1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Powrót władcy marionetek

Powrót władcy marionetek

123rf.com
Neurolodzy twierdzą, że w mózgu są obszary wpływające na to, że jesteśmy amoralni lub prześladuje nas na przykład nerwica natręctw. Czy odpowiednią terapią będzie można skorygować te nasze psychiczne ułomności?

Czuję się znakomicie. Czuję się stanowczo zbyt dobrze. Muszę być ciężko chora – powiedziała poważnie krucha, blisko dziewięćdziesięcioletnia staruszka, która zgłosiła się do kliniki, gdzie pracował doktor Olivier Sacks. Jestem promienna, przychodzą mi do głowy niezwykłe pomysły i znów chce mi się żyć! – skarżyła się nietypowa pacjentka.

Dlaczego w ogóle pojawiła się w klinice? Doszła bowiem do wniosku, z przenikliwością godną pozazdroszczenia, że cudowna zmiana, jakiej doświadczyła, nie mogła pojawić się bez przyczyny. Nie chodziło tylko o ożywienie i dobry humor. Pani Nataszy, która dźwigała na karku już dziewiąty krzyżyk, nieoczekiwanie zmienił się charakter. Zwykle nieśmiała i powściągliwa teraz zadziwiała przyjaciół filuternymi uwagami, ba! nawet nieco rozwiązłymi dowcipami.

Przyczyną euforycznej radości, jakiej doświadczała u schyłku życia, skłonna była upatrywać w… grzechach młodości.

Kreatywność i krętki

Nobliwa starsza pani siedemdziesiąt lat wcześniej pracowała w jednym z licznych domów publicznych w Odessie. Tam też zaraziła się syfilisem. Przyjaciel, który wyciągnął ją z burdelu i pomógł się wyleczyć, został jej mężem. U jego boku przeżyła szczęśliwie dalsze lata życia. Ściślej rzecz ujmując, o wyleczeniu w owych czasach nie mogło być mowy – było to jeszcze przed rozpowszechnieniem się penicyliny. Dlatego teraz – jak podejrzewała – uaktywnił się uśpiony zarazek. Nigdy dotąd nie słyszałem – pisze we wspomnieniach doktor Sacks – o diagnozie kiły mózgowej postawionej samemu sobie i podanej tak spokojnie i otwarcie!

Badania potwierdziły podejrzenia Nataszy – w jej płynie mózgowo-rdzeniowym obecne były krętki kiły. I to one zmieniły gasnącą, spokojną staruszkę w filuterną, pełną młodzieńczego wigoru kobietę. Z takiego samego pobudzenia komórek mózgowych właściwego dla wczesnej fazy kiły mózgowej „korzystali” pisarze i artyści okresu 20-lecia międzywojennego. Specjalnie się zarażali, by przekroczyć ograniczenia, jakie stawiał im własny umysł w postrzeganiu świata. Rzucali się w chorobę niczym współcześni narkomani głodni nowych i silnych przeżyć. Proceder ten został opisany przez Thomasa Manna w „Doktorze Faustusie”, gdzie główny bohater podpisuje pakt z diabłem (czytaj: krętkami kiły), by odzyskać natchnienie.

Tę historię przytaczam nie bez powodu. Czymże jest bowiem nasze poczucie humoru, kreatywność, natchnienie i radość życia? Cechami charakteru, częścią naszej osobowości czy też ledwie sztuczkami, które z udręczonym mózgiem może wyczyniać zabójcza bakteria?

Piraci i pasożyty

Pierwotniak toxoplasma gondi rozwija się w jelitach kotów, choć jego pośrednimi żywicielami są różne drobne zwierzęta – ptaki i gryzonie. Pasożyt potrafi manipulować zachowaniem zarażonego szczura tak, że ten staje się jednocześnie ospały i „bezmyślnie odważny” – sam zbliża się do swych największych wrogów – kotów – jak gdyby prowokując je do akcji. I okazuje się nie dość zwinny, by im uciec. W ten sposób, wystawiając się na pożarcie, zniewolony szczur pozwala pierwotniakowi szybciej trafić do jelita głównego żywiciela.

Ludzie mogą zarazić się pierwotniakiem toxsoplasma bądź przez kontakt z kocimi odchodami, bądź przez zjedzenie surowego mięsa zakażonych zwierząt. Szacuje się, że nosicielami toksoplazmozy jest blisko 80% Francuzów (wielkich amatorów niedogotowanych dań mięsnych); 50% Amerykanów i niemal 30% uwielbiających koty Brytyjczyków.

Przez długi czas wydawało się, że pierwotniak ten (o ile nie zaatakował kobiety w ciąży) jest nieszkodliwy dla ludzi. Ostatnie badania wskazują jednak, że nosiciele toksoplazmy niemal dwukrotnie częściej niż ludzie wolni od pierwotniaka ulegają wypadkom samochodowym. Dlaczego? Pierwotniak wywołuje także bardzo subtelne zmiany w naszych mózgach. Stajemy się pod jego wpływem skłonni do brawury, jak szczury. A przy tym równie pozbawieni refleksu.

Kiedy więc skręcacie w lewo i ledwie udaje się wam uniknąć kolizji z wyprzedzającym was właśnie piratem drogowym, pomyślcie o nim z wyrozumiałością. Może to tylko kolejny miłośnik kotów, którego mózg opanował Władca Marionetek?

Gwałciciel i guz

Trzy lata temu na łamach „Archives of Neurology” przytoczono mrożącą krew w żyłach historię. Oto stateczny mieszkaniec Wirginii, który dotąd nie miał najmniejszych kryminalnych skłonności, zaczął nagle gromadzić i pasjami oglądać dziecięcą pornografię. Co gorsza – zaczął również molestować seksualnie swą niespełna ośmioletnią córeczkę. Wydawał się być opętany seksem i całkowicie niezdolny do opanowania swych namiętności.

W końcu trafił do więzienia, gdzie skarżył się na bóle i zawroty głowy. Lekarz wysłał go więc na szczegółowe badania, m.in. MRI mózgu, które wykryło olbrzymi guz w płacie czołowym, uciskający na podwzgórze – obszar odpowiedzialny między innymi za regulowanie zachowań seksualnych.

Po operacji zachowanie nieszczęśnika wróciło do normy. Miesiąc później zaczął jednak znowu zwracać uwagę na niedojrzałe dziewczynki. Okazało się, że pominięty podczas operacji kawałek chorej tkanki rozrósł się znowu w znaczący guz, po którego usunięciu mężczyzna znów wrócił do zdrowia i normalności.

Czy napastując swoją córkę, mężczyzna był sobą? A jeżeli nie, czy guz potrafi odebrać nam wolną wolę? Pożądanie, jakie miotało nim pod wpływem choroby, było patologiczne – ale czy przez to mniej autentyczne od nie mniej silnych namiętności, które stają się udziałem każdego z nas?

Nasze żądze sterowane i wywoływane są przez hormony oddziałujące na neurony podwzgórza. Czy możemy więc wierzyć, że obdarzeni jesteśmy wolną wolą? Czy nasze uczucia są prawdziwie nasze, czy to tylko wyraz szalonego tańca neuroprzekaźników?

Czy istnieje jakaś niezmienna część naszej osobowości, czy też wszystko – od tęsknoty i smutku po radość, pasję i pożądanie – jest nam narzucone „z zewnątrz” i zależy od chemicznej równowagi naszych mózgów? Na czym opiera się nasze człowieczeństwo?

 Depresja i drożdże

Karolina z Warszawy bardzo ciężko przeżyła śmierć ojca. Nikt się temu nie dziwił, ale gdy żałoba z czasem zaczęła się pogłębiać, zamiast wygasać, a w końcu przeszła w ciężką depresję, matka zabrała córkę do specjalisty. Ten w pierwszej kolejności zalecił chorej picie mikstury na bazie zwykłych drożdży piekarskich. Mętny koktajl o podejrzanym zapachu postawi  ją na nogi i przywróci równowagę w ciągu niecałego tygodnia.

Czym więc była jej rozpacz? Tęsknotą za utraconym rodzicem czy objawami ostrego niedoboru witaminy z grupy B?

 Klucz na wyspie

Kiedy Robert z Kalifornii po raz drugi wylądował w szpitalu po udarze mózgu, jego żona gotowa była wytoczyć najcięższe działa, z groźbą rozwodu włącznie, by tylko zmusić męża, by tym razem postarał się rzucić palenie. Palenie? Ja palę? W ogóle nie myślałem o papierosach, ani przez chwilę – nie krył zdumienia chory – całkiem o tym zapomniałem. Wylew uszkodził mu niewielki, podobny kształtem do suszonej śliwki obszar w mózgu. Skutek był zdumiewający – Robert został w cudowny sposób uleczony z nałogu. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało, że wylew uszkodził Robertowi część kory mózgowej zwanej „wyspą”. Prowadzący pacjenta amerykański neurolog Antoine Bechara przebadał pod tym kątem kilkadziesiąt innych osób po wylewie. Ci, u których uszkodzenie dotykało wyspy, zapominali o nałogu. Elektryzująca wiadomość obiegła świat na początku lutego, niosąc nadzieję na opracowanie nowej terapii dla palaczy i zwróciła zainteresowanie neurologów na obszar „wyspy”. Dziś neurolodzy twierdzą zgodnie, że to tam leży klucz do zrozumienia, co to znaczy być człowiekiem.

To ta część mózgu odpowiada za emocje, żądze i obrzydzenie, dumę i poczucie poniżenia, tam rodzi się wina i chęć poniesienia pokuty, moralność i empatia.

Wyspa odbiera sygnały z organizmu, takie jak głód czy nienasycenie, i każe nam sięgnąć po kanapkę czy papierosa. Rejestruje nasz stan psychiczny. To ten obszar „rozświetla się” w badaniach rezonansu magnetycznego mózgu, gdy czujemy ból, głód, empatię, słuchamy dowcipów czy oceniamy zniechęcenie rysujące się na twarzy naszego rozmówcy.

Uszkodzenia wyspy prowadzić do apatii, utraty libido i... utraty umiejętności odróżniania świeżego od zepsutego pożywienia.

 Wyspy zapomniane

Obszar ten był długo ignorowany przez neurologów. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na umiejscowienie głęboko w mózgu – ich badanie umożliwiła dopiero nowoczesna technika medyczna. Po drugie – wyspy (bo mamy po dwa takie obszary, w prawej i lewej półkuli mózgowej) były uważane dotąd za prymitywną część mózgu, związaną jedynie z instynktownymi zachowaniami, takie jak zaspokajanie głodu czy seks. „Ambitniejsi neurolodzy woleli zajmować się dotąd wyższymi, bardziej świadomymi partiami mózgu” – tłumaczy John Allan z California Institute of Technology.

Wyspy wyszły z cienia dziesięć lat temu, dzięki pracom Antonia Damasio z Kalifornii, który twierdził, że zdolności do logicznego myślenia nie sposób oddzielać od najbardziej podstawowych emocji i uczuć. Obszarami mózgu, które integrują naszą świadomość, miały być według niego właśnie wyspy.

 Ludzie, słonie, wieloryby

Ale zaraz, zaraz! Przecież inne zwierzęta też mają analogiczne obszary w mózgu. Zgoda, ale nasze wyspy człowieczeństwa są jedyne w swoim rodzaju. Po pierwsze, są inaczej zorganizowane. Wyspa w naszej prawej półkuli jest wielka. Zbiera ona informacje o stanie organów wewnętrznych i interpretuje jako emocje. Zły zapach może zostać odczytany jako obrzydzenie, dotyk ukochanej osoby – jako rozkosz. Druga fundamentalna różnica polega na obecności w tym obszarze mózgu specyficznych komórek VEN, występujących jedynie u ludzi, waleni i być może u słoni. Nasze nietypowe wyspy pozwalają nie tylko czuć, ale i przewidywać. To cecha typowo ludzka. I – co ciekawe – to cecha nie tylko naszych umysłów, ale i ciał. O co chodzi? Jeśli pada deszcz i jest zimno, to wiem, że zmarznę. Ale wie to także moje ciało: serce zaczyna intensywniej pompować krew i metabolizm rośnie, zanim jeszcze wyjdę na dwór.

Odnalezienie wysp człowieczeństwa wlewa w serce otuchę. Skoro już podejrzewamy, że tam może być ukryte nasze człowieczeństwo, łatwiej przyjdzie nam go bronić przed zakusami Władców Marionetek, a więc wszelkich czynników, które – jak np. choroba – mogą zakłócić właściwą pracę mózgowych neuronów.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze