ma nic złego, dopóki za podstawowe źródło satysfakcji uważa kontakty seksualne. Fakt, że coś zwiększa przyjemność, stanowi pikantny przyczynek, ekstradodatek w łóżku, być może czyni z obiektu rodzaj fetysza, ale nie czyni człowieka fetyszystą. Tym bardziej, że…

– Odrobina fetyszysty drzemie w każdym z nas – mówi Małgorzata Zaryczna. – Każdemu coś się bardziej podoba w ciele partnera, a coś mniej. Weźmy choćby zamiłowanie mężczyzn do damskich stóp czy piersi. Wiele osób odczuwa podniecenie w reakcji na zapach skóry i potu partnera, a już widok damskiej bielizny czy pończoch kręci większość panów o orientacji heterosekualnej.

Dlatego w samym fakcie, że kogoś podniecają jakieś konkretne akcesoria, nie ma nic złego. Co więcej, znalezienie swego fetysza jest fantastycznym sposobem na podgrzanie atmosfery w sypialni.

Dobrym przykładem udanych poszukiwań jest Magda. Ona swój fetysz odkryła przypadkiem i to właśnie ten kawałek jej seksualności sprawił, że dziś jest szczęśliwą żoną i matką. Zgłaszała na posterunku policji kradzież komórki. Przyjął ją posterunkowy, który pewnie był kompetentny i pomocny, ale tego Magda nie pamięta. Pamięta natomiast, jak podziałała na nią jego bliskość: poczuła się jak topniejąca landrynka. Na początku nie wiedziała, czemu. Ale kiedy spotkali się znowu, on był w cywilu i… podniecenie nie przyszło. Wciąż się jej podobał, ale ten gorący płomyczek w podbrzuszu nie chciał się zatlić. Do łóżka trafili na trzeciej randce, bo on przyszedł prosto z pracy, w uniformie. A Magdę tak podniecił ten symbol władzy, że z miejsca zaprosiła go do siebie. Są razem od pięciu lat. Seks jest cały czas wspaniały – ale najlepszy wtedy, kiedy mąż do łóżka przychodzi „na służbowo”.

Może by tak więc założyć dla ukochanego pończochy – z podwiązkami, podtrzymywane przez pas czy samonośne? Na większość mężczyzn działają. Na niemal każdego działa też ładna, koronkowa bielizna. Inni uwielbiają kobiety w szpilkach – także w łóżku. Czasem proszą o założenie białych podkolanówek, dzięki czemu mają poczucie, że konsumują zakazany owoc: takie skarpetki kojarzą się ze strojem uczennicy. Cokolwiek to będzie, Małgorzata Zaryczna zachęca do poszukania swojego małego, łóżkowego dziwactwa, drobnego odstępstwa od normy, bez przyklejania sobie od razu łatki zboczonych.

Czy musi być intensywnie?

Czego najbardziej obawiamy się w sypialni? Jeśli za miernik obrać problemy, z jakimi zgłaszają się do seksuologa pacjenci, okazałoby się, że panicznie boimy się nudy. Coraz więcej par unika z tego powodu… pozycji misjonarskiej.

– Często słyszę: „boimy się kochać w tej pozycji, żeby od seksu nie zaczęło wiać nudą” – dziwi się Małgorzata Zaryczna. – Ten lęk jest powszechny, zwłaszcza wśród młodych ambitnych, kadry kierowniczej, w której kładzie się wielki nacisk na rozwój, sukces i kreatywność. Oni najbardziej boją się rutyny, codzienności. Także w seksie: chcą się kochać w windzie, na imprezie, w parku – byle nie w łóżku. I byle nie „na mamę z tatą”. Czasem muszą iść na siłownię czy jogę i trenować ciało, żeby dało radę kolejnym cudom z Kamasutry.

Zamieniają seks w dyscyplinę wyczynową. Po co? Co jest nie tak z pozycją klasyczną? – Ależ nic! – zapewnia Małgorzata Zaryczna. – To najważniejsza pozycja, niesłusznie teraz degradowana. Zapewnia ogromną bliskość. Kochankowie mogą się przytulić do siebie całymi ciałami, objąć jednocześnie rękami i nogami. Trudno przytulić kogoś bardziej… Poza tym ma bardzo wiele wariantów, pozwala stosować pchnięcia głębsze i płytsze, zbliżać się i oddalać, by móc na siebie popatrzeć.

Wniosek? Seks lubi urozmaicenie, to dobrze, jeśli w poprawę życia erotycznego para chce wkładać tyle energii i poświęcać na to czas, ale bez przesady. Klasyczne pozycje mogą wydać się zwykłe, prozaiczne, ale przecież potrafią dostarczyć tyle samo przyjemności i bliskości, co inne, a na dodatek być ciekawym urozmaiceniem w… sztafecie samych nowości. Chodzi o to, by być razem i czerpać radość z seksu, a nie by sprawdzać wytrzymałość stawów i mięśni podczas miłosnej potyczki.

Podobnie jest z wyśrubowanymi standardami dotyczącymi gry wstępnej. Dawniej mężczyźni sądzili, że kochance jako bodziec podniecający wystarczy fakt, że zdejmą spodnie. Dlatego seksuologowie niezmordowanie grzmieli: „Panowie, bez gry wstępnej kobiety nie zadowolicie! Pomyślcie nie tylko o sobie, ale też o partnerkach, poświęćcie czas na pieszczoty”. Lata edukacji dały owoce: dzisiejsi kochankowie wiedzą, że kobieta rozgrzewa się wolniej i potrzebuje gry wstępnej. Poznali tyle trików i sposobów, że… zaczynają się w tym gubić. Zamiast błysnąć przed kochankami, osiągają skutek całkiem odwrotny.

– Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której gra wstępna nie służy pobudzeniu partnerki, tylko pokazaniu, że oni potrafią i są gotowi to robić, nawet bardzo długo – zauważa seksuolożka. – Przeciągają więc wstępne pieszczoty do granic możliwości. Tymczasem kobieta przy zbyt długich pieszczotach albo ostygnie, albo się zirytuje. W obu przypadkach straci ochotę na zbliżenie. Bo w pewnym momencie, gdy czuje podniecenie, chciałaby przejść już do konkretów – a on pieści i pieści. To, zamiast rozgrzewać, tylko studzi jej zapał.

Do gabinetu Małgorzaty Zarycznej przychodzi wiele kobiet, skarżąc się, że nie chcą urazić partnera, bo się tak stara… ale one chciałyby konkretów, penetracji, pasji i pożądania, a nie głaskania, muskania, pocierania i ugniatania bez końca. Boją się, że gdy powiedzą: „za długo mnie pieścisz”, on się obrazi.

– Rzeczywiście, może poczuć się dotknięty – zgadza się Małgorzata Zaryczna. – Ale wiele zależy od tego, jak mu to przekaże partnerka. Zamiast powiedzieć: „za długo mnie pieścisz”, może po prostu zaprosić go do akcji słowami w stylu: „kochanie weź mnie teraz, zwariuję, jak tego nie zrobisz”. Nie bójmy się przejąć inicjatywy. Który facet nie marzy o tym, by kobieta błagała go o seks?

Cisza na planie

Zuzanna podczas seksu musi ze sobą walczyć. Coś od środka sprawia, że chciałaby jęczeć. Ale stara się być cicho. Zaciska usta, by nie sapać, nie jęczeć i nie wzdychać. A już na pewno nie krzyczeć. Wstydzi się, bo to jak przyznanie się do tego, że jest rozwiązła, jak – nie przymierzając – jakaś gwiazda porno. A w ogóle to głupio brzmi, a któż chciałby narazić się na śmieszność, zwłaszcza w sypialni?

– Kompletny absurd – uważa seksuolożka. – Powstrzymując odgłosy, powstrzymujemy też oddech, czego dalekosiężnym efektem jest niedostateczne ukrwienie, a więc za małe uwrażliwienie tkanek. To skutkuje słabszym odbiorem bodźców zmysłowych. Wniosek: tłumiąc odgłosy, tłumimy też przyjemność. Pomijając fakt, że gdy zamiast odlecieć na skrzydłach rozkoszy, cały czas się kontrolujemy, raczej trudno o orgazm.

Zuzanna nie tylko nie daje sobie szansy na większą przyjemność, ale też pozbawia swojego partnera bardzo silnego bodźca erotycznego. Mężczyźni uwielbiają kobiece jęki. To dla nich wspaniała nagroda za starania. Nie na darmo w filmach erotycznych przykłada się dużą wagę do doboru efektów dźwiękowych…

Kobietom, które chciałyby się przełamać i wreszcie przerwać ciszę w sypialni, Małgorzata Zaryczna zaleca ćwiczenia… w samotności. – Na przykład podczas masturbacji. Powzdychać, postękać, pojęczeć – powydawać najróżniejsze odgłosy, na jakie będą miały ochotę – radzi. – Nawet gdyby taki seans autoerotyki miał się zakończyć salwą śmiechu, jest to cudowne, oczyszczające doświadczenie. Wiele kobiet nigdy nie słyszało swojego jęku, z góry zakładając, że to nie na miejscu. Tymczasem nasze westchnienia są piękne!

(Zbyt) romantyczny kochanek

Współcześni mężczyźni rozumieją potrzeby kobiet. Tak jak Marek. Jego żona ciężko pracuje, jest prawniczką i często siedzi w kancelarii do późna w nocy. Seks? „Daj spokój, nie mam siły” – to najczęstsza odpowiedź, jaką słyszy Marek. Więc nie nalega. Rozumie, widzi podkrążone oczy żony. Efekt? Sypiają ze sobą raz na kwartał. Albo rzadziej. Właściwie to przeważnie na wakacjach. Życie seksualne Marka od lat odbywa się… na własną rękę.

– Rzeczywiście, od jakiegoś czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem „nowego mężczyzny” – mówi Małgorzata Zaryczna. – Wycofuje się, by dać kobiecie przestrzeń. Robi to z miłości i troski. Nie chce jej przytłaczać. Szanuje uczucia. Do niczego nie zmusza. A już na pewno nie do seksu.

Piękne? Może. Ale też absurdalne. Bo wszystko w nadmiarze staje się absurdem. A kobieta potrzebuje prawdziwego faceta.

– Choć to w dobie emancypacji zabrzmi niemodnie, kobieta prędzej będzie mieć orgazm z mężczyzną stanowczym, wiedzącym, czego chce, może nawet nieco dominującym, niż z wyrozumiałym, ale delikatnym i niezdecydowanym partnerem – uważa seksuolożka. A zatem lepiej sprawdzi się stary, dobry macho, który dba tylko o siebie? Niekoniecznie. Wystarczy, jeśli mężczyzna będzie zdecydowany. Będzie naprawdę wiedział, czego chce i będzie to wyrażał, pokazując w ten sposób kobiecie, że jest piękna i atrakcyjna. Mężczyzna musi sprawiać wrażenie kogoś, kto panuje nad sytuacją. Dopiero wtedy kochanka może się całkowicie odprężyć w jego ramionach i oddać przyjemności.

– Poza tym u kobiety ochota na seks pojawia się czasem dopiero pod wpływem pieszczot – dodaje Małgorzata Zaryczna. – Zwłaszcza po kilku latach związku. Odpowiednio pobudzana nabiera apetytu na więcej. Stąd, jeśli parter wycofuje się, bo ona skrzywiła brew, seks rzeczywiście przydarza się od święta.

Ale jest jeszcze coś: kiedy mężczyzna jest bardzo wyrozumiały, wrażliwy i empatyczny, staje się… kobiecy. Podobny do nas. Zbyt podobny. Jest jak nasza przyjaciółka. Wtedy nie ma napięcia, nie iskrzy. A to zabija libido. Poza tym niedawne badania wykazały, że kobiety miały zdecydowanie lepsze orgazmy po obejrzeniu horroru niż komedii romantycznej. Jak widać, odrobina napięcia poza łóżkiem jest zatem niezbędna, by w łóżku płynął prąd.

  1. Seks

W łóżku z przyjacielem

Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Mąż, partner, kochanek? Czy może być też przyjacielem? Czy przyjaźń to kostka lodu dla namiętności, której nie użyjemy do erotycznej zabawy, ale dla otrzeźwienia? A seks z przyjacielem – czy to dobry pomysł? Nie ma prostej odpowiedzi, choć jest masa obiegowych opinii, jak to jest z seksem i przyjaźnią, czy można pomieścić je w jednym łóżku. A jeśli tak, to kiedy i komu to wyjdzie na zdrowie – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Są kobiety, które twierdzą, że aby utrzymać namiętność, trzeba pokazać się partnerowi w pełnym makijażu i seksownej bieliźnie. Nawet kiedy boli je brzuch i biegają do toalety, to wychodzą ze szminką na ustach i w różowych kapciuszkach na obcasie. Mężczyzna, który z tobą żyje i ma nie rozglądać się za innymi, to nie jest przyjaciel, do którego idziesz w starym dresie nieuczesana.
Jestem przekonana, że facetów bardziej rajcuje spocona, zachwycona życiem kobieta ze zmarszczkami od śmiechu i w dresie niż idealna lalka, która ani głośniej nie krzyknie, ani nawet oczu mocniej nie zamknie, bo jej się rozmaże makijaż. No bo jak z taką się kochać, skoro ona taka sztywna? Prawda jest taka, że przyjaciółka czy nieprzyjaciółka, kobieta albo kręci mężczyznę, bo jest w jego typie, bo go bierze jej zapach, gesty, spontaniczny śmiech, albo nie bierze. A więc problem z seksem i przyjaźnią nie tkwi w tym, w co jesteśmy ubrane i czy pomalowane. Kobiety mówią, że to dla faceta ten makijaż i peniuary, ale one to robią dla siebie. Z powodu swoich kompleksów i gierek, jakie prowadzą ze swoim mężczyzną, manipulacji, jakie uskuteczniają tymi rekwizytami i maskami. Nie wiem, czy łatwo im się w ogóle przyjaźnić. Takie są sztuczne i upozowane. Tak im zależy, żeby zawsze dobrze wypaść, że raczej potrzebują widowni.

Nie ma przyjaźni z mężczyzną, z którym żyjesz, bo mówienie mu o menstruacji czy długach to zimny prysznic i początek końca. A więc przyjaźń z partnerem życiowym i kochankiem, trzy w jednym, nie jest możliwa?
Możliwe jest wszystko, nawet to, co nie śniło się filozofom. Jeśli oboje – i ona, i on – byliby pełni dobrej energii, mieliby rozwinięte i wolne od kompleksów i zakazów libido, gdyby lubili samych siebie i tę drugą połowę, to czemu nie mogliby żyć na zasadzie trzy w jednym? Jest moim zdaniem tylko jeden szkopuł, ale za to dużego kalibru. Otóż jest naprawdę bardzo, ale to bardzo niewielu ludzi, którzy wszystkie sfery życia, a więc i emocje, i intelekt, i libido, mają zrównoważone, harmonijne. Potrzeby i umiejętności także. Bo też aby taki wszechstronny układ był możliwy, ludzie muszą naprawdę umieć porozumiewać się ze sobą. Ale choć ciągle o tym piszemy, to kto tak naprawdę umie słuchać i słyszy?! Trzeba ćwiczyć. A jeszcze trzeba by tu dobrze się rozumieć. Czyli jest to możliwe, ale mało realne.

Jednak albo przyjaźń, albo seks?
Tak jest, że jednym udają się w życiu wszystkie możliwe wersje bycia z ludźmi, a innym żadna. A więc są tacy, którzy po seksie z przyjacielem dalej będą przyjaciółmi albo zostaną kochankami, albo pójdą do ołtarza i będą żyli długo i szczęśliwe. Zależy, czego będą chcieli. Ale są i tacy, którzy zawsze zrobią coś nie tak. I pytają: „Czy to się da, żeby przyjaciele uprawiali seks, a nawet byli razem?”. No i co im powiedzieć? Jakąś odpowiedzią jest kultowy film „Kiedy Harry poznał Sally” z Meg Ryan i Billym Crystalem, jeśli ktoś nie widział czy nie pamięta, warto obejrzeć. Bohaterowie byli właśnie kumplami, latami opowiadali sobie o swoich narzeczonych i kochankach, coraz bardziej zmęczeni i zniesmaczeni tym, kogo i jak spotykają w swoim życiu. I po latach dopiero olśniło ich nagle, że przecież to oni sami dobrze do siebie pasują. Przyjrzeli się sobie: „O rany! Jest więc ktoś, kto mnie zna, lubi, akceptuje taką, jaka jestem, takim, jaki jestem!”.

Znam taką parę, oni naprawdę dobrze się mają. Latami się przyjaźnili, nim zdecydowali się zejść. Mają dwoje dzieci, dom. Biegają razem, jedzą zdrową żywność itd. Pasują do siebie z każdej strony.
No właśnie, bo i my tak czasem rozglądamy się dookoła siebie i nagle widzimy: „Przecież jest on! Jest ona!”. No, to hop do łóżka. I bywa jak w tym filmie… Bo może być super, bo znamy się, bo lubimy, bo akceptujemy, bo ufamy sobie. Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. A dla kobiety to duży plus. Bo przyjaciel nie oceni, nie odrzuci, nie obśmieje. On się na mnie zgadza! Na taką właśnie mnie, i najlepiej wie, jaka jestem. Nie grozi takiej parze też, że wyjdzie szydło z worka, nie grozi im to niemiłe zaskoczenie, że jednak on lub ona jest inny, inna, niż się nam wydawało, kiedy pod wpływem urody czy inteligencji wylądowaliśmy w łóżku, a potem we wspólnym życiu. Nie ma takiego ryzyka, bo się znamy jak łyse konie… I jeśli uda nam się zbudować związek, to kiedy będzie po namiętności, zostanie nam bliska relacja, bo jest przyjaźń. Związek przetrwa, bo został zbudowany nie na namiętności. I często ludzie na tym pójściu do łóżka z przyjacielem, którego znali od lat, wygrywali trwały jak opoka związek, w którym oboje się lubią, szanują, znają.

Wariant optymistyczny mamy więc i dla tych, którzy chcą stałego związku z przyjacielem. Jest światełko w tunelu, ale sądząc po twojej minie, niewielkie i daleko.
Jest, o ile cenimy nade wszystko spokój, jeśli cenimy i pożądamy tego, by wiedzieć, co będzie jutro rano i w następne ranki. Jeśli cenimy pewność, to trafiony! Ale nawet wówczas jest pewien cień na tym obrazku. W tym wariancie szczęścia we dwoje zazwyczaj seks nie jest zbyt częsty i na pewno nie on klei tę parę. Na początku to może wypalić, bo co prawda znacie się jak bliźniaki jednojajowe, ale oto nagle odsłaniasz się mu w całkiem nowym i nieznanym wydaniu – jako kochanki przecież on cię nie zna. I ty jego jako kochanka też nie. Jesteście więc dla siebie ci sami, ale nie tacy sami. Rodzi się więc ciekawość, a razem z nią pożądanie. Ale potem… Niektóre pary mogą się okazać cudownie dobrane i ucieszyć się, że odkryły także i swoją seksualną kompatybilność, ale większość nie przypadkiem nie zapałała do siebie przedtem pożądaniem, tylko sympatią. By przetrwał seks, trzeba się nagłowić, bo on tak sam z siebie nie zawsze będzie się tobą podniecał, a tobie na jego widok nie będą miękły nogi... Przyjaźń to całkiem inny tryb bycia razem niż ten wariant, jaki mają kochankowie.

Trzeba się nagłowić, by ten ogień między parą przyjaciół podtrzymać, czyli to możliwe. Tylko jak to zrobić?
Nie przesadzałabym z wymaganiem aż ognia. Ogień to w ogóle rzecz niepowszechna. Ale jeśli chcesz być pożądana, to pamiętaj, że upragniona dama powinna zachowywać lekki dystans – znikać w swoim pokoju. Przechadzać się czasem do kuchni, i to raczej po szklankę wody niż kubek rosołu. Patrzeć może taka dama czasem niewidzącymi oczami, tak by on przeczuwał, jaka jest tajemnicza, i żeby zapragnął tę jej tajemnicę poznać. Najlepiej, gdyby ona była artystką, która zamyka się w pracowni na dwa tygodnie. I potem nagle pojawia się z całkiem inną energią, tematami, doświadczeniami. Jak nowa. Jeśli nie jest artystką, może jeździć w delegacje. I gdy trzyma w ręce bilet w tamtą stronę, to jako blondynka. A gdy wraca do domu, to już jest brunetką. Blondynkę to on znał na wylot. Lubił i szanował, ale nie pożądał, bo nie widział już w niej nic do odkrycia, do poznania. Ale brunetka to coś nowego! Jak widzisz, żartuję sobie nieco wokół starego jak świat tematu, dotąd nierozwiązanego ani przez praktyków, ani przez naukowców. Bo jeden będzie ją lubił tajemniczą, a inny otwartą, i niby skąd mamy to wiedzieć? Trzeba sprawdzać w praniu, kiedy na nas najgoręcej reaguje. A, i nie chodzi o to, żeby być tylko taką, która jemu się podoba. Bo i sobie, prawda? Zresztą on też powinien być mniej dostępny niż para kapci, które zawsze stoją w przedpokoju. Lepiej gdy ma swoje sprawy i też znika, i pojawia się jak sen złoty. Musi więc być między nimi dystans fizyczny, emocjonalny i czasowy, bo to on rodzi pożądanie. Kiedy jesteśmy wciąż blisko, wciąż razem i tacy sami, to zapomnijmy o seksie...

Trzeba by to szaleństwo kultywować planowo?!
No, chyba że ktoś ma takiego hyzia, że mu tak samo wychodzi. Ale wtedy ta druga połowa musi to kupować, a nie myśleć: „O Matko Boska! Nie wiem, co mnie czeka, jak wrócę do domu. Nigdy nie wiadomo, co jej do tego rudego łba strzeli!”. Nie każda zniesie takiego znikającego i podlegającego permanentnej metamorfozie partnera-przyjaciela-kochanka. Niejeden powie: „Dość tego, że wyjeżdża blondynka, a wraca brunetka”. Ha! Ale jeśli ktoś tego nie chce, a lubi seks, to ma kłopot, bo właśnie wytrącenia z normalności generują pożądanie. Przypominam, że jednak ludziom znacznie częściej zależy na bezpieczeństwie.

Trzeba się dobrać, wybacz banał. Ale może gdy jesteśmy przyjaciółmi, to łatwiej nam się dopasować?
Ilu masz przyjaciół, których kochasz, ale myślisz: „Gdybym była jego kobietą, to bym mu łeb urwała”? Ale jak się spotykacie raz na dwa tygodnie, to kochasz go bardzo, wszystko rozumiesz, akceptujesz, nie oceniasz. Właśnie! To jest istotna różnica między przyjacielem a partnerem. Przyjaciel daje bezwarunkową miłość i akceptację. Jak jest ci smutno, bo ktoś cię źle potraktował, to przyjaciel pocieszy i zrozumie. Nie będzie pouczał i marudził, że ty znów… Ale jak tobie smutno z powodu partnera-kochanka, którym jest przyjaciel, to robi się pod górkę. Przyjaciel-mąż może wtedy powiedzieć: „Może i jestem wredny, ale ty też nie jesteś miód! Potrafisz walnąć jak łopatą, i to w podbrzusze!”. No i widzisz, czy to nadal jest przyjaźń? Dlatego ja bym powiedziała: jeśli chcesz zachować przyjaciela, to nie właź z nim do łóżka i nie idź pod rękę do urzędu stanu cywilnego.

Czasem jednak nie chodzi o związek, tylko o seks. Czy wtedy warto skorzystać z oferty, jaką daje przyjaciel jako pogotowie seksualne?
To niby prostsze, ale niestety, nie jak jesteśmy singlami. Bo wtedy po seksie możemy od razu zacząć o nim myśleć, tęsknić za nim, czekać na niego i oczekiwać, żeby on się zaczął deklarować jako nasz partner. Czyli był blisko, często i bez innych pań. A tymczasem ten przyjaciel-kochanek lubi być sam i dlatego z nikim nie jest. Albo ma inne kobiety i tak też lubi, o czym ty zresztą wiesz, ale zaczynasz coś kombinować, żeby go zmienić, i już po przyjaźni! Zaczynasz za nim latać, czegoś tam oczekiwać, i klops. Żaden facet tego nie lubi. Przyjaźń to, powtórzę: miłość bezwarunkowa, ale raz na jakiś czas. Miłość partnerska to miłość warunkowa, ale za to serwowana cały czas. Inaczej też lubimy być razem z przyjacielem, możesz na przykład pomilczeć w filharmonii, ale w życiu tam nie pójdziesz z ukochanym, bo to nie ta energia. Albo odwrotnie: z mężem pomilczysz w filharmonii, a z przyjacielem szkoda na to czasu, bo trzeba się nagadać. Jest coś, co nazywamy pokrewieństwem dusz. Sprawdzamy się bardziej jako przyjaciele albo jako kochankowie, albo jako partnerzy. Nie zawsze to pokrewieństwo dusz to gwarancja, że uda się inaczej być razem, czyli tak, jak my byśmy sobie życzyli. Dlatego jeśli jeden wariant nie wypali, warto spróbować innego.

  1. Seks

Nie na całość, czyli seks bez seksu

Seks bez seksu - brzmi ciekawie? I o to chodzi, o wieczną ciekawość siebie. (Fot. Getty Images)
Seks bez seksu - brzmi ciekawie? I o to chodzi, o wieczną ciekawość siebie. (Fot. Getty Images)
Seks bez seksu, nieoczywisty, niby jest, ale jakby go nie było… Nie do końca, ale jednak. Brzmi ciekawie? I o to chodzi, o wieczną ciekawość siebie.

Dojrzały, „prawdziwy” seks kojarzy się doświadczonym kochankom z sypialnią i automatycznymi ścieżkami, które trzeba przejść, by dotrzeć na szczyt. Seks to seks – pełne zbliżenie, penetracja, orgazm. Nie zawsze tak było…

Kiedy człowiek ma naście lat i dopiero wkracza w świat zmysłów, każdy drobiazg związany z ukochanym ma wymiar erotyczny. Seks, ten tajemniczy, nieodkryty ląd, pociąga, ciekawi, nęci. Pierwsze pocałunki, pierwsze pieszczoty… Szczyt erotyki! Odważniejsze eksperymenty stają się pochłaniającym zajęciem, można by całować się, dotykać i przebywać ze sobą godzinami. A potem… przełamanie lodów – pierwszy stosunek, drugi, trzeci i kolejne. Nastaje nowa rzeczywistość: jeśli seks, to penetracja, bo jakżeby inaczej? Wszystko do tego prowadzi. Cała otoczka, która kiedyś podniecała, jakoś traci na znaczeniu.

– Do „pierwszego razu” zadajemy sobie dużo trudu, by uprawiać seks na tysiące sposobów, choć jeszcze bez seksu – mówi seksuolog Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska. – A potem? Pieszczoty? To nie seks. Zabawa oralna? Też właściwie nie seks. Zaczynamy sądzić, że chodzi tylko o kontakt genitaliów. Szkoda…

Gra wokół? Zaprzestajemy jej – bo skoro doszliśmy już do celu, teraz idziemy na skróty. Gdy wejdzie nam to w krew, seks spowszednieje w sposób błyskawiczny. I sposobem na podtrzymanie ognia może być właśnie taki „seks – nie seks”.

Ukradkiem…

…czyli wszelkie sytuacje, kiedy właściwie kochankowie powinni powstrzymać się od seksu, bo: śpią w jednym pokoju z innymi osobami; to tylko przebieralnia i obok chodzą ludzie; namiot ma cienki tropik… Dopiero nabiera się ochoty na miłość! Spróbujcie sprowokować partnera i rozładować seksualne napięcie, ale tak, aby nikt niczego nie usłyszał!

Janka: „Nam z Andrzejem udała się taka sztuka. To była rewolucja w naszym związku, do którego po latach powoli zakradła się nuda. Tak wyszło, że spaliśmy w jednym pokoju z rodzicami Andrzeja. Kiedy światło zgasło, Andrzej zaczął mnie pieścić. Pamiętam zaskoczenie, ale i perwersyjną satysfakcję. Nie protestowałam, starałam się być cichutko i także go pieścić. Ta ukradkowa zabawa była tak podniecająca, że oboje przeżyliśmy orgazm w pełnej ciszy. To było dużo fajniejsze od naszego powszedniego seksu”.

Smak zakazanego owocu kusi. Czasem wystarczy obecność innych osób w pobliżu, aby coś, co robiliśmy tysiąc razy, wydało się mniej zwyczajne. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, skupiając się na „dorosłym” seksie i dążeniu do penetracji, nie operujemy w pełni zmysłami. Za to wymyślając alternatywne sposoby szukania przyjemności, wzbogacamy możliwości postrzegania, reagowania i przeżywania.

– Seks bez penetracji, jeśli kończy się orgazmem obu stron, daje taką samą satysfakcję, a czasem nawet większą, jak widać na przykładzie Janki – tłumaczy seksuolog. – W ogóle orgazm dla poczucia spełnienia nie jest najważniejszy, zwłaszcza dla kobiety. Ważne jest wszystko, co się dzieje dookoła: to, że kobieta czuje się atrakcyjna, bo partner chce ją pieścić nawet tuż obok śpiących rodziców. Satysfakcjonująca jest już sama gra, w której ona czuje się w centrum uwagi.

Gdyby to sąsiad widział!

Co dla jednej pary jest perwersją, na inną może w ogóle nie działać. Zastosujcie „test sąsiada”. Gdyby wiedział, co robimy! A przy tym właściwie, czego nie robimy, bo to przecież „seks bez seksu” – penetracji w klasycznym rozumieniu nie będzie. W takim razie co? Trzeba uruchomić wyobraźnię. Sebastian, ukochany Ewy, ostatnio wpadł na pomysł, by kochać się z jej pośladkami (proszę nie mylić z seksem analnym)  – tylko z pośladkami.

– To było tak podniecające, bo było nowe i jakoś tak dziwne, inne, lekko zboczone. Na samą myśl o tym, co wyprawiamy, miałam ochotę się masturbować, czułam, że odlatuję – mówi Ewa.

Przyjemności o lekkim posmaku perwersji są niezwykle podniecające, niezależnie, czy kończą się penetracją, czy też nie. To, co dyskusyjne czy niedozwolone, podnieca podwójnie. Już sama myśl, że statystyczny Kowalski za ścianą byłby zbulwersowany, gdyby się o tym dowiedział, wystarczy, by dodać akcji pieprzyku.

Gdy widzimy siebie jako sekretnych partnerów, robiących coś bardzo nieprzyzwoitego, czujemy się dodatkowo połączeni. – Często podnieca nas sama myśl, świadomość, że coś jest choćby lekko perwersyjne – mówi seksuolog. – To działa na wszystkich, bez wyjątku. Różnimy się tylko tym, co uważamy za perwersję. Dla jednej pary będzie nią już przytrzymanie nadgarstków partnerce. Dla innej będzie to dopiero kupno skórzanego pejcza. Ale perwersja nas kręci.

Dlaczego? Bo taki seks to zupełnie co innego niż małżeński obowiązek czy coś, co spaja związek. Nagle znajdujemy we współżyciu wartość dodatkową: sposób na rozładowanie seksualnego napięcia, chwilę zapomnienia, spełnienie zachcianki partnera lub własnej. Szansę, by odkrywać siebie na nowo.

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska uważa, że każdy z nas powinien szukać dróg do „swojej” perwersji. Jaką granicę chcielibyśmy przekroczyć? Któremu tabu rzucić wyzwanie? I jak to wyznać partnerowi? Seksuolog zaleca proponować innowacje delikatnie, mniej mówić, więcej działać gestem i stopniować czyny. Na przykład zamiast pytać wprost: „Co powiedziałbyś na to, żebym cię związała?”, lepiej w intymnych okolicznościach przełożyć partnerowi ręce nad głowę i chwilę je przytrzymać. Jeśli zareaguje pozytywnie, zapytać, czy próbujemy posunąć się dalej? Kiedy rzecz już się dzieje, w łóżku, i do tego jesteśmy podnieceni, często pojawia się odwaga na smakowanie nowych rzeczy. Wykorzystajmy ją.

Specjały regionalne

Ludzie pod każdą szerokością geograficzną chętnie próbują innowacji i wypracowali wiele gotowych recept na „seks bez seksu”. Istnieją różne formy, niektóre noszą nawet „narodowe” nazwy.

„Seks grecki” to seks analny. Ma w Grecji bogatą tradycję, sięgającą korzeniami antyku. „Seks hiszpański” polega na masażu członka piersiami partnerki. „Seks włoski” natomiast to pobudzanie członka mężczyzny za pomocą pachy kobiety. Zwolennicy tego rodzaju pieszczot cenią sobie to, że można swobodnie regulować nacisk ramienia, stopniując doznania. Ciekawie brzmi też seks „po rosyjsku”: to masaż analny przy użyciu olejków do masażu plus pobudzanie penisa między udami partnerki. Seks „po szwedzku” to penetracja, podczas której partnerka przytrzymuje dłonią nasadę penisa, lekko ją uciskając – choć niektórzy „seksem szwedzkim” nazywają wzajemną masturbację. Seks „po angielsku” i seks „po niemiecku” to stosunek z elementami sado-maso, przy czym odmiana angielska jest rozpisana na role: jest tu znana z przygód Greya Uległa i jej Pan.

– Patrzymy z przymrużeniem oka na nowości: „o, seks pod pachę” – śmiejemy się, bo to jakieś dziwaczne. Ale może najpierw sprawdźmy, czy nam się to lub owo będzie podobało – radzi seksuolog.

Chcemy ożywić seks i pobudzić erotykę w stałych związkach? Umówmy się, że uprawiamy przez tydzień (co najmniej!) w każdym miesiącu „seks bez seksu”, tak często, jak chcemy, w takiej formie, jaka się nam zamarzy – ale bez klasycznej penetracji. Wymyślajmy inne sposoby sprawiania sobie erotycznej przyjemności. Powróćmy do sposobów, które znamy, choć dawno ich nie stosowaliśmy, do lat młodości, kiedy na przykład kochaliśmy się w ubraniach, pieszcząc strefy erogenne, ale nie przekraczając pewnych granic. Wymyślajmy zabawy seksualne, które sięgają poza sypialnię. Wtedy możemy czuć podniecenie na zakupach, w windzie, restauracji… Nie musimy się dotykać, żeby być nieprzytomnie nakręconym. Nawet jedna drobna innowacja odświeży intymne życie dwojga ludzi.