1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Emocje wypisane na twarzy – o relacji między skórą a psychiką

Skóra sama pokazuje, w jakim stanie psychicznym jesteśmy. (Fot. iStock)
Niedoskonałości cery, ciała można oczywiście przykrywać grubym makijażem czy ubraniem. Jednak problemy od tego nie znikną, bo bywa, że przyczyny leżą w fizjologii, czasem też w psychice. O emocjach, którymi darzymy naszą skórę i ciało – opowiada kosmetolożka Katarzyna Nowacka.

Przy okazji przygotowywania się do naszej rozmowy trafiłam na słowa nieznanego autora: „Skóra to piękna rzecz – dobrze ją noś”… Zatem jak nosić skórę, żeby nie zaburzyć jej piękna?
Trudno jest oddzielić jakość i wygląd skóry od człowieka – jego zachowania, emocji, które przeżywa, kondycji psychicznej, osobowości. Na szczęście w ostatnim czasie rozwinęła się psychodermatologia. Naukowcy i lekarze już dawno zauważali powiązania emocji ze skórą, a w tej chwili precyzyjnie je nazwali. Największą uwagę przywiązuje się do chorób skóry, które są silnie skorelowane ze stresem i związanym z nim podniesionym poziomem kortyzolu. Należą do nich: trądzik pospolity i trądzik różowaty, zespół Cushinga powodowany nieprawidłowym funkcjonowaniem nadnerczy, nadmierna suchość skóry czy rozstępy.

Skóra sama pokazuje, w jakim stanie psychicznym i w jakim momencie życia jesteśmy. Często zdarza się, że wygląda na szarą, zmęczoną, niedotlenioną, chociaż dana osoba prowadzi zdrowy styl życia: dobrze się odżywia, nie pali papierosów, nie nadużywa alkoholu. Zwykle to efekt życia w przewlekłym stresie.

Przewlekły stres przekłada się na choroby cywilizacyjne. One też są widoczne na skórze?
Każda dermatoza, czyli problem, który widzimy na skórze, może łączyć się z poważnym schorzeniem. Objawy związane z insulinoopornością, ewentualnym stanem przedcukrzycowym czy wręcz z cukrzycą to charakterystyczne przebarwienia, które najczęściej znajdują się na karku czy łokciach, a także liczne włókniaki. Skóra bywa patologicznie sucha, ciężko czymkolwiek ją nawodnić i odżywić. Na piętach występuje wówczas nadmierne rogowacenie, które nie ustępuje mimo pielęgnacji, podobnie jest z nawracającymi stanami grzybicznymi organizmu. Cera jest wysuszona również przy niedoczynności tarczycy, której innymi objawami jest wypadanie włosów i tycie. Na skórze widać też stany zapalne jelit i zaburzenia odżywiania.

Czego w wyglądzie skóry wstydzimy się najbardziej?
Na pewno zarówno nastolatki, jak i dojrzalsze kobiety wstydzą się trądziku. Z wiekiem zmiany mniej dotyczą strefy T, w której wydziela się sebum, tylko pojawiają się na dole brody, żuchwie, skroniach, okolicach uszu. Ten rodzaj trądziku jest trudny do leczenia, bo przyczyna nie jest oczywista. Może nią być choćby okołomenopauzalny spadek poziomu estrogenów, a co za tym idzie – podniesiony poziom androgenów, które stymulują gruczoły łojowe do nadmiernej pracy. Rozdrapywanie czy ciągłe bezwiedne dotykanie tych miejsc prowadzi do powstawania stanów zapalnych, przy których trudno sobie poradzić ze zmianami guzkowo-cystowatymi o charakterze nawrotowym. Jeśli przychodzi do mnie ktoś z bliznami potrądzikowymi, dokładnie widzę, które z nich powstały naturalnie, a które są efektem kompulsywnego rozdrapania prowadzącego do zmian ropnych i wreszcie bliznowacenia.

Badania dowodzą, że piękno i atrakcyjny wygląd kojarzymy z symetrią. Jeśli chodzi o skórę, największą uwagę zwracają przebarwienia czy odbarwienia, a także blizny. Czyli najpierw spostrzegamy coś, co nie pasuje do całości.

W związku z tym chcemy być idealnie wygładzone, nie chcemy odbiegać od normy?
To wygląda różnie w poszczególnych grupach wiekowych. Trzydziestolatki skupiają się nie tyle na twarzy, co na ciele, bo to ono jest dla nich ważne. Często mają już za sobą narodziny dziecka i bardzo chcą utrzymać formę oraz szczupłą sylwetkę. Stawiają na treningi, dietę i zabiegi modelujące ciało. Kobiety w starszym wieku też z nich korzystają, ale rzadziej, bo trochę mniej uwagi przywiązują do ciała. Może dlatego, że mniej je pokazują… Trzydziestolatki zgłaszają się też z przebarwieniami, których przyczyną często bywają różne terapie hormonalne, w tym antykoncepcja, ciąże, a także opalanie. Takie defekty skórne, nadmiar centymetrów w pasie lub mniej jędrny biust wzbudzają niepokój i dlatego chcą się ich szybko pozbyć.

A z czym przychodzą kobiety po czterdziestce?
Przede wszystkim są zmęczone wielozadaniowością i tym, że w każdej z tych sfer chciały odnieść spektakularny sukces. W końcu czują, że to je przerosło i takie życie najzwyczajniej przestaje sprawiać im przyjemność. Mówi o tym szara i mało świeża skóra. Pojawiają się pierwsze zmarszczki, zwłaszcza te mimiczne, które już wcześniej były, ale nie tak głębokie. Towarzyszy temu nierówny koloryt, sińce pod oczami, brak energii w oczach, więcej centymetrów w obwodzie brzucha.

To jest już czas przedmenopauzalny, kiedy zaczynają się pojawiać zaburzenia snu, wagi i pewna nerwowość. Warto ustabilizować nawyki żywieniowe i wagę, bo nagłe pozbycie się 10 czy 20 kilogramów wiąże się z dodaniem sobie wizualnie dwóch, trzech lat i ze zwiotczeniem skóry. Uważam – i powtarzam to klientkom – że w pewnym wieku lepiej mieć trzy kilogramy za dużo niż za mało!

U czterdziestolatek i pięćdziesięciolatek widzę, że w momencie, kiedy orientują się, ze zapomniały o sobie, bardzo wiele chcą w sobie zmienić, naprawić. Wizyty u kosmetologa traktują jako inwestycję w siebie. Z godną podziwu determinacją wdrażają plan „autonaprawy”.

Tak usilnie jak wcześniej chciały być przodowniczkami w każdej sferze życia?
Te symptomy widzę zwłaszcza u kobiet, które charakteryzuje nadmierna ambicja i dążenie do perfekcji. Dla nich wszystko ma być „naj”. Wymagają od zabiegów pielęgnacyjnych twarzy i modelujących ciało niemożliwych efektów, nierealnie szacując możliwości technologii. I niezależnie od tego, jak się starają, nie nadchodzi ten moment, żeby stanęły przed lustrem i zachwyciły się sobą! A nawet jeśli, to tylko przez chwilę i wkrótce wracają do gabinetu, mówiąc: „Popatrz, jak się posypałam”.

W skrajnych przypadkach może się to nawet wiązać z dysmorfofobią, czyli zaburzonym obrazem własnego ciała. To są bardzo trudne sytuacje, w których do pracy powinien włączyć się psycholog, bo tu chodzi o zmianę postrzegania siebie; tylko wtedy można poczuć się ze sobą lepiej.

Katarzyna Nowacka, kosmetolożka z ponad 20-letnim doświadczeniem, absolwentka Wyższej Szkoły Kosmetyki i Nauk o Zdrowiu w Łodzi. wiceprezeska Zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Kosmetologii Przyjazna Kosmetyka.

Co na skórze, to w głowie. I vice versa

Wzajemną relację między stanem skóry a naszą psychiką wyjaśnia kosmetolożka Katarzyna Nozderko, propagatorka idei zdrowej skóry i twórczyni charytatywnego projektu „Terapia blizn od serca”.

Specjaliści dowiedli, że wśród wszystkich defektów skórnych na stan psychoemocjonalny człowieka w najbardziej negatywnym stopniu wpływają blizny. Z każdym śladem na ciele wiąże się bowiem jakaś traumatyczna historia, bolesne wspomnienie, które jest przywoływane wraz ze wszystkimi silnie odczuwanymi wówczas emocjami: bólem, stresem, czasami strachem lub stratą i smutkiem. Terapia osoby z blizną to długotrwały proces, który nie może się ograniczać tylko do pracy ze skórą. Czynniki stresogenne zawsze będą blokować jej zdrowienie. To skutek działania w naszym organizmie procesów biochemicznych. Zły stan psychiczny powoduje m.in. przedwczesny ubytek kolagenu i elastyny, czyli białek zapewniających skórze jędrność i elastyczność, a podwyższony poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, prowadzi do stanów zapalnych, utrudnia regenerację tkanki i w znaczącym stopniu wydłuża również proces gojenia się ran.

Nie mam wątpliwości co do tego, że satysfakcjonujące efekty zabiegowe przynosi wyłącznie holistyczna pielęgnacja, która traktuje organizm w całościowy sposób i dla której ciało, serce, umysł i dusza są jednością. Jestem propagatorką idei Świadomej Kosmetologii, w której procedury kosmetyczne opierają się na zależnościach między skórą a emocjami, sposobem myślenia, codziennymi nawykami. Stworzyłam autorską metodę medytacji, zachęcam klientów do regularnych ćwiczeń oddechowych. Zwracam uwagę na ich sposób odżywiania się i suplementację, wspieram w zadbaniu o efektywny relaks. W swojej pracy odwołuję się też do założeń Biologii Totalnej, która stoi na stanowisku, że nic, co dzieje się w naszym ciele, nie jest przypadkowe, że każda dysfunkcja, choroba czy zdarzenie mają biologiczny sens.

Co więcej, istnieje też biologiczna zależność między danym organem a częścią mózgu, która za funkcjonowanie tego organu odpowiada, między naszymi myślami i emocjami. Nauka już dawno potwierdziła związek kondycji fizycznej ze stanem psychoemocjonalnym człowieka. Biologia Totalna rozwija ten wątek, dowodząc, że każdy przejaw ciała informuje nas o jakimś trudnym konflikcie emocjonalnym, który przeżyliśmy w przeszłości w sposób nieuświadomiony. Najważniejsze, aby dać tym emocjom dojść do głosu i uświadomić sobie przyczynę problemu. Taka wiedza przynosi poczucie własnej sprawczości i kontroli nad sytuacją. Sama świadomość, że mamy wpływ na swoje zdrowie nawet wtedy, gdy nie udało nam się uniknąć nieszczęśliwego wypadku czy jakiejś dysfunkcji, jest bardzo wzmacniająca.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze