1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felieton
  4. >
  5. Zew Południa

Zew Południa

123rf.com
Wiem, że jeszcze trochę trzeba poczekać na lato, ale jako człowiek Południa, istota, której pierwszym pragnieniem była wyprawa nad ciepłe morze, najlepiej na ciepłą wyspę, myślę już o wakacjach.

Pierwszy raz poczułam dotyk południowego słońca w dawnej Jugosławii, do której wybrałam się z rodzicami starą skodą z przyczepką pełną jedzenia. Skoda przegrzewała się na górskich drogach i co rusz trzeba było gdzieś gnać po wodę do chłodnicy. Spaliśmy na campingach pod namiotem, patrząc z zazdrością jak Niemcy i Skandynawowie krzątają się wokół swoich eleganckich camperów, a wieczorami biesiadują w lokalnych knajpkach, które pozostawały poza zasięgiem nauczycielskiej rodziny z Polski Ludowej.

Moja kilkuletnia wówczas siostra wykazała się ekologiczno-ekonomicznym geniuszem i zaczęła zbierać butelki. Przez chwilę miałam nadzieję, że ktoś w rodzinie zacznie w końcu robić kasę. Dojechaliśmy aż do albańskiej granicy i to tam, gdzie gubiliśmy się wśród górskich dróg i zdziwionych owiec, spotkaliśmy ten rodzaj gościnności, która już zanika w zniszczonym turystką Południu. Zapraszano nas na nocleg, kobiety kroiły pomidory, cebulę i sery, mężczyźni o czarnych wąsach otwierali butelki rakiji i mrocznego wina o zabójczym działaniu, a potem spaliśmy pod gwiazdami i wiadomo było, że nikt nikogo nie zadźga i nie okradnie. Po tym pierwszym wyjeździe, gdy było oczywiste, że temperatura powyżej trzydziestu stopni wyzwala we mnie wulkany energii, byłam już pewna, że południe to mój kierunek.

Przez lata, które przyszły potem, poznałam wszystkie inne rodzaje turystyki, choć zawsze na Południe: od jakiegoś zorganizowanego wyjazdu z biurem tuż po upadku komuny, przez wyspecjalizowane wyprawy do odległych miejsc, aż po to, co lubię najbardziej – wolne i niezorganizowane włóczenie się po świecie z plecakiem, z wyspy na wyspę, bez sztywnego planu, bez pośpiechu i zaliczania atrakcji. Taka wyprawa jest przede mną i liczę dni, czekając na moment, gdy wysiądę się z samolotu i w twarz uderzy mnie rozgrzane powietrze, w którym czuć morską sól. Ale tego, co naiwni turyści nazywają „autentycznością”, można zaznać nie tylko w ten sposób. W trzygwiazdkowym hotelu na tanim wyjeździe umiejący widzieć i słuchać wędrowiec dowie się tyle samo ciekawych rzeczy o innym miejscu i ludziach, co przemierzając niedostępne wioski i lasy.

W książce Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym (Czarne 2012) szwedzka autorka Jennie Dielemans pisze o turystyce z punktu widzenia lokalnych mieszkańców, którzy z turystyki żyją. Ci Beduini i Grecy-Zorba, odgrywający cepeliowską wersję „autentyczności”, po zdjęciu kostiumów prowadzą inne życie, z punktu widzenia typowego turysty często mało „malownicze”. Ale, przy wnikliwszym wejrzeniu, ciekawsze. Jeśli uda nam się je poznać, naprawdę poczujemy smak podróży, której sens polega na spotkaniu z Innym.

 

Letnia sałatka z wodorostów wakame (Jak mówi moja japońska koleżanka: "You want skinny, you eat wakame” /Chcesz być chuda, jedz wakame)

Solidną garść suszonych wakame moczymy w letniej wodzie przez 10-15 minut. Odcedzamy. Mieszamy z cienko pokrojonym ogórkiem i sokiem z dużej cytryny. Chłodzimy w lodówce. Gotowe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze