1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Nie pozwól, by definiowały cię oceny innych ludzi – mówi psychoterapeutka Edith Eger

Edith Eger, autorka książki „Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie”, jest psychoterapeutką i jedną z osób ocalonych z Holokaustu. (Fot. materiały prasowe)
Dla wielu z nas więzieniem staje się umysł. Nasze myśli i poglądy określają – a często ograniczają – to, co czujemy, robimy i uważamy za możliwe. Wyrazem tego są między innymi wstyd i poczucie winy. Psychoterapeutka Edith Eger wyjaśnia, jak radzić sobie z tymi emocjami.

Fragment pochodzi z książki „Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie” Edith Eger, wyd. Rebis. Autorka jest psychoterapeutką i jedną z osób ocalonych z Holokaustu. Dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami z obozów koncentracyjnych i pracuje z weteranami wojennymi, żołnierzami oraz ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej.

Potrzebowałam wielu dziesięcioleci, by wybaczyć sobie, że ocalałam. W 1969 roku skończyłam college. Miałam wówczas czterdzieści dwa lata, trójkę dzieci i byłam imigrantką. Aby nauczyć się angielskiego, a potem wrócić do szkoły, musiałam się wykazać sporą odwagą i zaradnością. I ukończyłam studia z wyróżnieniem! Ale nie poszłam na ceremonię rozdania dyplomów. Za bardzo się wstydziłam.

Podobnie jak wielu innych ocalałych z koszmaru obozów zagłady po zakończeniu wojny zmagałam się z paraliżującym poczuciem winy. Od kiedy wraz z Magdą zostałyśmy uwolnione z obozu śmierci, minęło dwadzieścia pięć lat, a ja nadal nie rozumiałam, dlaczego ocaliłam swoje życie, podczas gdy moi rodzice, dziadkowie oraz sześć milionów innych ludzi je straciło. Nawet przy okazji świętowania sukcesów czułam dokuczliwą pewność, że jestem niepełnowartościowa, niegodna radości, że ponoszę winę za wszystko, co mnie spotkało, że to tylko kwestia czasu, gdy wszyscy odkryją, jak bardzo jestem zdruzgotana.

Z poczuciem winy mamy do czynienia wówczas, gdy się za coś potępiamy, gdy wierzymy, że jesteśmy odpowiedzialni za jakiś zły czyn. Musimy jednak oddzielić poczucie winy od wyrzutów sumienia. Wyrzuty sumienia to reakcja na błąd, jaki popełniliśmy, lub na zły uczynek, jakiego się dopuściliśmy. Bardziej przypominają smutek. To oznacza z kolei, iż akceptujemy fakt, że przeszłość to już przeszłość, że nie można jej cofnąć ani zmienić, ale że mamy prawo odczuwać z tego powodu żal. Odczuwam wyrzuty sumienia oraz dostrzegam, że wszystko, co przeżyłam, że wszystkie wybory, jakich dokonałam, przywiodły mnie właśnie tutaj. Wyrzuty sumienia funkcjonują w teraźniejszości. Współistnieją z przebaczeniem i wolnością.

Natomiast poczucie winy trzyma cię w szachu. Jest zakorzenione w przekonaniu, że jesteś nic niewart; kiedy myślisz, że wszystko, co robisz, jest niewystarczające. Poczucie winy jest nadzwyczaj wyniszczające. Nie jest jednak realną oceną tego, kim jesteś. To tylko pewien schemat myślowy, który wybieramy i którego się trzymamy.

Pamiętaj, że zawsze masz wybór i możesz zdecydować, co zrobić z informacją, którą dostałeś od życia. Wygłaszałam kiedyś wykład na konferencji naukowej i nagle, w samym środku mojej prezentacji, pewien dostojnie wyglądający mężczyzna wstał i wyszedł. Zastygłam w bezruchu na mównicy, bombardowana ogniem własnych wątpliwości: „Jestem do niczego. Nie zasługuję, żeby tu występować. To nie moja liga”. Kilka minut później drzwi się otworzyły, do sali wkroczył ten sam mężczyzna i usiadł na swoim miejscu. Prawdopodobnie wyszedł, żeby napić się wody albo skorzystać z toalety, a ja już wkładałam głowę pod topór.

Nikt nie rodzi się z poczuciem wstydu. Ale wielu z nas doświadcza go już w dzieciństwie. Kiedy Lindsey, moja najstarsza wnuczka, chodziła do szkoły podstawowej, trafiła do klasy dla „utalentowanych i uzdolnionych” dzieci (taka etykieta bardzo mnie frustruje, ponieważ uważam, że wszystkie dzieci są utalentowane i uzdolnione, każde jest prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju diamentem!). Lindsey czasem miała problemy, by nadążyć za innymi dziećmi, więc nauczycielka zaczęła ją nazywać „małym wagonikiem”. Nasza ukochana dziewczynka wzięła sobie jej słowa do serca. Doszła do wniosku, że nie jest na tyle zdolna, by uczęszczać do tej klasy, że nie należy do tego świata i że nie jest go warta. Była gotowa zrezygnować. Ale porozmawiałam z nią i przekonałam, że nie powinna pozwolić nauczycielce, by ją definiowała. Po wielu latach Lindsey zatytułowała swój esej do college’u: „Kiedy wagonik zdobył silnik”. Potem ukończyła Princeton z wyróżnieniem.

Moje poczucie wstydu również dopadło mnie bardzo szybko. Miałam wtedy trzy lata i nabawiłam się zeza. Zanim przeszłam zabieg korekcyjny, siostry wyśmiewały się ze mnie, pośpiewując okropną piosenkę: „Jesteś taka żałosna i brzydka, że nigdy nie znajdziesz męża”. Nawet moja mama mawiała: „Dobrze, że jesteś mądra, bo urodą nie grzeszysz”. Te przesłania były dla mnie bardzo przykre i niełatwo było mi wyrzucić je z pamięci. Ale w końcu zrozumiałam, że problemem nie jest to, co mówią moi bliscy, lecz to, że im wierzyłam. I długo nie przestałam wierzyć.

Kiedy Marianne i Rob mieszkali z dziećmi w La Jolla, chodziłam do nich w każdy poniedziałek i przygotowywałam kolację. Czasem były to potrawy amerykańskie, a czasem węgierskie. Traktowałam te poniedziałki jako główną atrakcję tygodnia, ponieważ mogłam spędzić czas z wnukami, nakarmić je i poczuć się częścią ich życia. Pewnego wieczoru byłam w kuchni, pilnując bulgoczących garnków i skwierczących patelni. Gdy Marianne wróciła z pracy w swoim eleganckim jedwabnym kostiumie, natychmiast zaczęła wyciągać pokrywki z kredensu i dopasowywać je do poszczególnych rondli. Zamarło mi serce. Próbowałam pomóc, uszczęśliwić moją rodzinę, a ona przyszła i pokazała mi, że wszystko robię źle. Nie byłam wystarczająco dobra. Potrzebowałam dłuższej chwili, by uświadomić sobie, że wiadomość dotycząca mojej porażki wcale nie pochodziła od Marianne, lecz ode mnie. By zneutralizować przekonanie, że do niczego się nie nadaję, zaczęłam dążyć do perfekcji, wierząc, że w ten sposób pozbędę się wstydu. Ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi – ni mniej, ni więcej. A ludzie nie są nieomylni.

Wolność polega na akceptowaniu siebie, na pogodzeniu się ze swoją niedoskonałością i zrezygnowaniu z dążenia do perfekcji.

Wstyd i poczucie winy nie biorą się z wewnątrz. Ich źródłem jest świat zewnętrzny. Wielu pacjentów zgłasza się na terapię w trakcie bolesnego rozwodu lub rozstania. Opłakują śmierć swojego związku, utratę marzeń, nadziei i oczekiwań, które z nim wiązali. Ale zazwyczaj nie mówią o smutku i żalu, lecz o uczuciu odrzucenia. „On mnie odtrącił”, „Ona mnie porzuciła”. Ale odrzucenie to tylko słowo, którego używamy, by wyrazić to, co czujemy, gdy nie dostajemy tego, czego pragniemy. Ale czy ktoś powiedział, że wszyscy powinni nas kochać? Czy Bóg obiecał, że dostaniemy wszystko, czego chcemy, kiedy chcemy i jak chcemy? Czy ktoś stwierdził, że należy się nam gwarancja na posiadanie wszystkiego? Nikt prócz ciebie nie może cię porzucić.

Wybierz to, co ma dla ciebie znaczenie. Kiedy wygłaszam wykład i dostaję owacje na stojąco, a po wszystkim ściskam setkę ludzi, którzy mi gratulują ze łzami w oczach i mówią: „Zmieniłaś moje życie”, a potem ktoś ujmuje moją dłoń i mówi: „Twój wykład był naprawdę świetny, ale…”, mogę dokonać wyboru, jak na to zareaguję. Mogę wpaść w otchłań niepewności i zastanawiać się: „Mój Boże, co zrobiłam źle?”. Albo dojść do wniosku, że krytyka ma więcej wspólnego z ludźmi, którzy jej mnie poddają – z oczekiwaniami, z którymi przyszli na wykład, albo z tym, że poczuli się silni i inteligentni, mogąc coś skrytykować. Mogę też zadać sobie pytanie: „Czy w tej krytyce znajdę coś, co pomoże mi w rozwoju i wzmocni moją kreatywność?”. Bez względu na to, czy planuję omówić sprawę, czy zrezygnować z dyskusji, zawsze mogę powiedzieć: „Bardzo dziękuję za opinię” i pójść dalej.

Jeśli żyjemy wolni od wstydu, nie pozwalamy, by definiowały nas oceny innych ludzi. A przede wszystkim wybieramy to, w jaki sposób będziemy rozmawiać ze sobą.

Spędź dzień na rozmowie z samym sobą. Zwróć uwagę na to, co wzbudza w tobie największe zainteresowanie – to właśnie twoja siła. Myśli, na których się koncentrujesz, mają największy wpływ na twoje uczucia. A to, jak się czujesz, ma wpływ na twoje działania. Nie musisz żyć zgodnie z narzuconymi standardami i przesłaniami. Nie rodzisz się z poczuciem winy. Twoje prawdziwe „ja” już i tak jest piękne. Urodziłeś się z miłością, radością i pasją. Możesz napisać od nowa swój wewnętrzny scenariusz i odzyskać niewinność. Możesz się stać kompletną osobą.

Polecamy: „Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie”, Edith Eger, wyd. Rebis. (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze