fbpx

Matka Polka: Dzieci? Nie, dziękuję

dzieci
123rf.com

Tendencja czy znak czasu? Coraz mniej Polek deklaruje chęć posiadania potomstwa. Dlaczego? Ważniejsza kariera? Brak dobrych warunków, instynktu, partnera? Może moda?
Jako nastolatka marzyłam o dzieciach, jak pewnie większość dziewczyn, ale szybko mi przeszło. Nie mam młodszego rodzeństwa, nigdy się dziećmi nie zajmowałam, nie umiem za bardzo z nimi rozmawiać i rzadko kiedy uważam, że są śliczne – opowiada Magda, 36-latka pracująca w dużym wydawnictwie w stolicy.

Magda uważa swoje życie za niemal doskonałe, a pracę w mediach – za idealną. – Mój tryb dnia jest dość nieregularny, czasem pracuję rankami, czasem wieczorami, czasem mam dyżur weekendowy. Trudno doszukać się w tym rutyny i stabilności, jakiej pewnie wymaga życie rodzinne – tłumaczy.

Wolny czas Magda spędza tak, jak lubi, zwykle w gronie przyjaciół: chodzi na kilka koncertów w miesiącu, a wieczorami przesiaduje w ulubionej knajpce, nazywanej przez stałych bywalców „świetlicą”: – Zazwyczaj jeden wieczór w tygodniu poświęcam na RPG. Od czasu do czasu muszę też wybrać się w podróż, bo inaczej zaczynam wariować. Kot jakoś to znosi – mówi ze śmiechem i dodaje: – Nie chcę tego zmieniać.

Wolność i strach

Prawdopodobnie wiele młodych kobiet myśli dziś podobnie jak Magda, bo od wielu lat coraz rzadziej decydują się na dziecko. – W 2003 roku współczynnik dzietności był najniższy od 50 lat i ta tendencja z roku na rok się utrwala – mówi dr Sylwia Urbańska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Według informacji GUS obecnie decydujemy się na dzieci później: okres największej prokreacji kobiet przeniósł się z grupy wiekowej 20–24 lat do grupy 25–29 lat oraz 30–34. Średni wiek kobiety decydującej się na urodzenie pierwszego dziecka w 2011 roku wynosił już 26,6 lat.

Jak to tłumaczy dr Sylwia Urbańska? – Mamy do wyboru więcej akceptowanych społecznie opcji życiowych, innych niż macierzyństwo. Presja rodziny lub sąsiedzkiej społeczności zmniejsza się, więc łatwiej jest realizować swoje plany. Młodzi ludzie uczą się, pracują, skupiają na własnych pasjach i przyjemnościach. Z czasem ten styl życia staje się na tyle oczywisty i własny, że nie chcemy go zmieniać, bo zmiana będzie oznaczała utratę wolności i swobody – dodaje.

Wygoda? Może, ale to tylko jedno z wytłumaczeń. Anna Nicyfor-Stoykov, psychoterapeutka z Ośrodka Psychoterapii Gestalt SADY, twierdzi, że współczesnymi młodymi kobietami kieruje także strach: – Boją się utraty pracy, wypadnięcia z rynku, ze świata ciągłego „update’owania się” do wiadomości i nowinek technicznych, z możliwości rozwoju zawodowego. Obawiają się utraty atrakcyjności, w końcu żyjemy w świecie kultu piękna. Trapi je, że nie będą w stanie – z różnych powodów, na przykład bolesnych doświadczeń z dzieciństwa – dać swojemu dziecku poczucia bezpieczeństwa i miłości, na jakie zasługuje. Wreszcie, coraz więcej kobiet jawnie deklaruje, że bycie matką nie jest po prostu ich marzeniem. Chcą być partnerkami, spełniać się zawodowo i osobiście, rozwijać swoje pasje, żyć szczęśliwie po swojemu – uważa.

Z braku taty

– Mam 31 lat i nie jestem matką. Bardzo chciałabym, ale nie jestem, bo albo facet był nie ten, albo czas, albo jedno i drugie – mówi krótko Agnieszka, copywriterka z krakowskiej agencji reklamowej. Oprócz stałej pracy Aga ma czas na prowadzenie własnego butiku kreatywnego, studiowanie na „filmówce”, trening i taniec. – Dużo pracuję i do tego jestem cholernie ambitna, dlatego ciągną do mnie głównie życiowi inwalidzi, którzy widzą we mnie lokomotywę, a których ja serdecznie pozdrawiam z daleka – mówi Aga.

Pracuje w reklamie od sześciu lat. Dzień zaczyna o 8.30, kończy często o 2–3 rano, gdy zajmuje się projektem, w przerwie między projektami spotyka się z przyjaciółmi. Nie ma dużo czasu dla siebie, ale nie ukrywa, że na jej decyzji o braku dzieci nie zaważyły praca i liczne pasje, ale brak odpowiedniego partnera. Jest sama od półtora roku. – Rozstałam się z facetem, którego kochałam nad życie, ale który niestety do życia się nie nadawał. Typowy intelektualista oddany swojej pasji. Był wyjątkowy pod każdym względem i dlatego teraz tak trudno jest mi poznać kogoś sensownego. Niestety większość facetów, których spotykam, w porównaniu z nim wypada jak Bogdan Smoleń przy Ryanie Goslingu – śmieje się Aga.

Eliza, 35-letni pracownik naukowy, przyznaje: – W tym roku po raz pierwszy w życiu dostałam etat. Przez ostatnie 15 lat nie tylko myśl o kupnie mieszkania wydawała się niemożliwa, ale także o założeniu rodziny. Mieszkanie w końcu kupiłam – małą kawalerkę na obrzeżach miasta. Ale rodziny póki co nie założyłam.

Eliza jest jedną z tych ambitnych osób, które jako studentki pragnęły dostać posadę na dużej, liczącej się uczelni. – Między 20. a 33. rokiem życia w ogóle nie zakładałam, że będę mieć dziecko – mówi Eliza. Dla niej i jej znajomych, którzy przyjechali do Warszawy z różnych małych miejscowości i właśnie kończyli studia, odnalezienie się na rynku pracy zajęło dobre kilka lat. Jej samej – osiem. – Tuż po studiach, około 2002 roku, kiedy wyprowadziłam się z dofinansowywanego przez uczelnię warszawskiego akademika, trafiłam w sam środek kryzysu na rynku pracy. Wówczas marzyło się tylko o tym, żeby załapać się gdziekolwiek – mówi. Pracowała jako pomoc do kserowania i porządkowania segregatorów, bileterka w dyskotece, ankieterka, transkryberka wywiadów dla firm badawczych. Nie było miejsca na dziecko.

Zniechęcone i wkurzone

Socjologowie podkreślają, że do myślenia o rodzinie nie zachęca też sytuacja ekonomiczna młodych Polek. Nie dość, że zarobki niewielkie, to jeszcze obawiają się, że po porodzie trudno im będzie wrócić do pracy. – Tym, co również zniechęca lub przyczynia się do odraczania decyzji o dziecku, jest chętnie promowany przez poradniki i magazyny kobiece model rodzicielstwa, wymagający ogromnego zaangażowania w wychowywanie i rozwój dziecka – mówi dr Barbara Bossak-Herbst z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem realizacja modelu „zaangażowanego rodzica” dla większości oznacza po prostu: duże wydatki, przeorganizowanie swojego czasu i stres związany z godzeniem różnych ról życiowych. – Decyzja o założeniu rodziny jest więc odsuwana lub zawieszana – przecież nikt nie chce się świadomie decydować na rodzicielstwo kiepskiej jakości – dodaje.

Wybitna amerykańska socjolog rodziny Arlie Russell Hochschild przypomina, że dziecko kosztuje też sporo wysiłku: wymaga nauczenia się nowych relacji, dzielenia obowiązków między pracę a dom, wreszcie – jest zobowiązaniem, którego nie można odłożyć na półkę. Élisabeth Badinter, francuska historyczka i feministka, dodaje, że wraz z nurtami ekologicznymi pojawiają się postulaty, by wydłużać czas przeznaczony na opiekę i prace domowe. Dobra opieka zaczyna być kojarzona z własnoręcznym przygotowywaniem posiłków, zdobywaniem zdrowej i… kosztownej żywności.

– Rodzice, ale przede wszystkim matki, podlegają presji wychowania superdziecka – mówi Sylwia Urbańska.

Anna Nicyfor-Stoykov zwraca uwagę także na nowe zjawisko „sexy mam”, które chwilę po porodzie wracają do formy i kontynuują karierę. – Dzisiejsze 30-latki czują, że mają być perfekcyjnymi pracownicami, kochankami i paniami domu, rezygnują więc z macierzyństwa w przekonaniu, że nie sprostają stawianym wymaganiom – tłumaczy.

Albo się wkurzają i tym bardziej utwierdzają w przekonaniu, że posiadanie dziecka przysparza więcej problemów niż radości. Nie ma też co ukrywać, że dosyć zniechęcająco na przyszłych rodziców działają prasowe doniesienia o braku miejsc w publicznych przedszkolach i żłobkach, co w perspektywie oznacza dla nich rezygnację z pracy lub przeznaczenie całej pensji na opiekunkę do dziecka. Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii, gdzie promowana jest polityka prorodzinna, wspierająca młodych rodziców, Polki nie boją się mieć potomstwa. W Anglii rodzi się dwa razy więcej dzieci niż w Polsce. Na statystyczną Polkę na Wyspach przypada 2,5 dziecka, podczas gdy w Polsce współczynnik ten wynosi ok. 1,1. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej w Wielkiej Brytanii urodziło się już około stu tysięcy polskich dzieci. Jesteśmy najbardziej płodną mniejszością narodową na Wyspach, przebiliśmy już tradycyjnych i znanych z wielodzietności Pakistańczyków.

Co dalej?

Czy jest jednak jakieś światełko w tunelu? Może wystarczy na przykład odpowiedni partner, nowa, lepsza praca, żeby zmienić decyzję? A może po prostu musi nadejść odpowiedni moment?

Aga: – Wielka szkoda, że nie jestem osobą skłonną do kompromisów – jeżeli praca, to taka, w której się spalam, jeżeli rodzina, to tylko z kimś absolutnie dla mnie wyjątkowym. Jeszcze nie nadszedł ten etap: „o jednym oku, byle w tym roku” – mówi. – Myślę, że byłabym dobrą matką, ale zrobić sobie dziecko z kimś przypadkowym to żadne osiągniecie. To nie tak, że czekam na księcia, po prostu chyba jeszcze nie naszedł mój czas – dodaje.

Magda nie zmienia zdania: – Nigdy, nawet bardzo zakochana, nie chciałam żadnemu mężczyźnie rodzić dzieci. Na poziomie czysto biologicznym też nie odczuwam potrzeby posiadania dziecka, „moje ciało za nim nie woła”. W planach i marzeniach widziałam podróże, wspólne życie, zabawę, ale nigdy dzieci. Moje życie obecnie jest niemal doskonałe, nie za bardzo chcę w nim cokolwiek zmieniać.

Eliza się waha. Jest już mieszkanie, partner i stała praca. – Pojawiła się przestrzeń, aby myśleć o dziecku. Nie wiem, czy to wcześnie, czy późno. Wiem jednak, że dopiero teraz mogę odpowiedzialnie zdecydować się na dziecko, choć wcale nie znaczy to, że jeśli się pojawi, to będzie łatwo.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>