Na czym polega „efekt kameleona”?

123rf.com

Gdy się naśladują, lepiej pracują
Efekt kameleona może zwiększyć efektywność indywidualną i grupy. „Nasze badania wykazały wzrost sprzedaży w sklepie z produktami do makijażu tylko dzięki temu, że atrakcyjna ekspedientka stojąc za kontuarem naśladowała klientki”, tłumaczy naukowiec z Uniwersytetu SWPS. Wystarczyły podobne ruchy rąk czy ułożenie głowy. Kolejne badania potwierdzają też zwiększenie wydajności pracy i podniesienie poziomu pozytywnych emocji w grupie osób, które uczestniczyły w warsztacie integracyjnym polegającym na wzajemnym naśladownictwie. Szybciej rozwiązywały powierzone im zadania, niż osoby, które nie brały w nim udziału. Ich uczestnicy wykazywali też większą sympatię do członków swojej grupy.

Straty skutkiem ubocznym
Kiedy nie jesteśmy naśladowani, rośnie nasz poziom stresu, czujemy się źle. Zaczynamy funkcjonować mniej efektywnie, nie jesteśmy skupieni, co przekłada się też na straty. Najnowsze wyniki badań prowadzonych na Uniwersytecie SWPS dowodzą też, że kiedy jesteśmy naśladowani to, co prawda innych lubimy bardziej, ale nasza samoocena spada. Deficyty odczuwa również osoba, która naśladuje. Zdecydowanie łatwiej ją okłamać.

Chociaż efekt kameleona bazuje na kopiowaniu bardzo prostych zachowań ludzi, nie jest łatwo nauczyć się stosowania tej techniki wpływu. „To jest jak z prowadzeniem samochodu. Robimy to odruchowo. Gdybyśmy musieli raptem na głos mówić o kolejno wykonywanych czynnościach okazałoby się, że nie jesteśmy w stanie w ogóle prowadzić auta. To samo dzieje się, gdy chcielibyśmy naśladować świadomie. Nagle zaczynamy być kiepskim partnerem do rozmowy, skupiamy się na technice i przestajemy być człowiekiem. Aby świadomie i skutecznie stosować efekt kameleona potrzebne są doświadczenie i wiedza o tym, kiedy, jak długo i które zachowania powtarzać. Naśladowanie nie zawsze jest skuteczne”, wyjaśnia dr Wojciech Kulesza.

mat.pras.SWPS