O zaletach i wadach seksu w trójkącie

"Nie zgadzaj się na trójkąt dla tzw. dobra związku. Ani z lęku, że w przeciwnym razie on zacznie cię zdradzać". (fot. iStock)

Dla jednych kusząca wizja, dla innych przekroczenie granic przyzwoitości. Realizacja tej fantazji wymaga dużej dojrzałości. O zaletach i pułapkach seksu w trójkącie opowiada sex coach Marta Niedźwiecka.

Motyw trójkąta seksualnego, występujący już w starożytnej sztuce europejskiej, nie stracił na atrakcyjności i do dziś pozostaje jedną z najczęściej spotykanych fantazji seksualnych. Jest to wizja dość ekscytująca, a zarazem wydaje się w miarę bezpieczna − nie zagraża poczuciu przyzwoitości tak bardzo jak na przykład wyobrażenie orgii. Co ciekawe, w powszechnym mniemaniu trójkąt od orgii odgradza jedna osoba. O ile ménage à trois wydaje się nawet prawdopodobne i wiele osób chciałoby w ten sposób urozmaicić seksualne doświadczenia, o tyle dodanie choćby jeszcze jednego uczestnika zamienia tę fantazję w coś na pograniczu dewiacji. Jeżeli pragniemy spróbować, jak smakuje seks we troje, miejmy świadomość, że powinniśmy wcześniej wszystko przemyśleć i zaplanować w najdrobniejszych szczegółach. Bo w tym przypadku spontaniczność nie popłaca. Warto jednak najpierw zastanowić się, czy naprawdę tego chcemy. Tak jak to było w przypadku Anny, 35-letniej projektantki wnętrz, która przyszła ze swoimi wątpliwościami do sex coacha:

ANNA: Mój chłopak zasugerował, że moglibyśmy uprawiać seks w trójkącie…
SEX COACH: I co pani myśli na ten temat?
ANNA: Że to ciekawe, ale trochę się obawiam…
SEX COACH: A czego konkretnie?
ANNA: Obecności innej osoby. Nie wiem, czy to nie zagrozi naszej intymności.
SEX COACH: A co się pani w tym pomyśle podoba?
ANNA: Jest ekscytujący, inny niż to, co robiłam do tej pory.
SEX COACH: A chciałaby pani wprowadzić ten pomysł w życie?
ANNA: Nie wiem. Mam mętlik w głowie… Może najpierw wypiszę wszystkie swoje „za” i „przeciw”, żeby to jakoś poukładać?

Z jego inicjatywy

Do niedawna z powodów kulturowych, czyli mniejszego przyzwolenia społecznego na ekspresję seksualną kobiet, to głównie mężczyzna wychodził z propozycją seksu we troje. Dziś kobiety coraz śmielej wyrażają swoje pragnienia dotyczące tej sfery. Robią to z tych samych powodów co mężczyźni – z ciekawości, chęci realizacji fantazji czy zaradzenia nudzie w związku.

Jednak niezależnie od tego, kto wyjdzie z inicjatywą, sama propozycja może zostać źle odebrana. Łatwo ją zrozumieć jako komunikat: „Nie jesteś dla mnie dość dobry/dość dobra”. Jak zatem rozpocząć taką rozmowę? Z namysłem i delikatnie. Ten, kto proponuje trójkąt na zasadzie dołączenia trzeciej osoby do pary, musi mieć świadomość, że łamie w ten sposób zasadę partnerstwa, wychodzi poza to, na co się do tej pory umawiały obie strony. Układ trójki singli jest nieco prostszy – sprawy nie komplikuje zaangażowanie emocjonalne. Nie oznacza to jednak, że nie niesie ze sobą potencjalnych niebezpieczeństw. „Dobieranie się” do trójkąta zawsze powinno przebiegać w atmosferze spokojnej rozmowy, w której uczestnicy mogą określić swoje oczekiwania i zdefiniować granice.

A co z ewentualnymi wątpliwościami? Nie bagatelizujmy ich. To może być ważny sygnał, że powinniśmy powiedzieć „Stop”. Bo trójkąt to nie jest formacja dla każdego. Czasami przejście ze sfery fantazji do realizacji może przynieść więcej szkód niż korzyści. Dlatego pamiętajmy o dwóch zasadach:

1. Nie zgadzaj się na trójkąt dla tzw. dobra związku.

2. Motywacją nie może też być lęk przed tym, że inaczej partner zacznie cię zdradzać. Robienie czegoś wbrew sobie zawsze kończy się źle.

Kontrakt na trójkąt

Jeżeli wszystkie strony są pewne, że chcą spróbować seksu w trójkącie, pozostaje ustalenie zasad. Można je nazwać kontraktem, w ramach którego uczestnicy zobowiązują się do przestrzegania ustalonych reguł. Przedmiotem zainteresowania, oprócz atrakcyjności seksualnej potencjalnych partnerów, powinno być to, na co w seksie się zgadzamy, a na co nie. Kwestią podstawową w przypadku par jest to, czy do trójkąta zostanie zaproszona kobieta, czy mężczyzna, i jaki będzie ich udział.

Jeżeli jest to mężczyzna, należy ustalić, na jakie pieszczoty wobec kobiety zgadza się partner i czy sam chce aktywnie w nich uczestniczyć, czy też woli tylko obserwować rozwój sytuacji z boku. Jeżeli dochodzi kobieta – podobnie, trzeba ustalić, co partner może robić, a czego partnerka sobie nie życzy. Trzeba jasno określić, kto na co się nie zgadza oraz w jaki sposób zatrzymamy zabawę, gdy przyjmie ona niekorzystny obrót. Czy trzecia osoba zostaje po seksie, czy wychodzi? Czy spotykamy się ponownie, czy nie? To wszystko trzeba określić wcześniej.

Gdzie umówić się na spotkanie we troje? Najlepiej w miejscu anonimowym, np. w hotelu, który wszyscy opuszczą po zabawie. Nie należy zgadzać się na filmowanie ani robienie zdjęć, bo istnieje wtedy ryzyko przecieku tych materiałów do sieci. Trzeba się również upewnić, czy wszyscy są zdrowi – czy nikt nie jest nosicielem HIV ani innych chorób przenoszonych drogą płciową. Kolejny ważny szczegół to zabezpieczenie: zadbajmy o taką ilość prezerwatyw, żeby mężczyzna mógł brać nową za każdym razem, gdy zmienia partnerkę. Takie planowanie jest może dalekie od wizji beztroskiego wskoczenia do łóżka, ale gwarantuje bezpieczeństwo.

Bilans zysków i strat

Poza warstwą organizacyjną jest też warstwa uczuciowa. W przypadku pary emocjonalny ciężar trójkąta bywa bardzo duży, a czasem nawet przewyższa możliwą gratyfikację. Mężczyzna obserwujący swoją partnerkę podczas aktywności seksualnej z kimś innym może poczuć zazdrość, mimo że wcześniej się tego nie spodziewał. Ceną trójkąta może być zranienie lub poczucie odrzucenia. To jest trudna próba, która wymaga od wszystkich dużej otwartości i dojrzałości.

Seks w trójkącie może być podniecający, bo łączy się z nim ryzyko i zgoda na przekroczenie dotychczasowych granic obowiązujących w związku. Wchodząc w trójkąt, wchodzimy jednak w sytuację, której blisko do zdrady. Nawet jeżeli ustaliliśmy dokładny plan gry, sporządziliśmy kontrakt, a wszystkie strony doświadczyły nowych, przyjemnych doznań, to i tak mogą pojawić się trudne emocje. Niekoniecznie bezpośrednio związane z tematem seksu. Zaproszenie do sypialni trzeciej osoby może wydobyć zranienia, konflikty, jakie pojawiały się w związku wcześniej. Single pozornie mają prościej, ale jeżeli przeżywają akurat dylematy dotyczące samooceny, to także mogą doświadczać rozterek. Mogą też przy tej okazji wypłynąć nieoczekiwane kwestie, np. dotyczące tożsamości seksualnej – kiedy np. heteroseksualny mężczyzna otworzy się na pieszczoty innego mężczyzny.

Z drugiej strony seks w trójkącie może dostarczyć różnorodnych doświadczeń, niemożliwych do zaznania podczas seksu we dwoje. Są pary, które decydują się na takie eksperymenty i z powodzeniem eksplorują różne rejony seksu, zapraszając do zabawy zarówno kobiety, jak i mężczyzn, o orientacji hetero-, homo-, biseksualnej czy osoby, które wprowadzają do relacji elementy dominacji i uległości.

Tylko dla dorosłych

Trójkąt seksualny to zabawa dla osób o dużej samoświadomości − wszelka niedojrzałość w podejmowaniu decyzji o wejściu w tę grę może słono kosztować. Trójkąty muszą być konsensualne − to znaczy zawierać świadomą zgodę dorosłych osób na określone aktywności seksualne, dlatego tak ważne jest określenie, na co w seksie jesteśmy w stanie się otworzyć, a co będzie ewidentnym przekroczeniem naszych granic. Wskazana może być nawet wizyta u coacha lub terapeuty, który – zanim zdecydujemy się na ten odważny krok – pomoże poznać wewnętrzne motywacje i racjonalnie ocenić, na ile ta forma ekspresji seksualnej może być satysfakcjonująca właśnie dla nas. Ważne, aby takie doświadczenie było rozwojowe, a nie destrukcyjne. Dlatego trzeba wcześniej ocenić swoje pragnienia, zbadać własne wyobrażenia na ten temat, kondycję związku, a także dobrać właściwą osobę. Musimy być gotowi na to, że trójkąt może przenieść nas w fascynujące lub całkiem zaskakujące rejony. I wszystko, co wtedy możemy zrobić, to świadomie reagować na to, co się pojawia.

ekspert Marta Niedźwiecka coach relacji intymnych, seksualności i związków www.sex-coach.pl