Zaburzenia odżywiania: anoreksja

Zaburzenia odżywiania: anoreksja
fot.123rf

Zwykle stygmatyzuje się rodziców, gdy nastolatek zapada na anoreksję. Ale naukowcy twierdzą, że to nie rodzina stanowi główną przyczynę tej podstępnej choroby. Samogłodzenie ma przede wszystkim podłoże genetyczne i biochemiczne. A bliscy też potrzebują pomocy i wsparcia, by mogli uczestniczyć w leczeniu i rodzinnej terapii dziecka.
Zmagają się z nią również znane osoby: Sven Hannawald, Lady Gaga, Britney Spears, i świat mody. Mówi się, że w tajemnicy cierpiały na zaburzenia odżywiania: Marilyn Monroe, księżna Diana i Audrey Hepburn. Anorexia nervosa (jadłowstręt psychiczny – JP) należy do najtrudniejszych w leczeniu schorzeń psychicznych, ze współczynnikiem umieralności dwukrotnie większym niż pozostałe zaburzenia psychiatryczne. Można nauczyć się ją kontrolować, normalnie żyć. Ale 20 proc. choruje przez całe życie wyniszczona remisjami i nawrotami. Połowa popełnia samobójstwo. Wśród nastolatków zaburzenia odżywiania są trzecią pod względem występowania grupą schorzeń, zaraz po cukrzycy i astmie oskrzelowej. Wyniki badań są alarmujące, bo problem dotyczy już 7-, 8- i 10-latek, głównie dziewczynek, choć też chłopców.

Kiedy mózg dojrzewa

– To nie tak, że ktoś zrzuca 5 kg i zaczyna chorować. Jest głębsze podłoże – wyjaśnia merytorycznie 14-letnia Ola, uczennica warszawskiego gimnazjum. – W domu rodzice się kłócili. Nie miałam koleżanek od przedszkola. Jak człowiek nie ma bratniej duszy, zaczyna sobie zadawać pytanie dlaczego. Zawsze siebie nie lubiłam. Jako dziecko byłam „ślicznym grubaskiem”. Nie chcę, by to wróciło.

Przez dwa lata podstawówki codziennie walczyła z przemocą psychiczną i fizyczną ze strony koleżanki. Mimo interwencji mamy szkoła nie reagowała. Olę dopadały: bezsenność, stany depresyjno-lękowe i myśli samobójcze. Ukojenie trudnych emocji dawały słodycze: słoik nutelli naraz, słodziki, napoje energetyczne. Rodzice zaniepokojeni nadwagą córki, która ma wadę kręgosłupa, delikatnie zasugerowali, by odstawiła słodycze. Ku uciesze bliskich zamieniła je na ciemne pieczywo i brokuły. Jadła wolno, potem już panicznie bała się jeść, aż przestała w ogóle. Wtedy, w wieku 12 lat, miała BMI 13. Przy wzroście 150 cm ważyła 30 kg.

Wiek dorastania najbardziej sprzyja anoreksji. To najtrudniejszy biologicznie i emocjonalnie okres w życiu człowieka. Profesor Katarzyna Kucharska, psychiatra i kierownik Kliniki Nerwic, Zaburzeń Osobowości i Odżywiania Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, wyjaśnia: – W czasie dojrzewania mózgu dochodzi do przycinania synaps (zakończeń nerwowych), mózg jakby ubożeje. Nakładają się na to m.in. zmiany hormonalne, wahania kortyzolu (bezsenność). Jeśli do tego pojawiają się trudne czynniki psychospołeczne, np. konflikt z rówieśnikami, długotrwały stres, rozpad rodziny, restrykcyjna dieta, to organizm z predyspozycjami genetycznymi, czyli tzw. złymi genami (doggy gens), jest narażony za poważne ryzyko anoreksji. Różnice w objętości i aktywności wyspy (insuli) mogą w JP odpowiadać za niewłaściwe przetwarzanie smaków i zniekształconą percepcję ciała. Chorzy dostrzegają u siebie nadwagę przy wyraźnej niedowadze. Zwiększone obszary kory oczodołowo-czołowej odpowiedzialnej za regulację uczucia sytości mogą wiązać się z unikaniem jedzenia w grupie innych chorych na JP.

Terapia rodzinna

Do niedawna utrzymywano, że negatywny wpływ rodziny jest główną przyczyną anoreksji. Złe doświadczenia z domu mogą wywoływać lub utrzymywać stan choroby, ale rodzice za nią nie odpowiadają. Agnieszka, mama Oli, po niemal dwuletnim zmaganiu z JP córki czuje się zagubiona, szuka przyczyny. Przyznaje, że miała bardzo trudny moment, kiedy się rozstawała z tatą dziewczynki i nie dała córce dostatecznego wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ola była wtedy świadkiem jej zmagań, co na pewno odebrało jej beztroskę dzieciństwa. Paradoksalnie też choroba Oli stała się motywacją do życiowych zmian i podjęcia własnej terapii.

Profesor Kucharska apeluje: – Rodzice też potrzebują wsparcia. Temu też służy terapia rodzinna szeroko pojęta, zwana modelem Maudsley. Rodzice np. pod opieką terapeuty pracują nad odżywieniem dziecka, chodzą wspólnie na sesje terapii rodzinnej, biorą udział w grupach wsparcia dla rodziców.

Agnieszka przyznaje, że choroba dziecka sprawiła, iż partner bardziej się zaangażował w wychowanie córek, uczestniczy w terapii, wspólnych posiłkach, choć takich jest niewiele. Ola odmawia uczestnictwa w nich. Początkowo tata krzyczy, wymusza, żeby jadła, oczekuje od lekarzy planu i natychmiastowych efektów. Trudno mu zrozumieć, że jego dziecko ma pętlę na szyi, nie może zjeść, choć jest głodne. Inwazyjne metody są bezskuteczne. Agnieszka przyznaje, że jej z kolei brak konsekwencji. Kiedy przychodzi zmęczona po pracy, nie ma siły wymagać. Odpuszcza.

Harriet Brown, amerykańska dziennikarka, pisarka, mama chorej na anoreksję nastolatki Kitty, opisała walkę z chorobą w książce „Kiedy jedzenie wymaga odwagi”. Stwierdza, że „nawet niedoskonałe rodziny […] mogą skutecznie wspierać dziecko […]”. – Najnowsze badania kwalifikują anoreksję i bulimię jako chorobę wysoce genetyczną i biologiczną – wyjaśnia prof. Katarzyna Kucharska. A to tłumaczy fakt, że na anoreksję zapadają dzieci z rodzin szczęśliwych i nieszczęśliwych. Zachorowała na nią wychowana przez troskliwych rodziców Kitty. I Ola, która pomimo sporego bagażu trudnych doświadczeń ma wsparcie i miłość rodziców. Nadal choruje. Do wieloletniej anoreksji przyznała się 26-letnia Patrycja Volny, córka Jacka Kaczmarskiego. W telewizji TTV w programie „Bagaż osobisty” Andrzeja Sołtysika nie kryła, że ojciec nadużywał alkoholu, stosował przemoc. Kiedy jako nastolatka zachorowała, nie dostała wsparcia od bliskich. Wciąż zmaga się z anoreksją. Wspiera ją kochający mąż, a siłę daje córka Lena.

Cichy zabójca

„Anoreksja to wyjątkowo podstępna choroba, bo jej początek jest przyjemny. Dziewczyna chudnie, więc staje się coraz atrakcyjniejsza […]. Jest dumna, że ma silną wolę i bez trudu potrafi sobie odmówić jedzenia”, ostrzega dr Cezary Żechowski, psychiatra i psychoterapeuta dzieci i młodzieży na UJ, w wywiadzie zamieszczonym w książce Agnieszki Sztyler-Turovsky „Nastolatki na głodzie”. Ola opowiada, że traktowano ją w szkole jak bohaterkę. Głodziła się całymi dniami albo była na drastycznej diecie (tęczowej, ok. 600 kalorii), do tego 500 brzuszków dziennie, 200 przysiadów, 200 pajacyków, 2 godziny dżudo. W odstępach. Po każdym ćwiczeniu wchodziła na wagę. W pierwszej fazie anoreksji, restrykcyjnej, to się udaje. Poczucie kontroli nad własnym życiem napędza, by zrzucać kolejne kilogramy. Patrycji Volny tylko zmniejszające się numerki sprawiały satysfakcję, pozwalały „trzymać się za mordę”.

W fazie restrykcyjnej głód sprawia przyjemność, bo jak wyjaśnia dr Żechowski, „organizm zaczyna wydzielać endogenne opiaty […]. Jest więc niejako pod wpływem narkotyku”. Dlatego Ola opisuje swój stan jako euforyczny, a Patrycja – jako odurzenie. Anorektyczny głos, demon, podpowiada wtedy: „Nie musisz jeść, jesteś silna”. – Intensywne chudnięcie prowadzi do nieodwracalnych zmian strukturalnych i funkcjonalnych mózgu, m.in. rozregulowanie neuroprzekaźników serotoniny, dopaminy skutkuje sztywnością poznawczą, koncentracją na szczegółach, obsesyjnością oraz perfekcjonizmem – przyznaje prof. Kucharska.

Ola jest świadoma swojej choroby, ale gdy ma gorsze dni, wydaje jej się, że wszyscy wmawiają jej anoreksję. Zachwyca się tzw. thinspiracjami na stronach ruchu pro-ana [strony pro-ana i pro-mia promują anoreksję i bulimię jako sposób życia]: zdjęcia dziewczyn z żebrami na wierzchu, z podciętymi żyłami. Przeszła już fazę drugą anoreksji, bulimiczną (bulimioreksję). Chore nie wytrzymują głodówek, tracą kontrolę nad łaknieniem i impulsami. Kompulsywnie się objadają. Ola nawet wtedy nie jadła dużo, ale mieszała coca-colę z mlekiem, żeby wywołać biegunki lub wymioty. One uzależniają fizycznie, nie można przestać. Regularnie się okaleczała, żeby zapomnieć o pustce, ciągłym napięciu. Chciałaby zasnąć i się nie obudzić. Nie mieć w głowie kalkulatora kalorii. Nie słyszeć głosu: „Ty gruba świnio, znowu się nażarłaś…”. Ola mówi o anoreksji: „moja przyjaciółka” – sarkastycznie, bo to jej „cichy zabójca”. Nie może znieść trwania między życiem a śmiercią.

U dziewczyny depresja i myśli samobójcze pojawiły się przed anoreksją. Agnieszka przyznaje, że problemy psychiczne, samobójstwo występowały w rodzinie. Podejrzewa też, że dla córki anoreksja jest próbą zatrzymania dzieciństwa jak najdłużej. Prof. Kucharska potwierdza, że to częsty mechanizm: – Pacjentki mówią, że z Aną czują się bezpiecznie i wyjątkowo. Bezpiecznie to znaczy, że mogą wyizolować się społecznie, „zahibernować”, np. dorastanie. Nie muszą się starać, nie cierpią. Nie ma miesiączki, mniej oczekiwań z zewnątrz.

Rehabilitacja żywieniowa

Ola obsesyjnie boi się iść do szpitala, bo „tam chcą ją tylko utuczyć”. Twierdzi, że z tej choroby się nie wychodzi. Dziś dziewczynka jest pod opieką psychiatry i terapeuty. Na początku, w wieku 12 lat, z BMI 13,3 trafiła do psychologa dziecięcego, który przez kilka miesięcy nie wykrył anoreksji. Pacjentka jak większość chorych używała technik manipulacyjnych, bała się przyznać do choroby. Może dlatego nie trafiła do szpitala. Obecnie tkwi między bulimią a anoreksją, z BMI ok. 16. Stara się jeść i nie wymiotować, ale nie zawsze się udaje.

Profesor Katarzyna Kucharska przestrzega, że podstawą leczenia zaburzeń odżywiania, a szczególnie anoreksji, powinna być kompleksowość: pełna diagnostyka, ocena stanu psychicznego, somatycznego, rehabilitacja żywieniowa, praca z dietetykiem, z ciałem, kompleksowa psychoterapia z rozbudowanym wywiadem motywującym na początku terapii oraz farmakoterapia. Sama wdraża standardy leczenia stosowane przez nią w klinikach w Wielkiej Brytanii. – Kluczowa zasada to bezpieczeństwo pacjenta, czyli m.in. rehabilitacja żywieniowa. Polega ona na diagnostyce niedoborów elektrolitów, głównie magnezu, potasu, sodu i fosforanów. One się błyskawicznie zmieniają, dlatego badamy je przez siedem dni od momentu, kiedy wprowadzamy pokarmy. Trzeba być czujnym, uzupełniać te elektrolity i suplementować witaminy, bo inaczej pacjent umrze.

Ale najważniejsze, aby rehabilitacja żywieniowa postępowała stopniowo i by po głodzeniu (wystarczy pięć dni restrykcyjnego jedzenia) nie wprowadzić pięciu posiłków zwiększających ryzyko zespołu realimentacyjnego (powikłań układu pokarmowego). Jedzenie ma odbudować organizm powoli, zwłaszcza kości z osteopenią lub osteoporozą (na początku bezpieczne jest 20 kcal na 1 kg wagi ciała na dzień. Zwiększa się liczbę kalorii co dwa, trzy dni). Nieodżywiony mózg u osób z BMI poniżej 15 nie będzie pracował w psychoterapii, są one sztywne poznawczo i wycofane emocjonalnie. Uczy się też pacjentów, jak mają się odżywiać i radzić sobie z chorobą po wyjściu ze szpitala.

U 46 proc. chorych obserwuje się pełne wyzdrowienie. To daje nadzieję, która, jak pisze Harriet Brown, jest największym darem. Pozwala przetrwać rodzinie najtrudniejsze chwile z anoreksją.

Zobacz: Pierwsze symptomy anoreksji i Jak powinni zareagować rodzice

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze