1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jestem brzydka i gruba! Jak pomóc nastolatce zaakceptować jej wygląd

Jestem brzydka i gruba! Jak pomóc nastolatce zaakceptować jej wygląd

 Przy problemach z samoakceptacją natolatki, ważne jest zwrócenie uwagi na to, co czyta oraz uświadomienie ile wydajecie na kosmetyki upiększające. (Ilustracja: iStock/Cofeee)
Przy problemach z samoakceptacją natolatki, ważne jest zwrócenie uwagi na to, co czyta oraz uświadomienie ile wydajecie na kosmetyki upiększające. (Ilustracja: iStock/Cofeee)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Mamo, jestem gruba! Jak zareagować, po usłyszeniu takiego wyznania. Zaprzeczyć i powiedzieć dziecku komplement? Czy w ogóle nie skupiać uwagi na jego wyglądzie? Dzisiejsze nastolatki  nie wiedzą, co myśleć o swoim ciele. Pedagożka Ewa Nowak wskazuje, jak wielka odpowiedzialność w tej kwestii spoczywa na rodzicach. 

Mamo, jestem gruba! Mamo, czy jestem brzydka? Jak zareagować, po usłyszeniu takiego wyznania. Zaprzeczyć i powiedzieć dziecku komplement? Czy w ogóle nie skupiać uwagi na jego wyglądzie? Dzisiejsze nastolatki nie wiedzą, co myśleć o swoim ciele. Pedagożka Ewa Nowak wskazuje, jak wielka odpowiedzialność w tej kwestii spoczywa na rodzicach - by pokazać swojej córce, jak być piękną nastolatką, która jest pewna zarówno swojej urody, jak i umiejętności, znacząco przewyższających konieczność ładnego wyglądu . 

Sari Shepphird, amerykańska psycholożka kliniczna, która pracuje ze swoimi pacjentkami nad poprawą poziomu ich samoakceptacji, mówi wprost o tym, że nasza kultura przyzwala na komentowanie wyglądu każdej kobiety, bez względu na wiek. W mediach społecznościowych użytkowniczki są oceniane przede wszystkim pod względem urody, najczęściej negatywnie, i same przejmują taki styl zachowania. Nic dziwnego, że nastolatki coraz gorzej radzą sobie w świecie nacisków na bycie przepiękną, przez co w głowie każdej z nich umacnia się przekonanie mówiące „jestem brzydka i gruba”.. 

Samoakceptacja - dlaczego Polki mają z nią problem?

Według badań przeprowadzonych przez Health Behaviour in School-aged Children i Światową Organizację Zdrowia na grupie 220 tys. nastolatków z 42 krajów polskie dziewczęta są najbardziej niezadowolone ze swojego wyglądu. Chcę sprawdzić, czy to prawda, więc poprosiłam znajomą polonistkę z liceum, żeby zapytała, czy któraś z jej uczennic chciałaby porozmawiać ze mną na temat: „Dziewczyna jest warta tyle, co jej wygląd”. Odezwało się ponad 300 nastolatek i 18 nastolatków. Wielu z nich za bagażem traumatycznych doświadczeń związanych z wyglądem. 

Kształt mojej pupy - kogo to obchodzi 

Siedzące wokół mnie dziewczyny w większości mają grube czarne brwi, niewygodnie długie paznokcie, na które trzeba nieustannie uważać, i są za mocno umalowane. Czuję się przy nich mocno zaniedbana. Pytam, czy przejmują się tym, jaki kształt ma ich pupa. Podnosi się las rąk.

– Ja zacznę – zgłasza się Kostka, osiemnastolatka. – Miałam złamaną nogę i w ramach rehabilitacji poszłam na basen. Ratowniczka podała mi rękę, oblukała mnie i smutno pokiwała głową. „Myślę, że do lata damy radę zrzucić osiem kilogramów”. Kiedy powiedziałam o tym w domu, mama się nie zdziwiła. „O co ci chodzi? Przecież podczas choroby pupa strasznie ci się rozlała”. Wcześniej nigdy nie myślałam o kształcie swojej pupy, teraz cały czas ją oglądam.

– Jestem po podobnych przejściach, tylko że z mamą i babcią. Byłyśmy we trzy na lodach – wtóruje jej Martyna. Planuje zostać architektem gier komputerowych. – Weszły trzy dziewczyny jakoś tak w moim wieku. Wszystkie były w dżeginsach, bo w czym miały być? Roześmiane, wyraźnie się lubiły. Moja rodzinka od razu zaczęła je szeptem obgadywać: „Czy one siebie nie widzą? Nie mają lustra? Po co opinać takie grube uda?”. I jak ja mogę się nie przejmować tym, jak wyglądam? 

Dorosłe kobiety – mamy, babcie, ciocie – często bardziej niż mężczyźni są strażniczkami tradycji pięknego wyglądu, bycia zadbaną i oczywiście szczupłą. Czy jestem brzydka? To pytanie wzbudza w każdym pokoleniu kobiet najwięcej wątpliwości. Niemniej ojcowie mają w dramacie nastolatek również swój udział. Jeśli ojciec krytykuje wygląd innych kobiet, utrwala w córce przekonanie, że wyglądem mają zadowolić mężczyznę, bo temu on służy. 

– Mój brat – mówi Hela, 16 lat – poznał w szpitalu wesołą, mądrą, fajną dziewczynę. Nie była otyła, po prostu nie była chuda. Kiedy nasz tata ją zobaczył, powiedział: „Bartuś, naprawdę nie stać cię na nic lepszego?”. Do tego pełna pogardy i niesmaku mina. Ale mnie zapienił! 

Konkurs piękności - dla dziewczynek i chłopaków  

Doktor Renee Engeln w ksiażce „Obsesja piękna” pisze o zjawisku normatywnego niezadowolenia. Dramat naszej cywilizacji polega na tym, że uznaliśmy niezadowolenie dziewcząt ze swojego ciała za normalne. Dotyczy to przede wszystkim figury i twarzy. Obsesja bycia atrakcyjnym, chęć wyparcia z głowy myśli „jestem brzydka” nie atakują jednakowo. Dziewczynki są znacznie mocniej narażone na toksyczny przekaz kulturowy. Autorka powołuje się na dane: 34 proc. pięcioletnich dziewczynek już zaczęło myśleć o idealnym wyglądzie, 40 proc. dziewczynek w wieku 5–9 lat pragnie wyglądać szczuplej! Trudno się temu dziwić, gdy słyszą, że uroda to najważniejszy atut dziewczynki, a na konkursy piękności mamy same zapisują swoje córki. 

Ale i chłopcy nie są wolni od pokusy czynienia ciała perfekcyjnym – wśród nich również zbyt często pada stwierdzenie „jestem brzydki”. Z badań Magdaleny Gajtkowskiej  z UAM w Poznaniu pt. „Obraz własnego ciała współczesnej młodzieży a kultura popularna” wynika, że dla dorastających chłopców najważniejsze jest przede wszystkim zgubienie zbędnych kilogramów (około 46 proc.), zwiększenie muskulatury ciała (około 15 proc.), a także zmiana określonych elementów urody (około 44 proc.). Nic więc dziwnego, że rozmowy, których celem jest zawstydzanie i utrwalanie dezaprobaty w stosunku do własnego ciała, czyli tzw. body shaming, są wśród nastolatków normą. Każda osoba w mojej grupie nastolatków ma przynajmniej jedno takie doświadczenie za sobą, a dla wielu to codzienność. 

Dysmorfofobia, czyli zbytnie zaabsorbowanie niewielkimi defektami swojego wyglądu, wywołuje nieustanne silne napięcie emocjonalne, cierpienie psychiczne oraz ograniczenie funkcjonowania społecznego. U nastolatków może to przybrać formę zamknięcia w pokoju, uzależnienia od gier, arogancji mającej na celu odepchnięcie od siebie ludzi, zwłaszcza rówieśników. Szacuje się, że na dysmorfofobię choruje 1 proc. populacji. Młody człowiek potrzebuje nieustannego wsparcia, żeby nie dotknęło go to ciężkie w leczeniu schorzenie. Kiedy pytam, czy jest ktoś, kto lubi swoje ciało, nie zgłasza się nawet żaden z chłopców...

Każde ciało jest super

Już po spotkaniu na szczęście wpadła mi w ręce książka „Ciało śmiało – przewodnik po dojrzewaniu” autorstwa edukatorki seksualnej Sonyi Rene Taylor. Wspaniały poradnik dla nastolatek, niekodujący w podświadomości dziewczynek, że muszą być chude. Ba, przecież nawet nie muszą być piękne! 

„Na świecie jest wiele pięknych rzeczy: kwiaty, ocean, fioletowozłoty zachód słońca. Ale jeśli chodzi o dziewczynki, istnieje mnóstwo innych słów, które pozwalają opisać je lepiej, niż określenia koncentrujące się wyłącznie na wyglądzie. Na przykład: mądra, zabawna, dobra, koleżeńska, pracowita, mistrzyni w przygotowywaniu kanapek z masłem orzechowym” – czytam w książce Taylor. Są w niej nie tylko kolorowe ilustracje, na których dziewczynki wyglądają… normalnie, ale i wiele afirmatywnych haseł, takich jak: „każde ciało jest super” albo „twoje tempo to dobre tempo”. A zwłaszcza: „nie jesteś sama”. Bo zostawienie nastolatki samej z jej kompleksami to najgorsza rzecz, jaką można jej zrobić!

A wy, kochani rodzice, kiedy ostatnio rozmawialiście ze swoją córką o tym, jakie jest miejsce wyglądu w jej życiu? I o tym jak być piękną nastolatką, która jednocześnie nie stawia swojej urody na podium hierarchii wartości?

Przy problemach z samoakceptacją natolatki, ważne jest zwrócenie uwagi na to, co czyta oraz uświadomienie ile wydajecie na kosmetyki upiększające. (Ilustracja: iStock/Cofeee) Przy problemach z samoakceptacją natolatki, ważne jest zwrócenie uwagi na to, co czyta oraz uświadomienie ile wydajecie na kosmetyki upiększające. (Ilustracja: iStock/Cofeee)

Jak uniknąć pułapek w rozmowie o wyglądzie z nastolatkiem, z którego ust pada stwierdzenie „jestem brzydki”, pytamy psycholożkę i psychoterapeutkę Magdalenę Mastalerz 

Dziewczynkom należy mówić komplementy dotyczące ich wyglądu? Jak reagować na takie pytania jak to „czy jestem brzydka”? Czasem uwagi na temat wyglądu mogą być odebrane jako atak, zwłaszcza gdy rodzice chwalą córki tylko w momentach, gdy te są wyszykowane do wyjścia, bo to brzmi, jakby na co dzień córka była nieatrakcyjna. Zresztą nastolatki w ogóle nie lubią, gdy się o nich cokolwiek mówi, więc na temat wyglądu najlepiej jest wypowiadać się tylko wtedy, gdy dziecko zapyta.

Czyje wypowiedzi na temat urody mają większą moc? Taty czy mamy? To zależy od okresu rozwoju. W pierwszych latach mimika twarzy mamy jest najważniejsza, bo wtedy działają neurony lustrzane. Małe dziecko powinno widzieć zachwyt w oczach swojej matki – to mu daje wiarę w siebie. Opinie taty są także szalenie istotne, ale zwłaszcza wtedy gdy dziewczynka dorasta.

A co ma zrobić rodzic, którego córka nabrała niebezpiecznej dla zdrowia wagi? Jak z nią o tym rozmawiać? Skuteczna i nieinwazyjna metoda, którą ja stosuję, to ostentacyjnie wprowadzić w domu zdrowy tryb życia, odżywiania się i rekreacji. Zdrowie na pierwszym planie. Nastolatka na pewno zrozumie przekaz, ale nie poczuje się atakowana.

A jeśli dziewczynka narzeka na swój wygląd? „Mam grube uda, jestem brzydka, mam okropne włosy”? Jak jej pomóc? Najlepiej zapytać: „Z kim się porównujesz?” i o tym na spokojnie pogadać. I w żadnym wypadku nie mówić: „czym ty się w ogóle przejmujesz?”, bo to bagatelizowanie jej problemu.

Pomóż dziecku zaakceptować wygląd i naucz tego, jak być piękną nastolatką czy pięknym nastolatkiem, którzy znają swoją wartość – wypróbuj poniższe wskazówki:

  • Pilnuj siebie. Nie deprecjonuj swojego ciała ani ciał innych ludzi. Nie bierz nigdy udziału w body shamingu, a gdy słyszysz, że robi to twoje dziecko, stwierdzając np. „jestem brzydka i gruba”, wkraczaj i tłumacz, że wyrządza sobie w ten sposób krzywdę.
  • Zawsze podkreślaj, że ruch ma na celu wyzwolenie endorfin, radości, uzdrowienie ciała, a nie służy wyłącznie poprawie wyglądu.
  • Gdy twój nastolatek mówi, że nienawidzi swojego ciała, nie lekceważ tego. Ona/on jest ofiarą obsesji piękna i potrzebuje długofalowej pomocy.
  • Podczas zakupów z nastolatkiem pytaj: „Czy jest ci w tym wygodnie?”. Każ mu najpierw  poczuć, a dopiero potem przejrzeć się w lustrze.
  • Nie eksponuj w domu zdjęć nastoletniej córki w balowej sukience. To komunikat, że kochasz jej wystrojoną wersję. Lepiej  stawiaj zdjęcia z wakacji, w zwykłej bluzce, swobodne.
  • Kupuj książki, które propagują najczęściej występujące proporcje ciała. Jeśli masz w domu małą dziewczynkę, która ma Barbie, niech podczas zabawy lalka będzie aktywna, fajna, dzielna, a nie tylko szykuje się na bal.
  • Kupuj dzieciom pisma, w których uroda jest tematem poruszanym wyłącznie przy okazji
  • Mów, że wygląd nie jest na pierwszym miejscu listy twoich życiowych priorytetów. Chcesz być zdrowa i szczęśliwa, nie masz zamiaru katować się niczym – tylko po to, żeby swoim wyglądem zadowolić właściwie nie wiadomo kogo. 
  • Poruszaj temat reklam, filmów, modelingu. Niech będzie obecny w waszych rozmowach.
  • Postaraj się mówić dziewczynkom wzmacniające komunikaty, ale takie, które nie dotyczą wyłącznie ich urody.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Mamo, jestem brzydka

Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jak w głowie dziewczynki powstaje obraz własnego ciała? Czemu tak często jest negatywny? O tym, jaki wpływ na to mają matki – z dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska. 

"Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki? Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

Jak to się dokładnie odbywa? Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki? Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia.

A kiedy dziewczynka ma już kilka lat, znaczenia nabierają słowa, zwłaszcza mamy… Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. Łatwo sobie wyobrazić, jak będzie myśleć o sobie córka matki, która wiecznie się odchudza. Takiej, która wciąż narzeka na swój wygląd, nigdy nie ma się w co ubrać i za każdym razem, kiedy staje przed szafą, dochodzi niemal do katastrofy.

Przekazami, które mogą utrudniać dziewczynce akceptację jej ciała, są też te negujące kobiecość np.: „kobiety mają ciężko”, „zobaczysz, urodzisz dziecko, to też przytyjesz”. Często wypowiadają je mamy, które podświadomie są niezadowolone z tego, że urodziły córkę. Mogą postrzegać ją jako rywalkę. Zachowują się więc jak macocha z bajki, która chce usunąć Królewnę Śnieżkę, żeby pozostać najpiękniejszą. To wcale nie taka rzadka sytuacja, kiedy matka nie radzi sobie z tym, że córka dorasta, i próbuje nieświadomie zniszczyć w niej kobiecość. Z zazdrości o jej młodość i szanse, jakie ma przed sobą. Oczywiście na kształtowanie się prawidłowego obrazu ciała źle wpływają też negatywne uwagi na temat wyglądu, jak np.: „z takim kołtunem na głowie nie wyjdziesz”, „fatalnie wyglądasz w tych spodniach”, „jesteś za gruba – mówię to dla twojego dobra”.

Na forach internetowych znalazłam sporo wypowiedzi mam, które pisały, że ich córki są „grubasami” i „nie mogą przestać się obżerać”. Jeśli nie stwierdzono, że przyczyną otyłości czy nadwagi dziecka (te dwa stany należy różnicować) jest jakaś choroba, a tylko, jak określa to mama, fakt, że jej dziecko „się obżera”, to ja pytam: dlaczego to dziecko musi się obżerać? Dlaczego poprzez jedzenie musi regulować swoje napięcie? W psychologii klinicznej otyłość prosta jest często wiązana nie tylko ze złymi nawykami żywieniowymi i brakiem ruchu, ale także z zaburzeniami więzi. Zamiast koncentrować się na technikach odchudzania, zajęłabym się poszukiwaniem rzeczywistych przyczyn takiej otyłości. Zwłaszcza gdy mama używa określeń, jakie pani zacytowała. Jeśli ona jest wściekła, że ma „grubego, brzydkiego bachora”, to nawet gdy nie powie tego dziecku, ono to wyczuje i tak właśnie będzie o sobie myśleć.

Skąd u matki biorą się takie odczucia? Prawdopodobnie z jej osobistych doświadczeń. Być może w dzieciństwie wstydziła się otyłej mamy albo sama cierpi z powodu nadwagi – szczególnie gdy słyszy krzywdzące komentarze od partnera. Z moich doświadczeń terapeutycznych wynika, że zatrważająco często mężczyźni mówią do swoich kobiet „gruba babo” lub „znów się nażarłaś”. Nic dziwnego, że później widok córki z nadwagą budzi w tych kobietach lęk, niechęć i wstyd, że są złymi mamami, skoro do tego dopuściły.

Na kształtowanie się obrazu ciała ogromny wpływ mają też rówieśnicy. Ostatnio słyszałam o czterolatce, która chciała się odchudzać, bo usłyszała w przedszkolu, że ma duży brzuszek. Podobała mi się reakcja jej taty. Nazwał to wszystko grandą, a potem pokazał córce w gazetach i książkach jej rówieśniczki. Wytłumaczył, że w tym wieku wszystkie dzieci mają podobne brzuszki. To wystarczyło. Tata zadziałał jak tarcza.

Rodzice muszą pełnić funkcję korektywną wobec informacji z zewnątrz. Także tych płynących z mediów. Przecież już małe dziewczynki starają się dopasować do lansowanego wzorca piękna. Chcą wyglądać jak Barbie, a to przecież niemożliwe. Ta lalka ma proporcje, które w naturze nie występują! Proszę zobaczyć, jak trudno w takiej sytuacji być zadowoloną ze swego wyglądu. Czasem zdarza się wręcz, że mała dziewczynka obejrzy konkurs piękności dla małych dzieci, oceni, że nie miałaby w nim szans i stwierdzi: „jestem brzydka”. Przy okazji chciałabym stanowczo odradzić wysyłanie małych dziewczynek na konkursy piękności. One nie rozumieją tego, co się dzieje i bardzo przeżywają porażkę. Czują, że sprawiły zawód mamie i tacie, i cierpią.

A jeśli dziewczynka mówi: „jestem brzydka” i to nie ma nic wspólnego z konkursem piękności?! Trzeba dowiedzieć się, dlaczego uważa się za brzydką. Można poprosić, żeby siebie narysowała. Potem razem obejrzeć rysunek i porozmawiać o poszczególnych częściach jej ciała. Zapytać, co konkretnie i dlaczego jej się nie podoba. Odpowiedzi mogą być naprawdę zaskakujące. Może na przykład nie podoba jej się fakt, że rosną jej piersi. To z kolei jest spowodowane lękiem przed dorosłością, którego dziecko sobie po prostu nie uświadamia.

My jednak możemy się domyśleć, że ta postawa wynika np. z matczynej dezaprobaty dla własnej kobiecości i swojego życia. Bez względu na przyczyny, warto częściej powtarzać córce, że dla nas jest najpiękniejsza. Ale takie słowa muszą wypływać z potrzeby chwili i być wypowiadane z miłością.

A starsze dziewczynki? Mam wrażenie, że „zadowolona ze swego wyglądu nastolatka” to oksymoron. Trochę tak. Ale pamiętajmy, że z okresem dojrzewania wiąże się też wiele dobrego, jest uważany za drugą rozwojową szansę. W tym czasie wszystko się przebudowuje, kształtuje się osobowość, zmienia sposób widzenia świata. Mama może wtedy stanowić ważne wsparcie w rozwoju „ja” seksualnego. Jeśli we wcześniejszym okresie były jakieś problemy w relacji mama – córka, to teraz można je naprawić.

Dorastające córki ze swoimi matkami najczęściej się kłócą. Może lepiej powstrzymać się od wszelkich uwag dotyczących wyglądu nastolatki? To zależy, czego dotyczą i w jaki sposób będą wypowiedziane. Warto zachować delikatność, ale nie milczenie. Wczesną wiosną widziałam w metrze dziewczynkę w okresie dorastania, która była bardzo lekko ubrana. Dekolt jej bluzki był tak duży, że niemal wychodził z niego biust. Jej strój nie pasował ani do miejsca, ani do temperatury. W moim odczuciu ta dziewczynka była całkowicie niezaopiekowana. Zabrakło kogoś, kto by z nią porozmawiał, zanim wyszła z domu. Mama w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie córki musi czasem pozwolić sobie na pewne uwagi. Nie tyle krytykować i zabraniać, ile mówić o ewentualnych konsekwencjach.

Czasem wydaje nam się, że córka ubrała się po prostu brzydko. Zasada jest prosta: małe dzieci się ubiera, starszym daje ubrania do wyboru, a strój nastolatka się toleruje. Styl ubierania tego ostatniego jest częścią poszukiwań własnej tożsamości, sposobu wyrażania siebie. Warto powstrzymać się od komentarzy: „znów na czarno, nałóż wreszcie coś kolorowego”. Nie ma nic gorszego niż matka, która ma w głowie idealny obraz nastolatki. Tego, jak powinna wyglądać, ubierać się i zachowywać. I która do takiego wyimaginowanego obrazu stara się dopasować swoją córkę.

A jeśli rodzice od zawsze powtarzają, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. To źle? Skąd. Dziewczynka powinna żyć w przekonaniu, że dla swoich rodziców jest najpiękniejsza na świecie, że jest ich królewną. Trzeba więc prawić jej komplementy, prawdziwe. Koncentrować się na tym, co ma dobrego, ładnego... Ona nie może żyć w iluzji, bo kiedyś ktoś powie jej prawdę i zupełnie nie będzie umiała sobie z tym poradzić. Trzeba pokazać jej, że ma np. piękną buzię i trochę mniej zgrabne nogi. Powiedzieć prawdę.

Jeśli uwagi matki wynikają z jakichś nie do końca uświadomionych uczuć – lęku, zazdrości czy złości – to wtedy bolą. Ale jeśli kieruje się dobrymi intencjami i troską o córkę i jej wygląd, to zwykle bez problemu potrafi sformułować zdania, które nie ranią. Niedobrze mówić np.: „masz brzydką cerę”. Lepiej powiedzieć: „coś ci się zrobiło na buzi, chodź pójdziemy z tym do kosmetyczki”. I iść!

Dr hab. Katarzyna Schier psycholożka, psychoterapeutka. Podstawowe obszary jej zainteresowań naukowych: relacja psychika – ciało, czyli problematyka rozwoju i zaburzeń Ja cielesnego oraz geneza i leczenie zaburzeń psychosomatycznych; ukryte formy przemocy w rodzinie (odwracanie ról czyli parentyfikacja); mechanizmy rządzące psychoterapią. 

  1. Psychologia

„Nie muszę być pierwsza, by czuć się ważna” – skąd czerpać zdrowe poczucie wartości?

Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek (fot. iStock)
Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Do poczucia własnej wartości pomaga dotrzeć głęboka świadomość, że każdy z nas jest niepowtarzalny, jeden jedyny we wszechświecie – mówi trenerka i doradczyni rozwoju osobistego Barbara Wójcik.

Jaka jest pani definicja zdrowego poczucia własnej wartości? To szczególny stosunek do siebie samego o podłożu emocjonalnym, na który składają się dwie jakości: poczucie godności i wysoka samoocena. Doświadczam szacunku do siebie jako osoby i uznaję swoje prawo do istnienia, a na tym fundamencie buduję drugi składnik – wysoką samoocenę. Pierwotne jest jednak poczucie, że jako istota ludzka jestem ważna tak jak każdy inny człowiek. Bo jeśli wiem, że mieszka we mnie cząstka, nazwę ją duchową, taka jak w każdym człowieku, to mogę dobrze się czuć, choćbym niczego nie dokonała. Mogę z szacunkiem patrzeć na innych niezależnie od tego, co robią, czy ich zachowanie jest godne uznania. Nowoczesne społeczeństwa wyrażają ten szacunek w swoim prawodawstwie – każdy z nas ma te same prawa!

Na tym poziomie wszyscy jesteśmy równi. Otóż to. I jeżeli mieliśmy szczęście wychowywać się w środowisku, w którym szanuje się życie, to nie mamy kłopotu z poczuciem własnej wartości: fundamentalna godność jest tożsama z darem życia.

Ale mamy kłopot. Czy nie dlatego, że wychowanie i edukacja oparte są na porównywaniu?   Porównywanie osób sugeruje, że ktoś jest mniej, a ktoś więcej wart. Oczywiście różniąc się pod każdym względem, zajmujemy różne pozycje w hierarchiach zawodowych i społecznych. Jeśli mam poczucie godności, niskie miejsce w rankingu nie robi mi żadnej szkody, bo nie muszę być pierwsza, żeby wiedzieć, że jestem coś warta. Fundament mam taki sam jak wszyscy, ale to, co na nim buduję, zależy od moich zasobów. Właściwa edukacja to umacnianie w dzieciach poczucia godności i pomoc w rozpoznawaniu ich indywidualnych zasobów.

Nasze poczucie wartości nadszarpuje także wieczne ocenianie. Poczucie prawdziwej wartości mam wtedy, gdy niezależnie od ocen płynących z zewnątrz czuję się ważna jako człowiek. Cały rozwój osobisty opiera się na tym, co mam, a nie na tym, czego nie mam. Dlatego tak niesłychanie ważne jest rozpoznawanie swoich mocnych stron. Jeśli na rynku wymiany umiejętności zdecyduję się wystawić swoje, to one zawsze będą podlegać ocenie. Każdy może ocenić mnie jako trenerkę, lecz nie jako człowieka!

Jak odkryć głębokie poczucie własnej wartości? Jeżeli staramy się siebie samych zrozumieć, to prędzej czy później mamy szansę zobaczyć, że poczucie naszej wartości nie jest zależne od innych ani od tego, w jakich warunkach dorastaliśmy. Na trudne przeżycia można spojrzeć w nowy sposób. Dotarciu do samego siebie służy poszerzanie samoświadomości, a także praca terapeutyczna. Jako dzieci byliśmy bezradni, teraz możemy sobie poradzić, korzystając z zasobów, które mamy jako dorośli.

Co nam jednak w tym przeszkadza? Przyjmowanie roli ofiary? Nie można zaprzeczać, że krzywdy istnieją. Natomiast warto się z nimi zmierzyć. Można wtedy odkryć, że nie musimy żyć w poczuciu krzywdy. Bez zaakceptowania siebie taką, jaka jestem, się nie obejdzie. Nie zmienię tego, że pewnych cech nie mam. Natomiast może mi się wydawać, że brakuje mi czegoś, co tak naprawdę mam. Urealnione patrzenie na siebie naprawdę jest uzdrawiające. Dotrzeć do poczucia własnej wartości pomaga głęboka świadomość, że każdy z nas jest niepowtarzalny, jedyny we wszechświecie.

Ale na samoocenę trzeba pracować? Owszem, pracować w tym sensie, żeby rozwijać to, co się ma. Moja samoocena wzrasta, bo widzę, że sobie radzę, że potrafię robić coś coraz lepiej. Jeżeli mam oparcie w sobie, to żadna strata czy porażka nie wyrządzą mi szkody.

My szukamy potwierdzenia własnej wartości raczej na zewnątrz. Zawsze będziemy chętnie słuchać o sobie dobrych rzeczy i smakować sukcesy, bo potwierdzają wysoką samoocenę. Czemu mielibyśmy się z tego nie cieszyć? Jednak jeżeli swoje poczucie wartości budujemy wyłącznie na tym – jest ono chwiejne. Umacnia je jedynie fundament własnej godności. Samoocena, owszem, ewoluuje, bo jedne zadania idą nam świetnie, a z innymi nie dajemy sobie rady. Coś mi nie wyszło, ale nie robię z tego powodu tragedii. Wycofuję się na jakiś czas, by potem wrócić lepiej przygotowana, lub szukam innej drogi.

Co zrobić, żeby nasze dzieci miały poczucie własnej wartości? Po pierwsze, zbadać, czy sami je mamy, bo tylko dorosły, który czuje się ważny jako człowiek, może to przekazać swojemu dziecku. Po drugie, cenić dziecko za to, że jest, a nie za to, jakie jest. Ważne jest przy tym poszanowanie jego uczuć i myśli.

Akcentuje pani mocno poczucie godności. Dlaczego? Poczucie godności to jest taki rdzeń, który stanowi o naszym człowieczeństwie. Jeżeli uznamy go w sobie, to uznamy także w kimś i już tego rdzenia nie naruszymy. Jeżeli natomiast zabraknie nam tego fundamentu, zabraknie też zdrowej bazy do budowania wysokiej samooceny. Wtedy nasze poczucie własnej wartości będzie zależeć np. od tego, co osiągniemy. Tymczasem nie da się go zbudować poprzez zmianę zawodów, mężów, domów, gromadzenie dóbr. Bert Hellinger, niemiecki terapeuta i twórca słynnych już rodzinnych ustawień, odkrył, co musimy zrobić, abyśmy poczuli się ze sobą pogodzeni. Otóż jest to możliwe wtedy, gdy przestaniemy mieć pretensje do rodziców, a więc przyjmiemy ich takimi, jacy są. A co to tak naprawdę znaczy? Że przyjmiemy dar życia bez zastrzeżeń.

A jeśli rodzice wyrządzili nam krzywdę? Może pomóc myślenie: życie kosztowało mnie więcej, miało wyższą cenę. Ale któż by się targował o życie. Przyjmuję je więc ze wszystkimi warunkami. To podstawa. Trzeba przyjąć do serca także członków naszego systemu rodzinnego: dziadków, rodziców i ich rodzeństwo, własnych braci i siostry, także przyrodnie i zmarłe. Jeżeli uporządkujemy system rodzinny, to możemy z niego czerpać siłę. Rzeka życia wyrzuciła nas na brzeg przy pomocy rodziców i przodków i jeśli czujemy, że stoją za nami, to dopiero wtedy niczego nam nie brakuje, czujemy się pełni i znamy własną wartość.

  1. Psychologia

Wewnętrzna presja, odrzucenie, samokrytyka. Jak pokochać siebie?

Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą. (Fot. iStock)
Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Często stajemy się mistrzami samokrytyki, zapominając, że podobnie możemy ćwiczyć się w miłości i akceptacji. Jak to wygląda u ciebie? Czy twoja szklanka jest zazwyczaj do połowy pusta czy do połowy pełna?

Certyfikaty niepokoju

Ludzie są dobrzy z natury, ale większość dorosłych w to nie wierzy. Często czujemy się mniej lub bardziej niewłaściwi i niepewni siebie. Nauczyliśmy się, że jesteśmy w jakiś sposób niewystarczający. Trudno nam prawdziwie i bezwarunkowo pokochać oraz zaakceptować siebie. Samo sformułowanie „pokochać siebie” kojarzy się z popularnymi poradnikami, które dobrze się czyta, ale które na dłuższą metę niczego nie zmieniają w uczuciach do siebie samych. Przyzwyczailiśmy się, że na szacunek, uwagę, miłość musimy zasłużyć. W wielu przypadkach naprawdę ciężko na nie pracujemy. Wspinamy się na kolejne szczyty, nabywamy nowe umiejętności, zaczynamy kolejne studia, zdobywamy certyfikaty. Staramy stać się doskonalsi, lepsi, bogatsi, bardziej certyfikowani, bardziej godni podziwu, szacunku, uwagi. Inni niż jesteśmy teraz. Działamy pod wpływem jakiejś wewnętrznej presji i niepokoju. Często wydaje nam się, że gdy tylko osiągniemy to, co sobie zaplanowaliśmy, to w końcu osiągniemy spokój, będziemy mogli rozluźnić się, uznać, że w końcu zasłużyliśmy na…. no właśnie: na co? Finał starań zdaje się wcale nie nadchodzić. Po pierwszym certyfikacie przychodzi następny, a na kolejnych szczytach wcale nie znajdujemy tego, czego w głębi serca szukamy. Dlaczego wpadamy w błędne koło?

Historie „zawstydzeń”

Prawie każdy z nas ma swoją własną historię „zawstydzeń” i krytyki. Składają się na nią wszystkie sytuacje, w których czuliśmy się bezwartościowi, nieadekwatni, niekochani. Kiedy czuliśmy wstyd lub poczucie winy. Historię tę tworzą zdarzenia, w których coś, co robiliśmy, lub to, jacy byliśmy, spotykało się z czyimś (np. rodziców, nauczycieli, rówieśników) niezadowoleniem, krytyką, reakcją, przed którą nie potrafiliśmy obronić się w danym momencie i która wywoływała w nas uczucie wstydu, winy i tego, że jesteśmy niechciani tacy, jacy jesteśmy. Szkodliwe komunikaty to takie, które w uproszczeniu mówią nam: „Nie kocham cię takim, jakim jesteś”. Najczęściej nie dzieje się to wprost. Przykładowo mogliśmy słyszeć „taki duży chłopak, a płacze jak baba” lub „nasza Krysia jest dzieckiem zbyt wrażliwym”. Zdania te przekazują komunikat o tym, że nasza wrażliwość i uczucia to wada, coś złego. W konsekwencji możemy czuć wstyd i poczucie winy, kiedy płaczemy lub jesteśmy wrażliwi. Słyszymy też na przykład: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, zdanie, które mówi nam, że nie mamy prawa do bycia wysłuchanym, że nasz głos się nie liczy. Albo „Co z tobą jest nie tak? Popatrz, jak Krzysiu sobie świetnie radzi!”, komunikat, który mówi, że nie jesteśmy tacy, jak trzeba, choć nie wiadomo dlaczego, oraz zachęca nas do rywalizacji z Krzysiem w poszukiwaniu akceptacji i pochwały. Powtarzające się przez długi czas doświadczenia tego rodzaju mogą prowadzić do poczucia, że to, jacy jesteśmy, nie wystarcza do tego, aby być kochanym. Z czasem, kiedy dorośniemy, może zdarzyć się, że sami siebie zaczynamy traktować w podobny sposób, kwestionując swoje uczucia czy prawa i dopingując się do spełniania kolejnych standardów doskonałości. Często ciężko jest nam nawet dostrzec, że sami sobie to robimy.

Szklanka do połowy pełna

Dzieci i zwierzęta są, jakie są. Ich zwyczajność sprawia, że obserwuje się je przyjemnie i że są po prostu piękne w swojej naturalnej postaci. Dla nich szklanka zazwyczaj jest do połowy pełna. Wydaje się, że są to świetni nauczyciele tego, jak po prostu być i kochać bezwarunkowo. Z biegiem naszego życia szklanka robi się coraz bardziej „do połowy pusta”. Często ćwicząc nasz krytyczny zmysł, osiągamy prawdziwe mistrzostwo i możemy prawie stracić kontakt z naszym wewnętrznym głosem, który dba, docenia i ochrania. Tym, dzięki któremu mamy prawo być sobą, czuć, odmawiać, ponosić porażki, nie osiągać kolejnych sukcesów na pokaz.

Wszystkich, którzy zmagają się z problemem wewnętrznej presji i odrzucenia, samokrytyki, przymusu zasługiwania zachęcam do „siłowni dbania i doceniania” oraz do obserwacji, że szklanka tak naprawdę jest zarówno do połowy pusta, jak i do połowy pełna. W codziennym wirze zajęć łatwo jest o tym zapomnieć.

„Siłownia” dbania i doceniania

  • Pozwalaj sobie na to, aby doceniać siebie i innych (np. za każdym razem doceń choć jedną rzecz w tym, co krytykujesz lub czego nie lubisz − zrób to choćby w myślach).
  • Codziennie zadbaj o coś lub o kogoś (np. zrób komuś kawę, pozwól sobie na długą kąpiel, dbaj choćby o kwiatek i zauważaj, że to robisz).
  • Wybaczaj sobie to, o co się obwiniasz.
  • Zauważaj, jakie dobre intencje stoją za tym, co robisz. Obserwuj, jak to robią dzieci i zwierzęta.
Autorka jest psychoterapeutką, prowadzi praktykę psychoterapeutyczną w Gdańsku. 

  1. Zdrowie

Cellulit może świadczyć o problemach ze zdrowiem

W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. (Fot. iStock)
W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Większość kobiet boryka się z cellulitem – mniej lub bardziej zaawansowanym. I większość z nas widzi w nim wyłącznie defekt estetyczny. Tymczasem „skórka pomarańczowa” świadczy o problemach ze zdrowiem i wymaga leczenia.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. Ta ostatnia jest bowiem odpowiedzialna za odnawianie prawidłowej struktury komórek. Istnieje szansa zlikwidowania nawet zaawansowanych zmian. Najważniejsze jest utrzymywanie prawidłowego ukrwienia skóry i tkanki podskórnej (także u osób z wyraźną nadwagą), bo dzięki temu produkty przemiany materii i toksyny będą skuteczniej usuwane. Zmniejszy się więc ryzyko gromadzenia złogów zawierających przerośnięte komórki tłuszczowe, które uszkadzają strukturę skóry. Ten cel pomogą nam osiągnąć regularne masaże oraz automasaże, np. z użyciem rękawic sizalowych.

Najpierw smarujemy skórę balsamem lub oliwką, potem delikatnie napinamy mięśnie w danym obszarze (chodzi o to, by poruszyć jedynie tkankę tłuszczową, bo jeśli rozmasujemy i tłuszcz, i mięśnie, krążenie poprawi się przede wszystkim w lepiej unaczynionych mięśniach!). Masaż róbmy dość energicznie, ale unikajmy silnego ucisku.

Przy wszystkich zabiegach nie wolno zapomnieć o właściwym odżywianiu. Polecam dietę strukturalną, w której produktach w skondensowanych dawkach znajdziemy witaminy, minerały i przeciwutleniacze potrzebne tkance łącznej do odbudowy skóry. Skuteczność leczenia wzrasta wraz ze spadkiem masy ciała. Przestrzegam jednak przed zbyt gwałtownym chudnięciem, a zwłaszcza efektem jo jo, ponieważ po kolejnych rozrostach tkanki tłuszczowej zwalczanie cellulitu staje się coraz trudniejsze.

Przed nocą zdążymy…

Podczas leczenia oraz profilaktycznie warto codziennie wypijać koktajl (element diety strukturalnej), zastępując nim ostatni posiłek. Przygotowujmy go bezpośrednio przed spożyciem, miksując mleko sojowe (200 ml), wiśnie (100 g), zarodki pszenne (2 łyżeczki), melasę trzcinową (łyżeczka) oraz ziele skrzypu (1/2 łyżeczki).

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Cellulit tworzy się w miejscach najmniej „aktywnych”, a więc na udach, pośladkach, piersiach, przedramionach. Wyróżniamy cztery stopnie jego zaawansowania. O I mówimy, gdy skóra na oko wydaje się gładka i jędrna, ale po ściśnięciu jej dwoma palcami pojawia się delikatna „pomarańczowa skórka”, o II – kiedy stale widać na niej niewielkie zagłębienia, III stopień poznamy po głębszych górkach i dołkach, a IV oznacza już bardzo poważne zmiany. Wiele pań popełnia błąd, myśląc, że cellulit nie jest problemem zdrowotnym, tylko kosmetycznym. Tymczasem zewnętrzne objawy świadczą o zaburzeniach krążenia krwi i limfy oraz gospodarki kwasowo lipidowej. Dodam też, że tylko cellulit I i II stopnia można próbować likwidować bez pomocy lekarza.

Niemniej jednak w każdym przypadku warto zastosować się do kilku zaleceń. Podstawą jest spożywanie (4–5 razy dziennie) lekkostrawnych, najlepiej gotowanych posiłków zawierających witaminy C, E, te z grupy B, a także magnez, żelazo, potas, miedź oraz nienasycone tłuszcze roślinne. Taka dieta działa energetyzująco, a przy tym oczyszcza organizm z toksyn. Do tego konieczna jest codzienna dawka ćwiczeń. Doskonałe efekty daje pływanie (nie polecam go jedynie osobom szczupłym, bo dla nich może wiązać się ze zbyt dużą utratą energii).

Ponieważ cellulit to tkanka „zimna”, dlatego by się jej pozbyć, trzeba ją rozgrzewać. Najlepsze będą masaże bańkami chińskimi oraz manualne. Również w domu warto masować zmienione miejsca, a im częściej będziemy to robić, tym lepiej. Mocno ugniatajmy ciało, podszczypujmy je, oklepujmy (dłonią tworzącą daszek) tak, by słychać było charakterystyczny dźwięk.

Uwaga! Pamiętajmy, by po zlikwidowaniu cellulitu koniecznie obserwować swoje samopoczucie i pozostawać pod opieką lekarza. Często bowiem toksyny i inne substancje uwolnione z tej tkanki przyczyniają się do chorób serca i nerek.

Cudowna kąpiel

Poddawajmy się jej dwa razy w tygodniu. Do wanny z ciepłą wodą wlewamy po 5 kropli olejku cyprysowego i jałowcowego oraz oleju sezamowego. Kąpiel powinna trwać maksimum kwadrans. Poprawia krążenie krwi i limfy, działa odprężająco, udrażnia kanały energetyczne i eliminuje toksyny. Po wyjściu z wody należy się opłukać, wytrzeć, a potem wymasować dotknięte cellulitem miejsca, zaczynając od nóg i posuwając się w kierunku serca.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda wyodrębnia „ciężki” typ tkanki tłuszczowej i nazywa ją vasa. Kiedy vasa wchodzi w reakcję z ama (toksyczną substancją powstałą na skutek niepełnego trawienia), powstaje cellulit, czyli lepka materia lokująca się w komórkach tłuszczowych. Warto wiedzieć, że im dłużej zalega ona w komórkach, tym trudniej ją usunąć.

Ponieważ za powstawanie tkanki tłuszczowej odpowiada dosza (energia) kapha, tendencję do cellulitu mają osoby, u których występuje ona w nadmiarze. Ostatnio jednak coraz częściej zauważa się cellulit także u osób szczupłych. Ajurweda wyjaśnia to nadprodukcją ama, co jest konsekwencją nieodpowiedniej diety, złego trawienia, a także zanieczyszczonego środowiska. Kurację trzeba zacząć od obniżenia doszy kapha. Nie jadajmy posiłków „na zimno” i nie pijmy zimnych napojów. Zamiast tłustych, ciężkostrawnych potraw zalecałbym gorące, dobrze przyprawione dania wegetariańskie. Należy też wzmocnić ogień trawienny. Do potraw (z umiarem!) dodawajmy kozieradkę, kmin, czarny pieprz i imbir.

Doszę kapha normalizuje także aktywność fizyczna. Przede wszystkim polecam codzienną praktykę jogi. Ale dobrze nam też zrobi regularna kilkunastominutowa gimnastyka oraz spacery marszowym krokiem. Dodatkowo warto poddawać się miejscowym rozgrzewającym masażom (najlepiej na sucho; szczególnie dobrze działa ajurwedyjski masaż specjalną rękawicą z jedwabiu).

Wzniecić wewnętrzny ogień

Sięgnijmy po mieszankę (w równych proporcjach) zmielonych przypraw: pieprzu czarnego i kajeńskiego oraz imbiru. Zażywajmy po 1/2 łyżeczki proszku po obiedzie i kolacji. W ten sposób poprawimy trawienie i przyswajanie cennych składników oraz przyspieszymy usuwanie toksyn z tkanek. Kuracji można się poddawać nawet przez kilka miesięcy.

  1. Psychologia

Zdrowa pewność siebie - na czym polega?

Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Aby stać się świadomym siebie, dojrzałym człowiekiem, warto przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie. Brakuje ci wiary we własne siły? Pora na młodzieńczy bunt!

Wszyscy znamy te historie… Brawurowy kierowca przejeżdża przez tory tuż przed rozpędzonym pociągiem, zarozumiały kapitan pasażerskiego statku wykonuje ryzykowny manewr ogromnym kolosem, by popisać się swoimi umiejętnościami, i doprowadza do tragedii. Zbyt pewni siebie chcą zrobić wrażenie na innych, ale i na sobie. Po co, skoro są tacy wspaniali? Bo żeby uwierzyć w swoją moc, potrzebują poprzeć ją zachwytem w oczach innych.

Na drugim biegunie są osoby skrajnie nieśmiałe, które boją się powiedzieć zdanie w towarzystwie w obawie, że się zbłaźnią. Nie potrafią upomnieć się o wyższą ocenę, choć wiedzą, że im się należy, a potem latami czekają na awans w pracy. Niepewni siebie nie wierzą, że mogą się komuś spodobać, od swoich partnerów oczekują nieustannych potwierdzeń. Kosztem niskiej samooceny są też życiowe wybory prowadzące donikąd – praca, która nie cieszy, małżeństwo, które frustruje, chroniczne lęki, depresje, rezygnacja z marzeń.

Co jest pośrodku? Zdrowa pewność siebie. Na czym polega? W skrócie: na adekwatnym i stabilnym poczuciu własnej wartości. Na łatwości mówienia o sobie dobrze, ale też świadomości swoich wad i otwartości na krytykę. Na umiejętności rozdawania, ale i przyjmowania komplementów. Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. I o to chodzi!

Walizka na życie

Pewność siebie jest cechą bardzo pożądaną – pozwala żyć w psychicznym i fizycznym dobrostanie. Problem w tym, że na pewność większości z nas wpływ ma to, co powiedzą lub pomyślą o nas inni. Szukamy potwierdzeń w świecie zewnętrznym – niby to nic złego, bo miło być docenionym, pochwalonym. Ale dopóki pewność siebie nie będzie płynąć ze zdrowych przekonań na własny temat i wynikających z nich działań, dopóty samopoczucie, ścieżkę kariery czy dobór znajomych, a nawet partnerów, będziemy uzależniać od tego, czy inni są z nas zadowoleni, a nie my sami.

Skąd się to bierze? Jak większość naszych przekonań – z dzieciństwa. To, co mówi o nas i do nas najbliższe otoczenie: rodzice, wychowawcy, rówieśnicy – kształtuje myślenie o sobie i życiowe postawy. – Poznajemy świat poprzez to, jak nam zostaje przedstawiony – mówi psycholog i coach rodzicielski Ingrid Dahl-Głodowska. – A nawet więcej, poprzez to, jakie uczucia w nas wywołuje. Im silniejsza emocja – pozytywna lub negatywna – tym głębiej się utrwala komunikat. Dlatego bardzo ważne jest, czy dziecko jest wspierane, karane, czy nagradzane, czy ktoś się w ogóle nim interesuje. Ale też dobrze jest, gdy pozwala się mu w pewnych granicach eksperymentować, polegać na sobie, ponieważ nadmierna opiekuńczość i wyręczanie w najprostszych czynnościach może budzić brak pewności siebie („nie wiem, czy sobie poradzę, bo nigdy tego nie próbowałem”). Dobrze by było, by każde dziecko wchodziło w życie z przekonaniem, że jest wartościowe takie, jakie jest. Niestety, nie jest to norma. Drugim ważnym okresem, w którym kształtują się przekonania i pewność siebie, jest czas dojrzewania i związana z tym burza hormonalna. Dorastając, musimy zaprzeczyć wszelkim autorytetom, przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie, zbudować się jako samodzielnie myślącą i biorącą odpowiedzialność za swoje czyny osobę.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie udało ci się wypracować zdrowego poczucia pewności siebie w dzieciństwie czy okresie dojrzewania, to masz jeszcze na to całe życie!

6 filarów pewności siebie

Nathaniel Branden, kanadyjski psychoterapeuta i pisarz, autor „Sześciu filarów poczucia własnej wartości”, twierdzi, że samoocena powinna być oparta na sześciu aspektach:

1. Świadome życie – dokonujesz wyborów ze świadomością ich konsekwencji, nie unikasz odpowiedzialności.

2. Samoakceptacja – jesteś swoim sprzymierzeńcem, dbasz o siebie, o to, co o sobie myślisz (samoakceptacja nie oznacza aprobaty dla wszystkich działań, jest wezwaniem do pracy nad sobą), troszczysz się o swoje odczucia i pragnienia, jesteś świadoma własnych przeoczeń, ale nie obwiniasz się zanadto.

3. Odpowiedzialność za siebie – to od ciebie zależy twoje życie, ty nim kierujesz, a nie ślepy los, twoi rodzice czy mąż. Ponosisz odpowiedzialność za realizację swoich marzeń, za swoje postępowanie, decyzje, jakość relacji z innymi, wartości, zgodnie z którymi żyjesz, a nawet za swoje szczęście.

4. Asertywność – wyrażasz emocje, nie naruszając psychicznego terytorium innych osób, dbasz też o nienaruszanie twoich granic i szacunek dla siebie.

5. Życie celowe – wykorzystujesz wszystkie swoje zdolności do osiągania zaplanowanych celów i realizowania marzeń, obserwujesz wyniki swoich działań i sprawdzasz, czy prowadzą cię tam, dokąd postanowiłaś iść.

6. Spójność – integrujesz wartości, standardy i przekonania ze swoimi zachowaniami (codzienne wybory).

Stabilna, silna samoocena jest najlepszą drogą do zdrowej pewności siebie. Pozwala podejmować wyzwania, bronić swoich wartości, stawiać ambitne cele, wierzyć, że dasz sobie radę, nawet jeśli sukces czy realizacja planów nie przyjdą od razu. Nie poddajesz się i masz przeświadczenie, że nikt inny, tylko ty, najlepiej wiesz, co jest ci w życiu potrzebne i jaka jesteś.

Coś większego niż ty

– Całkowite poczucie pewności wymaga wiary w siebie, w ludzi obecnych w twoim życiu oraz w coś większego niż ty – twierdzi Tim Sanders, popularny mówca, szef firmy doradczej, autor książki „Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia”. – Kiedy zdobędziesz te wszystkie trzy rodzaje wiary, będziesz się cieszyć zrównoważoną pewnością siebie, która przeprowadzi cię przez wszelkie kłopoty i okresy zawirowań. Zawsze, kiedy to możliwe, miej świadomość poziomu swojej pewności siebie w każdej z tych trzech kategorii, uzupełniając te z nich, które ciągną resztkami sił.

Poprawiając obraz samej siebie (przekonania na swój temat), zaczynasz wierzyć, że jesteś wystarczająco dobra, by kochać, odnosić sukcesy i przewodzić innym.

Wiara w siebie to twój fundament, decyduje o jakości twojego życia. Twój obraz siebie wyznacza granice, w ramach których jesteś zdolna kierować swoim losem.

Wiara w innych jest potrzebna, bo zdrowa pewność siebie to także świadomość własnych ograniczeń. Nie musisz za każdym razem udowadniać (sobie i innym), że sama ze wszystkim sobie poradzisz. Poproś czasem o pomoc.

Wiara w coś wyższego – dla każdego może być czymś innym. Chcemy czy nie, wierzymy czy nie, jesteśmy częścią większej całości – systemu społecznego, politycznego, ekonomicznego, odwiecznego rytmu przyrody, moralnego porządku, systemu duchowego, religijnego itd. Reguły rządzące światem są nam potrzebne, wnoszą stały element, do którego można się odnieść lub na który można się powołać. Ci, co grają nie fair, nie szanują tych reguł, prędzej czy później tracą – tak jak np. firmy liczące na szybki zysk, oferując marny produkt czy usługę. Ci, którzy ignorują to, że mogą się nauczyć czegoś od innych, zostają w tyle lub prędzej czy później są ignorowani.

– Liderzy, którzy nie poddają się komuś lub czemuś większemu niż oni sami, upijają się w końcu fałszywym poczuciem własnej mocy – mówi Tim Sanders. – W rezultacie ludzie ci stają się własnymi bóstwami. Kiedy wierzysz, że stoi za tobą ktoś lub coś większego niż ty sama, to ta wiara daje ci energię i entuzjazm, których potrzebujesz, by iść naprzód.

Wszystko, czego potrzebujesz, by być pewną siebie, już masz. Tylko sobie to uświadom. Kiedy osiągniesz zdrową pewność siebie, potrzeba bycia najlepszą albo lubianą zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca celom, jakie chcesz w życiu osiągnąć. Twoim celom.