fbpx

Wertykalna medytacja

Wertykalna medytacja
123rf.com

Przepis na szczęście – pojechać do lasu, wspiąć się na szczyt okazałego dębu, przeżyć noc w zawieszonym w jego koronie hamaku. Chodzenie po drzewach
to coś więcej niż nowy sport, sposób na kontakt z naturą czy na oryginalne spędzanie wolnego czasu. To filozofia życiowa.

W kasku na głowie, wciśnięta w uprząż wspinaczkową i opasana linami, Lidia zastanawia się, na co się, u licha, porwała?! Ściółka leśna kłuje ją w bose stopy, w dodatku właśnie ukąsiła ją dotkliwie czerwona mrówka. Widziany z dołu 80-letni, blisko 40-metrowy buk jest niebotyczny jak okrętowy maszt. Lidia głośno przełyka ślinę. – To rolls-royce wśród drzew, idealny dla początkujących – uspokaja ją przewodnik Lionel Picard.

– Ma delikatną i miłą w dotyku korę, a jego solidne, blisko siebie położone gałęzie ułatwiają wspinaczkę. No dalej, zaczynamy! Sama wybierasz trasę, wędrujesz z gałęzi na gałąź swoim rytmem, nie zapominaj tylko o oddechu.

Pozostali uczestnicy wyprawy do Chévreloup w pobliżu Wersalu z zapartym tchem patrzą, jak Lidia powoli zaczyna piąć się w górę. Za nimi krótkie szkolenie w technice robienia węzłów i stosowania lin, wykład na temat morfologii drzewa. Wyposażona w tę wiedzę teoretyczną Lidia coraz lepiej opanowuje technikę wspinaczki. Po chwili jej ruchy stają się zdecydowane, aż wreszcie zanurza się w gęstym listowiu pierwszych gałęzi drzewa.

– Jakbym nagle znalazła się w obrazie Maneta! – Lidia próbuje ubrać w słowa swój zachwyt. – Wokół listowie we wszystkich odcieniach zieleni, wiatr i słońce tworzą w koronie tajemniczą grę światła i cienia. Czasu jest w bród, by w pełni rozkoszować się chropowatym kontaktem z korą, poczuć zapach liści, wsłuchać się w subtelne odgłosy lasu – opowiada.

Po korze na bosaka

Choć ONZ ogłosiło rok 2011 Rokiem Lasu, drzewa nadal wycinane są w zawrotnym tempie dwóch stadionów piłkarskich na sekundę. Krzewiąc etykę szacunku i podziwu dla drzewa, adepci drzewnej wspinaczki są przekonani, że przyczyniają się do ich ochrony. – Drzewo jest dla nas partnerem, a nie przeszkodą do pokonania. Nie dążymy do podporządkowania go sobie, lecz dostosowujemy się do narzucanych przez nie przeszkód – wyjaśnia Peter Jenkins, emerytowany alpinista i arborysta (chirurg drzew), który w 1983 r. założył organizację Tree Climbers International. To on zaadaptował techniki wspinaczki wysokogórskiej do nowego środowiska i otworzył pierwszą na świecie szkołę wspinaczki po drzewach. Niektórzy jego uczniowie uważają wręcz drzewo za istotę żywą, która myśli i cierpi, proszą je zatem o pozwolenie owinięcia kilku lin wokół jego pnia, a po zejściu składają mu podziękowania. Nie bez przyczyny też większość z nich przybiera pseudonimy, na wzór Julii Hill, alias Motyl, która spędziła dwa lata na 1500-letniej sekwoi (1997–99), by uchronić ją przed wycinką.

Członkowie tej małej, acz stale rosnącej społeczności przestrzegają ustanowionej w 1993 r. karty deontologii, która kładzie nacisk na ochronę drzew. W Szkocji, Czechach, Japonii czy w Australii podstawowa zasada jest ta sama. „No trace” – niepozostawianie po sobie śladu. Dlatego najlepiej wspinać się boso lub w specjalnych pięciopalcowych butach, liny zaś zawsze od kory oddziela specjalna skórzana bądź plastikowa osłonka.

– Wybrać drzewo do wspinaczki to upewnić się, że jest zdrowe, a stan kory i gałęzi nie może zostać przez nas uszkodzony – tłumaczy Harv Teitelbaum, alias Ponderosa (Sosna Żółta), założyciel stowarzyszenia Tree Climbing Colorado. Niczym pilot samolotu przed startem przed każdą nową ekspedycją przeprowadza trzypunktowy przegląd drzewa: ziemia, pień, korona. Szuka uszkodzonych korzeni, pęknięć gruntu, martwych gałęzi, ubytków kory. Grzyby, insekty, narośla, stopień nachylenia – to wszystko bezcenne wskazówki o stanie drzewa, a co za tym idzie, także o bezpieczeństwie wspinaczki. Harv wykonuje specjalne nacięcie przy złamanej gałązce. Ułatwi ono regenerację, a tym samym uchroni drzewo przed infekcją czy inwazją insektów.

Drzewo, wśród roślin odpowiednik lwa między zwierzętami, w wielu kulturach symbolizuje istoty boskie lub miejsce przebywania bogów. Już w starożytnej Grecji gaje, zamieszkiwane przez driady i hamadriady, były uznawane za święte. Dęby łączono z Zeusem, drzewa oliwne z Ateną, a platany z Dionizosem. U Celtów przedmiotem kultu był dąb, u Germanów lipa, wśród plemion syberyjskich zaś – modrzew i brzoza. W maoryskich legendach olbrzymie drzewa kauri to nogi strażnika lasów, boga Tane, od zarania dziejów rozdzielającego Ranginui, ojca Niebo, i Papatuanuku, matkę Ziemię. Aśoka, zwana saraką indyjską, pod którą narodził się Budda, oraz figowiec indyjski, pod którym doznał oświecenia, do dziś są w Azji otaczane nabożną czcią. Symbolizując sprawiedliwość, piękno, nadzieję i mądrość, drzewo wyobraża także wiecznie odradzające się życie nieznające śmierci. Jest kwintesencją żywotności, która czerpie siły ze wszystkich czterech żywiołów (z ziemi i wody poprzez korzenie, ze słońca i powietrza poprzez koronę), równocześnie łączy życie na ziemi z podziemnymi siłami chtonicznymi i niebiańskimi sferami.

Niczym chorzy Taitańczycy, którzy przez 20 minut przytulają się do pnia, by życiodajna siła drzewa przeniknęła do ich ciała, adepci drzewnej wspinaczki często spędzają w konarach noc, by naładować się kosmiczną energią. Zawieszeni w uprzęży wysoko nad ziemią, potrafią godzinami huśtać się na gałęzi, mówić do drzewa, przytulać je.

– Soki, które krążą pod korą, mają właściwości pobudzające – zapewnia Alan Stock z The Mighty Oak Tree Climbing Company z Kornwalii. – Zresztą sylwoterapia, wiara w ozdrawiającą energię krążących w drzewie soków, znana jest od czasów starożytnych. Olbrzymie dawki energii mogą nawet przyprawić o zawroty głowy, zwłaszcza wiosną, kiedy pojawiają się liście i kwiaty. Efekt terapeutyczny gwarantowany.

Terapia wśród gałęzi

Wspinanie się po drzewach, dostępne dla ludzi pomiędzy 7. a 77. rokiem życia, to spełnienie dziecięcych marzeń czy też po prostu powrót do znanych z dzieciństwa doznań. Dla wszystkich zaś to realizacja potrzeby bliskiego kontaktu z przyrodą. – Gniazdo kolibrów, przelatujące tuż nad głowami papugi, spotkanie oko w oko z wiewiórką – wylicza swoje najdroższe wspomnienia z wędrówek w koronach drzew Iris Turney z Los Angeles. Zgłosiła się jako wolontariusz do pracy w ogrodach botanicznych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, by móc do woli wspinać się po drzewach, niedawno też wróciła z wyprawy do lasów tropikalnych w Panamie. Kodeks drzewnej wspinaczki podkreśla: pamiętaj, jesteś tu jedynie z wizytą! Wbrew pozorom największym niebezpieczeństwem czyhającym na śmiałków nie jest w tym środowisku upadek, lecz natknięcie się na gniazdo szerszeni, kolonię mrówek czy gniazdo orła.

Wspinaczka pozwala również inaczej spojrzeć na innych i na samego siebie. Nie bez przyczyny sport ten w dużej mierze rozwinął się z inicjatywy pracowników społecznych zajmujących się trudną młodzieżą czy osobami niepełnosprawnymi. Jego nadrzędnym celem pozostaje bowiem nawiązanie kontaktu z samym sobą, przezwyciężanie wewnętrznych ograniczeń, rozwój duchowy. Niektórzy proponują nawet terapię na drzewie, a Jenkins drzewną wspinaczkę nazywa wprost „wertykalną medytacją”.

– Wspinaczka na drzewa to dobra zabawa, powrót do harmonii z naturą, lepsze poznanie samego siebie – podsumowuje Abe Winters, zalożyciel Tree Climbing USA. – Nieważne, czy odpowiadasz na pierwotny zew natury, czy też potrzebujesz choć na chwilę zostawić za sobą swoje problemy. Chcesz czy nie, podróż na wierzchołek drzewa zmieni twoją percepcję, wywróci do góry nogami wszelkie punkty odniesienia, wszelkie a priori.

Zejście na ziemię

Łagodnie kołysana wiatrem w swym zawieszonym wysoko nad ziemią specjalnym hamaku z lekko podniesionymi brzegami, zwanym łódką drzewną (treeboat), Lidia ma poczucie, że znajduje się bliżej rozgwieżdżonego nieba niż ziemi. Gdyby była Polką, mogłaby strawestować narodowego wieszcza: „Wpłynęłam na suchego przestwór oceanu//Hamak nurza się w zieloność i jak łódka brodzi” [„Stepy akermańskie”]. Albo wprost zacytować Bolesława Leśmiana: „Tyle w gęstwinie cisz błądzi i tyle/Słoneczniejących między pniami czasów” [„W lesie”], lub: „Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna,/I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina” [„Dąb”]. W zamian zachwyca się: – Pogrążeni w ciszy odkrywamy tysiące i jeden odgłosów nocy, śnimy snem równoległym na granicy świadomości, a świt odsłania przed nami tajniki intymnego życia drzewa.

– Przyszedł moment prawdy – ucina jej rozważania przewodnik Lionel. – Wchodzi się łatwo, zejście dostarcza dużo więcej emocji, czasem nawet łzy. Trzeba rzucić się w pustkę i, lądując na dole, postarać się nie stracić równowagi. Wszyscy, którzy się wspinają, odczuwają smutek, gdy przychodzi czas zejścia na ziemię. Jak marynarze po długim rejsie schodzący na ląd – dodaje.

– Po nocy spędzonej na drzewie pozostawiasz za sobą stres i zmęczenie. Ale przede wszystkim stajesz się innym człowiekiem. I to nie tylko dlatego, że wszelkie dziecięce, niekonwencjonalne zachowania pozwalają zdystansować się do samego siebie – przekonuje William Guytard z Francuskiego Związku Wspinaczy Drzewnych. – Bądź co bądź nasz gatunek pochodzi od małpy i nie ma mocnych – na drzewie ta pierwotna więź z naturą daje o sobie znać. Jest to doświadczenie, które na zawsze nas zmieni. Nas i nasz sposób patrzenia na życie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze