1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Medytacje zorientowane na szczęście

Medytacje zorientowane na szczęście

fot.123rf
fot.123rf
Mówi się, że szczęście jest jak przebłysk, olśnienie, chwila, która szybko mija. Zdaniem Ekharta Tolle, autora „Potęgi teraźniejszości”, możemy ten stan wydłużyć, wspominając coś pozytywnego albo odczuwając wdzięczność za coś dobrego.

Ćwiczenie 1.

Dziękuję za…

Jednym ze sposobów na doświadczenie radości i szczęścia jest regularna praktyka wdzięczności. To technika, która działa zawsze. Aby się o tym przekonać, zacznij od wymienienia kilku prostych rzeczy, za które jesteś wdzięczna, np. za to, że masz się w co ubrać, masz co jeść, że możesz zadzwonić do bliskiej osoby, że możesz usiąść w parku i odpocząć, że małe dziecko dziś się do ciebie uśmiechnęło… W następnej kolejności pomyśl o kilku osobach, którym możesz być za coś wdzięczna. Pomyśl o każdej z osobna i wypowiedz w myślach lub na głos, za co jesteś im wdzięczna.

Na koniec czas na wyrażenie wdzięczności względem siebie. Za co możesz sobie podziękować? Na przykład za wszystko, co udało ci się zrobić, stworzyć, za twoje ciało, które pomaga ci robić to, co chcesz (możesz z osobna podziękować organom wewnętrznym, które pracują dla całego organizmu). Pamiętaj, aby nie tylko wypowiadać słowa wdzięczności, ale odczuć ten stan w swoim ciele.

Jakie są korzyści z praktykowania wdzięczności?

  • zwiększenie wydzielania przez mózg endorfin, naturalnych substancji przeciwbólowych i poprawiających samopoczucie;
  • uspokojenie wewnętrzne, obniżenie lęku i niepokoju;
  • obniżenie poziomu hormonów stresu we krwi;
  • wzmocnienie systemu odpornościowego;
  • obniżenie ciśnienia krwi oraz tętna.

Ćwiczenie 2.

Kolorowy oddech

Zastanów się, z jakim kolorem kojarzy ci się stan szczęścia oraz emocja radości. Mnie osobiście szczęście kojarzy się obecnie z kolorem złotożółtym, a radość z zielono-różowym. Umów się ze sobą, że przez kolejne pięć minut, robiąc wdech i wydech, będziesz wypowiadać w myślach: „wdycham szczęście” i „wydycham szczęście”. W tym samym czasie wyobrażaj sobie barwę stanu szczęścia, która wypełnia twoje ciało i promieniuje na zewnątrz. Praktykuj taką wentylację przez co najmniej 2–3 minuty. Następnie zacznij oddychaj radością. Z każdym wdechem i wydechem mów w myślach: „wdycham radość”, „wydycham radość”, jednocześnie wyobrażając sobie kolor, który kojarzy ci się z tą emocją. Na koniec ćwiczenia zapytaj siebie: Jak się teraz czuję?

Ćwiczenie 3.

Pozytywne wspomnienie

Zrób listę najszczęśliwszych chwil twojego życia. I codziennie dopisuj nowe zdania. Czytaj ją zawsze, kiedy będziesz potrzebowała poczuć się lepiej. W czasie czytania staraj się wyobrazić sobie daną sytuację, ze wszystkimi szczegółami. Twój mózg przypomni ci też pozytywne emocje. Wczuj się w nie, następnie zrób trzy świadome oddechy w stronę serca. Kiedy wypełniasz serce pozytywnymi odczuciami, jest szansa, że twoje samopoczucie się poprawi. Nie ustawaj jednak w pisaniu, dodawaj do swojej listy również sytuacje z codziennego dnia, nawet jeśli stan twojego szczęścia trwał tylko chwilę.

Ćwiczenie 4.

Twórcza wizualizacja
  • Pomyśl przez chwilę, jakbyś wyglądała w pełni szczęścia? Stwórz w wyobraźni taki obraz, w którym widzisz siebie szczęśliwą. Wybierz jakieś piękne miejsce w przyrodzie albo sytuację, w której robisz to, co sprawia, że tak się czujesz. Teraz wyobraź sobie, że postać z twojej wizji siedzi naprzeciwko ciebie. Zapytaj ją: „Jak to jest być szczęśliwą?”.
  • Teraz zmień miejsce i usiądź tam, gdzie siedzi ta postać. Wczuj się w ten szczęśliwy aspekt siebie.
  • Jak doświadczasz szczęścia? Co czujesz wtedy w ciele? Jakie myśli przychodzą ci do głowy?
  • Jakie masz plany? Jak widzisz swoje obecne życia? Co chciałabyś w nim zmienić?
  • Teraz wróć na swoje miejsce i zacznij asymilować w sobie wszystkie nowe informacje, jakie zdobyłaś, będąc w pozycji szczęśliwego aspektu siebie.
  • Być może ten eksperyment zmotywuje cię do twórczych zmian w życiu.
Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek, www.rozwojosobisty.waw.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nauka wdzięczności - ten stan może nas wyzwolić

Możemy być wdzięczni za słońce, za deszcz, za zdrowie, za spotkanie starego przyjaciela... (Fot. iStock)
Możemy być wdzięczni za słońce, za deszcz, za zdrowie, za spotkanie starego przyjaciela... (Fot. iStock)
Dla jakości życia bardzo ważna jest głęboka wdzięczność duchowa, czyli wdzięczność rozumiana jako stan ducha.

Niegdyś do tak zwanego dobrego wychowania należały podstawowe słowa: proszę, przepraszam, dziękuję. Można powiedzieć, że była to political correctness charakteryzująca dobrze wychowanych ludzi. Zakłada, że umiesz się zachować, tzn. że znasz procedury, które należy zastosować niezależnie od tego, co tak naprawdę czujesz i myślisz. To po prostu umowa społeczna, że zachowujemy się w stosunku do siebie nawzajem w miarę przyzwoicie, bo inaczej świat byłby nie do wytrzymania. Jeśli ktoś zrobi coś dla Ciebie – dziękujesz, jeśli Ty zrobisz coś dla kogoś – on dziękuje Tobie. Można powiedzieć, że jest to poziom behawioralny.

Znacznie ważniejsza dla jakości życia jest głęboka wdzięczność duchowa, czyli wdzięczność rozumiana jako stan ducha. Ci, którzy znają ten stan, na pewno od razu będą wiedzieć, o co mi chodzi.

Przede wszystkim – wdzięczność za życie

Komu dziękujemy? Oczywiście za życie w sensie biologicznym, możemy podziękować naszym rodzicom, którzy nas spłodzili. Niektórzy z nas byli niechciani lub nieplanowani, ale nie zmienia to faktu, że jak ujmuje to wyjątkowo piękna metafora – rodzice są naszą bramą na świat.

Istnieje również piękne określenie – Siła Wyższa, jakkolwiek ją rozumiemy – stworzone przez wspólnotę AA. Można nie wyznawać żadnej religii, a być duchowo rozwiniętym i świetnie rozumieć to określenie. Możemy wysyłać wdzięczność do boga, losu, absolutu, najwyższej miłości, najwyższej energii. Przyda się do tego tematu również przytoczenie modlitwy o pogodę ducha:

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrości, abym umiał odrónić pierwsze od drugiego.

Człowiek musi troszkę pożyć i doświadczyć życia, aby nauczył się pokory – czyli odróżniania pierwszego od drugiego.

Pamiętam jak byłam młoda, wściekało mnie pojęcie pokory i to, że mam być pokorna, bo wydawało mi się, że mam schylić głowę i bez szemrania słuchać tego, co mi nakazują starsi. Dzięki pracy z alkoholikami i ich dwunastu krokom, ale nie tylko, doświadczyłam cudownej ulgi, jaką przyniósł mi stan pokory. To zgoda na to, co jest i wdzięczność za to, co jest. Znam ten stan wściekłości, który kiedyś sama odczuwałam, u bardzo wielu ludzi. I rozumiem go. Zawiera się w nim bardzo bolesny krzyk ludzkiego cierpienia: „Siło Wyższa, jakkolwiek cię rozumiem, jak możesz dopuszczać do tego, co się dzieje na ziemi. I co ludzie robią sobie wzajemnie”. Odpowiedź niestety jest taka, że to my – dysponując wolną wolą – robimy sobie wzajemnie potworne rzeczy.

Stan wdzięczności może nas wyzwolić

W procesie psychoterapii przechodzimy różne fazy rozliczeń z rodzicami i przeszłością, która nas ukształtowała. Potrzebujemy wyzwolić się zarówno z uległości, jak i z buntu. Odreagować nagroma- dzone uczucia: żalu, smutku, wściekłości, rozpaczy, rozczarowania, zawodu, strachu i braku nadziei. Dotrzeć do pokładów ufności, radości, zachwytu i właśnie wdzięczności. Jak bardzo się ucieszyłam, kiedy dotarło do mnie, że moja marka, której tyle zarzucałam – nauczyła mnie wielu wspaniałych rzeczy – na przykład umiejętności przyjaźnienia się z kobietami. Dzieciństwo niektórych ludzi było jednak tak straszne, że trudno im znaleźć jakiekolwiek dobre strony. Zawsze jednak mogą znaleźć je w sobie i w innych ludziach, na przykład tych, do których przychodzą po pomoc. Kiedy w nieufnej, podejrzliwej, zastraszonej lub wściekłej osobie pojawia się pierwsze: „Dziękuję Ci”, wiem, że człowiek ten zaczął zdrowieć.

Nadopiekuńcze matki, które za bardzo się poświęcają, nie słyszą „dziękuję”. Ludzie, którzy twierdzą: „Ja to lubię tylko dawać” nie są szczerzy i nie zyskają autentycznej wdzięczności. Ci, którzy są przez nich obdarowywani, choć nie zawsze sobie to uświadamiają, czują fałsz. Trudno się dziwić, że nie odpłacają autentyczną wdzięcznością.

Warto dawać tym, którzy proszą i tym, którzy dziękują. I dlatego, że coś jest komuś potrzebne, a ja akurat tym dysponuję, a nie dlatego, że: „Będę dobry”.

Prawdziwa wdzięczność może występować wszędzie: w biznesie, wychowaniu dzieci, partnerstwie, przyjaźni, miłości i seksie.

Możemy być sobie wdzięczni za wspólne życie i za jeden uśmiech. Możemy być wdzięczni za słońce, za deszcz, za spotkanie starego przyjaciela, za to, że złamaliśmy jedną nogę a nie obydwie, za to, że po trudnych okresach, przychodzą lepsze. Za to, że jeśli uważnie się przyjrzymy – okaże się, jak bardzo udane mamy dzieci. I za to, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.

Więcej w książce "Nie bój sie życia"

  1. Psychologia

Nie bój się szczęścia

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? (fot. iStock)
Czy sugerujesz, że boimy się szczęścia?! – spytacie. Ja nie sugeruję. Ja to wiem. Tak jak już dawno temu wiedział Adam Asnyk, autor tego wdzięczno-gorzkiego wierszyka:

Siedzi jamnik na drzewie I ludziom się dziwuje: Czemu żaden z nich nie wie, Gdzie się szczęście znajduje?

Wielu myślicieli twierdzi, że człowiek wręcz nie chce być szczęśliwy. Jak to jest, przecież większość deklaruje, że chce. Świadomie tak, ale nieświadomie albo w szczęście nie wierzy, albo się go boi. Jeśli za długo jest dobrze, zaczynam się zastanawiać, kiedy i jak się zepsuje: bo to niemożliwe, bo na to nie zasługuję, bo trzeba będzie za to drogo zapłacić, bo inni będą mi zazdrościć, bo lepiej się nie przyzwyczajać (właściwe podkreślić). Dla poczucia kontroli lepiej już ten niebezpieczny spokój samemu zburzyć. Żeby już się stało. A potem znów pomarzyć sobie o szczęściu. Czy więc nie ma szczęśliwych ludzi? Są. Ale przyznaje się garstka.

„Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem – usłyszałam od pogodnego, ciepłego mężczyzny. – Robię to, co kocham, i jeszcze mi za to płacą. Mam gdzie mieszkać. Jestem sam, ale to odpoczynek po pracy pełnej ludzi. Lubią mnie ci, dla których pracuję. Zarabiam tyle, ile mi wystarcza. Ale nie mów moim kolegom z pracy, że ci powiedziałem, że jestem szczęśliwy. Oni mnie nie znoszą. Oni niczego nie lubią, na wszystko narzekają. Zatruliby mi życie”.

Ilu znasz prawdziwie szczęśliwych ludzi? Wszyscy znamy stany, które nazywamy szczęściem: kiedy mija ból, fizyczny lub psychiczny. Kiedy znaleźliśmy dobrą pracę, wygraliśmy pieniądze, dostaliśmy spadek, ktoś nas pochwalił itp. Kiedy się zakochamy z wzajemnością. Jest takie śliczne powiedzenie: „Szczęście ty moje”, do ukochanej osoby lub do dziecka…

Mówimy też: jakie to szczęście, że złamałam lewą rękę, a nie prawą (praworęczni), że mama umarła spokojnie i nagle, a nie w długich męczarniach… To tak zwane szczęście w nieszczęściu. W pierwszych latach mojej pracy terapeutycznej oddałam jej się tak bardzo, aż się poważnie rozchorowałam. Gdy już na nic nie miałam sił, poczułam, jak to dobrze, że przyszła ta choroba, bo inaczej bym się wykończyła. Wtedy odkryłam parę wspaniałych paradoksów. Choroba może być ratunkiem, istotnym sygnałem. Mogę jednocześnie cieszyć się, że coś minęło i że było. Mogę jednocześnie gratulować sobie takiego oddania pracy, gdyż wiele się nauczyłam, dowiedziałam się od samej siebie, jak jest ona dla mnie ważna, a jednocześnie jak uchronić się przed przeciążeniem na przyszłość, nie tracąc radości i entuzjazmu. Odkryłam, jak nierozerwalnie wszystko się ze sobą w życiu łączy. Jak nie ma lewej strony bez prawej, jasnej bez ciemnej. I, co istotne, że ciemna nie jest właściwie ciemna. Że tyle przynosi darów.

Są ludzie, którzy gardzą szczęściem. Nawet jego pojęciem. Określają je jako infantylną potrzebę, płytką emocjonalność, ucieczkę od prawdziwego życia i zupełnie durną antyintelektualną postawę. Lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowoloną świnią – twierdzą. Na studiach filozoficznych zajmowałam się przede wszystkim etyką. Niepokoiło mnie długo to zdanie. Dziś nie mam wątpliwości: zarówno wiecznie niezadowolony, jak i wiecznie zadowolony Sokrates (jak każdy z nas) ma, co najmniej, tendencje do sztywności. Pełny człowiek zna wszystkie możliwe ludzkie stany. I nic do tego nie ma inteligentne, lubiące czystość stworzenie, jakim jest świnia.

Dziś mogę powiedzieć, że ci „myśliciele” to ludzie NIESZCZĘŚNI. Używają wiedzy i inteligencji do podtrzymania epidemii poczucia niskiej wartości przy jednocześnie wielkiej ambicji nadwartości, na którą choruje ludzkość. Są szkodliwi dla siebie i innych. Wierzą im ci, którzy jeszcze nie wierzą sobie i nie wiedzą, że to możliwe...

Mimo to szczęście się trzyma. Tych, którzy się go świadomie uczą, tych, którzy je szanują i nie mylą z ciągłym przeżywaniem przyjemności. Tych, którzy siebie nie zostawiają, gdy jest trudno. Niektórzy twierdzą, że szczęście tylko BYWA. Bardzo chcę wam przekazać, że JEST, bo to po prostu przeżywanie własnego życia. I szczęściem jest pisać do was.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Dobre dzieciństwo to szczęśliwi rodzice

Rodzicom trzeba przypominać, że też są ważni w całym procesie o nazwie „wychowanie” i mają prawo być w centrum swojej uwagi. (Fot. iStock)
Rodzicom trzeba przypominać, że też są ważni w całym procesie o nazwie „wychowanie” i mają prawo być w centrum swojej uwagi. (Fot. iStock)
Dziecku należą się tylko trzy rzeczy: dach nad głową, trzy ciepłe posiłki dziennie i szczęśliwi rodzice – mówi stare chińskie powiedzenie. Jesteś rodzicem? Zadbaj o siebie!

Myśl pedagogiczna – podobnie jak wszystkie inne dziedziny życia – przechodzi rozmaite ewolucje. Do tej pory dzieci były traktowane jak mali dorośli, jak niewolnicy czy jak istoty gorszego gatunku. Obecnie nadeszły złote czasy dla naszych milusińskich. Świat kręci się wokół nich. Do tego stopnia, że to raczej rodzicom trzeba przypominać, że też są ważni w całym procesie o nazwie „wychowanie” i mają prawo być w centrum swojej uwagi.

Nie rób tego dziecku

Nieszczęśliwy rodzic jest rodzicem sfrustrowanym, skupionym na własnych smutkach i nieszczęściach, rozpamiętującym swoje porażki i zły los. Do takiego rodzica trudno podejść, dzieci się mu nie zwierzają i omijają z daleka.

Rodzic nieszczęśliwy generuje u dziecka stały strach. Skoro mama jest taka smutna, to znaczy, że dzieje się coś bardzo złego – tak to widzą dzieci. Jeśli trudno ci przyznać sobie prawo do czasu wolnego, inwestowania w siebie i dbania o swoje rozrywki – zrób to nie dla siebie, ale dla dziecka. Buduj swoje zadowolenie z życia dla niego, jako kapitał na jego przyszłe życie.

Po pierwsze – nie bój się wymagać. Jeśli wszystkie obowiązki domowe i wychowawcze wzięłaś na siebie, w początkowym okresie wychowawczym (około dwóch lat) będziesz czerpać ogromną satysfakcję z tego, że dajesz radę, że jesteś samodzielna i niezależna, ale w perspektywie długoterminowej… zgorzkniejesz. Staniesz się niecierpliwa, przemęczona i pozbawiona radości życia. Nie pracuj ponad siły.

Po drugie – nie staraj się udowodnić wszystkim, że sobie poradzisz, że robisz wszystko najlepiej, że jesteś dziecku cały czas potrzebna. Żadna z tych opinii nie jest prawdziwa! Bycie nieszczęśliwą lub szczęśliwą to wybór. To ty w znacznym stopniu decydujesz o tym, jak postrzegasz swoje życie. Jeśli jawi ci się ono jako pasmo udręki i poświęcenia – nie trwaj w tym. Szukaj profesjonalnej pomocy.

O ile nie ma gwarancji, że szczęśliwy, spełniony rodzic na pewno wychowa szczęśliwe dziecko, o tyle można mieć stuprocentową pewność, że nieszczęśliwy rodzic wychowa nieszczęśliwe dziecko.

Wspomnienia z dzieciństwa

To, czy mieszkanie jest odkurzone, lodówka pełna, pranie wykrochmalone, a okna czyste – jest ważne, ale dla dorosłych. Wiele matek tak właśnie postrzega dobry dom. We wspomnieniach dzieci pozostaje jednak coś znacznie istotniejszego – atmosfera, a tę tworzy codzienny nastrój rodzica.

Piotr, redaktor, ojciec dwóch córek: – Nasza matka zawsze gderała, że życie jest ciężkie, że daje po tyłku, że jeszcze się przekonamy, jak jest naprawdę. Wyrastałem w przekonaniu, że świat jest podłym, przerażającym miejscem. Mama odmawiała sobie prawa do jakiejkolwiek rozrywki, radości, czasu dla siebie. To nie budowało fajnego klimatu, ja i brat szybko zaczęliśmy uciekać z domu.

Irena, studentka trzeciego roku europeistyki: – Pamiętam mamę, jak latami snuła się po kątach i płakała, czasem nie odzywała się do nas przez wiele dni. Ciotka namawiała ją, żeby poszła do lekarza i zaczęła leczyć depresję, ale ona wciąż powtarzała, że nie ma pieniędzy na fanaberie. Sto razy wolałabym, żeby wydała wszystko na leki niż na nowe spodnie dla mnie. Nienawidziłam nowych ubrań! Szkoda, że matki nie wiedzą, co czuje dziecko, gdy widzi je wiecznie zapłakane.

Bartek, nauczyciel angielskiego: – Chyba najgorsze, co w życiu usłyszałem, to zdanie mojej matki, które kiedyś powiedziała do sąsiadki: „Jak mogę być szczęśliwa z dwójką dzieci na karku?!”. Czułem się paskudnie. Wiele lat winiłem siebie i siostrę za złe zdrowie mamy, za jej smutek.

Takie wspomnienia to cenny materiał do przemyśleń. Jeśli więc kusi cię, żeby się bez reszty poświęcić dzieciom, skupić się na pracy, nie leczyć depresji, nie mieć żadnych przyjemności, a do tego złe relacje z partnerem – zastanów się, jak one to zapamiętają. Bo rodzic, poprzez swój przykład, uczy dziecko, jak żyć. Za każdym razem, gdy sprawiasz sobie przyjemność, generujesz czas tylko dla swoich potrzeb, robisz coś, co cię podnosi na duchu, rozwija – dajesz swojemu dziecku lekcję życia. Jeśli zapominasz o sobie, uczysz dziecko, że ono także powinno tak robić. Czy tego właśnie chcesz?

Prawo do szczęścia

Mama, która w imię swojego szczęścia zaniedbuje własne dziecko, ma równie złe podejście jak ta, która zapomniała o sobie i skupiła się wyłącznie na obowiązkach. Przesada w realizacji prawa do szczęścia jest równie zła jak przesada w odbieraniu sobie tego prawa. Nie ma dziecka, które by tego nie potwierdziło.

Piotr, inżynier-elektronik: – Moja matka była wiecznie uśmiechniętym, roześmianym człowiekiem. Kochała tańczyć, bawić się. Gdy miałem cztery lata, uznała, że męczy ją macierzyństwo, że się nie rozwija, i wyjechała do Kanady. Napisała mi w liście, że chce być szczęśliwa. Wychowywali mnie dziadkowie. Kiedy słyszę o prawie matki do szczęścia, myślę jedno: nie zawsze szczęśliwy rodzic wychowa szczęśliwe dziecko. Niestety, czasem tych dwóch „szczęść” nijak nie da się pogodzić. Mnie trwale unieszczęśliwiła. Źle się żyje dziecku, które dowiedziało się, że nie uszczęśliwia swojej matki.

Gdy jesteś rodzicem – tak jak każdy człowiek – masz prawo do szczęścia, ale trochę inne niż bezdzietni. Rodzicielstwo to absolutnie najważniejszy projekt w życiu każdej mamy i każdego taty. Wszystko, co robią, musi zawsze uwzględniać istnienie i dobro tej najdroższej istoty.

Porzucenie własnego dziecka, zarówno fizyczne, jak i emocjonalne, dla tak czy inaczej pojmowanego „spełnienia siebie” w żadnym razie nie jest realizacją hasła o prawie do własnego szczęścia, ale jawnym wykroczeniem przeciwko szczęściu dziecka.

Droga mamo i drogi tato, dążcie do osobistego szczęścia, ale nigdy kosztem dzieci.

  1. Psychologia

Odporność psychiczna - da się ją wyćwiczyć

Wewnętrzną moc jest nam potrzebna, aby pokonywać codzienne trudności. (Fot. iStock)
Wewnętrzną moc jest nam potrzebna, aby pokonywać codzienne trudności. (Fot. iStock)
Co zrobić, aby nie tracąc nadziei na lepsze jutro, znaleźć w sobie wewnętrzną moc, by pokonywać trudności i zamieniać je na swoją korzyść? Joe Wilner, amerykański coach, instruktor medytacji i znawca psychologii pozytywnej, daje wskazówki jak być psychicznie odpornym. 

5 wskazówek mocy

Przejmij kontrolę. Gdy przydarza ci się coś, czego nie chcesz, nie pytaj „Dlaczego ja?”, tylko „Po co mi się to przydarzyło?”. W ten sposób nie poczujesz się przytłoczona przeciwnościami losu, tylko przejmiesz  zdrową kontrolę nad losem. Jeśli nauczysz się z takich zdarzeń wyciągać wnioski i działać w trudnych warunkach, odzyskasz poczucie własnej mocy.

Żyj wśród ludzi.
Elastyczni, szczęśliwi ludzie nie izolują się od innych, kiedy jest im ciężko. Nie boją się korzystać z wsparcia bliskich, ich pomocy i obecności. Otaczaj się bliskimi ludźmi, z którymi jest ci po drodze.

Zauważaj dobro, które cię w życiu spotykają.
Pomimo zawirowań dostajemy od losu dary, za które często zapominamy dziękować. Kwestią perspektywy jest to, czy jesteśmy uważni na nieszczęścia czy na błogosławieństwa. Poświęć trochę czasu każdego dnia, aby skupić się na trzech rzeczach, za które jesteś wdzięczna, a które właśnie się wydarzyły.

Wykorzystaj swoje atuty.
Każdy je ma, tylko nie każdy zauważa. Umiesz przebaczać, jesteś odważna, masz zmysł estetyczny, dobrze uprawiasz jogging albo układasz bukiety? Doceń siebie i zastanów się, jak swoje talenty użyć w życiu, by zmienić je na lepsze, na takie jaki chcesz.

Pomyśl o swoim ostatnim sukcesie.
Nawet jeśli znajdujesz się w momencie, kiedy wydaje ci się że nic znaczącego nie osiągnęłaś, na pewno jest coś, z czego jesteś z siebie dumna. Zrób listę swoich dotychczasowych osiągnięć. Przypomnij sobie o swoich zwycięstwach. Wiosna to dobry czas, żeby zwyciężać znowu.

  1. Psychologia

Fikcyjny męski świat - jakiego szczęścia szukają mężczyźni?

Ucieka przed szczęściem, które ma w sobie, ale jeszcze tego nie odkrył. Tworzy w swojej głowie idealną wirtualną rzeczywistość i tam żyje. (fot. iStock)
Ucieka przed szczęściem, które ma w sobie, ale jeszcze tego nie odkrył. Tworzy w swojej głowie idealną wirtualną rzeczywistość i tam żyje. (fot. iStock)
Jeśli marzenia przesłaniają radość z realnego życia, to jest sytuacja alarmująca. Toniemy w fikcji. Oddajemy władzę nad sobą. Tego my, mężczyźni, nie lubimy – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On mówi, że najbardziej marzy o podróży dookoła świata albo o spędzeniu roku w Aśramie, albo o żeglowaniu po morzach i oceanach. Ona słucha i nie może w to uwierzyć…
Coraz więcej takich par przychodzi po pomoc. Marzyli o wspólnym życiu, często coś już razem zbudowali, mają dzieci, mieszkanie na kredyt, pracują, starają się, a tu nagle mężczyzna tęskni za rajem gdzieś indziej, nie wiadomo gdzie, w każdym razie nie tutaj, nie w tych warunkach. To jest gra w „gdyby nie wy”; gdyby nie te czasy, rodzina, praca, obowiązki, gdyby nie ten kraj, klimat, okoliczności, moje życie byłoby cudowne!

Gdyby nie ta kobieta…
Tak, wszystko jest nieodpowiednie – krajem rządzą idioci, szef i współpracownicy to banda przygłupów. Klimat niesprzyjający. A rodzina? Ci mężczyźni często mówią: „Tylko obowiązek mnie trzyma. Ale tak w ogóle to przegrałem życie”. Albo: „Gdybym wiedział, że to tak będzie wyglądało, trzy razy bym się zastanowił, zanim założyłbym rodzinę”. Mówią to w obecności swoich kobiet, partnerek. Fatalnie! Jak te kobiety mogą się czuć? „Szczęście dla niego jest gdzieś poza mną, poza naszą rodziną”. To rodzi ogromny smutek, cierpienie.

Kobiety biorą odpowiedzialność na siebie: „A więc nie jestem dla niego wystarczająco dobra, ze mną nie może być szczęśliwy”. Czy mężczyźni o tym wiedzą?
Tak, często zapewniają: „To nie ma z tobą nic wspólnego”. W gabinecie psychoterapeuty kobiety płaczą, nie wierzą w te zapewnienia.

Przed czym on ucieka?
Powiedzieć, że przed prawdziwym życiem, to byłoby zbyt trywialne. Ucieka przed szczęściem, które ma w sobie, ale jeszcze tego nie odkrył. Tworzy w swojej głowie idealną wirtualną rzeczywistość i tam, w tej fikcji, żyje. O takich właśnie zagrożeniach związanych z ucieczką w świat fikcji traktuje amerykański serial „Czarne lustro”. W pierwszym odcinku nowej serii programista tworzy zaawansowaną grę komputerową. W tej wirtualnej rzeczywistości gra główną rolę. Bardzo szybko staje się ofiarą własnej gry, ponieważ nie może z niej wyjść. Film jest dobrą metaforą, jak łatwo utknąć w wewnętrznej grze umysłu, ponieważ wydaje się taka realistyczna, prawdziwa. Ci mężczyźni, którzy tworzą fikcyjne, idealne światy, mają tendencję do zamykania się w nich, a w końcu pogrążania.

W jaki sposób?
Mężczyznę tak pochłania jego własna wirtualna rzeczywistość, że nie widzi dziecka, które przychodzi i chce na przykład wyciągnąć tatę na spacer. Mówi do dziecka: „Idź z mamą”. Albo synek pokazuje rysunek, ale ojciec jest psychicznie nieobecny, nie odwzajemnia potrzeby kontaktu dziecka, docenienia, miłości.

Słyszę, że coraz więcej młodych mężczyzn marzy o długim odosobnieniu, najlepiej w klasztorze w górach. To także forma ucieczki?
Po powrocie może się okazać, że czujemy się zagubieni, oderwani od realiów. Dlatego wielu współczesnych mistrzów zaleca raczej kilkudniowe odosobnienia i codzienną praktykę jako dużo bardziej użyteczne sposoby wzmacniania motywacji do życia. Dosyć powszechną formą ucieczki jest też funkcjonowanie od urlopu do urlopu albo od weekendu do weekendu.

Pół roku intensywnej pracy w napięciu i stresie po to, aby wyjechać na dwa tygodnie do raju?
A potem okazuje się, że raj wcale nie jest rajem – bo brak, który mamy w sobie, rzutujemy na wszystko wokół; wszystko wydaje się nie takie. Szczęście jest za horyzontem, a horyzont, gdy idziemy w jego kierunku, stale się oddala. Przez pięć dni się mordujemy, w weekend imprezujemy, potem leczymy kaca, a szczęścia i ulgi dalej nie ma.

Nie sposób odpocząć?
Wyjazdy wakacyjne na deskę czy na narty przestają być zdrową formą dbania o siebie, ładowania akumulatorów. Stają się celem samym w sobie, pogonią za czymś, co nieosiągalne. Nam, mężczyznom, brakuje odpowiedniej filozofii życia, wspierającego podejścia do tego, co się wydarza. Filozofia stoików i taoistów byłaby tu bardzo użyteczna. Taoiści mówili, że mędrzec poznaje świat, nie ruszając się z miejsca. Mędrzec to nie starzec z siwą brodą, ale ten, kto odkrył, zrozumiał bezpośrednią ścieżkę do wewnętrznej wolności i szczęścia – ten ktoś może mieć 30 lat. Umie cieszyć się życiem tak mocno jak się da. Uświadomienie sobie, że nie mamy innego życia oprócz tego, które mamy, może być bardzo otrzeźwiające. Skoro tak, bierzemy, co jest!

Szczęście jest stanem wewnętrznym, który zależy od nas. Jak miałoby to wyglądać w praktyce?
Szczęście to sposób percepcji. Wielu mężczyzn zgłasza na przykład wielkie zmęczenie kłótniami polityków, podziałami w rodzinach. Najlepsze, co możemy zrobić, to widzieć, co się dzieje – tak, kłócą się, plotą głupoty – a jednocześnie pytać siebie, czego uczę się z tych obserwacji, jak mogę się do nich odnieść, na co mam wpływ, co zależy ode mnie. Łatwo zauważyć, czego nie chcemy. Czego więc chcemy? Stoicy zwracali uwagę, abyśmy koncentrowali się na tym, co zależy od nas, i podejmowali kroki kształtujące życie w zgodzie z naszymi wartościami. Wyjściowe założenie, że nie mogę żyć tak, jak chcę, ponieważ przeszkadzają mi w tym rodzina, rząd, kraj, ustrój, warunki, jest – już na starcie – pozbawianiem siebie możliwości rozwoju, sprawczości i spełnienia. Oddajemy władzę nad sobą czemuś poza nami. Nieprzyjemne uczucie. Wzmacnia izolację, stany depresyjne, poczucie przegranej, frustrację. Jednak otwarcie na radość wcale nie jest proste. Wywraca świat do góry nogami, a kto to lubi.

W jakim sensie?
Gdy pielęgnujemy przekonanie, że tu jest syf, a gdzieś jest raj (tylko nas tam nie ma), świat wydaje się uporządkowany; wiadomo, czego się trzymać, są ustalone, niepodważalne punkty odniesienia. Teoretycznie wiemy już, że możemy otworzyć się na przeżywanie i doświadczanie radości. Nie możemy jednak tego zrobić, ponieważ jesteśmy uzależnieni od swojego nieszczęścia. Nie w sensie mentalnym – intencjonalnie przecież każdy chce być szczęśliwy. Trudno zmienić wewnętrzny stan, ponieważ utrwalił się w naszych ciałach, w neurologii, w nawykach. Jeśli zaczynamy i kończymy dzień tak samo – z tymi samymi myślami, powtarzanymi przez lata opiniami o świecie, o życiu – wtedy wytwarzamy w sobie identyczne jak dotąd stany psychiczne i emocjonalne. Te stany z kolei sprawiają, że działamy ciągle tak samo, toniemy w nawykowych zachowaniach.

Co może być skutecznym sposobem zmiany?
Tworzenie nowych, zdrowych nawyków. Choćbyśmy sobie w kółko powtarzali: „Niechby się wreszcie coś zmieniło”, nic się nie zmienia, ponieważ ciągle produkujemy tę samą chemię w mózgu i w ciele, która podtrzymuje znany nam stan. Czasem zdarza się coś wstrząsającego, nierzadko dramatycznego, co wybija z rytmu życia i wymusza zmianę. Nie warto jednak na to czekać.

W jaki sposób mężczyzna może zacząć tworzyć nowe, zdrowe nawyki?
Od zrobienia czegoś inaczej – poeksperymentowania, choćby na początku z ciekawości i dla zabawy. Na przykład zamiast porannej kawy pijemy herbatę albo sok owocowy. Zamiast przeglądania codziennej prasy idziemy na spacer, słuchamy muzyki. Dostarczamy sobie pozytywnych bodźców. Na naszą neurobiologię wspaniale działa na przykład kontakt z pięknem, ze sztuką. Wiele dzieł sztuki, obrazów, na które być może nie byłoby nas stać, możemy obejrzeć w Internecie. Chodzenie nago po mieszkaniu i wykonywanie zwykłych czynności, takich jak gotowanie czy sprzątanie, może generować zmianę w neurobiologii, ponieważ przełamuje rutynę. Po prostu od czasu do czasu zróbmy coś innego niż do tej pory. Jeśli lubimy samotność, zaprośmy do siebie znajomych. Jeśli dużo imprezujemy, pobądźmy w samotności. Przełamując stereotypowe zachowania, przebudowujemy sieci neurologiczne w mózgu. My, mężczyźni, lubimy spektakularne zmiany. Tymczasem wielką różnicę czynią małe, codzienne wybory, zmiana nawyków, wspierające interpretacje tego, co się dzieje. Jest jeszcze jeden aspekt naszego tematu: mężczyznom trudno docenić to, czym w istocie gardzą.

„Mam się cieszyć tym przegranym życiem?”.
To, oczywiście, trudne do przyjęcia. Dlatego dobrze zacząć od obserwowania uczucia pogardy – do kraju, warunków, obowiązków. Gdy zaczynamy przyglądać się, czym pogarda jest, z czego wynika, do czego prowadzi, czym owocuje, być może uznamy, że nie chcemy już tego doświadczać. Że to od nas zależy, jak przeżywamy życie. Że w naszej mocy jest odzyskać władzę nad sobą, ten męski raj.