Duchowość kwantowa: Dusza w chmurze

123rf.com

Czy system operacyjny może być zbawiony? A mistyk wskrzeszony w chmurze informacyjnej? W świecie kwantowym nie ma przyczyny i skutku, nie ma liniowości wydarzeń, a więc nie ma też grzechu. A dusza? Czy ludziom epoki kwantów będzie potrzebna? Jak wiedza o wszechświecie i bycie może nas zmienić z punktu widzenia psychoterapeuty – zastanawia się Wojciech Eichelberger.

Platon uważał, że dusza i ciało są niezależne. Arystoteles, a potem św. Tomasz – że dusza jest połączona z ciałem, ożywia je, jest jego formą. Kartezjusz powtarzał za Platonem, że jest niezależna. Capra, autor książki o fizyce kwantowej, ujmuje duszę jako zbiór przeżyć człowieka. Dr Jacek Maria Norkowski, dominikanin i lekarz, pisze, że z punktu widzenia nowego paradygmatu w nauce, paradygmatu informacyjnego, dusza to informacja (życie jest przemianą informacji). Czy z punktu widzenia psychoterapeuty myślenie o duszy w tym nowym kontekście ma sens?

W narracji religijnej dusza jest łącznikiem pomiędzy – żyjącym w złudzeniu ego i dualnego świata – człowiekiem i niedualnym absolutem/Bogiem. W terminach informatyczno-kwantowych, zgodnie z opisem o. dr. Jacka Marii Norkowskiego: dusza to informacja rozumiana jako zdolność do organizowania lub utrzymania systemu. A to pozwala porównać duszę do DNA. Możemy ją nazwać inteligentnym (samouczącym się) systemem operacyjnym (w skrócie ISO), kształtującym nasze ciało i regulującym jego funkcje. Dusza natomiast to ISO uruchamiający, podtrzymujący i kształtujący nas proces, ale też zapis wydarzeń z naszego indywidualnego życia. Z punktu widzenia tak rozumianej duszy życie jest okazją do nabywania nowych informacji, czyli do uczenia się. Informacje nabywane przez duszę zmieniają ją i kształtują. Uczestniczenie w psychoterapii jest niewątpliwie także procesem nabywania nowych informacji. Nie można przecież wykluczyć, że informacje i wydarzenia związane z procesem psychoterapii są adresowane nie tylko do umysłu, ale i duszy. Czy tak się stanie, zależy od przekonań, doświadczenia i intencji terapeuty, ale też pacjenta.

Czyli dusza jako informacja organizująca i podtrzymująca system, jakim jest nasze życie, powinna być poważnie brana pod uwagę.

W związku z psychoterapią przychodzą mi do głowy jeszcze dwa inne tego powody. Pierwszy wiąże się ze słusznym i ważnym ostrzeżeniem Freuda przed pseudoduchową regresją, czyli egocentryczną ucieczką w roztopienie się w oceanicznym uczuciu powrotu do macicy matki. Człowiek nie jest wtedy zdolny do samodzielnego życia, nie jest zdolny do miłości, a bywa, że i do pracy (gdy na skutek zagrażających jego życiu wydarzeń we wczesnym dzieciństwie wytworzył osobowość psychotyczną). Takie osoby często także czynią z przewodnika duchowego lub wspólnoty zastępczą matkę, uzależniają się i stają ofiarami różnych sekt. Rolą psychoterapeuty jest wsparcie w wychodzeniu z takiego wykluczającego rozwój i dojrzewanie stanu umysłu, czyli pomoc w dojechaniu do końcowej stacji rozwoju psychicznego, którą zgodnie z lakoniczną definicją Freuda jest zdolność do pracy i miłości.

O tym, czym jest miłość w świecie kwantowym, będziemy mówić za miesiąc. Ale już dziś wiemy, że jest ona warunkiem i celem rozwoju.

Drugim ważnym, lecz już pozytywnym powodem brania duszy na poważnie w procesie terapii jest ogromny potencjał ducha w uwalnianiu człowieka od zbytecznego, autogennego cierpienia. Jednak koniecznym warunkiem tego, by potencjał ducha mógł być w terapii wykorzystany, jest znaczące doświadczenie duchowe terapeuty i dojrzałość pacjenta zdolnego do pracy i miłości. Tylko wtedy możemy zacząć się wspierać duchowością w pracy z pacjentem.

Dusza może więc pomóc w terapii?

Może pomóc i w terapii, i w życiu. Ludzie religijni nie mają problemu z kwestią istnienia duszy. Uznają ją za pewnik. Informatyczne pojmowanie duszy może pomóc ludziom nastawionym materialistycznie – uwięzionym w starym, dualnym paradygmacie – zrozumieć lub przeczuć swoją prawdziwą naturę/tożsamość. Tożsamość nieuwikłaną bez reszty w ich aktualne życie. Może też pomóc zrozumieć to, co ponoć dzieje się z duszą po śmierci ciała.

Porozmawiajmy o życiu po śmierci w ujęciu paradygmatu informacyjnego.

Otóż oświeceni i znający się na rzeczy twierdzą, że po śmierci ciała dusza przenosi się w czasoprzestrzeń zwaną w buddyzmie bardo, a w tradycji europejskiej astralem. Przestrzeń ta działa na zasadzie filtra. Odsiewa te dusze/ISO, które nie doceniły i nie dokończyły swojej ziemskiej edukacji, od tych, które muszą się udać do innych niż Ziemia światów. Te pierwsze dusze mają wielką potrzebę odrodzenia się po raz kolejny i tak też czynią, gdy nadarzy się odpowiednia dla nich konfiguracja zdarzeń. Bo też buddyjski przekaz jednoznacznie uznaje ludzkie i ziemskie wcielenie za jedyne, które oferuje możliwość wydostania się z tzw. błędnego koła samsary, czyli uwarunkowanego, dualnego istnienia. Często jest tak, że zanim dusza zrozumie i doceni tę ziemską i człowieczą szansę, musi wielokrotnie odradzać się w światach dwoistych/dualnych, czyli w światach przyczyny i skutku, dobra i zła, przeszłości i przyszłości, życia i śmierci. Bo wszystkie dusze przechodzące przez filtr bardo charakteryzują się tym, że w swoim systemie nadal niosą fałszywą informację o swojej indywidualnej, oddzielonej tożsamości.

Mówiłeś poprzednio, że zgodnie z odkryciami fizyki kwantowej, jak i z tym, co głoszą mistyczne nurty, m.in. zen czy chrześcijaństwo, wszystko jest jednością, nie ma odrębnych bytów.

Tymczasem nim dokonamy takiego wglądu i rozpoznamy prawdziwą naturę bytu, stawiamy na nasze ego, na naszą indywidualność. Nasze dusze są wtedy, rzec można, podpisane. Noszą nasze imiona. Dlatego nie mogą udać się na wieczne odpoczywanie w niebie, jak mówią chrześcijanie, albo nie widzą potrzeby dalszego odradzania się, jak mówią buddyści.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »