1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dobrze, że jestem. Jak pokochać samego siebie?

Dobrze, że jestem. Jak pokochać samego siebie?

Pokochać siebie to wyzwanie na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. (Fot. iStock)
Pokochać siebie to wyzwanie na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
„Jestem dla siebie ważna i cenna. Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością…” - to słowa jednej z duchowych nauczycielek. Kochamy siebie?

Zanim zaczniesz czytać ten tekst, zrób, proszę, krótkie ćwiczenie. Wstań i podejdź do najbliższego lustra. Przez dłuższą chwilę popatrz sobie w oczy i powiedz swoje imię, a następnie zdanie: „Kocham cię i akceptuję taką, jaka jesteś”. Jak poszło? Tortura? Całkiem przyjemne? Jest wiele książek na temat znaczenia miłości do siebie. Autorzy polecają lustro, twierdząc, że znakomicie odbija uczucia do siebie. Amerykańska terapeutka Louise Hay, autorka znanej także w Polsce książki „Możesz uzdrowić swoje życie”, pisze, że od spojrzenia w lustro zaczyna się ożywczy proces powrotu do siebie. Tych, którzy przychodzą do niej po pomoc, prosi, aby wzięli ze sobą małe lusterko. Na pierwszym spotkaniu mają tylko spojrzeć sobie głęboko w oczy z akceptacją i miłością. Okazuje się, że dla wielu to wyzwanie ponad siły. Rzadko obserwuje spokojną reakcję. Niektórzy krzyczą, inni są bliscy płaczu lub wściekają się, niektórzy krytykują swój wygląd lub cechy charakteru albo twierdzą, że NIE MOGĄ tego zrobić. Jeden z mężczyzn cisnął lusterkiem o podłogę, inny wybiegł z pokoju.

Wayne Dyer w książce „Pokochaj siebie” także proponuje zacząć od prostego pytania: „Czy podoba mi się moje ciało?”. John Welwood w książce „Idealna miłość, niedoskonały związek” pisze, że wewnętrzny krytyk najpełniej dochodzi do głosu, gdy patrzymy w lustro: „Jak reagujesz na twarz wpatrującą się w ciebie? Jak reagujesz na zmarszczki? Akceptujesz siebie bezwarunkowo czy też bezlitośnie osądzasz?”.

Nie taka, jak trzeba

Zbyt słaba. Zbyt silna. Za gruba. Za chuda. Za niska. Za wysoka. Za leniwa. Za stara. Za młoda. Trochę nierozgarnięta. Nieciekawa. Nijaka. Mało inteligentna. Za bardzo pyskata. Louise Hay pisze, że gdy przychodzą do niej ludzie z problemami zdrowotnymi, finansowymi, dotyczącymi związków czy czegokolwiek jeszcze, ani przez chwilę nie zajmuje się tymi problemami, koncentruje się tylko na jednej sprawie – na miłości do siebie. „Najgłębszym przekonaniem większości z nas jest »nie jestem dość dobra«, »nie jestem w porządku«, »nie robię wystarczająco dużo« – pisze Hay. Jeżeli tak myślimy o sobie, to jakim cudem mielibyśmy stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdrowiu?” – pyta.

Sonia Raduńska, autorka „Białych zeszytów” i „Kartek z białego zeszytu”, pracuje z kobietami w grupach rozwoju osobistego. – Wiele kobiet mówi, że są nic niewarte, dopóki nie znajdą mężczyzny, który je pokocha, nie wyjdą za mąż. Albo dopóki nie schudną, nie urodzą dziecka, nie zrobią kolejnego dyplomu. Stawiają sobie i światu warunki – mówi. Zna to z własnego doświadczenia. Na przykład nienawidziła siebie, gdy paliła papierosy. Przestanę palić, to siebie pokocham – taki był jej warunek. Ale to nie działa. Dopiero wtedy, gdy zaakceptowała siebie w całości, mogła bez wysiłku rozstać się z papierosami.

Pokochać siebie to czarodziejska różdżka rozwiązująca problemy, pisze Hay. I obiecuje: „Gdy pokochasz siebie, doznasz takiego przypływu uskrzydlającego szczęścia, że zatańczysz z radości”. I pokochasz innych. Bo czymże jest miłość? – zastanawia się Wayne Dyer. To umiejętność i chęć pozwolenia tym, na których ci zależy, aby byli, kimkolwiek zechcą, bez nalegania na spełnienie twoich oczekiwań. Jak możemy osiągnąć taki poziom miłości? Bardzo łatwo, twierdzi Dyer, kochając siebie, czując, że jesteśmy dla siebie ważni, cenni i piękni. Nie będziemy wtedy oczekiwać, by inni potwierdzali naszą wartość, dopasowując swoje zachowanie do naszych wymagań. Jeśli czujemy się pewni siebie, nie potrzebujemy, by inni byli tacy jak my. „Zaczynasz kochać siebie i nagle spostrzegasz, że umiesz kochać innych, dzielić się z nimi i działać dla nich dzięki temu, że najpierw myślisz o sobie i robisz coś dla siebie – wyjaśnia Dyer. – W twoim dawaniu nie ma żadnego wyrachowania. Nie robisz tego dla podziękowań czy zysku, ale dla prawdziwej przyjemności, jaką sprawia ci pomaganie innym czy kochanie ich”. Najważniejszą rzeczą ze wszystkich jest kochać siebie. Spotkałam to zdanie w dziesiątkach książek traktujących o wewnętrznym rozwoju i duchowości.

Inteligencja miłosna

Wyrastamy w przekonaniu, że kochanie siebie jest złem. Jako dzieci nauczyliśmy się, że to, co było dla nas najbardziej naturalne, miłość własna, jest równoznaczne z byciem samolubnym i zarozumiałym. „Nauczono cię uważać innych za ważniejszych od siebie i myśleć przede wszystkim o sprawianiu im radości, gdyż takie zachowanie oznacza, że jesteś »dobrym« dzieckiem. Inni są ważni, ty jesteś nieważny. Nie ufaj własnemu zdaniu – to wniosek numer jeden, utrwalany za pomocą całego arsenału nakazów” – przypomina Dyer.

John Bradshaw w „Powrocie do wewnętrznego domu”, kolejnej klasycznej pozycji dotyczącej odkrywania miłości do siebie, twierdzi, że każdy z nas, dorosłych, ma w sobie 25 tysięcy godzin taśm nagranych przez rodziców i inne ważne dla nas w dzieciństwie osoby. Codziennie odsłuchujemy je w naszej głowie. Ile godzin na tych taśmach to komunikaty o tym, że jesteśmy wspaniali, kochani, bystrzy i inteligentni? Lub o tym, że możemy robić to, czego pragniemy, a gdy dorośniemy, będziemy kimś niezwykłym? Ile zaś nagrano tam zakazów we wszystkich możliwych formach? W naszej kulturze nienawiść do siebie jest jak epidemia, która w jakimś stopniu obejmuje niemal każdego. Nawet tych, którym udaje się ją ukryć pod pozorem sukcesu albo dobrego wyglądu.

Wielu z nas jest także przekonanych, że kochanie siebie jest niepoważne; że nie przystoi człowiekowi inteligentnemu. „Jeśli kochasz siebie, jesteś człowiekiem niezwykle inteligentnym – przekonuje Dyer. – Ponieważ prawdziwym miernikiem inteligencji jest umiejętność szczęśliwego i pozytywnego przeżywania swojego życia w każdym jego momencie”. Proces kochania siebie zaczyna się od niekrytykowania siebie bez względu na okoliczności. Nigdy. Louise Hay wspomina pierwszy wygłoszony przez siebie wykład. Kiedy zeszła ze sceny, powiedziała sobie natychmiast: „Luizo, byłaś świetna. Byłaś absolutnie fantastyczna jak na pierwszy raz. Po pięciu lub sześciu razach będziesz profesjonalistką”. Kilka godzin później powiedziała sobie: „Myślę, że dobrze byłoby zmienić kilka rzeczy. Zmienimy to i tamto”. Nawet jeśli robimy coś niedobrego, co rani nas i innych, możemy to widzieć i zmienić, a jednak siebie nie oceniać. Nigdy siebie nie krytykuj, nigdy, powtarza Hay. Nawet jeśli inni to robią.

 

Miłość do siebie jest… naturalna

Nasza pierwotna natura jest piękna i dobra – zwracają uwagę mistrzowie i nauczyciele duchowi we wszystkich czasach. John Welwood pisze: „Spostrzeżenie dotyczące pierwotnej dobroci nie jest credo zapożyczonym od Pollyanny w stylu New Age. Mistycy i mędrcy Wschodu i Zachodu, od Platona do Lao-Cy i Buddy bezpośrednio doświadczyli esencji ludzkiej natury jako wrodzonej czystości serca, które jest źródłem pozytywnych wartości, takich jak miłość, troska, odwaga, poczucie humoru, mądrość, oddanie i siła. Nasze wewnętrzne piękno jest zdecydowanie potężniejsze i prawdziwsze niż wszystkie nasze poglądy na temat dobrego i złego ja”. Pokochać siebie jest wyzwaniem na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. Potrzebujemy rozpoznać swoje najgłębsze pragnienia i podążać za nimi. Uporządkować przeszłość.

W marcu, Jacek Banach, 35-latek, do niedawna kierownik projektów w firmie telekomunikacyjnej, pakuje się do wyjazdu do Peru. Wyjeżdża na siedem miesięcy, a może na dłużej, może na zawsze. Ma międzynarodowe uprawnienia, więc może pracować wszędzie. Zwolnił się z pracy, wynajął swoje mieszkanie, sprzedał samochód. Przez pierwsze trzy miesiące będzie żył z dala od cywilizacji w peruwiańskiej wiosce i poznawał świat szamanów. Co potem, jeszcze nie wie.

– Ta podróż jest wyrazem miłości do siebie, dokończeniem procesu wewnętrznej transformacji, swoistą inicjacją w dorosłość – mówi Jacek. – Facet musi opuścić znane i wyruszyć w nieznane. Takie zmierzenie się z czymś spoza buduje w nim mężczyznę.

Wewnętrzny proces dojrzewania zaczął się wiele lat temu. Jak to zwykle bywa – od trudnych pytań: Kim jestem? Co tu robię? Po co dzieje się to wszystko? A więc od niezrozumienia: – Nie potrafiłem wpasować się w codzienny świat, brakowało mi przestrzeni na coś ważnego. Pytałem siebie, dlaczego nie mogę się cieszyć, swobodnie siebie wyrażać – mówi.

– Zrozumiałem, że chcę zostawić swoje obecne życie. To świadomy krok – wiem, że nie uciekam, czuję po prostu, że coś się skończyło, a to, co ważne, ma się dla mnie wydarzyć w Puszczy Amazońskiej. Dlaczego tam? Szamani mają wiedzę potrzebną, aby dojrzeć emocjonalnie i rozwinąć świadomość. W naszej kulturze człowiek rusza w życie z dyplomem magistra w kieszeni, a ciągle jest dzieckiem. W całym tym procesie ważne jest, aby zostawić to, co znane, co daje poczucie bezpieczeństwa: wygodne życie, pracę, mieszkanie, przyjaciół, najbliższych – bo takie doświadczenie ma moc przemiany, pozwala dotrzeć do wewnętrznej siły. Pod okiem szamańskich mistrzów ludzie od wieków dojrzewali, odnajdywali w sobie wolność i harmonię ze światem zewnętrznym, to jest prastara wiedza.

Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia, które zaspokaja moje potrzeby i w którym przyjemnie jest przebywać. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość, pozwala wykorzystać moje zdolności. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością, doświadczając każdej chwili jako dobrej… – pisze Louise Hay.

Bo to prawdziwa frajda troszczyć się o siebie - robić sobie niespodzianki, pojeździć na nartach, na rowerze, żeglować, chodzić po górach, ćwiczyć jogę, obejrzeć dobry film, poleżeć w wannie pełnej aromatycznych olejków, posłuchać dobrej muzyki. Czuć się przepełnionym radością życia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Mamo, jestem brzydka

Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jak w głowie dziewczynki powstaje obraz własnego ciała? Czemu tak często jest negatywny? O tym, jaki wpływ na to mają matki – z dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska. 

"Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki? Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

Jak to się dokładnie odbywa? Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki? Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia.

A kiedy dziewczynka ma już kilka lat, znaczenia nabierają słowa, zwłaszcza mamy… Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. Łatwo sobie wyobrazić, jak będzie myśleć o sobie córka matki, która wiecznie się odchudza. Takiej, która wciąż narzeka na swój wygląd, nigdy nie ma się w co ubrać i za każdym razem, kiedy staje przed szafą, dochodzi niemal do katastrofy.

Przekazami, które mogą utrudniać dziewczynce akceptację jej ciała, są też te negujące kobiecość np.: „kobiety mają ciężko”, „zobaczysz, urodzisz dziecko, to też przytyjesz”. Często wypowiadają je mamy, które podświadomie są niezadowolone z tego, że urodziły córkę. Mogą postrzegać ją jako rywalkę. Zachowują się więc jak macocha z bajki, która chce usunąć Królewnę Śnieżkę, żeby pozostać najpiękniejszą. To wcale nie taka rzadka sytuacja, kiedy matka nie radzi sobie z tym, że córka dorasta, i próbuje nieświadomie zniszczyć w niej kobiecość. Z zazdrości o jej młodość i szanse, jakie ma przed sobą. Oczywiście na kształtowanie się prawidłowego obrazu ciała źle wpływają też negatywne uwagi na temat wyglądu, jak np.: „z takim kołtunem na głowie nie wyjdziesz”, „fatalnie wyglądasz w tych spodniach”, „jesteś za gruba – mówię to dla twojego dobra”.

Na forach internetowych znalazłam sporo wypowiedzi mam, które pisały, że ich córki są „grubasami” i „nie mogą przestać się obżerać”. Jeśli nie stwierdzono, że przyczyną otyłości czy nadwagi dziecka (te dwa stany należy różnicować) jest jakaś choroba, a tylko, jak określa to mama, fakt, że jej dziecko „się obżera”, to ja pytam: dlaczego to dziecko musi się obżerać? Dlaczego poprzez jedzenie musi regulować swoje napięcie? W psychologii klinicznej otyłość prosta jest często wiązana nie tylko ze złymi nawykami żywieniowymi i brakiem ruchu, ale także z zaburzeniami więzi. Zamiast koncentrować się na technikach odchudzania, zajęłabym się poszukiwaniem rzeczywistych przyczyn takiej otyłości. Zwłaszcza gdy mama używa określeń, jakie pani zacytowała. Jeśli ona jest wściekła, że ma „grubego, brzydkiego bachora”, to nawet gdy nie powie tego dziecku, ono to wyczuje i tak właśnie będzie o sobie myśleć.

Skąd u matki biorą się takie odczucia? Prawdopodobnie z jej osobistych doświadczeń. Być może w dzieciństwie wstydziła się otyłej mamy albo sama cierpi z powodu nadwagi – szczególnie gdy słyszy krzywdzące komentarze od partnera. Z moich doświadczeń terapeutycznych wynika, że zatrważająco często mężczyźni mówią do swoich kobiet „gruba babo” lub „znów się nażarłaś”. Nic dziwnego, że później widok córki z nadwagą budzi w tych kobietach lęk, niechęć i wstyd, że są złymi mamami, skoro do tego dopuściły.

Na kształtowanie się obrazu ciała ogromny wpływ mają też rówieśnicy. Ostatnio słyszałam o czterolatce, która chciała się odchudzać, bo usłyszała w przedszkolu, że ma duży brzuszek. Podobała mi się reakcja jej taty. Nazwał to wszystko grandą, a potem pokazał córce w gazetach i książkach jej rówieśniczki. Wytłumaczył, że w tym wieku wszystkie dzieci mają podobne brzuszki. To wystarczyło. Tata zadziałał jak tarcza.

Rodzice muszą pełnić funkcję korektywną wobec informacji z zewnątrz. Także tych płynących z mediów. Przecież już małe dziewczynki starają się dopasować do lansowanego wzorca piękna. Chcą wyglądać jak Barbie, a to przecież niemożliwe. Ta lalka ma proporcje, które w naturze nie występują! Proszę zobaczyć, jak trudno w takiej sytuacji być zadowoloną ze swego wyglądu. Czasem zdarza się wręcz, że mała dziewczynka obejrzy konkurs piękności dla małych dzieci, oceni, że nie miałaby w nim szans i stwierdzi: „jestem brzydka”. Przy okazji chciałabym stanowczo odradzić wysyłanie małych dziewczynek na konkursy piękności. One nie rozumieją tego, co się dzieje i bardzo przeżywają porażkę. Czują, że sprawiły zawód mamie i tacie, i cierpią.

A jeśli dziewczynka mówi: „jestem brzydka” i to nie ma nic wspólnego z konkursem piękności?! Trzeba dowiedzieć się, dlaczego uważa się za brzydką. Można poprosić, żeby siebie narysowała. Potem razem obejrzeć rysunek i porozmawiać o poszczególnych częściach jej ciała. Zapytać, co konkretnie i dlaczego jej się nie podoba. Odpowiedzi mogą być naprawdę zaskakujące. Może na przykład nie podoba jej się fakt, że rosną jej piersi. To z kolei jest spowodowane lękiem przed dorosłością, którego dziecko sobie po prostu nie uświadamia.

My jednak możemy się domyśleć, że ta postawa wynika np. z matczynej dezaprobaty dla własnej kobiecości i swojego życia. Bez względu na przyczyny, warto częściej powtarzać córce, że dla nas jest najpiękniejsza. Ale takie słowa muszą wypływać z potrzeby chwili i być wypowiadane z miłością.

A starsze dziewczynki? Mam wrażenie, że „zadowolona ze swego wyglądu nastolatka” to oksymoron. Trochę tak. Ale pamiętajmy, że z okresem dojrzewania wiąże się też wiele dobrego, jest uważany za drugą rozwojową szansę. W tym czasie wszystko się przebudowuje, kształtuje się osobowość, zmienia sposób widzenia świata. Mama może wtedy stanowić ważne wsparcie w rozwoju „ja” seksualnego. Jeśli we wcześniejszym okresie były jakieś problemy w relacji mama – córka, to teraz można je naprawić.

Dorastające córki ze swoimi matkami najczęściej się kłócą. Może lepiej powstrzymać się od wszelkich uwag dotyczących wyglądu nastolatki? To zależy, czego dotyczą i w jaki sposób będą wypowiedziane. Warto zachować delikatność, ale nie milczenie. Wczesną wiosną widziałam w metrze dziewczynkę w okresie dorastania, która była bardzo lekko ubrana. Dekolt jej bluzki był tak duży, że niemal wychodził z niego biust. Jej strój nie pasował ani do miejsca, ani do temperatury. W moim odczuciu ta dziewczynka była całkowicie niezaopiekowana. Zabrakło kogoś, kto by z nią porozmawiał, zanim wyszła z domu. Mama w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie córki musi czasem pozwolić sobie na pewne uwagi. Nie tyle krytykować i zabraniać, ile mówić o ewentualnych konsekwencjach.

Czasem wydaje nam się, że córka ubrała się po prostu brzydko. Zasada jest prosta: małe dzieci się ubiera, starszym daje ubrania do wyboru, a strój nastolatka się toleruje. Styl ubierania tego ostatniego jest częścią poszukiwań własnej tożsamości, sposobu wyrażania siebie. Warto powstrzymać się od komentarzy: „znów na czarno, nałóż wreszcie coś kolorowego”. Nie ma nic gorszego niż matka, która ma w głowie idealny obraz nastolatki. Tego, jak powinna wyglądać, ubierać się i zachowywać. I która do takiego wyimaginowanego obrazu stara się dopasować swoją córkę.

A jeśli rodzice od zawsze powtarzają, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. To źle? Skąd. Dziewczynka powinna żyć w przekonaniu, że dla swoich rodziców jest najpiękniejsza na świecie, że jest ich królewną. Trzeba więc prawić jej komplementy, prawdziwe. Koncentrować się na tym, co ma dobrego, ładnego... Ona nie może żyć w iluzji, bo kiedyś ktoś powie jej prawdę i zupełnie nie będzie umiała sobie z tym poradzić. Trzeba pokazać jej, że ma np. piękną buzię i trochę mniej zgrabne nogi. Powiedzieć prawdę.

Jeśli uwagi matki wynikają z jakichś nie do końca uświadomionych uczuć – lęku, zazdrości czy złości – to wtedy bolą. Ale jeśli kieruje się dobrymi intencjami i troską o córkę i jej wygląd, to zwykle bez problemu potrafi sformułować zdania, które nie ranią. Niedobrze mówić np.: „masz brzydką cerę”. Lepiej powiedzieć: „coś ci się zrobiło na buzi, chodź pójdziemy z tym do kosmetyczki”. I iść!

Dr hab. Katarzyna Schier psycholożka, psychoterapeutka. Podstawowe obszary jej zainteresowań naukowych: relacja psychika – ciało, czyli problematyka rozwoju i zaburzeń Ja cielesnego oraz geneza i leczenie zaburzeń psychosomatycznych; ukryte formy przemocy w rodzinie (odwracanie ról czyli parentyfikacja); mechanizmy rządzące psychoterapią. 

  1. Psychologia

„Nie muszę być pierwsza, by czuć się ważna” – skąd czerpać zdrowe poczucie wartości?

Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek (fot. iStock)
Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Do poczucia własnej wartości pomaga dotrzeć głęboka świadomość, że każdy z nas jest niepowtarzalny, jeden jedyny we wszechświecie – mówi trenerka i doradczyni rozwoju osobistego Barbara Wójcik.

Jaka jest pani definicja zdrowego poczucia własnej wartości? To szczególny stosunek do siebie samego o podłożu emocjonalnym, na który składają się dwie jakości: poczucie godności i wysoka samoocena. Doświadczam szacunku do siebie jako osoby i uznaję swoje prawo do istnienia, a na tym fundamencie buduję drugi składnik – wysoką samoocenę. Pierwotne jest jednak poczucie, że jako istota ludzka jestem ważna tak jak każdy inny człowiek. Bo jeśli wiem, że mieszka we mnie cząstka, nazwę ją duchową, taka jak w każdym człowieku, to mogę dobrze się czuć, choćbym niczego nie dokonała. Mogę z szacunkiem patrzeć na innych niezależnie od tego, co robią, czy ich zachowanie jest godne uznania. Nowoczesne społeczeństwa wyrażają ten szacunek w swoim prawodawstwie – każdy z nas ma te same prawa!

Na tym poziomie wszyscy jesteśmy równi. Otóż to. I jeżeli mieliśmy szczęście wychowywać się w środowisku, w którym szanuje się życie, to nie mamy kłopotu z poczuciem własnej wartości: fundamentalna godność jest tożsama z darem życia.

Ale mamy kłopot. Czy nie dlatego, że wychowanie i edukacja oparte są na porównywaniu?   Porównywanie osób sugeruje, że ktoś jest mniej, a ktoś więcej wart. Oczywiście różniąc się pod każdym względem, zajmujemy różne pozycje w hierarchiach zawodowych i społecznych. Jeśli mam poczucie godności, niskie miejsce w rankingu nie robi mi żadnej szkody, bo nie muszę być pierwsza, żeby wiedzieć, że jestem coś warta. Fundament mam taki sam jak wszyscy, ale to, co na nim buduję, zależy od moich zasobów. Właściwa edukacja to umacnianie w dzieciach poczucia godności i pomoc w rozpoznawaniu ich indywidualnych zasobów.

Nasze poczucie wartości nadszarpuje także wieczne ocenianie. Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek. Cały rozwój osobisty opiera się na tym, co mam, a nie na tym, czego nie mam. Dlatego tak niesłychanie ważne jest rozpoznawanie swoich mocnych stron. Jeśli na rynku wymiany umiejętności zdecyduję się wystawić swoje, to one zawsze będą podlegać ocenie. Każdy może ocenić mnie jako trenerkę, lecz nie jako człowieka!

Jak odkryć głębokie poczucie własnej wartości? Jeżeli staramy się siebie samych zrozumieć, to prędzej czy później mamy szansę zobaczyć, że poczucie naszej wartości nie jest zależne od innych ani od tego, w jakich warunkach dorastaliśmy. Na trudne przeżycia można spojrzeć w nowy sposób. Dotarciu do samego siebie służy poszerzanie samoświadomości, a także praca terapeutyczna. Jako dzieci byliśmy bezradni, teraz możemy sobie poradzić, korzystając z zasobów, które mamy jako dorośli.

Co nam jednak w tym przeszkadza? Przyjmowanie roli ofiary? Nie można zaprzeczać, że krzywdy istnieją. Natomiast warto się z nimi zmierzyć. Można wtedy odkryć, że nie musimy żyć w poczuciu krzywdy. Bez zaakceptowania siebie taką, jaka jestem, się nie obejdzie. Nie zmienię tego, że pewnych cech nie mam. Natomiast może mi się wydawać, że brakuje mi czegoś, co tak naprawdę mam. Urealnione patrzenie na siebie naprawdę jest uzdrawiające. Dotrzeć do poczucia własnej wartości pomaga głęboka świadomość, że każdy z nas jest niepowtarzalny, jedyny we wszechświecie.

Ale na samoocenę trzeba pracować? Owszem, pracować w tym sensie, żeby rozwijać to, co się ma. Moja samoocena wzrasta, bo widzę, że sobie radzę, że potrafię robić coś coraz lepiej. Jeżeli mam oparcie w sobie, to żadna strata czy porażka nie wyrządzą mi szkody.

My szukamy potwierdzenia własnej wartości raczej na zewnątrz. Zawsze będziemy chętnie słuchać o sobie dobrych rzeczy i smakować sukcesy, bo potwierdzają wysoką samoocenę. Czemu mielibyśmy się z tego nie cieszyć? Jednak jeżeli swoje poczucie wartości budujemy wyłącznie na tym – jest ono chwiejne. Umacnia je jedynie fundament własnej godności. Samoocena, owszem, ewoluuje, bo jedne zadania idą nam świetnie, a z innymi nie dajemy sobie rady. Coś mi nie wyszło, ale nie robię z tego powodu tragedii. Wycofuję się na jakiś czas, by potem wrócić lepiej przygotowana, lub szukam innej drogi.

Co zrobić, żeby nasze dzieci miały poczucie własnej wartości? Po pierwsze, zbadać, czy sami je mamy, bo tylko dorosły, który czuje się ważny jako człowiek, może to przekazać swojemu dziecku. Po drugie, cenić dziecko za to, że jest, a nie za to, jakie jest. Ważne jest przy tym poszanowanie jego uczuć i myśli.

Akcentuje pani mocno poczucie godności. Dlaczego? Poczucie godności to jest taki rdzeń, który stanowi o naszym człowieczeństwie. Jeżeli uznamy go w sobie, to uznamy także w kimś i już tego rdzenia nie naruszymy. Jeżeli natomiast zabraknie nam tego fundamentu, zabraknie też zdrowej bazy do budowania wysokiej samooceny. Wtedy nasze poczucie własnej wartości będzie zależeć np. od tego, co osiągniemy. Tymczasem nie da się go zbudować poprzez zmianę zawodów, mężów, domów, gromadzenie dóbr. Bert Hellinger, niemiecki terapeuta i twórca słynnych już rodzinnych ustawień, odkrył, co musimy zrobić, abyśmy poczuli się ze sobą pogodzeni. Otóż jest to możliwe wtedy, gdy przestaniemy mieć pretensje do rodziców, a więc przyjmiemy ich takimi, jacy są. A co to tak naprawdę znaczy? Że przyjmiemy dar życia bez zastrzeżeń.

A jeśli rodzice wyrządzili nam krzywdę? Może pomóc myślenie: życie kosztowało mnie więcej, miało wyższą cenę. Ale któż by się targował o życie. Przyjmuję je więc ze wszystkimi warunkami. To podstawa. Trzeba przyjąć do serca także członków naszego systemu rodzinnego: dziadków, rodziców i ich rodzeństwo, własnych braci i siostry, także przyrodnie i zmarłe. Jeżeli uporządkujemy system rodzinny, to możemy z niego czerpać siłę. Rzeka życia wyrzuciła nas na brzeg przy pomocy rodziców i przodków i jeśli czujemy, że stoją za nami, to dopiero wtedy niczego nam nie brakuje, czujemy się pełni i znamy własną wartość.

  1. Psychologia

Wewnętrzna presja, odrzucenie, samokrytyka. Jak pokochać siebie?

Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą. (Fot. iStock)
Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Często stajemy się mistrzami samokrytyki, zapominając, że podobnie możemy ćwiczyć się w miłości i akceptacji. Jak to wygląda u ciebie? Czy twoja szklanka jest zazwyczaj do połowy pusta czy do połowy pełna?

Certyfikaty niepokoju

Ludzie są dobrzy z natury, ale większość dorosłych w to nie wierzy. Często czujemy się mniej lub bardziej niewłaściwi i niepewni siebie. Nauczyliśmy się, że jesteśmy w jakiś sposób niewystarczający. Trudno nam prawdziwie i bezwarunkowo pokochać oraz zaakceptować siebie. Samo sformułowanie „pokochać siebie” kojarzy się z popularnymi poradnikami, które dobrze się czyta, ale które na dłuższą metę niczego nie zmieniają w uczuciach do siebie samych. Przyzwyczailiśmy się, że na szacunek, uwagę, miłość musimy zasłużyć. W wielu przypadkach naprawdę ciężko na nie pracujemy. Wspinamy się na kolejne szczyty, nabywamy nowe umiejętności, zaczynamy kolejne studia, zdobywamy certyfikaty. Staramy stać się doskonalsi, lepsi, bogatsi, bardziej certyfikowani, bardziej godni podziwu, szacunku, uwagi. Inni niż jesteśmy teraz. Działamy pod wpływem jakiejś wewnętrznej presji i niepokoju. Często wydaje nam się, że gdy tylko osiągniemy to, co sobie zaplanowaliśmy, to w końcu osiągniemy spokój, będziemy mogli rozluźnić się, uznać, że w końcu zasłużyliśmy na…. no właśnie: na co? Finał starań zdaje się wcale nie nadchodzić. Po pierwszym certyfikacie przychodzi następny, a na kolejnych szczytach wcale nie znajdujemy tego, czego w głębi serca szukamy. Dlaczego wpadamy w błędne koło?

Historie „zawstydzeń”

Prawie każdy z nas ma swoją własną historię „zawstydzeń” i krytyki. Składają się na nią wszystkie sytuacje, w których czuliśmy się bezwartościowi, nieadekwatni, niekochani. Kiedy czuliśmy wstyd lub poczucie winy. Historię tę tworzą zdarzenia, w których coś, co robiliśmy, lub to, jacy byliśmy, spotykało się z czyimś (np. rodziców, nauczycieli, rówieśników) niezadowoleniem, krytyką, reakcją, przed którą nie potrafiliśmy obronić się w danym momencie i która wywoływała w nas uczucie wstydu, winy i tego, że jesteśmy niechciani tacy, jacy jesteśmy. Szkodliwe komunikaty to takie, które w uproszczeniu mówią nam: „Nie kocham cię takim, jakim jesteś”. Najczęściej nie dzieje się to wprost. Przykładowo mogliśmy słyszeć „taki duży chłopak, a płacze jak baba” lub „nasza Krysia jest dzieckiem zbyt wrażliwym”. Zdania te przekazują komunikat o tym, że nasza wrażliwość i uczucia to wada, coś złego. W konsekwencji możemy czuć wstyd i poczucie winy, kiedy płaczemy lub jesteśmy wrażliwi. Słyszymy też na przykład: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, zdanie, które mówi nam, że nie mamy prawa do bycia wysłuchanym, że nasz głos się nie liczy. Albo „Co z tobą jest nie tak? Popatrz, jak Krzysiu sobie świetnie radzi!”, komunikat, który mówi, że nie jesteśmy tacy, jak trzeba, choć nie wiadomo dlaczego, oraz zachęca nas do rywalizacji z Krzysiem w poszukiwaniu akceptacji i pochwały. Powtarzające się przez długi czas doświadczenia tego rodzaju mogą prowadzić do poczucia, że to, jacy jesteśmy, nie wystarcza do tego, aby być kochanym. Z czasem, kiedy dorośniemy, może zdarzyć się, że sami siebie zaczynamy traktować w podobny sposób, kwestionując swoje uczucia czy prawa i dopingując się do spełniania kolejnych standardów doskonałości. Często ciężko jest nam nawet dostrzec, że sami sobie to robimy.

Szklanka do połowy pełna

Dzieci i zwierzęta są, jakie są. Ich zwyczajność sprawia, że obserwuje się je przyjemnie i że są po prostu piękne w swojej naturalnej postaci. Dla nich szklanka zazwyczaj jest do połowy pełna. Wydaje się, że są to świetni nauczyciele tego, jak po prostu być i kochać bezwarunkowo. Z biegiem naszego życia szklanka robi się coraz bardziej „do połowy pusta”. Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą, czuć, odmawiać, ponosić porażki, nie osiągać kolejnych sukcesów na pokaz.

Wszystkich, którzy zmagają się z problemem wewnętrznej presji i odrzucenia, samokrytyki, przymusu zasługiwania zachęcam do „siłowni dbania i doceniania” oraz do obserwacji, że szklanka tak naprawdę jest zarówno do połowy pusta, jak i do połowy pełna. W codziennym wirze zajęć łatwo jest o tym zapomnieć.

„Siłownia” dbania i doceniania

  • Pozwalaj sobie na to, aby doceniać siebie i innych (np. za każdym razem doceń choć jedną rzecz w tym, co krytykujesz lub czego nie lubisz − zrób to choćby w myślach).
  • Codziennie zadbaj o coś lub o kogoś (np. zrób komuś kawę, pozwól sobie na długą kąpiel, dbaj choćby o kwiatek i zauważaj, że to robisz).
  • Wybaczaj sobie to, o co się obwiniasz.
  • Zauważaj, jakie dobre intencje stoją za tym, co robisz. Obserwuj, jak to robią dzieci i zwierzęta.
Autorka jest psychoterapeutką, prowadzi praktykę psychoterapeutyczną w Gdańsku. 

  1. Psychologia

Zdrowa pewność siebie - na czym polega?

Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Aby stać się świadomym siebie, dojrzałym człowiekiem, warto przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie. Brakuje ci wiary we własne siły? Pora na młodzieńczy bunt!

Wszyscy znamy te historie… Brawurowy kierowca przejeżdża przez tory tuż przed rozpędzonym pociągiem, zarozumiały kapitan pasażerskiego statku wykonuje ryzykowny manewr ogromnym kolosem, by popisać się swoimi umiejętnościami, i doprowadza do tragedii. Zbyt pewni siebie chcą zrobić wrażenie na innych, ale i na sobie. Po co, skoro są tacy wspaniali? Bo żeby uwierzyć w swoją moc, potrzebują poprzeć ją zachwytem w oczach innych.

Na drugim biegunie są osoby skrajnie nieśmiałe, które boją się powiedzieć zdanie w towarzystwie w obawie, że się zbłaźnią. Nie potrafią upomnieć się o wyższą ocenę, choć wiedzą, że im się należy, a potem latami czekają na awans w pracy. Niepewni siebie nie wierzą, że mogą się komuś spodobać, od swoich partnerów oczekują nieustannych potwierdzeń. Kosztem niskiej samooceny są też życiowe wybory prowadzące donikąd – praca, która nie cieszy, małżeństwo, które frustruje, chroniczne lęki, depresje, rezygnacja z marzeń.

Co jest pośrodku? Zdrowa pewność siebie. Na czym polega? W skrócie: na adekwatnym i stabilnym poczuciu własnej wartości. Na łatwości mówienia o sobie dobrze, ale też świadomości swoich wad i otwartości na krytykę. Na umiejętności rozdawania, ale i przyjmowania komplementów. Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. I o to chodzi!

Walizka na życie

Pewność siebie jest cechą bardzo pożądaną – pozwala żyć w psychicznym i fizycznym dobrostanie. Problem w tym, że na pewność większości z nas wpływ ma to, co powiedzą lub pomyślą o nas inni. Szukamy potwierdzeń w świecie zewnętrznym – niby to nic złego, bo miło być docenionym, pochwalonym. Ale dopóki pewność siebie nie będzie płynąć ze zdrowych przekonań na własny temat i wynikających z nich działań, dopóty samopoczucie, ścieżkę kariery czy dobór znajomych, a nawet partnerów, będziemy uzależniać od tego, czy inni są z nas zadowoleni, a nie my sami.

Skąd się to bierze? Jak większość naszych przekonań – z dzieciństwa. To, co mówi o nas i do nas najbliższe otoczenie: rodzice, wychowawcy, rówieśnicy – kształtuje myślenie o sobie i życiowe postawy. – Poznajemy świat poprzez to, jak nam zostaje przedstawiony – mówi psycholog i coach rodzicielski Ingrid Dahl-Głodowska. – A nawet więcej, poprzez to, jakie uczucia w nas wywołuje. Im silniejsza emocja – pozytywna lub negatywna – tym głębiej się utrwala komunikat. Dlatego bardzo ważne jest, czy dziecko jest wspierane, karane, czy nagradzane, czy ktoś się w ogóle nim interesuje. Ale też dobrze jest, gdy pozwala się mu w pewnych granicach eksperymentować, polegać na sobie, ponieważ nadmierna opiekuńczość i wyręczanie w najprostszych czynnościach może budzić brak pewności siebie („nie wiem, czy sobie poradzę, bo nigdy tego nie próbowałem”). Dobrze by było, by każde dziecko wchodziło w życie z przekonaniem, że jest wartościowe takie, jakie jest. Niestety, nie jest to norma. Drugim ważnym okresem, w którym kształtują się przekonania i pewność siebie, jest czas dojrzewania i związana z tym burza hormonalna. Dorastając, musimy zaprzeczyć wszelkim autorytetom, przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie, zbudować się jako samodzielnie myślącą i biorącą odpowiedzialność za swoje czyny osobę.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie udało ci się wypracować zdrowego poczucia pewności siebie w dzieciństwie czy okresie dojrzewania, to masz jeszcze na to całe życie!

6 filarów pewności siebie

Nathaniel Branden, kanadyjski psychoterapeuta i pisarz, autor „Sześciu filarów poczucia własnej wartości”, twierdzi, że samoocena powinna być oparta na sześciu aspektach:

1. Świadome życie – dokonujesz wyborów ze świadomością ich konsekwencji, nie unikasz odpowiedzialności.

2. Samoakceptacja – jesteś swoim sprzymierzeńcem, dbasz o siebie, o to, co o sobie myślisz (samoakceptacja nie oznacza aprobaty dla wszystkich działań, jest wezwaniem do pracy nad sobą), troszczysz się o swoje odczucia i pragnienia, jesteś świadoma własnych przeoczeń, ale nie obwiniasz się zanadto.

3. Odpowiedzialność za siebie – to od ciebie zależy twoje życie, ty nim kierujesz, a nie ślepy los, twoi rodzice czy mąż. Ponosisz odpowiedzialność za realizację swoich marzeń, za swoje postępowanie, decyzje, jakość relacji z innymi, wartości, zgodnie z którymi żyjesz, a nawet za swoje szczęście.

4. Asertywność – wyrażasz emocje, nie naruszając psychicznego terytorium innych osób, dbasz też o nienaruszanie twoich granic i szacunek dla siebie.

5. Życie celowe – wykorzystujesz wszystkie swoje zdolności do osiągania zaplanowanych celów i realizowania marzeń, obserwujesz wyniki swoich działań i sprawdzasz, czy prowadzą cię tam, dokąd postanowiłaś iść.

6. Spójność – integrujesz wartości, standardy i przekonania ze swoimi zachowaniami (codzienne wybory).

Stabilna, silna samoocena jest najlepszą drogą do zdrowej pewności siebie. Pozwala podejmować wyzwania, bronić swoich wartości, stawiać ambitne cele, wierzyć, że dasz sobie radę, nawet jeśli sukces czy realizacja planów nie przyjdą od razu. Nie poddajesz się i masz przeświadczenie, że nikt inny, tylko ty, najlepiej wiesz, co jest ci w życiu potrzebne i jaka jesteś.

Coś większego niż ty

– Całkowite poczucie pewności wymaga wiary w siebie, w ludzi obecnych w twoim życiu oraz w coś większego niż ty – twierdzi Tim Sanders, popularny mówca, szef firmy doradczej, autor książki „Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia”. – Kiedy zdobędziesz te wszystkie trzy rodzaje wiary, będziesz się cieszyć zrównoważoną pewnością siebie, która przeprowadzi cię przez wszelkie kłopoty i okresy zawirowań. Zawsze, kiedy to możliwe, miej świadomość poziomu swojej pewności siebie w każdej z tych trzech kategorii, uzupełniając te z nich, które ciągną resztkami sił.

Poprawiając obraz samej siebie (przekonania na swój temat), zaczynasz wierzyć, że jesteś wystarczająco dobra, by kochać, odnosić sukcesy i przewodzić innym.

Wiara w siebie to twój fundament, decyduje o jakości twojego życia. Twój obraz siebie wyznacza granice, w ramach których jesteś zdolna kierować swoim losem.

Wiara w innych jest potrzebna, bo zdrowa pewność siebie to także świadomość własnych ograniczeń. Nie musisz za każdym razem udowadniać (sobie i innym), że sama ze wszystkim sobie poradzisz. Poproś czasem o pomoc.

Wiara w coś wyższego – dla każdego może być czymś innym. Chcemy czy nie, wierzymy czy nie, jesteśmy częścią większej całości – systemu społecznego, politycznego, ekonomicznego, odwiecznego rytmu przyrody, moralnego porządku, systemu duchowego, religijnego itd. Reguły rządzące światem są nam potrzebne, wnoszą stały element, do którego można się odnieść lub na który można się powołać. Ci, co grają nie fair, nie szanują tych reguł, prędzej czy później tracą – tak jak np. firmy liczące na szybki zysk, oferując marny produkt czy usługę. Ci, którzy ignorują to, że mogą się nauczyć czegoś od innych, zostają w tyle lub prędzej czy później są ignorowani.

– Liderzy, którzy nie poddają się komuś lub czemuś większemu niż oni sami, upijają się w końcu fałszywym poczuciem własnej mocy – mówi Tim Sanders. – W rezultacie ludzie ci stają się własnymi bóstwami. Kiedy wierzysz, że stoi za tobą ktoś lub coś większego niż ty sama, to ta wiara daje ci energię i entuzjazm, których potrzebujesz, by iść naprzód.

Wszystko, czego potrzebujesz, by być pewną siebie, już masz. Tylko sobie to uświadom. Kiedy osiągniesz zdrową pewność siebie, potrzeba bycia najlepszą albo lubianą zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca celom, jakie chcesz w życiu osiągnąć. Twoim celom.

  1. Styl Życia

Lonni Pike: "Mam 56 lat, tatuaże i tak właśnie wyglądam"

Lonni Pike (Fot. archiwum prywatne)
Lonni Pike (Fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Chciałam pokazać ludziom w moim wieku, że nie jesteśmy nieistotni, wciąż mamy swoje cele, nadal możemy coś zm

ieniać. 

Kiedy jeden z internetowych trolli skomentował jej wygląd i zasugerował, że w takim wieku nie powinna ubierać się jak nastolatka, nagrała swoją odpowiedź w krótkim filmiku i opublikowała go na TikToku. Wideo 56-letniej Lonni Pike wyświetlono ponad 3,7 miliona razy, a wytatuowana i siwowłosa kobieta z Kalifornii została gwiazdą mediów społecznościowych. Dziś stara się wykorzystać swoją popularność, aby przekonać inne kobiety do tego, że mogą wyglądać i ubierać się tak jak chcą.

“Nie odpowiadam na komentarze tego typu zbyt często. Szczerze? Mam to gdzieś, co myślą na mój temat inni. Ale wiem, że takie uwagi powstrzymują wiele osób przed tym, żeby ubierać się tak jak chcą”. Lonni Pike, która w mediach społecznościowych funkcjonuje jako @grayhairandtattoos, jak sama nazwa wskazuje ma siwe włosy (przestała je farbować kilka lat temu) przystrzyżone w modnego boba oraz kolorowe tatuaże, które pokrywają całe ręce. Ma 56 lat, dwóch dorosłych synów i ubiera się w taki sam sposób jak dwadzieścia lat temu. I choć wbrew pozorom jej styl nie jest jakoś szczególnie ekstrawagancki - Lonni nosi kolorowe bluzy, bluzki odsłaniające ramiona, proste jeansy i Martensy - to w opinii wielu internetowych komentatorów, w takim wieku nie powinna ubierać się jak nastolatka.

Zapytałam Lonni jak to się stało, że pewnego dnia postanowiła zaistnieć na TikToku, platformie społecznościowej, na której średnia wieku użytkowników nie przekracza 24 lat i co poradziłaby osobom, którym brakuje odwagi, aby ubierać się tak, jak chcą.  Moja przygoda z mediami społecznościowymi zaczęła się pod koniec 2019 roku. Założyłam wtedy konto na Instagramie, które nazwałam "Life Doesn’t Stop at 50” (Życie nie kończy się na pięćdziesiątce). ieniać i żyć w taki sam sposób, jak wcześniej. Szybko zdałam sobie sprawę, że niewiele łączy mnie z typową kobietą po pięćdziesiątce. Mogłam znaleźć tylko garstkę kobiet w moim wieku, które miały tatuaże. Zaczęłam szukać takich osób w społeczności związanej z tatuażami, ale okazało się, że tam nie ma ich zbyt wiele. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się między dwoma światami.

Pamiętam, jak opowiadałam o tym mojemu synowi, wtedy on powiedział "Cóż, myślę, że będziesz w takim razie musiała utorować drogę dla nowej normalności. Pokazać światu, że jest w nim miejsce dla takich osób, jak ty - wytatuowanych kobiet po pięćdziesiątce”. Tak rozpoczęła się moja podróż."

Na Instagramie robiłam postępy, ale wciąż czegoś mi brakowało. Nadal nie czułam się połączona z tymi dwoma światami, w taki sposób, w jaki chciałam i w końcu zrozumiałam dlaczego tak się dzieje. Moja nazwa w social mediach nie była właściwa, nie mówiła światu o tym, kim jestem. Dlatego w sierpniu zmieniłam ją na Grayhairandtattoos . Od tego czasu wszystko zaczęło zmierzać w takim kierunku, o jaki mi chodziło i nie wiem, czy wpłynęła na to tylko zmiana nazwy, czy może energia, którą wtedy poczułam, ale to zadziałało.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Lonni (@grayhairandtattoos)

Idąc za ciosem postanowiłam założyć konto na TikToku (planuję wkrótce uruchomić mój kanał na YouTube). Zebrałam się na odwagę, nakręciłam dwa krótkie filmy i zamieściłam je na moim profilu. Moje drugie wideo w ciągu jednej nocy stało się viralem i dziś ma już ponad 3,7 mln wyświetleń. To był prosty, 15-sekundowy filmik, w którym w zasadzie powiedziałam tylko “Hej, mam 56 lat, tatuaże i tak właśnie wyglądam”. Ilość pozytywnych reakcji była oszałamiająca. Wydaje mi się, że dzięki temu filmowi młodsze pokolenie spojrzało w przyszłość i ujrzało tam kogoś, kto przypomina ich, dzięki temu zdali sobie sprawę, jak mogą wyglądać, kiedy będą starsi.

W Polsce, żeby ubierać się odważnie i oryginalnie, potrzeba sporo odwagi. Jak to wygląda w twoich rodzinnych stronach, czyli Kalifornii? Mam to szczęście, że tu gdzie mieszkam, odważne i niepowtarzalnie wyglądajace osoby nie są rzadkością. Zauważyłam jednak, że im ludzie są starsi, tym mniej odważnie się ubierają. Tak jakby w pewnym wieku uważali, że nie potrafią lub nie mogą wyrazić siebie w taki sposób, w jaki robili to, gdy mieli trzydzieści czy czterdzieści lat. Tak jakby się bali, że ktoś posądzi ich o to, że ubierają się nieodpowiednio do swojego wieku. Nie spotyka się również zbyt wielu kobiet po 50,. które mają tatuaże. Dlatego zauważyłam, że się wyróżniam. Często ludzie rzucają mi jakieś dziwne spojrzenia, przyglądają mi się, czasem komentują na głos mój wygląd.

Codziennie powtarzam ludziom, żeby ubierali się tak, jak chcą. Spędzamy tak dużo czasu zastanawiając się nad tym, co na nasz temat mają do powiedzenia inni, że zapominamy posłuchać siebie. Moda i to, co masz na sobie to bezpośredni komunikat, który mówi o tym, kim jesteś. Kiedy wybierasz ubrania, dzięki którym nie będziesz wyróżniać z tłumu, nie pozwalasz błyszczeć swojej indywidualności. Tak, to prawda, że czasem trudno jest być tą osobą, która się wyróżnia, ale to jest również wzmacniające. Podoba mi się to, że nie wyglądam jak inni. Lubię wysyłać komunikat, gdy wchodzę do pokoju i pokazywać światu, kim jestem.

Co poradziłabyś kobietom, którym może jeszcze brakuje odwagi, ale powoli zastanawiają się nad tym, żeby ubierać się po swojemu i dla siebie? Osobom, które chcą ubierać się odważnie czy wyjątkowo, sugeruję zacząć od zmiany jednego elementu w swojej garderobie. Przyzwyczaić się do niego i dopiero wtedy próbować z kolejnymi rzeczami. W ten sposób możesz budować swoją pewność siebie i z czasem nauczyć się nie przejmować opiniami innych ludzi na swój temat. Pamiętaj, że życie jest zbyt krótkie, żeby przeżyć je dla kogoś innego.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Lonni (@grayhairandtattoos)