Czarna owca w rodzinie – 2 historie

Czarna owca w rodzinie - 2 historie
123rf.com

Marianna była wzorową żoną i matką, urządzającą dla ciotek rodzinne przyjęcia. Odeszła z młodszym od niej 10 lat liderem zespołu heavy metalowego. Tomasz tak jak wszyscy w jego rodzinie był muzykiem, chociaż kochał samochody. Do czasu, kiedy zachorował na depresję i rzucił pracę. Jak wygląda życie czarnej owcy w rodzinie?

Marianna

Dobrze zapowiadała się na żonę Artura. I pracy świetnie sobie radziła, i na urodziny sernik na zimno z truskawkami potrafiła zrobić. Wydawała się podobna do Artura matki i babki. Taka co zarządzi, po pracy ugotuje zupę i drugie danie, z dziećmi lekcje odrobi i pamięta o przeglądzie samochodu. Po urodzeniu córki Marianna szybko wróciła do pracy, bo mężowi splajtowała firma. To nic, kochanie, poradzimy sobie, mówiła. Był z niej dumny, znakomicie gotowała i tak pięknie umiała dekorować stół. Ciotki z zadowoleniem kiwały głowami. Marianna z biegiem czasu boleśnie odczuła powtarzalność imieninowych rytuałów oraz wtrącanie się w jej życie. Po kilku latach w jej małżeństwie nastąpił kryzys. Wykrzyczała Arturowi, że kocha swoją żonę, a nie ją – kobietę taką, jaką ona jest. Właśnie, jaka jestem, zastanawiała się Marianna. Dlaczego milczę podczas tych rodzinnych obiadów i uciekam w świat fantazji, skąd to uczucie ciągłego zmęczenia. Sercowe powikłania po grypie sprawiły, że osłabła. Miała wymówkę, by nie urządzać świąt, zmieniła pracę na mniej stresującą, ale też gorzej płatną. Artur był poirytowany tymi zmianami, bo spłacają kredyt na mieszkanie. Niezręcznie głaskał ją po głowie, gdy wracała od lekarza, nie tolerował słabości. Strofował ją ostro, gdy zaczęła interesować się buddyzmem i medycyną niekonwencjonalną. Podczas choroby zdała sobie sprawę, że wypełniała jedynie role żony, matki, synowej, szwagierki. Żyła między pracą, wysprzątanym domem, kościołem a rodzinnymi spotkaniami. Tak bardzo starała się być silna, aż zachorowała na serce. Nie słyszała jego głosu. Czego ja chcę, czego nie chcę?, zadawała sobie pytania.

Siedziała na przyjęciu komunijnym bratanka męża, gdy z zadumy wyrwał ją czyjś głos: „Bo u nas nie ma rozwodów. Tylko ten Maniek ze wsi się rozwiódł, no ale on pił, to się nie liczy”. Gdyby wiedzieli, że mam romans, coś w jej środku śmiało się. Że zakochałam się w młodszym od siebie o 10 lat liderze zespołu heavy metalowego. Nie domyślają, że gdy całujemy się w parku, nie przeszkadza mi deszcz i że upijamy się piwem, chociaż nigdy go nie piłam, bo to „niekobiece”. Gdyby oni wiedzieli, jak on dobrze mnie rozumie. Zauważył, że boję się ludzi, że nawet gdy się uśmiecham, mam w oczach smutek. Potrzebujesz luzu, namiętnego seksu. I tego wszystkiego właśnie z nim doświadczam. Spędzamy ze sobą coraz więcej czasu, mieszka na sąsiednim osiedlu. Pyta gdzie ja byłam przez te wszystkie lata, a ja chyba nie żyłam. Przy Piotrze jest mi dobrze, nie zastanawiam się co wypada robić w niedzielę, a co nie. Mogę wygłupiać się godzinami, mogę też płakać i mówić czego się boję. Gdy usłyszałam jego słowa: „Budzisz we mnie czułość, jesteś taka delikatna. Napompuję ci koła w rowerze.”, poczułam jak płyną mi łzy. Oni nie wiedzą, że on chce ze mną być, dla niego wszystko jest tak mało skomplikowane. Rozwiodę się, postanowiła Marianna, kończąc schabowego.

Gdy w rodzinie Artura padło słowo „rozwód”, zawrzało. To skandal, orzekły ciotki. Mąż krzyczał: Przestałaś zarabiać, dbać o dom, zainteresowałaś się jakimiś głupotami, a w końcu zdradziłaś mnie i to z kim!? Z wyrzutkiem społecznym. Długowłosy, młodszy, w zabłoconym terenowym samochodzie. Wstyd! Oszukałaś mnie i całą moją rodzinę! Kocham go, pasujemy do siebie, odpowiedziała Marianna. Złożyła pozew o rozwód i wyprowadziła się z córką do Piotra. Artur jakiś czas potem pojawił się na urodzinach szwagra z Zosią, zaradną koleżanką z pracy, która przyniosła przyszłej teściowej sernik na zimno. Z truskawkami.

Tomasz

Od zawsze sprawiał rodzinie problemy. Już w przedszkolu wybił szybę w oknie i wdawał się w bójki z kolegami. Niesforny, lubiący psoty. A u nich w rodzinie wszyscy byli muzykami. Ojciec nauczycielem akademickim, matka śpiewała w chórze Filharmonii Narodowej. Liczyła się muzyka i związany z nią prestiż. A więc nauka języków obcych, maniery, obycie w świecie. Potrawy, które jedli, rozmowy, które prowadzili, ludzie, których gościli – nic nie było zwyczajne, lecz wyrafinowane. Rodzice i dwie starsze siostry Tomasza często wyjeżdżali za granicę na koncerty i stypendia. W domu miał panować spokój, przerywany jedynie dźwiękami ćwiczonych gam i etiud. Tomaszkowi został wyznaczony do nauki fortepian, siadał do niego z porozbijanymi kolanami. Najbardziej lubił zbierać samochodziki. Gdy był chłopcem, rodzice tolerowali tą jego „słabość”. Jednak, o zgrozo, z wiekiem świat motoryzacji coraz bardziej go pociągał. Tomasz uwielbiał zaglądać pod maski samochodom, wiedział o nich wszystko. Ubrudzony smarem w garażu czuł się po prostu szczęśliwy.

Szybko jednak zorientował się, że autorytarny ojciec nie pochwala jego hobby, a nawet jest nim przerażony. Dla jego aprobującego uśmiechu Tomaszek grał na fortepianie, nie bez komplikacji skończył studia muzyczne i udało mu się zostać na uczelni. Ojciec odetchnął. Pani Barbara, matka Tomasza, miała jednak powód do zmartwienia, jak to zwykle z Tomaszem. Chodziło o Kaśkę, partnerkę syna. Poznali się na zawodach żużlowych i pokochali. Spodobała mi się, bo dla niej życie było takie proste, mówi Tomasz. Na pierwszym miejscu stawiała przeżycia, lubiła sporty ekstremalne, włóczęgi po Polsce z plecakiem, i tak fajnie się śmiała, głośno i szczerze. – Mimo dąsów mamy i zdystansowania taty, postanowiłem się z nią związać. Bez ślubu, bez tych wszystkich rodzinnych ceregieli stworzyliśmy nasz dom. Trudno mi było jednak pogodzić się z tym, że Kasia nie została zaakceptowana. Te ich docinki, spojrzenia, uśmiechy niezadowolenia. Przychodząc z Kasią na obiad, czułem się tak, jak kiedyś, gdy wracałem z podwórka z podbitym okiem. Znowu niegrzeczny – opowiada Tomasz.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że prowadzę podwójne życie, mówi Tomek. Świat akademii muzycznej zupełnie nie przystawał do tego, co robiłem po pracy. Moją pasją nadal były samochody i to stare. Nie miałem jednak czasu, by poważnie się tym zająć. Tomaszowi zaczęło szwankować zdrowie, lekarze nie wiedzieli skąd biorą się silne bóle lewego barku, drętwiały mu ręce, cierpiał na zawroty głowy. To one sprawiły, że Tomasz miał poważny wypadek samochodowy. Wyszedł z niego z potrzaskaną prawą ręką, którą długo rehabilitował. Ojciec wysłał go do kliniki w Szwajcarii, bym mógł wrócić do grania. Udało się, Tomasz jednak zachorował na depresję. Psychoterapia, którą podjął, uświadomiła mu, że potrzebuje wyrazić swój bunt wobec rodziców, który tłumił od dziecka. Ogromną złość na ojca, pokłady żalu do matki. I że musi pożegnać się z poczuciem, że jest zły, bo inny, że nie zadowala, nie wywiązuje się z zadań i ciągle robi coś źle. Uświadomił sobie, że nie ma do siebie zaufania, bo tłumi swoje pragnienia i to, kim jest. Wykrzyczał to wszystko w Wigilię, może nie najlepszy moment, myślał, a może właśnie dobry. Powiadomił rodziców, że złożył wypowiedzenie z pracy w akademii, na razie będzie pomagał Kasi w prowadzeniu jej firmy, organizującej wyjazdy surwiwalowe i zastanowi się, co dalej ma w życiu robić. Chce się zająć samochodami. I postawił warunek – nie zjawi się w ich domu, jeśli nie zaczną szanować jego kobiety. To był szok. Rodzice Tomka otrząsnęli się z niego po kilku miesiącach. Zrozumieli jednak, że jeśli nie pogodzą się z tym, że Tomek i jego partnerka są inni, niż oni, stracą ich. Gdy ponownie zaczęli się spotykać, Kasia podczas któregoś przyjęcia w ogrodzie, zauważyła że wszyscy się głośno z czegoś śmieją. Naprawdę głośno i swobodnie. To była nowość, przełom. Od tego momentu polubiła bywać u swoich „teściów”.

Jutro psychologiczne spojrzenie na rolę czarnej owcy w rodzinie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze