Relacje społeczne: Czas na piknik

czas na piknik
123rf.com

Potrzebne: wiklinowy kosz lub torba wypełnione świeżym, domowym jedzeniem, koc (najlepiej w kratę), książka lub gazeta, mogą być też rakietki do badmintona plus sprawdzone grono znajomych. No i jeszcze czas, duuużo wolnego czasu.
Promyk słońca na twarzy, podmuch wiatru we włosach, soczystość jabłka, ziarnistość chleba, swobodna rozmowa, miękki koc – czego chcieć więcej?! Fani miejskich pikników wyglądają pierwszych słonecznych dni, gdy ziemia jest już na tyle ciepła, a zieleń wysoka, by można było z rozkoszą „zainstalować się” w jakimś parku na cały dzień. Trochę dalej od miasta, obowiązków i szybkiej codzienności. Trochę bliżej natury i siebie.

Wspólne nicnierobienie

– Piknikuję namiętnie od kilku lat – opowiada Kasia, z zawodu coach. – Wszystko zaczęło się na studiach, gdy znajomi zaczęli pracować, a wolne wieczory staraliśmy się spędzać razem i na świeżym powietrzu. Spotykaliśmy się nad Wisłą i oglądaliśmy zachody słońca. Z czasem, gdy większość osób z paczki pozakładała już rodziny, pojawiły się nowe odmiany piknikowania – grillowanie u kogoś w domowym ogródku, wyprawy rodzinne czy pikniki z dziećmi w pobliżu placu zabaw. Obecnie najchętniej umawiam się na domowe pichcenie. Ale to z lenistwa, bo jednak dalsze wyprawy – nad Wisłę, na Kępę Potocką czy do pobliskich lasów, dają mi najwięcej satysfakcji.

Od czego się zaczyna? Zawsze pojawia się jakiś inicjator, motor całego przedsięwzięcia. Potem zgłaszają się chętni do różnych zadań – ktoś bierze szklanki, ktoś talerze, ktoś coś upitrasi, ktoś kogoś podwiezie. Dominuje jasny podział: jedna osoba specjalizuje się w suszeniu wołowiny, inna – w domowych ciasteczkach.

– Ja odpowiadam za logistykę – kontynuuje Kasia. – Z reguły jedzie nas kilkanaście osób, często całe rodziny, rozkłada się to zwykle na 3–4 samochody. Wybieramy miejsce, rozkładamy koce i spędzamy ten czas, jak nam się żywnie podoba. Podjadając, popijając, częstując się wzajemnie i rozmawiając. Kto chce, się byczy, kto chce, biega. Część aktywności uprawiamy w podgrupach, część osobno. Czasami zdarza się tak, że wszyscy zabieramy książki, i jak tylko ktoś trafia na ciekawy fragment, komunikuje reszcie: „przeczytam wam coś”. To jest taki czas na wspólne nicnierobienie.

Dla znajomych Kasi piknik to starannie zaplanowany czas zgranego odpoczynku. – Wszyscy w pewien sposób umawiamy się, że podczas pikniku tworzymy stado, które realizuje wspólne cele – odpoczynku i cieszenia się sobą nawzajem – mówi Kasia.