1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dbaj o mózg - sprawdź co mu pomaga, a co szkodzi

Dbaj o mózg - sprawdź co mu pomaga, a co szkodzi

Muzyka, literatura, sztuka - to wspaniała rozrywka dla mózgu. (Ilustracja iStock)
Muzyka, literatura, sztuka - to wspaniała rozrywka dla mózgu. (Ilustracja iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Kiedy twój mózg nie pracuje prawidłowo, ty też masz problemy - twierdzi amerykański neurolog Daniel G. Amen. Człowiek ma jeden mózg i z tej racji powinien o niego dbać - dodaje francuski lekarz Michel Cymes. Jak przekonują od lat - zmieniając swój mózg, zmieniamy swoje życie. 

Gdyby przyjąć, że ludzkie ciało to lotnisko, mózg byłby wieżą kontroli lotów – tłumaczy Michel Cymes. „Wszystko, absolutnie wszystko przez niego przechodzi. To on odbiera informacje przekazywane przez pięć zmysłów (wzrok, słuch, węch, smak, dotyk), to on je interpretuje i to także on przygotowuje odpowiedź, rozkazując ciału, by zachowało się w taki czy inny sposób” – pisze w książce „Twój mózg”. „Jeśli więc mózg nie działa prawidłowo, dla większości organów i prawie wszystkich naszych funkcji życiowych zwykle kończy się to katastrofą”. Do tej katastrofy Cymes, lekarz i celebryta, stara się nie dopuścić od lat, ucząc rodaków, jak poprawiać stan swojego mózgu dietą, ćwiczeniami i zdrowymi nawykami. Dużo uwagi poświęca procesowi starzenia się mózgu, zaznaczając, że choć jest on nieunikniony, to poprzez zmianę zachowania można go spowolnić.

Według światowej sławy neurologa Daniela G. Amena, mózg to coś więcej niż wieża kontroli lotów. „Mózg to twardy dysk duszy. Podstawa esencji twojego człowieczeństwa” – pisze we wstępie do swojej najsłynniejszej książki „Zmień swój mózg, zmień swoje życie”. Z jego wieloletnich badań nad strukturą mózgu metodą SPECT (tomografia emisyjna jednego fotonu) pozwalającą obrazować wszystkie obszary mózgu i wskazać, w których z nich jest obniżona aktywność, w których właściwa, a w których nadmierna – wynika, że problemy, które zwykliśmy nazywać psychologicznymi, jak depresja, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, stany lękowe czy napady gniewu – tak naprawdę są czysto fizjologiczne i związane ze stanem mózgu. I tę fizjologię da się zmienić. Pacjentów swojej kliniki Amen Clinic for Behavioral Medicine w Fairfield w Kalifornii leczy za pomocą dobranych leków, diety i ćwiczeń psychologicznych. Jak twierdzi, poprawa jest zauważalna już po dwóch miesiącach. Jego zdaniem na złe funkcjonowanie mózgu mają wpływ nie tylko urazy mechaniczne, zażywanie narkotyków czy używek, ale też niewłaściwa dieta i negatywne myślenie. „Uwierzcie mi, w kwestii mózgu rozmiar ma znaczenie” – mówił podczas konferencji TEDx. „A im większa nadwaga, tym mniejszy mózg, czyli: tym gorsze myślenie, skupienie, ale też kreatywność i zadowolenie z życia”. Przyznaje, że sam – odkąd zajmuje się mózgiem – schudł 11 kilo. Drugim ważnym czynnikiem, na który zwraca uwagę, jest psychiczne nastawienie. „Gdybym miał dać jedną dobrą radę na temat tego, jak zadbać o swój mózg, powiedziałbym: nie wierzcie każdej głupiej myśli, jaka pojawia się w waszej głowie” – mówił podczas konferencji.

Obaj z uporem przekonują, że mózg to część naszego ciała, o którą nie tylko trzeba, ale warto zadbać. Tak jak dbamy o serce, oczy czy płuca. Bo tak jak on ma wpływ na nas, tak też my mamy wpływ na niego.

Nawyki, które usprawnią pracę twojego mózgu

„Bez optymalnego funkcjonowania tego organu trudno o powodzenie w jakimkolwiek aspekcie życia – w związkach międzyludzkich, pracy, w szkole, uczuciach wobec samego siebie, a nawet swoich odczuciach wobec Boga” – pisze Amen. Zatem co możemy zrobić, żeby pomóc mu działać pełną parą?

Co lubi mózg?

  • SEN – „Oszczędzanie na czasie, który powinien być poświęcony na sen, nigdy nie uchodzi płazem. Prędzej czy później za brak odpoczynku zapłacisz tym, co naukowcy nazywają kosztem neurologicznym – rodzajem podatku, jaki zmęczenie pobiera od mózgu, osłabiając go w ten sposób” – pisze Michel Cymes w książce „Twój mózg”. Kiedy za mało śpimy – nie myślimy jasno, nie potrafimy się skupić i podejmować decyzji. Naukowcy odkryli, że długotrwały brak snu wpływa negatywnie na proces odnowy neuronów hipokampu, strefy odpowiedzialnej za pamięć i regulowanie nastroju. Przyjmuje się, że idealny czas trwania snu wynosi siedem i pół godziny. Jak podaje Cymes, sen trwający krócej niż sześć godzin może zakłócić mechanizmy regulacji hormonalnej oraz zwiększyć prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę albo nadciśnienie.
  • MEDYTACJA – wszelkie rodzaje wyciszenia umysłu oraz relaksacji są zbawienne dla mózgu. Pomagają mu się oczyścić z nadmiaru myśli i wprowadzają go w bardzo korzystny stan fal mózgowych theta, w którym jest najbardziej kreatywny, a jednocześnie najbardziej zrelaksowany. Warto nauczyć się kilku prostych technik, chociażby medytacji uważności, ćwiczenia na skanowanie ciała, ćwiczeń oddechowych, wizualizacji czy autohipnozy.
  • RUCH – mózg osoby stale uprawiającej sport lepiej radzi sobie z depresją, stresem czy nadmiarem negatywnych myśli. Wraz z ruchem wzrasta produkcja neuroprzekaźników świadczących o naszym dobrym samopoczuciu: serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Wszystkie trzy w połączeniu są najlepszym antydepresantem na świecie. Zalecana norma ruchu to pół godziny ćwiczeń trzy razy w tygodniu, najzdrowsze dla mózgu rodzaje ruchu to bieganie, joga i tai-chi, ale każdy sport uprawiany regularnie jest dobrym pomysłem.
  • RÓŻNORODNOŚĆ – mózg nie lubi się nudzić. Powtarzalne codzienne rytuały stają się dla niego automatyzmami, co sprawia, że się nie rozwija i szybciej starzeje. Dlatego – kiedy tylko jest to możliwe – staraj się wykonywać codzienne czynności odrobinę inaczej: jedź do pracy inną drogą, spróbuj czegoś innego na obiad. Innym dobrym ćwiczeniem jest angażowanie w dane aktywności dodatkowych zmysłów. Spróbuj zamknąć oczy, kiedy jesz i skupić się na smaku, a ubierając się, skup na fakturze materiałów i tym, w jaki sposób reaguje na nią twoje ciało.
  • NAUKA – codziennie powinniśmy uczyć się czegoś nowego. Wyłapywać ciekawostki w porannych serwisach informacyjnych, czytać fachową prasę, zapamiętywać kilka nowych słówek w obcym języku czy tekst nowej piosenki. Dlaczego? W ten sposób mózg tworzy nowe połączenia, rozwija się, zamiast rdzewieć. Świetnym pomysłem jest doskonalenie się w nowej umiejętności, czyli robienie czegoś, co wymaga długofalowego zaangażowania: gra na instrumencie, obsługa jakiejś maszyny, np. samochodu, albo nowe hobby, jak szydełkowanie, strzelanie z łuku czy szachy.
  • KULTURA – muzyka, literatura, sztuka – to wspaniała rozrywka dla mózgu. Według licznych badań muzycy mają nie tylko większe mózgi, ale też wyższą inteligencję. Już samo słuchanie muzyki pomaga się odstresować. Kolejnym sposobem na trenowanie naszego „mięśnia mózgowego” jest regularne czytanie. Co ciekawe, ma znaczenie, czy czytasz online czy na papierze. Badania wykazały, że czytając na ekranie, pobudzamy obszary mózgu powiązane z ośrodkiem podejmowania decyzji i rozwiązywaniem problemów. Natomiast z książką w ręku pobudzamy obszary mowy, pamięci i przetwarzania sygnałów wzrokowych. Nie zapominajmy też o regularnym odwiedzaniu muzeów – według badaczy kontakt ze sztuką optymalizuje rozwój mózgu już u małych dzieci.
  • OPTYMIZM – uważa się, że pozytywne podejście do życia chroni przed chorobami – zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi. Chodzi o naukę interpretowania tego, co nas spotyka, w pozytywny sposób. Tak właśnie oczyszczamy umysł z negatywizmu, karmimy się dobrymi emocjami, jesteśmy bardziej pomysłowi i kreatywni i nawiązujemy lepsze relacje z innymi – a to też przekłada się na stan naszego zdrowia, w tym psychicznego.

Co szkodzi mózgowi?

  • STRES – sam w sobie nie jest chorobą, groźny jest jedynie nadmierny i długotrwały stres, który powoduje stałe rozdrażnienie, uczucie przytłoczenia obowiązkami, pośpiech i nieumiejętność odpoczynku. Taki stres wpływa negatywnie na mózg – jego rozmiar, funkcjonowanie i strukturę. Dlatego warto wszelkimi sposobami walczyć z tą plagą dzisiejszych czasów – najlepiej stosując się do powyższych zaleceń.
  • ALKOHOL, NARKOTYKI, NIKOTYNA – neurolodzy i lekarze (w tym Cymes i Amen) są zgodni – nie ma żadnej dawki nikotyny, alkoholu lub środków zmieniających świadomość, która nie miałyby negatywnego wpływu na nasze szare komórki. Cymes ostrzega: „marihuana atakuje neurony do tego stopnia, że zaburza ich funkcjonowanie i zwiększa ryzyko występowania chorób psychicznych”. Alkohol otępia komórki, co w konsekwencji opóźnia ich reakcję i zmusza do obumierania. Podobnie negatywny wpływ ma nikotyna, która ogranicza dopływ krwi do mózgu. W jednym z badań udowodniono, że im wcześniej zaczynamy palić papierosy, tym mniej aktywna jest nasza kora przedczołowa.
  • URAZY, USZKODZENIA, WSTRZĄSY – Daniel G. Amen przez wiele lat zajmował się obrazowaniem mózgu byłych graczy amerykańskiej NFL, którzy mimo noszenia kasków narażeni byli na bardzo wiele urazów głowy. Jego wnioski są alarmujące – nawet drobne wstrząsy prowadzą do trwałych uszkodzeń mózgu i skutkują zmianą jego struktury, która może bezpośrednio wpłynąć na zmianę charakteru i na zdolność uczenia się. Każdy, nawet niewielki uraz, powoduje, że miękka struktura mózgu boleśnie uderza o pancerz czaszki. Dlatego w książce „Zmień swój mózg, zmień swoje życie” Amen apeluje: „Nie prowadź samochodu bez zapiętych pasów, nie wsiadaj na motor, rower, deskorolkę, rolki czy snowboard bez kasku, nie uderzaj futbolówki głową, nie skacz na bungee i nie bij się pięściami po głowie, kiedy czujesz frustrację”.
  • TOKSYCZNE OTOCZENIE – środowisko, w jakim żyjemy, ma ogromny wpływ na nasz mózg. Jeśli przebywamy w otoczeniu osób krytykujących nas, obwiniających, wulgarnych, leniwych czy agresywnych – niczym gąbka nasiąka negatywizmem. Dlatego jeśli chcesz zdrowo myśleć oraz długo i szczęśliwie żyć – otaczaj się ludźmi, dzięki którym twoje samopoczucie i spokój wzrastają.
  • NEGATYWNE MYŚLI – Amen nazywa je „mrówkami” – od ANT (po angielsku: mrówka), skrótu od określenia: automatyczna negatywna myśl. Jeśli nie pozbywamy się ich na bieżąco, prowadzą do depresji i stanów lękowych. Radą na nie jest m.in. zasada 18/40/60, która w skrócie wygląda tak: Kiedy masz 18 lat, przejmujesz się tym, co wszyscy o tobie myślą. Kiedy masz 40 lat, masz gdzieś, co wszyscy o tobie myślą. Kiedy masz 60 lat, zdajesz sobie sprawę, że nikt w ogóle o tobie nie myśli i nie myślał”. Wniosek: nie ma sensu zamartwiać się.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Joga hormonalna dla zdrowia i żywotności

Dzięki leczeniu z zastosowaniem jogi hormonalnej można osiągnąć podniesienie się poziomu hormonów w ciele o około 254 proc. w ciągu czterech miesięcy. (Fot. iStock)
Dzięki leczeniu z zastosowaniem jogi hormonalnej można osiągnąć podniesienie się poziomu hormonów w ciele o około 254 proc. w ciągu czterech miesięcy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Joga odmładza i powoduje wzrost poziomu estrogenów – uważa brazylijska terapeutka Dinah Rodrigues. Wybrany przez nią system ćwiczeń pozwala kobietom, które nawet wiele lat temu przeszły okres menopauzy, odzyskać żywotność i zdrowie.

„Szczupła sylwetka, spokojne oblicze, słuchanie głosu serca, zdrowie, panowanie nad dobrami materialnymi i wewnętrzny ogień” – takie wspaniałości obiecuje osobom trenującym jogę Pradipika, jeden z najsłynniejszych hinduskich tekstów o hathajodze, najstarszej znanej formie ćwiczeń fizycznych.

Jogę można praktykować z różnych powodów. Dla uspokojenia i wyciszenia, dla kondycji fizycznej, schudnięcia i wspaniałej sylwetki, dla odzyskania zdrowia i równowagi psychicznej czy wreszcie dla rozwoju osobistego i duchowego. Patańdżali, twórca „Jogasutry”, napisał w II w. p.n.e., że joga pozwala powściągnąć zjawiska świadomości i utrzymywać się w swojej właściwej naturze. To najgłębszy – duchowy – sens ćwiczeń.

Gdy rozpoczynamy praktykę jogi, pierwszym odczuciem, jakiego doznajemy, jest odzyskiwanie sprężystości ciała i pełnego zakresu ruchów. Ale joga to nie tylko gimnastyka. Precyzyjne ruchy pozwalają doświadczyć, że psychika i ciało są jednością. Harmonizując mięśnie i oddech, zawsze mniej lub bardziej wpływamy na samopoczucie. Wykonujemy bowiem dwa rodzaje ćwiczeń: fizyczne, czyli asany, i techniki oddechowe – pranajamy. Asany są spokojnymi ćwiczeniami rozciągającymi doskonalonymi przez joginów od tysięcy lat. Pranajamy to specjalny sposób oddychania, który wzmacnia energię życiową, a wycisza stres i silne emocje. Wiele z istniejących w jodze dwustu asan naśladuje jakąś roślinę, zwierzę, zjawisko przyrody albo hinduskie bóstwo. Przyjmując pozycję vrksa, czyli drzewa, można poczuć się bardzo stabilnie, praktykując hamsa (łabędzia), nabywamy płynności ruchów, a simba, czyli lew, i viraphadrasana – heros pomagają odnaleźć w sobie siłę do walki z kłopotami. W ten sposób pozycje jogi przypominają ćwiczącemu, że jest częścią natury, i pozwalają korzystać z jej mocy.

Tradycyjne systemy, które wyrosły z hatha-jogi, takie jak np. joga Iyengara czy Sivananda, odwołują się do prastarych technik uprawiania asan, ćwiczeń oddechowych i wewnętrznej pracy nad energią witalną. W jodze według Iyengara kładzie się nacisk na fizyczną stronę ćwiczeń, a w Sivanandzie obowiązuje zasada większej delikatności wobec siebie oraz respektowania swoich fizycznych ograniczeń.

Asany zdrowia i młodości

Bez względu na to, jaką odmianę jogi praktykujemy, regularne wykonywanie asan rzeźbi figurę, nadaje jej smukłość. Ćwiczenia powodują wydłużanie mięśni (w odróżnieniu od ćwiczeń na siłowni, które je skracają), dzięki czemu sylwetka staje się bardziej proporcjonalna, a ruchy harmonijne. Poprawia się przemiana materii, krążenie krwi, trawienie, wydzielanie neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobry nastrój, dotlenienie całego organizmu i wygląd skóry. Dzięki odstresowującemu charakterowi jogi rozluźniają się napięte barki, a rysy twarzy wygładzają się i łagodnieją. Twarz pozbawiona napięcia staje się młodsza.

Terapeutka jogi hormonalnej Dinah Rodrigues, która praktykuje od 50 lat, obiecuje jeszcze więcej. Wypróbowała terapię jogą na sobie. „Dzięki leczeniu z zastosowaniem jogi hormonalnej można osiągnąć podniesienie się poziomu hormonów w ciele o około 254 proc. w ciągu czterech miesięcy”, pisze Dinah Rodrigues w swojej książce „Joga hormonalna”.

Asany wybrane przez nią z tradycyjnej jogi powodują podniesienie obniżającego się w okresie premenopauzy poziomu estrogenów, a nawet wznowienie produkcji tych hormonów w okresie klimakterium. Ten rodzaj jogi przeznaczony jest także dla tych kobiet, które cierpią na różne zaburzenia hormonalne: nieregularne, zbyt obfite czy bolesne miesiączki, zespół napięcia przedmiesiączkowego czy policystycznych jajników. Pomaga również w leczeniu niepłodności. Każda z asan działa na narządy wewnętrzne uczestniczące w cyklu miesięcznym kobiety.

Kobiece pranajamy

– Joga hormonalna jest rozszerzoną hatha-jogą, jednak bardziej dynamiczną i skupioną na pracy nad energią. Koryguje to, co nie funkcjonuje właściwie. Praktykując ten styl jogi, można w dużym stopniu przeciwdziałać objawom obniżonego poziomu hormonów: większość dolegliwości znika, inne zostają zminimalizowane, a dobre samopoczucie powraca – mówi Irena Kertyczak, terapeutka jogi hormonalnej z Warszawy.

Kurs jogi hormonalnej zaczyna się od... wypełnienia ankiety. Określenie, na jakie dolegliwości cierpimy, pozwala dobrać dla nas specjalny zestaw ćwiczeń. Potem rozpoczyna się długi okres nauki i opanowywania kolejnych technik oddechowych. Dwie podstawowe to bhastrika i ujjayi (czytaj udżai). W bhastrice brzuch odgrywa rolę miecha. Trzeba nauczyć się dynamicznie wciągać brzuch (mówi się o przyciąganiu pępka do kręgosłupa), co powoduje intensywny masaż wnętrza podbrzusza, okolic jajników i nadnerczy. Doskonałe opanowanie bhastriki jest bardzo ważne, gdyż towarzyszy ona 70 proc. ćwiczeń. Ten właśnie masaż ma kluczowe znaczenie dla wznowienia przez tkanki jajników i nadnerczy produkcji estrogenów. Można to uzasadnić medycznie: bhastrika wzmaga krążenie krwi w tych organach, powodując lepsze ich odżywienie i dotlenienie, a odmłodzone tkanki mogą wznowić swoją pracę. Pierwsze efekty uzyskuje się po czterech miesiącach ćwiczeń, a poziom hormonów można sprawdzić, wykonując badania krwi.

Kolejną ważną techniką oddechową jest ujjayi. Polega na oddychaniu ze ściśniętą głośnią (gardłem) – słyszalnym dowodem opanowania tej sztuki jest wydobywający się w czasie wdechu i wydechu świst. Ujjayi „masuje” tarczycę i przytarczyce – gruczoły dokrewne odpowiedzialne m.in. za przemianę materii w organizmie, są one również powiązane z cyklem miesięcznym (niedoczynność lub nadczynność tarczycy powoduje zaburzenia lub zanik miesiączkowania). Jednak opanowanie tych technik to dopiero początek, gdyż ćwiczące osoby muszą jeszcze nauczyć się band – świadomego kurczenia określonych grup wewnętrznych mięśni. Najważniejsza jest udijana banda – polega na „podciąganiu” narządów podbrzusza do góry. W praktyce trzeba „podciągnąć” klatkę piersiową do góry, co automatycznie powoduje naciąganie narządów położonych w obrębie podbrzusza. Choć techniki wydają się teoretycznie niewykonalne, są absolutnie do opanowania. Cały cykl typowy dla jogi hormonalnej, który przerabia się na każdych zajęciach, obejmuje 15 ćwiczeń.

Ćwicz w domu!

Proponujemy pięć specjalnie wybranych asan, które można wykonywać samodzielnie w domu bez pomocy nauczyciela. Najlepiej robić je raz dziennie rano przez 30 minut. Potrzebne będą: karimata, mata lub koc do leżenia oraz mała poduszeczka.
 

Mahasana (skręty w bok)

Uklęknij, zwiń dłonie w pięści (kciuki skieruj do środka) i połóż z tyłu głowy, wnętrzem dłoni do wewnątrz. Weź głęboki wdech, wstrzymaj oddech, pochyl tułów w prawo, prawy łokieć ku podłodze, a biodro w lewo (jakbyś chciała usiąść). Następnie zrób ten sam ruch w lewo: tułów w lewo, a biodro w prawo. Następnie wychyl się do tyłu i do przodu w kierunku podłogi. Powtarzaj ten cykl tak długo, jak długo możesz pozostawać na bezdechu. Mahasana pobudza nadnercza do pracy.

Muzułmańska pozycja modlitewna

Usiądź na piętach, oprzyj tułów na udach i wyciągnij ręce przed siebie. Teraz oprzyj czoło na podłodze, wyprostuj lewą nogę, przyciśnij prawą piętę udem. Prawe kolano umieść między piersiami. Wykonaj siedem szybkich i intensywnych oddechów (wciągaj pępek podczas wydechu). Koncentruj uwagę na prawym jajniku. Muzułmańska pozycja modlitewna uaktywnia jajniki.

Vilomasana (obojczyk)

Pozostań w pozycji leżącej. Zegnij kolana, stopy umieść w odległości 20–30 cm jedna od drugiej. Złap dłońmi za kostki. Podnoś i opuszczaj biodra, wykonując kręgosłupem ruch falisty: wdychając powietrze, podnoś biodra, zwracaj jednocześnie uwagę, by talia pozostawała na podłodze. Następnie podnieś talię i potem tułów. Zrób wydech i opuść tułów, talię, a na końcu biodra. Wykonaj siedem podniesie  i siedem opuszczeń. Po czym zatrzymaj się w pozycji podniesionej, podpierając rękami biodra. Z podniesionymi biodrami wykonaj siedem szybkich i intensywnych oddechów (wciągaj pępek podczas wydechu). Koncentruj uwagę na tarczycy. Opuść plecy na podłogę. Vilomasana uelastycznia kręgosłup, zmniejsza stres i odpręża, uaktywnia tarczycę i przysadkę.

Viparita (świeca)

Nie zdajemy sobie sprawy, jak pozytywny wpływ na wygląd i samopoczucie ma przebywanie w niezwykłej dla nas pozycji, czyli nogami do góry i głową w dół. Leżąc na plecach, podnieś nogi i biodra do góry. Podeprzyj dłońmi talię i biodra. Zegnij lewą nogę i połóż lewą stopę na prawym kolanie. Lewe kolano powinno znajdować się po lewej stronie twarzy. Pozostając w tej pozycji, wykonaj siedem szybkich i intensywnych oddechów (wciągaj pępek podczas wydechu). Koncentruj uwagę na tarczycy i przysadce mózgowej. Powtórz ćwiczenie, zginając prawą nogę. Viparita ułatwia krążenie utlenionej krwi, przynosi ulgę przy duszności, palpitacji serca, astmie, chorobach gardła, bólach głowy, zaparciach, dolegliwościach układu moczowego, hemoroidach, przepuklinie, nadciśnieniu, niedokrwistości. Uspokaja układ nerwowy – przeciwdziała drażliwości, załamaniu nerwowemu, bezsenności, stymuluje tarczycę i przysadkę.

Uproszczona supta vajrasana (diamentowy sen)

W siadzie skrzyżuj nogi i połóż się na plecach. Stopy trzymaj oparte na podłodze. Pod kość ogonową połóż poduszeczkę. Podnieś ręce za głowę i spleć razem. Przestrzeń brzucha, w której znajdują się jajniki, musi być napięta i znajdować się wyżej niż reszta ciała. Wyciągnij się dobrze i wykonaj siedem szybkich i intensywnych oddechów (wciągaj pępek podczas wydechu). Koncentruj uwagę na obu jajnikach jednocześnie. Supta vajrasana uelastycznia stawy miednicy, rozszerza klatkę piersiową i pobudza jajniki do pracy.

Więcej w książce: „Joga hormonalna” Dinah Rodrigues

  1. Psychologia

Podróż do środka siebie - jak i kiedy najlepiej w nią wyruszyć?

W podróż do środka siebie warto wyruszyć w nowym roku, w okolicy okrągłych urodzin lub wtedy, gdy czujesz zwątpienie, niespełnienie i pustkę. (Fot. iStock)
W podróż do środka siebie warto wyruszyć w nowym roku, w okolicy okrągłych urodzin lub wtedy, gdy czujesz zwątpienie, niespełnienie i pustkę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Warto w nią wyruszyć w nowym roku, w okolicy okrągłych urodzin, a zwłaszcza wtedy, kiedy czujesz zwątpienie, niespełnienie i pustkę. Terapeutka Psychologii Procesu Agnieszka Kramm wyjaśnia, jak wielką rolę w takiej podróży mogą odegrać sny, postaci z mitów, bajek czy popkultury.

 

Sytuacja, jaka obecnie jest na świecie, ale też przekroczenie pewnego wieku, początek roku czy kryzys w życiu osobistym – sprawiają, że zadajemy sobie pytanie: „Czy na pewno tak powinno wyglądać moje życie?!”. Chcemy coś zmienić, ale nie bardzo wiemy, co... To jest bardzo częste zjawisko. Gdybym miała podać powody, dlaczego ludzie idą na terapię lub zaczynają zagłębiać się w siebie, to byłby to jeden z najważniejszych. Czyli człowiek dochodzi do takiego momentu, w którym okazuje się, że pewne role i zadania, ale też pewne pomysły na życie przestają działać. Pojawia się rodzaj pustki, braku, niespełnienia. Ponieważ przeważnie pracuję z kobietami, skupię się na tym, jak ta kwestia wygląda w ich przypadku, bo jest trochę odmienna niż u mężczyzn.

Na czym polega ta różnica? Kobiety często zdają sobie sprawę z tego, że model, w jakim do tej pory funkcjonowały, jest typowo męski, żeby nie powiedzieć: patriarchalny. Czyli związany z działaniem i zdobywaniem, robieniem kariery zawodowej. A taki paradygmat, po pierwsze, nie oddaje pełni kobiecej natury, a po drugie, wiąże się z nieustającym eksploatowaniem samej siebie. Inna sprawa to fakt, że kobiety częściej niż mężczyźni dochodzą do wniosku, że wiele wzorców zostało im narzuconych, i dotyczą one zarówno tego, jak mają wyglądać, jak i czego powinny pragnąć.

Bardzo często słyszę to od kobiet. Że realizują plan na życie, który nie do końca jest ich. Mówią: „No dobrze, jestem matką, żoną, mam mieszkanie, psa i całkiem fajną karierę, a w ogóle nie czuję satysfakcji”. Przy czym: „nie czuję satysfakcji” to jest ten bardzo lekki poziom rozczarowania, dużo gorzej, kiedy pojawia się poczucie wypalenia albo gdy budzisz się rano i kompletnie nic nie czujesz. To są momenty wręcz depresyjne. I często dotyczy to kobiet, którym inne kobiety wszystkiego zazdroszczą.

Przychodzą do pani i słyszą: „Szłaś złą drogą?”. Nie, nie chodzi o to, że wszystko było złe. Ale że najwyższa pora coś zmienić, pojawia się potrzeba znalezienia głębszego  sensu  życia. To oczywiście nie oznacza, że ta nowa droga z sensem będzie tylko miła i przyjemna, że od teraz będzie wieczna zabawa.

Ja bardzo lubię swoją pracę. Kiedy zamykamy numer, często czuję się wyczerpana i przemęczona, ale gdy jest już na rynku, przychodzi też satysfakcja, duma. Mój energetyczny bak znów zostaje zapełniony. Problem pojawia się chyba wtedy, kiedy bak jest ciągle pusty. Czy to znak, że ktoś za dużo pracuje, czy że jednak nie robi czegoś, co go „napełnia”? Najlepiej byłoby sprawdzić obie te hipotezy, ale dużo częstsza jest taka: „To, co robię, mnie napełnia, ale robię tego za dużo, nie ma przeciwwagi, drugiej strony”. A ta druga strona, zwłaszcza u kobiet, musi się pojawić. Wypalenie, depresja są często właśnie wołaniem tej drugiej strony.

Czym jest ta druga strona? Co nas woła? W największym skrócie – dusza. Przeciwwaga dla działania, osiągania, zdobywania i wiecznej aktywności. Aby się z nią spotkać, potrzebujemy wejść w głąb siebie. Jest mnóstwo bajek i mitów na ten temat, a mity i baśnie pokazują pewne archetypy, czyli nieuświadomione, głębokie pragnienia i tendencje. Jednym z takich mitów jest mit o Demeter i Persefonie. Opowiada o tym, że życie jest cyklem. Tego się nas wcale nie uczy, w związku z tym nie dajemy sobie przyzwolenia na to, by też nie działać. A niedziałanie jest nam bardzo potrzebne. Po pierwsze, po to, by odpocząć. Po drugie, by zajrzeć w głąb siebie i spotkać się z tym, co tam się znajduje. Bo jest czas na to, że Demeter i Persefona, matka i córka, się spotykają i wszystko rozkwita. Jest wiosna, lato, słońce i czas plonów. Potem jednak Persefona musi zejść do podziemia, a na zewnątrz świat zamiera – jest jesień, zima, liście opadają, nic nie kwitnie. My też musimy czasem zejść do podziemia. To naturalne. I są na to potrzebne czas i przestrzeń. Nie da się tego robić jednocześnie, czyli pracować 24 godziny na dobę i mieć czas na bogate życie psychiczne i duchowe. A ono również domaga się naszej uwagi. Ono też woła, czasem tak głośno, że manifestuje się poprzez chorobę psychosomatyczną czy depresję.

Już usłyszałyśmy ten głos, co możemy teraz zrobić? Przede wszystkim trzeba się zatrzymać. Polecam bardzo książkę „Podróż bohaterki” Maureen Murdock. Autorka, uznana jungistka, pisze, że kiedy już się wyruszy w podróż do środka siebie, to trzeba wiedzieć, że nie będzie tu żadnych map i wytycznych. Można się wspierać różnymi narzędziami, po to są m.in. kręgi kobiet, terapia, medytacja czy kontakt z przyrodą, ale cel jest jeden: spotkać siebie. A to odbywa się głównie poprzez obserwację, nie poprzez działanie. Co obserwuję? To, jakie emocje się we mnie pojawiają i co mi się śni.

Sny są ważne w takiej podróży? Ogromnie ważne. Psychika, dusza mówią do nas właśnie snami.

Ale robią to nie zawsze w języku, który rozumiemy... Można się go nauczyć. To język symboli, metafor i energii, ale nie takich jak w sennikach. Każdy sam jest dla siebie słownikiem symboli i metafor.

Sama wiem, jak zinterpretować swój sen? Bo wiem, co dla mnie znaczą różne elementy tego snu.

Powiedzmy, że śni mi się podróż i ciągle się w tym śnie przemieszczam, w dodatku spotykam różnych ludzi – zarówno tych realnych, z mojego życia, jak i postaci z filmów czy książek, które oglądam lub czytam. Pewne elementy snów są dla nas wszystkich wspólne, archetypiczne. Podróż to taki właśnie archetyp. Oznacza zmianę, czasem nawet zmianę tożsamości, albo jej potrzebę. Sny, wbrew temu, co myślimy, nie pokazują, co się stanie, ale co jest nam potrzebne, ukazują tendencje naszego rozwoju. Czyli warto zadać sobie pytania: w jakim aspekcie mojego życia muszę w tę podróż wyruszyć? Gdzie jest zbyt wielka stagnacja, gdzie jestem zbyt „zatrzymana”? W następnej kolejności warto popatrzeć na osoby, które spotykam w tej podróży ze snu. Z czym one mi się kojarzą? Jaką jakość wnoszą, jaką mają energię, kim one są dla mnie? Gdybym miała opisać je zupełnie obcej osobie, to co jest w nich takiego specyficznego i indywidualnego? Warto to ustalić, bo to znaczy, że ten kawałek jest mi potrzebny w podróży. Może muszę go bardziej rozwinąć albo jest dla mnie najbardziej trudny. Ale na pewno mieści się w nim coś ważnego. I to jest właśnie ten indywidualny odbiór.

Sny są cudowną materią do pracy nad sobą, już Zygmunt Freud mówił o nich „królewska droga do nieświadomości”. Można je zapisywać w postaci słów, można robić mapy snów, można je rysować... Co więcej, kiedy wyruszamy w taką wewnętrzną podróż, miewamy zwykle więcej snów i są one bardziej wyraziste i znaczące niż zwykle. I mówią to nawet ci, którzy nigdy nie śnią.

Co jeszcze obserwujemy, oprócz snów? Emocje oraz ciało. Co się w nim dzieje? Co ono czuje? Czego potrzebuje? Jak reaguje na różne sytuacje, emocje i bodźce? W ten sposób wchodzimy też w bliższy kontakt z naszym Wewnętrznym Dzieckiem, czyli tą częścią nas, która cała jest zbudowana z potrzeb. Kiedy nakarmimy, uspokoimy i uszczęśliwimy to nasze Dziecko, odnajdziemy właściwą drogę do siebie.

Często będą to rzeczy, które z punktu widzenia świata uzgodnionej rzeczywistości, czyli świata działania i osiągania, nie będą szczególnie atrakcyjne. Dziecko rzadko chce zostać dyrektorem, zwykle chce dostać psa albo iść na spacer, więcej czasu spędzać z przyjaciółmi albo chce leżeć i robić nic! To często jest właśnie pierwszy etap takiej podróży: pozwolenie sobie na leżenie i nicnierobienie.

Żyjemy w bardzo silnym paradygmacie produktywności, boimy się, że jeśli się zatrzymamy, to się rozpadniemy. Ale my właśnie mamy się rozpaść. I tak to się wkrótce stanie, lepiej więc z tym współdziałać, niż być w kontrze, bo wtedy się rozpada z jeszcze większym hukiem. Ludzie mówią: „czuję, że jeśli się położę, to już nie wstanę”. To nieprawda, tak się nigdy nie dzieje, ale może przez tydzień rzeczywiście tylko poleżymy.

Czyli: śnimy, leżymy, obserwujemy siebie i swoje potrzeby. A jeśli mamy ochotę na jakiś serial czy książkę, może te, które już widziałyśmy czy czytałyśmy setki razy? Czego mamy w nich szukać? Jak odnaleźć w nich tę brakującą cząstkę siebie, to „coś”? No właśnie tego nie da się opisać na zasadzie: „jest różowe i pachnie wanilią”. Gdy to się znajdzie, to się po prostu wie. Nazywam to poczuciem mocy osobistej, w której jest miejsce na siłę, ale również na słabość.

Kolejny etap stanowi zbudowanie pomostu pomiędzy tym, co jest we mnie, a światem, czyli zrobienie na to, co odnalazłam, miejsca w swoim życiu. I zawodowym, i osobistym. Ale też bądźmy świadome, że to czasem zadanie na parę miesięcy. Albo i lat – i to jest w porządku.

Wielu kobietom pomaga zrobienie listy pod tytułem „Kim jestem?”. Co się tam najpierw pojawi? Najpierw pojawiają się role, które odgrywamy w życiu. Czyli: jestem żoną, matką, prawniczką... Dopiero potem robi się miejsce na dużo głębsze poczucie, kim jestem Ja, właśnie Ja. To chyba dobra pora, żeby wspomnieć o micie osobistym...

Czym jest mit osobisty? Carl Gustav Jung jako pierwszy powiedział, że jest coś takiego jak osobista historia, która dzieje się przez całe twoje życie, takie trochę „po co tu jestem?”, i ma to wiele wspólnego z głębokim poczuciem sensu. Mit osobisty to podstawowy wzorzec, motyw, ale też twoje wyzwania i zadania. To coś więcej niż codzienne obowiązki, to siła, która nami kieruje, historia, jaka chce się wypełnić. Nie chodzi o to, że nasze życie jest przez coś zdeterminowane, niezależne od naszej woli, tylko że właśnie ma głębszy sens. Indianie wierzą, że każda dusza przychodzi na ten świat po coś, tylko kiedy już się rodzi, to zapomina po co. I jej życiowym zadaniem jest to sobie właśnie przypomnieć.

Co może być naszym mitem osobistym? Zwykle odnajdujemy go, cofając się do pierwszego snu z dzieciństwa albo analizując powtarzające się sny. Sam fakt, że one się powtarzają, znaczy, że zawierają ważny wzorzec, coś do odkrycia. Na przykład jedna z kobiet, z którą pracowałam nad odnalezieniem jej mitu osobistego, była bardzo zadaniowa, skupiona na różnych celach i wysoko produktywna. Miała też powtarzający się sen, śniony już w dorosłości, że tańczy: z kimś, czyli w parze, albo sama. Rzeczą do nauczenia czy zrozumienia, tym, co było jej potrzebne, czyli jej lekarstwem na różne bolączki – bo tym też jest mit – było to, by nauczyła się bardziej tańczyć w swoim życiu. Czyli chodziło o lekkość, przyjemność i radość. Metafora tańca była tym, co w sposób bardziej świadomy potrzebowała wnieść do swojego życia.

Jej mit mówił: „życie jest tańcem”. Zgadza się. Inna historia z mojego gabinetu dotyczyła pierwszego snu z dzieciństwa. Dziewczynę goniły wilki, czego oczywiście bardzo się bała, ale w snach często to, czego się boimy, jest tym, co najbardziej nam potrzebne. Chodziło więc, by połączyła się z energią wilków, częściej używała kłów i pazurów. Na co dzień była bardzo miłą i grzeczną osobą, trzymającą się zasad, a potrzebowała zaufać swoim instynktom.

A można też doszukać się swojego mitu w ulubionych bajkach, książkach lub filmach? Powiedziała pani o wilkach, mnie przyszły na myśl wampiry. Wiele osób, w tym ja, uwielbia filmy i książki o nich. Ja też. Seriale o wampirach to moje guilty pleasure. Kocham wampiry!

Co takiego w sobie mają, że tak je kochamy? Wampiry to bardzo ciekawy, kulturowy symbol. Reprezentują bardzo wypartą, dziką część nas. Z jednej strony są ludźmi, z drugiej – zwierzętami.  Mają w sobie ogromną siłę, jakąś pierwotność. Krew, którą piją, ja rozumiem jako coś żywego. Nie żywią się byle czym, a esencją życia.

Są też bardzo egoistyczne, pozwalają, by ich pragnienia były ważniejsze niż innych. Zdecydowanie tak. I uwielbiają rządzić innymi. Powiedziałabym tak: jeśli ktoś bardzo lubi czytać o wampirach lub często mu się śnią, wskazówką dla niego jest „stań się wampirem w swoim życiu”. Czyli stawiaj swoje pragnienia na pierwszym miejscu i ustal, co jest tą „krwią”, bez której nie przeżyjesz. Żyw się nią.

Dla wielu kobiet ważną postacią jest czarownica. Od kilku lat obserwuję odradzanie się kultu współczesnych wiedźm. Mnie kojarzy się to z powrotem do natury, z uznaniem, że jesteśmy połączeni ze wszystkim, co żyje. Ale wiedźma to dla mnie też mądrość, moc, wiedza. Ogromnie się cieszę, że powraca kult czarownicy. Między innymi dlatego, że mamy bardzo mało postaci bogiń w naszej kulturze. Mamy Matkę Boską i Ewę. Jedna jest związana z ogromnym poświęceniem, a druga – z ogromnym poczuciem winy. A jeśli nie ma czegoś w baśniach, mitach czy opowieściach, to nie ma reprezentacji tego w kulturze. Wtedy dużo trudniej jest to poczuć w sobie, dać sobie na to przyzwolenie. Czarownica to wyparty element boginicznej, ale i realnej kobiecości. To część związana ze starością, mądrością i ogromną mocą. Związana z cyklami natury, z roślinami, zwierzętami. Jest dzika, złośliwa, często brzydka – ma brodawki, siwe, potargane włosy, pazury i garb. Ale ona pozwala sobie na bycie brzydką, na niezabieganie o aprobatę otoczenia. Bo ma wielkie poczucie mocy; stąd strach, jaki czarownice wzbudzały w wiekach średnich.

Na jednym z protestów widziałam transparent: „Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić”. Aż mnie dreszcz przeszedł, taki był mocny. I pomyślałam sobie, że czarownice towarzyszą naszemu dzieciństwu, a potem znikają. Dziś wiele kobiet określa się „współczesnymi czarownicami” i nie są to żadne metafory czy żarty. To kobiety, które nie pozwalają, by je kontrolować. Są mądre, pewne siebie, wolne i pełne radości życia. Ich siła jest połączona z naturalnym cyklem: wiedzą, kiedy trzeba coś pożegnać i pozwolić mu odejść, a kiedy coś przywitać czy nawet przywołać. Wiedzą, kiedy trzeba wejść do lasu i odciąć się od ludzi, a kiedy do nich wrócić i im pomóc. I my tej mądrości bardzo potrzebujemy. Cieszę się, że ta energia się dziś budzi. Kobiety, które do mnie przychodzą, bardzo często śnią o czarownicach, które je gonią. Ale widać to też w popkulturze: ile filmów jest teraz o czarownicach i o superbohaterkach! A popkultura zawsze odzwierciedla potrzeby społeczne i ważne trendy. Może więc w tej podróży tak naprawdę potrzebujemy odkryć naszą wewnętrzną czarownicę, superbohaterkę, nosicielkę naszej mocy?

Agnieszka Kramm, psycholożka, psychoterapeutka, superwizorka. Prowadzi projekty i kręgi kobiet, autorka podcastu "krammzemocjami".

Ćwiczenie na początek drogi

Weź kartkę papieru i napisz, bez cenzury i bez dłuższego zastanowienia, co jest na ten moment dla ciebie ważne, co jest superważne i co lubisz, co ci sprawia przyjemność. Możesz użyć kolorów, rysunków, wzorów. Następnie zadaj sobie pytania: kiedy najbardziej czuję się sobą? W jakim momencie? Potem to przeanalizuj i pomyśl, jak na to wszystko, co napisałaś, możesz zrobić więcej przestrzeni w swoim życiu. I wpisz to sobie do kalendarza.

  1. Psychologia

Zmiana - proces tworzenia siebie. Rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem

- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
– Zmiana jest konieczna do rozwoju, ale sama nie nastąpi. Jest procesem tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany – mówi psycholog i przedsiębiorca dr Mateusz Grzesiak w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską.

Artykuł archiwalny. 

Mistrzowie duchowi mówią, że życie jest zmianą i że poza zmianą nic w życiu nie jest pewne… Mistrzowie duchowi znają wiele mądrości życiowych, ale nie komunikują ich wystarczająco konkretnie. Ludzie chcą narzędzi, dzięki którym się zmienią.

Żeby zmienić coś w sobie i w swoim życiu, często trafiamy do specjalisty – psychoterapeuty lub coacha. A jeszcze częściej, żeby zwrócić się po tę pomoc, musimy dostać kopa od życia. Dostanie kopa od życia jest postawą pasywną. Poza tym to ryzyko. Niektórzy mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jeśli cię zabije, to na pewno nie wzmocni... Poza tym skąd wiemy, że kiedy ktoś dostanie kopa, będzie potem mądrzejszy? Może jeszcze raz dostać tego samego kopa w to samo miejsce i będzie go bolało dwa razy bardziej. Jeżeli brak nam odpowiedniej wiedzy, nie wyciągniemy wniosków.  

Kop bywa jednak motywacją do zmiany. Czasami rzeczywiście tak jest. Niektórzy ludzie nie będą chcieli się zmienić, jeśli nie doświadczą określonego problemu, który odbierze im coś w życiu i wpłynie na ich emocje, zapewni pewien poziom cierpienia. Ale kop jest tylko początkowym bodźcem. Potem stajemy przed pytaniem: co mogę zrobić, żeby nie dostać tego kopa ponownie, czyli jak mam się zmienić? Tu przechodzimy do narzędzi z zakresu psychologii zmiany. Nie mieliśmy w szkole takiego przedmiotu, więc nasza wiedza na ten temat jest zerowa. Ludzie błędnie sami się diagnozują i na przykład chandrę traktują jak depresję albo szukają specjalistów, którzy wcale nie są im potrzebni. Należy rozpowszechniać wiedzę o praktycznej psychologii. Szukają ich, ponieważ przechodzą kryzys albo tkwią w martwym punkcie. Instynktownie wiedzą, że zmiana jest konieczna, bo ciągle są tym samym poziomie. Ale nieraz zmiany okazują się iluzoryczne, bo kolejna praca jest niesatysfakcjonująca a następny partner również jest niedostępny. Ludzie chcą się zmienić, bo są niezadowoleni z tego, co mają: bo mało zarabiają, bo są zbyt otyli, bo relacje z dzieckiem nie spełniają ich oczekiwań, bo nie dostali awansu. Nie mają w życiu czegoś, o czym wiedzą, że potencjalnie jest to w ich zasięgu. To stwarza dysonans pomiędzy tym, czego oczekują, a tym co mają. I często to zaczyna być motywacją do zmiany.

Na czym polega autentyczna zmiana? Najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem większość ludzi żyje jak trzcina na wietrze – oni robią to, co w danym momencie życie im przynosi, są pasywni, nie planują i nie podejmują działania. A ja mogę przecież wyobrazić sobie Mateusza za trzy lata, on może być chudszy niż teraz albo na przykład bogatszy. To jest proces tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany. Trudno podjąć decyzję o zmianie wtedy, gdy wierzą w romantyczne gusła i inne średniowieczne bzdury.

Gusła? W Polsce kierujemy się różnego rodzaju wróżbami chociażby w budowaniu relacji, choć jesteśmy jedną z najbardziej wykształconych nacji na świecie. Na przykład czekamy na drugą połówkę jabłka! Druga połówka jabłka jest w warzywniaku. Obudź się, nie ma drugiej połówki jabłka w związkach. Jestem ciekawy, czy w Kongo szukają drugiej połówki banana. To jest ignorancja. Używamy metafor – które w naszej rozmowie nazywam gusłami – bo nie wiemy, jak działają relacje. Nie mówię tu o przestarzałych „frojdyzmach”, ale o nowoczesnej psychologii, która służy człowiekowi. O najnowszych badaniach i świetnych narzędziach, dzięki którym możemy osiągać swoje cele. Większość ludzi nie ma świadomości, że skuteczność w życiu osobistym i zawodowym wynika z przemyślanego działania opartego na wiedzy, a nie z przypadku, rzekomego szczęścia i innych nieweryfikowalnych historii.

Moglibyśmy zacząć od nauki, jak działa mózg, jak odczuwamy emocje, tak? Tak. Z jednej strony mamy nauki twarde – między innymi chemię, biologię, fizykę, które uczą jak skonstruowany jest świat materii. Z drugiej są nauki miękkie, takie jak psychologia, które odkrywają w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł, jak modelować zachowania, jak wpływać na emocje. I tam są konkretne przepisy, jak siebie zmienić. Dajmy konkretny przykład: chcę rzucić palenie. Zaczynam od tego, żeby się dowiedzieć, jak to zrobić. Bez tej wiedzy będę się autodiagnozował na podstawie niepopartych faktami przekonań, jak np.: „taki się urodziłem”, „to przez mojego dziadka bo też palił” albo – tu wracamy do romantycznych guseł: „to było mi pisane”. Możemy dodać trochę źle rozumianego buddyzmu: „taka karma, że palę i nic z tym nie da się zrobić”. Tego typu bzdury powodują, że ludzie zamiast podjąć działanie, tkwią w tym swoim paleniu albo w niedziałających biznesach czy nieszczęśliwych związkach. A te historie można w określony sposób zmienić. I choć nie możemy mieć wpływu na wszystko, to na pewno możemy przestać palić lub więcej zarabiać.  

Dobrze, rezygnuję z pomysłu, że to przez karmę mało zarabiam. Co robić? Zaczynam od uświadomienia sobie faktu, że są ludzie, którzy zarabiają duże pieniądze. Czyli wiem, że jest to możliwe. Szukam odpowiedzi na pytanie, w jakim zawodzie się najwięcej zarabia. Przedsiębiorca, wykwalifikowany specjalista, pracownik na wysokim kierowniczym stanowisku –świetnie, mam trzy modele. Jeśli chcę być specjalistą, zdobywam unikalne kompetencje, na które jest zapotrzebowanie na rynku i po jakimś czasie zaczynam je sprzedawać. Albo wkraczam na ścieżkę kariery, która zaprowadzi mnie do kierowniczego awansu. Rozwiązanie numer trzy: staję się przedsiębiorcą, czyli uczę się, w jaki sposób sprzedawać, robić marketing, zarządzać zespołem, buduję misję, wizję, wartości swojej firmy, tworzę portfolio produktów, profiluję klienta, po czym wychodzę do niego. Za każdym razem robię swoje. Moi rodzice walczyli z komunizmem, ja żyję w kapitalizmie i mogę tworzyć siebie jako przedsiębiorcę na wolnym rynku i to jest niesamowite.

No tak, ale do tego potrzebne są pieniądze na wykształcenie, rozpoczęcie biznesu.   Jakie pieniądze? Naprawdę?! W dzisiejszych czasach, gdzie masz do czynienia chociażby z czymś takim jak crowdfunding, który nie kosztuje nic, bo ktoś może zainwestować w twój pomysł? Nigdy nie żyliśmy w czasach tak sprzyjających do zarabiania pieniędzy! Weźmy rodzimego youtubera Sylwestra Wardęgę. Miał prosty sprzęt, którym nagrywał swojego psa na ulicy przebranego za pająka. Umieścił to w Internecie za darmo. Psa ogląda 180 milionów osób świecie, a Wardęga zarabia na tym pieniądze.

Z jednej strony możemy sięgnąć po kreatywność, odwagę, innowacyjność. Ale z drugiej strony mamy ograniczenia – chociażby lęk i inne emocje. One często nie pozwalają nam iść do przodu, zmienić życie i odnieść sukces. Mogę się bać, że ktoś mnie skrzywdzi albo że spadnie na mnie z nieba meteoryt. Ale mam też inne wyjście – mogę za darmo wejść w Internet, gdzie znajdę techniki radzenia sobie z emocjami. Mam do wyboru chociażby Racjonalną Terapię Zachowań (terapia krótkoterminowa wywodząca się z nurtów poznawczo–behawioralnych – red), gamę narzędzi rodem z psychologii poznawczej, ćwiczenia mindfullness. Mogę zrobić technikę pt. test kamery i zobaczyć, że to, czego się boję, nie jest oparte na faktach. Mogę też pracować nad dialogiem wewnętrznym. Moje emocje zależą ode mnie – nawet te najtrudniejsze. Lęk dzieje się w naszych głowach i można go zniwelować.

Miałeś kłopoty ze zdrowiem, poważne, bo chodziło o serce i wyszedłeś z tego. Czego wtedy doświadczyłeś? Lęku, poczucia winy, pretensji do siebie, złości, nadziei. To była cała plejada emocji, z którymi musiałem popracować, żeby podjąć racjonalne działanie zmierzające do wyleczenia się. Trwało to 8 miesięcy i koniec końców się udało. Jakbyś mnie zapytała, czy to było trudne – odpowiedziałbym – tak, ale co z tego? Gdy chce się osiągnąć duże rzeczy, robi się trudne rzeczy. A jak nie – to się robi łatwe. Rozmawiamy o tym, że ludzka postawa, czyli przekonanie na temat rzeczywistości, umożliwia lub nie określone zmienianie się. Tak naprawdę potrzebujemy pomysłu i wiedzy, jak go realizować.

Jeszcze czegoś. Patrzę na ciebie i widzę mężczyznę pod tytułem „JUST DO IT”. Myślę, że działanie jest dla ciebie łatwe, pewnie masz wysoki poziom motywacji. Wiedziałem, że wrócisz do guseł romantycznych. O której dzisiaj wstałaś?

O siódmej. O której pójdziesz spać?

Pewnie późno, bo mam sporo do pisania. O której to późno? Dwunasta, pierwsza?

Tak. Ja wstałem dzisiaj o szóstej, pójdę spać o pierwszej. Będę spał może pięć godzin i tak robię od trzynastu lat. Mamy wewnętrzną potrzebę, żeby fakt, czy coś osiągamy czy nie, tłumaczyć istnieniem siły wyższej lub naturalnych predyspozycji, równie magicznych. Kiedy zajmowałem się nauką języków obcych, a wykładałem dotychczas w siedmiu językach, wiele razy słyszałem: „Ale ty masz talent”, „Z tym to się urodziłeś”. A ja wtedy pytałem: „Czy zapisałeś się do szkoły języków obcych?”. I słyszałem: „Nie, bo nie mam talentu”. I to są gusła tłumaczące brak wiedzy na temat zachowań potrzebnych do osiągnięcia celu.

Są tacy, którzy zapisują się do szkoły i dopiero tam stwierdzają, że nie mają talentu. Nie wystarczy się zapisać, trzeba się uczyć. Jedni są pracowici i ambitni, a drudzy leniwi i im się nie chce.

Właśnie – nie chce im się. Jest jeszcze kwestia motywacji. Jak się nie chce, to się nie ma wyników. Lenistwo jest niczym innym jak mechanizmem obronnym. Odczarujmy zmianę – tam nie ma guseł – tam jest sposób, w jaki wpływamy na emocje, myśli, zachowania. Chcę się zmotywować. Sięgam więc do zestawu technik motywacyjnych. Weźmy zobowiązanie publiczne – jeżeli powiem bliskim, że zamierzam coś osiągnąć, wtedy będę bardziej zobowiązany, żeby to zrobić niż gdybym im nie mówił. Dwa – negatywna konsekwencja. Zadajmy sobie pytanie, co się negatywnego stanie, jak się nie zmienię. Będę przez dziesięć kolejnych lat trwała w związkach z toksycznymi facetami i zestarzeję się nieszczęśliwa. Kolejna technika – motywujące cytaty i historie osób, które odniosły sukces. Wystarczy wejść w internet i wpisać – techniki motywacyjne, proste przepisy. Oczywiście, że gdy wstaję o szóstej rano i idę na zapasy, wiedząc, że dostanę od mojego trenera takie baty, że będę posiniaczony, nie jest przyjemnie. Ale mnie nie interesuje przyjemność ani łatwość, mnie interesuje skuteczność.

A co jest złego w przyjemności?! Po pierwsze, ona przemija, więc nie możesz jej uchwycić i ciągle ci jej brakuje. Po drugie, adaptujemy się do niej, więc trzeba ciągle podnosić dawkę. Po trzecie, istnieje tylko w odpowiedzi na bodziec wywołujący, którego ciągle musisz szukać. Po czwarte, jest emocją, a więc nie daje żadnej treści. Półtorej godziny spędzone na oglądaniu filmu, który jest zabawny, ale nie wnosi merytorycznej wartości do czyjegoś życia, to 90 minut bicia piany. Przyjemność poczuję też, gdy napiję się alkoholu. Ale jeśli systematycznie będę to robił, stanę się głupszy, bo dojdzie do degeneracji moich neuronów. A ty mnie pytasz, co się złego w przyjemności? Wszystko, na Boga! Wszystko! Co innego radość. Ale radość nie jest emocją, jest uczuciem. Radość jest emanacją tego, co czuję, będąc szczęśliwą jednostką. Ludzie, niestety, dążą do emocji. Od lęku uciekają do przyjemności. To są smutne czasy. Ci ludzie cierpią i tego nie wiedzą.

Czyli kluczem do zmiany i sukcesu jest pracowitość. Między innymi. Jeszcze wiedza. Są tacy, którzy chodzą na basen i nic to im nie daje, bo błędnie ćwiczą. Ale na całe szczęście są tam trenerzy, wystarczy zapytać. Kiedy 20 lat temu zaczynałem przygodę z z innym sportem – kulturystyką, prawie wcale nie było formalnych instruktorów. Wtedy też coachów jeszcze nie było. Jak ludzie wtedy żyli? Mniej świadomie i mniej skutecznie niż dzisiaj, intuicyjnie. Ludzie zawsze jakoś żyli. Ale my nie chcemy „jakoś”. Dla nas liczy się „jakość”, a więc bierzemy pod uwagę, jakie są możliwości i je tworzymy. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi potrzeby społeczne.

Wróćmy do psychologii zmiany. Na czym polega głęboka zmiana, która spowoduje, że nasze życie nabierze nowej jakości. Po czym ją poznać? Nie ma znaczenia, czy zmiana jest głęboka czy płytka, ale o cel, jaki chcemy osiągnąć. W jakim kontekście chcę się zmienić? Czy chodzi o moje związki, pracę, ciało, kompetencje? Wszystko, co nie jest konkretne, nie zostanie przez nas zrealizowane. Na przykład: cierpię na nieśmiałość. Nie chcę być nieśmiały. A jaki chciałbym być w zamian? Chciałbym być śmielszy. Co to znaczy śmielszy, po czym poznam że jestem śmielszy? Teraz zaczynam przechodzić do konkretyzowania planu. Po czym poznam, że jestem śmielszy? Będę mówił pewniej, czuł się swobodniej, będę poznawał nowe osoby, podchodząc do nich i inicjując rozmowę. To jest konkretny cel – mózg wie wtedy, o co chodzi.

Czyli trzeba robić? Oczywiście, że robić. Gdy zaczynamy robić, przestajemy jedynie myśleć. I mamy feedback, jak coś działa.

Ale teraz pojawia się niebezpieczeństwo, że się poddamy, bo działamy, a nie jesteśmy skuteczni. Zniechęcające. A zatem powinniśmy wiedzieć, że Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Generalnie przyjmuje się, że zbudowanie nawyku zajmuje trzy tygodnie. Jeśli dzień w dzień będziesz jeździła na rowerze, twój metabolizm przyśpieszy. Jeżeli codziennie będziesz słuchała nagrań z językiem obcym, to wcześniej czy później twój mózg się go nauczy. Chodzi o systematyczność. Ty masz robić swoje, a mózg resztę zautomatyzuje.

Tyle jest nurtów rozwojowych, ale czy wiedza i świadomość się podnoszą? Fascynujące pytanie. Pod kątem świata technologicznego tak, robimy postępy w medycynie, fizyce, chemii, farmacji. Ale z innej strony nadal jesteśmy beznadziejnie zidentyfikowani z ego. Niedawno czytałem badania, że Polacy coraz rzadziej zadają sobie pytanie o sens życia. Smutna wiadomość. Bo oznacza, że nie myślimy, po co żyjemy. A co za tym idzie – żyjemy według narracji, która dana nam jest przez epokę i kulturę, w której się urodziliśmy.

Pytanie o sens życia może być motywacją do zmiany? Oczywiście. To fundament istnienia ludzkiej egzystencji – po co ja żyję, jaki jest sens tego, co ja robię, jaka jest moja misja życiowa.

Tylko jak to odkryć? Może lepiej stworzyć sens życia. Mój slogan to „Create Yourself”.

Myślę, że czasem coś w sobie odkrywamy, a czasem tworzymy. Prawdę mówiąc, jedno bez drugiego nie istnieje. Sam fakt tworzenia powoduje odkrywanie czegoś. I odwrotnie – odkrywanie czegoś wymaga od nas tworzenia tego. Próbuję dziesięciu sportów i odkrywam, że zapasy sprawiają mi najwięcej radości. Tworzę więc siebie jako zapaśnika, bo codziennie chodzę na treningi.

Co ostatnio ważnego zmieniłeś w swoim życiu? Zacząłem budować się i przygotowywać do bycia nie tylko psychologiem i przedsiębiorcą, ale też naukowcem. To jest duża zmiana. Zacząłem tworzyć instytut badawczo-naukowy, żeby mieć większą skalę i dać ludziom na całym świecie dostęp do fachowych narzędzi z zakresu psychologii interdyscyplinarnej: marketingu, zarządzania, samorealizacji. Motywowałem się tak jak zawsze: chęcią realizacji możliwości ludzkiego potencjału. Kiedy odkrywam, że mogę więcej, zaczynam podejmować działania.

Zmiana bardziej osobista? Schudłem 12 kilogramów w pół roku. Jadłem inteligentnie, ćwiczyłem inteligentnie i uprawiałem sport inteligentnie – to są trzy czynniki wpływające na zmianę wagi. Jeszcze jedna zmiana? Jakiś czas temu, gdy zrobiło się ciepło, kilka razy poszedłem palić fajkę shisha i bardzo mi się to palenie spodobało. Przeczytałem później w Internecie, że godzina palenia shishy równa się wypaleniu 100 papierosów. Po przeczytaniu tego stwierdziłem, że należy to odczucie zlikwidować i zmniejszyłem w sobie pożądanie palenia shishy. Palę teraz okazjonalnie.

Można się zmienić bez pomocy specjalisty? Można. Napisałem książkę pod tytułem „Psychologia zmiany”. Jeśli ktoś ją przeczyta i będzie ćwiczył rzeczy, o których tam napisałem, to większość swoich problemów życiowych będzie w stanie rozwiązać samodzielnie. To jest też element sensu mojego życia. Piszę książki, ponieważ wychodzę z założenia, że wiedza nie należy do nikogo i że trzeba się nią dzielić.

Gdy ciebie słucham, to wydaje mi się, że wszystko jest możliwe, ale przecież tak nie jest. Spotkałam się z opinią, że zbyt silne motywowanie i popychanie ludzi do zmiany, może szkodzić, bo mogą na skutek porażki cofnąć się w swoim rozwoju. Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami. I to jest oparte na faktach. To jest prawda. Nie schudnę przecież, jak trzy razy podskoczę i krzyknę „mogę!”.

Szkoda. Ale jeśli będziesz tak skakała codziennie przez pół godziny przez trzy tygodnie, to schudniesz.

Dr Mateusz Grzesiak jest przedsiębiorcą i wykładowcą. Ukończył studia magisterskie z prawa oraz psychologii, jest doktorem nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu. Szkoli międzynarodowo od kilkunastu lat w 7 językach. Pomaga ludziom i organizacjom osiągnąć zaplanowane cele poprzez dostarczanie narzędzi psychologii interdyscyplinarnej w czterech obszarach biznesu i życia osobistego: sprzedaży i marketingu, samorealizacji i relacji, kultury i wartości, przywództwa i zarządzania. Autor wielu bestsellerowych książek.

  1. Psychologia

Przyjaciółka męża z pracy - romans czy relacja bezinteresowna?

Partnerki nawet przez wiele lat tolerują zażyłe relacje z przyjaciółkami z pracy. (Fot. iStock)
Partnerki nawet przez wiele lat tolerują zażyłe relacje z przyjaciółkami z pracy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Partnerki długo tolerują zażyłe relacje z przyjaciółkami z pracy. W końcu jednak orientują się, że uczucia mężczyzny zostały przekierowane poza dom i rodzinę. To już sygnał alarmowy – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Partnerki długo tolerują zażyłe relacje z przyjaciółkami z pracy. W końcu jednak orientują się, że uczucia mężczyzny zostały przekierowane poza dom i rodzinę. To już sygnał alarmowy – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Ta przyjaźń zaczyna się całkiem niewinnie? Mężczyzna umawia się z koleżanką z pracy, że będą dla siebie nawzajem osobistymi trenerami, konsultantami w sprawach zawodowych. Omawiają więc sprawy działu, współpracy między działami, nowe projekty. Z czasem w tych konsultacjach pojawia się temat równowagi między życiem zawodowym a osobistym. Rozmowy coraz bardziej przekształcają się w intymne zwierzenia. Kamyk został wrzucony do wody. Zatacza kręgi. Nieformalne wsparcie rozwija się w nieformalną relację.

Co mężczyźni mówią, gdy przychodzą po pomoc? „Ona mnie słucha! Patrzy na mnie! Jest taka otwarta, uważna! Zadaje pytania!”. Są oszołomieni, zauroczeni. „Poruszamy takie ważne tematy! Nadajemy na tych samych falach! Spotkałem bratnią duszę!”. Jest tak miło, przyjemnie, ciepło.

Ci mężczyźni mają rodziny? I w tym problem, z tym przychodzą. Życie rodzinne schodzi na dalszy plan. Relacja z koleżanką, a za chwilę już z przyjaciółką jest tak odległa od tego, co dzieje się w domu. W domu są problemy z dziećmi, rachunki, spory, konflikty z sąsiadami, mnóstwo spraw operacyjno-organizacyjnych. W weekendy to samo: trzeba rodzinie coś zorganizować, gdzieś pójść, pojechać, postarać się. Mężczyzna czuje się jak w kieracie. Nie ma chwili spokoju. Nie ma czasu i nastroju na rozmowy o „ważnych sprawach” z żoną. „Kiedyś prowadziliśmy takie rozmowy, ale kiedy to było?!”. To jak w piosence „Nie płacz, Ewka” Perfectu: „Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić…”. Mężczyzna oddala się od rodziny, od dzieci. Relacja z przyjaciółką zaczyna być bardzo ważna.

Żona to z pewnością wyczuwa? Jest duże przyzwolenie społeczne na takie przyjaźnie w pracy. Romans to co innego, zdrada, wiadomo. Mężczyzna mówi: „Ona mi tak pomaga, wspiera mnie, tyle mamy pracy, nowe projekty…”. Do czasu to brzmi wiarygodnie.

Jak długo? Partnerki nawet przez wiele lat tolerują zażyłe relacje z przyjaciółkami z pracy. Praca to podstawa, więc skoro to dla niego ważne, skoro mu tak pomaga… Z czasem jednak widzą, że uczucia mężczyzny zostały przekierowane poza dom i rodzinę. Wsparcie przyjacielskie pomału, ale nieuchronnie zmierza w kierunku romansu. Partnerka znajduje niedwuznaczne mejle, SMS-y, ktoś życzliwy z pracy donosi, co się dzieje. Jeden z mężczyzn opowiadał mi, że żona jak burza wpadła do biura i zrobiła awanturę przy pracownikach i klientach. „Konsultacje? Ja ci dam konsultacje…”. Okładała parasolką i męża, i przyjaciółkę. Bywa i tak, że mężczyźni zostawiają swoje rodziny i wiążą się z przyjaciółkami z pracy. Te związki, oczywiście, rzadko się udają.

Oczywiście? Czar szybko pryska. Gdy kończą się konsultacje, a zaczyna codzienne, pełne obowiązków życie rodzinne, mężczyzna budzi się ze snu. Zauroczenie przyjaciółką z pracy przypomina romantyczne zakochanie nastolatka, który patrzy przez różowe okulary, i dopóki ich nie zdejmie, wszystko wydaje się idealne. Wspólny pobyt w pokoju hotelowym nie jest jednak tym samym co zamieszkanie pod jednym dachem. Kończy się czas, gdy firma płaci za hotel, nie ma już służb, które naprawiają zepsuty kran, ani pokojówek wymieniających pościel i ręczniki. Trzeba samemu podołać przeróżnym wyzwaniom.

Po raz kolejny wkrada się proza życia. I co wtedy? Mężczyzna zaczyna szukać nowej przyjaciółki. Wielu powtarza ten schemat, tylko już nie w pracy, ale na przykład na kursie językowym. Tak miło rozmawia się po angielsku, ale ileż można o polityce. Nieśmiało schodzimy na tematy osobiste. Dobrze byłoby się spotkać na kawie, żeby podszkolić konwersację, zwrócić uwagę na błędy językowe, które popełniamy. Jest tak ciepło, serdecznie, może to bratnia dusza?

Znów ryzykuje. Czym przede wszystkim? Obumieraniem życia rodzinnego, to pewne. Ryzykuje, że reanimacja może się nie udać. Nic w przyrodzie nie ginie. To, co powiemy, zrobimy, w jaki sposób się zachowamy, jakie decyzje podejmiemy, ma znaczenie. Na początku wydaje się, że relacja z przyjaciółką jest taka bezinteresowna, bez zobowiązań. To, oczywiście, złudzenie. Przyjaźń, która się rozwija, nawet powoli, nieubłaganie się pogłębia. Im dłuższa relacja, tym więcej zaangażowania, przyzwyczajenia i bliskości. I tym bardziej oddalamy się od naszych rodzin. Nie ma róży bez kolców. To tak jak z piwem bezalkoholowym. Było kiedyś takie piwo Bavaria, o którym mówiło się, że to nie alkohol. Zawierało 0,5 proc., które jednak alkomat wychwytywał. Kierowca po wypiciu dwóch, trzech takich piw mógł mieć kłopoty. Nie mówiąc już o wysokim indeksie glikemicznym, od którego rósł brzuch, tak zwany mięsień piwny.

Taka przyjaźń nie może pozostać niewinna? Może, jednak to wymaga od mężczyzny, ale także od przyjaciółki, dużej dojrzałości i samoświadomości. Coaching zogniskowany na celach mężczyzny, na jego funkcjonowaniu w rodzinie mógłby dać nieocenione pozytywne efekty.

W jaki sposób rozpoznać, czy relacja z przyjaciółką przekracza już próg bezpieczeństwa? Gdy sama myśl o tym, że mam spotkać się z przyjaciółką, budzi emocje, jest źródłem ekscytacji, haju, wtedy lepiej ochłonąć i poszukać wsparcia. Co innego jednak, gdy ekscytacja dotyczy zmierzenia się z własnymi ograniczeniami: „Wreszcie zajmę się tym swoim tematem! Chwycę byka za rogi! Uwolnię stare przekonania i zrealizuję cel!”. Ekscytujemy się wtedy własnym procesem zmiany i to rzeczywiście nas rozwija. Możemy też zapytać siebie, czy rozmowy z przyjaciółką, jej pomoc, wsparcie powodują, że zbliżam się do mojej żony, czy wręcz przeciwnie – oddalam się od niej. Robi się naprawdę niebezpiecznie, jeśli zauważam, że nie mam ochoty na rozmowy z żoną. Przestała mi się podobać. Nie pociąga mnie seksualnie. Zaczynam porównywać żonę do przyjaciółki na niekorzyść żony. Mam poczucie, że przegrałem życie, bo dokonałem niewłaściwego wyboru, wiążąc się z kobietą, z którą teraz mam dzieci. Jeden z mężczyzn powiedział mi tak: „Gdy wracam do domu, nie mam ochoty na seks z żoną, chociaż z przyjaciółką też go nie mam”. Jeśli takie myśli i uczucia się pojawiają, przyszłość rodziny wisi na włosku, a mężczyzna potrzebuje profesjonalnej pomocy.

Wyobraźmy sobie jednak, że on budzi się ze snu i widzi, że sprawy zaszły za daleko. To znaczy, że jest szczery i uczciwy wobec siebie. Moi klienci przyznają, że zbyt długo siebie oszukiwali. Mówili, że tak, oczywiście, relacja z przyjaciółką pomaga im także otwierać się na żonę, a tymczasem atmosfera w domu stawała się nie do zniesienia. Oszukiwanie siebie komplikuje sprawę, przedłuża stres. Szczerość ułatwia wyplątanie się z tego uwikłania.

Także szczerość wobec przyjaciółki? Oczywiście.

Jak by to miało wyglądać? Po prostu uczciwie mówię, co się ze mną dzieje, co czuję; że nasza relacja jest coraz bliższa i rodzi przywiązanie, a to oddala mnie od rodziny. Przyjaciółka także ma swoją rodzinę, więc ona z pewnością czuje podobnie. Więc „co z tym robimy”? Zdarza się i tak, wcale nierzadko, że to przyjaciółka inicjuje rozmowę. Jest tak dużo ciepła, czułości, uścisków w tej relacji, że zaczyna ją to niepokoić. Przestraszona, zawstydzona wycofuje się, wybiera życie rodzinne nawet wtedy, gdy nie do końca czuje się w nim spełniona.

Jak wygląda męski powrót do domu z takiej przygody? Nie jest łatwo. Żona jednoznacznie oskarża o osłabianie rodziny, o brak lojalności, zdradę. Z tego kryzysu można wyjść, pod warunkiem że porozmawiamy o tym, co się stało, czego brakowało, o co nie zadbaliśmy, jakie błędy popełniliśmy. I o tym, co każde z nas może zrobić, żeby odbudować bliskość; żeby nie było potrzeby szukania przyjaciółek. Może być też, niestety, tak, że zbyt długo życie rodzinne kręci się wokół kryzysu: „Zobacz, co mi zrobiłeś!”. Żale i pretensje są odświeżaną wciąż na nowo teraźniejszością. Partnerki przemocowo komunikują brak zaufania: „Żadnych wyjazdów integracyjnych! Zabraniam ci!”. Takie siłowe rozwiązania – szczególnie gdy się powtarzają – niczego, niestety, nie rozwiązują, a wręcz przeciwnie, zniechęcają mężczyznę do powrotu. „Dłużej nie wytrzymam, to nie ma sensu”. Co innego, gdy kobieta mówi: „Bardzo niechętnie myślę o tym twoim wyjeździe integracyjnym. Mam uraz. Boję się o naszą rodzinę…”. Wtedy dzieli się uczuciami. Mężczyzna może się do tego odnieść. To dobry wstęp do rozmowy.

Może być też tak, że mężczyźnie spodoba się życie z przyjaciółkami. Taki styl odpowiada mężczyznom, którzy są przekonani, że wiążąc się z jedną kobietą, wiele tracą. Z moich obserwacji wynika jednak, że nie jest to satysfakcjonująca droga. W pewnym momencie mężczyzna uświadamia sobie, jak bardzo jest samotny. Przyjaciółka wysłucha, poprzytula się, jednak relacja z nią nie jest stabilna i nie daje trwałej satysfakcji. Wbrew pozorom wielu mężczyzn ma potrzebę bycia w stabilnym związku, tęskni za stałością. Przyjaciółki przestają wystarczać. Sparafrazuję sformułowanie Marcina Dańca z jednego z jego monologów: człowiek się rozgląda, a wszyscy znajomi już z GPS-em na palcu. Koledzy mówią o rodzinie, o dzieciach. Narzekają, a jednak wracają do domu, angażują się w uroczystości rodzinne, wyjazdy na wakacje. Do romansujących mężczyzn dociera, że relacjami z przyjaciółkami zastępują niedostatki życia rodzinnego.

Lekarstwem na przyjaciółki z pracy byłoby więc zadbanie o romantyczny klimat w stałym związku? „Gdzie tu miejsce na romantyzm? Między chorobą dziecka a wynoszeniem śmieci?”. Jak najbardziej! To jest kwestia komunikacji: w jaki sposób odnosimy się do siebie? W jaki sposób rozwijamy nasz stosunek do tych przyziemnych spraw? Co stało się z naszą romantyczną miłością? Może jej nie widzimy, nie odczuwamy, a ona – mimo to – w dalszym ciągu istnieje? Przygoda z przyjaciółką może być wyzwalaczem takich właśnie rozmów, które prowadzą do wewnętrznej zmiany. Jeśli tak ją spożytkujemy, możemy być w zgodzie z tym, co się wydarzyło.

  1. Psychologia

Chcesz uporać się z lękiem? – Przestań walczyć z życiem

Lęk często bierze się z pragnienia, żeby świat wokół nas był stały (fot. iStock)
Lęk często bierze się z pragnienia, żeby świat wokół nas był stały (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Co najskuteczniej oddala nas od lęku? Bycie. Samo uczestniczenie w chwili obecnej. Filozof Marcin Fabjański twierdzi, że można nauczyć się tej trudnej sztuki – poprzez medytację i zmianę przekonań. Ale praca nigdy się nie kończy!

Zdaniem Marcina Fabjańskiego, filozofa i nauczyciela medytacji, lęk bierze się z pragnienia, żeby świat wokół nas był stały. Całkowicie przewidywalny, bo zależny od nas, zachowujący się grzecznie, pod naszą kontrolą. – Wtedy czujemy się bezpiecznie. Ale świat stały nie istnieje, ze swojej natury jest zmienny. Zatem lepszą strategią jest zaniechanie buntu przeciwko własnemu doświadczeniu i dostrojenie się do procesu, który jest w nas i wokół nas – mówi.

Jego książka „Zaufaj życiu. Nie zakochuj się w przelatującym wróblu” traktuje o tym, jak medytować i badać proces życia. – Jest pełna osobistych opowieści z klasztorów Wschodu i miast Zachodu, gdzie metodami Buddy i Epikteta toczyłem boje z własną neurozą i głupotą, by przekonać się, że jeśli walczysz z życiem – przegrasz – opowiada. Jego zdaniem życiowe kłopoty wynikają z tego, że upieramy się, że ma być tak, jak my chcemy. To ego jest takie uparte. Stanowi opór przeciwko życiu. Istnieje jako pewnego rodzaju przekłamanie rzeczywistości. Z lęku zamrażamy rzeczywistość i żyjemy w opowieściach umysłu, które nie są prawdą. Żyjemy uczepieni jakiegoś scenariusza. Walczymy, męczymy się i napinamy, żeby obraz naszego życia był właśnie taki. A może lepiej z wewnętrznym spokojem poddać się nurtowi życia, zmianom, których nie da się uniknąć? To dynamiczny proces, wieczna niespodzianka. Problem polega na tym, że to właśnie niespodzianek najbardziej się lękamy.

Oblicza neurozy

W przyjrzeniu się lękom pomocna jest teoria neurozy niemieckiej psychiatry i psychoanalityczki Karen Horney, na którą powołuje się w swojej książce Marcin Fabjański. Według niej są trzy rodzaje reakcji na rzeczywistość, które oddzielają nas od spontanicznego przeżywania rzeczywistości, i sprawiają, że tworzymy neurotyczne strategie wymyślonych światów. Te neurotyczne ruchy to: „do”, „od” i „obok” życia.

Strategia „do” może polegać na ulokowaniu całego szczęścia w związku lub w karierze zawodowej. W tym przypadku wydaje nam się, że coś zewnętrznego ukoi nasz lęk. – Jest to ścieżka przepychania się z życiem, żeby coś mieć, coś trwałego – mówi Marcin Fabjański. – Prędzej czy później tego pożądanego kogoś lub czegoś zabraknie. Wtedy cały świat się rozpada, a lęk się nasila, zapętla.

Strategia „od” jest zarówno ucieczką od problemów, jak i budowaniem tożsamości na kontrze wobec czegoś. – Widać to wyraźnie choćby na przykładzie życia politycznego – mówi Marcin Fabjański. To nie tylko niezdrowe, ale i sztuczne. Odcinanie się od świata powoduje większe cierpienie.

Strategia „obok” oznacza udawanie, że jestem niezależny, bo żyję w swoim świecie, a wszystko, co znajduje się poza nim, nie ma tak naprawdę znaczenia. – Ta strategia jest jednym z niebezpieczeństw ludzi, którzy chcą medytować. Bierze się z niezrozumienia, czym jest medytacja. Bo jest ona czymś dokładnie odwrotnym: konfrontacją z życiem, nie ucieczką. Otwarciem się na samo życie, a nie tylko na opowieść o nim – tłumaczy.

Neuroza polega na tym, że się w nią niemal religijnie wierzy. I to uniemożliwia rozwój potencjału człowieka. Nie żyjemy pełnią swoich możliwości, tylko idziemy wąską ścieżką urojeń: że świat jest niebezpieczny, a ludzie źli. Że przestępczość wzrasta, a w jedzeniu jest sama chemia. Nic dziwnego, że czujemy wypalenie, brak sensu życia, nudę.

Fałszywe opowieści

– Kobiety, które przychodzą do mnie na warsztaty, często żyją opowieścią pod tytułem „jestem złą matką”. Zakłada ona, że istnieje wzorzec dobrej matki, która kocha swoje dziecko zawsze i bezwarunkowo. Ale ten wzorzec jest kompletnie nierealny, niemający nic wspólnego z procesem życia. Kiedy przychodzi chwila, w której kobieta złości się na dziecko, budzi się w niej poczucie winy, bo obraz matki, wokół którego zbudowała tożsamość, się sypie. A gdy coś ważnego ulega zniszczeniu, budzi się lęk – mówi Marcin Fabjański.

Kiedy w jakiś sposób się określamy, ta tożsamość staje się źródłem cierpienia. – Na przykład uznaję, że jestem człowiekiem sukcesu. Co się stanie, kiedy poniosę porażkę? –pyta filozof. – To uderzy bezpośrednio we mnie. A kiedy mam trochę szerszy obraz, kiedy rozumiem, że życie rządzi się swoimi prawami i charakteryzuje je zmienność, a ja jestem czymś znacznie szerszym niż myśl o sukcesie, to w chwili niepowodzenia nie wpadam w depresję, nie zaczynam się bać.

Często ludzie po poniesieniu porażki robią wszystko, żeby odbudować dawne status quo, podnieść z ruin tożsamość. Silna potrzeba natychmiastowego sukcesu uderza w nasze morale. Tymczasem i buddyści, i antyczni mędrcy nauczają, że poczucie własnej wartości powinno wypływać jedynie z powodu tego, że jest się człowiekiem. Dlatego, gdy nie udaje ci się być tym, kim zawsze pragnęłaś być, pomyśl, że może tak właśnie chciało życie, że może jego scenariusz jest lepszy niż twój. Nie bój się zaufać w mądrość świata, tak naprawdę tylko to nam pozostaje na tej ziemi. Wierzyć, że jest dla nas jakaś rola do spełnienia.

Rezygnacja z „moje”

Jak dotrzeć do prawdy o życiu? Są tacy, którzy latami siedzą w Himalajach, by to zrobić, a my byśmy chcieli na skróty, w jeden weekend.

Fabjański zaznacza, że podstawą dostrojenia się do procesu życia jest obserwacja samego siebie i swoich wyobrażeń. Uważność na to, jakie mamy oczekiwania wobec rzeczywistości, jaki według nas ma być świat oraz inni ludzie. Pomaga bycie świadomym tego wszystkiego, co się dzieje w naszych myślach i w ciele. Kiedy wszechświat nie spełnia naszych oczekiwań, pojawiają się napięcia, duszności, bóle.

– Obserwacja siebie i życia jest potrzebna, aby mieć podstawy do sformułowania realnego celu. Proces życia nie jest obietnicą szczęścia, tylko zaproszeniem, żeby otworzyć się na to, co się dzieje, zamiast na to, co sobie wyobrażamy – tłumaczy.

A gdy się dzieje źle? W tym momencie dochodzimy do pierwszej konstatacji, że nie jesteśmy szczęśliwi, bo nie dzieje się tak, jak chcemy. A życie z konieczności składa się z takich chwil, w których nie czujemy się tylko szczęśliwi. Dlaczego mamy być zawsze zadowoleni? Dzięki pogłębianiu praktyki filozoficznej szczęście możemy czerpać ze spokoju i nie mylić go z ekscytacją, jaką odczuwamy, gdy staje się coś, o czym marzyliśmy.

Według Fabjańskiego bez praktyki medytacyjnej nie jesteśmy w stanie podążyć za procesem życia: –  Istota medytacji to odzwyczajenie naszych mózgów od wizji, które nam wtłoczono. Zwrócenie uwagi na to, że jest jeszcze coś takiego jak samo życie. W zauważeniu życia przeszkadzają myśli, które tworzą opowieści. Medytacja ich nie wyeliminuje, ale sprawi, że rzadziej będą nas uwodzić.

Kolejny sposób na opanowanie źródła lęków? Rezygnacja ze słów: „ja”, „mój”, „moje”. – Te słowa zamrażają życie. Na przykład mówimy: „mój samochód”. Co w tym samochodzie naprawdę jest mojego oprócz pewnego aktu prawnego? I oprócz moich emocji, które są w ten samochód wpakowane? Bo kiedy ktoś go zadraśnie, będę cierpieć. Tak naprawdę on jest swój, jest częścią danego środowiska, za 100 lat nie będzie już go w takiej postaci – zauważa Fabjański.

„Mój”, „moje” to jedne z urojeń. Trening odzwyczajania się od tych słów możemy zacząć w momencie, gdy stłucze nam się „mój” ulubiony kubek. Potem przechodzimy do bardziej zaawansowanych elementów treningu, na przykład „mojego” dziecka, w końcu „mojego” ciała. Czy ono jest moje? Może raczej należy do przyrody? A świadomość? Też nie jest nasza. W ten sposób dochodzimy do ostatecznego buddyjskiego punktu widzenia, że nie ma nic, co można by nazwać „moim” albo „mną”. To jest ten najbardziej radykalny stopień rozumienia rzeczywistości. Wtedy brak lub strata przestają tak przeszkadzać, bo rozumiemy, że nie możemy utracić czegoś, czego nigdy nie mieliśmy. Przestajemy się bać sytuacji, kiedy zostaniemy z pustymi rękami.

Dlatego, idąc za Markiem Aureliuszem, Marcin Fabjański ostrzega: nie zakochuj się we wróblu, bo on już odleciał. Widok ćwierkającego wróbelka przynosić nam może radość. Co się stanie, gdy uleci ona wraz z nim? Trening stoicki dąży do tego, żeby poczucie radości wiążące się ze spokojnym stanem umysłu nie było zależne od tego, czy akurat patrzymy na wróbla, czy też nie. – W treningu medytacyjnym w jakimś stopniu się to osiąga – mówi Fabjański. – Można doprowadzić do takiego stanu psychofizycznego, w którym nie jest się już uzależnionym od tego, co się dzieje na zewnątrz. Można odczuwać rodzaj szczęścia także wtedy, kiedy zewnętrzne warunki są ogólnie niekorzystne.

Można też być spokojnym w momencie niepewności. Bo niepewność bierze się z wewnętrznych mechanizmów, ze sposobu myślenia o sytuacji. Najlepsza metoda, żeby nie cierpieć przez poczucie niepewności, to zaakceptowanie faktu, że wszystko jest niepewne. Stoicy szukali poczucia spokoju w zrozumieniu, że wszystko ciągle się zmienia. Żadna strategia, ani ta, która zakłada, że za pięć lat zostanę dyrektorem holdingu, ani ta o domu wypełnionym głosami trójki dzieci, nie uwolni nas od lęku ani nie zapewni szczęścia. Szczęście bezpieczniej jest budować na spokoju płynącym z bycia w chwili obecnej. Wtedy mamy je natychmiast.

Ekspert: dr Marcin Fabjański filozof, nauczyciel medytacji, twórca szkoły dostrojenia się do procesu życia, dziennikarz, autor wielu książek („Zaufaj życiu. Nie zakochuj się w przelatującym wróblu”, PWN 2014, najnowsza to „Uwolnij się! Dobre życie według siedmiu filozofów-terapeutów”, Znak 2020).