1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Z psem na dobre i na złe

Badania pokazują, że pies, jak żadne inne zwierzę, nawiązuje z człowiekiem kontakt wzrokowy, odczytuje dzięki temu nasze emocje, intencje, potrafi też wodzić oczami za ludzkim spojrzeniem. Żadne inne zwierzę tego nie robi. To jest fundament tej relacji: stworzenie zapatrzone w człowieka jak w obrazek, które bezwarunkowo go kocha. (Fot. iStock)
Historia przyjaźni człowieka i psa sięga aż 30 tysięcy lat. Ten imponujący staż sprawia, że pies potrafi rozpoznawać ludzkie twarze i stany emocjonalne, co w świecie zwierząt jest rzadkością. Jak zauważa dziennikarka naukowa Katarzyna Burda, pies jest wyjątkowo skupiony na człowieku, wpatrzony w niego jak w obrazek. I to jest właśnie fundament tej relacji.

Mówi się, że dzieci lepiej wychowują się w domu, w którym jest pies. Czy Pani wychowała się w takim domu?
Ta potoczna mądrość to szczera prawda. Niemowlęta dzięki psom są chętniejsze do poznawania swojego otoczenia. Dziecko wychowujące się z psem uczy się też szybciej rozpoznawać sygnały niewerbalne. Jest bardziej pewne siebie i odważne. Obecność psa wzmacnia też układ odpornościowy dziecka i zmniejsza prawdopodobieństwo rozwinięcia się alergii. W moim rodzinnym domu był pies trzymany na łańcuchu, bo moi rodzice nie byli przyzwyczajeni, żeby biegał swobodnie po ogrodzie. Spuszczano go najczęściej tylko w nocy, a ja byłam mała i nie mogłam sama wyprowadzać go na smyczy na spacery, ale to nie przeszkodziło mi w spędzaniu z nim czasu. Agat był mi bardzo bliski. Żałowałam, że nie mogę mieć go przy sobie w swoim pokoju, i marzyłam o psach, które będą żyły blisko mnie, w domu, jak prawdziwi członkowie rodziny.

Marzenie się spełniło, bo dzisiaj ma Pani psy. Jak należałoby powiedzieć, jest Pani „właścicielką” dwóch psów czy raczej „opiekunką”?
Mnie zdecydowanie bliższy jest termin „opiekun”, bo to sformułowanie podkreśla nie tylko prawa posiadacza psa, ale też jego obowiązki wobec zwierzęcia.

Ludzie decydujący się na psa uważają często, że jakaś konkretna rasa będzie bardziej współgrała z ich potrzebami, ale też pasowała do ich charakteru. Czy Pani zdaniem takie myślenie ma sens?
Po wielkości psa, jego użytkowości można stwierdzić, jakie on ma zapotrzebowanie na ruch, na pracę, z czym mu będzie po drodze. Jedna rzecz to charakter, a druga – warunki życia. Bardzo trudno jest wziąć psa myśliwskiego o dużych potrzebach wybiegania się, węszenia i tropienia, do niedużego mieszkania w bloku. To męczarnia dla obu stron. Tak samo trudno starszej osobie opiekować się żywiołowym psem typu Jack Russell terrier, który nieustannie biega i trzeba mu poświęcić dużo czasu. Każda rasa ma swoją charakterystykę, ale też każdy pies w obrębie danej rasy ma swoją osobowość. Czasami cechy rasy są mniej widoczne niż indywidualność psa.

Co w takim razie pies dziedziczy po przodkach? Weźmy na przykład yorki, które kiedyś służyły do polowań na drobną leśną zwierzynę, a dziś są pieskami kanapowymi. Czy instynkty myśliwych wciąż w nich drzemią?
Oczywiście, yorki wciąż uwielbiają kopać, kiedyś rozkopywały przecież nory zwierząt; bywają też nieustraszone i awanturnicze, co przydawało się w atakowaniu większych od nich borsuków czy lisów. York wcale nie jest kanapowym leniuszkiem, choć oczywiście, bywają i takie osobniki. Większość zachowała jednak cechy swojej rasy. Eksperci mówią, że to cechy użytkowe psów są najsilniejszym genetycznym dziedzictwem, więc pies myśliwski będzie łapał trop i kopał lepiej niż pies, który stróżuje. Owczarek będzie bardziej pilnować domowników i chodzić za nimi krok w krok niż urodzony kanapowiec. Psy pracujące, stworzone do ciągnięcia sań, pilnowania stada czy aportowania upolowanej zwierzyny, będą miały potrzebę, żeby wykonywać różnego rodzaju zadania, a jeśli ich zabraknie, będą się nudziły, czuły dyskomfort.

Skoro w wypadku psów można mówić o indywidualności tak jak w wypadku ludzi, to czy może się okazać, że pies stróżujący lub myśliwski będzie lękliwy mimo przynależności do swojej rasy?
O ile geny danej rasy odpowiadają bez wątpienia za wygląd zwierzęcia, to z osobowością sprawa nie jest już tak jednoznaczna. Niedawno pojawiły się badania, które mówią, że rasa psa odpowiada za jego cechy osobowości w niewielkim stopniu. W obrębie jednej rasy, a nawet miotu mogą być bardzo zróżnicowane pod względem charakteru czy temperamentu. Mam przyjaciółkę, która ma hodowlę ogarów polskich, czyli rasy użytkowej o dość specyficznych cechach, i na własne oczy mogłam się przekonać, że wśród siedmiu szczeniaków w jednym miocie był cały przekrój temperamentów. Jeden szczeniak wciąż się bawił, drugi siedział w kącie, trzeci odważnie eksplorował otoczenie. Opiekun takich psów jest w stanie powiedzieć, który maluch najlepiej będzie się nadawał do lasu, a który będzie szczęśliwszy jako pies kanapowy.

To chyba dobra wiadomość dla kundelków. Skoro osobowość psa rasowego to loteria, to nie ma między nimi a mieszańcami aż tak wielkiej różnicy, jak zakładamy.
Kundelki nie ustępują psom rasowym, mówi się nawet, że lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów, mają lepszą orientację w przestrzeni czy słuch.

A co Pani myśli na temat modnego ostatnio rankingu inteligencji ras psów?
W moim odczuciu ten ranking jest krzywdzący dla wielu ras. Stworzył go profesor Stanley Coren z Kanady, który wziął pod uwagę tylko dwie cechy umysłu psa – to, jak szybko pies uczy się nowej komendy i jak bardzo jest posłuszny w jej wykonywaniu. Bardziej niż inteligencję w naszym, ludzkim rozumieniu mierzy on więc umiejętność współpracy z człowiekiem i posłuszeństwo. W tym rankingu słabo wypadły psy myśliwskie, które są dużymi indywidualistami. Chwytając trop, muszą przecież podejmować samodzielne decyzje, na przykład jak i gdzie biec, żeby zagonić w odpowiednie miejsce ściganą zwierzynę. Border collie, lider tego rankingu, jest rzeczywiście podatny na szkolenie, ale czy to jest tożsame z inteligencją, pamięcią i podejmowaniem decyzji w nowych sytuacjach? Nie byłabym tego taka pewna. Chart nie musi mieć gorszej pamięci niż border collie, po prostu będzie mniej chętnie uczył się komend i je wykonywał.

W swojej książce próbuje Pani odpowiedzieć na pytanie, na czym polega wyjątkowość relacji między człowiekiem a psem.
Jej fenomen bierze się z tego, że pies jest zwierzęciem wyjątkowo skupionym na człowieku. Badania pokazują, że pies, jak żadne inne zwierzę, nawiązuje z człowiekiem kontakt wzrokowy, odczytuje dzięki temu nasze emocje, intencje, potrafi też wodzić oczami za ludzkim spojrzeniem. Żadne inne zwierzę tego nie robi. To jest fundament tej relacji: stworzenie zapatrzone w człowieka jak w obrazek, które bezwarunkowo go kocha.

Czy więź z kotem może być równie mocna?
Tak, ale jest inna. Koty pewnie też nas kochają, ale pies potrafi to okazać jak żadne inne zwierzę. Jeden z powodów, dla których relacja człowieka i psa jest szczególna, to nasza bardzo długa wspólna historia. Pies jest z człowiekiem najdłużej ze wszystkich udomowionych zwierząt. Ślady paleontologiczne wskazują na to, że pierwsze psio-ludzkie przyjaźnie były zawierane 30 tysięcy lat temu, tymczasem historia udomowienia innych zwierząt sięga maksymalnie 10 tysięcy lat wstecz. Wyobrażam sobie, że zaczęło się od tego, że wilk, idąc śladami człowieka, zauważył, że ten zostawia za sobą resztki jedzenia. Są też przypuszczenia, że ludzie łapali szczeniaki wilka i je oswajali, wybierając do hodowli egzemplarze mniej agresywne i bardziej skłonne do współpracy. Człowiek kształtuje psie zachowania od bardzo dawna, pierwsze psy użytkowe powstały jeszcze w czasach prehistorycznych, kiedy ludzie żyli w grupach łowiecko-zbierackich.

Stąd ewolucyjne nabytki charakterystyczne dla psiego gatunku?
Tak, pies ma na przykład w swoim mózgu specjalny obszar odpowiedzialny za rozpoznawanie ludzkich twarzy. To niespotykana kompetencja w świecie zwierząt.

Psy potrafią pocieszać swojego opiekuna, gdy widzą, że ten jest smutny. Czy można powiedzieć, że są empatyczne?
Istnieją badania, które potwierdzają to, że pies rozróżnia stany emocjonalne człowieka, a nawet je przejmuje. Potrafi na przykład przejąć nasz stres. Gdy opiekun przychodzi zestresowany z pracy, ma podwyższony poziom kortyzolu, po chwili u jego psa poziom kortyzolu również rośnie. Dzięki temu badaniu widać, że pies się dostraja do człowieka.

Potrafi też na przykład być zazdrosny, nie tylko o uwagę poświęconą innym psom, lecz także o relacje z ludźmi. Chihuahua mojej znajomej głośno szczeka, gdy ona obejmuje kogoś na powitanie.
Mam koleżankę, która miała ogromny problem ze swoim psem, kiedy poznała nowego chłopaka. W końcu musiała znaleźć psu nowy dom, bo był tak agresywny wobec jej nowego partnera, że potrafił się na niego rzucić z zębami.
Pies wprawdzie nie potrafi mówić i w odbiorze świata posługuje się przede wszystkim zmysłem węchu, a nie wzroku, tak jak my, ale do tego stopnia opanował komunikację z ludźmi, że jest nam w stanie przekazać bardzo dużo rzeczy w zrozumiały sposób. Zaspokaja to ludzką potrzebę głębszego kontaktu z drugą istotą.

Jak już mówimy o emocjonalnych podobieństwach między psem i człowiekiem, można wspomnieć, że pies może cierpieć na depresję albo na syndrom stresu pourazowego. Nie zawsze łatwo nam rozpoznać chroniczny smutek czy stres psa.
Wydaje mi się, że uważny opiekun rozpozna to bez problemu. Pies staje się wtedy apatyczny, traci apetyt i chęć do zabawy, czasami staje się bardziej rozdrażniony czy lękliwy. Psy, podobnie jak małe dzieci, mogą cierpieć na lęk separacyjny i tęsknić za swoim opiekunem. Chyba dość często psy przypominają nam dzieci. Zbadano, że te, które poddaje się treningowi, uczą się rozpoznawania takiej liczby słów, która odpowiada mniej więcej zasobowi słownictwa dwulatka. Pies traktuje też swoich właścicieli trochę jak rodziców, jesteśmy dla niego źródłem poczucia bezpieczeństwa, chłonie wzorce zachowań, jakich dostarczamy mu na co dzień, i chce, byśmy byli z niego zadowoleni. Tak jak dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje też bezpiecznego przywiązania. Mimo to nie można zapominać, że dwuletni pies bynajmniej nie jest dwuletnim dzieckiem. Jest dojrzałym stworzeniem, które ma zupełnie inne psychofizyczne potrzeby niż dziecko.

Czasami zapędzamy się chyba w antropomorfizowaniu psów. Potrafimy z nimi rozmawiać, kupować im markowe ubranka.
Mam tu ambiwalentne uczucia. Z jednej strony nie możemy udawać, że pies jest naszym dzidziusiem i będzie się tak zachowywał. Nawet mały pies, taki jak york, potrafi być agresywny. Musimy brać więc pod uwagę psią naturę wynikającą z jego wilczego pochodzenia. Pies nigdy nie będzie się zachowywał jak ludzkie dziecko, a malutki maltańczyk czy chihuahua – w przypadku małych psów mamy największą tendencję do uważania, że to jest nasze dziecko – stają się dorosłymi, w pełni ukształtowanymi psami, z dorosłą psychiką, której najczęściej nie dostrzegamy. Ale z drugiej strony myślę, że w kontakcie ze zwierzętami w dużej mierze możemy odwołać się do naszej intuicji i emocji. Kiedy dobrze znamy naszego psa, instynktownie czujemy, kiedy jest smutny albo zły czy też co chce nam zakomunikować.

Mam wątpliwości, czy psi język jest dla nas zawsze intuicyjnie zrozumiały.
To prawda, bywa różnie, psy mają na przykład swoje zachowania, którymi się uspokajają, pozostałość ich dzikiej natury. Za ich pomocą okazują sobie nawzajem albo opiekunowi czy innym ludziom, że są zdenerwowane albo przestraszone. To rodzaj ostrzeżenia, że jeśli nie damy im spokoju, mogą zaatakować. My na nie bardzo rzadko zwracamy uwagę. A warto nauczyć się tych sygnałów dla własnego bezpieczeństwa i dla bezpieczeństwa innych psów spotykanych na spacerze. Jednym z takich zachowań jest odwracanie się od źródła dyskomfortu, ziewanie albo oblizywanie, ale też specyficzny sposób machania ogonem.

Walka o dominację w stadzie to kolejna przestrzeń, w której wykazujemy się często brakiem zrozumienia psiego języka.
Pies jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje jasnej hierarchii, a my czasami o tym zapominamy. A to przewodnik – opiekun psa – powinien decydować o tym, kiedy jest czas na zabawę, gdzie jest czyje posłanie i w jaki sposób trzeba zachować się wobec gości czy innych domowników. Często zdarza się, że psy uważają dzieci za osoby plasujące się niżej od nich w hierarchii stada. Taki pies z większym ociąganiem wykonuje dziecięce polecenia lub nie wykonuje ich wcale. W takich sytuacjach też do akcji musi wkroczyć przewodnik psa, który jasno wskaże zwierzęciu, że powinno słuchać również dziecka.

Co jest przyczyną takiego sprawdzania granic i walki o przewodnictwo w stadzie?
To potrzeba rozwojowa leżąca w psiej naturze. Ludzie, kiedy dorastają, też wykazują potrzebę uniezależnienia się od tych, od których byli zależni, zyskania nad nimi przewagi. Ssaki dojrzewające w stadzie bardzo często podejmują próbę zmiany statusu w hierarchii. Rola ludzkiego przewodnika polega także na tym, żeby takie zapędy zauważyć, mądrze skanalizować i ukrócić.

Dla człowieka pies potrafi przezwyciężać swój instynkt. Jak inaczej wyjaśnić, że uznanie ze strony opiekuna jest dla niego czasem ważniejsze niż smakołyk?
To świadczy o tym, jak silna jest więź między psem a człowiekiem, że nie można psów sprowadzać do zwierząt, którym zależy tylko na pełnej misce i to dla niej godzą się żyć z człowiekiem, choć wolałyby sobie biegać na wolności. Pies jest stworzony do tego, żeby nawiązywać z nami więź, żeby nas kochać, i myślę, że to jest coś, co jest kluczem do tej więzi. My też jesteśmy w gruncie rzeczy stworzeni do tego, żeby się kimś opiekować i kogoś kochać. Tutaj spotkaliśmy się międzygatunkowo i zaspokajamy swoje potrzeby, czasami lepiej niż w obrębie własnego gatunku.

Katarzyna Burda jest dziennikarką naukową i autorką książek o zwierzętach. Na stałe jest związana z „Newsweekiem”, mieszka na Podlasiu z rodziną, dwoma psami i sześcioma kotami. Nakładem Wydawnictwa Zwierciadło ukazała się jej książka „Psie story. Historia niezwykłej przyjaźni człowieka z psem”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze