1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Co zrobić, gdy dziecko jest wykluczane w środowisku rówieśników?

Co zrobić, gdy dziecko jest wykluczane w środowisku rówieśników?

fot. iStock
fot. iStock
Jak sprawić, żeby uczniowie nie prześladowali nikogo z powodu inności, ale stworzyli zgraną, wspierającą się klasę?

Poza grupą można znaleźć się w gimnazjum z byle powodu. Bo ktoś za dużo albo za mało mówi. Bo śmieje się z tego, z czego inni się nie śmieją, albo nie śmieje się z tego, z czego śmieją się pozostali. Odpowiedź można znaleźć w projekcie „Bliżej”, o czym opowiada jego twórczyni Małgorzata Wójcik.

Wreszcie ktoś zajął się problemami młodzieży w wieku gimnazjalnym. Bo niby wszyscy wiedzą, że to trudny wiek, a niewiele się z tym robi. Powiedzmy najpierw, skąd te trudności.

Z wielu względów: czysto biologicznych, bo to okres bardzo intensywnego dojrzewania, kiedy młody człowiek ma problem ze swoimi emocjami, z ich określeniem, kontrolowaniem, a jednocześnie wchodzi w nowe środowisko. Bo jeżeli nawet idzie do szkoły z kolegami z poprzedniej szkoły, to i tak musi przenegocjować układy interpersonalne w nowej klasie, sprostać nowym wymaganiom nauczycieli, więc tak czy inaczej musi ogarnąć znacznie więcej, niż ogarniał w szkole podstawowej. A warto zauważyć, że to okres, kiedy młodzi ludzie ograniczają informowanie rodziców i nauczycieli o swoich problemach, starają się samodzielnie z nimi radzić. I jeżeli na to wszystko nałożą się złe relacje interpersonalne w klasie, młody człowiek ma wielki problem.

Szkoła na ogół zajmuje się relacjami w grupie dopiero wtedy, gdy dojdzie do jakiejś tragedii.

Niestety, tak to na ogół wygląda. Dyrektorzy, nauczyciele i uczelnie kształcące nauczycieli skupiają się na dydaktyce, metodyce nauczania, a zupełnie pomijają aspekt wychowawczy. Ja na przykład skończyłam specjalizację nauczycielską – jestem nauczycielem angielskiego – a przez pięć lat studiów, choć miałam mnóstwo zajęć z metodyki nauczania języka, to ani jednego z bycia wychowawcą klasy. A wychowawcą zostałam od razu po studiach, nie mając zielonego pojęcia, jak sobie radzić z grupą nastolatków. I większość wychowawców stoi przed takimi samymi wyzwaniami. Jeżeli są wysyłani na jakieś szkolenia, to dydaktyczne. Niewiele jest natomiast szkoleń dla wychowawców i podręczników, z których mogliby korzystać. A szkoda, bo relacje interpersonalne w klasie mają bezpośredni wpływ nie tylko na dobre samopoczucie uczniów, ale przede wszystkim na naukę. Moje badania miały na celu stworzenie dobrego programu dla wychowawców.

Na czym polegały te badania?

Zaprosiliśmy do nich zarówno nauczycieli, pedagogów, jak i gimnazjalistów. Chcieliśmy dowiedzieć się, jak rodzą się w klasie wykluczenie, agresja, jak te problemy widzą gimnazjaliści, jak sobie z nimi radzą wychowawcy, czego oczekują od pedagogów: jakiego programu, jakich scenariuszy lekcyjnych. Tak więc przebadaliśmy ten sam problem z trzech różnych stron. I razem ze wszystkimi zainteresowanymi wypracowaliśmy program, czyli stworzyliśmy scenariusze 11 lekcji dla wychowawcy pierwszej klasy gimnazjum.

Dlaczego akurat pierwszej?

Ponieważ chcieliśmy uderzyć w przyczynę wykluczenia, uprzedzić te problemy, zanim one wystąpią. Naszym celem było pomóc wychowawcy tak zarządzić dynamiką i hierarchizacją klasy, aby nie powstały zwalczające się grupy, loża szyderców, kozioł ofiarny i negatywny przywódca. Bo to właśnie te sytuacje prowadzą do zachowań agresywnych zarówno w realu, jak i w Internecie.

Gimnazja są poligonem doświadczalnym dla różnego rodzaju agresorów. Kto jest potencjalnym obiektem ich działań?

Najczęstszą przyczyną wykluczeń jest inność, dziwność, tak to określają sami uczniowie. Z tym że ta inność zależy od grupy. W niektórych gimnazjach rejonowych w dobrym tonie jest nieprzykładanie wagi do nauki, wobec czego ktoś, kto osiąga dobre wyniki, jest postrzegany jako dziwny i wykluczany z grupy. W innych natomiast, gdzie większości uczniom zależy na wynikach, dziwny jest ten, komu nie zależy na nauce, i to on jest wykluczany. Z naszych badań wynika, że dość powszechnymi przyczynami wykluczeń są także tusza, zwłaszcza u dziewczyn, a z kolei u chłopców – zachowania określane przez nich jako „gejowate”. Przy czym nie chodzi tu o preferencje seksualne, bo w tym wieku nie jest to wyraźnie określone, ale o chłopców wrażliwych, przejmujących się nauką, którzy emocjonalnie, na przykład płaczem, reagują na zaczepki, którzy mają dużo koleżanek. Wykluczane są poza tym osoby, które nie spełniają norm klasowych, na przykład – jak powiedział jeden z uczniów – „ktoś, kto albo za dużo mówi, albo za mało. Kto albo śmieje się z rzeczy, które nie są śmieszne, albo nie śmieje się z tego, co śmieszne”. Tak więc powody mogą być bardzo błahe. Część młodych ludzi mających zdolności społeczne, wchodząc do grupy, wyczuwa obowiązujące w niej normy. Ale są tacy, którzy ich nie wyczuwają z różnych powodów – bo przechodzili indywidualne nauczanie albo byli wykluczeni w szkole podstawowej i przez to nie nauczyli się społecznego współdziałania.

Wykluczani bywają też indywidualiści, czyli ci, którzy chcą być sobą i to demonstrują.

Indywidualistom w gimnazjum jest bardzo trudno, bo w tym wieku konformizm grupowy jest niesamowicie silny, chyba najsilniejszy ze wszystkich okresów szkolnych. Wtedy grupa jest najważniejsza. I to od nauczycieli zależy, czy tacy uczniowie mogą bezpiecznie pozostać na marginesie klasy. Jeżeli to ich wybór, trzeba go uszanować, nie można dopuścić, aby byli z tego powodu prześladowani, ignorowani. Po to właśnie został stworzony nasz program, żeby osiągnąć dobry, wspierający klimat klasy.

Co takiego jest w tym programie?

Gotowe lekcje, które można obejrzeć na stronie www.blizej.org, bezpłatne. Ich założeniem jest to, żeby były wykonywalne. Nauczyciele mówili nam bowiem, że mają dużo różnych niemożliwych do wykonania scenariuszy lekcji m.in. dlatego, że zajmują całe 45 minut, a wychowawca ma na lekcji wychowawczej sporo bieżących spraw do załatwienia. Na prośbę nauczycieli nasze scenariusze zajmują 10–15 minut, ale są i 45-minutowe. Gimnazjaliści, którzy z nami je opracowywali, ocenili, że nie są „obciachowe”, czyli nie poruszają tematów, które są dla nich niewygodne. Powiedzieli nam wprost, że niektóre lekcje wychowawcze są żenujące i oni nie życzą sobie, żeby rozmawiano z nimi w taki sposób. Dlatego wszystkie zaproponowane przez nas scenariusze były poddane ich ocenie. Efekt tej oceny był taki, że coś zostało do nich dodane, coś wyrzucone, niektóre w ogóle zostały usunięte.

Czego dotyczą proponowane lekcje?

Podzieliliśmy je na trzy części. Pierwsza dotyczy budowania grupy, to są bardzo klasyczne lekcje, które pozwalają młodzieży poznać się wzajemnie. Wykorzystujemy w nich teorię skrzyżowanych kategoryzacji, która mówi o tym, że każdy człowiek ma coś wspólnego z drugim człowiekiem, jak tylko dobrze poszuka. Staramy się, żeby uczniowie jak najwięcej  się o sobie nawzajem dowiedzieli, co wydaje się oczywiste, ale z badań wyraźnie wynika, że jeżeli w pierwszych trzech tygodniach uczniowie się nie poznają, to powstała w tym czasie hierarchizacja zamyka niektórym z nich dostęp do grupy, uczeń może znaleźć się w innej, zwalczającej tamtą. W większych liczebnie klasach uczniowie deklarowali, że nie znają wszystkich imion kolegów. Dlatego za pomocą konkretnych instrukcji kładziemy duży nacisk na to, żeby uczniowie się poznali i starali się znaleźć coś wspólnego z każdym kolegą. W kolejnych częściach bazowaliśmy na bardzo ciekawym wyniku naszych badań. Otóż wszyscy uczniowie, z którymi rozmawialiśmy, deklarowali, że wychowawca nie jest sprawczy, jeżeli chodzi o relacje klasowe, czyli nie potrafi zarządzić dynamiką klasy. A w ogóle to nie powinien wtrącać się w koleżeńskie relacje, bo jako przedstawiciel obcej grupy nie ma o tym pojęcia. Ale z drugiej strony – na pytanie zadane gimnazjalistom, co chcieliby zmienić w szkole, większość odpowiedziała, że chcieliby większego kontaktu z wychowawcą, żeby się o nich troszczył, bronił ich przed innymi nauczycielami i żeby się domyślał, kiedy coś złego się dzieje. Wobec tego tak skonstruowaliśmy scenariusze, żeby wychowawca pomagał klasie, dawał narzędzia, ale nie ingerował, żeby stał z boku. Klasa sama ma budować zgrany, wspierający się zespół.

Wychowawca ma być rozjemcą, mediatorem?

Ma czuwać nad tym, co dzieje się w klasie, i mieć z uczniami dobry kontakt. Na jednej z lekcji wychowawca i uczniowie ustalają ze sobą kontakt indywidualny – poprzez adres mejlowy, stałe terminy spotkań. To oczywiste rozwiązania, ale często w szkole niewykorzystywane, bo uczniowie, którzy rozmawiają z nauczycielem, są uznawani za konfidentów. Dlatego w naszych scenariuszach klasa wypracowuje konkretne formy kontaktu z nauczycielem i postępowania w wypadku, gdyby zaobserwowali coś niepokojącego. Z naszych badań wynika, że świadkowie zachowań wykluczających, agresywnych bardzo chcieliby jakoś zaingerować, ale nie wiedzą, jak to robić, a poza tym boją się, że sprzeciw wobec grupy źle wpłynie na ich pozycję w klasie. Uczymy ich, co mogą bezpiecznie robić w trudnych sytuacjach.

Co na przykład?

Założenie jest takie, że uczniowie sami w toku lekcji i ćwiczeń powinni dojść do „przepisów i procedur” odpowiedniego zachowania w sytuacji bycia świadkiem agresji innych. I dochodzą! Przede wszystkim powinni skontaktować się z wychowawcą i – co ważne – stworzyć koalicję uczniów, którzy nie pochwalają agresji, i wspólnie z nimi działać. Wtedy łatwiej przeciwstawić się, na przykład negatywnie komentując zachowanie na Facebooku bądź na forum klasy. Co ciekawe, uczniowie sami zdecydowali, że czasami wystarczy nie zwracać uwagi na agresora, to znaczy nie wzmacniać jego zachowań, na przykład nie śmiejąc się z tego, że przezywa swoją ofiarę. Agresor po to prześladuje, żeby zyskać pozycję w klasie, poklask innych. Jeżeli tego nie dostaje, zachowanie często wygasa.

Uczycie też empatii?

Oczywiście, temu zagadnieniu poświęcona jest trzecia część scenariuszy. Z badań wynika, że uczniowie dokładnie wiedzą, jakie są emocjonalne konsekwencje zachowań wykluczających i agresywnych, czyli zdają sobie sprawę z tego, że te zachowania wywołują przykre emocje. Gdy natomiast im samym przydarza się wykluczanie kogoś, to już nie widzą negatywnych konsekwencji swoich zachowań, interpretują je jako żarty. W ostatniej części scenariuszy pracujemy nad połączeniem własnego zachowania z jego konsekwencjami wobec kolegów. Uczniowie pracują na konkretnych i realnych sytuacjach wykluczonych uczniów, starają się je dokładnie przeanalizować, zastanowić się, dlaczego się zdarzyły, a przede wszystkim wspólnie ustalić, co powinno się zrobić, żeby je odwrócić, czyli żeby osoba wykluczona została włączona w nurt klasy. Uczniowie dodali do drugiej i trzeciej części scenariuszy zadania do przemyślenia w domu, na przykład: Czy kiedykolwiek byłeś wykluczony? Jak się wtedy czułeś? Jak byś się czuł, gdyby wszyscy cię ignorowali? Warunek, jaki przy tym postawili, był następujący: nie chcą mówić o tym na forum klasy. Ale jak sami zadeklarowali, to nie znaczy, że nie potrafią nazywać emocji, tylko chcą, żeby zostały w głowie. Byłam sceptyczna co do tej ich propozycji, obawiałam się, czy – mówiąc językiem gimnazjalistów – nie oleją tych zadań. Ale po pilotażowym wdrożeniu tego programu okazało się, że większość uczniów je pamiętała, a to znaczy, że poświęcili czas na przemyślenia.

Mocną stroną tego projektu jest to, że skupia się na zapobieganiu wykluczeniom na etapie nastoletnim. A tym samym zapobiega aktom agresji i terroru w wieku dorosłym.

Badania WHO pokazały, że wykluczenie ma negatywny wpływ na całą grupę – źle funkcjonują nie tylko wykluczeni, także agresorzy i świadkowie. Uczniowie pierwszej klasy gimnazjum deklarują, że bardzo zależy im na zgranym zespole, ale boją się, że to się nie uda. Ci, którzy mieli dobrą klasę, boją się, bo wiedzą, jakie to trudne do osiągnięcia. Natomiast ci, którzy nie czuli się w dawnej klasie dobrze, boją się, że może być tak samo. A z drugiej strony – wszyscy postrzegają nową klasę jako szansę. Tak więc ten okres przejściowy niesie duży potencjał, z którym nie wszyscy nauczyciele potrafią coś zrobić, bo nikt ich tego nie nauczył. Potrzebne są zmiany systemowe, które wzmocniłyby aspekty wychowawcze, nie tylko dydaktyczne. Do następnych projektów planujemy włączyć rodziców. Dla mnie, naukowca z przeszłością nauczyciela gimnazjalnego, ten okres w rozwoju człowieka jest fascynujący. Uważam, że jeżeli mądrze pokierować gimnazjalistami, można sięgnąć z nimi gwiazd.

Małgorzata Wójcik adiunkt na Uniwersytecie SWPS Wydziale Zamiejscowym w Katowicach; autorka i kierownik projektu Bliżej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Powstała nowa aplikacja do walki z przemocą w szkołach

Przemoc fizyczna i różne formy dręczenia zakłócają prawidłową edukację 48% dzieci w Polsce w wieku 13-15 lat. (fot. iStock)
Przemoc fizyczna i różne formy dręczenia zakłócają prawidłową edukację 48% dzieci w Polsce w wieku 13-15 lat. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zarówno psychiczna, jak i fizyczna agresja jest powszechnym zjawiskiem wśród młodych osób. Mimo stale rosnącej świadomości, skala tego zjawiska nie maleje. Dlatego zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS, wraz z partnerem technologicznym, firmą Speednet, stworzyli aplikację RESQL, która ma za zadanie wspierać szkoły w przeciwdziałaniu przemocy.

Jak podaje raport UNICEF z 2018 roku, połowa wszystkich uczniów na całym świecie w wieku 13-15 lat – czyli blisko 150 mln młodych ludzi – deklaruje, że doświadczyło przemocy ze strony swoich rówieśników na terenie placówki edukacyjnej lub w jej okolicy. 3 na 10 uczniów w 39 krajach uprzemysłowionych przyznaje się do dręczenia rówieśników. Podczas, gdy dziewczęta i chłopcy są jednakowo narażeni na dręczenie, dziewczynki częściej stają się ofiarami psychicznych form agresji, a chłopcy są bardziej narażeni na przemoc fizyczną.

W Polsce prawie połowa uczniów przyznaje się do bycia ofiarą przemocy przynajmniej raz w ciągu kilku miesięcy. Sytuacja jest o tyle trudna, że ofiary niechętnie mówią o swoich przykrych doświadczeniach. Pomoc psychologiczna w szkole bywa też ograniczona, a osoby doświadczające nękania często nie potrafią same poradzić sobie z problemem. Dane zebrane na przestrzeni lat przez WHO mówią jasno – przemoc w szkołach jest zjawiskiem globalnym, dlatego też tak trudno całkowicie ją wyeliminować. Niestety, wśród wielu ludzi panuje przekonanie, że wzajemne dokuczanie i przemoc rówieśnicza jest nieodłącznym elementem dorastania, który uczy młodych radzenia sobie z problemami. Zazwyczaj jednak przynosi to zupełnie odwrotny efekt. Małoletni doświadczający przemocy częściej niż inni mają skłonności do ryzykownych zachowań, depresji czy nawet prób samobójczych.

Czym jest RESQL?

Projekt opiera się na aplikacji umożliwiającej anonimowe zgłoszenia incydentów przemocy przez ucznia, dzięki czemu zgłoszenie trafia bezpośrednio do nauczycieli. Aplikacja wyposażona jest w tzw. „zestawy interwencji”, czyli materiały mające na celu ułatwienie reagowania i podejmowania decyzji lub działań po zgłoszeniu incydentu. Dodatkowo nauczyciele mogą korzystać z przygotowanych przez psychologów i pedagogów specjalnych scenariuszy lekcji dotykających problematyki przemocy szkolnej.

Przygotowanie aplikacji oraz rozwiązań które są oferowane wraz z nią zostało poprzedzone badaniami i pilotażami prowadzonymi w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Projekt RESQL powstał w wyniku tych właśnie badań. Jego zadaniem jest nie tylko pomoc, ale również edukacja dzieci i dorosłych (edukacja, która może przyczynić się do zapobiegania zjawisku agresji wśród dzieci i młodzieży). W latach 2019-2020 zespół psychologów i pedagogów z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS, pod kierownictwem dra Radosława Kaczana, przeprowadził pilotaż lekcji dotyczących przemocy rówieśniczej. Na podstawie tego został przygotowany zestaw lekcji na takie tematy jak m.in.: przemoc relacyjna, cyberprzemocy, reagowania na przemoc i rola świadków, konflikty i ich rozwiązywanie, myślenie społeczno-moralne.

Ilustr. strona FB RESQL Ilustr. strona FB RESQL

Opracowanie rozwiązań zawartych w aplikacji poprzedzone zostało wywiadami z nauczycielami, uczniami i rodzicami. Następnie podczas warsztatów z nauczycielami, dyrektorami i uczniami testowane były wstępne rozwiązania, wprowadzane poprawki a pomysły dostosowywane były do oczekiwań użytkowników.

Jak aplikacja może zwalczyć zjawisko przemocy w szkołach?

Schemat pracy RESQL jest bardzo prosty. Wystarczy, że uczeń, który uczestniczy lub jest świadkiem niebezpiecznej sytuacji, zgłosi ten incydent w aplikacji, wybierając kategorię przemocy. Podanie swoich personaliów w tym przypadku jest zupełnie dobrowolne – zgłaszający może zachować anonimowość albo ujawnić swoje dane. Zgłoszenie trafia do nauczyciela interwenta, który wspólnie z innymi pedagogami analizuje problem i reaguje. Każdy z nauczycieli ma dostęp do panelu interwenta, w którym znajdują się wszystkie potrzebne informacje oraz napływające zgłoszenia. Dyrektor szkoły również posiada dostęp do swojego panelu, który umożliwia mu analizę zdiagnozowanych problemów, a także raportów dotyczących każdego zgłoszenia w jego szkole.

Za projekt, development i utrzymanie aplikacji odpowiedzialny jest Speednet, partner technologiczny RESQL.

Ilustr. strona FB RESQL Ilustr. strona FB RESQL

Reagujmy na przemoc i uczmy tego dzieci!

- Brak reakcji na przemoc to sygnał dla oprawcy, że może bezkarnie działać, a dla innych, że sytuacja nie wymaga ich interwencji – mówi dr Radosław Kaczan, psycholog i kierownik projektu RESQL. Pamiętajmy, że aby walczyć z przemocą, należy się jej przede wszystkim przeciwstawiać. Przemoc nie jest nieodzownym elementem wkraczania w dorosłość i żadne dziecko nie musi jej doświadczać. Edukujmy nasze dzieci, by były wrażliwe na cudzą krzywdę i nie bały się rozmawiać o swoich problemach. To bardzo ważny element walki z tym zjawiskiem.

Źródło: mat. pras. SWPS; resql.pl

  1. Seks

Nadużycia w związku. Na czym polega przemoc seksualna i emocjonalna? Gdzie szukać pomocy?

Najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu.(Ilustracja: iStock)
Najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu.(Ilustracja: iStock)
Między dwojgiem dorosłych ludzi wiele rzeczy jest dozwolonych. Pod warunkiem, że obydwoje się na nie godzą. Bo tylko w głupim żarcie „nie” oznacza „być może”... Na czym polega przemoc seksualna, kiedy mamy do czynienia z napastowaniem i molestowaniem seksualnym oraz jakie są nadużycia w sferze seksu i uczuć, tłumaczy psychoterapeuta Michał Pozdał. Wyjaśni też, jakie są formy przemocy seksualnej oraz gdzie szukać pomocy, gdy doświadczyło się molestowania.

Każdy człowiek biorący udział w akcie seksualnym może go w dowolnym momencie zatrzymać. Hasło „stop” powinno być czytelne w każdej fazie stosunku czy jakichkolwiek innych zachowań erotycznych. Przysługuje obu stronom, i wszystko, co druga osoba zrobi potem w celu zaspokojenia swojej potrzeby, ale wbrew woli partnera czy partnerki, jest nadużyciem. Będzie to więc nie tylko gwałt rozumiany jako przestępstwo karne, ale również przemoc emocjonalna, taka jak szantaż, groźby, wywoływanie poczucia winy czy używanie seksu jak narzędzia manipulacji.

W formie kary i nagrody

Na terapię do mnie często trafiają pacjentki, które przy odmowie seksu spotykają się z szantażem ze strony męża: „Jeśli mi nie dasz, to pójdę do prostytutki” czy pacjenci z dysfunkcją seksualną, którzy słyszą: „Zmień to albo cię zostawię”. Powtarzany i wzmacniany szantaż staje się groźbą. Przy czym groźba może dotyczyć zarówno sfery emocjonalnej („zdradzę cię”), finansowej („nie dam ci pieniędzy”), jak i fizycznej („pobiję cię”). W ten sposób jedna ze stron skłania drugą do form współżycia przez nią nieakceptowanych albo zachowań, na które nie ma ochoty. Przemoc emocjonalna ma wywołać poczucie winy – odmawiasz, więc mnie krzywdzisz. Obarczanie winą tylko jednej strony jest jednak nie fair i w niczym nie pomaga – na brak seksu zapracowują zwykle obie strony. Odmowa seksu na zasadzie kary lub późniejszej nagrody też jest nadużyciem. Osoba, która odmawia lub unika seksu, w tym obszarze związku ma władzę. Kiedy przychodzą do mnie pary z takim problemem, często okazuje się jednak, że po sprawdzeniu, jak partnerzy dzielą się obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi, jaki mają wkład w związek – osoba reglamentująca współżycie jest tak zdominowana, że seks jest jedynym obszarem, w którym może powiedzieć „nie”. Formą nadużycia jest też ignorowanie komunikatów drugiej strony: włączanie filmu pornograficznego podczas stosunku, niepożądane gesty czy wulgaryzmy, których druga strona sobie nie życzy i które ją poniżają. Trauma bycia uprzedmiotowionym przez bliską osobę, która miała nas kochać i chronić, jest podwójna, bo nie dość, że ktoś narusza nasze granice, to jeszcze zawodzi nasze zaufanie.

Między słowami

Niestety, żyjemy w kulturze, w której panuje przyzwolenie na ciągłe komentowanie atrybutów kobiecości. Młodzi mężczyźni często zwracają się do młodych kobiet słowami: „świnko”, „suczko”, „foczko”, „dupencjo”. Rodzice wspólnie z dziećmi podśpiewują piosenki, w których jest dużo zamaskowanego nadużycia w warstwie językowej. Jeśli kobiety zgodzą się na taką formę komunikacji, potem będzie tylko gorzej. Słowami można ranić do żywego. Zrozumiałe jest, że ludzie pod wpływem emocji mówią sobie różne przykre, a nawet okrutne rzeczy. Ale wejście na poziom komentowania zachowań seksualnych jest przekroczeniem granicy, zza której może nie być powrotu. Wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Takie zachowania najczęściej mają miejsce po alkoholu i są odwetem na partnerze za poniżenie czy odtrącenie. Oprócz mocnych słów są też takie lżejsze formy przemocy, które trudno opisać wprost: aluzje, spojrzenia, gesty, które w całości odczytać może tylko ich adresat. Powtarzane regularnie oznaczają działanie celowe z zamiarem skrzywdzenia.

Złapani w sieć

Nadużyciem jest też publiczne opowiadanie szczegółów wspólnego życia intymnego. I nie ma znaczenia, czy z tych wyznań przebija swoista forma uznania dla umiejętności albo atrybutów partnera, czy jest to krytyka oziębłości, sprawności seksualnej lub szczegółów anatomicznych. W dobie nowych technologii w równy sposób można kogoś pogrążyć upublicznieniem intymnej historii, jak i wrzuceniem do Internetu filmiku lub zdjęć. Zatem lepiej zawczasu dobrze zastanowić się, czy ufamy danej osobie na tyle, żeby zgodzić się na nagie zdjęcie czy zmontowanie wspólnej sextaśmy. Dopóki wszystko układa się w związku dobrze, takie materiały są ukryte, ale po zerwaniu łatwo mogą krążyć między znajomymi, a nawet przypadkiem trafić do pracodawców. Ceną za bezgraniczne zaufanie może być nasza reputacja, również zawodowa.

Gwałt

Najmocniejszą formą nadużycia jest gwałt, i nie chodzi tu tylko o napaść w miejscu publicznym, ale też, a może nawet głównie, stosunek ze stałym partnerem czy wykorzystanie przez kolegę po wspólnej imprezie. Najczęściej sprawcami przemocy są osoby bliskie: mężowie, partnerzy i chłopcy, a ofiary gwałtu nawet nie mają świadomości, że do niego doszło. Wciąż pokutuje wzorzec myślenia: „Miałam mini, całowałam go i dlatego zostałam zgwałcona”, gdzie „zostałam zgwałcona” oznacza „poddałam się gwałtowi”. Ale przecież to ktoś zgwałcił! Niezależnie od tego, jak dziewczyna czy kobieta była ubrana, nie ma w tym jej żadnej winy. A z takich słów i nastawienia rodzi się przyzwolenie na przemoc. Z praktyki terapeutycznej znam historie dziewczyn, które od miesięcy nie mają ochoty na seks i nie rozumieją tej nagłej oziębłości. W trakcie rozmowy okazuje się, że dziewczyna pamięta jakąś imprezę z alkoholem i trawką, na której była ze swoim chłopakiem. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej „dobierać”, potem zaczął to jeszcze robić ktoś inny i jeszcze ktoś. Same nie myślą o tym jak o gwałcie, lecz ich ciało się broni. Zdarzają się także odwrotne reakcje na gwałt – zapamiętanie w seksie, któremu towarzyszy  przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą. Niezależnie jednak od scenariusza ofierze gwałtu często towarzyszą zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania, może pojawić się depresja, a nawet myśli samobójcze.

Przepracować traumę przemocy seksualnej. Gdzie szukać pomocy?

W przypadku gwałtu ważna jest szybka obdukcja lekarska i zgłoszenie na policji. Następnie warto zadbać o pomoc emocjonalną – wielu doświadczonych terapeutów przyjmuje w przychodniach, szpitalach i w placówkach prywatnej opieki zdrowotnej w ramach NFZ. Można również zgłosić się do odpowiedniej fundacji, stowarzyszenia czy grupy wsparcia dla ofiar przemocy. Najczęściej ofiara – niesłusznie! – wstydzi się i ukrywa fakty. Dlatego najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu. Nie wszystkie sprawy nadają się do ścigania przez prokuraturę. Wiele rzeczy – takich jak przewlekła krytyka, szantaże czy wymierzane kary – mogą być przejawem złej woli partnera czy chęci zemsty. Ale trzeba o tym mówić. Najpierw partnerowi – wyrazić swoją niezgodę na takie zachowania, a jeżeli rozmowa nie wystarczy, dobrze pójść po poradę do przyjaciela lub terapeuty. Żeby znaleźć rozwiązanie problemu, wystarczy czasami pojedyncza sesja konsultacyjna, nie musi to być wielomiesięczna terapia. Warto też zadać sobie pytanie, czy podobne doświadczenia zdarzyły mi się już w innych relacjach. Jeżeli faktycznie tak jest, oznacza to, że wiecznie odtwarzamy traumę z przeszłości. Ale ból jest bólem, niezależnie od głęboko ukrytych przyczyn. I trzeba go uleczyć.

Co może świadczyć o tym, że doświadczasz przemocy seksualnej i nadużycia w związku?

  • Z jakiegoś powodu obawiasz się swojego partnera.
  • Partner poniża cię przed innymi osobami.
  • Partner zmusza cię do robienia rzeczy, na które nie masz ochoty.
  • Odmowa wykonania życzenia partnera rodzi w tobie obawę przed karą lub zerwaniem relacji.
  • Partner powtarza ci, że nie jesteś normalna lub że powinnaś się leczyć.
Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par.

  1. Psychologia

Agresja u dziecka - o czym świadczy i jak reagować?

Agresja u kilkulatka nie bierze się znikąd. Lepiej potraktować takie zachowania dziecka jak wołanie o pomoc. (fot. iStock)
Agresja u kilkulatka nie bierze się znikąd. Lepiej potraktować takie zachowania dziecka jak wołanie o pomoc. (fot. iStock)
Wszystko było w najlepszym porządku i nagle, bez żadnej wyraźnej przyczyny, z przedszkola czy szkoły zaczynają docierać do ciebie uwagi o agresji u dziecka.

Bije, gryzie, kopie, popycha, wyśmiewa albo przezywa. „Moje dziecko? To niemożliwe!” – dziwi się wiele mam. A jednak to jak najbardziej możliwe i może się zdarzyć każdemu, nawet najspokojniejszemu dziecku świata.

Kiedy po raz pierwszy słyszysz, że twoje dziecko uderzyło, kopnęło, przezwało kolegę, najczęściej myślisz, że to pomyłka. Być może tak jest istotnie: to tylko incydent. Druga uwaga na temat agresji dziecka musi jednak oznaczać bezwzględne zajęcie się tym problemem. Bagatelizowanie agresji dziecka jest bowiem wyrządzaniem mu krzywdy.

Każde agresywne zachowanie, to wielka prośba: „Mamo, nie radzę sobie”. Bagatelizując problem agresji dziecka, zostawisz je samo z wielkim ciężarem.

Co robić, gdy dziecko zachowuje się agresywnie?

1. Pozbyć się wstydu. Nie jesteś złą mamą tylko dlatego, że twoje dziecko kogoś ugryzło czy opluło. Będziesz nią, jeśli się nad tym problemem nie pochylisz.

2. Spojrzeć na życie swojego dziecka pod kątem, czy nie ma w nim agresji.
Czy ktoś z grona bliskich – rodzeństwo, opiekunowie, dalsza rodzina, nie zachowuje się agresywnie, tym samym nie ucząc dziecka zachowań agresywnych? (szturchańce, krzyki, pełne dezaprobaty miny lub spojrzenia). Czasem dziecko w domu jest bardzo ciche, wycofane, a w przedszkolu lub szkole bije, gryzie, kopie, dokucza innym. Warto zastanowić się, jaka jest pozycja dziecka w domu, bo być może ono odreagowuje swoje domowe role na gruncie rówieśniczym. Dzieci mają tendencję do powielania podpatrzonych zachowań. Jeśli w domu dziecko jest poddawane agresji, to na pewno będzie ją powielać na innym gruncie.

3. Ograniczyć filmy i gry, które wydają ci się zbyt brutalne.
Dzieci mają rozwojową potrzebę odtwarzania tego, co widzą i co je pasjonuje. Być może agresja dziecka to udawanie postaci z gry lub filmu.

4. Przez jakiś czas oglądaj z dzieckiem wszystkie filmy i dużo mu czytaj.
Komentuj wszystkie wydarzenia: „On nie powinien się tak zachować, zobacz, nikt nie lubi takich osób” itp.

5. Na wszelki wypadek wprowadź terapię z obcowaniem, czyli wróć do wspólnego spędzania czasu
; baw się, wygłupiaj, śmiej, gotujcie razem, sprzątajcie. Bądźcie razem jak najwięcej. Dzieci na różne sposoby manifestują potrzebę kontaktu z dorosłymi.

6. Pomóż rozładować nadmiar energii
za pomocą wybranego przez dziecko rodzaju aktywności sportowej, tanecznej, aktorskiej.

7. Dzieci agresywne są najczęściej bardzo nielubiane.
Nieprawidłowym odruchem jest izolowanie dziecka agresywnego od innych dzieci. Dziecko musi mieć okazję do ćwiczenia dobrych relacji. Zapraszaj więc inne dzieci do was, ale po jednym-dwóch kolegów. Nadmiar dzieci sprzyja agresji.

8. W domu w żadnym razie nie wolno dopuszczać do tego, żeby dziecko mogło cokolwiek osiągnąć agresją.
Zwracaj się do dziecka zawsze bardzo miło, uprzejmie i spokojnie.

9. Szukaj pomocy. Idź do psychologa.
Dziecko agresywne narażone jest na nienawiść rówieśników. Kiedy tylko będzie okazja, jego „ofiary” zwrócą się przeciwko niemu. Trzeba mu pomóc. Niekoniecznie potrzebne jest orzeczenie od psychologa, czasem wystarczy tylko miękka forma terapii rodzinnej.

  1. Psychologia

Kiedy kochasz za bardzo. Przemoc domowa ma różne oblicza

Ktoś kto żyje w sytuacji przemocy domowej sięga po pomoc, kiedy już jest na granicy. (Fot. Getty Images)
Ktoś kto żyje w sytuacji przemocy domowej sięga po pomoc, kiedy już jest na granicy. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Znamy takie obrazki. Ona nawet w największe upały w bluzce z długimi rękawami. Z grubą warstwą makijażu. Albo tłumacząca: „taka jestem niezdarna, znowu spadłam ze schodów”. Wszyscy wiemy: to przemoc domowa. Bo przemoc to pięść. Tyle że nie zawsze. Przemoc ma też inne oblicze. Trudniejsze do uchwycenia, ale równie raniące.

"Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” – tak brzmi tytuł książki Renaty Kim, dziennikarki „Newsweeka”. Książki o przemocy psychicznej. Tu ofiara przemocy nie ma podbitych oczu. Mało tego, często jest uśmiechnięta, radosna. Jak sama Renata. Nikt niczego nie widzi. „Książka powstała między innymi dlatego, że sama przeżyłam taką historię. Opisałam ją, jest wśród innych. Trzy lata mojego życia. Byłam śmiertelnie zakochana i bardzo szybko uświadomiłam sobie, że ten związek mnie niszczy. I bardzo szybko postanowiłam się wyzwolić, ale nie umiałam”. Największą jej obawą podczas pracy nad książką było to, czy czytelnicy zrozumieją. „Bałam się, że nikt poza ofiarami nie będzie wiedział, na czym polega problem. Nie ma spektakularnych dramatów. Nie ma scen, po których robi ci się słabo. Nie opisuję horroru, tylko drobiazgi. Odwołał w ostatniej chwili spotkanie? Skrytykował sukienkę? Jaka tu przemoc? To się zdarza. Nic takiego. Ale czytelniczki świetnie to wychwytują. Dostaję dużo sygnałów, że książka działa, że terapeuci polecają ją swoim pacjentkom”.

Jak w bajce

Najpierw jest cudownie. Spotkałaś tego jedynego. Kogoś, kto cię rozumie. Kto ma takie samo poczucie humoru. Z kim się dobrze bawisz. Ale eldorado szybko się kończy. I zaczyna się testowanie granic. Twoich. Na co sobie pozwolisz? Czy się sprzeciwisz? Czy podporządkujesz? Pojawiają się małe kłamstwa, nie w ważnych sprawach, ale są. Mówisz o tym – dowiadujesz się, że nic takiego nie miało miejsca. Ale to wraca, powtarza się, nabiera intensywności, w końcu zaczynasz wątpić we własną zdolność oceniania rzeczywistości. Kawałek po kawałku jest ci zabierana pewność siebie, poczucie własnej wartości. Na końcu – godność. „Często ofiara ma – na poziomie mniej lub bardziej świadomym, a często nieświadomym – przekonanie, że to wszystko się dzieje, bo ona na to zasługuje – mówi psychoterapeutka Paulina Pawlak. – Niekiedy doświadczała przemocy domowej: fizycznej albo psychicznej. Jeśli czuję, że jestem gorsza, że nie poradzę sobie sama w życiu, to staję się łatwym łupem dla pewnego typu drapieżników. Choć z zewnątrz ofiara to często kobieta sukcesu. A w środku niepewna siebie, prosząca o miłość dziewczynka. Idąca przez całe życie z przekonaniami, które ją krzywdzą”. Mamy w głowach stereotypy, że przemoc w rodzinie dotyczy marginesu społecznego. Zahukanych biedactw siedzących cicho w kącie. A to często – zwłaszcza kiedy mowa o przemocy emocjonalnej – adwokatki, lekarki, psycholożki, pielęgniarki. Osoby wybierające zawody, w których „ja” jest na drugim miejscu. W ich życiu prywatnym bywa podobnie. „Popatrz na mnie – mówi Renata – czy ja wyglądam na ofiarę? Kogoś, kto da z siebie szmatkę zrobić? Tymczasem jestem z domu, w którym była przemoc, pamiętam niepokój: W jakim humorze wróci ojciec? Czy będzie bardzo pijany, czy tylko trochę? Czy zrobi awanturę, czy pójdzie spać? Wyszłam za mąż, pracowałam, praca jest dla mnie tak ważna, bo dawała mi poczucie pewności siebie, ważności, docenienia. To wszystko, co przez lata dostawałam także od mojego dobrego, czułego męża. Tyle że to wszystko przychodziło z zewnątrz, ja sama nie do końca w to wierzyłam”. Weszła w przemocową relację w momencie, w którym przeżywała kryzys. „Zmarli rodzice, z mężem się już psuło, w pracy dużo stresów – i nagle wylazło całe moje trudne dzieciństwo. Zapracowywałam się na śmierć, żeby zasłużyć sobie na zapewnienie, że jestem świetna. Kiedy wszystko się rozpada, mąż odchodzi, dziecko za granicą, jesteś słaba – i pojawia się ktoś, kto mówi, że jesteś cudowna – wchodzisz w to. Ja weszłam”. Jeśli taka kobieta, w dodatku – jak mówi Paulina Pawlak – obdarzona hiperempatią, spotka sprawnego manipulatora, zaczyna się związek oparty na przemocy. Na schemacie siły i słabości. Przemocowcy często w dzieciństwie byli ofiarami i znają tylko jeden sposób postępowania: albo dominujesz, albo jesteś zdominowany. Czarno-białe widzenie. I zaczyna się problem. On powoli wkracza na kolejne ważne dla kobiety terytoria. Jej przyjaciele? Odgradza ją od nich. Zawłaszcza. Pasje? Tylko jeśli robią to razem, ale on coraz częściej jakoś nie ma ochoty. Zaczyna się kontrolowanie. Ma ją na własność, na każde skinienie. Ona w jednej chwili musi zrewidować swoje plany, rzucić wszystko – bo on tak chce. Zaczyna się krytyka. Mówienie o niej jako o „tej, która ma problemy”. Czasem to przemocowiec prowadzi ofiarę do psychologa, terapeuty, psychiatry, „bo to jej trzeba pomóc”, „bo to z nią coś jest nie tak”. Okazuje się więc, że z nich dwojga to on jest ten wspaniały, on jest silny, a do tego się o nią troszczy. „Sprawcy przemocy szczerze w to wierzą – mówi Paulina Pawlak. – Myślą, że są idealni i że wszystkiemu winna jest ofiara. To z nią coś jest nie tak. I potem to ona funkcjonuje z jakiegoś rodzaju piętnem: to ty potrzebujesz pomocy, nie ja”.

Dlaczego nie dasz w pysk

Każda z bohaterek książki Renaty Kim słyszała w pewnym momencie od przyjaciół to samo: no dobrze, ale dlaczego nie dasz mu w pysk, dlaczego nie odejdziesz, dlaczego na to pozwalasz? Paulina Pawlak twierdzi, że ważny jest lęk przed zmianą albo przekonanie, że sama sobie nie poradzę. Doznaję krzywdy, ale to coś mi znanego. A świat zewnętrzny jest zagrażający. Może też działać poczucie winy. Bo w związku są i fajne momenty, więc ofiara myśli: „On chce dla mnie dobrze, był przecież czuły, coś mi dał, pogłaskał, nawet przeprosił. Nie mogę go zostawić”. Gra w niej masa emocji. W dodatku im więcej się w relację zainwestuje, tym trudniej z niej zrezygnować. A kobiety z reguły inwestują dużo. Niektóre – wszystko. Taką mają wizję miłości – oddać całą siebie, roztopić się w tym uczuciu. „Pamiętam, ile razy próbowałam zrywać, a on nie odpuszczał – mówi Renata. – Bo ja byłam mu potrzebna. Mój czas, moje pieniądze, to, że byłam w nim taka zakochana – to go podbudowywało. A mnie się wydawało, że on beze mnie nie może żyć. Spotykaliśmy się, przez pierwsze 15 minut było okej, potem zaczynały się wyrzuty, mój ból, jego lekceważenie. Czułam się coraz gorzej, nie mogłam jeść, spać. Ale kiedy powiedziałam koledze, w jakim jestem stanie, on stwierdził, że patrzy na moje zdjęcia na Facebooku i widzi promienną, uśmiechniętą osobę. Zaczęłam się nad tym zastanawiać – chyba bardzo nie chciałam przyjąć do wiadomości, że dzieje się coś naprawdę złego. Nie chciałam przyjąć do wiadomości sygnałów, które dawało mi moje ciało, bo wtedy musiałabym coś z tym zrobić. A na rezygnację z tej relacji nie byłam gotowa. I ciągle się łudziłam, że będzie dobrze. Codziennie słyszałam, że on mnie kocha. Nic w jego zachowaniu na to nie wskazywało, ale ja się tych słów czepiałam. Ważyłam 43 kg, nie spałam, nie jadłam, paliłam, piłam. Cud, że wypadku nie spowodowałam, nie straciłam pracy, dziecka… Straciłam małżeństwo, choć ono i tak się już wcześniej rozsypywało. Ale kiedy mąż przyszedł i powiedział: »rozwód«, to we mnie żadnej emocji nie było, żadnej chęci walki o ten związek”.

Ilustracja Joanna Gniady Ilustracja Joanna Gniady

Przychodzi w końcu czas, kiedy ofiara już wie, że to ją niszczy, a i tak w tym tkwi. Dlaczego wtedy nie ma odruchu: ratuj się, dziewczyno? Paulina Pawlak: „Trudno dostrzec konkretny moment, to proces, odbieranie poczucia własnej wartości, osłabianie, kawałek po kawałku. Trudno się zatrzymać i stwierdzić: »aha, to złe«. Poza tym to była moja decyzja, mój wybór. Jak przyznać, że się myliłam, że to wszystko trafiało w próżnię?”.

Odpychanie-przyciąganie

Wyjście z nałogu, każdego, czy jest to alkohol, czy narkotyki, jest ekstremalnie trudne. W relacji opartej na przemocy emocjonalnej działa podobny mechanizm – uzależnienia. Te związki polegają na odpychaniu i przyciąganiu. Zawsze po kiju ofiara dostaje marchewkę. Tyle że z czasem jest coraz więcej upokorzeń, coraz mniej chwil dobrych. Ale ciągle są.„Mogłam być nieszczęśliwa – mówi Renata – ale kiedy powiedział: »kocham«, ja o wszystkim, co złe, zapominałam. Umawiał się ze mną, po czym w ostatniej chwili odwoływał. Kiedy pytałam, dlaczego mnie tak traktuje, łaskawie godził się na spotkanie. A ja biegłam”. Bo kiedy jesteście razem – to kolejna charakterystyczna rzecz – uspokajasz się. Wydaje ci się, że masz kontrolę. Wprawdzie on na twoich oczach przegląda Tindera, zaznacza kobiety, które mu się podobają, pisze do nich, ale jest obok. Eksplozje dopaminy i adrenaliny też uzależniają, czekasz na to. I myślisz: „Bez tego moje życie stanie się puste”. A ta myśl przeraża. Renata: „To było we mnie bardzo silne. On zapełniał mój dzień. Pisaliśmy do siebie wiadomości, biegaliśmy razem, wieczorem oglądaliśmy seriale. Ale to, co ja brałam za chęć bycia ze mną, za zaangażowanie emocjonalne, to była z jego strony jedynie chęć wypełnienia sobie czasu. No i dawałam mu poczucie bezpieczeństwa, robiłam zakupy, rozmawiałam z nim inteligentnie”.

„Przemoc” to mocne słowo

Niewiele jest mocniejszych. A tu mamy do czynienia z rzeczami, które z przemocą się nie kojarzą. Ale jeśli wydarza się w ciągu dnia wiele sytuacji, które sprawiają ci ból, bo na przykład on przy tobie ostentacyjnie kogoś uwodzi, kłamie, obwinia ciebie o każde swoje niepowodzenie – w końcu zaczynasz rozumieć, że celowo cię rani. I z premedytacją to powtarza. Renata: „Prosiłam, żebyśmy poszli na terapię. Zgodził się, potem zaczął kręcić, że przecież nie mieszkamy razem, nie ma takich terapii. Kiedy opowiedziałam o tym mojej terapeutce, zobaczyłam zgrozę na jej twarzy: »Nie mediuje się ze sprawcami przemocy«. Wtedy pierwszy raz usłyszałam, co ona do mnie mówi”. Potwierdza to Paulina Pawlak. Według niej słowo „przemoc” ofiara słyszy często dopiero w gabinecie psychoterapeuty. A trafia do niego późno, z reguły dopiero wtedy, kiedy jest już w niej decyzja o rozstaniu. „I kiedy ja to słowo wypowiadam, kiedy nazywam to, co je spotyka – są zdziwione. W szoku – mówi psychoterapeutka. – Za chwilę jest płacz, ale i ulga – bo kiedy to usłyszą, spada z nich poczucie winy. Choć nie zawsze są gotowe, żeby to przyjąć. To zależy od etapu, na jakim jest relacja. Bywa, że ofiara wybucha śmiechem i wychodzi. Nie wierzy. Miałam taką historię. Po kilku miesiącach ta pani wróciła – już była inna. W smutku, rozpaczy. To słowo, którego nie »usłyszała«, gdzieś w niej jednak przez ten czas pracowało i pozwoliło w końcu zrozumieć, co się dzieje. Ale żeby tak się stało, ofiara musi dojrzeć do tego, żeby chcieć się ratować”. Wtedy jest już słaba fizycznie, wręcz wycieńczona, wydaje się jej, że zaczyna wariować, ma myśli samobójcze. Czuje, że dochodzi do granicy, jasno komunikuje to też jej ciało. Albo w końcu słyszy, co mówi terapeuta, albo zaczyna czytać. Blogi, książki. O narcyzach, psychopatach, socjopatach. O mechanizmach manipulacji. I nagle widzi: to jest o mnie.  „Pierwsza książka, którą dała mi terapeutka, to »Kobiety, które kochają za bardzo«. Wtedy zaczęłam rozumieć, o co chodzi ze mną – mówi Renata Kim. – Każda relacja to było dla mnie coś, czemu muszę poświęcić całą siebie. Czas, umysł, ciało, pieniądze. To samo robiłam w małżeństwie. Miałam szczęście, bo mój były mąż to doceniał, nie wykorzystywał tego. Szczęście się skończyło, kiedy weszłam w relację, która prawie mnie zniszczyła. Ale kobieta silna, znająca swoją wartość w taki związek nie wejdzie”.

Czy można pomóc?

Jeśli ktoś jest w środku takiej relacji, nie pomożesz. Musi sam dojść do ściany. Po pomoc i lektury sięga, kiedy już jest na granicy. Wtedy szuka ludzi, którzy powiedzą, że to nie tylko jego doświadczenie, że jest jakiś mechanizm, który kieruje relacjami sprawca–ofiara. Cholernie ważne jest móc się wygadać. Renata Kim: „Bez względu na to, jak bardzo cię irytuje, że ona znowu to samo, zaciskasz zęby i słuchasz po raz kolejny tej chaotycznej opowieści. I myślisz: »Ja też zawsze miałam przy sobie kogoś, kto mnie wysłuchiwał, kiedy byłam w rozpaczy«. To rodzaj zobowiązania”. Paulina Pawlak uważa, że choć związki przemocowe zostawiają w nas trwały ślad, nie zamykają drogi do stworzenia w przyszłości dobrej relacji. Najpierw jednak musi się wydarzyć zmiana na głębszym poziomie. Zmiana przekonań na własny temat. To sporo pracy, czasem na lata. Jeśli się jej nie wykona, można z jednej toksycznej relacji wpaść w drugą. Ale kiedy zmiana się dokona, będziemy silniejsze. I szczęśliwsze.

Najtrudniejszy przypadek

Różne są sposoby na odreagowanie przemocowej relacji. „Zawsze śpiewałam – opowiada Renata Kim. – Kocham to. Kiedyś razem byliśmy w towarzystwie, zaśpiewałam, on mnie skrytykował, a ja kompletnie się zablokowałam. Nie byłam w stanie śpiewać, choć do tej pory nuciłam non stop. Zapisałam się więc na lekcje śpiewu. I wymyśliłam, że zaśpiewam publicznie. Powiedziałam o tym koledze, który jest dyrektorem teatru Druga Strefa w Warszawie. Wyreżyserował przedstawienie. Ja zaśpiewałam wszystkie smutne piosenki, które ćwiczyłam z nauczycielką śpiewu, a między utworami przyjaciółka czytała relacje ofiar przemocy. Na przedstawienie przyszła moja terapeutka, powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Że to dobry koniec terapii. Kilka miesięcy wcześniej wyznała mi, że byłam jej najtrudniejszym przypadkiem. Nigdy nie miała do czynienia z kimś, kto tak kurczowo trzymałby się sprawcy przemocy”.

materiały prasowe materiały prasowe

  1. Psychologia

To nie tylko pompa tłocząca krew. Serce czuje i wie

Naukowcy udowodnili, że „mózg” serca ma zdolność uczenia się, zapamiętywania, a nawet podejmowania decyzji, niezależnych od mózgu w czaszce. (Fot. Getty Images)
Naukowcy udowodnili, że „mózg” serca ma zdolność uczenia się, zapamiętywania, a nawet podejmowania decyzji, niezależnych od mózgu w czaszce. (Fot. Getty Images)
Naukowcy odkryli, że serce jest nie tylko pompą tłoczącą krew, ale ma również własny „mózg”. Jeśli nawiążesz z nim stały kontakt, twoje życie stanie się lepsze i pełniejsze, a miłość nigdy cię nie opuści – czy będziesz w związku, czy nie.

Wszyscy pragniemy kochać i być kochani, ale jednocześnie się tego boimy. Z lęku przed zranieniem odcinamy się od źródła miłości w sobie, czyli od serca. Lękamy się, że ktoś rozdrapie w nim niezagojone rany, sięgające dzieciństwa, relacji z rodzicami i wcześniejszymi partnerami. Na skutek rozczarowań, zranień i odrzucenia przez bliską osobę nauczyliśmy się „zamykać” serce, aby ochronić je przed ponownym cierpieniem. Jeśli jednak wchodzimy w relację uczuciową z bagażem swoich ran, na każdym etapie związku możemy doświadczyć lęku przed skrzywdzeniem. Czasami to my odchodzimy pierwsi, aby nie zostać zranionymi.

W związku spotykają się ze sobą nie tylko dwie dorosłe osoby, ale także ich Wewnętrzne Dzieci. Te aspekty psychiki, które potrzebują nieskończonej aprobaty, akceptacji i ogromu miłości. Nie jest jednak możliwe, aby partner spełnił wszystkie te oczekiwania. Zamiast czekać na miłość z jego strony, możemy zacząć pielęgnować miłość do siebie i uzdrowić emocjonalne rany. Najlepszą drogą do tego jest nawiązanie kontaktu z własnym sercem, które nie tylko czuje, ale – według badań – także wie.

Myśląca maszyna

„Serce ma swój porządek, rozum ma swój, płynący z zasad i dowodów; serce ma inny” – to Blaise Pascal. „Serce podpowiada jedno, a rozum drugie” – potoczna mądrość. Jak się okazuje, obie myśli są zgodne ze stanowiskiem naukowców.

Koncepcję mózgu serca po raz pierwszy przedstawił dr John Andrew Armour w 1991 roku. Inne badania amerykańskich naukowców z Instytutu HeartMath w Boulder Creek w Kalifornii wykazały, że „mózg” serca ma zdolność uczenia się, zapamiętywania, a nawet podejmowania decyzji, niezależnych od mózgu w czaszce. To wyjaśnia na przykład, dlaczego osoby, które przeszły transplantację serca, mają wspomnienia zdarzeń, w których nigdy nie brały udziału. Pamięć zawarta w komórkach nerwowych serca dawcy niekiedy wpływa w znaczący sposób na osobowość biorcy.

Serce cały czas przesyła informacje do różnych ośrodków w mózgu związanych z zachowaniem, percepcją i emocjami (ciało migdałowate), ale też odbiera informacje od mózgu i… może zignorować niektóre z nich i podjąć własną decyzję. Dlatego czasami czujemy, że serce i umysł chcą czego innego.

Rozwiniętą inteligencję serca charakteryzuje świadomość własnych emocji, wysoki poziom empatii, współczucie, odczuwanie wdzięczności za życie oraz umiejętność wybaczania innym, kochania siebie i wyrażania miłości. Ale co zrobić, jeśli serce nie chce się otworzyć, jest nieufne?

Jeśli ostatnio nieszczęśliwie się zakochałaś, zostałaś porzucona lub skrzywdził cię ktoś, po kim się tego nie spodziewałaś, z pewnością twoje serce zamknięte jest na trzy spusty. Właściwą drogą jest tu wybaczenie wszystkiego: i sobie, i innym. Zanim poczujesz gotowość do wybaczenia, możesz odczuwać gniew, zarówno do siebie, jaki i do osoby, która cię zraniła. To dobrze, pozwól sobie na „przetrawienie” tych emocji, wtedy zapora broniąca dostępu do twojego serca skruszeje i pojawi się miejsce na wybaczenie. Ważne jest też, by – zanim wejdziemy w kolejną relację – upewnić się, że zamknęłyśmy już rozdział związany z poprzednią. Jeśli chowasz urazę do byłego partnera, wniesiesz ją do następnego związku. Prędzej czy później zaczniesz odczuwać te same emocje. Jeśli wyniesiemy z relacji konstruktywne wnioski, nie przyciągniemy już podobnego doświadczenia, ale inne, które będzie odbiciem tego, na ile kochamy i akceptujemy same siebie.

Kiedy ktoś cię zranił

Daj sobie przyzwolenie na przeżycie różnych uczuć i emocji związanych z tą sytuacją: gniewu, żalu, smutku. Pamiętaj, że są one naturalne w takiej sytuacji, ale nie będą trwać wiecznie. Twoje samopoczucie w końcu się poprawi. Bądź świadoma negatywnych myśli i pesymistycznych wizji, które powstają w twojej głowie, np: „już nigdy się nie zakocham”, „jestem beznadziejna”, „miłość rani”. Staraj się od nich odcinać, bo nie pozwalają twojemu sercu się zregenerować. Schowaj na pewien czas prezenty i przedmioty, które mogą ci przypominać osobę, do której nadal czujesz żywe emocje. Ale nade wszystko spotykaj się z przyjaciółmi, nie zamykaj się tylko w swoim świecie. Dbaj o siebie, wysypiaj się, rób sobie małe prezenty, zmień coś w swoim wyglądzie. Ktoś przestał cię kochać? Zacznij bardziej kochać siebie: mów do siebie pozytywne słowa: „lubię cię”, „kocham cię”, „jesteś w porządku”. I dziękuj za małe i duże rzeczy w swoim życiu. Wdzięczność to uczucie, które sprawia, że twoje serce szybciej „dojdzie do siebie”.

Mądry przewodnik

Wsłuchaj się w swoje serce, rozmawiaj z nim i proś jak najczęściej o prowadzenie. Jak nawiązać z nim kontakt? Połóż dłoń na klatce piersiowej. Odczuj ciepło, które płynie z twojej dłoni w głąb. Oddychaj swobodnie, wraz z wdechem klatka piersiowa lekko się unosi, na wydechu opada. Uświadom sobie, że kiedy wdychasz powietrze, energia życiowa wypełnia twoje płuca i dotleniane są wszystkie komórki w ciele. Na wydechu oddajesz dwutlenek węgla. Wypuszczasz napięcie i stres. Pozwól, aby każdy wydech rozluźniał pancerz mięśniowy twojego serca. Teraz zwiększ świadomość własnego serca. Poczuj wdzięczność za to, że jest. Pozostań w ćwiczeniu jeszcze kilka minut. Powtarzaj je jak najczęściej.

Pielęgnuj w sobie pozytywne uczucia

Według naukowców pozytywne uczucia i emocje, takie jak miłość, radość czy wdzięczność, powodują harmonijny rytm serca oraz wprowadzają stan równowagi między nim a mózgiem (koherencja). Z kolei negatywne emocje zaburzają pracę serca i osłabiają układ immunologiczny. Zatem im częściej odczuwasz do kogoś urazę czy nienawiść, tym bardziej działasz na swoją szkodę.

Badacze z Instytutu HeartMath twierdzą, że każdy potrafi i powinien wzbudzać w sobie pozytywne uczucia. Dzięki temu w ciągu zaledwie dwóch minut twoje samopoczucie ulegnie znacznej poprawie. Zatem jeśli odczuwasz gniew, żal czy zazdrość lub po prostu jest ci smutno, masz wybór: możesz nie robić nic lub świadomie zmienić ten stan. Oto prosty sposób:

1. Skieruj uwagę do klatki piersiowej. 2. Uświadom sobie „fizycznie” swoje serce i skieruj do niego oddech. 3. Przypomnij sobie jakieś pozytywne zdarzenie lub miejsce, które lubisz. 4. Poczuj wdzięczność, która wypełnia teraz twoją klatkę piersiową. 5. Odczekaj dwie, trzy minuty… I jak? Pomogło?