Phnom Penh: pałace i świątynie

Please select a featured image for your post

Stolicę Kambodży zamieszkują dwa miliony mieszkańców, jednak miastu bardzo daleko do miana metropolii. Zresztą w porównaniu ze stolicami sąsiednich państw: Bangkokiem czy Kuala Lumpur, Phnom Penh jest prowincjonalne.

Gdy weźmiemy do ręki plan miasta, zobaczymy gęstą siatkę ulic, równoległych i prostopadłych. Zupełnie jak na Manhattanie. Nazewnictwo także przywodzi na myśl Nowy Jork – ulice są po prostu ponumerowane. Wystarczy podnieść wzrok znad mapy, by zobaczyć, że tu podobieństwa się kończą. W stolicy Kambodży budynki są niskie, a wiele ulic nie ma nawet asfaltu. Owszem, jest kilka szerokich arterii komunikacyjnych, wystarczy jednak zboczyć z głównej drogi, by zgubić się w gąszczu wąskich uliczek, na których rozgrywa się codzienne życie.

Phnom Penh to miasto jednośladów. Skuterów i motocykli jest tu sto razy więcej niż samochodów. Śmiało można zgadywać, że każdy tutejszy Khmer ma własne dwa kółka. I to nie tylko dorosły! Widok nastolatka z tornistrem, który na skuterze manewruje między autami w drodze do szkoły nie jest niczym wyjątkowym. Wszyscy trąbią, wymijają się. Mało kto przestrzega przepisów ruchu drogowego.

Wielu turystów zaczyna zwiedzanie stolicy Kambodży od Pałacu Królewskiego. Turystom udostępniona jest tylko część królewskiego przybytku. Resztę musi dopowiedzieć wyobraźnia.
Obiekt powstał w latach 60. XIX wieku. Wybudowano go jako ośrodek władzy w nowej stolicy, po tym, jak przeniesiono ją nad Mekong z pobliskiego Udongu. Od tamtej pory jest zamieszkiwany przez kambodżańskich monarchów, za wyjątkiem okresu rządów Czerwonych Khmerów. Pałac to doskonały przykład klasycznego khmerskiego budownictwa. Białe budynki ze złotymi dachami pełne są rzeźbionych ozdób pełnych smoków, węży, słoni. Strzeliste kopuły wieńczą niemal każdy budynek w kompleksie pałacowym. Całość dzieli się na trzy części, ograniczone murem.

Najbardziej charakterystyczną częścią pałacu jest Srebrna Pagoda, niestety nie zawsze otwarta dla zwiedzających. Swoją nazwę zawdzięcza podłodze składającej się z pięciu tysięcy srebrnych kafelków. Każdy z nich waży kilogram.

Kolejny przystanek na szlaku turystycznym w Phnom Penh to Muzeum Narodowe. Wielu uważa, że muzea w Azji nie trzymają standardów, do których przyzwyczajeni są europejczycy. Rzeczywiście, wiele tego typu placówek w Indiach czy innych krajach Indochin można sobie darować, ale dla Muzeum Narodowego w Phnom Penh powinno się zrobić wyjątek. Znajduje się tu unikalna na skalę światową kolekcja sztuki khmerskiej.

Warto wpaść też do Foreign Correspondents’ Club – FCC. Klub Korespondenta Zagranicznego zajmuje kilkupiętrowy, kolonialny budynek nad samą rzeką. Jak sama nazwa wskazuje, miejsce powstało z myślą o dziennikarzach, korespondentach zagranicznych, których przygnały do Indochin bieżące wydarzenia. Dziś mieszczą się tu hotel i elegancka restauracja.

Gdy już dotarliśmy do FCC i zachwyciliśmy się widokiem roztaczającym się z jego tarasów, pora na spacer nadrzeczną promenadą Sisowath Quay, który pozwala jeszcze raz rzucić okiem na najważniejsze zabytki miasta: Pałac Królewski, Muzeum Narodowe. Spacerując nad Tonle Sap zobaczymy też buddyjskie centra kultu: Wat Ounalom i Wat Phnom.

Uporawszy się z wszechogarniającą egzotyką, odwiedźmy jeszcze miejsca będące bolesną lekcją historii. Wizyta Miasto, które w 1975 roku zostało niemal w całości opuszczone, do dziś nosi rany, które zadał krwawy reżim Czerwonych Khmerów. Eksperyment społeczny, który do dziś wprawia historyków w zdumienie, wygnał wielomilionowy naród na wieś.

Najsłynniejszym symbolem tamtych czasów jest więzienie Tuol Sleng. Kiedyś była tu szkoła. W klasach powstały cele więzienne. Więzienie S21 szybko stało się największą katownią w kraju rządzonym przez zaślepiony komunistycznymi ideami reżim. W latach 1975 – 1979 w Tuol
Sleng przetrzymywano kilkanaście tysięcy więźniów, przy czym liczba ta nigdy nie została doprecyzowana. Trafiali tu wrogowie partii, jej członkowie oskarżeni o szpiegostwo, zwykli obywatele. Horror S-21 przetrwało tylko 12 osób. Dziś tłumnie odwiedzają je turyści, w milczeniu zwiedzając cele i dziedziniec więzienia.