fbpx

Rodzinne więzi i symbole: do czego są nam potrzebne?

Rodzinne więzi i symbole: do czego są nam potrzebne?
fot.123rf

Każdy człowiek potrzebuje więzi i jeśli nie może nam ich zapewnić rodzina, z której pochodzimy, szukamy bliskości z tymi, z którymi łączą nas jakieś podobieństwa – wspólne zainteresowania lub wartości. Czy więź duchowa może zastąpić więzy krwi? Z psychologiem i psychoterapeutą Pawłem Droździakiem rozmawia trenerka Renata Mazurowska.
Napisałeś kiedyś, że przyjaźnie są dowodem na to, że nie tylko biologiczna więź nadaje sens ludzkim relacjom. Tworzymy takie „rodziny z wyboru”, nie tylko gdy nasze rodziny pochodzenia nas zawodzą albo wykluczają, ale także wtedy, gdy jesteśmy daleko i rzadko możemy spotykać się z rodzicami.

Przyjaciele wspierają nas w trudnych chwilach i świetnie rozumieją, lubimy te same filmy i melodie, ale gdy masz do wyboru, kogo przenocować u siebie w domu na jednej jedynej kanapie, to zawsze położysz tam nawet najbardziej znienawidzoną matkę, a nie przyjaciela.

Bo matka jest tylko jedna, a przyjaciół możesz mieć potencjalnie wielu?

Matką, ojcem, córką, synem nie da się przestać być. To od nas nie zależy i właśnie dlatego nas konstytuuje. Bo tego nie ustalamy. O tym, kto jest naszym przyjacielem, decydujemy sami, dlatego to nie staje się rusztowaniem naszej osobowości, a jedynie sposobem, w jaki ona się manifestuje. To zasadnicza różnica.

Nawet jeśli nie chcemy utrzymywać z rodzicami kontaktu czy poróżniliśmy się z bratem?

Im bardziej wypieramy się więzi, która nas łączy z członkami rodziny pochodzenia, tym bardziej ją wzmacniamy. Trzeba dużo wysiłku włożyć w to, by się do brata nie odzywać od matury albo nie odwiedzić ojca od 10 lat, choć mieszka się dwie ulice dalej.

Bywa, że mamy słabe więzi z rodziną, a silne więzi z przyjaciółmi – jak to się dzieje?

Bo to są dwa różne porządki. O istnieniu więzi z rodziną nie decydują cechy jej członków, tylko ich role. W jaki sposób ojciec jest ważny?

Jako figura, której nadajemy znaczenie.

Dokładnie tak. Większość współczesnych publikacji o ojcostwie mówi o tym, że ważne jest, by ojciec był obecny. Żeby się z dzieckiem bawił, grał w piłkę, przytulał… Jestem za, jak najbardziej. Ale co, jeśli ojciec zginął w powstaniu? To jest ojcem dobrym czy złym?

No wtedy to jest ojcem wybitnym, bo nadajemy mu dodatkowych znaczeń.

No, ale nie gra w piłkę.

Ale jest świętym mitem. Jest nie do ruszenia.

Jest symbolicznym punktem odniesienia. Myślenie symboliczne to jest to, co odróżnia nas od zwierząt. Małpie matki też swoje dzieci przytulają, ale gdy już te dzieci podrosną, to w czasie rui mogą pokryć własną matkę. To samo obserwujemy u psów. Zwierzęta nie pamiętają, że to jest ich matka, nie wspominając już o ojcostwie – więź jest pierwotna, biologiczna – a u człowieka dochodzi więź symboliczna. Figury matki, ojca, brata, siostry są niezbędne, bo czynią z nas ludzi. Co się dzieje, gdy ktoś dowiaduje się, że jest adoptowany?

Chce poznać biologicznych rodziców za wszelką cenę.

Ale dlaczego, przecież nigdy ich nie spotkał? Nie było piłki, przytulania… To ważne, oczywiście, by ojciec grał z synem w piłkę, ale grać w piłkę może ktokolwiek. Na ryby dziecko może pójść z wujkiem albo z bratem ciotecznym, ale też i z sąsiadem. Bo nie pójście na ryby ma znaczenie, tylko że idzie się właśnie z ojcem. Dochodzi do zetknięcia figury symbolicznej z postacią realną i to zetknięcie ma znaczenie, nie rozrywka czy zajęcie jako takie.

Czyli rodzina pochodzenia jest ważna nawet wtedy, gdy nie daje nam wsparcia…

Jest ważna nie dlatego, że dobrze znamy jej członków, i nie dlatego, że ich lubimy – przeciwnie, często ich wręcz nie lubimy, często nasi rodzice są „beznadziejni”, a nasze dzieci nierzadko nas rozczarowują i zawodzą – ale ich kochamy, choć w inny sposób niż kogoś, w kim się zakochaliśmy. Nie z powodu ich cech, ale pozycji, jaką mają w strukturze symbolicznej. Dlatego, choć nam się nóż w kieszeni otwiera na widok tego, jak się nasz syn ubiera, to gdy tonie statek, nie wyratujemy tych lepiej ubranych, tylko jego. Bo to nasz syn.

Dlatego też ktoś, kto jako dorosły dowiaduje się, że został w przeszłości adoptowany, szuka rodziców, choć nie ma z nimi żadnej więzi. Nie wiedział nawet, że istnieją, a nagle to staje się ważne, ponieważ człowiek, w odróżnieniu od zwierzęcia, nie funkcjonuje w stu procentach w oparciu o biologię, tylko dodatkowo w oparciu o system symboli. To wszystko zmienia. Dlatego pamiętamy, kto jest naszym ojcem, by nie mieć z nim dzieci, podczas gdy szympans w ogóle by tutaj nie widział problemu.

Ludzie często postrzegają swoją rodzinę jako grupę osób, do której kompletnie nie pasują! Te myśli pojawiają się już w dzieciństwie: „To niemożliwe, żeby to byli moi rodzice, oni są tak różni ode mnie…”.

To poczucie powszechne i oczywiste do przewidzenia. Zawsze jest rozdźwięk między tą figurą symboliczną a rodzicem realnym. My chcemy być dumni z rodzica czy z naszych dzieci, ale nie możemy, bo raczej nigdy do tego nie dorastają.

Nie przesadzajmy, niektórzy rodzice ze swoich dzieci są dumni.

To prawda, czasami jesteśmy dumni, ale zwykle nie z całej osoby rodzica czy dziecka, tylko z jakiegoś jego aspektu. Oczywiste jest, że nasi znajomi, przyjaciele wiedzą o nas więcej niż członkowie rodziny. Znają nas z takich stron, których istnienia rodzina często nie podejrzewa. I to żadna patologia. To oczywistość. Czy naprawdę jesteśmy pewni, że nasz ojciec nie ma kochanki? Naprawdę wiemy, co z nią robi? Znamy go od tej strony?

Albo ukrywa żydowskie pochodzenie – znam takie przypadki. Ale ojca nie można wyrzucić z domu, a syna geja już tak. To właśnie na skutek wykluczenia przez rodzinę i często też przez społeczeństwo osoby nieheteroseksualne tworzyły i tworzą „rodziny z wyboru”, czyli sieć przyjaciół. Dziś to pojęcie stosuje się szerzej – rodziny z wyboru to po prostu wspólnoty wartości i zainteresowań, bez więzów krwi. Są też „rodziny miejskie”, czyli kolejni partnerzy czy partnerki, ich dzieci i nasze dzieci, kręgi ich przyjaciół i naszych przyjaciół. To z nimi wolimy spędzać czas – to oni są dla nas ważni.

Podobno wśród squatersów funkcjonowało kiedyś takie powiedzenie „Nie ma Boga, jest załoga”. Co to znaczy? Że zastępujemy jeden symbol, jedno znaczenie innym symbolem, innym znaczeniem. To jest próba przełamania struktury symbolicznej. Uwolnienia jednostki ze wszystkiego, czym społeczeństwo ją krępuje. No, ale jednocześnie jest to utopia – w miejsce po usuniętym „Bogu” wchodzi po prostu owa „załoga”. Czyli miejsce nie pozostaje nawet przez chwilę puste.

Bo te figury są nam potrzebne.

One są nam niezbędne! Nawet jeśli uważamy, że „nasi rodzice są beznadziejni” i zawsze rozczarowują, z definicji. Po każdym wielkim zniszczeniu, po zawieruchach wojennych, ci, co ocaleli, zawsze szukają swojej rodziny, żeby odtworzyć strukturę symboliczną. Bo rodzina tworzy rusztowanie, na którym dopiero możesz coś konstruować, porozwieszać swoje ozdoby. Dawni wojownicy, nim rozpoczęli walkę, stawali przed wszystkimi i przedstawiali cały swój ród, zanim powiedzieli, jak sami się nazywają.

Czy rodziny z wyboru i rodziny miejskie będą zjawiskiem coraz częstszym?

Patrząc historycznie, to postępuje od czasów industrializacji, gdy ludzie ruszyli się ze wsi do miast, kiedy zniknęły klasy społeczne…

…i nikt już ojca w rękę nie całuje.

Najwyżej szefa, ale zawsze tylko aktualnego. Kapitalizm wymaga, żeby się wysilać, bo trzeba jak najwięcej kupić i jak najwięcej sprzedać, wszystko i wszystkich trzeba wykorzystać, nic nie może się zmarnować. A już najlepiej, żeby człowiek był homogeniczny, wymienny każdy na każdego innego. Żyjemy w świecie, który gna z ogromną prędkością, nieustannie przechodząc jakąś zmianę, w której nasi rodzice i nasi dziadkowie chcą nas ograniczać: „A dlaczego ty ciągle w pracy siedzisz? W ogóle nie masz dla mnie czasu”. Rodzina nam przeszkadza w takim sensie, że ta struktura symboliczna przeszkadza kapitalizmowi.

A z przyjaciółmi mamy chociaż o czym pogadać… Wiadomo, pokrewieństwo dusz. Jednak w momentach krytycznych – jak choroba, śmierć czy wojna – choćbyśmy nie wiem jak zaprzeczali ważności rodziców w naszym życiu, cierpimy i rozpaczamy, gdy ich zabraknie.

Często mamy realne podstawy, żeby tego rodzica nie cierpieć, ale mimo to przeżywamy jego śmierć. To nas właśnie odróżnia od zwierząt – my musimy mieć punkt odniesienia, a one żyją z dnia na dzień.

Czy to znaczy, że więzi, w których nie mamy pokrewieństwa krwi, ale które są dla nas ważne, dlatego nazywamy rodziną, żeby podkreślić ich znaczenie dla nas? Słowa są jednak ważne…

Tak, bo nadają znaczenie. Radziecki plakat z napisem „Ojczyzna matka wzywa” zdecydował o losach wojny, gdy wcześniejsze hasło „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” okazało się tak dobrze przyswojone, że nikt nie wiedział, czego właściwie miałby bronić przed niemieckimi, jakkolwiek by patrzeć, proletariuszami. Ale co do „matki” nikt wątpliwości nie miał. Bez użycia tego symbolu wojny nie udałoby się wygrać.

Paweł Droździak: psycholog, psychoterapeuta, współautor książki „Blisko nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach”. Więcej na: paweldrozdziak.natemat.pl oraz www.skutecznapsychoterapia.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze