fbpx

Bardzo nietypowy Polak

Bardzo nietypowy Polak
fot.123rf

W Polsce stanowią 20 proc. populacji. Jedni twierdzą, że ich życie toczy się zgodnie z piękną filozofią życia, inni – że nie mają wyboru, bo to los pokarał ich za to, jacy są naprawdę. Jaka jest rzeczywistość?
Brak zobowiązań, wolność wyboru, dużo czasu na przyjemności, możliwość samorealizacji, swoboda kontaktów z płcią przeciwną, niezależność finansowa – to tylko niektóre zalety życia w pojedynkę wymieniane przez singli. Brak ciepła rodzinnego, złe traktowanie w pracy, osamotnienie, dyskryminacja, negatywny odbiór rodziny i znajomych – to z kolei wady życia bez partnera.

Singiel – nie zawsze z wyboru

Badanie przeprowadzone na zlecenie serwisu Sympatia.pl przez niezależny ośrodek badawczy Pentor pokazało, jak naprawdę wygląda życie współczesnych singli. W badaniu wzięło udział trzy tysiące Polaków.

– Według przyjętej przez nas definicji, singlami w Polsce są osoby żyjące w pojedynkę powyżej 25 roku życia. Singlami są też częściej kobiety oraz osoby w wieku dojrzałym. 7 na 10 tych osób identyfikuje się z określeniem „singiel” – mówi Ewa Sapieja z serwisu Sympatia.pl. – Badanie dowiodło, że grupa ta jest bardzo zróżnicowana, zarówno pod względem cech demograficznych, jak i wyznawanych wartości, stylu życia, podejścia do bycia singlem. Na podstawie wskazywanych przez singli przyczyn życia w pojedynkę wyodrębniliśmy dwie kategorie singli: „z wyboru” – dla których życie w pojedynkę jest wynikiem świadomej decyzji oraz „wdowcy” – w przypadku których samotność spowodowana jest śmiercią partnera.

Większość Polaków (62 proc.) i sami single (59 proc.) zetknęła się w swoim życiu z określeniem „singiel”. W ich pojęciu słowo to ma najczęściej wydźwięk neutralny oraz oznacza osobę nie posiadającą partnera, nie będącą w żadnym związku „na stałe”. Ale nie zawsze.

Nowoczesna stara panna

– Nie lubię, jak się o mnie mówi singiel – mówi Monika, która w serwisie randkowym Sympatia.pl szuka miłości. – Jestem wolna, bo tak ułożyło mi się życie. Na co dzień pracuję, zajmuję się wychowaniem syna i córki. Dzieciaki naprawdę zajmują mi dużo czasu. Robię też wiele innych rzeczy. Bardzo lubię swój samochód, a że jest już pełnoletni i czasem szwankuje, lubię w nim podłubać. Ostatnio odkryłam kursy na wózki widłowe, jestem już po psychotestach. Wiele sie dzieje w moim życiu. Ale nie znalazłam tej drugiej połówki na dobre i na złe nastroje. Kogoś, do kogo można się przytulić, wypić kawkę i usłyszeć rano, w dzień i w nocy „kocham cię”.

Wśród neutralnych i pozytywnych określeń na temat singli najczęściej wymieniano: osoba szukająca partnera; wyzwolona i bez zobowiązań; spełniona zawodowo i niezależna finansowo; samowystarczalna; po trzydziestce nie będąca w stałym związku; niezależna w swoich poglądach i akceptująca fakt, że nie jest w związku; nowoczesna, wykształcona, zaradna.

Wśród negatywnych określeń kojarzących się z singlem wymieniono m.in.: osoba samotna, nie mająca wsparcia ze strony drugiej osoby; człowiek smutny; stara panna lub stary kawaler nowocześnie nazwany; osoba zamknięta w sobie i zdesperowana.

To pokazuje, w jak różny sposób polskie społeczeństwo odbiera ludzi, którzy nie mają u swego boku stałego partnera.

Katarzyna Kuklińska z Collegium Civitas, ekspertka akcji „Pokolenie singli” uważa, że „singiel” nie jest alternatywą dla „starej panny” czy „starego kawalera”. – To określenie zupełnie innego człowieka. Poza tym „singiel” nie tylko lepiej brzmi, słowo też unika oceny takiego człowieka, jest neutralne. Tymczasem „stara panna/kawaler” pokazuje jednoznacznie negatywny stosunek osoby wyrażającej opinie do danego zjawiska.

Zdaniem ekspertki coraz więcej osób dostrzega różnicę między tymi dwoma pojęciami. – Wpływ na to mają też media, które wypromowały słowo „singiel”, przez co staje się ono coraz bardziej powszechne w społeczeństwie, nie tylko wśród samych singli. Poza tym od pewnego czasu nie jest już zwrotem potocznym, ale istniejącym w słowniku terminów socjologicznych. Trzeba jednak pamiętać, że słowo to i całe zjawisko singlizmu ma silny związek z kulturą, stąd wynikają różnice pomiędzy ludźmi żyjącymi w ten sposób w Polsce, a na przykład w krajach skandynawskich.

Wolność vs samotność

W społeczeństwie polskim pokutuje przekonanie, że singlom żyje się generalnie gorzej niż osobom w związkach – bo mają więcej pracy, problemy z adopcją dzieci, żyją pod presją rodziny i znajomych, mają utrudnionych dostęp do kredytów, są wykluczani z życia towarzyskiego. Nie zawsze zgadzają się z tym sami single, a 69 proc. z nich uważa, że jest „bardzo szczęśliwa” lub „dość szczęśliwa”.

Za główną zaletę życia bez stałego partnera wymieniają wolność (41 proc.), definiowaną jako niezależność, swobodę oraz więcej czasu wolnego.

– Mam czas na swoje przyjemności, robienie tego, na co mam ochotę, na spotykanie się z kim chcę i kiedy chcę – pisze na swoim blogu Rozdiablona Anielica. – Nic ani nikt mnie nie ogranicza. Mogę swobodnie planować swoje zajęcia bez oglądania się na niego. Nie muszę sprawdzać, czy dzwonił albo przysłał SMS-a, bo ani się tego nie spodziewam, ani na to nie czekam. Nie muszę przebierać się w pończochy, których tak naprawdę nie lubię. Po pracy nie muszę biegać z wywieszonym językiem po sklepach i dźwigać ciężkich siatek z zakupami.

Jest także druga strona medalu – blisko 1/4 singli (22 proc.) przyznaje, że są osobami „zdecydowanie nieszczęśliwymi” lub „raczej nieszczęśliwymi”. Warto zaznaczyć, że tylko 9 proc. respondentów żyjących w związkach zadeklarowało, że nie jest szczęśliwa.

Według Katarzyny Kuklińskiej, ekspertki akcji „Pokolenie singli” (Collegium Civitas) taki wynik jest zaskakujący. – Być może mamy tu do czynienia z wzorcami kulturowymi, które każą zakładać, że posiadanie rodziny daje szczęście, więc ludzie mający rodziny, automatycznie deklarują większe zadowolenie z życia, ponieważ czują się do tego zobowiązani. Z kolei single mogą obawiać się głośnego zadeklarowania, że są zadowoleni ze swojego stylu życiu, by nie narazić się na ostracyzm społeczny.

Co jeszcze może powodować brak szczęścia u singli? Jak się okazuje – finanse (wskazuje je 26 proc. singli). Co prawda żyjący w pojedynkę mają mniej obowiązków rodzinnych czy wobec partnera i mogą większość dochodów przeznaczać na własne potrzeby, ale nie oznacza to, że żyją oni oszczędniej, czy że finansowo jest im lżej. Starsi single (45+) o wiele częściej jednak narzekają na problemy natury finansowej, niż ci młodsi (25-34).

Niezależnie jednak od wieku single skarżą się na brak towarzystwa (47 proc.). – Wracasz po całym dniu pracy do swoich czterech ścian, zmęczona i głodna, i nie masz do kogo przysłowiowej gęby otworzyć – narzeka Ania (28 lat), singielka z Warszawy. – Chwytasz byle co z lodówki, rozsiadasz się wygodnie, włączasz telewizor i nagle dociera do ciebie, że już nie chce ci się jeść, że fajnie byłoby mieć obok siebie faceta, który otuli kocem, wysłucha twojego małego marudzenia, pocałuje na dobranoc i powie, że wszystko będzie okej. Czasem naprawdę tego brakuje.

Mimo dokuczającej czasem samotności, single nie chcą jednak układać sobie życia w związku na siłę. – Mam 31 lat i jestem sama – pisze na blogu serwisu Sympatia.pl Lulu. – W sumie pół życia byłam z kimś, ale według nowej nomenklatury jestem singielką. Z mojego punktu widzenia brzmi przezabawnie. Nie chcę być sama, ale to, co proponuje „życie” jest dużo poniżej tego, co wiem, że może zaproponować. Nie szukam nikogo na siłę, żeby przetrwać najbliższe miesiące czy lata. Miłość, jeśli będzie miała nadejść, nadejdzie. Stać mnie (wewnętrznie) na to, żeby pozostać samą, a nie „wieszać się” za wszelką cenę na kimkolwiek, żeby tylko być w związku.

Czekając na tego jedynego

Spora część singli potwierdza, że ich życie w pojedynkę to tylko stan przejściowy i wyraża otwartość na nowy związek.

– Trudno zakończyć stary związek i rozpocząć nowy, bez chwili singlowania – pisze na forum ani ani. – To stan przejściowy, który pozwala na oddech i małą przemianę. Wolę spędzić jedno samotne lato, niż związywać się z kimś na siłę, tylko dlatego, że „głupio wygląda” kobieta bez towarzystwa na leżaku, wycieczce czy kolacji.

Jej słowa potwierdza singielka Kasia. – Na pewno nie zmuszałabym się do bycia z kimkolwiek – mam takie znajome, które wyszły za mąż dlatego, że bały się być same… i szczęśliwe na pewno nie są! Sama dobrze na siebie zarabiam i nawet – jak trzeba – dokonam prostych napraw w domu czy aucie. Nie płaczę, że nie ma mi kto pomóc.

– Wolność i niezależność powodują, że młodsi single nie muszą wpisywać w swój życiowy plan drugiej osoby – tłumaczy dr Julita Czernecka, ekspertka akcji „Pokolenie singli”. – Mogą decydować o tym, w jaki sposób spędzą wolne popołudnie, czy zmienią pracę i przeprowadzą się do innego miasta. Nie muszą tych decyzji z nikim konsultować, chodzić na kompromisy – są kowalami swojego losu. Poza tym otrzymują duże wsparcie od swoich rodzin. Mężczyźni najczęściej korzystają z pomocy matek, a kobiety zwracają się do ojców czy braci w sprawach drobnych napraw w domu, remontów.

26 września wystartowała społeczna akcja „Pokolenie singli”, w którą zaangażowani są znani polscy specjaliści, a wśród nich prof. Zbigniew Lew-Starowicz i prof. Zbigniew Izdebski.

Bycie singlem stało się już pewnym stylem życia. Liczba samotnych rośnie, a wraz z nią ich świadomość, że odgrywają coraz większą rolę w społeczeństwie. My chcemy się dowiedzieć, kim naprawdę są polscy single.

Artykuł pochodzi z serwisu Sympatia.pl