fbpx

Konflikty to moja specjalność

Konflikty to moja specjalność
Corbis

O tym, dlaczego spory mogą korzystnie wpłynąć na rozwój relacji międzyludzkich, z Liv Larsson, szwedzką specjalistką mediacji rozmawia Krzysztof Boczek.

-Czym pomoc mediatora NVC różni się od innych mediacji?

-Wykładaniem potrzeb na stół. Tak nazywamy uświadomienie zwaśnionym o potrzebach drugiej strony. To jest najważniejsze w mediacji porozumienia bez przemocy (Nonviolent Communication).

Dlaczego to robimy? Bo kiedy człowiek zna potrzeby drugiej osoby, znajduje w sobie współczucie. Nasze potrzeby są takie same, bez względu na to, czy chodzi o dziecko, 100-letniego mężczyznę, czy człowieka żyjącego 10 tysięcy lat temu. Społeczność, miłość, wolność, opieka… Obie strony mają potrzebę szacunku i dokonywania wolnego wyboru, dlatego łatwiej im rozpoznać siebie w tej drugiej osobie. Inne techniki mediacyjne działają w odmienny sposób.

-Mediator pomaga zobaczyć punkt widzenia drugiej strony?

-To główne jego zadanie. Gdy na przykład ja zrozumiem, że ty masz dużą potrzebę szacunku, a ty – że ja mam wielką potrzebę autonomii, wtedy mediator zapyta: „Co w tej sytuacji możecie zmienić w swoim postępowaniu?”.

-Kobieta, która chce się zemścić na swoim byłym niewiernym mężu, blokuje mu dostęp do dzieci. Jak by pani rozwiązała ten spór?

-Większość mediatorów, których znam, starałaby się naprawić te relacje lub udzielić stronom porad: „Ty możesz zrobić to, a ty tamto”. My, stosując mediację porozumienia bez przemocy, skupiamy się najpierw na tym, jakie są te podstawowe potrzeby stojące za zachowaniem obu stron konfliktu. Ja rozmawiałabym na początku z każdym z osobna, by ich zrozumieć, zanim spotkamy się wszyscy w jednym pokoju. Sprawdziłabym, czy ona nie chce, by on widywał dzieci, bo martwi się o nie, bo chce im zapewnić jak najlepsze dzieciństwo, wychowanie. Być może stwierdziłaby: „On mnie okłamywał, był z inną kobietą, jak więc mogę zostawić z nim dzieci?! – przecież mogłyby się od niego nauczyć takiego niemoralnego zachowania”. Wówczas poszłabym głębiej – czy ona chce, by jej dzieci były wychowywane zgodnie z jej wartościami? Jeśli tak, to dopiero wtedy pomogłabym im znaleźć sposób na zaspokojenie potrzeb obydw stron.

-Ale jeśli ona naprawdę chciałaby tylko tego, by on cierpiał?

-Starałabym się być empatyczna wobec niej – pytałabym, czy naprawdę chce, by mąż zrozumiał, jak bolesne było to dla niej przeżycie. Przypuszczalnie  uznała, że jedynym sposobem, by on to odczuł, było oddzielenie go od dzieci. Gdy ludzie czują się skrzywdzeni, nie dostrzegają, że dzieci także mogą cierpieć z powodu np. braku kontaktu z ojcem. Mediowanie w takich sprawach zajmuje sporo czasu: dwie, trzy, czasem cztery godziny. Ale zawsze, gdy ludzie podchodzą do siebie ze zrozumieniem i otwierają się, znajdują rozwiązanie konfliktu. To czasem działa jak magia.

-Co dzieje się, gdy każda ze stron ma totalnie przeciwne, wykluczające się żądania, potrzeby?

-To jedna z najbardziej interesujących kwestii w porozumieniu bez przemocy, bo potrzeby nigdy nie mogą stać w opozycji do siebie. Jeśli tak się dzieje, to nie są potrzebami. Różne za to mogą być strategie ich zaspokajania.

-Jakiś przykład?

-Jedna osoba mówi: „Ja mam potrzebę pójścia na tę imprezę!”, a druga: „A ja mam potrzebę, byś został ze mną w domu!”.

One nie rozmawiają o potrzebach, bo w rzeczywistości te są takie same – jedno i drugie pragnie być z kimś, być częścią grupy, społeczności.

Ludzie zazwyczaj nie rozumieją się nawzajem, bo nie doszli do poziomu potrzeb, rozmawiają tylko o tym, co chcą zrobić, by je zaspokoić. Zadaniem mediatora jest wyjaśnienie, co faktycznie stoi za żądaniami stron.

-A jeśli strony starają się manipulować, wysuwać wygórowane żądania, kłamią…?

-Tak dzieje się często.

-I co pani wówczas robi?

-Najpierw szukam powodu, dla którego kłamią. Kiedyś byłam mediatorem w rodzinie, w której mama wściekała się na syna, bo kradł w sklepach. Zaprzeczał temu, kłamał do czasu, aż udowodniono mu kradzież. „Dlaczego nie mogłeś mi powiedzieć!? Pytałam cię tyle razy, skąd masz te rzeczy! Jak mogę ci ufać?” – krzyczała matka. Chłopak kłamał, bo wiedział, że jeśli się przyzna, to ona go ukarze. Gdy wymagamy od kogoś szczerości, a kiedy ją usłyszymy, każemy tę osobę, to ona będzie oczywiście kłamać.

-Jak zakończyła się ta historia?

-Okazało się, że wcześniej rodzice karali syna zakazem spotykania się z przyjaciółmi. Kradł, by uzyskać akceptację kolegów, a kłamał, by się z nimi spotykać. Po długich mediacjach rodzice zrozumieli, jak wiele dla niego znaczą wspólne chwile z kolegami, a on – jak bardzo rodziców boli fakt, że kradł i ich oszukiwał.

 

-Czy są jeszcze jakieś istotne zasady obowiązujące w NVC?

-Stosujemy wiele ważnych narzędzi, np. odróżniamy obserwacje od ocen. W konflikcie mamy zazwyczaj różne oceny i obserwacje tego, co się wydarzyło. Mediator ma ustalić, co tak naprawdę miało miejsce. Oddzielamy więc to, co strony widziały, od tego, co myślały, że się działo. Gdy wprowadzimy to rozróżnienie, łatwiej mediować. Inna ważna zasada: nigdy nie rozwiązuję konfliktów za ludzi. Ja tylko pomagam im dojść do rozwiązania. To oni muszą wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje.

Dobrze, że tak nie działają mechanicy samochodowi, mówiąc: „Pani wymieni ten przegub sama, w taki a taki sposób. Sama”. (śmiech) Mechanicy może nie, ale na ludzi skonfliktowanych ten sposób rozwiązywania problemów działa.

-Czy w mediacjach NVC podpisuje się jakieś porozumienia?

-Ja tego nie stosuję zbyt często, ale znam mediatorów, którzy tak robią. W Szwecji każdy nastolatek, który złamie prawo karne, jest pytany: „Czy chcesz przejść przez mediacje?”. To samo pytanie zadaje się drugiej stronie, np. starszej pani, która została przez tego nastolatka obrabowana. Młodociany przestępca poniesie oczywiście karę, ale ma też możliwość mediowania z osobą, którą w jakiś sposób zranił. Po takich mediacjach starsza pani może stwierdzić: „Ależ on wcale nie jest taki straszny, to po prostu młody chłopak, który popełnił błąd”. On zaś może zrozumie, co takiego uczynił tej starszej pani, a to wpłynie na jego „karierę przestępczą”. Wyniki badań pokazują, że takie działania przynoszą pozytywne efekty.

-W jakich konfliktach technika NVC jest najczęściej stosowana?

-W wielu. Mam pięcioletnie dziecko, więc codziennie używam tej metody do rozwiązywania małych i dużych konfliktów. Stosowana jest również do poprawy bliskich relacji międzyludzkich, a nawet w sporach politycznych. W ubiegłym roku w Tajlandii uczyłam, jak z użyciem NVC rozwiązać konflikt polityczny tego kraju.

-Jaka jest skuteczność mediacji NVC?

-Nie znam statystyk na ten temat. Dla mnie ważne jest co innego – w mediacjach osiąga się zazwyczaj kompromis: „ja ci dam to, a ty mi tamto”. Ale to działa tylko na krótki czas. Bo jeśli nie dojdziemy do sedna sprawy, to konflikt powróci, w takiej czy innej postaci. Na Cejlonie od 30 lat zawierają pokój, a konflikt wciąż wybucha ponownie. Trzeba dotrzeć do głębokich korzeni konfliktu i uzyskać pełen jego obraz.

Rok temu uczyłam mediacji ludzi z ONZ i dowiedziałam się od nich, że w ciągu ostatnich 15 lat nie zawarto traktatu pokojowego, który nie zostałyby złamany. Czyste szaleństwo! Po co podpisywać traktat, jeśli nie dochodzi się do sedna problemu.

-Według pani, konflikty są cennym wkładem w rozwój relacji międzyludzkich i społeczeństwa. To dość szokujące stwierdzenie. Jak konflikt może rozwijać?

-Może. Wie pan, że chińskie słowo „konflikt”, „kryzys”, znaczy także „możliwość”? Przykład. Widuję ludzi, którzy siedzą cicho w miejscu pracy przez 10 lat, mimo że coś im się tam nie podoba. Gdy dochodzi do konfliktu, wypływa z nich to, co w nich siedziało, a w czasie mediacji szukają kreatywnych rozwiązań problemu. Wiele rzeczy może się zmienić na lepsze, gdy ludzie się otwierają. I to dzięki konfliktowi. Jeśli konflikt jest zamieciony pod dywan, to nic się nie dzieje. Ludzie się uśmiechają, wydają się radośni, ale w rzeczywistości coś ich w środku zżera. I to jest gorsza sytuacja.

-Czy  wiele razy wtrącała się pani do czyjegoś konfliktu bez zaproszenia?

-Wiele.

-W jakich sytuacjach?

-Gdy ludzie krzyczą na siebie na ulicy, podchodzę do nich i mówię: „Sądzę, że jesteście bardzo sfrustrowani, potrzebujecie pomocy, by sobie z tym poradzić”. Zazwyczaj się zgadzają i jedna strona „nadaje” na drugą. Potem okazuje się, że np. ona czuje się niepotrzebna, bezużyteczna, bo nie wie, jak pomóc swojemu chłopakowi. Gdy to zrozumieją, nawiązują kontakt. Ludzie potrzebują pomocy w osiąganiu porozumienia.                

Liv Larsson: ekspert mediacji, trenerka, uczennica Marshalla Rosenberga, twórcy Nonviolent Communication (NVC). Autorka sześciu książek o komunikacji. Prowadziła mediacje i szkolenia w: USA, Tajlandii, Francji, Estonii, Polsce i na Sri Lance.