Wojciech Eichelberger: Posłuchaj ciała

Kontakt z cialem
123rf.com

Wielu ludzi utożsamia duchowość z pogardą dla ciała. Tymczasem to ono jest bliżej wzniosłości i świętości niż przesiąknięty fałszywymi poglądami umysł – mówi psycholog Wojciech Eichelberger
„W zdrowym ciele zdrowy duch” – znamy tę maksymę od starożytności, ale albo o niej nie pamiętamy, albo nie traktujemy poważnie. Oddzieliliśmy umysł i ciało, podczas gdy mędrcy mówią: „jesteśmy JEDNO”.

Tracimy kontakt z ciałem, służy nam za postument albo wehikuł przenoszący głowę z miejsca na miejsce – a także do sprawiania pożądanego wrażenia na otoczeniu. To tragiczny rezultat kartezjańskiego dziedzictwa z czasów oświecenia. Wtedy arbitralnie zadecydowano, że materialne i widzialne nie ma nic wspólnego z tym, co niematerialne, niewidzialne, duchowe, mentalne. Oświeceniowe przekonanie, że „wszystkie organizmy żywe są jak maszyny” – nadal pokutuje w naszych głowach. Więc traktujemy ciało jak maszynę, jak przedmiot.

I oddzielamy je od duszy.

W oświeceniu widzialne ciało i niewidzialną duszę przypisano do dwóch odrębnych kosmosów, dwóch odrębnych porządków. Wszelka więź między nimi została zerwana, a tym samym zmieniło się postrzeganie świata i umiejscowienia w nim człowieka. Przestaliśmy odczuwać i rozumieć istotę związku z kosmosem, z ziemią, z przyrodą, z ciałem. Nawet samego Stwórcę umieściliśmy w odległym, abstrakcyjnym, przeciwstawionym ziemi niebie. W rezultacie skazaliśmy się na narcystyczną obsesję wyjątkowości, uznaliśmy się za centrum wszechświata, ulubieńców Boga, jedynych uczynionych na Jego wzór i podobieństwo – a całą resztę stworzenia mieliśmy i mamy w pogardzie. Włącznie z naszymi ciałami. Mimo że doświadczenie, obserwacja, rozsądek, a także naukowa wiedza – zgodnie twierdzą, że jesteśmy nieoddzieloną od całej reszty kroplą w oceanie zaistniałych i możliwych zdarzeń.

Na drugim biegunie kulturowym, m.in. w kulturze starohinduskiej, ciało jest święte. To mieszkanie dla duszy, więc dba się o nie jak o dom – dogląda, pielęgnuje, wielbi…

Wschodnia, mistyczna duchowość nigdy nie przyjęłaby kartezjańsko- newtonowskiej, dualistycznej perspektywy – nawet, gdyby ją znała. Dualizm jest bowiem tym, co od zawsze programowo zwalczała i zwalcza, dostrzegając w nim fundamentalne źródło ludzkiego cierpienia, chorób, konfliktów, wojen i degradacji przyrody. Od 40 lat ta diagnoza zyskuje coraz więcej zwolenników także w zachodniej kulturze. Dlatego coraz większą popularnością cieszą się zaczerpnięte ze Wschodu praktyki cielesno-duchowe, takie jak: wschodnie sztuki walki, joga, zen, chi-gong, thai-chi i inne.

Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega nieprzystawalność oświeceniowego paradygmatu do obrazu świata, jaki wyłania się ze współczesnych odkryć fizyków, biologów, astrofizyków, neurobadaczy, chemików itp. Poza tym, pomimo że dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej żyjemy w zdrowiu. Nasze ciała chorują na otyłość, cukrzycę, nadciśnienie, niewydolność krążenia, alergie, zaburzenia funkcji rozrodczych, uzależnienia, wady kręgosłupa, raka i inne choroby autoagresywne – a nasze dusze na depresję.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »