Religia potrzebna od zaraz

Religia potrzebna od zaraz
fot.123rf

Kabała czy Kościół Scjentologiczny? Piekło czy reinkarnacja? Modlitwy czy mantry? Wybór należy do nas. Czyżby? Czy bogactwo systemów religijnych i wyznań, które możemy przyjąć, rzeczywiście nas duchowo ubogaca?
„Możesz jeść na śniadanie muesli z rodzynkami, curry na obiad, a sashimi na kolację; możesz słuchać opery, jazzu, reggae lub juju; możesz zostać chrześcijaninem, ateistą, buddystą albo wyznawcą sufizmu” – pisze Gordon Mathews w „Supermarkecie kultury”. Zdaniem profesora antropologii, w epoce globalizmu zwiększyła się nie tylko podaż płatków śniadaniowych i ilość programów w kablówce, ale także wyznań. Niektórzy korzystają z tej obfitości, sięgając po egzotyczne produkty. Czy ów nadmiar może okazać się szkodliwy?

Ciągle w drodze

– Chodziłam do szkoły katolickiej, interesowałam się buddyzmem tybetańskim, medytacją transcendentalną… więcej grzechów niepamiętam – śmieje się Joanna Draus. Ma 40 lat, trójkę dzieci i uczy w Barcelonie angielskiego. Siedemnaście lat temu jej partner słuchał w radiu audycji o buddyzmie zen. Kupili książkę „Trzy filary zen” Philipa Kapleau, zaczęli medytować w domu, potem poznali innych praktykujących, zaczęlijeździć na odosobnienia. Od tej pory Joanna jest buddystką.

– Dla mnie życie bez duchowości jest bardzo trudne – mówi. – Więc szukałam, próbowałam i w końcu trafiłam. Zen to był strzał w dziesiątkę. Zarówno treść, jak i forma niesamowicie miodpowiadają. Mam dość logiczny umysł i zen jest właśnie taki: logiczny,prosty i surowy. Nie ma w nim żadnej wiary na słowo – wszystko trzeba samemuprzeżyć i sprawdzić.

Joanna nie jest jedyną osobą, która szuka religii na własną rękę. Wielu Europejczyków łaknących nowej wiary trafia do wspólnot buddyjskich, do Kościoła Scjentologicznego czy Kabbalah Centre, zdarza się też, że już jako dorośli świadomie decydują się na islam czy judaizm.

W tym, że człowiek nie przejmuje bezkrytycznie światopoglądu rodziców, nie widzi nic dziwnego Iwona Ring, psycholog z Pracowni Psychologicznej Ego: – Mamy tendencję do negowania wartości wyznawanych przez poprzednie pokolenie. Chcemy zbudować coś nowego, swojego. Może to dotyczyć także duchowości. Jeśli to, co jest blisko, czyli na przykład religia katolicka, kogoś rozczaruje, bo wyda się mało duchowa, będzie szukać tej głębi w innych, czasem bardzo odległych kulturach – mówi.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Czy koniecznie trzeba ją odnaleźć? – Już samo szukanie wzbogaca, pozwala zastanowić się nad sobą i nad tym, czego nam potrzeba, żeby żyć pełniej, prawdziwiej – uważa Ring.

Historyk literatury Anna Sobolewska również dostrzega dobre strony takich podróży. „Poznawanie nieetnicznych religii to po prostu szukanie duchowej ojczyzny” – pisze w „Mapach duchowych współczesności”.

Składniki i wartości odżywcze

Gdy Joanna wybierała swoją ścieżkę duchową, szukała sensu w życiu i klucza do uporządkowania światopoglądu. David, filmowiec, bohater i autor filmu „David chce odlecieć”, który na ekranach kin będziemy mogli oglądać już w styczniu, miał inne potrzeby. Przeżywał kryzys twórczy. Gdy dowiedział się, że David Lynch jako fan medytacji transcendentalnej wierzy, że poprawia ona kreatywność, postanowił sprawdzić jej działanie. Czy to słuszne, że mają roszczeniowy stosunek do religii?

– Religie, które niczego człowiekowi nie dają, nie przetrwałyby jednej generacji – uważa prof. Piotr Balcerowicz, filozof i indolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. – Religia odpowiada na różne potrzeby. Pomaga człowiekowi radzić sobie ze śmiercią, z lękiem, że nasze życie się skończy i nie będzie nic dalej. Pozwala też odnaleźć sens w egzystencji.

– Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi uważa, że to nie pieniądze, inne dobra materialne, a nawet nie zdrowie, a właśnie duchowość jest nam przede wszystkim potrzebna do poczucia szczęścia – mówi Iwona Ring. – Stworzył pojęcie doświadczenia optymalnego, czyli takiego, w którym czujemy spełnienie, szczęście, przepływ. Temu doświadczeniu optymalnemu zawsze towarzyszy przeżycie duchowe. Człowiek, dążąc do szczęścia, powinien nie tyle zaspokajać potrzeby, co rozwijać umiejętność przeżywania wszystkich czynności – także tych prozaicznych, jak przygotowanie śniadania czy kąpiel – w wymiarze duchowym – dodaje.

Religia daje też poczucie wspólnoty, pomaga w rozterkach etycznych i… kreatywności.

– Przeżycia religijne zawsze były inspiracją dla artystów – mówi prof. Balcerowicz. – To że obecnie reżyserzy szukają w nich bodźca, który otworzy przed nimi nowe perspektywy, niewiele się różni od podejścia protestanckiego mnicha, który setki lat temu w klasztorze malował ikony.

Zatem nic w tym dziwnego, że Tom Cruise szuka sensu życia w Kościele Scjentologicznym, Uma Thurman – równowagi wewnętrznej w medytacji, a Madonna pije Kabbalah Water, która ma ją chronić przed chorobami.

Kierunek: Indie

Twórca medytacji transcendentalnej, Maharishi Mahesh Yogi pochodził z Indii. Podobnie jak Swami Vivkananda, propagator jogi i hinduizmu na Zachodzie. Elizabeth Gilbert, autorka „Jedz, módl się, kochaj”, modlić chce się właśnie w Indiach. A Lucy Edge, autorka „Najgorszej w szkole jogi”, również tam pragnie znaleźć „guru, który pomoże jej odzyskać duchowy spokój i kosmiczną szczęśliwość w harmonii z samą sobą i innymi”. Co takiego jest w Indiach, że przyciągają tak wielu poszukiwaczy duchowej głębi?

– Są dwie kolebki filozofii na świecie – Indie i Grecja – wyjaśnia prof. Balcerowicz. – Przy czym w Indiach filozofia od zawsze jest związana z religią. Religijne rytuały mają tam symboliczne wyjaśnienie. Taka pogłębiona refleksja nad wiarą jest bardziej atrakcyjna dla człowieka Zachodu niż na przykład obrzędy religijne w Afryce, którym tak głęboka refleksja nie towarzyszy. Przy tym Hindusi potrafili też – i wciąż potrafią – dobrze się sprzedać. Już 200 lat temu podkreślali te elementy w swojej kulturze, które odróżniały ją od tradycji brytyjskiej.

Profesor Balcerowicz przyznaje, że tamtejsza religijność bywa powierzchowna, ale mimo to zachęca do poznania Indii. – Z krajów, które widziałem, a będzie ich pewnie z 80, Indie są krajem najbarwniejszym, najbogatszym kulturowo i mającym najwięcej do zaoferowania: zabytków, przyrody… Jednocześnie to świat tak odmienny, że przyjezdny doznaje szoku kulturowego. I o to chodzi. Znajdujemy się wśród ludzi, którzy zachowują się i myślą inaczej. Może nas to irytować albo zachwycać, ale wymusza refleksję nad naszą tożsamością. Tego doświadczenia nie zastąpi telewizja czy książki, bo Indie nas dotykają bezpośrednio. To przeżycie samo w sobie jest cenne.

Nasz katolicyzm

Jeśli wierzyć badaniom, 93 proc. z nas nie ma religijnych rozterek. Tyle jest, według CBOS, katolików w naszym kraju. Ale… tylko połowa z nich chodzi co tydzień na mszę święta, a co dziesiąty nigdy nie bywa w kościele. Z kolei Pracownia Badań Społecznych (na zlecenie „Gościa Niedzielnego”) w 2006 roku obliczyła, że 20 proc. katolików nie wierzy w Sąd Ostateczny, 13 proc. podważa historyczność postaci Jezusa, co czwarty odrzuca wiarę w jego poczęcie z Ducha Świętego, a co dziesiąty „wierny” – traktuje śmierć fizyczną jako ostateczny koniec życia. Projekt Human Values Studies z zeszłego roku ujawnia z kolei, że aż 32 proc. Polek i Polaków wierzy w reinkarnację. Czy to nie jest trochę dziwne?

Zdaniem Piotra Balcerowicza, ta niekonsekwencja jest tylko pozorna. – Polski katolicyzm często łączy się z poczuciem narodowym, a niekoniecznie z wiarą w sensie religijnym. Poza tym to, w co się wierzy, rzadko wynika bezpośrednio z dogmatów religijnych, bo przeciętny wierny zwykle ich nie zna, nie rozumie, a jeśli już, to nie wszystkie uznaje. Co nie znaczy, że jest gorszym katolikiem. Raczej innym katolikiem. Są przecież różne poziomy wiary. Ta uprawiana przez teologów, księży, zakonników czy katolików, którzy chodzą do kościoła co tydzień i tych, którzy bywają tam dwa razy w roku. Każdy będzie miał dla swojej wiary jakieś uzasadnienie, niektórzy będą odrzucać obrzędowość, inni ją akceptować.

We wczesnym chrześcijaństwie mieliśmy sporo takich „heretyków”. Psychoterapeuta Marcin Micorek wspomina choćby filozofa mistrza Ekharta, św. Hildegardę z Bingen czy reformatora św. Jana od Krzyża. – Można powiedzieć, że każdy z nich dodawał coś od siebie do katolickiej religii, ale nie dlatego, że wierzył mniej, ale że wierzył bardziej – mówi.

Efekty uboczne

David nakręcił w końcu film. Lucy Egde znalazła równowagę psychiczną. Elizabeth Gilbert – poczucie harmonii. Joanna – sens życia i nowych przyjaciół.

Czy to znaczy, że indywidualne podejście do wiary dobrze nam robi? – Oczywiście, zwłaszcza że duchowość i religijność to dwie różne rzeczy – mówi Iwona Ring. – Duchowość to gotowość i zdolność do refleksji nad sobą, nad tym, co się dzieje na świecie, jaki to ma sens, do czego zmierza. Nie musi wiązać się z konkretną religią.

– Z punktu widzenia hierarchów, to, że poszczególni wierni interpretują katolicyzm na własną rękę, może być złe, bo zagraża spójności Kościoła – uważa prof. Balcerowicz. – Ale z punktu widzenia wiernego – dobre, bo pogłębia jego przeżycie religijne.

Gordon Mathews widzi jeszcze inne skutki uboczne duchowej wolnoamerykanki. Jeśli możemy wybrać wszystko, tracimy poczucie zakorzenienia i tożsamości. Jeśli nam tego brakuje – wybieramy cokolwiek, wybór nie jest więc świadomy i przemyślany, ale paniczny. „Jeżeli sądzisz, że możesz wybierać elementy swego życia i kultury z zasobów całego świata – to gdzie właściwie jest twój dom? Czy ojczyzna i korzenie mogą być po prostu jeszcze jednym konsumenckim wyborem?” – pyta.

– Brak poczucia tożsamości na pewno spowoduje, że będzie nam trudniej – uważa Marcin Micorek. – Nie znajdziemy tylu tematów do rozmów z rodziną czy przyjaciółmi ani nie będziemy wspólnie przeżywać tych samych rytuałów. Ale religia tworzy też całkiem inny wymiar – daje przestrzeń do rozwoju, pozwala dojrzeć, że nasze ziemskie życie nie jest jedyne, że to tylko element większej całości, wieczności.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>