1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Jak motywować dzieci do nauki

Jak motywować dzieci do nauki

123rf.com
123rf.com
Odpowiednia motywacja do nauki musi ona z wewnętrznego przekonania, że jest się w stanie opanować dane umiejętności i posiąść niezbędną wiedzę. By dzieci i nastolatki mogły zyskać tę pewność, konieczne jest odpowiednie nastawienie rodziców i otoczenia.

Choć motywacja powinna mieć charakter wewnętrzny, to w procesie jej kształtowania niezwykle ważną rolę odgrywa wzmacnianie pożądanych zachowań. Nie chodzi tu o materialne nagrody, ale o poświęcenie działaniom dziecka uwagi oraz pochwałę i docenienie starań. Ten mechanizm wpisany jest w naszą naturę - działa zarówno w przypadku maluchów, jak i dorosłych. W odniesieniu do najmłodszych ma jednak szczególne znaczenie, ponieważ to, co z czasem ma szansę przerodzić się w wewnętrzną motywację, a nawet pasję do zgłębiania danej dziedziny, początkowo musi zwykle zostać utrwalone dzięki wspierającym bodźcom z zewnątrz.

Pozytywna informacja zwrotna ze strony nauczycieli i rodziców ma więc ogromną siłę i może zaważyć na późniejszych wyborach edukacyjnych a nawet zawodowych młodych ludzi. Podobnie jak nieumiejętnie przekazana krytyka lub negatywna ocena sprowadzająca się do wystawienia niskiego stopnia lub wyrażenia złośliwego komentarza może skutecznie zniechęcić ucznia do dalszego rozwoju w danym kierunku. Oceny personalne („jesteś głupi”, „i ty pchasz się na konkurs z taką wiedzą – chyba posprzątać salę po piszących”, „do niczego się nie nadajesz”) skutecznie zachwieją kruchą jeszcze samooceną młodych ludzi, dla których zdanie otoczenia ma kluczowe znaczenie dla zbudowania pewności siebie i własnych możliwości. Dlatego wszelkie przejawy aktywności, ciekawości świata i chęci poszerzania wiedzy powinny być przez otoczenie doceniane – nawet wtedy, gdy podjęte działania bywają nieudolne.

Oczywiście konstruktywna krytyka jest potrzebna, bo dzięki niej doskonalimy swoje umiejętności. Kluczowa dla budowania motywacji jest jej odpowiednia forma. Nawet nie całkiem pochlebny komentarz może zawierać elementy pochwały – „świetnie, że próbujesz, jeżeli poprawisz jeszcze… będzie znacznie lepiej”, „dodawanie idzie ci bardzo dobrze, odejmowanie wymaga więcej ćwiczeń, ale w końcu trening czyni mistrza”. W przypadku dzieci w wieku szkolnym grunt to docenić chęci i wskazać dokładnie obszary wymagające poprawy, proponując jednocześnie narzędzia, które umożliwią rozwój. Bez zbędnej

Kolejne pokolenia dzieci kształconych metodami opracowanymi przez grupę edukacyjną Helen Doron pokazują, że budowanie pewności siebie i stworzenie możliwości autoekspresji przynosi bardzo dobre efekty. Wzmacniane od najmłodszych lat przekonanie, że języki obce i matematyka nie tylko są fascynujące, ale też możliwe do zrozumienia, znacznie ułatwia start w dorosłe życie. Konstruktywne pochwały powodują, że zarówno młodsze jak i starsze dzieci uczone w  atmosferze otwartej analizy popełnionych błędów oraz doceniania poczynionych postępów w późniejszych latach, dzięki poczuciu własnych kompetencji wiedzą, że podołają kolejnym wyzwaniom. A taki właśnie jest cel – nie chodzi przecież o to, by wszyscy byli geniuszami w każdej dziedzinie, ale o to, by nie bali się rozwijać i mieli w przyszłości możliwość wyboru swojej ścieżki edukacyjnej i zawodowej – bez obaw dotyczących własnych ograniczeń czy negatywnych ocen ze strony otoczenia.

Ekspert, Helen Doron, założycielka i Dyrektor Generalny Helen Doron Educational Group, pedagog, współautorka metod nauczania MathRiders

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nadgorliwe i zbyt dokładne - jak pomóc dziecku, które za bardzo się stara?

Z perfekcjonizmem u dziecka warto rozprawić się za wczasu, zanim zacznie dziecku poważnie utrudniać życie. (fot. iStock)
Z perfekcjonizmem u dziecka warto rozprawić się za wczasu, zanim zacznie dziecku poważnie utrudniać życie. (fot. iStock)
Skrupulatność, rzetelność, dokładność – to styl pracy z gruntu pozytywny. Ale czy zawsze? W edukacji szkolnej dziecko obarczone nadmiernym perfekcjonizmem, nazbyt dokładne, a nawet nazbyt rzetelne, nie ma lekkiego życia i wymaga solidnego wsparcia domu i szkoły.

Przed dzieckiem, które zaczyna edukację, stawia się wiele rozmaitych zadań. Jednym z nich jest praca w określonym tempie. Gotowość szkolna dziecka to nie tylko dojrzałość inteligencji, poziom abstrakcyjnego myślenia, zasób słownictwa, ale właśnie wykonywanie zadań w określonym czasie. Z tym nasze dzieci mają ogromy problem.

Jeśli twoje dziecko ma problem nadmiernie perfekcyjnego wykonywania poleceń w szkole, postaraj się mu pomóc. W jaki sposób?

1. Przede wszystkim nie prowokuj

•    Nie nagradzaj za perfekcjonizm. Nie zachwycaj się, że pięknie wykonał kolorowankę, nad którą siedział cztery godziny. •    Nie opowiadaj, że najbardziej cenisz prace staranne. Takie uwagi są wskazane tylko dla niektórych dzieci – bałaganiarzy, rozproszonych i chaotycznych; małemu perfekcjoniście wyrządzą tylko krzywdę. •    Zapytaj swoich znajomych i rodzinę, czy ty jesteś perfekcjonistką. Jeśli tak, nie wymagaj od dziecka tego, czego wymagasz od siebie.

2. Zdiagnozuj problem

Najważniejsze to poznać przyczynę – odkryć, co składnia twoje dziecko do poświęcania się, żeby dopracować szczegóły. Etiologia tego zjawiska może być różna i często pozornie zupełnie niezwiązana z tym, co określmy dziecięcym perfekcjonizmem.

Obserwuj życie towarzyskie swojego dziecka. Czy ono jest lubiane? Czy ma kolegów? Tylko pozornie perfekcjonizm i popularność nie mają ze sobą nic wspólnego. W rzeczywistości dzieci nadmiernie skrupulatne często są samotne, czują się odtrącone i perfekcjonizmem rozładowują wynikającą z tego frustrację. Perfekcjonizm pozwala również dzieciom odrzuconym unikać kontaktu z rówieśnikami.

Dzieci popularne towarzysko nie popadają w przesadny perfekcjonizm, bo szkoda im na to czasu.

3. Pomóż, ale mądrze

To będzie bardzo trudne, ale nie pomagaj mu w wykonywaniu prac domowych. Trzymaj się z daleka od jego zeszytów. Uważaj, byś nie wpadła w pułapkę rodziców małego perfekcjonisty: „Jak mam mu nie pomagać, skoro on sam z niczym nie może zdążyć?”. Właśnie niech ma niezrobione, niech nauczycielka zobaczy, że tempo pracy klasy przekracza możliwości twojego dziecka. Jeśli ty będziesz kończyła za dziecko, nauczycielka będzie myślała, że twoje dziecko nie ma problemów z tempem pracy. Jeśli masz wątpliwości co do słuszności tej strategii, zadaj nauczycielce pytania: „Skoro on nie daje rady, to czy ja mam to za niego robić?”.

W domu koniecznie wyznacz dziecku obowiązki. Podlewanie kwiatów, ścieranie kurzy, odkurzanie, nakrywanie do stołu – to zajęcia wspaniale rozładowujące napięcie, wykształcające sprawność motoryczną. Pamiętaj też, że w przypadku dzieci starszych perfekcjonizm może być ucieczką od obowiązków: „Jak mam ci pomóc, skoro jeszcze nie dokończyłem pracy domowej?”.

Egzekwuj obowiązki domowe właśnie u dziecka, które ma problem z pracą w tempie, nie zwalniaj z prac domowych tylko dlatego, że ono pracuje wolno.
Mały perfekcjonista potrzebuje też ćwiczeń ukierunkowanych na usprawnienie motoryki drobnej. Ciastolina, plastelina, masa solna, szycie, wszelkie nawlekania przedmiotów drobnych na drucik czy igłę, układanie puzzli, majsterkowanie, a nade wszystko prace kuchenne. Jedno samodzielne obranie marchewki zastępuje kilka godzin rysowania szlaczków.

Zadbaj o jego dłonie. Dzieci mają coraz mniej okazji do wypracowania koordynacji ruchów. Nie skupiaj się na tym, żeby dokończyło. Wręcz przeciwnie – postaw na sport. Wszelkie gry z piłką znakomicie rozwijają dzieci ruchowo.

W domu wciąż wymyślaj zabawy na czas. Kto szybciej założy buty, kto szybciej zbiegnie na dół, kto szybciej zmieni powłoczkę na jaśku. Nie mów dziecku, czemu to służy, ale pamiętaj, że w ten sposób dyskretnie wysyłasz dziecku informację, że czas jest równie ważny jak styl wykonania zadania.

4. Poszukaj pomocy

Nie ukrywaj przed szkołą tego problemu, nie maskuj go. Obowiązkowo poinformuj nauczycielkę, że twoje dziecko nie może nadążyć z wykonywaniem poleceń, bo skupia się na idealnym wykonaniu graficznym. Pokaż zeszyty z niekończonymi pracami. Zapytaj, jak ona chce rozwiązać ten problem. Czasem wystarczy tylko pół linijki szlaczka (zamiast całej) i perfekcjonista wykona zadanie równo z innymi dziećmi.

Poproś nauczycielkę, żeby nie szafowała poleceniem „dokończyć w domu”; brzmi ono niewinnie, a twojemu dziecku zabiera trzy godziny dzieciństwa. Ustal, żeby nagradzała twoje dziecko za zadania o innym charakterze niż te, w których istotą jest perfekcyjne wykonanie.

Dowiedz się od pani, w czym twoje dziecko jest dobre. Jeśli tylko w dokładności, masz odpowiedź, dlaczego na tym się skupia – perfekcjonizm chroni je przed wykonywaniem zadań, w których nie czuje się pewnie. Być może słabo liczy, ma problemy z czytaniem, nie rozumie poleceń…

5. W ostateczności… poproś o radę psychologa

Jeśli twoje dziecko nie chce podejmować żadnych innych zadań poza ponadprzeciętnym wykonywaniem prostych, ale żmudnych zadań, skonsultuj się z psychologiem. Nie popadaj od razu w przerażenie, że to cechy autyzmu wczesnodziecięcego. Tak nie musi być. Pamiętaj, że strach przed kolegami, matematyką, czy nawet czytaniem na głos, może przyjąć formę ucieczki w perfekcjonizm.

  1. Psychologia

Co zrobić, żeby dziecko polubiło matematykę?

Matematyka przydaje się w życiu. Umiejętności matematyczne podnoszą też samoocenę dziecka. Jak postępować więc, aby przekonać dziecko do przedmiotów ścisłych? (fot. iStock)
Matematyka przydaje się w życiu. Umiejętności matematyczne podnoszą też samoocenę dziecka. Jak postępować więc, aby przekonać dziecko do przedmiotów ścisłych? (fot. iStock)
Za to, że dzieci są słabe z matematyki, prawie zawsze odpowiadają ich rodzice. I to wcale nie w sensie genetycznym.

W szkole najbardziej nie cierpiałem matematyki – choć to nawet prawda, zastanów się, zanim powiesz to swojemu dziecku. Dlaczego? W ten sposób nieświadomie przekazujesz mu następujące informacje: że matematyka jest trudna i nieciekawa, do niczego mu się w życiu nie przyda oraz – być może najważniejsza – skoro ty jej nie lubiłeś, to ono też nie będzie, dlatego spokojnie może być z niej słabe. Zapominasz, że matematyka to nie liczby czy figury geometryczne, tylko myślenie abstrakcyjne, które przydaje się we wszystkich dziedzinach życia. Rozwija nasz mózg, pomaga znaleźć wyjście z wielu sytuacji i dodaje pewności siebie. Dziecko dobre z przedmiotów ścisłych znacznie mniej się denerwuje szkołą, niestraszna mu nowa klasa czy zmiana nauczyciela, nie boi się testów ani klasówek. Natomiast to, które radzi sobie z matmą gorzej, ma ograniczony wybór przyszłej drogi zawodowej. Nie może pójść na studia medyczne, ekonomiczne czy farmaceutyczne, nawet takie kierunki jak żywienie człowieka czy weterynaria zawierają w sobie jej elementy. Dlatego wychowując dziecko na dobrego matematyka, dajesz mu większą szansę na odnalezienie się w przyszłym życiu.

Jak zachęcać dziecko do matematyki?

Zacznij od zmiany nastawienia. Chwal dziecko za postępy w nauce, na przykład za dobre opanowanie tabliczki mnożenia. To zresztą najlepsze z ćwiczeń rozwijających pamięć. Twój maluch ma z nią trudności? Możesz mu pomóc, dzieląc cały system tabliczki na kawałki, najlepiej na osobne działania. Przygotujcie razem karteczki (fiszki). Na jednej stronie zapisz działanie, na drugiej jego wynik. Niech opanuje kolejno wszystkie. Ty też bierz w tym udział.

Wprowadzanie dziecka w świat matematyki możesz zacząć już, kiedy jest w przedszkolu. Złym pomysłem jest wręczenie mu zeszytu i ołówka, by przepisywało rzędy cyfr. Jego mała motoryka jest do tego jeszcze nieprzyzwyczajona, a koordynacja oko–ręka niewykształcona. Natomiast nigdy nie jest za wcześnie na zabawy. Poniżej pięć przykładowych.

  1. Co ma wspólnego klucz z gwoździem? To główne pytanie w kształceniu myślenia abstrakcyjnego. Staraj się szukać okazji, podczas których dziecko może dostrzec cechy wspólne pomiędzy dwoma przedmiotami, zjawiskami, zwierzętami, samochodami, różnymi urządzeniami…
  2. Policz pionki! Mów tak zawsze po skończonej grze, gdy chowasz ją do pudełka. Pokaż dziecku, że układając pionki parami, można łatwiej sprawdzić, czy jest ich tyle, ile potrzeba.
  3. Podaj mi żółtą czwórkę. Już trzylatka można nauczyć, by posługiwał się konkretnymi nazwami klocków lego, budując z nich różne konstrukcje. Nawet dziecko, które jeszcze nie mówi, umie zareagować na: „podaj mamie rączkę”, będzie wiedziało, co znaczy: „podaj mi żółtą czwórkę”. Zobaczysz, jak szybko nauczy się precyzyjnego nazywania klocków.
  4. Co jest dłuższe? Przy każdej okazji proś dziecko, by porównywało różne rzeczy (na przykład buty, sznurowadła, butelki, lalki) poprzez położenie czy postawienie ich obok siebie.
  5. A teraz borsuk idzie w lewo… Jeśli masz w łazience kafelki, dysponujesz wspaniałym przyrządem do nauki. Weź do ręki małą zabawkę. Niech wędruje wolno po kafelkach, a ty mów: „Teraz borsuk skręca w prawo, potem idzie dwa kafelki w górę, potem dwa kafelki w dół, teraz trzy w bok…”. Zobaczysz, jak szybko dziecko nauczy się bezbłędnego poruszania się po… niczym innym jak po układzie współrzędnych.

Sześciolatek, czyli ważny moment

W tym wieku dziecko idzie zwykle do szkoły, co nie znaczy, że przestaje mieć czas na zabawę. Wprost przeciwnie, teraz właśnie potrzebuje jej bardziej niż wcześniej. To wspaniale rozwinie jego matematyczne zdolności. W co się bawić?
  • Statki. Na tej starej poczciwej grze wyobraźnię przestrzenną, koncentrację i abstrakcyjne myślenie wykształciło już wiele pokoleń.
  • Warcaby. A może nawet szachy… Nie ma znaczenia, jeśli nawet grasz w nie słabo lub wcale. Już samo opanowanie zasad będzie dla dziecka wyjątkowo twórcze. Postaw skoczka na dowolnym polu i zademonstruj, jakie ruchy są dopuszczalne. Przesuń go na inne pole i poproś, żeby teraz dziecko pokazało, gdzie można go przestawić.
  • Memo, czyli kartki lub klocki z obrazkami. Wybierz temat obrazków zgodny z zainteresowaniami dziecka i grajcie przy każdej okazji. Prowadź specjalne zapiski, róbcie domowe turnieje. Pamięć sześciolatka jest niemal fotograficzna, więc będzie mieć sporo satysfakcji, zapamiętując miejsce położenia par obrazków i ogrywając wszystkich dorosłych. Oprócz ćwiczenia pamięci ta genialna gra rozwija koncentrację, upór, pozytywne nastawienie do wysiłku intelektualnego oraz chęć rywalizacji.
Pamiętaj: nigdy nie dawaj dziecku forów, bo tym wyrządzisz mu więcej złego niż dobrego.

Starsze dziecko

Gdy wracasz do domu lub dzwonisz z pracy, najczęściej pytasz dziecko: „co tam w szkole?”. A ono odpowiada zawsze tak samo: „w porządku”. Zamień to pytanie na konkret, w tym przypadku interesujący nas przedmiot szkolny. Ktoś, kto chce mieć w domu mistrza olimpijskiego, zawsze pyta: „co robiłeś na wuefie?”, ty mów: „co robiliście na matmie?”. Ważne, żeby twoje zainteresowanie zajęciami w szkole było szczere, a nie pro forma. Przyjrzyj się też uważnie rzeczom, którymi otacza się twój uczeń, i postaraj się, by miały „matematyczne” zastosowanie. Jeśli twoje dziecko lubi grać na komputerze, podsuń mu znakomite gry kształcące wyobraźnię przestrzenną, czyli np. takie, w których musi poukładać w coraz szybszym tempie bryły nieforemne. Najlepszą zachętą będzie, jeśli sam zaczniesz w nie grać, a najlepiej razem z nim. Podobnie rób ze wszystkimi prezentami, które przywozisz mu z podróży lub kupujesz na urodziny – niech rozwijają je umysłowo.

Możesz wykorzystać to, co już macie. Wręcz dziecku miarkę budowlaną – niech zmierzy wszystko, co jest w domu, i zapisze wyniki pomiarów. Potem poproś, by wskazało najdłuższą i najkrótszą rzecz. Gdy ma więcej niż sześć lat, powiedz, by zmierzyło fotel i kanapę i pokazało na miarce, o ile kanapa jest dłuższa, a fotel krótszy. O tyle samo?! Albo weźmy taki zegar. To jedno z najlepszych naturalnych narzędzi kształcenia zdolności matematycznych. Gdy tylko dziecko nauczy się trochę nim posługiwać, pytaj: „Która godzina będzie za osiem minut? Cztery minuty, to ile sekund? Dwie godziny i pięć minut — ile to minut? Mój zegarek późni się sześć minut, czyli którą godzinę teraz pokazuje?”. Jeśli zrobisz z tego domową zabawę, być może za pomocą zwykłego czasomierza, ku swojemu zaskoczeniu, wychowasz laureata olimpiady matematycznej. Miej jednak świadomość, że twoje dziecko wcale nie musi zostać świetnym inżynierem czy profesorem. Najważniejsze, by było człowiekiem bez kompleksów, który korzysta w pełni z możliwości, jakie daje mu jego mózg. Umiejącym radzić sobie w banku, w sklepie i rozumiejącym, na czym polega procent składany.

  1. Psychologia

Jak pomóc dziecku rozwinąć jego potencjał?

Wszyscy uczymy się w charakterystyczny dla siebie sposób. Zauważył to już Howard Gardner, amerykanski psycholog, profesor Harvardu, który w swojej teorii inteligencji wielorakiej (zwanej też wielokrotną) wyodrębnił aż 8 typów inteligencji. Według niego rowijanie właściwych sobie predyspozycji idzie w parze ze stanem uskrzydlenia (flow). Fot. iStock
Wszyscy uczymy się w charakterystyczny dla siebie sposób. Zauważył to już Howard Gardner, amerykanski psycholog, profesor Harvardu, który w swojej teorii inteligencji wielorakiej (zwanej też wielokrotną) wyodrębnił aż 8 typów inteligencji. Według niego rowijanie właściwych sobie predyspozycji idzie w parze ze stanem uskrzydlenia (flow). Fot. iStock
Dziecko spontanicznie powinno zajmować się tym, co przynosi mu radość. Wówczas motywacja, by być w tym coraz lepszym, będzie naturalna. Dająca rozwój i szczęście.

Na czym polega uskrzydlenie intelektualne i dlaczego jest tak ważne?

Stan uskrzydlenia (inaczej flow) może być niezwykle istotny w edukacji dziecka. Przepływ (czyli ang. flow, a inaczej doznanie uniesienia, uskrzydlenia) to pojęcie z pogranicza psychologii pozytywnej i psychologii motywacji. Według Mihály Csíkszentmihályi, twórcy tej koncepcji, flow to stan między satysfakcją a euforią, wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności.

Uskrzydlenie jest stanem, w którym zapominamy o wszystkim oprócz tego, co akurat robimy. Dajemy z siebie wszystko, nie myśląc ani o sukcesie, ani o porażce, motywuje nas czysta przyjemność działania. Jesteśmy spokojni, skupieni, zadowoleni, twórczy, wynalazczy. Jesteśmy głęboko przekonani o swoich znakomitych umiejętnościach. Najpierw ogarnia nas błogi spokój, a potem pojawia się spontaniczna radość, a nawet upojenie. O takich odczuciach często mówią sportowcy, kompozytorzy, alpiniści, ale też urzędnicy wykonujący papierkową pracę. Zadanie, które mogłoby wydawać się trudne, okazuje się łatwe, wręcz zwykłe i naturalne. Płynnie pokonujemy kolejne stopnie trudności, nie myśląc o tym. Taki stan od czasu do czasu osiąga każdy z nas. Wspinamy się wtedy na szczyty swoich możliwości, wykraczamy poza to, co dotychczas osiągnęliśmy. Uskrzydlenie jest szczytem inteligencji emocjonalnej. To najdoskonalsza postać okiełznania emocji i wykorzystania ich do pracy i nauki.

Stan ten można osiągnąć np. poprzez celowe skoncentrowanie się na zadaniu. Skuteczna koncentracja jest samoistnie działającą siłą, która uśmierza inne emocje i sprawia, że zadanie staje się dziecinnie łatwe. Ubocznym skutkiem koncentracji jest ekstaza. Dlatego, żeby się dobrze skoncentrować musimy podjąć wysiłek i potrzebna nam będzie dyscyplina. Najskuteczniej koncentrujemy się, gdy zadanie wymaga od nas nieco większego niż zwykle wysiłku, ale jesteśmy w stanie się na niego zdobyć. Jeśli nas przerasta, zaczynamy się niepokoić, stresować. Gdy jest zbyt łatwe, dopada nas znużenie. Uskrzydlenie mieści się w strefie między niepokojem a znużeniem. Gdy je osiągamy, paradoksalnie mózg jest „zimny”, zmniejsza się aktywność jego kory. To klucz do uskrzydlenia – mózg nie musi „za bardzo się wysilać”, gdyż stojące przed nami zadanie mieści się w granicach szczytu naszych możliwości a obwody nerwowe pracują najefektywniej. A my, tak jak one, działamy optymalnie.

Jak motywować dziecko? - Wykorzystaj uskrzydlenie w jego edukacji!

Howard Gardner, psycholog z Harvardu, który stworzył teorię inteligencji wielorakiej, uważa uskrzydlenie za najzdrowszą metodę uczenia dzieci. Motywuje ona od wewnątrz, a nie za pomocą kar i nagród. Według Gardnera uskrzydlenie jest stanem psychicznym, który oznacza, że dziecko zajmuje się właściwym zadaniem. Nie osiągnie tego, jeśli zadania przed którymi staje, nudzą go lub przerastają. Dziecko, żeby osiągnać stan flow,  spontanicznie powinno zajmować się tym, co przynosi mu radość. Wówczas motywacja, by być w tym coraz lepszym, będzie naturalna. Dająca rozwój i szczęście. Podstawą edukacji zatem powinno być określenie profilu naturalnych zdolności dziecka, rozwinięcie ich oraz próba wzmocnienia słabszych punktów. Chodzi o to, żeby zaproponować mu lekcje i zajęcia na różnych poziomach, które będą stwarzać optymalne dla niego wyzwania. Dzięki temu nauka staje się przyjemniejsza, nie budzi ani uczucia znudzenia, ani lęku. Uczucie uskrzydlenia, jakiego dzięki temu doznaje, doprowadzić je może do wybitnych osiągnięć.

Jak rodzice i nauczyciele mogą pomóc dziecku odnaleźć klucz do uskrzydlenia?

  • Dzieciom trzeba dostarczać dużo bodźców, potrzebnych do rozwoju. Im więcej, tym lepiej. Dobrze, gdy dziecko ma możliwość angażowania się w wiele rodzajów ekspresji twórczej, bo to rozwija je kompleksowo. Ekspresja twórcza może być słowem, dźwiękiem, ruchem, wyobraźnią. W praktyce chodzi tu o wiele dziedzin działania, takich jak malowanie, pisanie, śpiewanie, taniec, sport. Najlepiej jest, jeśli dziecko ma do tych wszystkich aktywności łatwy dostęp.
  • Stawiajmy na różnorodność. Jeśli widzimy, że dziecko na przykład lubi rysować, pokażmy mu różne rodzaje kredek, ołówków, farb. Odkryjmy przed nim rozmaite techniki, w jakich mogą powstawać prace plastyczne, chociażby malowanie palcami.
  • Nie zapominajmy też o swobodnej ekspresji twórczej, która może się ujawniać w wielu codziennych sytuacjach. Przykłady: wyjście z mamą do sklepu łączy się z odnajdywaniem kolorów produktów spożywczych, rodzinny spacer do lasu jest okazją do podskakiwania, czy ćwiczenia spostrzegawczości, czas przed zaśnięciem wspólnym wymyślaniem historii, każdego dnia związanych z innym z innym skojarzeniem.
  • Dziecko rozwija to, co jest kojarzone z zabawą i pozwala na swobodę (bez oceniania) oraz włącza wszystkie zmysły. Ważne jest, by dziecko traktowało zajęcia jak przyjemność, było podczas nich swobodne - niech rysuje to, co samo chce a niekoniecznie zadany temat. I co istotne – małe dzieci zawsze chwalmy za ich zaangażowanie i tworzenie, a nie zawsze za rezultat. Unikajmy porównywania i oceniania. Pochwały jednak muszą być konkretne i prawdziwe. Szczególnie ważny jest okres przedszkolny, bo potem pojawiają się oceny, rywalizacja z innymi dziećmi, standardy w które trzeba się wpasować. Jeśli wcześniej dziecko ma możliwość odczucia radości tworzenia to potem wzmacnia to jego poczucie wartości.
  • Rozwijajmy dziecko na wszelkich polach dostępnych zmysłom. To jest naturalny sposób uczenia się, który gubimy przez tradycyjny system nauczania. Małe dziecko uczy się widząc, słysząc, dotykając, poznając świat za pomocą smaku i węchu.
  • Starsze dziecko zwykle samo już wybiera to, czym chce się zająć. Pozwalajmy na te wybory. Są dzieci, które do różnych czynności podchodzą ze słomianym zapałem, ciągle zmieniając swe zainteresowania. Nie traktujmy tego jako czegoś złego. Im więcej szans stworzymy mu, by znalazło coś, co je uskrzydli, tym będziemy bliżej sukcesu. Pozwolimy na rozwój naturalnych zdolności, kształtowanie pasji, realizowanie celów i przezwyciężanie przeszkód.
  • Dziecko, które jest prawdziwie zaangażowane w to, co robi, jest jednocześnie idealnie skoncentrowane. Zdolność koncentracji może być osłabiona przez zbyt wiele godzin spędzanych przed komputerem czy telewizorem. Dlatego tak ważne jest rozwijanie dziecka na wielu poziomach, zwłaszcza ruchowym. Są sposoby na łatwiejsze osiągnięcie koncentracji, na przykład przez: słuchanie muzyki relaksacyjnej, żonglowanie, zabawy słowne angażujące w konkretny temat. W ćwiczeniu koncentracji należy wykorzystywać preferowany przez dziecko sposób przetwarzania informacji - zwykle jest wzrokowy, słuchowy albo kinestetyczny. Pokój czy biurko dziecka wzrokowca powinno mieć wiele obrazów, zdjęć, wykresów. Słuchowiec często potrzebuje muzyki przy nauce, a kinestetyk najchętniej uczy się przez działanie, to zwykle kinestetycy lubią kiedy ktoś towarzyszy im przy nauce.
Warto przypomnieć, że w 2011 r. prof. Gardner odwiedził trzy polskie miasta w związku z podsumowaniem projektu, który przeprowadziła Grupa Edukacyjna S.A. wśród nauczycieli i uczniów szkół podstawowych z całej Polski. Podstawą teoretyczną projektu była właśnie teoria inteligencji wielorakich Howarda Gardnera. Użyto ją, aby dostosować sposób nauczania w klasie pierwszej do indywidualnych zainteresowań, umiejętności i możliwości każdego dziecka.

  1. Psychologia

Jak zachęcić dziecko do nauki?

Dlaczego dzieci nie chcą się uczyć? Zwykle barkuje im odpowiedniej motywacji. (fot. iStock)
Dlaczego dzieci nie chcą się uczyć? Zwykle barkuje im odpowiedniej motywacji. (fot. iStock)
Można dziecko zmusić, żeby siedziało przy biurku, żeby wpatrywało się godzinami w podręcznik czy nawet żeby odrobiło lekcje, ale do nauki – nigdy. Maluch czy nastolatek będzie się pilnie uczyć tylko wtedy, gdy będzie mu to sprawiać przyjemność, gdy ta potrzeba zakotwiczy się na poziomie automotywacji. Jak zatem zachęcić dziecko do nauki?

Dlaczego dzieci nie chcą się uczyć? Otóż wcale nie dlatego, że są leniwe czy mało pojętne. Przyczyn należy szukać w ich otoczeniu, a bardziej  konkretnie – w postawie dorosłych. Każde dziecko ma naturalną potrzebę zdobywania wiedzy. Rola rodzica polega tylko na tym, żeby go do tego nie zniechęcać. Oto wskazówki, które pomogą zachęcić dziecko do nauki:

Traktuj naukę dziecka jako rzecz świętą

Nie przerywaj mu, nie wołaj do telefonu, wyłącz wszelkie źródła dźwięku. Możesz mówić, że: dajesz mu kanapki z rybą, że musi spać dziewięć godzin, być dotleniony itp., żeby mógł się lepiej skoncentrować w szkole. Niech dziecko widzi, że traktujesz to bardzo poważnie.

Wprowadź zasadę, że wszystkie dzieci uczą się w tym samym czasie

Niech żadne wtedy nie ogląda telewizji i nie gra na komputerze, a telefony najlepiej jeśli zostaną wyciszone. To podstawowy błąd rodziców: pozwolić, by jedno z dzieci się bawiło, gdy drugie się uczy.

Pokaż mu, jak bardzo cenisz rozwijanie pasji

Samodzielnie napisany referat, research w książkach i internecie, zrobienie makiety – takie działania przyniosą dziecku więcej korzyści i satysfakcji niż przesiedzenie ośmiu lekcji w szkole.

W dni wolne staraj się rozszerzać wiedzę dziecka

Daj mu okazję, żeby błysnęło w domu tym, czego się nauczyło w szkole. Zabierz je do muzeum (nawet wirtualnie). Jeśli teraz uczy się o skałach, niech to będzie Muzeum Ziemi. Poznaje muzykę Chopina? Wykorzystaj to jako okazję do poznania Żelazowej Woli.

Naucz dziecko traktować naukę jak wyzwanie

Pokazuj mu, jak wartościowe jest robienie czegoś, czego jeszcze nigdy się nie robiło, a co wydaje się trudne. Np. piecz ciasta, które wydają się skomplikowane do zrobienia, rozwiązuj najtrudniejsze krzyżówki.

Wpajaj mu pogląd, że mądrość to coś, nad czym trzeba pracować

Jeśli uważasz, że ludzie po prostu rodzą się inteligentni albo nie, nie licz na to, że twoje dziecko będzie lubiło się uczyć. Po co ma to robić, skoro i tak od tego IQ mu nie wzrośnie?

Oceniając ludzi zmień kryterium

Na kryterium mądrości. „Marek jest bardzo mądry, prawda? Dużo czyta”. Kładź nacisk na wytrwałość, którą widzisz u innych, a nie na efekty.

Chwal dziecko za prawdziwy wysiłek i upór

Nigdy nie szafuj lekko rozdawanymi pochwałami, bo dziecko do nich przywyknie. Nie zachęcaj też dziecka do "oszukiwania" dla uśpienia poczucia winy.

Nie chwal dziecka za byle co, bo zrozumie, że masz niskie oczekiwania i nie cenisz wysiłku

W Europie mamy prawdziwą obsesję na punkcie poczucia wartości i chwalimy dzieci bez opamiętania, za wszystko. Gdy coś im przychodzi łatwo albo zrobiły byle jak i zostaną pochwalone – zniechęcą się do nauki.

Uważaj, jakie bajki czytasz maluchowi

Większość naszych tradycyjnych bajek swoją fabułę opiera na szczęśliwym przypadku, czyli sukces bohatera zależy od ślepego losu. Nie czytaj dziecku, że księżniczkę uwiezioną w wieży uwolnił książę, ale o tym, że przez wiele lat plotła linę z pajęczyny i sama się uwolniła.

Jak najczęściej mów dziecku o swoich błędach

I o tym, jak bardzo pomogły ci się nauczyć czegoś nowego. Wspominaj je z przyjemnością i mów, że były szansą do pokazania twojej wytrwałości.

Podkreślaj sukcesy, zamiast braków

Jeśli dziecko ma ogromne problemy z jednym przedmiotem, zachęć je, by na lodówce pojawiła się kartka: „Co już umiem”. Codziennie przed snem zapiszcie na niej to, czego dziś dziecko się dobrze nauczyło oraz to, w czym już jest kompetentne. Nawet jeśli to będą tylko dwie daty lub cztery słówka czy jedna definicja. Zwróć uwagę dziecka, jak szybko kartka się zapełniała, o ile stał się mądrzejszy przez te kilka dni.

  1. Psychologia

Metoda Montessori - pozwól dziecku samodzielnie rozkwitnąć

Metoda Montessori pozwala dzieciom rozwijać się we własnym tempie i według swoich możliwości. (Fot. iStock)
Metoda Montessori pozwala dzieciom rozwijać się we własnym tempie i według swoich możliwości. (Fot. iStock)
Nauczyciel nie jest wykładowcą z katedry, który przychodzi i sprawdza, czego się dziecko nauczyło. Jego rola polega na obserwowaniu ucznia, udzielaniu pomocy i budowaniu relacji zaufania – mówi pedagog Dorota Rotowska.

Czym się różni pedagogika Montessori od klasycznego systemu nauczania?
Kluczem jest tu właśnie słowo pedagogika. W placówkach Montessori nie ocenia się stopnia opanowania pewnych umiejętności, lecz całościowy rozwój małego człowieka. Patrzy się na sferę intelektualną (umiejętności i wiedza), a także emocjonalną i duchową. To stanowi klucz do tworzenia tzw. przygotowanego otoczenia. Pierwszym jego czynnikiem jest przygotowanie dorosłych – nauczycieli i rodziców, bo przyjmując dziecko do placówki Montessori, przyjmujemy całą jego rodzinę. Rodzice, którzy wybierają taki model nauczania, decydują się na przyjęcie pewnych zasad i założeń. Na przykład, że dziecko rozwija się we własnym tempie i według swoich możliwości. Dzieci rozwojowo mają pewne predyspozycje, ale każde jest inne – przechodzą tzw. fazy wrażliwe i rolą dorosłego jest obserwowanie tego, co dla nich w danym momencie jest ważne i potrzebne. Jeśli to, co zaproponujemy dziecku w postaci pomocy rozwojowych czy aktywności, trafi w fazę wrażliwą, będzie ono przyswajało wiedzę w sposób łatwy, przyjemny i trwały.

Na tym chyba powinno to polegać…?
Oczywiście, i choć jest to podejście słuszne, to jakże inne od tego, którego doświadczyli współcześni rodzice podczas własnej edukacji. W Polsce tradycje montessoriańskie są stosunkowo świeże. Dbamy o zrównoważony rozwój dziecka, a nie o to, żeby szybko opanowało alfabet czy tabliczkę mnożenia. Jeśli popracujemy nad równowagą rozwojową, dziecko samo z radością sięgnie po nowe kompetencje. Takie podejście wymaga zaufania ze strony rodziców, bo nie dostaną od nas informacji zwrotnej w postaci tradycyjnych ocen, nie sprawdzą, na której stronie podręcznika jest dziecko i w jakim stopniu opanowało materiał. Rodzice mogą za to z nami ściśle współpracować i obserwować ucznia i naszą pracę. Zachęcamy do tego. Wtedy wiedzą, co się dzieje z ich dzieckiem, a z drugiej strony czerpią pomysły na to, jak postępować z nim w domu.

To wymaga od rodziców zaangażowania.
Tak. Im dziecko jest mniejsze, tym jest to ważniejsze. Przyjmujemy dzieci od 15. miesiąca życia i rodzice takich maluszków często uczestniczą w naszych spotkaniach. Z jednej strony pomagają nam „uczyć się” dziecka, z drugiej – mają okazję je obserwować i zauważać jego gotowość do samodzielności w różnych obszarach.

Dzieci uczą się też od siebie nawzajem. Czy temu właśnie służą mieszane grupy wiekowe?
Między innymi. Pierwsza grupa to dzieci do 3. roku życia, następne grupy wiekowe to: 3–6, 6–9 i 9–12 lat. Ale nie oznacza to, że dziecko w dniu swoich trzecich urodzin jest automatycznie przerzucane do starszej grupy. Czekamy na moment, kiedy „nasyci się” pewnymi aktywnościami z grupy młodszej i jest gotowe do przejścia do grupy starszej. W klasach jednorodnych wiekowo szybko ustala się hierarchia i wyłania się „grupa trzymająca władzę”. W grupach mieszanych wiekowo struktura ciągle się zmienia, straszy rocznik odchodzi i młodszy przychodzi, więc kompetencje społeczne są wciąż budowane w oparciu o nowe środowisko. Każde dziecko przechodzi przez cały cykl – kolejno jest najmłodszym, średnim i najstarszym. W związku z tym w naturalny sposób uczy się współpracy ze starszymi i z młodszymi – bycia tym, który prosi o pomoc, podgląda i próbuje, oraz tym, który pokazuje, pomaga, radzi i jest autorytetem. Dzieci próbują własnych sił w różnych rolach i budują swoje poczucie wartości. Te z mocnym charakterem uczą się, że nie każdy im się podporządkuje, a słabsze – że mogą być autorytetem. Każde czerpie z tego wiele korzyści.

Jak wyglądają zajęcia?
Założenia na każdym poziomie wiekowym są takie same, tylko rozwiązania inne. Na początku dnia jest praca własna, czyli każde dziecko zajmuje się aktywnościami, którymi jest zainteresowane i które sobie zaplanuje. Na poziomie przedszkola oznacza to, że jeśli dziecko chce np. przelewać wodę, to pod okiem nauczyciela przynosi sobie fartuszek, miskę i dzbanek i przygotowuje miejsce do pracy. Na wyższym poziomie planuje cykl czynności i ich kolejność – tworząc indywidualny system zarządzania czasem. Ma na to trzy godziny. To bardzo cenny czas, dzieci mogą się wtedy integrować z grupami różnymi wiekowo – np. sześciolatek może pracować z drugo-, czwarto- i szóstoklasistą, których też interesuje dana aktywność. Nauczyciele pomagają im zorganizować pracę oraz podsumować efekty na spotkaniu w kręgu. Dzięki temu dzieci uczą się współpracy i rozmowy. Później jest czas na zajęcia grupowe, związane z wymaganiami przedszkolnymi i szkolnymi – języki, gimnastyka, logopeda, religia dla chętnych, muzyka. Trzecia część dnia jest skoncentrowana na rozwoju predyspozycji w kółkach i sekcjach. Oferta jest bogata, ale dzieci mogą też same zorganizować i poprowadzić zajęcia na temat swoich zainteresowań. W międzyczasie jest codzienna rekreacja (przynajmniej 45 minut na świeżym powietrzu poza gimnastyką i wf-em).

Jakie jest zadanie nauczyciela?
W Montessori nauczyciel nie jest wykładowcą z katedry, który przychodzi i sprawdza, czego się dziecko nauczyło, a następnie je ocenia, tylko osobą, która obserwuje dziecko, udziela niezbędnej pomocy i buduje relację zaufania. Dzieci mogą się do niego zwracać z problemami, szukać rady, pomocy i pocieszenia. To pozwala wyłapać trudności i zaradzić wielu problemom.

Ta sama rzecz w rękach nauczyciela Montessori będzie czymś innym niż w rękach nauczyciela tradycyjnego. W większości szkół mapy czy globusy stoją wysoko i tylko nauczyciel może ich używać. U nas pomoce naukowe służą nie nauczycielowi – aby mógł lepiej coś wytłumaczyć, są dla dzieci – aby mogły lepiej zrozumieć. Cechą pomocy montessoriańskich jest to, że są one bardzo dobrze przemyślane pod kątem tego, do czego mają służyć. I nawet bez nauczyciela dziecko może przez doświadczanie zdobywać wiedzę o świecie. Wszystkie pomoce dotyczą umiejętności związanych z obszarem praktycznego życia – od przewracania kartek, wiązania butów, przesypywania, nabierania łyżką, przez kształtowanie pojęć sensorycznych – związanych np. z wielkością, grubością, po kompetencje językowe, matematyczne i przyrodnicze. Dla przykładu – na lekcji gramatyki używamy kuli, która obrazuje czasownik, i ostrosłupa, który pokazuje rzeczownik. Czyli coś, co jest w ruchu, i coś, co jest stabilne. Gdy z pięcio- i sześciolatkami rozmawiamy o słowach oznaczających coś, co możemy zrobić i to, co możemy przynieść – odpowiednio turlamy kulę i stawiamy ostrosłup. Nie rozmawiamy o elementach gramatyki, tylko pozwalamy na zabawę, a dopiero później zaczynamy fachowo je nazywać. W przedszkolu dzieci układają też kwadraty liczb. Nic im nie mówimy o podnoszeniu do potęgi, tylko pozwalamy bawić się koralikami. Jeśli rząd z pięciu koralików położą obok siebie pięć razy, tworzą kwadrat liczby. W ten sposób dochodzą do umiejętności, które później tylko trzeba nazwać i rozwinąć. Ponieważ nie mamy systemu tradycyjnych ocen, pomoce zawierają element samokontroli – dziecko może sprawdzić, czy wykonało jakieś zadanie prawidłowo. Chodzi o to, żeby robiło coś przede wszystkim dlatego, że sprawia mu to przyjemność i odpowiada na jego potrzebę rozwojową. W ten sposób tworzymy wewnętrzny system motywacyjny. Nauczyciel cieszy się sukcesem razem z dzieckiem, ale go nie nagradza. Podaje rzetelną informację zwrotną, co wyszło dobrze, a nad czym trzeba popracować, i co ważne – jak to zrobić. I okazuje się, że dzieci nie potrzebują motywacji kijem i marchewką.

Pani obserwowała skuteczność metody też jako rodzic.
Szukając przedszkola dla mojego wówczas trzyletniego syna, trafiłam wpierw do placówki waldorfskiej, a później do Montessori. Zakochałam się w tej metodzie, syna zapisałam do przedszkola, a siebie na kurs dla nauczycieli. I od razu zajęłam wakat asystenta, więc od początku byłam w roli nauczyciela i rodzica. Moi dwaj młodsi synowie są teraz w montessoriańskiej szkole podstawowej, dwaj starsi uczyli się w placówkach montessoriańskich do trzeciej klasy szkoły podstawowej (innej możliwości wtedy nie było). Jako najmocniejszy oceniają efekt przedszkola – w szkole wracały do nich wczesne doświadczenia z matematyki i gramatyki i dzięki temu rozumieli, czego się uczą. Edukacja Montessori bardzo pomogła im też pod względem społecznym – zyskali łatwość w budowaniu relacji z innymi, niezależnie od wieku. Po pierwszym miesiącu w szkole tradycyjnej jeden z nich został przewodniczącym szkoły, drugi – klasy. Wiedzę szkolną można zawsze uzupełnić, ale to umiejętności społeczne i emocjonalne decydują o tym, czy damy sobie radę w życiu.

Niektórzy rodzice zaczynają pod opieką państwa placówki prowadzić też tzw. edukację domową.
W takiej sytuacji najważniejszy jest sposób podejścia do dziecka. Jeśli chcemy zaspokajać jego potrzeby, musimy przygotować do tego otoczenie. Składają się na to trzy aspekty: przygotowany dorosły, przestrzeganie reguł i praw oraz aspekt materialny, czyli to, co znajduje się w otoczeniu dziecka. O ile dwa pierwsze wymagają przemyślenia i podejścia, to trzeci narzuca konieczność pewnych udogodnień. Jeżeli chcemy, by dziecko uczyło się nakrywać do stołu, musimy zapewnić mu dostęp do naczyń, szuflady i stołu, co oznacza czasem potrzebę poprzestawiania rzeczy w mieszkaniu. Gdy chcemy wyrobić większą samodzielność u maluchów, powinniśmy też dostosować do rączek dziecka przedmioty codziennego użytku – kubek, grzebyk, szczoteczkę do zębów. Kolejna rzecz – wszystko robimy naprawdę, czyli dziecko nie dostaje zabawki pralki, tylko uczymy je obsługi prawdziwego urządzenia. Mój synek w wieku dwóch i pół roku potrafił już segregować pranie, wkładać do bębna i włączać program. Chodzi o to, by dziecko było zaangażowane w życie dorosłych – warto pokazywać mu, co może zrobić samodzielnie np. rozsypać coś, żeby dziecko mogło to potem zamiatać. Bo dla rodzica celem jest sprzątniecie, a dla dziecka sprzątanie, podoba mu się po prostu czynność zamiatania. Dobrze jest poznać etapy rozwoju dziecka i potrzebne aktywności. U nas w przedszkolu dzieciom najpierw pokazujemy, potem pozwalamy ćwiczyć umiejętność np. prasowania prawdziwym żelazkiem, żeby wiedziały, że jest gorące i trzeba uważać. Pod naszą opieką uczą się używać noża i nożyczek. Używają też szklanych naczyń i metalowych sztućców. Uczą się, że przewodzą ciepło, jak należy je trzymać, jak mocno można je ściskać. To są ważne doświadczenia.

Jakieś przykłady z pani domu?
Mój najmłodszy syn nie miał łóżka, tylko materac, na który mógł sam wchodzić i spać wtedy, kiedy był zmęczony. Obrazki na ścianach były zawieszone na poziomie wzroku raczkującego malucha. Nie używaliśmy chodzików, tylko czekaliśmy, aż maluch sam zacznie chodzić. Jak coś nas niepokoiło w zachowaniu dziecka, zastanawialiśmy się najpierw, co takiego jest w otoczeniu czy w nas, co trzeba zmienić. Takie rodzicielstwo daje dużą frajdę, bo pozwala dobrze poznać swoje dziecko. Dziś wiem, że mam wspaniałe dzieci, które realizują marzenia i osiągają sukcesy. Nie moje oczekiwania, tylko swoje pomysły. Mogą próbować różnych rzeczy – doświadczają, ale i popełniają błędy, dzięki czemu poszukują siebie. Daję im poczucie, że jeśli tylko będą mnie potrzebowali, to jestem dla nich dostępna. Nie narzucam się, jedynie podrzucam pomysły, wycofuję się i obserwuję, co wybiorą. Jestem obecna w ich życiu, ale staram się ich nie osaczać. Jestem z nimi na ich zasadach, na tyle, na ile mi pozwolą.

To daje mi poczucie, że jestem OK – robię, co mogę, ale pozwalam dzieciom samodzielnie rozkwitnąć. Jestem szczęśliwa, bo widzę, jakie są i widzę, że każde jest sobą.

Metoda Montessori
- opracowana przez włoską lekarkę, Marię Montessori. Kładzie nacisk na swobodny rozwój dziecka i przeciwstawia się systemowi szkolnemu, tłumiącemu aktywność dzieci, którego symbolem była dla Montessori „szkolna ławka”. Uważała, że głównym zadaniem pedagogiki jest wspieranie spontaniczności i twórczości dzieci, umożliwianie im wszechstronnego rozwoju fizycznego, duchowego, kulturowego i społecznego. Odkryła także zjawisko polaryzacji uwagi u dzieci. W 1907 roku otworzyła pierwsze przedszkole Casa Dei Bambini (Dom Dzieci).

Dorota Rotowska psycholog, pedagog, nauczycielka Montessori.