fbpx

Prywatna sprawa

Prywatna sprawa
123rf.com

Miłość to układ bez tajemnic? Otóż nie! Nadmiar bliskości może generować pewne problemy, a odpowiednia doza oddzielności podsyca zainteresowanie sobą – mówi psycholog dr Kinga Tucholska.
Jak rozumieć intymność w codziennej miłosnej relacji? Brytyjski socjolog Anthony Giddens napisał: „Niektórzy są zdania, że intymność może być duszna i przytłaczająca, i taka rzeczywiście jest, jeśli rozumieć ją jako żądanie nieprzerwanej bliskości emocjonalnej”. Kiedy tej bliskości robi się za dużo?

Każde żądanie, w tym żądanie intymności, samo w sobie jest przytłaczające. A pragnienie nieprzerwanej bliskości jest przytłaczające o tyle, że pozostaje w sprzeczności z naturą intymności, która nie może być stanem trwałym – przecież nawet między najbliższymi osobami poziom intymności się zmienia. Intymne będzie to, co moje, co dla mnie ważne i do czego mają wstęp tylko ci, których do tego upoważnię. Wszyscy mamy potrzebę intymności dla dwojga – w znaczeniu wchodzenia w bliskie relacje, dzielenia się sobą, tworzenia więzi, porozumiewania się i bycia rozumianymi na głębokim poziomie, po zdjęciu noszonych na co dzień masek… Intymność w tym rozumieniu oznacza szczególną bliskość – psychiczną i fizyczną – z drugą osobą.

Gdzie zatem przebiega granica, której nie powinno się przekraczać? Mamy dziś większe społeczne przyzwolenie na obnażanie swojej prywatności, czy jest zatem coś, co człowiek powinien jednak zachować dla siebie?

Granica intymności jest tam, gdzie ją sobie wyznaczymy. Każdy ustala ją indywidualnie – jest ona efektem życiowych doświadczeń, treningu społecznego oraz nabytych wzorców kulturowych. Znakiem naszych czasów jest rzeczywiście coraz większe społeczne przyzwolenie na pokazywanie tego, co intymne, na odsłanianie tajemnic. Dopóki sprzyja to zwiększaniu bliskości między ludźmi – jest dobre. Jeśli jednak obnażanie się ma jedynie skupić uwagę innych, pokazać, jak interesujący czy bezpruderyjni jesteśmy – służy manipulowaniu innymi i jest handlowaniem sobą.

A czy swobodne prezentowanie partnerowi własnej fizjologii jest nadużyciem intymności? Opowiadanie o miesiączkach, szczegółach porodu, choroby, depilacji?

Intymność oznacza pełną otwartość na siebie nawzajem, również na fizjologię. Na początku związku bywa ona mniejsza – gdy się poznajemy, staramy się przecież wytłumiać „intymne” odgłosy w toalecie, nie raczymy partnera widokiem obcinanych paznokci itd. W miarę zacieśniania związku nie robimy już problemów z rzeczy naturalnych, zwykłych i nie krępujemy się już sobą. I mimo że na co dzień nie korzystamy z toalety przy partnerze czy nie obcinamy przy nim paznokci u nóg, to jednak przyjmiemy za naturalną jego pomoc, gdy zachorujemy i nie będziemy w stanie same wykonać tych czynności. Jednakże wymuszona bliskość, która nie ma zaplecza w postaci więzi psychicznej, oddala ludzi od siebie. Napięcie emocjonalne, które się wówczas pojawia, czyni ją nieznośną.

Czy stawiać mur między światem męskim a kobiecym, np. w tak prywatnej strefie, jaką jest korzystanie z łazienki, dbanie o urodę? Ukochana w maseczce z błota, a łazienka jest wspólna…

Reakcja na widok męskiej maszynki do golenia versus damskiej leżącej na widoku w łazience, intymnej bielizny obojga – to może być test tolerancji tego, co intymne, a co nie, w danym związku. Ale już podpaski w widocznym miejscu mogą razić, choćby tylko ze względów estetycznych. Podobnie błoto na twarzy, farba na włosach czy papiloty. Właśnie ze względów wizualnych możemy nie chcieć zmieniać podpasek nawet przy najbliższej osobie, nie zaś dlatego, że się wstydzimy czy krępujemy swojej fizjologii.

Czyli na dłuższą metę przekroczenie granic intymności odziera związek z tajemnicy?

Im głębszy związek, tym większa bliskość, tym bardziej przesunięte indywidualne granice prywatności, tym większy wspólny intymny świat dwojga. Nadmiar bliskości może generować pewne problemy. Zainteresowaniu sobą sprzyja pewnego rodzaju oddzielność. Stan fuzji, w którym partnerzy wszystko o sobie wiedzą i czują jak jedno, może być pierwszym krokiem do zaniku wzajemnego zainteresowania, także erotycznego. Odrębność i pewna doza tajemniczości – ale nie ukrywanych tajemnic – wzbudza zainteresowanie i podtrzymuje napięcie. Sekret i w tym przypadku wydaje się tkwić w znalezieniu dynamicznego punktu pomiędzy wzajemną bliskością a odrębnością, indywidualnością każdego z partnerów.

Co prowokuje ludzi do łamania granic prywatności w związku?

Może to być skrajna ciekawość, a lepiej chyba powiedzieć wścibstwo, które zwykle związane jest z potrzebą kontroli nad sytuacją i partnerem. Przeglądanie kieszeni, zaglądanie do czyjejś komórki może też wynikać z niepewności i lęku – że dzieje się coś złego, o czym nie wiem, a czemu – poznając prawdę – mogłabym zapobiec. Naruszenie intymności wywołuje złość, a równocześnie poczucie bezradności, upokorzenia i utratę zaufania do osoby, która się tego dopuściła. Odbierane bywa jako zdrada, a nawet gwałt. Bardzo często ten brak zaufania zostaje później przeniesiony na innych.

Co w takim razie z bliskością fizyczną? Kiedy przyzwolenie na dotyk może być przekroczeniem intymności?

W zależności od rodzaju związków łączących ludzi teoretycy wyróżniają tzw. kategorie haptyczne (związane z dotykiem): dotyk społeczny (gdy podajemy na przywitanie rękę nowo poznanej osobie), dotyk zawodowy (fryzjera – gdy masuje naszą głowę), dotyk przyjacielski (ciepły), dotyk miłosny (będący sygnałem więzi uczuciowej, np. w stosunku do dziecka), dotyk seksualny (zmysłowy, namiętny) itp. W każdym z tych przypadków dotyk pozytywny, dobry – to taki, na który dane jest przyzwolenie i który odbierany jest jako przyjemny. Zgoda na dotyk jest zaproszeniem do przestrzeni osobistej. Dotyk, na który nie ma przyzwolenia lub który u dotykanego budzi zawstydzenie – to zły dotyk, gwałcący granice intymności. Pragnienie dotykania i bycia dotykanym jest naturalną, fizjologiczną potrzebą człowieka, bardzo mocno związaną z innymi potrzebami: bezpieczeństwa, kontaktu, stymulacji i intymności. Na poziomie cielesności ściśle się one przenikają. To dlatego starożytni gotowi byli przyjąć, że skóra, ciało jest jedynie pośrednikiem w przekazywaniu wrażeń dotykowych, a właściwym zmysłem, organem dotyku jest dusza lub serce. Coś z tej intuicji pozostało do dziś. O sprawach znaczących emocjonalnie i poruszających mówimy przecież, że nas bardzo dotknęły. Czyjś dotyk może więc przeniknąć nas do żywego.

Intymność a seks. Czy te dwie sfery są ze sobą tożsame?

One się przenikają, ale nie są ze sobą tożsame. Intymność cielesna, czyli obdarzanie się czułym, przyjemnym dla obu stron dotykiem, może prowadzić do kontaktu seksualnego, ale nie musi. Nawiasem mówiąc, to, jak często partnerzy dotykają się wzajemnie w nieseksualny sposób, to, czy czerpią przyjemność z bycia blisko siebie w sensie fizycznym – może być jednym ze wskaźników jakości ich związku. Bywa i tak, że ktoś decyduje się na przygodne kontakty seksualne, by doświadczyć samego dotyku, objęcia, przytulenia. Wiadomo też, że nie jest warunkiem koniecznym dla seksu osiągnięcie intymności, bliskości psychicznej. Jeśli jednak ona jest, seks nabiera innej jakości. Jest szansą na doświadczenie i pogłębienie bliskości fizycznej i psychicznej.

Dlaczego intymność, prywatność domaga się uszanowania?

To, co intymne, prywatne jest wartością samą w sobie, dlatego że jest integralną częścią „ja”. To, co mam w torebce, jest częścią mnie samej. To, jakie emocje przeżywam, co kocham, czego się boję – to cała ja. Tak moje „ja” istnieje, tak się wyraża – poprzez zawartość torebki, poprzez emocjonalne przeżycia. Nienaruszanie tego, co moje (przestrzeń mojego biurka, zawartość folderów w osobistym komputerze, moje uczucia), jest wyrazem szacunku dla mnie samej – inaczej odbieram to jako sygnał lekceważenia. Prywatność stanowi istotny warunek osobistego bezpieczeństwa. Przestrzeń prywatna, intymna, to taka, w której jesteśmy najbardziej sobą, odprężeni, swobodni, w której czujemy się bezpiecznie. Nikt nie ma prawa do niej wtargnąć. Możemy do niej ewentualnie kogoś zaprosić.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>