1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Kink – seks poza schematami. Jak bezpiecznie przesuwać granice, by osiągnąć nowy wymiar przyjemności?

Kink – seks poza schematami. Jak bezpiecznie przesuwać granice, by osiągnąć nowy wymiar przyjemności?

Kadr z filmu \
Kadr z filmu "Oczy szeroko zamknięte", 1999
Chcemy próbować nowych rzeczy, ale mamy opory. Kiedy warto je przełamywać, a kiedy jednak uszanować? O kinku i przesuwaniu granic w seksie – z zaufaniem do siebie, ale i otwartością na partnera – rozmawiamy z psychoterapeutką i seksuolożką dr Agatą Loewe-Kurillą.

Spis treści:

  1. Co to jest kink?
  2. Jak przekonać się do kinku i bezpiecznie przesuwać granice w seksie?
  3. Jakie są rodzaje kinków?

Jak to jest z tym seksem? Co jest dziś w nim właściwie normą, a co eksperymentem czy wręcz ekstremum?
Czegoś takiego jak jeden uniwersalny wzorcowy seks nie ma. Norma w związku nie jest też stała. Właściwie cały czas, kiedy jesteśmy razem, poznajemy siebie, sprawdzamy, na co możemy sobie pozwolić w relacji z danym człowiekiem. To często zależy od wzajemnego zaufania, ale też od czasu i miejsca, a także od poziomu szczerości między nami. W partnerskiej normie często rozgrywany jest motyw władzy. Możemy tego nie widzieć lub nie chcieć zobaczyć albo zdawać sobie z tego sprawę i świadomie tego używać. To właśnie dzieje się w kinku, który jest zabawą dla dorosłych, wykorzystującą dynamikę władzy.

Co to jest kink?

Słowo „kink” oznacza „supeł, węzeł”, ale też „perwersję, dziwactwo”.
Kink to każda forma zachowania seksualnego wykraczająca poza to, co uważane jest za konwencjonalne, za mieszczące się w ramach tak zwanego seksu tradycyjnego. Kinky znaczy: przerysowany w sposób świadomy. Jeśli więc w naszym społeczeństwie kobieta nadal jest niżej niż mężczyzna, to odwracamy te role i w kink kobieta zaczyna dominować mężczyznę w przerysowany sposób. Przy czym oboje świadomie i dobrowolnie się na to zgadzają. I czerpią z tego przyjemność. O tym jest właśnie całe BDSM (zniewolenie, dyscyplina, dominacja, uległość, sadyzm i masochizm).

Co sprawia, że przemoc staje się zabawą?
Nie nazywam przemocy zabawą ani kinku przemocą. Przemocą jest przekroczenie granic, kiedy nie było na to zgody, albo zgoda była, ale została cofnięta. Przemocą jest ignorowanie cierpienia czy niechcianego bólu osoby, z którą w seksie mamy sobie wzajemnie dać przyjemność. Praktycy kinku mówią o podejmowaniu ryzyka, ale świadomego i konsensualnego, czyli za zgodą wszystkich stron. Kiedy z repertuaru seksualnych praktyk wybieramy te, na które mamy ochotę, przegadujemy i negocjujemy warunki zbliżenia i sygnały na wypadek emocjonalnego albo fizycznego zagrożenia – jest to właśnie konsensualne. Kinksterzy podkreślają, że kiedy eksperymentujemy z granicami – swoimi i drugiego człowieka – zawsze pojawia się element władzy, ale i odpowiedzialności, jaką ze sobą niesie.

Zdarza się jednak, że przekraczamy swoje granice nie tyle z wewnętrznej potrzeby, co pod wpływem partnera czy partnerki.
Powiem tak: większość z nas nie eksploruje bezpiecznie swoich granic. Potem żałujemy i w efekcie rezygnujemy z niektórych aktywności seksualnych, żeby nie znaleźć się w podobnej sytuacji. Wiele kobiet unika seksu w ogóle, żeby się nie narażać. Wychowanie w kulturze seksnegatywnej nie pomaga zdobyć podstawowej wiedzy ani erotycznych kompetencji, a więc czuć się pewnie jako poszukująca kochanka. Ważne jednak, żeby wiedzieć, co nas kręci, i sprawdzić, czy chcemy tego spróbować. To powinna być wymiana doświadczeń, doznań, a nie instrumentalne traktowanie jednego przez drugie. Czasem warto poprosić, żeby ktoś złapał za włosy, by wiedzieć, czy to się lubi. Czasem warto wziąć wibrator, żeby się dowiedzieć, że daje inne doznania niż palce. A jeśli oboje chcemy eksperymentować, oboje jesteśmy nastawieni na zabawę, to czemu by nie spróbować?

Czytaj także: Seks oralny - jak odblokować się na przyjemność płynącą z pieszczot ustami?

Jak przekonać się do kinku i bezpiecznie przesuwać granice w seksie?

Jak poznać swoje granice bez nadmiernego ryzyka?
Pomocne w tym bywają plansze, na których czarnym mazakiem piszemy to, na co nigdy się nie zgodzimy. Pomarańczowym to, co ewentualnie mogłoby się zdarzyć. A na zielono wszystko, co jest do zaakceptowania. Warto jednak pamiętać, że nasze pragnienia się zmieniają. Pewnego dnia mogę na przykład poczuć, że mam ochotę na to, czego nigdy nie robiłam – na przykład na seks z nieznajomym. Jeśli jestem na to gotowa i jest zgoda obu zaangażowanych stron, to przy najbliższej okazji mogę spróbować. A jeśli jestem w związku, mogę podzielić się swoimi pragnieniami z drugą osobą, mając nadzieję na współpracę. W tym właśnie bywają pomocne plansze, bo dzięki nim możemy zobaczyć, jakie aktywności są dla nas obojga do przyjęcia, a jakie absolutnie nie, bo w jednym z nas budzą niesmak i niechęć. Dzięki planszom możemy negocjować z partnerem zasady przekraczania rutyny w naszym związku. Ustalić, co może się w naszej normie partnerskiej zmieścić, czyli gdzie przebiegają obecnie nasze granice jako pary. Negocjacje mają to do siebie, że dopiero kiedy je zaczniemy, możemy znaleźć rozwiązanie. Jeśli na przykład kobieta marzy o seksie z nieznajomym i otwarcie o tym powie, może się okazać, że ta druga osoba się zgadza, pod warunkiem jednak, że zrobią to razem, czyli w trójkę. Ważne jest, aby w związku czuć się na tyle bezpiecznie, aby móc wyrażać swoje pragnienia i wyznaczać granice, a także wyjaśniać, dlaczego dane pragnienie partnerki czy partnera – przynajmniej w tym momencie – jest niewykonalne. Powodem może być choćby to, że kobieta zaledwie miesiąc temu urodziła i potrzebuje czasu, żeby zaangażować się w seks. Może być też tak, że mówi „nie”, słysząc o seksie analnym, bo pierwszy seks w jej życiu był właśnie taki, bolał ją i był upokarzający. Jeśli otwarcie, ale bez szczegółów powie o tym, czego się obawia, wyznaczy pole do rozmowy o tym, jakie warunki musiałyby być spełnione, aby taki rodzaj seksu był możliwy. Oczywiście o ile w ogóle dopuszcza taką ewentualność.

Czy rozmowa nie może być formą wymuszenia?
Znam oczywiście sytuacje, kiedy rozmowa była narzędziem przymusu. Znam też wiele kobiet, które choć powiedziały „nie”, zostały przez partnerów wykorzystane w sytuacji, kiedy wypiły zbyt dużo. Definicja takiego zachowania jest jedna: to gwałt! A jednak często po takim nadużyciu kobiety zagryzają zęby i udają, że nic się nie stało. Boją się, że gdyby powiedziały partnerowi: „Zgwałciłeś mnie!”, on by zaprzeczył. A to by oznaczało, że ich związek jest przemocowy, co wymagałoby podjęcia jakichś działań. Może nawet rozstania, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ponieważ jednak żyjemy w świecie, gdzie o przemocy seksualnej w bliskich relacjach się nie mówi, kobiety zaprzeczają temu, co czują, same przed sobą, a także przed partnerem i innymi osobami. Pozostają w relacji i trafiają do gabinetów seksuologicznych, próbując „wyleczyć” brak ochoty na seks, nie rozumiejąc, że to jest właśnie odpowiedź ich ciała na przemoc, jakiej padły ofiarą.

Kobieta także może nadużyć mężczyznę?
Alkohol i inne środki zmieniające świadomość zawsze są czynnikiem, który zakłóca wolną decyzję. Trzeźwa osoba odpowiada wtedy za to, aby nie wykorzystać sytuacji. Ponieważ na każdego inna ilość alkoholu czy substancji psychoaktywnej wpływa w sposób znoszący granice, lepiej z seksem zaczekać do czasu, kiedy oboje będą świadomi tego, na co się zgadzają.

Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie.
Badania pokazują, jak wielu z nas w dzieciństwie i młodości doświadczyło przekraczania granic i nosi w sobie wiele nienazwanych traum. A to oznacza, że gdy znajdą się w podobnej sytuacji, ich ciało wprowadzi ich w stan zamrożenia, a wtedy nie można jasno i wyraźnie powiedzieć: „nie”. Dlatego jeśli nie jesteśmy pewni, że drugi człowiek na coś się zgadza, nie róbmy tego.

Zawsze mamy negocjować, a nie próbować?
Jeśli chodzi o aktywność, którą druga osoba zapisała na czerwono – absolutnie nie. Jeśli była zaznaczona na pomarańczowo, możemy próbować, jednak nie przekraczając tego, na co się umówiliśmy. Miało być 20 klapsów, ale endorfiny, które na skutek tej zabawy zalały nasz mózg, powodują, że chcemy ich więcej i więcej? Jednak powinniśmy zatrzymać się przy 20.

Ani jeden klaps więcej, nawet jeśli daje nam to przyjemność?
Następnym razem możemy ustalić, że klapsów będzie 25. Ważne, żeby nie przekraczać granic, kiedy nie jesteśmy świadomi tego, co robimy. A gdy doświadczamy silnych emocji, zmienia się biochemia naszego mózgu, trochę jakbyśmy byli na haju. W kinku zaczynamy od niskiego poziomu, a podnosimy go dopiero następnym razem. Natomiast gdy umówiliśmy się na 20, ale widzimy, że przy 12 partner „odlatuje”, bezwzględnie kończymy klapsy. Na przykład w zabawach na warsztatach i imprezach BDSM zazwyczaj nie biorą udziału tylko dwie osoby. Zawsze jest jeszcze ktoś, kto patrzy na twarz osoby oddającej się takiej hardcorowej zabawie i widzi, czy na przykład nie traci przytomności. Sprawdza, czy chce kontynuować. Jeśli ma wątpliwość, każe przerwać.

Jakie są rodzaje kinków?

Zabawa do utraty przytomności? Po co brać w niej udział?
Nie każdy musi i chce. Ja chciałam wiedzieć, co robią kinksterzy. Zabawy typu edge play, czyli na granicy, czy tabu play, czyli łamiące tabu, to nie są moje ulubione praktyki seksualne, choć najbardziej fascynujące. Przez wiele lat organizowaliśmy w Instytucie Pozytywnej Seksualności warsztaty shibari, gdzie można się było nauczyć wiązać drugą osobę w bezpieczny sposób. To także nie jest zabawa dla każdego. Ale znam osoby, które mają potrzebę unieruchomienia, chcą zostać fizycznie zatrzymane. To także dzieje się podczas play fighting, czyli zabaw w walkę. Jedno z ćwiczeń polega na tym, że jedna z osób kładzie się na ziemi, a pozostali uczestnicy trzymają jej ręce, nogi i głowę w bezruchu. Jej zadaniem jest wyrwać się z tego bezruchu. W czasie tego ćwiczenia ktoś patrzy na twarz trzymanej osoby, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.

Zastanawia mnie jednak, dlaczego ktoś dobrowolnie chciałby się znaleźć w tak opresyjnej sytuacji.
Wiele razy w życiu znajdujemy się w opresyjnych sytuacjach, niektóre trwają latami i nie mamy nad nimi kontroli. Podczas takich ćwiczeń uczestnicy mogą jednym słowem sprawić, żeby ta opresja się skończyła. Czują też intensywniej swoje ciało, to, jakie jest silne. Czują też, ile mają w sobie emocji, z którymi na co dzień nie mogą się skontaktować, a tym bardziej ich wyrazić. Kink to przede wszystkim gwarancja mnogości i intensywności doznań, których zwykle nie doświadczamy w trakcie klasycznego zbliżenia.

A czy musimy wszystkiego doświadczać?
Oczywiście, że nie! Może to, co mamy, nas wysyca i daje satysfakcję. Może zrobiliśmy coś ekscentrycznego i to nie zmieniło naszego krajobrazu seksualnego. Poszukiwaczami doznań stają się zazwyczaj osoby, które mają większą tolerancję na ryzyko, ich ciała potrzebują intensywniejszej stymulacji. Są jednak także takie osoby, które wolą nie próbować, niż doświadczyć czegoś przykrego. Jesteśmy różni, lubimy nawet inny dotyk. Znam osoby, które nie tolerują żadnego dotyku. Nie ma co się naginać. Eksperymentowanie pod wpływem mody czy presji to forma przemocy. Ludzie młodzi, którzy rozumieją sekspozytywność jako konieczność spróbowania wszystkiego, bo inaczej nie będą wiedzieć, jaka jest ich seksualność – gonią własny ogon. Nie da się wszystkiego spróbować, bo tego jest po prostu za dużo, a goniąc za ekscytacją, można zgubić siebie. Istotna jest motywacja, która nas pcha do bycia seksualnymi nonkonformistami. Jeśli jest tylko zewnętrzna, a nie wewnętrzna, może nas doprowadzić do niepotrzebnego przebodźcowania, a nawet traumy.

Czy te zabawy mogą zbliżać parę?
Jeśli wzajemnie dajemy sobie superdoznania – to tak. Ale kink to nie jest sposób na naprawę relacji! Możemy też być megakreatywnymi kochankami, ale mieć inne podejście do ważnych spraw. Wiele osób ma superseks z tymi, z którymi wcale nie chce dzielić codzienności.

Agata Loewe-Kurilla, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności (www.sexpositiveinstitute.pl). Można jej słuchać w podcaście „Seksozoficznie”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze